Przeglądając dawne wpisy widzę, że wahanie trwało kilka miesięcy. Michał Pol namawiał, Michał Zachodny stanowczo odradzał, ja zaś niby deklarowałem przywiązanie do zdań długich i wielokrotnie złożonych, ale zastrzegałem zarazem, że żyję zbyt długo, aby składać nieostrożne deklaracje typu „nigdy w życiu”. A potem zacząłem zaglądać na wpisy kilku ważnych dla mnie osób i odkrywać możliwości, jakie twitter daje np. podczas oglądania meczu (już nie mówię o tym, jak inspirowało mnie kilka klasycznych ćwierknięć redaktora Mucharskiego, które zachowałem w komórce na długo przed narodzinami twittera). Niemal codziennie wybuchały jakieś sprawy, o których nie nadążałem pisać na blogu, albo nie zawsze były warte obszerniejszego komentarza. No i nieustannie była pula „Tematów do odstąpienia” (tytuł dawnego cyklu tekstów Czesława Miłosza na łamach „Tygodnika”) – jakichś pojedynczych zachwytów czy irytacji, z których wiele zresztą nie dotyczyło piłki nożnej.
Klamka zapadła: zakładam konto na twitterze, zapraszam do śledzenia moich wpisów i proszę o wyrozumiałość, bo przyswajanie nowinek technicznych zajmuje mi coraz więcej czasu. Bloga, rzecz jasna, nie porzucam – po prostu od dzisiaj jestem tu i tu.
fajnie, już sobie dodałem Pańskie konto do ulubionych …
Jeśli Pan zaczyna ćwierkać, to ja nie potrzebuje kolejnych argumentów by porzucić blipa i przejść na Twittera 🙂 Pozdrawiam