Orfeusz i Eurydyka

To się musiało tak skończyć. Od pierwszej zmarnowanej okazji Mario Gomeza, od pierwszego z wielu pudła Robbena, od pierwszego bloku Ashleya Cole’a. Od wszystkich tych chwil (było ich jeszcze przed przerwą co najmniej kilka), kiedy niepilnowany zawodnik Bayernu wchodził w pole karne Chelsea i miał czas nawet na przyjęcie piłki, a potem posyłał ją w trybuny. A może inaczej i wcześniej: od dymisji Villas-Boasa i powierzenia drużyny facetowi, który być może również zostanie  zwolniony z pracy – jeśli nie jutro, to za kilka dni. Od fantastycznego pościgu w meczu z Napoli na Stamford Bridge (skreśliliśmy ich przecież wszyscy po meczu we Włoszech…), przez niesamowity półfinał, grany w dziesiątkę z Barceloną i tak dalej, i tak dalej.

Wszystkie kluczowe momenty meczu na Allianz Arena obfitowały w ukryte znaczenia, wszystkie układały się w przerażająco logiczną narrację układaną przez wyjątkowo złośliwego scenarzystę (pisałem przed tygodniem o bogu futbolu w kontekście drwin, jakie urządzał sobie z nas podczas ostatniej kolejki Premier League: „W najbliższą sobotę w Monachium zadrwi z nas po raz kolejny. Już się boję”; nie lubię się powtarzać, ale czasami się nie da…). Najlepszy obok Mikela i Czecha w zespole Chelsea Ashley Cole zagapiający się przy golu dla Bayernu (choć Anglika tłumaczy dokonana wcześniej zmiana: Bertranda, który wykonywał kawał dobrej roboty we wspieraniu kolegi z obrony, zastąpił Malouda; zastąpił i nie wrócił we własne pole karne). Schodzący z boiska Müller powtarzający triumfalne gesty Mario Basslera z finału sprzed 13 lat, przegranego ostatecznie z Manchesterem United. Siedemnaście rzutów rożnych Bayernu, a potem ten jeden jedyny dla Chelsea, w przedostatniej minucie meczu. Gol Drogby, którego zabrakło podczas serii rzutów karnych w Moskwie przed czterema laty. Faul tegoż Drogby i karny dla Bayernu. Pudłujący Robben: primo Holender, secundo były piłkarz Chelsea. Tytaniczny wysiłek Niemców, do samego końca próbujących oszukać przeznaczenie i ostatecznie przegrywających, jak Orfeusz w swej walce o uwolnienie Eurydyki. Jeszcze jeden złośliwy uśmiech losu w postaci karnego niewykorzystanego przez Matę. A potem kolejne wielkie interwencje Czecha i decydujący gol człowieka, dla którego być może było to ostatnie kopnięcie piłki w koszulce Chelsea: Didiera Drogby, geniusza i oszusta. Niemiecka drużyna przegrywająca w karnych… Z Anglikami, którzy w karnych wygrywać nie zwykli…

Jest rzeczą oczywistą, że próbuję w tym pisaniu poradzić sobie z pieskim losem kibica Tottenhamu, który w ostatnich sekundach europejskiego sezonu piłki klubowej został pozbawiony prawa gry w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów. To też jest element narracji złośliwego scenarzysty: kazać mi teraz przyjmować do wiadomości nieuchronny rozpad drużyny, bo odejście Modricia wydaje się pewne, a odejście Bale’a – wysoce prawdopodobne. Przekreślać sezon, który skończyło się z pięciopunktową przewagą nad Chelsea, z zaledwie punktem straty do Arsenalu… Tylko drużyna, której kibicuję, jest w stanie przegrać wszystko w dniu, w którym nawet nie wychodzi na boisko… Tylko dla drużyny, której kibicuję, dwa najważniejsze wydarzenia w sezonie mogą się wiązać z dymisjami szkoleniowców w innych klubach czy reprezentacjach. Jednak dość o tym teraz, to nie jest wieczór na pisanie o Tottenhamie.

O czym w takim razie? O triumfie Jose Mourinho, bo zwycięstwo w Lidze Mistrzów zapewniła Chelsea jedenastka, w której od pierwszej minuty zagrało – jeśli dobrze liczę, poprawcie mnie, bo ręce mi drżą i fiszki się rozsypują – siedmiu piłkarzy ściągniętych do klubu przez Wyjątkowego (ale też Chelsea grała dziś z Bayernem jak Inter Mourinho z Barceloną przed dwoma laty). O triumfie Roberto di Matteo, nie tylko sportowym przecież, ale także ludzkim. To chyba jest odpowiedni moment, żeby przypomnieć, jak Włoch po kontuzji, która przedwcześnie zakończyła jego piłkarską karierę, przez długie miesiące walczył z depresją. Wspierany przez rodzinę, umiejący postawić na własny rozwój, studia i kursy trenerskie, wyszedł z choroby w wielkim stylu. Ależ odebrał dziś nagrodę…

Ależ nagrodę odebrali dziś piłkarze, z których umiał w ciągu minionych miesięcy zdjąć presję i przekonać, że warto powalczyć ten ostatni raz. Dla di Matteo, wynajętego na pół roku, podobnie jak dla starzejących się, z wygasającymi konraktami (Drogba!) zawodników, była to ostatnia szansa na osiągnięcie czegoś wielkiego – razem i dla każdego z osobna. Od Villas-Boasa słyszeli, że są skończeni i byli coraz częściej sadzani na ławce, dziś znakomici: Cole, Lampard, Drogba… Mający w obronie Luiza i Cahilla, którzy dopiero w tym tygodniu wznowili treningi po miesięcznym leczeniu kontuzji (i niemający zawieszonych Terry’ego i Ivanovicia), ofiarni (w liczeniu zablokowanych strzałów Bayernu zgubiłem się po dziesięciu), skoncentrowani i odporni psychicznie podczas serii rzutów karnych. Mający Czecha w bramce…

Niesamowite to wszystko. Abramowicz ma wreszcie swojego Świętego Graala. Terry i Lampard świętują triumf w Lidze Mistrzów. Schweinsteiger płacze. Ja przypominam sobie po raz nie wiadomo który, jak Balotelli depcze po Parkerze, a potem Defoe nie sięga piłki przed bramką Manchesteru City… Okrutny ten futbol, choć ma swoich bohaterów.

26 myśli nt. „Orfeusz i Eurydyka

  1. ~alasz

    To co zagrał dzis Drogba, jest nie do opisania, ten …To co zagrał dzis Drogba, jest nie do opisania, ten człowiek był wszędzie, robił wszystko, niby kibicowałem Chelsea od samego poczatku, ale to co on pokazał, ta wole walki, ta chęć, to prawdziwe włożenie dosłownie wszystkiego co tylko miał, a miałem wrażenie że i więcej. Mówi się że dał z siebie 110%, często to tylko slogan, ale dziś pokazął absolutnie wszystko co tylko miła i jeszcze troszke.Ten triumf Chelsea to triumf siły woli, zaangażowania, filozofii „never say die”, i prawdziwej gry zespołowej, gdzie kazdy umiera za każdego. Ashely Cole pobiegł skrzydłem, stracił, Drogba wrócił pełnym sprintem by zastapić go w defensywei. Niesamowite, czapki z głów, wielki respekt.Na drugim biegunie był Robben, który był po prostu beznadziejny, fatalny i znów spieprzył karnego. Ten człowiek nie pojmuje że to gra zespołowa, koledzy nie istnieją, i to on praktycznie samemu spartaczył ten mecz.Swoją droga Toni Kroos jest prawdopodobnie najlepszym środkowym pomcnikiem jakiego MU mogłoby sobie sprawić, kozak nie z tej ziemi. Żadne modricie nie są konkurencją, tylko Niemiec jest tym kto ma prawdziwa jakość. Tyle że jest pewnie nie do wyjęcia.

    Odpowiedz
    1. ~Johnny99

      No tak – nie odbierając żadnych zasług Chelsea, to Robben przegrał Bayernowi ten finał, tak, jak przegrał Holandii finał MŚ. Jest przykładem zawodnika, który marnuje nieprzeciętny talent przez totalną pustkę w głowie. Gdybym był jego trenerem, z pełną świadomością odsuwałbym go od udziału we wszelkich finałach, najważniejszych meczach itp. Z jakimś FC Basel niech sobie strzela, do największych pojedynków się po prostu nie nadaje.Drogba jest wielki – pod każdym względem. Wiem, że powiem rzecz kontrowersyjną, ale, jak dla mnie, to on powinien w tym roku dostać Złotą Piłkę. Za całokształt.

      Odpowiedz
    2. ~airborell

      „robił wszystko”W szczególności sprokurował karnego dla Bayernu. Gdyby nie Robben, gdyby nie idiota Heynckess (dlaczego dał strzelać tego karnego Robbenowi?), Drogba byłby nie bohaterem, a antybohaterem.

      Odpowiedz
      1. ~Stefan

        Niby sprokurował – tyle, że to akurat wynikało z tego, że we własnym polu karnym bywał wyjątkowo często i kilka innych jego interwencji ratowało Chelsea tyłek.Można lubić Drogbę, lub nie, ale trzeba przyznać że to chyba najbardziej kompletny napastnik na świecie, on ma wszystko i potrafi w pojedynkę pociągnąć całą drużynę.

        Odpowiedz
        1. ~alasz

          Swoją drogą Panowie, żeby w niemieckiej drużynie karny wykonywał holender XD Nacjonalistycznie mówiąc, historia uczy że nikt nie wykonuje karniaków tak dobrze jak niemcy i tak beznadziejnie jak holendrzy. Przypominam mecz na euro 2000 z włochami :DSwego czasu holendrzy tak bardzo płakali po jakiejś porażce w karnych, moze nawet z włochami właśnie że któryś dziennikarz zaproponował by w przypadku remisu po dogrywce rzucać monetą, tak by mieli chociaż 50% szans XD.Nie pamiętam która angielska gazeta, ale tutuł rano był jasny, nie tam chelsea wygrała, nie, „Niemcy przegrali po karnych”. To samo mówił lampard po meczu a i rooney pisłą że w końcu po karnych wygrali z niemcami 😀 W faktach pokazywlai kibica bayernu który mówił jasno „przegrać z anglikami po karnych? nie do pomyślenia”Jeff ze sky skończył transmisje słowami: „widzieliśmy już wszystko, niemcy przegrali w karnych” :DNiemcy teraz na bank zepną się niesamowicie by odbić sobie t porażkę na euro, a ja będę im kibicował. Sprzedajcie Toniego Krossa do MU, taka mała prośba 😀

          Odpowiedz
  2. ~erictheking87

    Przykro mi Panie Michale z powodu Spursów… ale Chelsea dzisiaj zasłużyła w pełni na ten triumf… za determinację, poświecenie, wolę walki, nieustępliowść i wiarę w zwycięstwo pomimo całej beznadziei w jakiej się znajdowała (od meczu z Napoli poczynając!)…Cieszę się cholernie, że wygrały te wartości, pokazujące, że grając sercem, można pokonać umiejętności piłkarskie.Wspaniały mecz, wspaniałe zwycięstwo… będziemy je przez wiele lat jeszcze wspominać.Ps. ostatnia rzecz na świecie jakiej bym chciał to bycie kibicem Bayernu w tej chwili… Ale może to jakaś dziejowa kara, za ten pamiętny prawie wydrukowany finał z Leeds United, że Bayern przegrywa w finałach z angielskimi klubami zawsze w dramatycznych i łamiących serce okolicznościach… Villa, United… teraz Chelsea… Gdybym był prawdziwym fanem Bayernu (a sympatyzuję z nimi od parunastu lat), nigdy już nie chciałbym grać z anglikami w finale Pucharu Mistrzów…

    Odpowiedz
    1. ~alasz

      Co ciekawe w becki dostają tylko w finałach, przynajmniej z MU wygrywali zawsze poza jednym jedynym razem w 99.Swoją droga nie wiem czym Niemcy sie zachwycają w gomezie, tyle ile on partoli to az trudno zliczyć, i dziś i z realem. Natomiast Kroos czy Shweinsteiger to sa konkretne kozaki. Oby sobie to dzisiejsze niepowodzenie odbili na euro.

      Odpowiedz
    2. ~hazz2

      To rozumiem, że Bayern nie zasłużył ? Hehe jeśli ktoś tu zasługiwał na zwycięstwo to akurat bawarczycy ale tak to w końcu w tej piłce bywa ponoć. Co do Spurs to Harry i Levy sami są sobie winni, całkowity marazm jeśli chodzi o transfery w zimie wyszedł im bokiem. Taki Piennar np. generalnie nie dostał szansy a w Evertonie jeden z lepszych. Tott wraca do gry o pozycje 6 – 8 ale przynajmniej coś zarobią bo przy dzisiejszym wariactwie za dwójkę Luka Gareth to można i 100 baniek wyciągnąć

      Odpowiedz
      1. ~Dante

        I levy jak sie domyslam schowa cala kase do kieszeni skoro tott bedzie walczyc o 6-8?Ok, wyprzedaz czas zaczac. Na pierwszy ogien idzie vertonghen.

        Odpowiedz
  3. ~me262schwalbe

    Żeby jeszcze dodatkowo podkreślić klątwę kibica Spursów dodam: gdyby w 2005 LFC nie wygrał CL, to casus czwartej drużyny i zwycięzcy LM spoza top4 pojawiłby się teraz po raz pierwszy i jak wtedy Toffiki tak teraz Tott by zagrał w LM. Swoją drogą czułem, że jeśli Robben będzie strzelał karnego to gola nie będzie; Gomez strzeliłby na 100%. Z punktu widzenia kibica Tottenhamu, to niestety najsmutniejsze jest to, że teraz jest wielce prawdopodobny rozpad drużyny i powrót w okolice środka tabeli. Niemniej jednak sami sobie są winni, trzeba było wygrać z AV i nie byłoby tematu. Cóż, futbol jest, jak sama nazwa wskazuje, okrutny …

    Odpowiedz
  4. ~Tomas_h

    Gratulacje dla The Blues – wspaniały triumf który nie miał prawa się wydarzyć, a jednak….. Serdeczne gratulacje!

    Odpowiedz
  5. ~mrbigmike

    Nie wiem czy ktoś o tym napisał już w komentarzach czy nie ale nie chce mi się ich wszystkich czytać bo to dla mnie zbyt meczące wciskać każdy kolejny i szukać. Swoja droga można by coś z tym zrobić chyba lepiej by było jakby się komentarze wyświetlały cale. No ale wracając do tematu to przecież gdy Liverpool wygrał ligę mistrzów w 2005 roku i nie zajął miejsca w pierwszej czwórce w lidze to właśnie czwarty Everton mimo to grał w eliminacjach do LM i w tedy liga angielska mogla mieć pięciu przedstawicieli w tych rozgrywkach tylko właśnie Everton nie przeszedł tych eliminacji przegrywając z Villarrealem. Dlaczego więc Tottenham nie dostanie takiej szansy? Chociaż jak dla mnie może to i lepiej możliwe ze w takim wypadku jednak Ferguson powalczy o Modrica.

    Odpowiedz
  6. ~mak

    Parszywa dwunastka Chelsea (licząc z Torresem, a przecież byłby jeszcze ‚Dirty Terry’…). Czyli zawodnicy mający tyle grzechów na sumieniu (po meczach z Barcą i Bayernem piłkarscy dewoci dodają im jeszcze jeden: antyfutbol nastawiony na obronę), że gdyby przegrali, moralitet utraciłby głębię. Bayern momentami grał jak Barca (fantastycznie), bo poczuł jak Barca, że futbolowa racja jest po jego stronie. Ale to nie takie proste. Gdybyż chodziło tylko o indywidualnie potępione duszyczki Didiera Drogby (histeryk i symulant), Franka Lamparda (wypalony gwiazdor i jeden z przywódców szatniowej mafii Chelsea) czy Fernando ’50 baksów w błoto’ Torresa, gdybyż chodziło tylko o poszczególne mroczne losy zawodników, np. Cecha (po urazie głowy, moim zdaniem, tak naprawdę i zupełnie wrócił do siebie właśnie wczoraj, w Monachium) albo Terry’ego (pamiętacie inną serię rzutów karnych i jego potknięcie?), ale nie – tu chodzi o zbiorowe sumienie Chelsea. Które dostało niespodziewanego ambasadora na niebiesiech – anielsko pogodnego i benedyktyńsko skromnego w pracy Roberto DiMatteo. Taka dyplomacja poskutkowała.

    Odpowiedz
  7. ~krzysztof Arsenal

    piękny blog, podobnie jak piękny poemat wielkiego poety o tym samym tytule, pozdrawiam wszystkich, którzy cały sezon przesiedzieli w weekendy oglądając Premier League, moja żona jeszcze mnie za to nie przestała kochać

    Odpowiedz
  8. ~pablo_KSC&NUFC

    Nic dodać nic ująć. Kolejny kapitalny tekst-wielkie dzięki. Chodziłem trochę na mecze „włoskiej ” Chelsea w 1998 i 99r. i lubiłem gdy di M. wraz z Zolą i Viallim grali swoją fajna piłkę. Pierwszy z nich najmłodszy i zawsze w cieniu swoich rodaków ale często równie niezbędny. No i pomimo tej sympatii wczoraj (jako urodzony anty bolszewik ) trzymałem za Bayernem (zwłaszcza ,że zainteresowani tym byli Spurs ). No ale tak to bywa w życiu. Nawet jeśli RDM pojutrze straci stołek i będzie trenował słabsze kluby, dla całej (nie szwonistycznej ) Anglii będzie bohaterem , tak jak Jurek Dudek i paru innych , którzy mieli swoje 5 minut. Wierzę, że za rok, z godnie z tradycją Champions League wygra ktoś inny 😀

    Odpowiedz
    1. ~erictheking87

      A do tego Morris, Wise i Poyet, Petrescu… mieli paru fajnych kopaczy wtedy. A Di Matteo zaraz obok Zoli był moim ulubionym graczem tego klubu w tamtych czasach.

      Odpowiedz
  9. ~oblomoff

    Tegoroczna faza pucharowa LM to w ogóle tryumf woli Chelsea, szczególnie tych, na których nikt już specjalnie nie liczył. Drogba i spółka (choć takie postawienie sprawy jest bardzo niesprawiedliwe wobec Czecha) mieli więcej niż ktokolwiek pasji, determinacji i – co tu mówić – szczęścia. Jak gdyby los postanowił im coś wynagrodzić. Szkoda tylko, że kosztem Tottenhamu.Bo dla drużyny Redknappa to katastrofa, nie tylko dlatego, że w przyszłym roku o to czwarte miejsce w lidze może być jeszcze trudniej (bo i Chelsea się otrząśnie, i Liverpool w końcu może „zaskoczyć”), ale i dlatego, że po wygranej The Blues prawdopodobieństwo odejścia najważniejszych piłkarzy z White Hart Lane wzrosło bardzo poważnie. Nie tylko Modrić i Bale, ale też Assou Ekotto, który już jakiś czas temu zapowiadał, że nie widzi mu się gra w Lidze Europejskiej. Chelsea bez LM w jednym sezonie i tak by sobie poradziła, dla Tottenhamu LM oznaczała magnes przyciągający najlepszych piłkarzy.”Tylko drużyna, której kibicuję, jest w stanie przegrać wszystko w dniu, w którym nawet nie wychodzi na boisko…” – Panie Michale, to jedno z tych zdań, dla których czyta się Pańskiego bloga. I proszę wybaczyć tę małą kryptoreklamę. Trochę o finale, trochę o Drogbie, a przede wszystkim o tym, czy komercjalizacja zagraża charakterowi futbolu:http://zglowki.wordpress.com/2012/05/21/oto-wielka-tajemnica-futbolu/

    Odpowiedz
    1. ~mak

      Triumf woli, ale i przyjaźni, rozumianej – jak u Derridy – jako polityka wobec świata. Czyli jako strategia drużyny i jej liderów (vide: wspólne uniesienie pucharu, to pierwsze, najważniejsze), z których nikt nie jest Robbenem własnego losu.

      Odpowiedz
      1. ~oblomoff

        Tak, bo w Chelsea przez lata była grupa zawodników, z którymi kibice mogli się identyfikować, co zwłaszcza w czasach permanentnego futbolowego handlu jest dla fanów istotne. Na tym, moim zdaniem, polegała też klęska Boasa – chyba po prostu nie zrozumiał specyfiki tej drużyny, faktu, że fani utożsamiają klub z takimi piłkarzami, jak Drogba, Lampard, Cole czy Czech. To zresztą fenomen ligi angielskiej – właściwie każdy zespół ma w kadrze kilka takich ikon. Zaryzykuję nawet tezę, że za jakiś czas dorobi się ich nawet City – bo klub piłkarski to na szczęście jednak nie sklep, gdzie po sezonie można dokonać wymiany całego asortymentu na bardziej modny.

        Odpowiedz
        1. ~mak

          Klęska Boasa wynikała z tego, że chciał dobrze na dłuższą metę, więc zajął się zespołem metodami inżynierskimi. W dodatku narzucanymi autorytatywnie („Boas i jego drużyna”). Oczywiście, w dłuższej perspektywie czasowej to miałoby sens, ale gasnąca gwiazda Chelsea mogły zabłysnąć albo natychmiast, albo, jak powiedział pewien kruk, never more. Boas chciał zająć się Chelsea tak, jak Heynckes zajmuje się Bayernem, ale ta oświeceniowa inżynieria poległa w starciu z barbarzyńskim (słowiańskim?) animuszem Borussi i z gusłami Chelsea, które wcześniej nie skapitulowały przed iście inkwizytorską skrupulatnością Barcelony. Czego zawsze trzeba się spodziewać? Wystarczyło, że DiMatteo pokazał na odprawie przed meczem z Barcą słynny skecz Monty Pythona i piłkarze wiedzieli, że Barca będzie wszędzie, opanuje każde źdźbło na boisku, ale to nie znaczy, że musi wygrać. Przed meczem z Bayernem wystarczyło, że przeczytał zawodnikom Chelsea frazę ze Zbigniewa Herberta: „Uciszaj racjonalną furię”. No i uciszyli.

          Odpowiedz
  10. ~tommygun

    Akurat przypadkiem trafiłem na powtórkę finału, od bramki Bayernu. Patrząc ponownie mogę powiedzieć, że nic nie zapowiadało bramki dla Chelsea i całej reszty, która się wydarzyła. Mecz zapamiętany wg mnie przez dwie postacie: Robben i Drogba. Pierwszy jako looser: nie strzela karnego, w akcji zaraz po, zamiast podawać do wolnych kolegów, decyduje się na niecelny strzał. Drugi strzela bramkę, piekielnie trudną technicznie ( w zwolnionym tempie widać jak zachował się przy tej główce) i decydującego karnego. A przecież gdyby Messi strzelił karnego, byłoby po Chelsea przez Drogbę nie mówiąc o finale… Cienka jest granica od zera do bohatera.Zarzucanie The Blues, że to Bayern przegrał mecz a nie oni wygrali czy przy Barcelonie że mieli szczęście a przeciwnik pecha można ująć inaczej. Może to piłkarze Chelsea mieli w sobie więcej determinacji, zachowali koncentracje i siłę woli, natomiast drudzy podeszli nonszalancko, bez skupienia licząc iż gol jest kwestia czasu. I padł, tylko że o jeden za mało.W tym sezonie, mam na myśli PL oraz CL rzeczywiście bóg futbolu zadrwił sobie z wielu ich uczestników. Kuriozalny finisz rozgrywek – wyniki poszczególnych drużyn trudne do przewidzenia, odrabianie nieodrabialnych strat oraz tracenie pewnej przewagi plus kuriozalny finał gdzie nawet w rzutach karnych następuje wolta… Ciekawe czy podobnie będzie na EuroP.S. I tylko jedna rzecz postała constans – forma Torresa. Szkoda, gdyż mija 4 lata odkąd wygrał mistrzostwo Europy z zespołem. Piłka byłaby atrakcyjniejsza wraz z Torresem w gazie.Ale widocznie bóg futbolu (o którym wspominał Maradona) śle łaskę na innych: van Persie i powiedzmy patriotycznie Lewandowski, o dwóch takich z Primiera Division nie wspominając

    Odpowiedz
  11. ~orka

    Panie Michale Okoński , bardzo bym pana prosił o to żeby nie zaginać rzeczywistości ( a jeżeli czegoś się nie jest pewnym to o tym nie pisać ) w podstawowym składzie Chelsea zagrało pięciu piłkarzy którzy zostali ściągnięci do tego klubu za czasów Jose Mourinho ( Cech , A.Cole , Mikel , Kalou i Drogba )

    Odpowiedz
  12. ~orka

    Jeszcze jedna kwestia mnie drażni ( i nie chodzi tutaj tylko o artykuł Pana Michała ) a mianowicie chodzi o to że kibice Tottenhamu czują się wiecznie oszukani , poszkodowani itp itd . co jest strasznie dziwną postawą ponieważ mniej więcej od 1/2 finału LM wiadomo było że istnieje taka możliwość że Chelsea zakończy sezon poza top 4 a jednak wygra LM . Tottenham mógł się śmiało wcześniej zabezpieczyć na taką ewentualność wygrywając mecze i zapewniając sobie trzecie miejsce. Nie jest prawdą że Tottenham przegrał nie wychodząc na boisko , zasady uczestnictwa w LM są jasne i od początku grano w otwarte karty.

    Odpowiedz
  13. ~orka

    Jeszcze jedna kwestia mnie drażni ( i nie chodzi tutaj tylko o artykuł Pana Michała ) a mianowicie chodzi o to że kibice Tottenhamu czują się wiecznie oszukani , poszkodowani itp itd . co jest strasznie dziwną postawą ponieważ mniej więcej od 1/2 finału LM wiadomo było że istnieje taka możliwość że Chelsea zakończy sezon poza top 4 a jednak wygra LM . Tottenham mógł się śmiało wcześniej zabezpieczyć na taką ewentualność wygrywając mecze i zapewniając sobie trzecie miejsce. Nie jest prawdą że Tottenham przegrał nie wychodząc na boisko , zasady uczestnictwa w LM są jasne i od początku grano w otwarte karty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *