Do seksistowskich wybryków Graya i Keysa wypadałoby właściwie wrócić, zważywszy na burzę, jaką wywołały nie tylko na tym blogu, ale najpierw o Blackpool i Manchesterze United.
Po pierwsze, wczoraj wieczorem mieliśmy do czynienia z jednym z tych comebacków, które na przestrzeni lat stały się znakiem firmowym Czerwonych Diabłów – bez cienia przesady można przywołać nie tylko klasyczny triumf nad Bayernem z Ligi Mistrzów w 1999 r., ale i pogrom Tottenhamu na White Hart Lane 3:5, kiedy do przerwy piłkarze Glenna Hoddle’a prowadzili 3:0, a z historii całkiem nieodległej – rozstrzygnięcie przez Machedę meczu z Aston Villą na Old Trafford w kwietniu 2009. Po drugie, kolejny raz przekonaliśmy się, co oznacza dobry rezerwowy: mecz odmieniło wejście Ryana Giggsa. W pierwszej połowie pomoc MU nie istniała, zwłaszcza Fletcher i Gibson nie bardzo wiedzieli, co robić przy szybciej biegających i celniej podających piłkarzach gospodarzy. W drugiej połowie już kilka pierwszych przyjęć i podań walijskiego weterana zdawało się mówić kolegom, rywalom i widzom, że od tej pory zaczyna się inne granie – i w ciągu 45 minut Giggs wypracował kolegom pięć sytuacji bramkowych (najlepsza statystyka na boisku). Kolejną dobrą, i z pewnością niełatwą decyzją było zdjęcie z boiska Rooneya, ale to dzięki niej przynosząca wyrównanie akcja dwóch rezerwowych – a zwłaszcza nienaganne przyjęcia długich podań przez Giggsa i Hernandeza – mimo upływu kilkunastu godzin nie pozwala o sobie zapomnieć. Po trzecie, co znaczy napastnik w formie… Nie ja jeden w 88. minucie wrzeszczałem na Berbatowa, żeby podał do Hernandeza, ale jak już komuś idzie, to idzie, więc pełen wiary we własne umiejętności Bułgar uderzył słabszą nogą i przesądził o zwycięstwie wicemistrzów Anglii. Po czwarte, w pomeczowym komentarzu sir Alex Ferguson zdrowo dorzucił do pieca w sporze między Blackpool a Liverpoolemo o szkockiego rozgrywającego „mandarynek” Charliego Adama, mówiąc, że jego rzuty rożne warte są 10 milionów (Liverpool oferował ponoć 4 miliony, słynną wypowiedź Hollowaya, że Adam jest wart 46 milionów, bo tyle warte jest utrzymanie, z pewnością słyszeliście). Po piąte wreszcie, a propos Blackpool: jeśli wielu dziennikarzy widzi we wczorajszym meczu spotkanie przełomowe dla losów tytułu mistrzowskiego, ja się obawiam, że równie przełomowe może być dla walki o utrzymanie w ekstraklasie. Mimo fenomenalnej jesieni, mimo wciąż wysokiej pozycji w tabeli i mimo wczorajszego prowadzenia do 72. minuty, Blackpool jest poważnie zagrożone – tym bardziej, że wspomniany już Charlie Adam złożył pisemny wniosek o wystawienie na listę transferową, a seria sześciu porażek w siedmiu ostatnich meczach wygląda przerażająco. Oczywiście fakt, że sędzia nie przyznał gospodarzom karnego po zderzeniu Varneya z Rafaelem z pewnością nie pomógł…
Co się zaś tyczy kwestii seksizmu, powiem szczerze: niektórymi komentarzami, nie tylko pod poprzednim wpisem zresztą, byłem zszokowany. Pocieszam się myślą, że czasy się zmieniają i że pisanie o tym na piłkarskim blogu może dorzuca do tych zmian jakąś maleńką cegiełkę. Że czasy się zmieniają, świadczy zarówno to, iż ostatecznie Sky Sports zdecydowała o rozwiązaniu kontraktu z Andym Grayem i poważnie rozważa podobną decyzję w sprawie Richarda Keysa, jak to, z jakich ust padają głosy krytyki pod adresem niewątpliwych ikon brytyjskiego dziennikarstwa sportowego (mnie najbardziej ucieszył głos Rio Ferdinanda, bo można przypuszczać, że podobnie jak kapitan MU myśli więcej reprezentantów obecnego pokolenia piłkarzy). O zmianach świadczą także liczby: w Anglii w piłkę gra blisko 1,4 miliona dziewcząt i kobiet, reprezentujących 1408 dorosłych i 6461 młodzieżowych drużyn. Blisko połowa z ponad dwumilionowej rzeszy dzieciaków uczestniczących w programach treningowych Football Association i Tesco to dziewczyny, 20 proc. trenerów to kobiety. Liczba zarejestrowanych przez FA trenerek z uprawnieniami podwoiła się w ciągu ostatnich trzech lat i wynosi 23 tysiące (wszystkie dane za „Daily Telegraph”). Bez specjalnego żalu żegnam się z poglądem, że mieliśmy do czynienia z „męskim” sportem.
