Rozmowa z idolem

Będzie już z rok, jak dostałem wiadomość od idola. Napisał, że ktoś podarował mu moją książkę, że przeczytał ją po koncercie jednym tchem i że odnalazł w niej opis swoich kibicowskich przeżyć. No a teraz, wiecie, idol przyjeżdża do mojego miasta. Mam wielką ochotę pójść na koncert i równie wielką umówić się na kawę. Wydaje mi się to zupełnie możliwe, bo ze wszystkiego, co o nim wiem, wyprowadzam wniosek, że jest kompletnie nienadęty i że nie robiłby żadnych problemów. W sprawie kawy sam mówi zresztą, że wolałby ją wypić z Guardiolą, a nie z Mourinho, bo wydaje mu się, że Mourinho jest bucowaty – mam to samo podejrzenie.

Tylko o czym tu rozmawiać z idolem na kawie? Człowiek z nadmierną ekscytacją wyzna, że uwielbia, że się wychował, że ma wszystkie płyty, że do mowy codziennej wprowadził fragmenty tekstów, że tańczył z żoną przy „Dancingowej piosence miłosnej” i że śpiewał w drodze z dziećmi do przedszkola „Balsam” albo „Bless”… zgoda, ale co dalej? Zostaliśmy z idolem znajomymi na Facebooku, obserwujemy się na Twitterze, właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żebym do niego zadzwonił i umówił się, ale nie mam śmiałości. Nie mam śmiałości i od dziś wiem, dlaczego.

pablopavoNie dzwoni się do legendy” – mówi Pablopavo w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, opowiadając historię swojego spotkania z Dariuszem Dziekanowskim podczas otwarcia nowego stadionu Legii (byłem, cholera, dlaczego nie podszedłem, cholera); spotkania, za którym nie poszły kolejne kontakty. Po prostu. Nie dzwoni się do legendy, legendę się podziwia. Słucha się płyt i czyta się wywiady, które opisują świat niemal tak trafnie jak piosenki. Co będzie, jeśli ukochaną drużynę przejmą Katarczycy? „Dziś czuję, że przestałbym chodzić na stadion. Ale gdyby to się zdarzyło naprawdę, to bym nie przestał. Przecież nie mogę przestać!” – mówi idol, choć od modelu klubu galaktycznego wolałby taki, który realizowałby model Ajaxu, gdzie kupuje się, szkoli i wypuszcza w świat chłopaków z najbliższej okolicy, wracających na stare śmieci po zakończeniu kariery, by pomóc się rozwijać następnym pokoleniom.

Kupcie sobie dzisiaj „Gazetę”, bo myślę, że również odnajdziecie się w tych historiach. Idol opowie między innymi o straconych generacjach polskich piłkarzy, których oglądał w dzieciństwie, o dwuznaczności uczuć, z jakimi wiązało się podziwianie podczas Euro ’88 drużyny Związku Radzieckiego, o niekibicowaniu tym, których wspiera większość podwórka, i o łzach, wylewanych kiedy ulubiony piłkarz zmieniał klub. O heroicznych czasach sprawdzania telegazety czy słuchania radia, by złapać jakiś wynik, i o czasach przesytu, kiedy samych meczów ligi angielskiej można obejrzeć dziesięć w trakcie jednego weekendu. O grupie dziesięciolatków, przekrzykującej się w autobusie z Grochowa podczas dyskusji o tym, ile będzie zarabiał jakiś gracz, który wyjechał za granicę; „W takich chwilach mam dosyć futbolu. Pół młodości przegadałem o piłkarzach, ale nie pamiętam ani jednej rozmowy o pieniądzach”… O sympatii do rozgrywających w starym stylu, zwłaszcza niewysokich, bo łatwiej się identyfikować; „Sam chciałem grać na mózgu i z wolnego zdejmować pajęczynę”…

Tak, w tej rozmowie jest również ułożona przez idola jego jedenastka wszech czasów (dwa typy mi się powtórzyły: Dasajew i Maldini). Czego w niej nie ma, to opowieści o piosenkach i o mieście, w którym nie mieszkam, a które on tak świetnie portretuje. Pomyślałem sobie właśnie, że istnieje furtka do umówienia się z idolem na kawę: propozycja wywiadu. Może kiedyś znajdę śmiałość.

7 myśli nt. „Rozmowa z idolem

  1. Remek

    Ładnie napisane. Z patosem. Dopóki nie spotkamy się z naszym idolem twarzą w twarz, dopóty będzie on dla nas kimś cholernie wyjątkowym, postacią z bajki, za którą skoczylibyśmy w ogień choć właściwie jej nie znamy. Potem czar pryska. Przynajmniej po części. Ja tak miałem. Z moim piłkarskim idolem przeprowadziłem dwuczęściową rozmowę. Nie powiem radość i satysfakcja ze spotkania były ogromne ale gdy już odfajkowałem „wymarzone spotkanie” mogłem skoncentrować się i skoncentrowałem na czym innym.

    Odpowiedz
  2. piotr

    nie kumam jednego p. Michale. Wychował się Pan na muzyce Pablopavo? daty mi się nie zgadzają. poza tym – to już moja dygresja subiektywna – słowo idol ma swoją rangę, konotacje wynikające z osiągnięć idola. rozumiem Pańską nieśmiałość względem idola. też mam idoli piłkarskich i muzycznych (choć tutaj ze zdecydowanie wyższej półki 😉 i nigdy nie przeszło mi do głowy, zeby idolowi się narzucać, choć kiedys z bliska na konferencji prasowej w spodku – jego pierwszej w Polsce – patrzyłem jak tłum dziennikarzy rzucił się na niego z płytami do podpisania. wówczas pojąłem, że co mi po autografie albo po jego uscisku dłoni. ważne co noszę w sercu i głowie dzięki jego inspiracji
    pzdr

    Odpowiedz
    1. michalokonski Autor wpisu

      Długo by mówić. W każdym razie zanim zacząłem zajmować się pisaniem, nie tylko przecież o piłce, w czasach licealnych, śpiewałem między innymi w zespole reggae. To były, owszem, czasy grubo przed Vavamuffin. Ale zostało mi z nich silne przeżywanie. A ze stosunkiem do ludzi muzyki mam to samo, co ze stosunkiem do ludzi piłki: wciąż nie mogę uwierzyć, że często są młodsi ode mnie. Na trybunie, jak przed sceną, kontaktuję się z chłopcem we mnie, wzruszam się i przeżywam. Czasem, jak widać, nadmiernie…

      Odpowiedz
  3. me262schwalbe

    @ KrólJulian, odnośnie kącika typerów – za kącikiem typerów jestem jak najbardziej za :). Nie wiem jak się na to zapatruje gospodarz bloga, ale myślę, że jeśli swoje prognozy ograniczymy do typów ligi angielskiej, to może nas nie przegoni … a może wręcz się przyłączy i potraktuje to jako naturalny etap rozwoju 🙂 bądź co bądź elitarnego bloga. Oczami wyobraźni już widzę nie tylko wspaniałe analizy podsumowujące, to co widzieliśmy ale i zapowiedź tego, na co wszyscy z niecierpliwością czekamy …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *