Era Kinneara

„Jakby dobrze podsumować, moje życie składa się niemal wyłącznie z nietrafionych decyzji klubowego zarządu” – zdanie, które wybrałem na motto książki „Futbol jest okrutny”, wraca do mnie dziś, po zwolnieniu Andre Villas-Boasa z funkcji trenera Tottenhamu. Innymi słowy, „świat odzyskał swój porządek: lepiej już było i prędko nie będzie. Taki klub” – to z kolei podsumowanie tekstu o Andre Villas-Boasu, który popełniłem dla Sport.pl. Tam interesowała mnie bardziej sylwetka trenera, tu mogę spróbować dotknąć skomplikowanej relacji kibic-klub i tego, co może się wydarzyć w najbliższych dniach i tygodniach. Nie, nie w tym sensie, żeby się zżymać na fakt, iż decyzja o zwolnieniu trenera w krótkiej perspektywie oznaczać będzie zapewne odpadnięcie z Pucharu Ligi na poziomie ćwierćfinału – w końcu wcale nie jest powiedziane, że Villas-Boas zdołałby we środę wygrać z West Hamem, i że rozpisany zapewne w najdrobniejszych szczegółach plan rotacji piłkarzy w okresie świątecznym legnie pewnie w gruzach, bo Tim Sherwood ze współpracownikami, nawet jeśli znającymi klub od wewnątrz, będzie szukał własnych rozwiązań.

Chodzi o sytuację, w której każdy z nas (wyjąwszy może szczęśliwców kibicujących Arsenalowi albo MU, gdzie zmiany trenerów należały w ostatnich dekadach do rzadkości) znajdował się nazbyt wiele razy. O całą tę pracę, mającą w gruncie rzeczy podtekst religijny; pracę człowieka, który znów mozolnie próbuje przekonać samego siebie, że powinien uwierzyć w coś, co na zdrowy rozum uwierzyć nie sposób. Pamiętam, jak po odejściu Martina Jola robiłem wszystko, by dać się przekonać Juande Ramosowi (bułka z masłem, dla kogoś kto z sympatią śledził heroiczny bój z językiem angielskim Jacquesa Santiniego, albo uznawał kraciaste marynarki Christiana Grossa za urocze…), a potem jak usiłowałem uwierzyć w Harry’ego Redknappa, by w końcu dać się oczarować Andre Villasowi-Boasowi. „Że każdemu nowemu menedżerowi Tottenhamu daję potężny kredyt zaufania, jest rzeczą oczywistą – pisałem w lipcu 2012, kiedy AVB zaczynał pracę na White Hart Lane. – Podobnie jak to, że jak każdy prawdziwy kibic natychmiast robię się jednooki i zauważam wyłącznie to, co pozwala mi wierzyć w nadejście nowej wspaniałej ery, w której ukochana ma drużyna grać będzie piłkę ofensywną, ale nowoczesną; szybką, ale poukładaną taktycznie, zaś jej menedżer nie będzie się kompromitował nadmiernym gadulstwem i chaotycznymi decyzjami transferowymi”.

I co mam napisać teraz? Że klub, mający prezesa o wizerunku najtwardszego negocjatora w Europie i dyrektora sportowego o globalnych kontaktach (co pokazała łatwość, z jaką finalizował tegoroczne transfery), podjął decyzję o zwolnieniu Andre Villas-Boasa na skutek strategicznego planowania, a nie pod wpływem nocnego ataku paniki? Że jego zarząd ma jasną wizję przyszłości, a nie miota się od ściany do ściany? Nie wystarczy, że od wczorajszego popołudnia usiłuję w samego siebie wmówić, że Tim Sherwood, którego pamiętam z boiska jako jednego z najsurowszych technicznie zawodników grających w Tottenhamie marnych początków XXI wieku („Deadwood”, mówiono wtedy o nim na trybunach White Hart Lane), okaże się teraz równie co poprzednik taktycznie wyedukowanym, mającym doświadczenie w pracy z gwiazdami oraz umiejącym znaleźć wspólny język z niemówiącymi po angielsku Lamelą czy Soldado? Na razie przecież jest tak, że jego jedynym doświadczeniem trenerskim jest praca z drużynami młodzieżowymi i przyglądanie się z bliska arcynowoczesnym niewątpliwie (trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam) metodom Harry’ego Redknappa, zaś jedyną zaletą w oczach klubowej hierarchii jest zaufanie prezesa Levy’ego… Jak bardzo jednooki mam się stać, by dać Timowi Sherwoodowi kredyt zaufania?

Spokojna głowa, kibic potrafi. Nawet jak ściągną na miejsce Sherwooda, powiedzmy, Joe Kinnaera, też znajdzie sposoby, żeby uwierzyć w sens tego przedsięwzięcia. W końcu Kinnear również zna klub od wewnątrz: grał w nim 10 lat i zdobył nawet Puchar UEFA, a dziś nie z takim prezesem potrafi się dogadywać.

27 myśli nt. „Era Kinneara

  1. ~saulgoodman

    Pato, nieładnie tak szydzić. Decyzja była jednak zbyt pochopna. Skoro mleko już rozlane, to Clarke, który też świeżo bezrobotny mógłby być niegłupim rozwiązaniem. Swoją drogą wielki błąd WBA.

    Odpowiedz
  2. ~galopujacymajor

    Przykład Evertonu i Southampton pokazuje, że jest masa trenerów w Hiszpanii. Wystarczy im dać szansę. Ja bym brała Pepe Mela:)

    Odpowiedz
  3. ~Polaś

    Tottenhamowi potrzebny ktoś kto potrafi wygrywać w lidze, a takim ktoś jest… Jan Urban. Idealny kandydat do tego klubu 🙂

    Odpowiedz
  4. ~galopujący major

    Napisze to samo co na TT: jak sie kupuje trenerowi na jego życzenie piłkarzy za 100 mln to sie powinno go trzymać dłużej niż 3 miesiące. Ten sezon Levy powinien spisać na straty, zacisnąć zęby i dać czas tej ekipie. Tyle lat THFC nie grał w LM, że się nic nie stanie jak nie pogra jeszcze rok. A jak za rok o tej porze byłaby bida, to trzeba by zaczac się rozglądać za kimś na kształt Pellegriniego.

    Odpowiedz
  5. ~michal77

    Jak bardzo jednooki???
    Ja np. zamykam oczy i szukam wiary i nadziei tak jak młody Luke Skywalker szukał mocy.

    Odpowiedz
  6. ~Roger_Kint

    Moja nieśmiała hipoteza jest taka: latem, kiedy Levy i AVB negocjowali budżet na ten sezon, to została złożona właścicielowi obietnica, że za tę kasę będą robić ‚title challenge’. Okazało się, że obietnica jest już nie do dotrzymania i trener poleciał.

    Skąd mi sie ta hipoteza wzięła? Cóż, wyniki są porównywalne z zeszłym sezonem: Spurs mają po 16 kolejkach chyba tylko 2 punkty mniej, a zeszły sezon był dla nich rekordowy jeśli chodzi o zdobyte punkty w lidze. Jeśli celem była top4 to nadal wszystko jest możliwe. Ale jeśli celem była walka o tytuł to jest już raczej pozamiatane. Ramos wyleciał kiedy Levy zaczął się niepokoić o utrzymanie (2 punkty z 8 meczów). Teraz jedyny cel jaki można uznać za nierealny to mistrzostwo.

    Odpowiedz
    1. ~hazz2

      Ja myślę, że wyleciał też za absolutny brak ogarnięcia kuwety. Jesli my widzieliśmy, że koleś nie panuje nad tym chaosem to tym bardziej ludzie , których Levy na bank od czasu do czasu prosi o radę, bo w końcu przegrać z The Reds i City w tym sezonie to nie jakaś mega wtopa. Ale ten obraz degrengolady przelał pewnie czarę, bo widać bylo, że ekipa Boasovi najzwyczajniej w świecie się rozłazi

      Odpowiedz
      1. ~Roger_Kint

        To, że facet nie oganiał nie oznacza, że by nie ogarnął. Siedmiu nowych zawodników do pierwszego składu to chaos z definicji. Jak widać wyniki nie ucierpiały za bardzo: jeśli celem był awans do t4 to na moje oko nie zaszło nic strasznego.

        Odpowiedz
        1. ~hazz2

          Może ktoś bliżej związany z klubem widział więcej, widział brak progresu, absolutny chaos w ataku i coraz gorsza gre w obronie. Do tego nie wiemy czy miedzy Boasem a zawodnikami na bank bylo wszystko ok, bo patrząc na sytuację z BAE, Ade i odejściem VdV można sie tylko domyslac , że nie do końca. Coraz więcej się też mówi o jego konflikcie z Freundem i w świetle tego przypomina się cała seria konfliktów w Chelsea, które AVB wygenerował . Wiekszość mówi biedny Boas itd a prawda pewnie wiadomo gdzie zalega. Moze i by ogarnął ale moim zdaniem podstaw do takiego twierdzenia nie było .
          p.s. Przychodzą takie info, że po meczu sam Boas stwierdził, że nie wie co się dzieje i na chwile obecną nie umie odpowiednio zareagować a to już dobrze nie wróży dalszej karierze. Może to ploty ale ….

          Odpowiedz
  7. ~herbicydy

    Nigdy nie byłem fanem AVB, bo jest on dla mnie symbolem nowych czasów, gdzie zbyt młode osoby obwołuje się półbogami zanim odpowiednia liczba kryzysowych sytuacji zweryfikuje ich umiejętności (vide maklerzy przed 30, twórcy internetowych baniek o miliardowej kapitalizacji i zerowej wartości, etc.)

    Ale tak nerwowa decyzja o zwolnieniu była po prostu niepotrzebna. Chyba, że władze Tottenhamu liczą na powtórzenie casusu z Chelsea: zwolnijmy go po paru miesiącach, dajemy legendę z klubu i dzieją się wielkie rzeczy – czego w tych smutnych okolicznościach Panu Michałowi bym życzył.

    Odpowiedz
      1. ~DawidSz

        To, że dojrzewała od pewnego czasu, to pewne – gra Kogutów była przerażająco słaba. W obronie może nawet ogarniali, ale przy konstruowaniu akcji byli zagubieni całkowicie. Wina w tym na pewno wielu nowych piłkarzy w składzie, ale wina to też trenera. Gdyby nie szczęście przy karnych i niektórych golach, byliby o wiele niżej.

        Ale (pisałem tu o tym już wcześniej) uważam, że był to nietrafiony i zły ruch Levy’ego. W moim przekonaniu należało dać czas temu składowi pod Boasem do końca sezonu, bo sezon wcale stracony nie było. Ilość punktów do Czwórki nie jest do nie odrobienia przecież. Hurraoptymizm przedsezonowy szybko się skończył, ale wrócił przyziemny racjonalizm, który powinien widzieć tabelę, zbliżające się mecze, kontuzje, styczniowe okienko – tj. sądzę lepsza cecha w piłce niż wygórowane nadzieje. Wyszukiwanie trenerów teraz nic nie da, ważny czas aktualnie dla wszystkich druzyn z topu, a w moim przekonaniu niepotrzebnie narobiono dodatkowego chaosu.

        Nie jestem fanem Boasa, chichrałem się z niego już kilkakrotnie, odprawiałem czary aby przypadkowo nie został szkoleniowcem na Anfield, jego ortodoksja tylko rozbawia (kiks Llorisa z City moim zdaniem nie miał wpływu kto zdobędzie punkty, co najwyżej na ilość bramek, co pokazał mecz z Liverpoolem gdzie mądra gra pressingiem i szybkie podania niszczą linię obrony Tottenhamu). Jednak teraz jego odejście sądzę wprowadza więcej szkody niż pożytku, ale pożyjemy-zobaczymy, nie takie rzeczy się działy:)

        Odpowiedz
        1. ~hazz2

          Dla mnie jako sympatyka Tott decyzja w 100% słuszna i raczej jestem pewien, że fani każdego innego klubu reagowaliby w takiej sytuacji podobnie. Odniose się jednak tylko do kontuzji bo parę osób już w ten sposób usprawiedliwiało Portugalczyka. Sam jest sobie winien niestety , bo temat oddania na wypżyczenie najlepszego lewego obrońcy świadczy o czym ? Rose, który z całym szacunkiem orłem nie jest złapał kontuzje więc katowany byl temat ustawienia Z Vertsem przez co cała formacja musiala zaliczać większośc meczy w tym samym zestawieniu. Posypały sie więc kontuzje bo taki to sport a AVB powinien wiedzieć, że Kaboul jest generalnie ze szkła , naughton to zawodnik na ekipy typu Stoke czy Norwich, w którym zresztą 1 sezon grał tyle, że na prawej obronie co jest logiczne , bo na takiego go szkolili. To Boas chciał przerobić kolesia z 1 nogą i to prawą na lewego obrońce. Nakupił pomocników, napadziora i …został z 1 lewym obrońcą 1 prawym i 4 środkowymi, z których Kaboul nie grał cały sezon a teraz znowu leczy kontuzje.
          Boas jest uparty jak osioł panowie i wspomina o tym coraz więcej ludzi, którzy mieli z nim do czynienia.

          Odpowiedz
          1. ~DawidSz

            Zgadzam się, że kontuzje i późniejsze braki z nich wynikające są w pewnym sensie i to sporym winą Boasa. Również fakt, że jest uparty i kompletnie nieelastyczny dla nikogo nie jest tajemnicą. Jednak o kontuzjach pisałem w imieniu przyszłego trenera, z jak wieloma sprawami będzie musiał się zmierzyć, a jakie jeszcze były szanse dla Boasa. Wierzę, że fani Kogutów są zawiedzeni, jest to wpadka przypominającą tą, jaką zaliczył Dalglish po swoich zakupach, których słabość sam głęboko przeżyłem (a grę znosić musiałem). Jednak strata punktowa nie jest duża, wszystko jeszcze mogło potoczyć się inaczej. Zbliżajace się grudniowe mecze, okienko, styczeń mogły wiele odmienić. Nadzieje przedsezonowe nadziejami, wielkie zresztą i pokazujące szanse Tottków nawet na pierwsze miejsce, ale rzeczywistość rzeczywistością. Do głębi składu oraz poziomu City i Chelsea trudno nam wszystkim aspirować, to będą najpewniej zespoły, które w końcu odskoczą i między nimi zacznie się walka o mistrza, Arsenal w moim przekonaniu nie po raz pierwszy dostanie zadyszki w końcu i stracą rytm, United ma łatwy terminarz grudniowy i w końcu doskoczy do czołówki, Everton pokazuje siłę, ale zobaczymy na ile im wystarczy (chyba największa niewiadoma sezonu), Liverpool ma swoje wady i zalety, o których tu już pisałem sporo, ale to między 4 czy 5 zespołami, jeśli liczyć Everton, będzie się toczyć walka o dwa miejsca w TOP4. Każdy z tych zespołów będzie tracił punkty, a nie wiem czy zwolnienie Boasa poprawia szanse Kogutów w tak drażliwym momencie sezonu, kiedy każdy punkt się liczy. Jeszcze drugie tyle ponad przed nami sezonu i ja uważam, że zwolnienie Portugalczyka chyba wprowadza tylko dodatkowy chaos. Ale jak pisałem wcześniej, tutaj się wszystko może wydarzyć i wszystko co napisałem o aspiracjach zespołów może okazać się wierutną bzdurą, bo sezon faktycznie ciekawy mamy.

  8. ~KrólJulian

    Jamie Redknapp słusznie zauważył, że już zatrudnienie AVB w klubie walczącym o TOP 4 było szokujące, po tym co pokazał w Chelsea… Tam jednak nikt się nie zastanawiał co było gdyby było tylko podchodzą do sprawy pragmatycznie i wywalają na zbity pysk za słabe wyniki i brak jakichkolwiek perspektyw na przyszłość, niezależnie od tego czy ma się na koncie zdobycie mistrzostwa świata czy tylko dobry PR.
    Wiele osób pisze, że należałoby pozostawić go na stanowisku do końca sezonu, ja jednak pytam po co, czy to co pokazał dotychczas nie wystarcza do podjęcia decyzji? To tak jakby pozwolić kontynuować podróż obijającemu bariery pijanemu kierowcy, a może wytrzeźwieje i nikogo nie zabije. Nie wiem na czym polega ten fenomen PRu AVB, bo w tym sezonie ten facet nie wygrał ani jednego meczu z liczącym się zespołem, a remisy z Chelsea i MU u siebie to co to za sukces? Obie ekipy nic wielkiego w tym sezonie nie pokazują. A jak przyszło do spotkań z ekipami, które są w gazie to skończyło się pogromem. Gdyby to wszystko jeszcze jakoś na boisku wyglądało to można by się zastanowić, ale przecież to był całkowity dramat w obu meczach. Boas to taki futbolowy Dyzma, z tym że pewnie ładniejszy i bardziej elegancki.
    Może i ten Sherwood wirtuozem nie był, ale idę o zakład, że pójdzie mu lepiej niż tej parodii Mourinho.
    Jeśli ktoś widział jakieś przesłanki ku temu, by zostawić Portugalczyka na stanowisku to chętnie się z nimi zapoznam. Oczywiście merytoryczne, nie zasadzie: gramy dużo po ziemi jak Barcelona, stwarzamy dużo sytuacji i nie potrafimy ich wykorzystywać, w drużynie było dużo nowych zawodników, Boas miał strategiczny plan, zawodnicy nie byli zgrani, itd. Może powinien wycofać drużynę z rozgrywek i zgrać tych nowych ze starymi, wrócić po roku i zdobyć majstra, bo już nie wiem o co chodzi? W meczu z City, ajk słusznie zauważył Hazz2 w T’hamie grało mniej nowych zawodników niż w City, a zgrali się momentalnie.
    Boas jest bardzo słabym trenerem i to jest jego podstawowy problem.

    Odpowiedz
  9. ~K

    Cieszy mnie, że w komentarzach kilka osób podkreśla to, o czym ostatnio zdają się zapominać dziennikarze sportowi, że pula nożna to w równej mierze co taktyka także psychologia. W bandzie chłopców, jaką w mojej opinii jest aktualnie drużyna kogutów, chlopcow, którzy potrafią naprawdę świetnie kopać piłkę brak kogoś z charyzmą i determinacja. Brak lidera pokroju Keane’a czy choćby Modrica. A jeśli cech lidera nie ma także trener – chlopiec podobny bandzie którą się opiekował – to szanse na PRAWDZIWY SUKCES sa mimalne. Kibicuje tej drużynie i na początku także bardzo chciałem i staralem sie wierzyć w AVB. Dość szybko jednak można było zobaczyć że On nie jest kimś dla kogo ci piłkarze będą grać. Kimś komu zaufaja, bo potrafi krzyknąć i opieprzyc, ale gdy trzeba przytulic i pocieszyć a przede wszystkim ZMOTYWOWAC.
    Przy calym szacunku dla taktycznej swiadomosci Boasa, banda chłopców, która za jego kadencji pojawiła się na White Hart Lane, paradoksalnie potrzebowała bardziej taty w typie Redknappa, nie zaś niewiele starszego brata któego gdy próbuje zacząć młodsze rodzeństwo wychowywać traktuje go ono co najwyżej z poblazaniem.
    Dlatego nie jestem pewien czy decyzja zarządu była pochopna. Druzyna do której dołącza siedmiu graczy owszem potrzebuje pewnie i sezonu by się zgrać ale czy dla tych samych chłopców starszy brat może stać się u ojcem?

    Odpowiedz
  10. ~karlos

    Stary, czytam twój blog i naprawdę Tobie współczuję. Ty naprawdę wierzysz w ten Tottenham. Jest to jednak miłość beznadziejna, tak jak beznadziejna jest miłość żebraka bez jednej nogi do Moniki Bellucii. Zrozum, że ten klub jest po prostu przeciętny, zawsze był i będzie oraz mogę ci gwarantowac że przez najbliższe 10 lat nie zdobędzie ani PL ani Pucharu Anglii, ani niczego innego. To jest średniak i choćbyś nie wiem jak im kibicował, zawsze będzie „wszyscy chcieli dobrze, wyszło jak zwykle”. Smutna taka miłość.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Nareszcie ktoś otworzył oczy autorowi! Może w końcu skieruje swe uczucia w kierunku klubów, które są na topie, a nie jakiegoś tam T’hamu, który jest beznadziejny, passé i no future…

      Odpowiedz
      1. ~DawidSz

        Wow, patrząc na skład Kogutów, mam przeczucie, że to będzie nieprzyjemne popołudnie dla ich fanów. Założenie taktyczne iście ułańskie.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *