Miałeś, chamie, Ligę Mistrzów

Z podobnym wydarzeniem w polskim futbolu dawno nie mieliśmy do czynienia: w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów, najbardziej prestiżowych i najlepiej honorowanych przez sponsorów rozgrywek klubowych na świecie, Legia rozgromiła Celtic. Grając z niespotykanym od dawna polotem, Polacy pokonali Szkotów u siebie 4:1, a na wyjeździe dołożyli kolejne bramki, zwyciężając 2:0. Problem w tym, że na ostatnie 4 minuty rozstrzygniętego już spotkania rewanżowego z ławki rezerwowych wszedł piłkarz, który nie miał prawa pojawić się na boisku: Bartosz Bereszyński. W poprzednim sezonie dostał czerwoną kartkę, za co zdyskwalifikowano go na trzy mecze, i nie zakończył jeszcze odbywać kary (Legia zagrała wprawdzie od tamtej pory więcej spotkań, ale na część z nich Bereszyński nie został zgłoszony, a tylko w takim przypadku władze europejskiej piłki liczą upływ zawieszenia).

Ten formalny drobiazg, niedopatrzenie, niczyja zła wola ani próba oszustwa, poskutkowały nałożeniem na warszawski klub walkowera: w związku z występem nieuprawnionego piłkarza wynik drugiego meczu został zweryfikowany na korzyść Szkotów, którzy w związku z tym awansowali do ostatniej rundy eliminacji. Mają się w nim zmierzyć z klubem ze Słowenii, będącym – jak pozostałe losowane w tej rundzie – w zasięgu warszawiaków. Pomyśleć tylko: gdyby w Legii robotę papierkową prowadzono z należytą starannością, grałaby dalej. A grając dalej, mogłaby liczyć zyski w dziesiątkach milionów złotych: za sam udział w meczach IV rundy otrzymałaby 2 mln euro, za awans do kolejnej fazy rozgrywek do klubowej kasy wpłynęłoby zaś co najmniej kolejne 8,6 mln euro. Występy w Lidze Mistrzów (od 19 lat niedostępne polskim drużynom) są Świętym Graalem futbolu, obiektem westchnień nie tylko kibiców, trenerów i piłkarzy, ale także klubowych prezesów i księgowych.

Kibiców, trenerów i piłkarzy oczywiście żal, choć trudno dzielić z nimi sposób, w jaki wyrażają emocje – w trywialnej regulaminowej decyzji organizatorów rozgrywek („Twarde prawo, ale prawo”…) doszukując się antypolskiego czy antylegijnego spisku albo represji za chuligańskie wybryki na trybunach w poprzednich sezonach. Trudno akceptować rasistowskie czy seksistowskie (kierownikiem drużyny, z całą pewnością nie jedynym odpowiedzialnym za zamieszanie, jest kobieta) obelgi, jakie się przy okazji pojawiają. Ale najtrudniej pogodzić się ze świadomością, że błąd – popełniony w Polsce, w Warszawie, nie w centrali UEFA i nie w Glasgow – jest jednym z tak wielu w państwie, którego minister mówi, że istnieje tylko teoretycznie.

Oto, dlaczego będziemy pisać o karze dla jakiegoś klubu nie tylko na piłkarskim blogu, ale i w kolejnym numerze „Tygodnika Powszechnego”, nawet świadomi niechęci, z jaką wielu czytelników darzy tę dyscyplinę sportu i zajmujących się nią ludzi. Nie o sport tu idzie. Po pierwsze, Legia jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek – przedsiębiorstwem obracającym pokaźnym budżetem (114 mln zł przychodów w 2013 r., według Ernsta & Younga) i zatrudniającym zapewne grubo ponad setkę pracowników. Po drugie, wystarczy podczas urlopu otworzyć byle gazetę lokalną (jeśli akurat nie ma się dostępu do strony internetowej z raportami Najwyższej Izby Kontroli), by znaleźć dziesiątki przykładów beztroski, z jaką nad Wisłą traktujemy obowiązujące procedury. Skutki nie zawsze są tak tragiczne, jak w Smoleńsku czy np. pod Szczekocinami, gdzie w marcu 2012 r. zderzyły się pociągi, albo w Katowicach, gdzie w 2006 r. zawaliła się hala, albo pod Nowym Miastem, gdzie w nieprzystosowanym do przewozu ludzi busie jechało 18 osób – ale zawsze bolą, niechby nawet kibiców.

Z ekonomią już sobie nieźle radzimy. Kiedy pora na kolejny stopień wtajemniczenia: procedury? A jeśli nie procedury, to choćby elementarne dbanie o własne poczucie bezpieczeństwa? Mieczysław Grydzewski zwykł mówić, że świetnie wie, iż „Pana Tadeusza” napisał Słowacki, ale zawsze woli sprawdzić. Ech…

27 myśli nt. „Miałeś, chamie, Ligę Mistrzów

  1. ~cc

    Celtic załatwił sobie awans przy zielonym stoliku, to znaczą dziś znajomosci, swoją drogą Celtic frajersko się zachował i to bardzo

    Odpowiedz
  2. ~Matoła po dupie

    Kasa misiu kasa. Każdy klub by zrobił to samo. Legia dostała po tyłku za to, że ktoś nie zrozumiał regulaminu

    Odpowiedz
  3. ~me262schwalbe

    Wg mnie w tym wypadku UEFA zareagowała prawidłowo tzn. za udział nieuprawnionego zawodnika, weryfikuje się wynik meczu rozegranego na boisku jako walkower.

    Bardziej mnie zastanawia casus bodajże węgierskiej drużyny Debrcen (czy jakoś tak to się pisze); ponoć bardzo podobna sytuacja z udziałem nieuprawnionego zawodnika. Wtedy UEFA pokazała ludzką twarz i utrzymała wynik sportowej rywalizacji. Jakie wtedy było uzasadnienie decyzji UEFA?

    Czy jeżeli w świetle obowiązujących przepisów jednym się „upiekło”, to czy kolejni delikwenci mogą się dopominać jednakowo łaskawości? Teraz to wygląda, że są wszyscy są równi a niektórzy nawet równiejsi. Czyli UEFA popełniła błąd poprzednio, teraz nie popełnia błędu, ale jest niekonsekwentna, przez co niektórzy dopatrują się niesprawiedliwości, a stąd już krótka droga do agresji.

    Teraz UEFA postąpiła autorytarnie (moje rozgrywki, organizator zastrzega własną interpretację przepisów, jak Ci się nie podoba to możesz nie uczestniczyć). Sytuacja się nie zmieni dopóki, nie zawiąże się jakaś konkurencyjna organizacja piłkarska, niestety tego chyba nie doczekamy.

    Drugi aspekt, który mnie zastanawia: co by było gdyby Legia wykorzystała w Warszawie przynajmniej jeden z rzutów karnych. Wtedy zweryfikowany wynik 3-0 dla Ceticu i tak by Szkotom nie dawał awansu. Czy wtedy UEFA postąpiłaby identycznie, tzn ukarała Legię walkowerem 3-0, z którego Legia by i tak się cieszyła? Czy może znalazłaby się taka interpretacja, żeby umożliwić Celticowi dalszy udział w rozgrywkach (w myśl zasady, dajcie mi człowieka, to paragraf też się znajdzie)

    Trzeci aspekt, to przypadek kiedy drużyna wygrywając pierwszy mecz w stosunku 4-0 ma interes rozgrywać rewanż. W końcu jeszcze teoretycznie może odpaść, a jak go nie rozegra, to przegra walkowerem tylko 3-0 i gra dalej.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Casus Debreczyna był inny – tam zagrał piłkarz niezgłoszony wcześniej do protokołu. W takich przypadkach są rozważane dwie kary – dyskwalifikacja(w ostatnich el. do mundialu w strefie CAF do tego dochodziło) lub kara finansowa(właśnie Debreczyn, gdzie uznano że wejście zawodnika w doliczonym czasie gry, nie miało już żadnego wpływu na mecz.

      W wypadku gdy pojawia się zawodnik wcześniej ukarany DYSCYPLINARNIE, przepisy nie dopuszczają innej możliwości – walkower.

      Można się zżymać, twierdzić że wejście Beresia nic też nie zmieniło. Tyle że na elastyczność przepisów można sobie pozwolić w wypadku sporów proceduralnych, nie dyscyplinarnych. Zaraz by się okazało, że zawieszenie za kartki, to różnie można interpretować, czy jakieś inne wesołe kalambury by wychodziły.

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        „W wypadku gdy pojawia się zawodnik wcześniej ukarany DYSCYPLINARNIE, przepisy nie dopuszczają innej możliwości – walkower.”
        Przyznam, że nie zagłębiałem się w przepisy, ale w takim razie co z patologiczną sytuacją, w której drużyna, która wygrała pierwszy mecz 4:0, w rewanżu traci, np. w 80 minucie 5 bramkę i trener decyduje się rozmyślnie na wprowadzenie takiego „Beresia”, który staje się bohaterem meczu… ??? Skoro w takiej sytuacji przepisy nie dopuszczają innej możliwości niż walkower to przed rewanżem ekipa która ma możliwość skorzystania z takiego rozwiązania jest pewna awansu… W przepisach nie przewidziano takiej ewentualności? Może jakiś inny przepis znajduje tu zastosowanie? Oczywiście pomijam kwestie elementarnej uczciwości, itd…

        Odpowiedz
          1. ~przecinek

            Ładna wizja, ale jeśli wynik jest wyższy niż 0:3, to się go nie zmienia. Zatem po wprowadzeniu „Beresia”, walkower zostałby na poziomie 0:5 😉

      2. ~me262schwalbe

        Dzięki, w świetle wyjaśnień, które przedstawiłeś, przepisy wydają się spójne; czyli póki co nie widać dróg obejścia, które w warunkach brzegowych niewątpliwie wykorzystał by Mou.

        Odpowiedz
    2. ~przecinek

      Drugi aspekt – gdyby Legia karnego wykorzystała, grałaby dalej. I nie doszukujmy się tu spisku, komisja UEFA przedłużyła o półtorej godziny spotkanie, szukając jakiś podstaw, by Legię w eliminacjach zostawić.

      Trzeci aspekt – W wypadku gdy zespół w ogóle nie stawia się na mecz, zostaje wyrzucony z całych rozgrywek – nawet jeśli pierwszy mecz wygrał 20:0

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        A co tam w Madrycie mówią w kwestii potencjalnej wymiany Varane-Cech, bo głośno się ostatnio na ten temat zrobiło? 4 dobry bramkarz to byłaby już chyba lekka przesada…, z kolei w Chelsea następny zdolny młody obrońca, nawet bardzo zdolny, też nie mógłby liczyć na regularne występy…

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          O ew. pozyskaniu Cecha nic się prawie nie mówi, ale w związku z odejściem D.Lopeza, temat przestał być tak absurdalny. Ale nadal mało prawdopodobny. Docelowo ma bronić Iker(niestety) ale najdłużej przez rok. Choć przy jego obecnej dyspozycji, wolałbym żeby z marszu na bramce stanął Navas.
          Nawiasem mówiąc, to Cech stary na bramkarza nie jest, a „rola Dudka” w Realu, to byłaby pewna obelga dla niego…

          Z Waranem jest gorzej, wiele może zależeć od superpucharu europy i tego czy zagra. Młody łaknie minut na murawie, a u Mou grał najwięcej. Oddanie go byłoby kosmicznym błędem, ale nie takie perły oddawaliśmy głupio Chelsea.

          Ale myślę, że jak dostanie solidną podwyżkę w kontrakcie, to zostanie. Pepe ma swoje lata i będzie sukcesywnie wypadał z obiegu, Francuz jest naturalnym następcą. Łatwiej będzie mu go wygryźć, niż Terry’ego, mającego status niemal świętej krowy.

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            tak, to pewnie tylko wymysły brytyjskiej prasy, nie wierzę, że Real puściłby Varanea, z kolei Mourinho też musi się przekonać co do Courtoisa i jeśli dobrze pójdzie to Cecha będzie chciał sprzedać w zimowym okienku. Terry w każdym sezonie będzie już walczył o przedłużenie kontraktu na kolejny, rok, góra dwa jeszcze pociągnie i koniec… Z drugiej strony, jak pokazały MŚ, Cahill bez Terrego jest co najwyżej przeciętny. Real z Cechem byłby bardzo trudny do ugryzienia, z Ikerem w formie z MŚ to już inna sprawa… Chelsea zapewne skoncentruje się jednak w tym roku na PL, którą Mou musi już wygrać, bo Romek z cierpliwości to raczej nie słynie… Jakby udało się jeszcze sprzedać, rzutem na taśmę, don’t scoressa i kupić w jego miejsce napastnika to raczej można spać spokojnie, bo tegoroczny terminarz CFC sprzyja 🙂

  4. ~Maria(m)

    Wybaczcie proszę, ale muszę to powiedzieć. Gdy czytam, ile milionów euro kasuje zawodnik miesięcznie, w pewnych klubach, zastanawiam się czy bieganie za piłką w krótkich gatkach nie można by zamienić na inne zainteresowania? Może nie tyle oburza mnie fakt, że są tacy ludzie, których taka zabawa kręci, ale bardziej kibicujący takiej sprawie, gdy tymczasem z głodu umierają…

    Wojny, piłka i religia, te trzy, cieszą się największym zainteresowaniem. Prawda, że daje do myślenia.

    Odpowiedz
  5. ~Ja

    Mnie dziwi jedno. Legia to jest dochodowy biznes, mający swojego właściciela, tak? W każdej prywatnej firmie pracownik, który przez zaniechanie doprowadziłby do takich strat, wyleciałby na kopach i miałby te straty do spłacania do końca życiorysu na mocy wyroku cywilnego. A tutaj właściciel mówi „nic się nie stało”. Rozumiem, że te parędziesiąt milionów zwisa mu kalafiorem…? Altruista i multimiliarder czy mocno ciemne interesy??? Jak ta Legia funkcjonuje biznesowo, tak naprawdę??? Bo ja tu czuję smród pod niebo…

    Odpowiedz
  6. ~Klemens

    Panie Michale, nie wiem, który z nas był pierwszy, ale w jakiś sposób czuję się zaszczycony świadomością, iż w dniu wczorajszym komentując to, co się stało (ja na innym forum, rzecz jasna), obaj nawiązaliśmy do Chochoła i naszej narodowej bylejakości w podejściu do nawet nie tyle procedur, co w ogóle wszystkiego.

    –> ~Ja

    Polskie prawo umożliwia dochodzenie od takiego pracownika jego trzymiesięcznej pensji, nieważne w jakie miliony idą straty.

    Odpowiedz
  7. ~airborell

    „W każdej prywatnej firmie pracownik, który przez zaniechanie doprowadziłby do takich strat, wyleciałby na kopach i miałby te straty do spłacania do końca życiorysu na mocy wyroku cywilnego.”

    Sorry, ale tak to nie działa. Trzymiesięczna pensja, więcej nic od niego nie wydostaną. (Bardziej ciekaw jestem innego potencjalnego kejsu – jeśli piłkarze mieli obiecane premie za awans do kolejnej fazy pucharów i teraz przez zaniedbanie klubu ich nie dostaną, czy będą się procesować?).

    Pani Marta Ostrowska zrobiła kawał fatalnej roboty dla kobiet w polskiej piłce. BTW nie ma co rozmywać odpowiedzialności, dopilnowywanie takich rzeczy jest obowiązkiem kierownika drużyny – nawet jeśli parę innych osób mogło skorygować jej błąd.

    Odpowiedz
    1. ~me262schwalbe

      Dokładnie też tak uważam, że dopilnowaniem uprawnień do gry tego czy innego zawodnika jest obowiązkiem kierownika drużyny. Nawet jeśli istnieje jeszcze kilka osób, które mogłyby wychwycić błąd.

      Odpowiedz
  8. ~przecinek

    @król Julian
    W sumie z samego Cecha w Realu bym się ucieszył, połączyć to z odejściem św. Ikera to byłaby bajka, ale nie bądźmy fantastami.

    Poza tym, myślę że Cech miałby większą konkurencję z Navasem niż Casilasem. Jeden i drugi, to nie tylko ostatnie mistrzostwa świata. Iker jest w słabszej dyspozycje od paru już lat, a jego podejściem do treningu(o którym opowiadał choćby Sacchi) małe szanse by do formy wrócił.
    Navas to z kolei nie tylko kapitalny mundial, ten gość wyrył swoje nazwisko w La Liga reprezentując barwy Levante, w zeszłym sezonie dostał nawet nagrodę piłkarza miesiąca(tak, tak, do Hiszpanii też to dotarło) a by bramkarz dostał taką nagrodę, cuda prawdziwe w bramce musi czynić. Do drużyny sezonu się nie załapał głównie przez Timo, ale to nie wstyd.
    Szczególnie jak się popatrzy na skład całej „11”. Serio, Indianie nie grali na tyle zachwycająco, ani nie zdominowali ligi, by nagle mieć ponad 50% składu. Przed finałem LM śmiałem się, że w gruncie rzeczy, to Atleti jest mocniejsze na papierze. O ile jeszcze rozumiałem, że, z braku laku i pomysłu, cała defensywa jest ich, to wciskanie Gabiego za Di Marię(który miał sezon życia) było baardzo na siłę. Podobnie Iturraspe(Bilbao) na pozycji Modricia, dowcip jakiś. Cały skład wyglądał jakby myślą przewodnią miało być niewpuszczenie nikogo z wielkiej dwójki – tylko z CR7 nie było wyboru, wiadomo, król strzelców.

    Casus Torresa jest gorszy nawet od Kaki – ten przynajmniej siedział na ławie i nie plątał się innym pod nogami. A napastnik już jest i to ze swoją starszą wersją jako zmiennikiem.

    Zobaczymy jak Mou dogada sie z Timo, do tej pory nie po drodze miał z większością Belgów, także z wychowankami z Genku. Ale może lepiej że pozbył się Rudzielca(choć zdolny skubaniec), bo z Courtoisem to za sobą nie przepadają. I nie dziwota, bo Timo przeleciał dziewczynę De Bruyne’a. W zasadzie, to Courtois pasuje do Chelsea, jak się popularnie mawia, ma jej DNA ;p

    Ps. Cesc załapie się do pierwszego składu? Bo szkoda byłoby patrzeć, jak się marnuje. Śmieszne że polowanie na czarownice w Barcelonie wymiotło grajka, który, nawet jeśli miał kiepską drugą część sezonu, ma wiele do zaoferowania. I jest w dobrym wieku.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Tak, Iker od paru lat zdecydowanie zaniżył loty, a Navasa kilka razy w meczach ligowych widziałem to faktycznie daje radę. Atletico odpaliło w tym zeszłym sezonie, ale trochę ich „przetrzebiło” i chyba poskładanie tego wszystkiego zajmie im chwilę, więc w tym sezonie chyba będzie wyścig 2 koni. W Barcelonie spore zmiany, nowa miotła, więc również nie wiadomo czy to wszystko tak z miejsca „odpali”…
      Emerytowany Drogba to jednak trochę mało, by zastąpić Costę w razie, odpukać, kontuzji. Oceniając na podstawie przedsezonowych spotkań to Costa radę daje, Drogba trochę już zardzewiały, a Torres utrzymuje równy poziom z poprzednich sezonów:)
      W kontekście Di Marii to śmieszą mnie tłumaczenia PSG, że jest za drogi, mając jednocześnie w tyle głowy transfer Luiza (już samo pozbycie się tej tykającej bomby jest wzmocnieniem, a za taką kwotę to po prostu cud :)).
      Torres jest, trudno, trzeba z nim żyć 🙁
      Timo powinien dać radę, pod warunkiem jednak, że palma przestanie mu odbijać, ale Mou pokazał mu już miejsce w szeregu. De Bruyne faktycznie zapowiadał się nieźle, ale później było już tylko gorzej, choć może w tej Bundeslidze jeszcze odpali. Trochę jak Isco (pamiętając oczywiście o proporcjach), w średniej ekipie był mistrzem świata, a jak przyszło konkurować z najlepszymi to zaczęły się schody i był cieniem samego siebie…Kolejny kwestia to Lukaku, na przeróżnych portalach płaczą, że CFC pozbyła się takiego talentu, ale osobiście nie żałuję, zarobili na nim 21 milionów (księgowo), a 15 meczów w Chelsea i zero bramek, a także to co pokazał na MŚ, nie wspominając nawet o tym, że chciał mieć miejsce w podstawowej 11 za nazwisko, pozwala stwierdzić, że to był niezły ruch.
      Wygląda na to, że Cesc ma już miejsce w podstawowej 11, w meczach przedsezonowych wymiata i trzeba przyznać, że to był strzał w 10tkę Mou, bo chłop ligę zna, drogi nie był, a grać może na kilku pozycjach-to była ta luka w składzie, którą Mou wypełnił, a jest przecież jeszcze Matic, który w zeszłorocznej LM nie mógł grać w barwach CFC. Barcelona jeszcze może za nim bardzo zatęsknić…
      CFC i Real zrobiły transfery z głową, zarówno do, jak i z klubu, choć w jednej i drugiej ekipie nie zawadziłoby mieć kolejnego napastnika, byłoby spokojniej, ale trzeba cieszyć się z tego co jest 🙂

      Odpowiedz
      1. ~przecinek

        Ostatnio kiedy sprawdzałem, Atletico więcej wydało niż sprzedało, Godin, Juanfran, Gabi, Koke, Turan na razie zostali, tak jak mózg i serce drużyny – trener. Mario wręcz idealnie pasuje do ich stylu, a Griezmann zapowiada się na konkretnego grajka.

        Pytanie jest inne – wszyscy chyba mieliśmy to wrażenie, że Indianie, na euforii zwycięstw, przekraczają swoje granice fizyczne. Czy to tylko wrażenie, czy może są w stanie to powtórzyć?

        Barcelona to zagadka. Wszyscy się śmiali z przepłaconego transferu Mathieu, aż okazało się że lewonożny środkowy jest niezbędny do nowej przełomowej taktyki 3-2-3-2. Pytanie jak sprawdzi się takie wizjonerstwo, Conte bodaj po objęciu Juve zapowiadał rewolucyjne 4-2-4, ale błyskawicznie się z tego wycofał, z korzyścią dla siebie i klubu. Sęk w tym, że Enrique też pracował w wielkim klubie ligi włoskiej. I kompletnie sobie nie poradził. Kto wie, może faktycznie będą ścigać się dwa konie 😉

        Może PSG wystraszyło się FFP? Mimo wszystko? Jak Aniołek zostanie, to nie będzie tragedii, byle kwas się w drużynie nie zrobił. Gdyby był problem z kasą, to Arsenal bardzo chcę pozyskać Khedirę. Myślę, że jak daliśmy radę bez niego w poprzednim sezonie, to i damy w tym. A dla kanonierów byłby zbawieniem, jeszcze jakiś obrońca i mają nawet niezłą pakę. Gdyby jeszcze grajkowie Arsenalu nie byli tak kontuzjogenni…

        Bez kitu, za to co odwalał Lukaku na Mś, należał się wypad. Zachwyca magia fizjonomii, bo jak można go choćby porównywać do Drogby? No, strzelić do bramki to umie, ale gdzie mu do tego czołgu.

        Matić to w ogóle piękna historia, przybył znikąd za grosze, piłkarz niechciany i tanio sprzedany, kilkukrotnie stawał przeciw dawnemu klubowi, także w bardzo dramatycznych starciach, wreszcie powraca za miliony, niczym bohater i zbawca. Uwielbiam takie historie. 😉 Środek pola CFC w tegorocznej LM będzie nieporównywalnie mocniejszy.

        O Cesca się bałem, bo podobno nie był to nawet drugi czy trzeci wybór Mou, tylko mu go wcisnęli. Cieszy, że – albo autor tych konfabulacji łgał, albo Jose błyskawicznie był się w stanie przekonać do świetnego przecież piłkarza.

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          tak griezmann i madzukić to powinni szybciutko wpasować się w tę ekipę, ale w tym sezonie to już będzie im jednak trochę trudniej, wiadomo „bij mistrza”… Fizycznie byli niesamowicie, ale faktycznie gdzieś muszą być tego granie, „z wątroby” nie da się pociągnąć dwóch takich sezonów…Poza tym Real zrobił transfery z głową, a Barca z przodu zyskała sporo mocy, no i w końcu może trochę porządku w obronie będzie, bo w zeszłym sezonie to był jakiś żart na tych pozycjach…
          4-2-4 to można sobie w CMie pyknąć, nic dziwnego, że się chłop szybko zreflektował 🙂
          No dziwna historia z tym Khedirą, mówi się, że zostaje, a za rok Arsenal lub Chelsea, ale coś mi się nie chce wierzyć żeby za friko go puścili… Może w zimowym okienku gdzieś się przeniesie i przynajmniej kilka zł na nim zarobią…
          Lukaku ma mentalność mistrza świata, niestety umiejętności jeszcze nie te 🙂
          Z Maticem dali trochę ciała i ewidentnie się na gościu nie poznali, z drugiej strony siedząc na ławie czy klepiąc w rezerwach, albo innych Vitesse raczej nie rozwinąłby się tak jak w Benfice. Jedyny DM Chelsea, który potrafi podać piłkę do przodu na odległość większą niż 5 metrów częściej niż jeden raz w meczu 🙂
          Transfer Cesca trochę mnie zaskoczył, bo faktycznie na giełdzie przewijały się inne nazwiska i średnio byłem do niego przekonany, ale mecze przedsezonowe pokazują, że błyskawicznie wpasował się on w ekipę i rzeczywiście wygląda na to, że był tym brakującym elementem. Na PL będzie jak znalazł, a to będzie cel nr 1 Chelsea w tym sezonie, jak skończą w 2014 na pierwszym placu to powoli można chłodzić szampana, bo terminarz mają sprzyjający.
          A co do transferów Arsenalu to dla mnie to zagadka, wzmacniają się na pozycjach, na których są mocni, a obrona… Wreszcie jednak pokonali jakiś zespół z czołówki i znowu coś wygrali, chyba coś tam drgnęło
          A wracając jeszcze do wspomnianej przez Ciebie sytuacji z Courtois i de Bruyne to ja nie wiem czy nie będzie jednak jakiegoś spięcia między tym pierwszym a Terrym, bo ten stołek jest już w Chelsea obsadzony 🙂

          Odpowiedz

Odpowiedz na „~ligrAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *