Drużyna Tottenhamu w listopadzie

Tottenham to jednak stan umysłu. Pokażcie mi drugą taką drużynę, która – w szczęśliwych zresztą okolicznościach – zdobywa wyrównującą bramkę podczas wtorkowego meczu Ligi Mistrzów z Monaco, po czym… traci kolejnego gola od razu po wznowieniu gry od środka. Pamiętna analiza Gary’ego Neville’a (pokazującego, jak kiedyś po rozpoczęciu drugiej połowy meczu z Newcastle pogrążeni w rozmowach piłkarze Tottenhamu poprawiali jeszcze ochraniacze i getry, gdy na ich bramkę sunął mający zakończyć się golem atak) zyskała właśnie nowy kontekst. Równie przykry.

Tottenham to jednak stan umysłu. Pokażcie mi drugą taką drużynę, która w meczu z liderem tabeli, będącym w dodatku w nadzwyczajnej formie (sześć zwycięstw z rzędu, i to bez utraty bramki) dominuje przez czterdzieści kilka minut, by nagle odpuścić krycie jednego zawodnika, dać sobie strzelić gola do szatni i roztrwonić tym samym cały włożony wcześniej wysiłek.

Może to listopad, może to krakowski, mocniejszy zdecydowanie od londyńskiego, smog, ale czarno widzę. Po odpadnięciu z Ligi Mistrzów, po tym, jak rywale się rozpędzili i jeszcze rozpędzają, Tottenham ma problemy, jakich pod tym trenerem jeszcze nie miał.

Pierwszym są kontuzje kluczowych zawodników, ciągnące się przez cały obecny sezon. Kane, Dembele, Rose, Davies, Alderweireld, Lamela, Son, Dier, Lloris – wszyscy oni na krótszy lub dłuższy czas wypadali ze składu. Zwłaszcza stabilizującego obronę Alderweirelda i niezmordowanego zwykle w pressingu Lameli brakuje w ostatnich tygodniach – chyba nieprzypadkowo znaczonych gorszymi wynikami. Nie trzeba kąśliwych wpisów na Twitterze Raymonda Verheijena, żeby pytać, czy z przygotowaniem drużyny do sezonu i treningami w jego pierwszych tygodniach było wszystko w porządku.

Drugim, powiązanym z tym poniekąd problemem, jest nierówna kluczowych graczy. Eriksen strzelił wczoraj cudowną bramkę, ale w tym roku jest cieniem samego siebie. Dembele zagrał znakomity mecz z Arsenalem, ale w meczu z Chelsea aż pięciokrotnie tracił piłkę – a konsekwencją jednej ze strat była również strata gola. Hugo Lloris, którego natchniona gra w Monaco przez tyle minut pozwalała Tottenhamowi gonić wynik (pal licho nawet obronionego karnego Falcao: interwencja po strzale Glika w drugiej połowie była bodaj najbardziej efektowną paradą tegorocznej Ligi Mistrzów), tym razem, na kilka minut przed końcem pierwszej połowy, wykopał piłkę pod nogi Hazarda – i od tego właśnie momentu Chelsea zaczęła odzyskiwać kontrolę nad meczem.

Problemem trzecim jest uwiąd pressingu, będącego przecież od początku znakiem firmowym drużyny Pochettino. Eriksen, Lamela, Alli, niezależnie od swoich umiejętności kreowania gry, niezmordowanie uganiali się za rywalami jeszcze na ich połowie. Teraz i oni, i reszta drużyny, wydają się nie mieć na to siły. Ostatni przykład zabiegania przeciwnika pochodzi z pamiętnego zwycięstwa nad Manchesterem City. To było naprawdę dawno temu.

Problem czwarty to wkomponowanie w drużynę nowych zawodników. Pochettino bronił się przed transferami i – jeśli przeanalizować dotychczasowe występy piłkarzy sprowadzonych tego lata, przede wszystkim Moussy Sissoko – wiedział, co robi. Kupiony z Newcastle aż za 30 milionów Francuz rozczarowuje jeszcze bardziej niż Vincent Janssen, a przecież ma łatkę najdroższego; sam wspominał kiedyś, że nie ułatwia mu ona integracji z drużyną. Janssen przynajmniej pracuje, ale jest straszliwie nieskuteczny. N’kodou pokazał się w jednej akcji z Chelsea; szarpał też w meczu z CSKA – trochę mało. O formie Sissoko świadczy najlepiej to, że na Stamford Bridge nie zmieścił się w składzie; na ławce siedzieli wychowankowie Winks i Onomah.

Problem piąty to zamiana sytuacji strzeleckich na bramki. Problem szósty: brak, lub wspomniany kryzys formy, zawodników, którzy potrafią „zrobić różnicę”: jak Pedro w Chelsea zdobyć bramkę „z niczego”… Nie, stop. Wyliczać tak mógłbym długo, a nie chcę powtarzać – zarówno ostatnich wpisów, jak wielu komentarzy, pojawiających się w angielskiej prasie po odpadnięciu Tottenhamu z Ligi Mistrzów. Najważniejsze, co chcę powiedzieć, łączy chyba wszystkie te zjawiska, a wiąże się z faktem, że Mauricio Pochettino żąda od swoich piłkarzy wysiłku nieporównywalnego z tym, jakich oczekują inni szkoleniowcy Premier League, a satysfakcja, jaką w zamian oferuje, nie jest, niestety, największa. Podniesienie drużyny po szybkim odpadnięciu z wymarzonej Champions League i po tym, jak dystans do czołówki tak wyraźnie się zwiększył; podniesienie w trzecim sezonie pracy (jeśli nie chcecie przywoływania „syndromu trzeciego sezonu” Mourinho, wspomnijcie, jak wytracał dynamikę sam Pochettino w Espanyolu) wydaje mi się dziś zadaniem ponad siły Argentyńczyka. Zaprawdę: życzyłbym sobie, by powyższych kilka zdań było jedynie efektem smogu.

Atmosfera w składzie (, świetne relacje drużyny z trenerem, odrodzenie zawodników wcześniej przygaszonych (Matić, Hazard) lub całkowicie skreślonych (Moses), znakomite transfery (Kante), klasa ławki rezerwowych (Fabregas, Oscar, Willian), etos pracy, powodujący, że w meczu z Tottenhamem podopieczni Antonio Conte (na czele z okiełznanym Costą) biegali jeszcze więcej od rywala – to z kolei powody do zachwytu nad ostatnimi tygodniami Chelsea. Zwycięstwo nad Tottenhamem było siódmym ligowym triumfem z rzędu; wszystkie odniesiono po zmianie ustawienia na 3-4-2-1, z Azplicuetą, Cahilllem i zaskakująco odpowiedzialnym Luizem z tyłu oraz Mosesem i Marcosem Alonso jako cofniętymi skrzydłowymi. Normalność na Stamford Bridge miewa jakże często (przed Antonio Conte był przecież Roberto di Matteo, był Carlo Ancelotti, a wcześniej jeszcze Claudio Ranieri; o Gianfranco Zoli na boisku nie zapominajmy) włoskie oblicze.

29 myśli nt. „Drużyna Tottenhamu w listopadzie

  1. Broll

    Problem Totków w tym meczu nie polegał na tym, że odpuścili krycie jednego gracza, który wyrównał, ale na na tym, że po pierwszych niebywale intensywnych jak na Tottenham 30 minutach (kolejkę wcześniej było człapanie w meczu z WHU i ucieczka spod łopaty) było jasne, że II połowa będzie literalnie walką o przeżycie. Przecież oni rękawami oddychali zaraz po przerwie i to nie pierwszy raz w tym sezonie!

    Odpowiedz
  2. de

    United najgorszy start od 1990 roku ! Pan Jose nie daje rady, tu tylko Ferguson by naprawił tę drużynę, co do Spurs kapitalna pierwsza połowa, widać że boli ich odpadnięcie z LM, myślę iż mogą sporo namieszać wszak mają swietnego trenera, dużo rostrzygnie się po boxing day

    Odpowiedz
  3. michal77

    czy ktoś się orientuje na ile bukmacherzy na wyspach wyceniają powrót sir Alexa na ławkę MU?
    bo nie uwierzę, że nie mają (bukmacherzy) takiej opcji

    Odpowiedz
  4. Łukasz

    Sir Alex wygląda już na bardzo zmęczonego życiem. Mocno się postarzał niestety od czasu przejścia na emeryturę, myślę że przez to głównie że zabrakło tej meczowej adrenaliny…
    Nie ma raczej, że tak to ujmę, fizycznych szans na jego powrót na ławkę.

    Odpowiedz
  5. Król Julian

    Niestety aktualnie w Chelsea po wygranych meczach nagle następuje stan euforii i próba wygrania kolejnego spotkania na stojąco – z M’brough jakoś się udało, z Tott nie udałoby się, gdyby zdrowia tej ekipie starczyło… Wystarczył pressing, podobnie jak w meczach z Liverpoolem i Arsenalem, Chelsea nie istniała. Nawet nie trzeba przytaczać statystyki strzałów – na boisku była jedna ekipa. Gdyby Tott wytrzymał do końca pierwszej połowy to zapewne wynik byłby inny.
    Hazard się odrodził, to fakt, ale w tym meczu za wiele nie pokazał. Co do Mosesa to jego odrodzenie i obwołanie go po raz drugi z rzędu zawodnikiem meczu pozostawiam samodzielnej ocenie, link do kompilacji jego zagrań ze spotkania z Tott załączam poniżej:
    http://weaintgotnohistory.sbnation.com/2016/11/27/13755562/victor-moses-vs-tottenham-man-of-the-match-reaction
    Widać, że transfer do Barcy jest jedynie kwestią czasu… Z takich drugoplanowych zawodników zdecydowanie wolę np. takiego Ake, który rozegrał całkiem niezły mecz z Arsenalem na środku obrony, błędów się nie ustrzegł, ale przynajmniej w jego przypadku można liczyć na jakiś postęp .
    Z taką ławką, a właściwie jej brakiem, Tott szału nie zrobi. Te wszystkie cyborgi – Diery, Vertongheny, itd. są zwyczajnie zajechane, nie mogło być inaczej. Pewnie te Winksy, N’Koudou, Onomahy i Cartery są utalentowane, ale losów meczów z ekipami z górnej połówki tabeli, o LM nawet nie wspominając, nie zmienią, przynajmniej obecnie. Może to i jakiś pomysł żeby ich ogrywać, ale czy z miejsca odpalą tak jak np. Ali to raczej wątpię – to proces i projekt na lata, nawet jak się nie uda pewnie zostaną dobrze sprzedani. Pierwszy przegrany mecz Tott, więc tragedii nie ma, z kolei w przypadku Chelsea zimny prysznic powinien nadejść już w najbliższą sobotę w Manchesterze. Osobiście karuzeli nie odpalam i zgadzam się z oceną chelsea dokonaną przez harrego redknappa, conte czeka jeszcze sporo pracy, a kilku graczy z aktualnego składu zwyczajnie do gry na najwyższym poziomie się nie nadaje…

    Odpowiedz
  6. popek

    Ty to masz jakas alergie na tego mosesa a on do takich spurs to by sie bardzo dobrze nadawal – szybki, silny, przebojowy, dobry w obronie i ataku, obciąża defensywę, każdy zespół lacznie z topowymi – city i arsenslem pewnie chętnie by go widzial u siebie.

    Odpowiedz
    1. hazz2

      A na jaka to pozycje ten Moses w Tott by się nadawal przy tej slynnej filozofii i taktyce Pocha ? W meczu z Tott Moses pokazał, ze jak sobie nie może pobiegać to pożytek z niego marny a w związku z u Pocha mógłby kopać jako kto ? Boczny obrońca ?

      Odpowiedz
    2. Król Julian

      Ja tam nie mam z nim żadnych problemów, daj mu Boże zdrowie i niech biega w Chelsea, Tott, City, Arsenalu, a karierę zakończy w Barcelonie 🙂

      Odpowiedz
  7. RS

    Król Julian ma rację z zajechaniem ale jak już pisałem za krótka ławka na wszystkie fronty. A będzie tylko gorzej. Jeszcze tylko cztery tygodnie i rozkręca się karuzela gdy wszystkie ligi odpoczywają a PL kopie niemal codziennie. Potem dla Tottenhamu zacznie się LE, która moim skromnym zdaniem jest bardziej wymagająca fizycznie. Jakoś te mecze dla mnie wyglądają na bardziej dynamiczne i fizyczne. Tym bardziej, że zwykle grają tam walczaki, którzy (nie licząc spadków z CL) raczej nie biją się o majstra i LE jest najważniejsza w sezonie. Nikt nie odpuszcza, każdy mecz jest o wszystko. O Alim już mi się nie chce. Ochy i achy zaszkodziły. Trzeba zejść na ziemię i wrócić do momentu kiedy grał tak, że były one zasłużone. Ciekawe czy następny sezon zacznie się w tym samym składzie… na boisku i na ławce trenerskiej. Obstawiam nie, chyba że się ogarną.

    Odpowiedz
  8. Marek

    Moim zdaniem trzeba dać im trochę czasu. Rzeczywiście za bardzo się rozluźnili niektórzy, ale to już taka specyfika angielskiego futbolu. To chyba liga gdzie przepada najwięcej „młodych talentów”. Przyczyny tego stanu rzeczy to już inna dyskusja…

    Odpowiedz
  9. Slash

    Zawsze było mi szkoda Aguero, taki dobry zawodnik a niszczą go kontuzje. Po tym co dzisiaj zobaczyłem, im szybciej jego mięśnie odmówią posłuszeństwa, tym lepiej dla sportu. Kretyn.

    Odpowiedz
  10. Marek Al.

    Panie Michale,
    strasznie długa przerwa! Mam nadzieję, że powodem jest brak czasu, a nie … że to tylko brak czasu.
    Czekam z niecierpliwością na kolejne Pańskie przemyślenia, dotyczące ligi ogólnie o Kogutów szczególnie (kilka słów poświęconych Liverpoolowi nie powinno Pana zaboleć; z Blues pewnie gorzej ;)). Czekam tym bardziej niecierpliwie, że zbliża się okres świątecznego grania! Nie może zabraknąć Pana kometrzy!

    Odpowiedz
      1. me262schwalbe

        Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim kibicom!
        Mam nadzieję, że cisza na blogu jest spowodowana jedynie przejściowymi trudnościami i wkrótce nastąpi reaktywacja.

        Odpowiedz
        1. Król Julian

          Szczęśliwego! A że jakoś tu cicho to wytypuję sobie czysto rozrywkowo ogon kolejki:
          B’mouth Arsenal ciężka sprawa, Arsenal przegrał ostatnie dwa wyjazdowe spotkania, więc tym razem pewnie wygra – przekornie postawię remis, bo kurs na ich zwycięstwo jest słabiutki
          CP Swansea – jak nie z Łabędziami to z kim? 1
          Stoke Watford Z Chelsea dobrze im szło, skład bankowo lepszy niż wyniki, więc 1
          Koguty Chelsea – liczyłem na to, że już ze Stoke fart się skończy i niewiele zabrakło…, tym razem nie mam żadnych wątpliwości, że Chelsea tego nie wygra. Jedyne co mi nie pasuje do tej układanki to brak niespodzianek ostatnimi czasy, ale nie sądzę, by akurat w tym meczu miała ona nastąpić. Rozum podpowiada 60% szans na 1, 39% na X, więc zaszaleję i podwójną kaszankę poproszę – stawiam 2

          Odpowiedz
  11. Hektor el pako

    Rozumiem, wakacje, rodzina, ale bardzo długa ta przerwa. Pozdrowienia dla autora, liczę, że komentarz do dzisiejszego meczu ukaże się z samego rana.

    Odpowiedz
  12. Król Julian

    to prawda 🙂 A tu chyba Autor faktycznie chyba zupełnie przestał się interesować blogiem, w sumie historia zna takie przypadki 🙂 Któregoś dnia z nudów zajrzałem do archiwalnych wpisów z 2013 – Alasz, Stefan, Adipetre, niesamowity klimat 🙂

    Odpowiedz
  13. ArsenalFan

    Panie Michale! Tottenham wygrywa z Chelsea, wyprzedza Arsenal w tabeli a Pan nie wstajesz?! Na koń nie siadasz? Za pióro nie chwytasz?! Czekamy Panie Michale, czekamy!!

    Odpowiedz
    1. Król Julian

      świetny pomysł 🙂 ale będąc w zgodzie z oryginałem to raczej przegrana z Chelsea, popadnięcie w jakiś niebyt w tabeli i generalnie ojczyzna w niebezpieczeństwie powinna skłonić do takiego wezwania, bo chwilowo jest dobrze, więc plaża, co tu pisać…

      Odpowiedz
      1. me262schwalbe

        Tak, Alasz na pewno się reaktywuje jak minie siedem lat chudych…
        Jeśli mnie pamięć nie zawodzi to zostało tylko 3.5

        Odpowiedz
        1. Król Julian

          to prawda i trochę winy zwali na Twoją klątwę, którą niewielu brało na poważnie w dobrych czasach, bo to przecież niemożliwe żeby MU tak nagle samo z siebie zdziadziało 🙂 Alasz też napisał, że oni jeszcze wrócą – lepsi, silniejsi, czy jakoś tak, no i zamilkł… 🙂 czekamy więc na te powroty 🙂
          a oczekiwanie umilmy sobie porcją nietrafionych typów:
          Tottenham – West Brom X2 kurs 3,29 lub x 4,9 te drwale z WBA potrafią napsuć krwi, no i poza tym jakaś niespodzianka musi być , bankowo kilka kuponów z X wyślę
          Burnley – Southampton to burnley u siebie wymiata, ale nie tym razem x
          Hull City – Bournemouth nie mam pomysłu – zaryzykuję 1 choć rozum podpowiada 2
          Sunderland – Stoke City kolejna zagadka – postawię na x, może x 1 zwrot
          Swansea – Arsenal niestety nic innego chyba nie wchodzi w grę – 2
          Watford – Middlesbrough x choć każdy wynik możliwy
          West Ham – Crystal Palace coś te młoty stanęły a orły to nawet nie ruszyły, więc może tym razem X2
          Leicester – Chelsea 2 Lisy przegrywają u siebie z zagadkowymi ekipami – toffikami, WBA, więc wesoła ekipa Chelsea też powinna dać im radę 🙂
          Everton – Manchester City hmm postawię X, tylko dlatego, że to najlepszy kurs
          Manchester United – Liverpool pachnie X, ale postawię 1 – niespodzianka

          Odpowiedz
          1. me262schwalbe

            Spurs swój mecz już wygrali, na szczęście, bo zawsze jak grają ze średniakami lub ekipami walczącymi o życie to mam sporo obaw;
            oprócz tego typowałem:
            Burnley – S’ton 2
            Hull – B’mouth 1 (efekt zmiany menago)
            Młoty – CP 2
            Watford – Boro X
            Koty – Stoke 1
            Łabędzie – Ars 2
            Lisy – CFC 2
            Toffies – MC 2
            MU – Liv 2
            sporo wyszło tych zwycięstw gości. Zobaczymy

          2. Król Julian

            przynajmniej nam ten Hull i Watford weszły, słabe pocieszenie, ale zawsze 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *