Pojedynki na szczycie

Tym razem powody do narzekania na komputer, układający listę spotkań angielskiej Premier League, miałby nie Alex Ferguson, Arsene Wenger czy Rafa Benitez, ale menedżer Reading Brian McDermott. Oto za sprawą terminarza rozgrywek, który w jeden weekend spotyka zarówno Manchester United z Liverpoolem, jak Arsenal z Manchesterem City, takie mecze, jak Reading-WBA schodzą na plan dalszy – nawet jeśli spokojnie można by od nich zacząć i na nich skończyć.

Cierpiący od miesięcy kibice Reading cierpieli także w tym spotkaniu: ich drużyna próbowała konstruować ataki mocno nieporadnie, między obroną a drugą linią wyła dziura, której nie potrafił załatać debiutujący (i zmieniony w przerwie) Carrico. Nieźle zorganizowane w obronie West Bromwich groźnie kontratakowało – do stworzenia zagrożenia wystarczała w gruncie rzeczy szybkość Morrisona i siła Lukaku (jeśli w tej formie Belg wróci na Stamford Bridge, gdzie jest już przecież także Demba Ba, Torres naprawdę będzie musiał szukać innego klubu…), ale przede wszystkim wydawało się kontrolować przebieg wydarzeń – aż do 82. minuty. „Najbardziej niebezpieczny wynik to 2:0”, przekonują się zwykle kibice i zwykle mają rację – WBA nie zdobyło trzeciej bramki, choć po uderzeniach Lukaku słupek na Madejski Stadium pewnie nadal się trzęsie, i na 8 minut przed końcem zwycięstwo zaczęło wymykać mu się z rąk. Niesamowita historia, w której nie o taktyce rozmawiamy, a o wreszcie tętniących życiem trybunach (wcześniej siedziały cicho albo wręcz buczały na swoich), wierze i nadziei jednych, panice i spętanych nogach drugich. No, może jeszcze o sprytnym przepuszczeniu piłki przez Morrisona do Kebe przy pierwszym golu dla gospodarzy, i o naprawdę chytrze wykonanym przez Iana Harte’a (kogóżby innego?) rzucie wolnym, po którym zgrywający piłkę do Pogrebniaka Pearce wyszedł w chwili dośrodkowania przed pole karne…

Zanim spojrzymy na szczyt, powiedzmy tylko, że walka o utrzymanie się zaostrza: Southampton z Borucem w bramce zwyciężył, w powstrzymaniu kryzysu Aston Villi nie obejdzie się chyba bez zmiany menedżera, Newcastle niebezpiecznie osuwa się tam, gdzie zwykle o tej porze roku jest Wigan – no i pozostaje jeszcze Queens Park Rangers, w którym nieznany dotąd raczej z taktycznego nowinkarstwa Harry Redknapp zaczął ustawiać Adela Taarabta jako „fałszywą dziewiątkę”, wracającą do pomocy i próbującą absorbować uwagę grających w tej strefie zawodników (to dlatego Michael Dawson tyle razy przekraczał z piłką linię środkową – przez ogromne fragmenty spotkania na Loftus Road nie miał kogo pilnować, a i Vertonghen wychodził wysoko, żeby nie stracić Marokańczyka z oczu; więcej o grze Taraabta pisze Michael Cox, a Wy popatrzcie, w których sektorach boiska otrzymywał piłkę podczas meczów z Tottenhamem i Chelsea), a Shauna Derry’ego wydelegował przed linię obrony, gdzie równie sędziwi Hill i Nelsen mają wyraźnie dobry wpływ na Fabio i Onuohę. Ustawienie 4-1-4-1 sprawiło Tottenhamowi duże kłopoty: przed polem karnym było gęsto, ataki ze skrzydeł nie przynosiły powodzenia, a kiedy Bale na stałe zszedł do środka – przestał otrzymywać piłki. Tym razem słabiej grał ściśle pilnowany przez Mbię Dembele, często zwalniający grę bądź podający z rzadką u niego niefrasobliwością. W sumie spotkanie z Tottenhamem ułożyło się dla podopiecznych Redknappa podobnie jak mecz z Chelsea: wytrzymany pierwszy napór, z genialnymi interwencjami Julio Cesara po strzałach Defoe’a i Adebayora, a potem rosnąca pewność siebie w miarę, jak rywalom kończyły się pomysły. AVB ma niewątpliwą zagwozdkę z Adebayorem: napastnik, żeby się odblokować, musi grać i musi czuć wsparcie trenera, tymczasem w takim meczu jak wczorajszy lepiej byłoby postawić na swobodniej czującego się między liniami Dempseyea. Na szczęście były napastnik Arsenalu wyjeżdża na Puchar Narodów Afryki i problem jego niskiej skuteczności przestanie na jakiś czas być naszym problemem…

Szkoda, że Torres nigdzie się nie wybiera i Rafa Benitez nadal będzie się mozolił przy ustalaniu składu Chelsea. Na Britannia Stadium zostawił Hiszpana w rezerwie, ale w kolejnym spotkaniu pewnie znów będzie musiał na niego postawić – ku udręce kibiców. Nie pisałem o Chelsea przy okazji meczu ze Swansea, nie chcąc nadmiernie rozkołysać huśtawki „kryzys-kandydat na mistrza-kryzys” – uważałem i uważam, że Rafa Benitez nie jest dla fanów tej drużyny powodem do zmartwienia, choć wczoraj niewątpliwie potrzeba było wsparcia Waltersa, który strzelił dwa samobóje, żeby wygrać ze Stoke aż tak przekonująco. Zanim piłkarz gospodarzy wpakował piłkę do własnej bramki po raz pierwszy (w przeklętej 46. minucie, czyli „do szatni”…), mecz był wyrównany – ba, także przy stanie 0:1 fani Chelsea przeżyli chwilę grozy, gdy sędzia Marriner pokazał na jedenasty metr po faulu Azplicuety na Etheringtonie, by sekundę później wycofać się z decyzji, bo znakomita jak zawsze Sian Massey podniosła chorągiewkę pokazując spalonego. Rzecz w tym, że dążące do wyrównania Stoke się odsłoniło, Hazard czy Mata mieli dużo miejsca, a co się dzieje, jak Hazard czy Mata mają dużo miejsca, wiedzą te wszystkie drużyny, którym Chelsea pakowała po pięć czy osiem bramek…

Po obejrzeniu meczu MU z Liverpoolem przestałem się dziwić wyznaniu sir Alexa Fergusona, że przestał sprawdzać terminarz spotkań i miejsce w tabeli dzisiejszego rywala. Mecz zapowiadany jako wydarzenie kolejki był dla wicemistrza Anglii meczem, jak każdy inny mecz z drużyną środka tabeli: meczem do wygrania bez nadmiernego wysiłku i meczem, w którym – jak to często w tym sezonie – mimo przewagi na papierze trzeba się było denerwować o ostateczny wynik. Nie za mocne to United, powtarzamy za każdym razem, kiedy przyglądamy się tej drużynie; problem w tym, że prawie za każdym razem wygrywa.

Jej wejście w mecz z Liverpoolem było oczywiście imponujące. Świetnie kontrolujący grę Carrick, za szybki czasem nawet dla kolegów Welbeck, skuteczny van Persie, rozważny Cleverley, romantyczny Kagawa – za każdym razem niby nic (z wyjątkiem bajecznego podania Carricka, po którym Rafael wyłożył piłkę van Persiemu, Holender uderzył piętą, a Skrtel zablokował…), za każdym razem niby dużo piłkarzy Liverpoolu we własnej strefie obronnej i za każdym razem hektary wolnego miejsca dla atakujących gospodarzy… Akcja, zakończona golem van Persiego, podczas której piłka krążyła między Kagawą, Welbeckiem i Cleverleyem, zanim trafiła do Evry, była jednak znakomitą ilustracją nie tyle siły gospodarzy, co słabości ich rywali. Gdzie było wówczas trzech środkowych pomocników Liverpoolu? Dlaczego żaden nie przerwał jej zanim jeszcze piłka powędrowała do Evry? W zasadzie dopiero po wejściu Sturridge’a pressing, którego mogliśmy się spodziewać po Liverpoolu, zaczął jako tako funkcjonować, a piłkarze MU zaczęli tracić piłkę – także na własnej połowie, co stało się przyczyną jednej czy dwóch niebezpiecznych sytuacji z udziałem dobrze współpracujących Suareza i Sturridge’a. W drugiej linii gości zawiódł zwłaszcza Joe Allen – prawdę mówiąc za wszystkie swoje straty bardziej niż Lucas nadający się do zmiany.

Tuż po przerwie miała miejsce pierwsza tego popołudnia kontrowersyjna decyzja sędziego: Howard Webb uznał drugiego gola dla MU, choć Vidić był na spalonym. Przy piekle, jaką wywołały rozstrzygnięcia Mike’a Deana w meczu Arsenalu z MC decyzja niemal niewinna, zresztą głównym problemem tej akcji było dramatyczne odpuszczenie krycia Evry. Co do meczu Arsenalu zaś: kibiców Kanonierów musi boleć, jak sądzę, nie sam fakt, że sędzia pokazał Koscielnemu czerwoną kartkę, ale idiotyczne zachowanie samego obrońcy – i późniejsze gapiostwo jego kolegów przy obu bramkach. Chwyt, jaki Francuz zastosował na Dżeko był wszak z gatunku zapaśniczych, a okazja bramkowa, jaką udaremnił faulując Bośniaka, była oczywista. Brak koncentracji Vermaelena i Gibbsa przy szybko wykonanym rzucie wolnym, po którym piękną bramkę strzelił Milner, zasługiwał na wytarganie za uszy przez Steve’a Boulda. Gibbsowi należała się też bura za stratę piłki na rzecz Zabalety, która przyniosła w konsekwencji drugą bramkę dla gości. Później mecz przypominał sesję treningową, której tematem było granie w przewadze – wszystkim trenerom polecam analizę zachowania w tej fazie spotkania Davida Silvy. Niewiele więcej było do analizowania niestety – z piłkarzy Arsenalu walczył tylko Wilshere…

Co do czerwonej kartki dla Kompany’ego, jak wielu uczestników Twitterowej debaty uważam, że jest zgodna z duchem i literą prawa: było to wejście niebezpieczne jak cholera i było to wejście obiema nogami. Wiem, że Kompany najpierw wybił piłkę, że jest świetnym obrońcą i że unika brutalnej gry, ale sorry: prawo jest prawo, lepiej dla zdrowia piłkarzy, że tak je skonstruowano.

Jakaś puenta by się przydała, najlepiej literacka. No to kupcie ostatni numer „Tygodnika”, gdzie Jerzy Pilch układa z ulubionych pisarzy nie jedną, i nie dwie, tylko trzy drużyny piłkarskie. „Czerwona kartka za kopnięcie przeciwnika bez piłki – Tołstoj. Żółta – za symulowanie karnego – Mann (…). Żółte kartki: za niebezpieczną grę – Kafka, za ubliżanie sędziemu – Czechow”… Co tu narzekać na Webba czy Deana, Koscielnego czy Kompany’ego…

PS Obrazki ze Stats Zone wrzucę, jak dojadę do domu 😉

67 myśli nt. „Pojedynki na szczycie

  1. ~taxi_rock

    Nie zgodzę się w kwestii kartki dla Kompany’ego. Wejście co prawda ostre, ale nie dwiema wyprostowanymi nogami, co świetnie widać np. na tym zdjęciu https://pbs.twimg.com/media/BAg5KUvCQAAJM4F.jpg

    Mecz już na początku był przegrany, jak Koscielny powalił Dzeko. gra w osłabieniu nie usprawiedliwia jednak reszty zawodników i karygodnych błędów przy obu bramkach.

    Jeszcze słówko o kartce dla Koscielnego. Uważacie (może inni się wypowiedzą 🙂 ) że ten przepis jest OK ? tzn. i karny i czerwona kartka, gdy obrońca fauluje w polu karnym będąc ostatnim defensorem ? Jak sfauluje przed 16, to mamy wolny i czerwoną kartkę, jak w polu karnym to kara jest podwójna i karny i wyrzucenie z boiska, co automatycznie przekreśla szanse drużyny na dobry wynik.

    Odpowiedz
    1. ~NiLok

      dopiero w późniejszej fazie dyskusji na twitterze o czerwonej i karnym doszedłem do wniosku, że po coś ta kara tak ostra jest. na chwilę wyobraź sobie, że ją znosimy i przypomnij sobie Suareza bodajże z MŚ (zatrzymanie piłki zmierzającej do pustej bramki ręką). oczywiście przy ręce zostałoby pewnie tak, jak było, ale pomyśl ile więcej byłoby takich interwencji zatrzymujących napastnika w ewidentnie czystej sytuacji bramkowej (jak tak Koscielnego)? karny można przecież jeszcze obronić, a jak nie, to 11 na 11 zawsze można odrobić tego jednego gola, (i możliwe, że Arsenal dzisiaj by to zrobił). byłoby wtedy trochę więcej wolnej amerykanki w polu karnym przy sytuacjach, jakie np. dzisiaj miał Dżeko.

      a sytuacja Kompany’ego mocno kontrowersyjna. z jednej strony można się z Michałem zgodzić, że nie za skrzywdzenie rywala gracz City został wyrzucony, ale za ryzyko, jakie niósł za sobą ten wślizg, ale z drugiej strony – nie było dwóch wyprostowanych nóg, Kompany trafił w piłkę i w ogóle mam wrażenie, że Belg wykonując tę interwencję zrobił to w bardzo ogarnięty sposób – dość ostro, ale czysto przede wszystkim. tu by się już raczej jakiś arbiter musiał wypowiedzieć, a i tak pamiętajmy jeszcze, że my sytuację oglądaliśmy na kilku powtórkach i do tego teraz mamy zdjęcie, które wkleiłeś, a Dean takiego luksusu nie miał (gdzie te wideo-powtórki?).

      Odpowiedz
  2. ~Dawid Bartodziej

    Nie przesadzajmy, nie było spalonego Vidicia. Akurat dziś Howard gwizdał przychylnie raczej dla Liverpoolu (mógł wywalić dwójkę, a i dał się nabrać na nura Downinga), a nie dla Utd (jeden niesłuszny rożny).

    Allen jest w kiepskiej formie, drugą połowę miał co prawda lepszą, ale mam nadzieję, że w meczach z Arsenalem i City zagra za niego Henderson. Lub też Suarez, w ultraofensywnym wariancie z Urugwajczykiem za plecami napastnika i cofniętymi Gerrardem i Lucasem. Chwilami wyglądało to dziś fajnie.

    Problemem Liverpoolu jest defensywa. Posypała się jeszcze, kiedy rządził nią Steve Clarke, a przejście na krycie strefą, brak klasowego lewego obrońcy, brak mózgu u Johnsona, brak ogrania Lucasa (nie czyta gry tak dobrze jak w zeszłym sezonie, czasem zostają dziury) – wszystko to nie pomaga.

    Odpowiedz
    1. ~borsuk

      Tez nie rozumiem o co chodzi z rzekomym spalonym Vidica. Dopiero tutaj ku mojemu zaskoczeniu natknalem sie na taka kuriozalna teze. Zreszta po moich staraniach objasnienia istoty bledu sedziego przy bramce samobojczej Evansa z Newcastle pare tygodni temu i kompletnym braku reakcji pana Okonskiego za wyjatkiem aroganckiego stwierdzenia :Graham Poll ma zawsze racje i ja mu wierze.kropka’ zaczynam coraz bardziej watpic w znajomosc regul gry, przynajmniej w wymiarze spalonych, autora tego blogu.

      Odpowiedz
      1. Michał Okoński Autor wpisu

        Ech, jak ja lubię jednookich… Przecież napisałem, że główny problem tej akcji to odpuszczenie krycia Evry. Mam świadomość napięcia między światem idealnym, w którym sędzia jest jak komputer, ma w mózgu fotokomórkę itd., a rzeczywistością, w której sędzia widzi dużo mniej niż telewidzowie. To napięcie jest nieusuwalne: jeśli ktoś był na spalonym, musimy pisać, że był na spalonym – nie winiąc równocześnie arbitra. Z czego jak z czego, ale z czepiania się sędziów raczej nie jestem znany.

        Odpowiedz
        1. ~borsuk

          Jednookich? Ciekawe ale wlasnie bardzo jednooki wydawal mi sie wlasnie pan ucinajac autorytatywna ‚kropką’ swoj udzial w dyskusji pod najbardziej komentowanym wpisem po revampie tego bloga. Jak dziecko zaslaniajace oczy dlonmi byle sie nie przekonac ze moze jednak nie ma sie racji(‚selekcja negatywna’ casus zmiany decyzji przez arbitra glownego po samoboju Evansa).

          Co do niedzielnej sytuacji to sprawa nie jest tak oczywista jak pan ją(znowu w tym samym stylu) maluje.
          http://www.101greatgoals.com/blog/jose-enrique-tweets-about-nemanja-vidics-offside-goal-man-united-2-liverpool-1/
          Zalaczone zdjecie chyba najlepiej uchwyca ta kontrowersyjna sytuacje, pomijajac fakt ze osoba ktora dorobila linie prostopadla wzgledem pilki zawalila sprawe(nie zeby biedny Jose Enrique posiadal chocby zalazek zmyslu przestrzennego). Evra i Vidic stoja tuz obok siebie. Rece w przepisach nie maja znaczenia licza sie glowa, korpus i nogi. Vidic glowa i tulowiem znajduje sie przed linia spalonego. Watpliwosci moze budzic kwestia nog. Wydaje sie ze kawalek kolana moze wystawac poza linie jak i w centymetrach mierzony ‚ulamek’ nogi i stopy. To ze zaden arbiter na swiecie nie bylby w stanie tego wychwycic nie ulega watpliwosci, ale czy te cm ciala jesli w ogole wyprzedzaly pilke nie podlegalyby zasadzie przywileju korzysci dla druzyny atakujacej?! Dla mnie jest to zdecydowanie malo kontrowersyjne i zdecydowanie nie zasluguje na to by w dniu kontrowersyjnych decyzji arbotrow w innych spotkaniach wymieniac ja jako pierwsza. Ciekawe czemu nie byl pan tak pedantyczny przy odbiorze pilki nakladka przez Gerrarda na Carricku po ktorej padla jedyna bramka dla poolu…

          Odpowiedz
          1. ~castylia

            te linie nieco zaciemniają obraz bo, jak już wcześniej wspomniałeś to gdzie stali obrońcy nie ma nic do rzeczy, ale przesuwając je równolegle w kierunku bramki o kolano Vidica bym się nawet nie czepiał, może kilka centymetrów stopy, ale kto z sędziów patrzy na ustawienie stóp w takiej sytuacji… Poza tym, nie widać czy to moment podania tzn. czy piłka odbiła się już od głowy Evry czy jeszcze nie, itd. No i kąt ustawienia aparatu też jest nieciekawy…Nie ma sensu chyba bawić się w aptekarza, bo gdyby gwizdano takie spalone to duża cześć spotkań kończyłaby się wynikiem bezbramkowym. Ta sytuacja budzi o niebo mniej emocji niż ta z meczu ze Srokami, właściwie to we mnie nie budzi żadnych emocji, gol i już. Oby tylko takie „problematyczne” sytuacje się zdarzały! Umówmy się, że Vidić założył tego dnia o 2 numery za duże buty i będzie ok 🙂

          2. ~borsuk

            Znowu sie zgadzamy castylia 😀 i znowu pan Michal ogranicza sie do komunikatow prasowych, co nie jest fajne. Przeciez to jest blog, a blogi sluza do dyskusji, no chyba ze znajduja sie w rekach politykow…

      2. ~NiLok

        jeżeli w momencie strzału Evry narysujesz sobie linię spalonego, a tę wyznaczała wtedy piłka, to zobaczysz, że Vidić był na minimalnym spalonym. inną kwestią jest to, że nie ma takiego sędziego na świecie, czy to liniowego, czy głównego, który byłby w stanie takiego spalonego zobaczyć. w dodatku to były naprawdę milimetry, więc też nawet jeśli posprawdzaliby powtórki, to nie wiem czy w ogóle tak naprawdę powinno się to kwalifikować do spalonego.

        tak, jestem kibicem United.

        Odpowiedz
      3. ~castylia

        Również w tej akcji Evra-Vidić nie dostrzegam spalonego, a do fanów MU przecież nie należę…

        Według mnie najbardziej kontrowersyjną sytuacją kolejki był jednak „faul” Stevensa na Rodriguezie w meczu AV-S’ton. Skutkowała ona rzutem karnym (wykonywanym przez nomen omen Lamberta) i pozbawieniem AV punktu, którego bardzo potrzebowali. O wygranej to chyba już tam nikt nawet nie marzy, bo do tego potrzebna jest przynajmniej jedna strzelona bramka, a w obecnej formie będą chyba musieli czekać na to aż do meczu ze Stoke i kolejnych fajerwerków uświetniających jubileuszowy występ Waltersa 🙂

        Odpowiedz
        1. ~Golden_Guy

          Dla mnie w ogóle przepis o spalonym w momencie gdy dwaj zawodnicy znajdują się za obrońcami, mając przeciwko sobie tylko bramkarza, jest bez sensu, bo ma tylko marginalne znaczenie dla przebiegu akcji. Podobne kontrowersje były przy golu Hiszpanów przeciwko Chorwacji. Rozumiem, że piłkarze są szkoleni, by w podobnej sytuacji zachować się tak i tak, ale tym bardziej – jest to w pewnym sensie martwy przepis, stosowany raz na 150 meczów.

          Odpowiedz
  3. ~Bartek

    Takie mecze jak ten Reading i WBA się zdarzają i niekoniecznie ma to wpływ na cokolwiek potem, a i niekoniecznie ma związek z czymkolwiek wcześniej. Piłkarze Reading przegrywali, trafili, zwietrzyli krew i udało im się dopaść drużynie Clarke’a do gardła. Następne mecze obu zespołów będą już pewnie innymi historiami.

    Wczorajszy wyczyn Waltersa niesamowity, nie lubię tego piłkarza, ale pewnie był wczoraj struty bardziej, niż Miętus po przegraniu naszym złota w Zakopanem. Jak rzadko się zdaża, żeby piłkarz po meczu zasługiwał na „dziesiątkę”, tak chyba jeszcze rzadziej należy się mocna, czerwona pała. Taka wyjęta z dzienniczka Titusa Bramble.

    Mój dzisiejszy hit, czyli starcie Manchesteru z Liverpoolem rozstrzygnął się już przed meczem. Rodgers potrafi kapitalnie zareagować w czasie meczu dobrą zmianą taktyki czy zawodnika – to wynika z jego inteligencji, umiejętności i obserwacji.

    Często zawala jednak sprawę z taktyką przed meczem, co z kolei wynika z jego braku doświadczenia. Tak samo było dziś – Liverpool wyszedł nastawiony mocno defensywnie, co z United jest samobójstwem. Osamotniony w ataku Suarez walczył z 4 obrońcami, Allen, Lucas i Gerrard gubili się w zatłoczonym przez schodzących Downinga i Sterlinga środku, a Wisdom i Johnson nie dawali w ogóle wsparcia w ofensywie.

    Problem z bocznymi obrońcami w LFC to osobna kwestia, tyle się mówi o brakujących napastnikach i pomocnikach, ale The Reds krwawili dzisiaj, bo zabrakło na boisku Enrique. Johnson na nie swojej pozycji, Wisdom w sumie też (do tego młody) i klopsy gotowe.

    O United wiemy dwie rzeczy: że tracą mnóstwo bramek i że strzelają ich jeszcze więcej, a Rodgersowi wydawało się, że z tą prowizoryczną obroną powstrzyma RvP i zachowa czyste konto. No niestety.

    Po wejściu Sturridge’a i Boriniego wyglądało to lepiej, bo LFC zwyczajnie poszło na noże – i tak być może trzeba było zagrać od początku (nie mówię o składzie, tylko taktyce, wiem, że Borini i Daniel muszą odzyskać formę meczową dopiero).

    A Lucas zszedł, bo złapał głupio żółtko – Liverpool nie chciał zostać z jednym defensywnym pomocnikiem, który będzie musiał uważać, bo wyleci.

    Odpowiedz
  4. ~szatanmaly

    Spalony Vidića? Śmieszy mnie pokazywanie tej sytuacji w internecie przez ludzi którzy nie wiedzą że linie spalonego wyznaczała w tej sytuacji piłka. Nie twierdzę, że spalonego nie było na 100%, zatrzymałem sobie w momencie zagrania piłki przez Evrę obraz i wydaje mi się, że Vidić i piłka są w linii. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy był minimalny spalony czy nie? Dysponuje Pan linkiem do nagrania udowadniającego błąd arbitra że tak stanowczo Pan to ogłosił? Chętnie też to zobacze. Proszę o link 🙂

    Odpowiedz
  5. ~Aoc

    Pod ostatnią notką pisałem, że będzie o „spalonym” Vidicia. Nie zawiodłem się. Stronniczo jak zwykle.
    A to słabe United ma najwięcej punktów na tym etapie rozgrywek w swojej historii. Z każdym rokiem to United jest podobno słabsze…

    Odpowiedz
    1. Michał Okoński Autor wpisu

      A gdzie ja jestem stronniczy? Lepiej gra United niż rok, dwa, trzy, cztery lata temu? Mnie po prostu fascynuje ten paradoks, że choć są słabsi, i tak wygrywają. Widzę i to, że są słabsi, i to że z jakichś powodów nie sposób ich pokonać – no, może czasem się udaje, ale rywali udaje się pokonać jeszcze częściej. Próbuję dociekać przyczyn pogorszenia poziomu ligi, kryzysu gry obronnej, niewielkiej liczby kreatywnych rozgrywających itd., itp. Kiedy żywię sympatię do jakiejś drużyny i/lub trenera czy piłkarza, wyraźnie o tym piszę, ale i wtedy staram się przykładać te same standardy, co do innych. Nie wierzę w to, że sędziowie gwiżdżą za kimś lub przeciwko komuś – jeśli już, to że się mylą. Jak my wszyscy.

      Odpowiedz
      1. ~Aoc

        Właśnie w tym miejscu, że wspominasz Michale o kontrowersyjnym (?!?!) golu (którego nawet kibice LFC w żaden sposób nie kwestionują, nie ma tu mowy o żadnej kontrowersji), a nie wspominasz o nie wyrzuceniu Johnsona. A i nad karnym na Kagawie można się spierać.
        To naprawdę nic złego nie lubić United, ale nie ma co się tego wypierać. W co drugim tekście na blogu to widać.

        Odpowiedz
        1. Michał Okoński Autor wpisu

          Kiedy ja naprawdę lubię United… Podobnie zresztą jak inne drużyny Premier League, może poza tymi, które grają siłowo. Przyjmijmy, proszę, założenie, że jeśli o czymś nie wspominam, to mogłem tego nie zauważyć. Albo że mi się nie zmieściło, bo nie mogłem napisać o wszystkim. Albo że nie uznałem tego za ważne (i mogłem się oczywiście pomylić). Nie dlatego, że miałem niecne intencje.

          Odpowiedz
  6. ~torabora33

    Panie Michale trochę przesadza Pan z tą krytyką MU. Jezeli mają 7 pkt przewagi to chyba nie jest przypadek. Co z tego, ze maja słaba jak na nich obrone, ale atak najskuteczniejszy w historii PL na ten moment. Nalezy im się szacunek , a nie ciagla krytyka. Jezeli oni sa tak słabi to co mamy pisac o innych druzynach. RVP jak na ten moment zakup na miare Cantony.Welbeck dzisiaj zagral bardzo dobry mecz, taka dojrzalosc w ustawianiu sie tez warta odnotowania. szalony Evra, który w ofensywie ma najlepszy sezon. Domagam sie stanowczo dobrego słowa o tych graczach. Nikt sie nie spodiewal Hiszpanskiej Inkwizycji (gdyby ktos mi powiedzial, ze ogramy Chelsea na SB, Liverpool x2 i MC na E. to bym go nazwal niepoprawnym optymistom). Przepraszam za literowki, ale klawiatura dziurawa jak obrona MU. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  7. ~Bartek

    Przed sezonem skazywałem United na niepowodzenie (czytaj: trzecie miejsce), faworytów do mistrza upatrywałem w stabilnym City lub fantastycznie wzmocnionej Chelsea (Hazard, Oscar, radosny Torres – zanosiło się na samograj, którego nie powstrzyma nawet di Matteo).

    Czerwone Diabły mają słabą obronę (Vidic, Evra i Ferdinand nie ci sami, Rafael dopiero dojrzewa, Jones trochę zawodzi), średni środek pola (Giggs i Scholes „w sile wieku”, Carrick na przemian przeceniany i niedoceniany, Anderson… kim jest Anderson?), ale stworzyli najlepszy atak na Wyspach, który zaprzecza tezie, jakoby drużynę budowało się od tyłu. Van Persie, Rooney, Hernandez, Kagawa, Valencia, Nani, Young, Welbeck – to ogromna siła która wygra United ligę w tym sezonie.

    Odpowiedz
    1. ~stelma

      Jones miał sporo urazów w tym sezonie, nie wiele przez nie grał, ciężko mu przypisywać że zawodzi, dopiero co wrócił do gry. Podobnie Smalling. Większość sezonu jechaliśmy na Evansie (świetny sezon) i dość słabym Ferdinandzie.

      Problem jest taki że drużyna tak angażuje się w ofensywę że czasami nie ma kto bronić. Spójrzmy na Evre i Evansa, ile goli strzelili w tym sezonie, a ile przez całą swoją pozostała karierę na OT?

      Środek pola ostatnio się wykrystalizował, choćby dziś zdominował z duża łatwością trojkę LFC. Carrick z Cleverleyem (nie wymienionym przez ciebie, a chłopak gra świetny sezon, gra coraz lepiej i dorzuca bramki).

      Ta ekipa ma spory potencjał, wiele do poprawy. Valencia gra słaby sezon, Young tez nie przekonuje, Kagawa jeszcze nie jest w pełni wykorzystywany, Rooney grający w kratkę. Jest to dość młoda ekipa w zeszłym sezonie najmłodsza, więc należy spodziewać się rozwoju.

      Odpowiedz
  8. ~stelma

    Gdyby ktoś nie oglądał spotkań i nie widział tabeli, a wnioskował tylko z komplementów lub krytyki na temat jakiejś ekipy to wydawałoby mu sie że to Mu to musi być albo na samym końcu tabeli, albo jakoś tuż przed nim, czystym fartem się utrzymując. Paradoks według Pana.

    Polecam Panu na spokojnie przejrzeć i odpowiedzieć kiedy ostatnio cos pozytywnego udało sie Panu napisać o MU.

    W między czasie chwalił Pan nawet Downinga… którego dziś najlepiej podsumował Twarowski.

    A co do Samej gry MU, tak grają lepiej niz rok i dwa lata temu, sporo lepiej, bo w poprzednich sezonach nie mieli aż takiej siły ognia jak teraz i nie ogrywali rywali tak często.

    Swoją droga wychodzi Pańskie niezrozumienie piłki, jak to powiedział Xavi, wielu ogląda piłkę, nie wielu ja rozumie (ja sie za znawce bynajmniej nie uważam), jeśli Pan uważa że wygrywają będąc gorszymi to ewidentnie należy Pan do tej grupy. Byli lepsi we wszystkich spotkaniach z czołówka ligi, tworzyli lepsze okazje strzeleckie, większe zagrożenie.

    Takie LFC w tabeli posiadania piłki jest na drugim miejscu, co z tego skoro to nic nie daje, podobnie jak ich liczba strzałów, mieli dziś dwie dobre okazje strzeleckie i jakieś 7 strzałów na wiwat bez sensu, bez szans na powodzenie.

    Jest różnica miedzy posiadaniem piłki Barcelońskim, na połowie, albo i przed polem karnym rywala a klepaniem miedzy środkowymi obrońcami ty do mnie ja do ciebie, co robi LFC. Wychwalał Pan tutaj Joe Allena, piłkarza tak marnego że aż nie chce się o nim pisać (jak ktoś podrzuci jego dobre zaskakujące podanie otwierające drogę do brami ma tytuł mistrza szperania w internecie), co dziś udowodnił na OT. Facet podaje celnie-wyśmienicie, tylko więcej do tyłu niż do przodu.

    Wychodzi na to że na tym blogu można częściej przeczytac komplementy pod adresem takich tuzów jak Allen czy Downing niz ekipy lidera tej ligi. Teraz pytanie, czy to jest aby naturalne?

    Odpowiedz
  9. ~erictheking87

    Panie Michale, a jak oceni Pan sytuację, w której Reina leżał na boisku, Lpool grał piłką do przodu nie przejmując się losem swojego GK, piłkę ów stracił, United rozpoczynali kontrę, która mogła się spokojnie skończyć bramką i nagle Webb gwiżdże doznając olśnienia, że Reina leży na boisku.

    Dla mnie to sytuacja z gatunku ewidentnie niesprawiedliwych (zresztą dokładnie to samo mówili komentatorzy Skysports).

    Jak Pan się na tę sytuację zapatruje?

    Odpowiedz
  10. ~pk

    „Nie za mocne to United, powtarzamy za każdym razem, kiedy przyglądamy się tej drużynie”

    „Howard Webb uznał drugiego gola dla MU, choć Vidić był na spalonym”

    Panie Michale, to juz mind games przed nastepna kolejka? 😉

    Co do spalonego – nie wiem. Powaznie. Kamera jest tak ustawiona, ze nie umiem powiedziec.

    Co do zachwycania i slabosci MU – zachwycanie to indywidualna kwestia, rozumiem, ze moze kogos jego gra nie zachwycac. Ale mnie zachwyca. Dlaczego? Do Mu odzyskalo cos za co ich pokochalem – umiejetnosc powrotow. Comebacki i zwyciestwa w doliczonym czasie to zawsze byl ich trademark, ktory rok temu zatracili. Praktycznie nie udawalo im sie wygrac meczu, ktory przegrywali. Teraz robia to niemal zawsze. Dlatego mnie zachwycaja. Bo ogladam pilke dla emocji nie perfekcji (dla tego drugiego ogladam snookera – niesamowite jest co oni tam robia). Oczywiscie jesli patrzec na same umiejetnosci to MU mialo lepsze sezony, ale czy rok temu? Moim zdaniem nie. Teraz mimo wielu przeciwnosci w ofensywie (kontuzje Roo, kagawy i Naniego, slaba forma Valencii i Younga, niemoc Welbecka) sa maszyna do zdobywania bramek. Traci na tym defensywa, ale pamietam MU wygrywajacy seryjnie po 1-0. Czy tamten byl lepszy? Zalezy co przez to rozumiemy. Czy lepsze jest 1-0 czy 3-2. Jesli szukamy perfekcji, to 1-0, jesli emocji to 3-2. Ja szukam tego drugiego i nie narzekam. Chociaz rozumiem, ze jesli ktos nie jest zwiazany z MU jak Pan i patrzy na to obiektywnie, to dostrzega ich slabosc. Tylko w takim wypadku, to chyba w lidze angielskiej nikt nie zachwyca? Pozostaja Barca, Atletico, Bayern. Real, ktory ogladam czesto, zachwyca mniej niz MU, bo nawet pasji nie maja w swojej grze, nie mowiac o wynikach.

    PS. Wczoraj Nani, Jones i Anderson wrocili po kontuzji, za to Vidic, Evans i Young je zlapali. Rownowaga musi byc… Mam tego dosc. Nie chce zadnych transferow, tylko 2 miesiace, zeby wszyscy byli zdrowi. Vidic pokazal w tych kilku wystepach, co daje jego dominacja w powietrzu. Evans swietnie gra, umiejetnie wyprowadza pilke, ale takiego panowania w walkach o gorne pilki jeszcze sie nie nauczyl.

    Odpowiedz
  11. ~greggreg86

    Nie ma się co tak zaperzać i święcie oburzać! Moim zdaniem Pan Michał pisząc (wielokrotnie) o słabości MU miał na myśli to, iż mimo wspaniałych graczy ofensywnych, efektownych powrotów, umiejętności wygrywania nawet wtedy gdy gra się nie klei etc, etc. to drużyna ta jak na-ośmielę się napisać- przyszłego mistrza Angli posiada jeden zasadniczy defekt. Niewiadomo dlaczego, niewiadomo do końca jak, ale zazwyczaj nie potrafi MU zachować do końca KONTROLI nad spotkaniem co powinno cechować SILNE drużyny. Zbyt często niemal rozpaczliwie broni się w końcówkach, zbyt cżesto po kilku rajdach przeciwników traci koncept gry, zbyt często pięknie realizowane założenia taktyczne rozsypują się i zawodnicy MU zaczynają grac ‚wesoły’ futbol, zbyt czesto tracą koncentrację w obronie.
    (Z drugiej strony patrząc z tej perspektywy to chyba tylko o Barcelonie i chyba Bayernie można dziś z czystym sumieniem powiedzieć: :”Tak, to są silne zespoły!”

    Odpowiedz
    1. ~stelma

      Zgadzam sie z wymienionymi wadami drużyny, przy czym nie wszystkimi (bo choćby nie wiadomo jak, jest dość dziwnym stwierdzeniem), ale jak sam napisałeś, za tym tokiem rozumowania dochodzi się do wniosku o 2 silnych ekipach na kontynencie… Idiotyczne.

      Ja o czym innym pisałem, o tym że autor częściej sili się na komplementy pod takimi miernotami jak Allen czy o zgrozo Downing niż nad gra najlepszej ekipy w tej lidze.

      Odpowiedz
    2. Michał Okoński Autor wpisu

      Dzięki za wsparcie. Mam wrażenie, że wyszedłbym na durnia, gdybym teraz zaczął wyszukiwać wszystkie pochlebne zdania, które w ciągu ostatnich latach zamieściłem tu na temat Giggsa, Scholesa, Rooneya, Vidicia (ech, kiedyż to było…), Carricka czy także Cleverleya. Albo te, w których podnosiłem wpisaną w klubowe DNA wolę zwyciężania, powodującą, że nawet w sytuacjach beznadziejnych potrafią dogonić wynik. Rozbrajają mnie frazy typu „Co z tego, ze maja słaba jak na nich obrone, ale atak najskuteczniejszy w historii PL na ten moment. Nalezy im się szacunek , a nie ciagla krytyka”… O jaki szacunek chodzi albo o jaki brak szacunku? No słabą mają obronę (i nierówno broniących bramkarzy), no brakuje im kreatywnego rozgrywającego (zobaczymy, co pokaże Kagawa – długo nie grał…), no nie za szybcy są środkowi pomocnicy, no kiepsko wygląda – podniesiona tu – kwestia kontroli nad meczami. To brak szacunku, stwierdzenie faktów czy opinie, które – jak każde opinie – mogą być niesłuszne? Wyobraźcie sobie, że piszemy o wyścigu na 400 metrów, który wygrywa ktoś z dużą przewagą, ale z bardzo słabym czasem. Wypada zauważyć, że zwycięzca ma słaby czas albo że generalnie uczestnicy biegu wypadli marnie? Nie mówię już o bolesnej weryfikacji drużyn reprezentujących moją ukochaną ligę w europejskich pucharach, która może nam wszystkim dawać do myślenia. Chwała Bogu (z punktu widzenia fana Premier League), że Real jest w takim kryzysie…
      Zdaje się, że najjaśniej, jak potrafię, wyłożyłem swoje dylematy we wpisie „Selekcja negatywna”: http://okonski.blog.onet.pl/2012/12/27/selekcja-negatywna/ „Tak, to był mistrzowski występ, bo cechą mistrzów jest odwaga, determinacja, wola zwyciężania, która do ostatniej minuty nie pozwala zwątpić w osiągnięcie pożądanego rezultatu. Pal licho wszystkie wpuszczone po drodze bramki, pal licho dziurawą obronę, pochopne zagranie, które dało rywalowi pierwszego gola, i nieruchawy środek pomocy: to jest Manchester United, a Manchester United nie poddaje się nigdy” i „Nie, to nie był mistrzowski występ, bo cechą mistrzów jest koncentracja, dobra organizacja gry obronnej i umiejętność kontrolowania przebiegu wydarzeń. Pal licho skuteczność napastników, pal licho charyzmę trenera: mistrzowie nie mogą się mylić z aż taką częstotliwością” – wycinam na chybił trafił dwa cytaty. Wasi idole mają dwie twarze, ot co. To, że dowalą Tottenhamowi w niedzielę na White Hart Lane nie ma tu nic do rzeczy – od dawna wiadomo, że nie kibicuję najlepszej drużynie świata. Bo dowalą Tottenhamowie w niedzielę, prawda?

      Odpowiedz
      1. ~stelma

        Jeśli Pan na spokojnie przejrzy wpisy z ostatnich nie lat, a tygodni, to zapewniam że więcej pochwał dostał niejaki Downing niż którykolwiek z graczy MU.

        Nikt tu nie chce czytać laurek pod adresem diabłów, ale wyniki i gra zasługują na to by być opisywana lepiej niż miernoty ze środka tabeli. Downing strzela gola, co zgadzam się jest wydarzeniem na skale światowa, kto wie czy nie powinno otwierać nowej epoki w dziejach ludzkości i zerować kalendarza, ale jednak facet dostaje laurkę. Allen na początku sezonu to tutaj według Pana był jakimś Xavim 2.0 wersja poprawiona.

        Tymczasem taki RVP wali gola za golem, asystę za asysta, i nawet wzmianki o nim nie ma…

        Co do środka pola, to widzę że Pan obrał tezę, słuszną swego czasu, i trzyma jej się do dziś. Mógłby mi Pan wskazać ostatni mecz w którym rywal zdominował środek MU? Bo to nas cofa bodaj do spotkania z lfc na anfield. Trochę czasu minęło.

        Tylko zdominował nie oznacza miał większe posiadanie, bo choćby Arsenal na OT miał, a MU na zdominowanych nie wyglądało, zdominował to znaczy że w tym sektorze boiska przeprowadzał swoje ataki, nie pozwalając na ataki rywala. Co nie udało sie ani Chelsea na SB, ani City na etihad.

        Nie twierdze że jest wyśmienicie, ale ciężko nie zauważyć progresu względem ostatnich 2 lat.

        Odpowiedz
        1. ~nalewacz

          „Co do środka pola, to widzę że Pan obrał tezę, słuszną swego czasu, i trzyma jej się do dziś. Mógłby mi Pan wskazać ostatni mecz w którym rywal zdominował środek MU? Bo to nas cofa bodaj do spotkania z lfc na anfield. Trochę czasu minęło.”

          Tyle że ja oglądając spotkanie MU jako kibic tej drużyny rzadko kiedy zdarza mi się nie drżeć o wynik w meczu w którym wydawało by się pewnie prowadzimy. Fajnie gramy do przodu, fajnie gonimy wynik, strzelamy mnóstwo goli ale nie sprawujemy kontroli.

          Analiza taktyczna meczu z LFC pokazuje, że The Reds wrócili do gry gdy Rodgers zrezygnował z taktyki z 3 środkowymi pomocnikami i po prostu kazał ofensywniej grac do przodu. Efekt ? Liverpool odzyskał przewagę w posiadaniu piłki i zaczął zagrażać bramce Diabłów. Fergie próbował później zareagować wprowadzając Jonesa, ale na Boga jaki z niego DM ? Własnie nie mamy gracza na tej pozycji, który piłkę nie tylko odbierze, ale także ja potrzyma i uspokoi grę. Czasami mam wrażenie że jesteśmy takim „złamanym” w środku pola zespołem.

          Inny przykład ? Mecz z Newcastle. NUFC bez Tiote i Cabaya, potrafiło narobić tyle zamieszania pod bramka MU, że głowa boli.

          Odpowiedz
          1. ~stelma

            Wszystko prawda, a jednak postęp w tej strefie boiska jest widoczny, chyba się zgodzisz.

            Co do meczu LFC, mieli tak naprawdę 2 okazje, gol i strzał sturridge’a nad bramką po zamieszaniu w polu karnym. No na upartego jeszcze strzał boriniego można by zakwalifikować jako groźny. Tyle z tych ich zagrożeń.

            Zawsze w meczu rywal będzie miał ta jedną okazje strzelecką, nawet przeciwnicy barcelony mają.

            Natomiast co do gry obronnej całego zespołu to rzecz jasna pozostaje wiele do życzenia. W moim odczuciu poprawiło sie w pomocy, pogorszyło w obronie.

            Wracając raz jeszcze do sedna, diabły sa poddawane większej krytyce niż bo ja wiem, Chelsea, o RVP mniej niz o Downingu, a zaryzykuje stwierdzenie że dwaj gracze kupieni za podobne pieniądze dają swoim zespołom zupełnie co innego.

      2. ~hazz2

        Niestety obawiam się , że dowalą. Dembele w meczu z QPR gral slabo i to niestety był kolejny słaby występ Belga. Tyle, że nie ma co się dziwić bo gośc nie gra na swojej pozycji. Tott nie ma wartości na ławce bo Sigurdson to przeciętniak a Dempsey to z calym szacunkiem dużo szczęścia ma ale na ekipe walczącą o TOP4 umiejętności male. Boasa mi nie szkoda bo chyba sam dał się wmanewrowac w układ, w którym nie ma nic do powiedzenia w sprawie transferów a można zadać sobie pytanie dlaczego za Harrego grał super a teraz przeciętnie.
        Wracając do tematu Sandro to nie dziwi mnie jego super gra bo nie chwaląc się chyba 1 na tym forum napisałem po jego pierwszych meczach w barwach Spurs, że to będzie mega gracz i takiego Big Toma to bił juz wtedy na głowę:)
        Podobnie zresztą pisałem, że Downing, Henderson czy inny Adam to generalnie przeciętniacy nawet jak na Anglików i Kenny chyba oszalał ale wtedy zostałem tu uznany za trola:))))))))))))))))) o Carrolu nie wspominam bo nie chcę sie pastwić
        p.s. mimo, że go nie znoszę muszę przyznać- Van Persie masakruje

        Odpowiedz
        1. ~adipetre

          No bo z trolla to ty naprawde cos masz. Twoj najczestszy zarzut wzgledem angielskich pilkarzy to paszport.

          Wiadomo ze z Levym nie jest latwo pracowac, ale chyba troche naginasz fakty. Tottenham drugie okienko z rzedu stara sie o karty Damiao & Moutinho, a obaj sa przeciez faworytami AVB. Jesli odejdzie Bale, pierwszym o ktorego Spurs sie upomna bedzie Willian, a wiec kolejny pupilek Andre.

          Btw, jak dobrym pilkarzem jest twoim zdaniem Michu? Pytam bo uwazam ze ‚przecietny’ Sigurdsson jest od niego lepszy. AVB nie wykorzysta potencjalu Islandczyka poki bedzie widzial w nim skrzydlowego. Przypomne tylko ze Gylfi w drugiej polowie ostatniej kampanii kreowal wiecej okazji strzeleckich swoim partnerom niz VdV.

          Jesli idzie o Dembele, zwykle jest tak ze Tottenham nie gra dobrze gdy nie idzie Mousie. Ostatnimi czasy Spurs graja bardzo solidnie, wiec nie wiem za bardzo kiedy mialy miejsce te ‚kolejne slabe’ wystepy Belga. Btw Mousa to chyba sam do konca nie wie jaka jest jego optymalna pozycja (jak dla mnie wszystko jest zalezne od partnerow, srodek 442 bylby ok gdyby obok niego biegal typowy passer, Sandro bylby nim gdyby tak czesciej na treningach podpatrywal…Big Toma).

          Na koniec o Redknappie. Nie nadazam ze jego wyborami. Sadza na lawce Faurlina i Granero tylko po to by na srodku pomocy gral stoper M’Bia, a na stoperze wirtuoz Clint Hill. No i do tego wszystkiego walczy jeszcze o transfer Jake’a Livermore’a. Harry, por que?

          Odpowiedz
          1. ~hazz2

            Jeśli trolowaniem nazwać uczciwą ocenę umiejętności piłkarskich to tak jestem nim. Paszport ? Trochę to tak wygląda ale nie moja wina, że Anglicy mają tylko paru graczy na poziomie a reszta to przeciętna Europejska. Widać wlaściciele i managerowie angielskich klubów myślą podobnie bo w pierwszych jedenastkach ich ekip tylko 20 procent stanowią gracze z wysp. Dembele …no tak nie wiem czy on sam wie na jakiej pozycji ma grać ale widzę na jakiej pozycji stawia go Boas i dlatego stwierdziłem, że nie mam do niego pretensji. Nie jest to gracz w typie Luki czy jemu podobnych a w tych paru ostatnich meczach, które Tott ostatnio wygrał to inni gracze decydowali o wyniku. Przeciwnicy do tego byli zwyczajnie slabi. W Fulham z tego co pamiętam też pełnił inna rolę. Sandro Big Toma lepiej niech nie podpatruje bo będzie zasypiał na treningach. Do tego Brazylijczyk zagrał już w tym sezonie parę takich piłek, że szacuneczek a przepaści w przygotowaniu taktycznym Tom już raczej nie przeskoczy. O motoryce już wspominał nie będę. Na koniec Sigurdson/Michu – Michu jest dla mnie lepszy co pokazywał już w zeszłym sezonie grając w Rayo niekoniecznie w ataku a potwierdza to w tym właśnie grając na szpicy. Widzisz Islandczyka w napadzie ? Ja raczej nie ale wszystko przed nim. Z całym też szacunkiem ale do takiego VdV Gylfi nie podbije raczej nigdy. Rozumiem też, że Boas jest ślepakiem i nie widzi tego mega potencjału Sigurdsona na of. pomocniku bo rozumiem taką rolę powinien spełniać według ciebie.

      3. ~borsuk

        Zgoda co do ogolu, niezgoda wobec szczegolu. O co chodzi z ta dziwaczna krytyka De Gea’i? Sledzi pan pewnikiem prase brytyjska i chyba moge zrobic zalozenie ze nie oglada Pan wszystkich spotkan MU. Ergo polega pan na tym co dociera do panskich uszu i oczu droga posrednia, a w mediach brytyjskich da sie zaobserwowac pewien skrajny dualizm narracji wzgledem dwoch pierwszych bramkarzy ekip z Manchesteru. Joe Hart, zdecydowany nr1 reprezentacji, okrzykniety jednym z najlepszych, jesli nie pierwszym, badz drugim bramkarzem na swiecie zalicza obecnie nie najlepszy sezon, zwlaszcza jesli sie go porowna do poprzedniego. Jednak o jego bledach sie nie mowi, najwyzej przebąkuje w mediach. Mozna powiedziec ze Anglik ma prasowy immunitet powstrzymujacy wszelka krytyke. Na drugim koncu wskazan spektrometru jest mlody Hiszpan z United. Po transferze za rekordowa kwote i kilku bledach w pierwszych spotkaniach, ktore zaznaczam nie kosztowaly druzyny straty punktow, przypieto mu latke ktora pokutuje do dzis mimo ze radykalnie mija sie z rzeczywistocia. De Gea juz w zeszlym sezonie udowodnil jak dobrym potrafi byc bramkarzem chocby w meczu z Chelsea na SB, co nie znaczy ze gral perfekcyjnie i bledy mu sie nie przytrafialy. Glownym problemem byla gra w powietrzu, ta tzw prezencja na przedpolu, czyli m.in. wychodzenie do gornych pilek. Jednak po spotkaniu z Blackburn na OT nie przypominam sobie tego typu wpadek Hiszpana w zeszlym sezonie. Co wiecej z obecnego sezonu, naturalnie swiezszego w pamieci nie potrafie przywolac ani jednego bledu De Gea’i w tym wzgledzie co wskazuje na to ze problem zostal skutecznie zaadresowany przez samego pilkarza i sztab szkoleniowy. Aczkolwiek to jak widac nie wystarcza by schowac stereotyp niepewnego bramkarza do szuflady, mimo ze wszystkie inne jego mocne strony nadal sa na miejscu. Wysmienity refleks, kocia zwinnosc, swietna gra obiema nogami i ten jego niezlomny charakter, ktory sprawia ze drobne bledy ktore mu sie czasem przytrafia nie przesladuja go w myslach tak jak niegdys np. Bena Fostera. Hiszpan wyglada na pewnego siebie i ta wiare we wlasne umiejetnosci widac tez w jego grze. Jednak prasa wciaz nie przestaje wymieniac kolejnych kandydatow do zastapiania go na bramce w United, a wsrod nich takie tuzy jak Mignolet, czy Begovic. Przeciez to jest jakis cyrk i blazenada. Jak prawie bezblednego golkipera mozna nazywac niepewnym ogniwem druzyny. Zreszta najlepiej bedzie jesli inni fani United regularnie ogladajacy gre De Gea’i rowniez wypowiedzieli sie w tym wzgledzie.

        Odpowiedz
        1. ~jpawl

          W tym sezonie – samobójczy gol Vidicia w meczu z Fulham został najwyraźniej przez media (i chyba przez SAFa też) potraktowany jako duży błąd De Gei – po tym meczu stracił miejsce w składzie na rzecz Lindegaarda na parę kolejek.

          Co jak co, ale Hiszpan na przedpolu przy np rogach jeszcze nie umie powalczyć z rosłymi napastnikami ‚typu angielskiego’.

          Odpowiedz
          1. ~borsuk

            Aye, prawda o tym incydencie zapomnialem. Chociaz wine wtedy trzeba bylo rozdzielic w stosunku 50/50 miedzy De Gea’e a Vidica. Bo ja wiem czy zmiana bramkarza byla konsekwencja tego zdarzenia. Przed meczem z Fulham De Gea rozegral jedno z najlepszych spotkan w swoim wykonaniu przeciwko Evertonowi. Byl zdecydowanie najlepszym pilkarzem United, a rotacja wydawala sie ciagiem dalszym planu Fergusona by w miare mozliwosci dawac sie ograc obydwu bramkarzom. Radykalna zmiana nastapila w meczu z Reading ktory pewnie do konca zycia bedzie przesladowal Lindegaarda i skonczylo sie rotowanie.
            Jasne nie mowilem ze gra idealnie na przedpolu, ale progres jest niemal namacalny. Ostatnimi czasy dochodzil do kazdej pilki na ktora sie decydowal i albo pewnie ja lapal, albo piastkowal poza pole karne. Jak na swoja piete achillesowa bardzo sie poprawil ten element gry, a ja innych wad w jego grze nie dostrzegam. Moim skromnym zdaniem bedzie z niego duza pociecha dla fanow United na wiele wiele lat.

  12. ~bartek23

    United jest coraz słabsze tak, jak słabsza jest liga angielska. Najlepiej pokazuje to Europa i osiągnięcia Manchesteru w LM: finał, ćwierćfinał, ćwierćfinał, faza grupowa. Postępujący spadek. Wyniki w lidze też to potwierdzają: jedna z gorszych defensyw patrząc na top tabeli, środek pola albo młody albo emerytowany. W wymagającej lidze SAF wzmacniałby te formacje. Co robi w EPL? Kupuje van persiego, który gwarantuje po prostu jeszcze więcej bramek i to wystarcza, żeby być liderem. Ale nie dlatego, że United jest lepsze niż City w zeszłym sezonie, ale dlatego, że reszta ekip zaliczyła jeszcze większą degradację. O LFC nie muszę pisać, Arsenal musi walczyć o top4, nie o mistrza, Tottenham to wciąż tylko kandydaci do LM, a mocne kadrowo City czy Chelsea daleko do mentalności zwycięzców united. To jest tak naprawdę ich jedyna siła oprócz ataku: SAF i mentalność. To wystarcza na słabą Anglię, ale już nie wystarcza na LM chociażby. I niestety ale ten brak znaczącej konkurencji jest zły dla United, bo nie zmusza ich do wysiłku i rozwoju – bez znacznej spiny mogą sobie wygrać z LFC, tak jak wczoraj. A zamiast rozbudowywać kadrę można kupić Persiego i wygrać ligę. To moja teoria, myślę, że dobrze zweryfikuje ją dwumecz z Realem – jeśli United go pewnie wygra, to znaczy że się mylę. Jeśli jednak przegrają ze słabym mistrzem Hiszpanii to, niestety dla nich, ale chyba będę mieć rację.

    Odpowiedz
    1. ~Reggi

      Tylko to następuje wszędzie. Ciężko znaleść drużyne, które przez wiele lat cały czas gra świetnie. Praktycznie każda drużyna ma spadki i wzloty. O wielkości drużyn świadczy szybkość wyjścia z dołków i jak najdłuższe trzymanie się wzotów. Real w tym sezonie gra dużo gorzej niż rok temu, Borussia w Bundeslidze zawodzi, Barcelona rok temu była gorsza od Realu, teraz przoduje.

      I masz małą pomyłkę. Ostatnie cztery LM w wykonaniu MU to: finał(2009), ćwierćfinał(2010), finał(2011), faza grupowa(2012). A w 2008 też finał. Jeżeli chodzi o LM to ostatnio najlepiej tam się wiedzie Barcelonie, a zaraz za nią Manchesterowi United.

      Odpowiedz
      1. ~bartek23

        Rzeczywiście, coś mi nie pasowało 😀 oczywiście, że trudno trzymać cały czas równy, mistrzowski poziom. Ale United się jakoś udaje od kilku sezonów (tak przynajmniej mówią zajmowane przez nich miejsca? Czemu? Bo liga słabnie. Dlatego na jej tle nie przeżywają takich regresów jak wspomniany Real czy Borussia. Ale to nie znaczy, że w stanie faktycznym ten poziom trzymają lub nawet rosną w siłę. Jeśli w tym roku w Europie dojdą do półfinału to uznam, że się mylę. Dlatego też czekam na ten mecz z Realem, który ma, mi przynajmniej, dać pewne porównanie United z kimś spoza Anglii.

        Odpowiedz
  13. ~Borys

    Carrick był kluczową postacią w pierwszej połowie, w drugiej było go- wydaje mi się- dużo mniej. Michał- może mógłbyś wrzucić obrazek ze StatsZone Carricka tylko z drugiej połowy? Rodgers najprawdopodobniej widząc co się dzieje kazał naciskać Michaela (o czym pisał już Bartek), i to poskutkowało- nie pierwszy raz zresztą zgasili go w ten sposób przeciwnicy, ale słaba postawa w drugiej połowie była też wynikiem zmiana Younga na Valencie (od tego momentu graliśmy już 10vs11), oraz zmęczeniem Kagawy (po kontuzji jak widać ciężko mu złapać kondycje).
    „Akcja, zakończona golem van Persiego, podczas której piłka krążyła między Kagawą, Welbeckiem i Cleverleyem, zanim trafiła do Evry, była jednak znakomitą ilustracją nie tyle siły gospodarzy, co słabości ich rywali. „
    No no Michale, w ten sposób to można każdego gola podsumować 😉 Akurat w tym przypadku to była dobra akcja, na 1-2 kontakty, zakończona świetnym podaniem Evry- życzył bym sobie więcej takich goli MU.
    Manchester United grał słabo w pierwszej części sezonu (czasami bardzo słabo, rzadziej dobrze), natomiast trudno nie zauważyć, że od grudnia drużyna wygląda znacznie lepiej- co jest wynikiem stabilizacji środka pola- bardzo dobry sezon Carricka (przyznaje, choć go nie lubie) oraz dobra gra Cleverleya (na stałym poziomie raczej, bez rewelacji, ale też poniżej pewnego poziomu nie schodzi), a także fenomenalnej formy RVP. Skrzydła są poważnym problemem, i tutaj nie widać niestety światełka w tunelu.
    Osobiście nie uważam, że United byli lepsi we wszystkich spotkaniach z czołówką ligi (tak z przebiegu spotkania), natomiast mają fantastyczną wiare w swoje umiejętności i mentalność zwycięzcy, i właśnie to czyni ich najlepszymi- na chwile obecną- kandydatami na mistrza kraju.
    PS. „Giggs i Scholes „w sile wieku”, Carrick na przemian przeceniany i niedoceniany, Anderson… kim jest Anderson?” – najlepszy opis pomocy MU z jakim się ostatnio spotkałem. Brakuje tylko wzmianki o dobrym Cleverleyu i wciąż nieprzystosowanym Kagawie.

    Odpowiedz
  14. ~taxi_rock

    haha kibice Man Utd wpadają na bloga kibica Spurs i żądają więcej tekstów chwalących United.
    Wy tak na poważnie ?

    Odpowiedz
    1. ~pk

      Chyba nie doceniasz troche sily razenia tego bloga 😉 Niby to blog kibica Spursow, ale jakie to ma znaczenie jesli tego kibicowania nie daloby sie stwierdzic, gdyby nie notka o autorze 😉 ? U mnie polowa poniedzialkowych zajec i wykladow poswiecona jest na dyskusje o ostatniej kolejce EPL, przy czym analiza niedzielnego wpisu Pana Michala jest istotnym punktem calej zabawy 😉 I jak nasz Gospodarz pisze, ze MU jest slabe, to potem kibice innych druzyn maja argument w dyskusji, bo opinie tutaj wyczytane, sa powazane. Pewnie dlatego, ze po 1 sa trafne a po 2 obiektywne. Co prowadzi do tego, ze ten MU pewnie faktycznie jest slaby, tylko jego kibicom ciezko to zaakceptowac. Dla mnie ta slabosc wiaze sie glownie z tym o czym pisal greggreg86. MU nie umie kontrolowac spotkan, temu traci tyle bramek. Nie potrafia zabic spotkania, nawet nie kolejnym golem, ale spokojna bezpieczna gra. Tylko kilka takich meczow bylo, gdy przy prowadzeniu 1 lub 2 bramkami nie trzeba bylo drzec o wynik do ostatniego gwizdka. Mecz z Realem duzo powie – niby krolewscy w kryzysie ale jeszcze duzo czasu, no i na LM sie zmobilizuja na 120%.
      ps. Panie Michale mam 2 sprawy.
      1. Pytanie – czy Sandro sie wyleczy(l) na MU?
      2. Prosbe – czy moglby Pan wrzucic obrazek ze strzalami RVP z meczu z Liverpoolem z podzialem na te przed i po przerwie? Bylbym wdzieczny.

      Odpowiedz
      1. Michał Okoński Autor wpisu

        Co do strzałów RVP: zbiesił mi się ajpad – nie łączy się z domową siecią, więc będę mógł wrzucić jutro w redakcji. Co do generaliów: trudna rada, widzę, że jestem Wam winien fundamentalny wpis o Manchesterze United… Jeśli nie po pucharowej powtórce z West Hamem, to po meczu z Tottenhamem macie jak w banku 😉

        Odpowiedz
        1. ~pk

          Dziekuje za te strzaly, ja mam androida i ubolewam nad brakiem Stats Zone…

          Co do wpisu o MU, nie powiem, nie moge sie doczekac 😉 Chociaz boje sie, ze jesli bedzie po meczu z Tottenhamem, to bedzie Pan mogl napisac – „a nie mowilem, ze ten Manchester troche slaby”. Boje sie tego spotkania bardziej niz Arsenalu czy Chelsea.

          Odpowiedz
        2. ~mef

          Pytam, bo nijak mi tej aplikacji na ipadzie nie znajduje. Kupiłem na iphonie (a dokładniej ściągnałem, a kupiłem subskrypcje na sezon), ale appstore na ipadzie jej nie widzi.
          Próbowałem ściągać tę iphonową na ipada, ale ściąga się w wersji małej, na telefon.

          Odpowiedz
  15. ~taxi_rock

    żeby się nie okazało, że United przegrają, bo trzeba będzie skrytykować ekipę Fergusona i dopiero będzie kłopot 🙂

    Ogólnie poziom w Premier League się opuścił. Głównie jeśli chodzi o poczynania defensywne. Arsenal już przemilczę, bo tracili sporo goli już w poprzednich latach, ale Chelsea, United, w tym sezonie Man City tracą sporo goli i widać, ze to już nie są te defensywy co kiedyś. United mają wielką siłę ofensywną, ale w defensywie to już tak dobrze jak przed laty nie jest. Vidic ciągle połamany (znów doznał kontuzji) Ferdinand coraz starszy i zdrowie też nie dopisuje. Smalling gra w kratkę, Jones po kontuzji źle. Poziom trzymają Evans, Rafael i Evra, choć ten ostatni lepiej sobie radzić w ofensywie ostatnio, a błędów w obronie tez się nie ustrzegł, co wcześniej było nie do pomyślenia. Pisanie więc, że skoro są liderem, to trzeba ich tylko chwalić do mnie nie trafia. Grają słabo w obronie (ale nie tylko oni) i to jest fakt, parafrazując Beniteza 🙂

    Odpowiedz
    1. ~stelma

      Nie zrozumieliśmy się. Ja nie mam nic przeciwko krytyce diabłów, tyle że mam wrażenie że autor wypomina skrupulatnie wszelkie przywary i wady, a pomija, a przynajmniej nie zachowuje proporcji z pochwałami.

      Stad odniesienia do wpisów o Downingu czy „wschodzącej gwieździe ligi” Allenie. A np Rafael najlepszy obok zabalety prawy obrońcy w lidze nie zasłużył sobie na taka wzmiankę jak wyżej wymienieni przeciętni by nie pisać słabi gracze.

      Odpowiedz
    2. ~castylia

      Sądzę, że MU należy chwalić niezależnie od tego czy drużyna ta gra dobrze czy źle.

      Ja na tym etapie rozgrywek mogę jedynie pogratulować MU konsekwencji i stabilnej formy, która pozwala na uzyskiwanie korzystnych rezultatów. Na szczęście sezon nie kończy się w styczniu i przed nami jeszcze wiele spotkań, więc z peanami na cześć tej ekipy poczekałbym przynajmniej do kwietnia, ale moim skromnym zdaniem ligę znowu wygra MC, no chyba, że pod koniec marca przewaga MU nad City wyniesie 9-10 punktów, w co śmiem jednak wątpić…

      City jest więc dla mnie faworytem w wyścigu o mistrzostwo, co zapewne zostanie wyśmiane, ale trudno… Mam nadzieję, że MU powtórzy ubiegłoroczny wynik, zarówno w rozgrywkach domowych, jak europejskich pucharowych i widzę, że temat LM jest tu traktowany po macoszemu… Świetnie gracze z Manchesteru powinni przecież bez wysiłku poradzić sobie ze słabiutkim i targanym konfliktami Realem. Niektórzy z brytyjskich publicystów postulowali nawet, by zorganizować mecz PL kontra la liga, ale obawiam się, że po konfrontacji zespołów z wysp i półwyspu w LM ten pomysł umrze śmiercią naturalną. Nawet gdyby jakimś cudem udało się przejść Real, zawsze gdzieś na końcu drogi będzie czekała wielka Barcelona…

      Trzymam więc kciuki za MC i Real, a po zakończeniu PL i LM będziemy wielkiemu MU podbijać bębęnka, musi jedynie wygrać jeszcze te kilkanaście spotkań…:)

      Odpowiedz
  16. ~Reggi

    Wiele osób przykłada wielką wagę do meczu z Realem, i to, że ten mecz ma odpowiedzieć na pytanie jak mocny jest zespół Fergusona. Uważam to za całkowity błąd, bo jak może dwumecz odpowiedzieć na to pytanie? Jak Manchester przegra to znaczy, że jest w dołku, a jak wygra to nie? Dla Realu też można twierdzić, że to jakiś test i dokładnie te same tezy postawić przednim. A co jak obydwa zespoły są w dołku? Obydwa mają przegrać? A jak obydwa nie są w aż takim dołku to obydwa wygrać?

    Mimo wszystko uważam, że przypatrzenie się dwóm meczom nie daje nam żadnej odpowiedzi na powyższe tezy, mimo iż wiele osób tak twierdzi. W takich spotkaniach liczy się ogrom rzeczy, nie tylko ogólna forma zespołu.

    Odpowiedz
    1. ~castylia

      Mnie chodzi raczej o to by oceniać drużynę po całym sezonie a nie po pewnym etapie rozgrywek i wstrzymać się z peanami do ich zakończenia. Chelsea zaczęła świetnie sezon, a obecnie jest tam gdzie jest, więc różnie bywa… Oczywiście na wynik każdego dwumeczu wpływ ma wiele czynników, a nie jedynie aktualna forma zespołu, to fakt. Problem polega jednak na tym, że w przypadku wygranej naszych ulubieńców w większości przypadków mówimy o fantastycznej formie, a w przypadku przegranej staramy się jakoś to racjonalizować i podnosić rangę „obiektywnych czynników”. Przegrana lub wygrana MU z realem nie oznacza tego, że drużyna jest w dołku, to oznacza, że jej w danych rozgrywkach już nie ma…
      Europejskie puchary dają jednak pewną odpowiedź na pytanie o „siłę” danego zespołu, no bo jeśli nie one to co? Są ważnym punktem odniesienia, by móc twierdzić, że drużyna jest silna w wymiarze globalnym, czy też jest silna, ale jedynie na krajowym podwórku… I nie chodzi tu jedynie o suchy wynik, ale i styl gry, itd.
      Niewątpliwie będzie to ciekawa konfrontacja, a ja odnoszę wrażenie, że coraz częściej pobrzmiewają tu głosy, w których daje się słyszeć nutę niepewności i antycypacji tego co może się zdarzyć w tym dwumeczu… Kibice MU powinni również mieć mentalność zwycięzców i wierzyć w swój zespół, czyż nie? Weźcie przykład z kibiców i drużyny Chelsea, oni do końca wierzyli w sukces i nawet na moment nie zwątpili. Więcej optymizmu Panowie, MU ma przecież świetny skład, o czym wszyscy doskonale wiemy, trzeba tylko postawić kropkę nad „i” !
      Glory, Glory i do przodu!

      Odpowiedz
      1. ~kumbel

        Myślę, że to nie tyle chodzi o brak wiary w zespół, a o szacunek dla rywala. Real to wielka drużyna, ze wspaniałym składem i głupotą byłoby powiedzieć „Real jest w dołku, ogramy ich”.

        Zresztą na tym poziomie każdy jest w stanie wygrać z każdym, tutaj rolę zaczyna odgrywać dyspozycja dnia, nastawienie przed meczem, przebłysk geniuszu poszczególnych graczy. To nie jest przypadek, że nawet bezwzględnie najlepsza Barcelona nie była w stanie obronić trofeum LM, czy podobnie bezwzględnie najlepszy Real na przełomie wieków. Po prostu w fazie pucharowej Ligi Mistrzów dochodzi bardzo dużo zmiennych, które mogą mieć wpływ na ostateczny sukces.

        Odpowiedz
      2. ~Reggi

        Przesadnie mnie zrozumiałeś. Ja całkowicie wierze w zwyciestwo MU na wszystkich frontach, bo jestem pewny, że zespół na to stać. Jednak nie ma klubu, który nie zaznaje wpadek. A w LM niewiele jest zespołów słabych na tym etapie rozgrywek i będzie ich coraz mniej. Ktoś odpaść musi. Wierze, że nie będzie to MU, ale trzeba też brać taką ewentualność pod uwagę, bo przed nami mecz z bardzo mocną drużyną.

        Odpowiedz
        1. ~bartek23

          Ja jestem z tych, którzy oczekują tego dwumeczu jako swistego sprawdzianu siły MU 😀 ale mniej mnie obchodzi wynik, a to jak się Diabły zaprezentują w starciu z mistrzem (podobno) najsilniejszej ligi świata. Jeśli przegrają po wyrównanym spotkaniu 0:1 po golu z indywidualnej akcji Ronaldo to nie będę głosił, że to ich upadek. Chodzi raczej o to, jak się zaprezentują w starciu z europejską potęgą, nawet jeśli jest ona teraz w kryzysie. Poza tym są to dwa mecze, zwiększa się tym samym obiektywizacja postawy obu zespołów, jedno spotkanie można wygrać fuksem, dwa już ciężej. Dlatego może to być dobra wskazówka do odpowiedzi na pytanie, czy MU jest tak silne, czy PL tak słaba.

          Odpowiedz
  17. ~Wojtas_wl

    Panie Michale, trochę trudno mi się zgodzić z oceną zagrania Kompanego…chociaż skoro dyskusja była już prowadzona to pewnie jest Pan nią znudzony… no ale jakoś nie mogę się powstrzymać, żeby nie skrobnąć paru zdać. Generalnie Pana podejście (zgodne zresztą z wytycznymi UEFA) słuszne bez dwóch zdań. Wszelkie zagrania zagrażające zdrowiu piłkarzy, w tym przede wszystkim ataki dwiema wyprostowanymi (!!) nogami, bez względu na efekt (trafienie w piłkę itd.) powinny być karane czerwoną kartką, bez dwóch zdań. Natomiast w tej sytuacji naprawdę ciężko jest zauważyć te elementy. Kompany stoi, czeka na przeciwnika, dobrze ocenia odległość i w sposób zdecydowany, dość mocny aczkolwiek w pełni kontrolując swoje ciało, trafia w piłkę, mając do tego obie nogi podkurczone, w tym dodatkowo jedną zauważalnie wysuniętą dalej, co doskonale widać szczególnie na pierwszym ujęciu tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=DmPs04Eg-Ek Mam wrażenie, że w tym wirze edukacji ciągle znacznej liczby kibiców, którzy wyznają zasadę, że „dopóki się ni złamie nogi, to czerwień się nie należy (takie małe uproszczenie ale chyba zrozumiałe), dużo osób jednak lekko się zapędza i tak było między innymi w tym przypadku. Zresztą liga już anulowała tę kartkę, co chyba jednak nie jest tak powszechnym działaniem i raczej w sytuacjach niejednoznacznych z reguły bierze się stronę sędziego.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Michał Okoński Autor wpisu

      Siła by gadać, może zresztą uda mi się o tym napisać osobno. Widzę spór eks-piłkarzy, twardzieli jak Alan Hansen, z sędziami, którzy muszą trzymać się litery prawa. Widzę problem konieczności stosowania prawa, z którym nie wszyscy się zgadzają. I widzę brutalne faule z przeszłości, które to nowe prawo generalnie wypleniło. I dobrze, że wypleniło. W środowisku trenerskim jest furia po anulowaniu kartki Kompany’ego – furia, którą jakoś rozumiem.

      Odpowiedz
  18. ~Grzesiek

    Guardiola w Bayernie!(od lipca),ciekawy wybór Josepa i na pewno dużo lepszy aniżeli Chelsea gdzie byłby zabawką szaleńca(który to szaleniec robił wszystko aby go mieć z tego co opowiadają)
    Jupp Heynckes radzi tam sobie bardzo dobrze,ale podobno chce po sezonie przejść na tzw. emeryturę więc potrzebowali następcy.:Inaczej nie widziałbym sensu jego zmiany
    Zastanawia mnie tylko czy Guardiola zna niemiecki(wiem,że angielski i włoski tak ),bo jednak nigdy nie wychodzi na dobre korzystanie z tłumacza i ma to często większy wpływ na funkcjonowanie zespołu i wyniki aniżeli się może wydawać

    Odpowiedz
    1. ~castylia

      Różnie to bywa, bo był kiedyś taki tłumacz, który poradził sobie nawet całkiem nieźle w roli pierwszego trenera i coś tam wygrał, nawet ekipę „szaleńca” prowadził 🙂

      Odpowiedz
  19. ~borsuk

    Panie Michale…

    Dla uniknięcia domowych niesnasek
    Struś schował głowę w piasek.
    Tymczasem szła pani strusiowa.
    – A któż to ukrywa tu się?
    A któż to przede mną się chowa?
    Poznaję pióra strusie,
    A po piórach poznaję osobę.
    I mówiąc to kolnęła strusia dziobem.
    – Tuś, mój mężusiu, tuś!
    Struś skoczył jak oparzony,
    Bo to wcale nie był mąż tej żony,
    Tylko zupełnie inny struś.

    Strusiowa widząc nieporozumienie
    Przepraszała strusia szalenie,
    On zaś jęknął: – Rozumiem pomyłkę, rzecz prosta,
    Ale com dostał, tom dostał.

    No widzisz, kochany głuptasku,
    Pomyśl, czy watro chować głowę w piasku?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *