Rzecz o zapominaniu klęsk

Są takie chwile, Ukochane Czytelniczki i Najdrożsi Czytelnicy, w których wdzięczność moja za Wasze istnienie (a przynajmniej za to, że co niedzielę mogę fantazjować na Wasz temat) jest bezgraniczna. W czasach przedblogowych po takim meczu zamartwiałbym się cały tydzień. Dzisiaj siadam, próbuję odpowiednie dać rzeczy słowo, powierzam je wirtualnej przestrzeni i… zapominam.

Rzecz w tym, że takie mecze nadają się głównie do zapominania. Wydarzyły się oczywiście – niektórym drużynom nie pierwszy raz – ale tak naprawdę odchodzą w przeszłość, nie zostawiając śladów. Manchester United rozgromiony przez Manchester City? Arsenal rozgromiony przez Manchester United? Wigan zdemolowane przez Tottenham? Norwich, niedawno rozbite przez tenże Manchester City? Wszystko, wszystko zapomniane, pod jednym wszakże warunkiem.

To o Jose Mourinho powiedziano, że idąc na pomeczowe spotkanie z dziennikarzami ma w głowie już tylko następny mecz. O sir Aleksie z kolei – że świetnie wiedział, iż pomeczowa wypowiedź dla mediów to najważniejsza okazja do ustawienia całego tygodnia – sobie, swoim podwładnym i swoim przełożonym, ich czekających w domach rodzinom, dziennikarzom, fanom i w końcu rywalom. Mając to w tyle głowy, wyjątkowo uważnie obserwowałem Andre Villas-Boasa w wywiadach dla BBC i Sky Sports. Co tu kryć: widok był smutniejszy niż Lloris wyjmujący piłkę z bramki po pierwszym golu Navasa, oraz Dawson, Kaboul, Walker i Vertonghen gubiący się przy kolejnych (tak jest: wszyscy bez wyjątku obrońcy Tottenhamu zdołali zawalić przy którejś z bramek dla City). Cokolwiek zrobi AVB na treningach, jak bardzo merytoryczny się okaże, na kim postawi krzyżyk, a komu postanowi dać szansę – wszystko to może okazać się drugorzędne po tym, jak pozwolił się sfilmować przygaszony i ewidentnie bez dobrych odpowiedzi – choćby takiej, że jego świetnej ekipie zdarzył się po prostu żenujący wypadek przy pracy, który będzie można sobie odbić już za tydzień.

Bo przecież ma świetną ekipę, nieprawdaż? Przecież Hugo Lloris, którego koszmarne wybicia przyniosły Manchesterowi City pierwsze gole, pozostaje jednym z najlepszych bramkarzy Premier League, niewidoczny od tygodni Soldado jest świetnym napastnikiem, najlepszy z najgorszych Lamela (anemiczne te dryblingi i zbyt długo holowana piłka, ale przynajmniej próbował…) całkiem niedawno podbijał boiska Serie A, Paulinho był gwiazdą Pucharu Konfederacji, Vertonghenem interesowała się Barcelona, po transferze Holtby’ego przyjmowałem gratulacje z ust speców od Bundesligi, Townsend zaś załatwił Anglikom wyjazd na mundial. Doliczcie Walkera, Dawsona, Sandro, Dembele (Ferguson o niego zabiegał w czasach Fulham – dziś Belg jest cieniem tamtego zawodnika), Sigurdssona (jakże walczył o niego Liverpool…), Adebayora… sami zresztą wiecie: oni naprawdę nie są AŻ TAK źli, ta obrona jeszcze parę godzin temu była najszczelniejsza w lidze, taktycznych kompetencji ich trenera na ogół nie podważano, a strata do czołówki nadal pozostaje niewielka.

Skąd więc ta katastrofa? Najchętniej napisałbym, że z pierwszych czternastu sekund – i tu zresztą byłbym blisko tłumaczeń Villas-Boasa. Żadne przedmeczowe założenia taktyczne nie obejmują tego, co zrobił bramkarz Tottenhamu w pierwszej akcji spotkania; jadąc na mecz z drużyną tak znakomicie grającą u siebie, trzeba się było nastawić na ostrożny początek. Wybór składu: przydatny w grze defensywnej Lennon, niestrudzony zwykle w pressingu Holtby, zdawał się właśnie coś takiego zapowiadać. Goście zresztą zareagowali i przez następne pół godziny po pierwszym golu mieli przewagę – aż do 34. minuty, kiedy Fernandinho przejął kolejny kiepski wykop Llorisa. Wtedy było po meczu po raz drugi, a w 41. minucie – kiedy luka między Kaboulem i Dawsonem okazała się w sam raz dla Aguero – po raz trzeci. Ciąg dalszy nastąpił tuż po przerwie, kiedy kibice Tottenhamu mieli jeszcze cień cienia nadziei na podjęcie walki: piękne zagranie fantastycznego Negredo, stwarzające Yayi Toure okazję do biegu przez połowę boiska (ależ koleżeński był pomocnik MC z tym podaniem do kolejnego arcygracza, Aguero…), pieczętowało pogrom, który mógł się tylko zwiększyć. Przeciwko rywalowi, którego szybkie ataki mają tak dewastującą siłę, a którego pressing, rozpoczynany już przez napastników, jest tak skuteczny – pierwszy stracony gol bywa przesądzający.

Gospodarzom udawało się wszystko; każde szybkie wyjście z własnej połowy kończyło się golem, poprzeczką (Nasri!) bądź interwencją Llorisa. Aguero i Navas byli zbyt szybcy, Negredo, Yaya Toure i Fernardinho zbyt silni – dla kontrastu obrońcy Tottenhamu nie nadążali, a asekuracji drugiej linii (poza dającym z siebie wszystko, wymiotującym nawet z wysiłku Sandro) w zasadzie nie było. O to chyba można mieć największe pretensje do Villas-Boasa: że ten mecz przy stanie 1:0 i 2:0 był nadal tak otwarty, że przynajmniej do przerwy Portugalczyk nie polecił Holtby’emu i Paulinho wspierać mającego już żółtą kartkę defensywnego pomocnika – zwłaszcza, że w jego strefie pracowali nie tylko pomocnicy MC, ale także wracający tam i świetnie rozprowadzający wbiegających z głębi pola kolegów Negredo. Po przerwie, po przejściu na ustawienie 4-4-2, City miało rzecz jasna jeszcze więcej okazji do kontrataku – pozwalało więc Tottenhamowi rozgrywać piłkę przed własnym polem karnym i czyhało na jeszcze jedną okazję do zadania ciosu. To się nie mogło udać.

Zaczynam kolejny akapit, z myślą o przejściu do derbów Liverpoolu (od tygodni przyrzekam sobie osobny wpis o sezonie na Anfield, i od tygodni nie nadążam…) albo meczu Cardiff-MU, ale już widzę, że i tym razem nie dam rady, bo nadal otrząsam się na myśl o Dawsonie, ogrywanym przez Negredo przy piątym golu, albo o Vertonghenie, ośmieszanym przy szóstej bramce. Czy naprawdę nie będę o tym pamiętał za tydzień? Czy ta młoda drużyna ma liderów, zdolnych do wzięcia na siebie odpowiedzialności za odwrócenie sytuacji? Andre Villas-Boas mówi, że jest zawstydzony, ale ja wolałbym chyba, żeby był wściekły i żeby ta wściekłość znalazła ujście w zbliżającym się meczu z mistrzami Anglii. Mimo to powstrzymam się od przedwczesnych wniosków – pełno ich zresztą znajdziecie w gazetach. A propos zapominania: jak to było, z tą najlepszą obroną w lidze i drużyną, która (patrz: spotkanie z Newcastle) wypracowuje najwięcej sytuacji bramkowych?

97 myśli w temacie “Rzecz o zapominaniu klęsk

  1. ~dziaam

    Mogę tylko sparafrazować komcia spod poprzedniej notki — po takim remoncie nie ma co stawiać ambitnych celów na ten sezon. Dotychczasowe wyniki Tottenhamu są lepsze niż gra, więc nawet jak przyjdzie teraz okres porażek, należy to drużynie wybaczyć.

    Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          błyskotliwa riposta, ale myślę, że możesz-napisz coś równie ironicznego…
          „po takim remoncie nie ma co stawiać ambitnych celów na ten sezon” – aż cmoknąłem z zachwytu, świeże spojrzenie, jakże potrzebne w dzisiejszych czasach… Zaczekamy, przecież to projekt na lata, nikomu się nigdzie nie spieszy…:) Teraz chyba wszystko jasne czy jeszcze jakaś mała egzegeza będzie potrzebna?

          Odpowiedz
      1. ~hazz2

        Sprawa jest oczywista i wspominaliśmy juz o tym wielokrotnie…boas to beznadziejny manager i nie ogarnie tematu. 20 meczy o stawkę i nie widać jakiejkolwiek poprawy. Za forme zawodników odpowiada ich szef za koncentrację od 1 sekundy też.

        Odpowiedz
        1. ~dziaam

          Wygląda to słabo, ale byłoby dziwne, gdyby grali jak z nut od początku.

          „Za forme zawodników odpowiada ich szef”

          Szef odpowiada przede wszystkim za formę drużyny. I można wywalić go zanim ją ulepi, a można dać mu na to szansę. Nie bronie tu ani jednego wyboru AVB, po prostu wiem, że po takich zmianach najczęściej gra się nie klei.

          „za koncentrację od 1 sekundy też”

          To już jest bzdura. Wywalmy od razu Pochettino.

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            Skoro nie od pierwszej sekundy to od jakiego momentu ta odpowiedzialność spoczywa na trenerze, bo osobiście sądzę, że nawet wcześniej niż od 1 sekundy i później niż w momencie ostatniego gwizdka sędziego…

          2. ~hazz2

            @Dziaam
            Proponuje dowiedzieć się jak wygladaja odprawy i to nie tylko w piłce i oczywiście, że nie zawsze wszystko wychodzi ale to manager odpowiada miedzy innymi za odpowiedni poziom koncentracji w ekipie. 20 meczy to wystarczająco dużo by stworzyć cokolwiek

          3. ~dziaam

            Za błąd odpowiada ten, kto go popełnia. Żadna odprawa meczowa nie wyeliminuje kiksów i baboli.

          4. ~dziaam

            „20 meczy to wystarczająco dużo by stworzyć cokolwiek”

            To, co na razie gra Tottenham, jest słabe, ale mimo to są na styku z top4.

          5. ~KrólJulian

            akurat w kontekście wczorajszego meczu to chyba jednak raczej trudno winę zwalać wyłącznie na jakieś kiksy i babole…

          6. ~dziaam

            „w kontekście wczorajszego meczu to chyba jednak raczej trudno winę zwalać wyłącznie na jakieś kiksy i babole”

            Znów: dyskutujesz z czymś, co sam sobie napisałeś.

          7. ~KrólJulian

            a to poniższy wpis:
            Za błąd odpowiada ten, kto go popełnia. Żadna odprawa meczowa nie wyeliminuje kiksów i baboli
            …nie odnosi się do wczorajszego spotkania? To stwierdzenia o takim poziomie ogólności, że w zasadzie to piłka jest okrągła a bramki są dwie… tylko co to wnosi do dyskusji?

          8. ~dziaam

            „a to poniższy wpis:
            Za błąd odpowiada ten, kto go popełnia. Żadna odprawa meczowa nie wyeliminuje kiksów i baboli
            …nie odnosi się do wczorajszego spotkania? ”

            Odnosi się oczywiście do komentarza hazz2, że za koncentrację od pierwszej sekundy – czyli za babola Llorisa, tak zrozumiałem – odpowiada trener.

          9. ~Klemson

            Uśmiałem się 🙂
            Faktycznie Panowie, przyparliście złotoustego Dziaama do muru, bo prawił komunały, a jak przyszło do konkretów to się ulotnił. Choć trzeba mu oddać, że pozostał w konwencji wyspiarskiej, bo wyszedł „po angielsku”…
            No chyba że próbuje znaleźć rzeczone argumenty, ale obawiam się, że prędzej umrze ze starości…

          1. ~dziaam

            Jeśli już reprezentuję teraz jakiś zakon to raczej „projekt na więcej niż trzy miesiące”.

          2. ~KrólJulian

            a już tak poważnie-to ile tego czasu potrzebujesz, by móc stwierdzić, że Boas to właściwy człowiek na właściwym miejscu czy też pomyłka kadrowa?

          3. ~hazz2

            @Dziaam
            Kto odpowiada wobec tego za fakt, że wszyscy zawodnicy grają beznadziejnie i są bez formy ? Boas nie ? Cholera zajebista robota heh płacą ci kase a ty nawet sie nie musisz przejmować jej wynikami…zazdra na maxa

          4. ~dziaam

            Nigdzie nie napisałem, że AVB nie odpowiada za formę drużyny. Napisałem, że za wcześnie na zwalnianie go.

            Pytałeś o „koncentrację od pierwszej sekundy”, zapewne w kontekście babola Llorisa – na to wpływ AVB był raczej żaden.

          5. ~KrólJulian

            więcej to pojęcie względne, możesz umieścić je na osi czasu lub przynajmniej podać jakiś przedział czasowy?

          6. ~dziaam

            „możesz umieścić je na osi czasu lub przynajmniej podać jakiś przedział czasowy?”

            Nie umiem, przykro mi. Ale jak przyjdzie moment, że przestanę dawać drużynie AVB szans na poprawę, nie omieszkam Cię poinformować, choćby tutaj.

          7. ~hazz2

            Boas nic nie pokazał w chelsea oprócz tego jak sie rozwala atmosferę w ekipie zeszły sezon uratowała eksplozja garetha bo jak sie przyjrzysz grze zespołowej to wyglądało to mniej wiecej podobnie jak teraz. Teraz mając świetnych piłkarzy doprowadził do sytuacji, w której wszyscy grają duzo poniżej mozliwości ale ok niech dalej tworzy projekt na lata.

          8. ~dziaam

            „Teraz mając świetnych piłkarzy doprowadził do sytuacji, w której wszyscy grają duzo poniżej mozliwości”

            Nieprawda. Po prostu nie doprowadził jeszcze do tego, że grają na poziomie dla nich osiągalnym. I to jest normalne, kiedy zawodnicy się nie znają, to po prostu zawsze musi potrwać.

            I powtarzam – nie bronię tak naprawdę jakości pracy AVB. Po prostu nie wymagam od niego cudów. To bardzo trudna liga, banda zgranych średniaków spokojnie może ograć zlepek gwiazd.

          9. ~KrólJulian

            czyli reasumując Boas potrzebuje więcej czasu, więc mu go dajmy i cierpliwie zaczekajmy, by rozwiać wszelkie wątpliwości. problem polega jednak na tym, że (zakładając pesymistyczną wersję zdarzeń) odroczenie takiej decyzji w czasie w praktyce oznacza stratę sezonu, bo jeśli ktokolwiek jeszcze wierzy, że ten zespół jest w stanie zakończyć rozgrywki w 4ce pod wodzą Boasa to musi być niepoprawnym optymistą…

          10. ~KrólJulian

            dobrze dziaam, zaczekajmy na to zgranie, np. do lutego, wtedy wrócimy do dyskusji i zobaczymy jak będzie to wtedy wyglądało. obawiam się jednak, że nie będzie już wtedy o kim dyskutować…

          11. ~dziaam

            „jeśli ktokolwiek jeszcze wierzy, że ten zespół jest w stanie zakończyć rozgrywki w 4ce pod wodzą Boasa to musi być niepoprawnym optymistą”

            Jakbyś sam to ujął – święte słowa! Realista w takich okolicznościach na top4 liczyć nie powinien, niezależnie kto by ten zespół prowadził.

          12. ~KrólJulian

            i tu jesteś w błędzie, bo wyraźnie zaznaczyłem, że odnoszę się do tego zespołu pod wodzą Boasa…
            Dobry trener ogarnąłby tę ekipę błyskawicznie, a Boas? Cóż… on potrzebuje więcej czasu…

          13. ~hazz2

            @Dziaam
            Ja nie oczekuję mistrzostwa świata ale progresu a tu jest regres a szału umówmy sie nie było od początku sezonu. To, że facet nie ogarnia widać gołym okiem i następne 3 miesiące szans nic w tej materii nie zmieni. Co do zasady to juz teraz powinno byc widać jakieś efekty i jest to absolutna normą . Trudna liga ? I co z tego ? Nie chodzi mi o wygrywanie czy przegrywanie ale o kierunek, w którym ekipa idzie a tego nikt oprócz Portugalczyka nie wie a najgorsze, że najmniej na ten temat wiedzą chyba zawodnicy.

          14. ~KrólJulian

            trudna liga? banda średniaków może pokonać zlepek gwiazd? ale to jest śpiewanie piosenek i można napisać to o każdej lidze. a niby nasza A klasa to łatwa liga? Suwak Suwałki może pokonać Pogrom Kielce i na odwrót…
            Normalnie jak w piosence: wszystko się może zdarzyć…

          15. ~KrólJulian

            Dziaam,
            może żeby nas ostatecznie przekonać do tego, że warto dać Boasowi jeszcze trochę czasu i obdarzyć go kredytem zaufania podasz Nam tu 3 powody dla których warto zdecydować się na ten krok (tylko prosiłbym o konkrety, żadnych takich: miał za mało czasu, zespół jest niezgrany, wynik jest niezły jak na ten etap budowy ekipy, bla bla bla) chodzi o solidne argumenty. czekamy…

          16. ~hazz2

            Ale mi k…odkrycie heh wiadomo, że wszystko sie może zdarzyć
            Tak na marginesie to sobie teraz oceniłem i wychodzi na to, że w City zagrało 4 kolesi sprowadzonych latem plus nowy manager a w tott na ten przykład grało 3…taka tam ciekawostka

          17. ~KrólJulian

            święte słowa!
            No i Dziaam nabrał wody w usta…
            No a przecież trzy argumenty za pozostawieniem świetnego trenera to zazwyczaj wymienia się przecież jednym tchem…

          18. ~KrólJulian

            święte słowa!
            No i Dziaam nabrał wody w usta…
            A przecież trzy argumenty za pozostawieniem świetnego trenera to zazwyczaj wymienia się przecież jednym tchem…

          19. ~Miki

            „wychodzi na to, że w City zagrało 4 kolesi sprowadzonych latem plus nowy manager a w tott na ten przykład grało 3…taka tam ciekawostka” make my day,

            a mina Dziama po tym jak zrobił z siebie durnia – bezcenna – 🙂

  2. ~petros

    Czytając ten tekst można odnieść wrażenie że autor chwali „koguty”. Mnie dzisiejszy wynik bardzo cieszy. Szkoda że nie było więcej komentarza na temat derbów Liverpoolu, przecież to blog o całej lidze a nie tylko o jednej drużynie.

    Odpowiedz
    1. ~Marchewka

      A ci dalej swoje. Gdzie wy się rodzicie?
      To jest blog M. Okońskiego i może on sobie pisać o kim chce i o jakim klubie chce. Jeśli przez następne siedem dni non stop będzie pisał o Philippie Lahmie, to też napiszesz, że to blog o Premier League i przywołasz autora do porządku? Ogarnij się.

      Odpowiedz
      1. Michał Okoński Autor wpisu

        Ale ja się poczuwam do pisania o całej Premier League. I Liverpool w tym sensie jest szczególnym wyrzutem sumienia. To ja się ogarnę, innymi słowy 🙂

        Odpowiedz
        1. ~Marchewka

          Ja rozumiem, że Pan się poczuwa, ale nie rozumiem, dlaczego ludzie wymagają od Pana pisania na konkretne tematy. Jeśli obiecał Pan wpis o Liverpoolu, to na pewno się pojawi, ale w swoim czasie 🙂

          Odpowiedz
          1. ~muszka

            No dokładnie. Ja sam jestem kibicem Liverpoolu, ale do cholery, to blog Michała Okońskiego i jeśli będzie miał ochotę to może sobie napisać nawet o gołych babach.

  3. ~me262schwalbe

    Zastanawiałem się jaki tytuł wymyśli teraz Autor, mając w pamięci ten sprzed tygodnia: „Nasze imię frustracja”? Tak. Rzecz o zapominaniu klęsk jest bardzo dobry. Do następnej klęski …

    Odpowiedz
  4. ~Filiko

    Co do interesowania się Verthongenem przez Barcelonę, to nie przeceniałbym tego faktu. Wszak klub z Katalonii interesował się rzekomo L. Koscielnym, a to co czasami wyprawia ten piłkarz w swoim polu karnym zakrawa o głupotę.

    Odpowiedz
  5. ~dominic

    Co tu dużo mówić. Odejmując 3 karne Spurs z tego sezonu, które dały im 9 punktów mamy prawdziwy obraz tej drużyny – 11 oczek i miejsce w 2 dziesiątce. Tak wygląda forma Tottenhamu na chwilę obecną. Porazka z ManU za tydzień i AVB wyleci ?

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Z ManU które daje sobie w tak żałosny sposób już trzeci raz w tym sezonie wyrywać punkty? Nie byłbym taki pewien…

      Odpowiedz
  6. ~KrólJulian

    W zasadzie to zanosiło się na to od dłuższego czasu no i w końcu bańka pękła. Ale dajmy jeszcze trochę czasu Boasowi, niech zepsuje wszystko do końca i od nowego sezonu weźmie się za to ktoś kto ma o tym pojęcie. Tak chyba będzie najlepiej, bo niestety nie ma tu Romka, który momentalnie zrobiłby z gościem porządek…
    Dobrze że Boas trafił o własnych siłach do tunelu, bo po meczu wyglądał gorzej niż LLoris po zderzeniu z Lukaku… Ciężki nokaut…

    Odpowiedz
        1. ~hazz2

          Jo bo widać już, że autorytetu to on raczej nie ma no ale jak ma mieć jak pomagać ekipie z ławki zwyczajnie nie potrafi. Z nim jest taki problem, że po tym sezonie w Porto gdzie miał mega kozaków wszyscy stwierdzili, że jest genialnym managerem a on niestety w to uwierzył

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            Człowiek jak był młody to powinien jednak w kajecie coś tam nagryzmolić i do domu Wojtka Łazarka podrzucić te wypociny to może też by dziś Tottenham prowadził 🙂

  7. ~patryg

    Najgorsze jest to, że po takim meczu jak ten dzisiejszy nadchodzą myśli, że już za tydzień może być po sezonie. Niestety ale bycie kibicem Tottenhamu to chyba najgorsza, póki co, rola w obecnym sezonie PL. Zakupy prawie jak nigdy, a wyniki i gra denne. To straszne jak dzisiejszy mecz sprowadził nas na ziemię. Ciężko uwierzyć, że nagle się coś zmienić ale paradoksalnie chyba tylko to kibicom Kogutów pozostało. Za tydzień znowu zasiądziemy z nadziejami…

    Odpowiedz
  8. ~batt18les

    Mnie tak latwo grube porazki nie ulatuja z pamieci. Pogrom 8-2 Arsenalu na OT na starcie sezonu 11/12 bede pamietal mysle nie tylko ja jeszcze dlugi czas. Choc mysle ze moze nie byc Autorowi latwo bo jakby nie patrzec to ta porazka byla bardziej dotkliwa. Liczba straconych bramek do tego meczu to jedno, ale wazniejsze ze nie bylo to po oknie transferowym w ktorym druzyna stracila podstawowych zawodnikow i w dodatku podczas kryzysu kontuzji („ratowanie” sie szczylami).

    Jeszcze przed wpisem przegladalem archiwum z okolicy tamtego meczu i ostatniego dnia okienka transferowego i znalazlem cos takiego: „Oczywiście w świetle odejść Clichy’ego i Traore przyjście Santosa było oczywistością; z Mertesackerem co innego: to raczej przyznanie się do pomyłki przy kupnie Squillaciego czy Koscielnego.” Nie powiem, rozbawilo mnie to :). Jestem ciekaw czy to 8-2 wtedy na chwile przed zamknieciem okienka nie wplynelo na powyzszy cycat. Nie mam zamiaru sie ze Spurs i ich obrony nasmiewac. City szczegolnie w domu jak maja swoj dzien to potrafia grac jakby byli z Marsa. Wciaz pozostaja dla mnie kandydatem nr 1 do wygrania PL choc wydaje sie ze ta ich sinusoida formy dom/wyjazd ma z kazda kolejka coraz wieksza amplitude. Czas pokaze.

    W kazdym razie licze ze AVB jakos ogarnie ta druzyne do przyszlej kolejki i nie bedzie takiego pogromu jak dzis. Za tydzien licze na jakies urwane MU punkty. I na ile to mozliwe ze strony Kanoniera bede za Tottenham trzymal kciuki.

    Odpowiedz
  9. ~airborell

    Kilka uwag porządkujących:

    1. City jak do tej pory u siebie przejeżdżało się po wszystkich, z United włącznie.
    2. Za 0:6 jest tyle samo punktów co za 0:1.
    3. Na miejscu fana Tottenhamu zdecydowanie bardziej przejmowałbym się porażkami u siebie z WHU czy Newcastle, czy zwłaszcza kompletnie nieprzekonującą grą w ataku. Nie gra ta drużyna dobrze, zamiast Beatlesów sprowadzono jakichś The Monkees albo innych Hollies, ale nie ma co wpadać w histerię akurat po takim meczu.

    Odpowiedz
    1. ~hazz2

      @Air
      Pelna zgoda tyle, że my z Julianem o tym że Boas nie ogarnia pisaliśmy od początku sezonu a w zasadzie już w zeszłym i to właśnie my dostrzegaliśmy mizerie jaką Tott prezentuje. Oczywiście City jedzie u siebie wszystkich ale to jak Spurs zostali rozjechani często się jednak nie zdarza. Chwale się trochę ale takie są fakty

      Odpowiedz
    2. ~dziaam

      Na pewno dużo więcej można było spodziewać się po Eriksenie, ale chyba mało kto podejrzewał, że między dwoma hiszpańskimi snajperami będzie taka przepaść. Z Negredo Tottenham mógłby mieć tych goli sporo więcej.

      Odpowiedz
      1. ~hazz2

        Wątpię w to, bo w wypadku Tott nie o poszczególnych graczy chodzi ale o całość ekipy. Wszyscy grają słabo ,zespół się Boasovi rozłazi o czym świadczyły wcześniejsze spotkania. Jego decyzje z ławki a raczej w wielu przypadkach ich brak kompromitowały go doszczętnie. Do tego jego relacje z najlepszym napadziorem , posadzenie na ławie VdV i w rezultacie jego sprzedaż a juz nie wspominam o Ekotto, który za Harrego wyrósł na jednego z lepszych graczy na swojej pozycji w lidze i…długa jes tjeszcze lista jego mało zrozumiałych posunięć i decyzji

        Odpowiedz
        1. ~dziaam

          W obronie grali do neidawna świetnie. Ja się czepiam przede wszystkim ofensywy, dla której Soldado nie stanowi oparcia. Już w zeszłym sezonie bez Bale’a nic się tam nie działo i wiadomo było, że trzeba budować od zera. Na pierwszy rzut oka Eriksen, Lamela i Soldado to świetny materiał, a żaden z nich nie odpalił z miejsca. I moim zdaniem to niekoniecznie wina AVB.

          Do niego na pewno można mieć pretensje o brak koncepcji środka pomocy, tam jego selekcja chwilami wygląda wręcz idiotycznie.

          Odpowiedz
          1. ~hazz2

            Do niedawna to fakt czyli przyznajesz, że jest regres …z meczu na mecz jeśli chodzi o obronę jest gorzej a w ataku jest caly czas beznadziejnie więc o czym tu gadać. Stoke City gra mniej przewidywalnie niż Tott , zawodnicy sie snują bez mocy kompletnie, Lloris ? Brak słów i powagi więc się jeszcze raz pytam – kto za to odpowiada ?

          2. ~dziaam

            Do niedawna, czyli do wczoraj.

            Odpowiedzialność zawsze ponosi trener, wiadomo. Ja po prostu bym go jeszcze nie zwalniał, tak jak nie sprzedawałbym od razu wszystkich nowych piłkarzy, którzy grają poniżej oczekiwań.

            Gdyby Tottenham, tak jak przytoczone przez Ciebie City, uzupełnił tylko swój skład, można byłoby oczekiwać natychmiastowych postępów. Ale przy poważnym remoncie środka pola i generalnym remoncie ataku, regres powinien być wkalkulowany. I nie panikowałbym nawet, gdyby wyniki były gorsze, niż są.

      2. ~airborell

        „Na pewno dużo więcej można było spodziewać się po Eriksenie, ”

        No nie wiem. Borussia go nie chciała i jak widać miała ku temu dobre powody.

        Odpowiedz
        1. ~dziaam

          Na pierwszy rzut oka można poznać, że na Borussię to on zdecydowanie za mało biega. Jestem zaskoczony, że on generalnie nie radzi sobie z tempem akcji w Anglii.

          Odpowiedz
          1. ~hazz2

            @Dziaam
            W tym sęk , że AVB piłkarzy ma bardzo dobrych i nawet mi przez myśl nie przeszlo by ich sprzedawać ale jak już wielokrotnie wspominałem 20 meczy to wystarczająca ilość by zaprezentować choć zarys stylu. Zwolnienie Boasa w tej chwili mżze jeszcze uratować coś z tego sezonu dla Tott i tyle. Zwolnienie bo sam ten zapatrzony w siebie narcyz nie odejdzie

  10. ~DawidSz

    Mówiąc o piłce popadam w egzaltację. Mówiąc o przyszłości swojej drużyny popadam w optymizm. W meczu z Evertonem remis przewidywałem od tygodni, choć po meczu Toffees z Crystal Palace, a później – po pierwszym golu – zaczynałem marzyć o zwycięstwie. Niestety, gol Miralasa, zmarnowane sytuacje, popisy Lukaku kazały mi z powrotem marzyć o remisie, a gol Sturridge’a przywrócił nadzieje na wygraną. Koniec końców, był remis i to był wynik sprawiedliwy, choć wymiana ciosów w drugiej połowie mogła przynieść równie dobrze wynik 5:3 dla każdej drużyny. Super widowisko nam obydwie ekipy zaprezentowały, dla mnie to był pod względem jakości pojedynek niczym pamiętne 4:4 z Chelsea w Lidze Mistrzów.

    Po pierwsze, Dowd popełnił spory błąd, do czego się przyzwyczailiśmy, którym to wypaczył prawdopodobnie wynik meczu. Bez Miralasa siła ofensywna i skrzydła Evertonu byłyby bardzo osłabione, a moi wygrywali. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego sędzia nie wyciągnął kartki. Choć ja bardziej byłem przejęty tym, aby Suarez nie dostał żadnej kontuzji, byle wrócił na następne mecze. Po drugie, zmarnowana setka Allena, która przyniosłaby przewagę dwubramkową. Tutaj nie ma nawet o czym pisać, stracił walijski piłkarz wiele w moich oczach. Winić można długą kontuzję, brak ogrania, ale to przecież nie tłumaczy nieumiejętności trafienia w bramkę z 7 metrów czy podania do Suareza. Po trzecie, fatalne krycie przy stałych fragmentach gry (Johnson kryjący Lukaku), fatalne zachowanie przy stałych fragmentach gry, gdzie Skrtel i Agger byli jak dzieci we mgle, świetny Mignolet, który uratował zespół przed przegraną.

    Drugi gol dla Evertonu okazał się końcem marzeń na wygranie tego spotkania dla ekipy Rodgersa, natomiast był początkiem przejścia z piątego na szósty bieg, gdzie pomoc przestała istnień w obydwu zespołach (w Liverpoolu ona i tak niewiele daje z mocniejszymi przeciwnikami, para Lucas/Gerrard jest zbyt wolna) i można było się rozkoszować szalonym widowiskiem. Szkoda niewykorzystanych szans w końcówce, bo Suarez i Moses mieli dogodne możliwości na podwyższenie wyniku. Teraz na szczęście 3 mecze ze względnie słabszymi ekipami, choć tych już nie ma, o czym wczoraj przekonał się Manchester, a Cardiff grało świetnie, a co najważniejsze, bez strachu, co musi imponować każdemu.

    Inna sprawa, proszę popatrzeć jaka różnica punktowa jest pomiędzy 1 a 9 miejscem w tabeli i porównać ją z innymi ligami. Nawet jeśli uznamy wyniki Newcastle i Świętych za wypadki przy pracy, choć przecież, szczególności z tą drugą drużyną takie mówienie podpada pod herezję, to mamy do czynienia z wyrównaną ligą jak nigdy.

    Odpowiedz
  11. ~Sir_alex

    Jedno trzeba przyznać! MC jest w niesamowitej formie i potwierdza to w każdym kolejnym meczu. Wydaje mi się, że w obecnej formie to główny pretendent do mistrzostwa. Nie wierzę w ustabilizowaną postawę Arsenalu i Liverpoolu do końca sezonu…

    Odpowiedz
    1. ~m

      A tu się nie zgadzam, jest to najbardziej nierówno grająca ekipa w lidze. Co z tego, że wygrali 6:0 skoro mogą w następnym meczu przegrać jak było to z Sunderlandem. Lepiej wygrać 5 spotkań po 1:0 niż wygrać jedno z wysokim wynikiem a następne przegrać bądź zremisować. Na chwilę obecną dla mnie nie ma żadnego faworyta.

      Odpowiedz
  12. ~erictheking87

    Panie Michale… wie Pan, gorsze od ulubionej drużyny dającej ciała w weekend mogą być tylko gorsze dwie ulubione drużyny dające ciała w ten sam weekend 😀

    Fajerwerki techniczne Boruca i ogólnie jego parcie na szkło ostatnimi czasy, i do tego jeszcze spektakularna klapa w meczu z Cardiff (to dramatycznie beznadziejnie koleżeńskie zagranie Rooneya w końcówce meczu) zdewastowały mój weekend.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Od dramatycznie koleżeńskiego podania Rooneya, jeszcze gorsza była koleżeńskość całego United… Przecież Cardiff jak tylko United na nich siadło nie istniało i wystarczyło po prostu wbić bramkę na 2:0, lub potem na 3:1 i byłoby po meczu, ale po co? Mamy bramkę przewagi, potruchtamy sobie do końca. Szkoda, że akurat to pozostało bez zmian po odejściu Fergiego.

      Odpowiedz
  13. ~pablo

    @Sir_alex :
    śledzisz wszystkie mecze MC czy tylko te u siebie ? ;).
    Sunderland, Aston Villa, Cardiff, Chelsea.
    4 porażki i 12 goli straconych ( tyle co Spurs po tymże meczu ).
    O ile Cardiff to był początek i można to ( choć w przypadku zarabiających krocie zawodników ) usprawiedliwić zlekceważeniem, to w Birmingham I Sunderland wyglądało to beznadziejnie.

    Jak lubie Pellegriniego tak widzę słabiznę na wyjazdach. Wątpię czy w ten sposób uda się wygrać ligę.

    PS
    wstrzymałbym się z wydawaniem wyroków na Borasa ( patrz co po niektóre komentarze ). Ten Tottenham musi odpalić.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      z tym akurat nie ma problemu: pożyjemy-zobaczymy…
      osobiście pozwolę sobie pozostać przy zdaniu, że nie odpali, ale chętnie mile się rozczaruję 🙂

      Odpowiedz
  14. ~Bartłomiej

    Patrząc na Moyesa odnosze wrażenie, że coraz bardziej zdaje sobie sprawe z jakimi przeciętnymi piłkarzami ma do czynienia. Ogólnie ilość przeciętnych graczy w meczu z Cardiff powalała. Ferdinand, Smalling (dobry CB, słaby RB), Valencia, Cleverley, Fellaini, Hernandez… Nie wiem jak Ferguson z takim składem wygrał lige. A teraz, gdy City u siebie gra na miarę swoich możliwości chyba nastała ta oczekiwana chwila, gdy geniusz trenera nie jest w stanie nadrobić braków w umiejętnościach poszczególnych piłkarzy. Bo że różnica w jakości jest porażająca, to chyba już nikt nie ma wątpliwości. Cleverley gdyby nie był wychowankiem to nawet nie byłby w pobliżu pierwszego składu, a tak to nawet jakimś cudem dograł wczorajsze spotkanie do końca.

    Odpowiedz
    1. ~erictheking87

      Smalling – dokładnie mam taką samą obserwację. Co gorsza, wydaje mi się, że kiedyś lepiej się sprawdzał w roli RB niż obecnie. Natomiast w defensywie radzi sobie co najmniej dobrze.
      Valencia w miarę ok, taki typowy wyrobnik, ale daje radę, natomiast Clev strasznie mnie rozczarowuje. Na początku sezonu myślałem, że to kwestia tego, że gra za głęboko, ale jego występy ostatnimi czasy są beznadziejne niestety :-/ potrafi otworzyć defensywę jedną piłką, ale puszczenie 1 through balla na 3 mecze to trochę… mało. Delikatnie mówiąc.
      Fellainiemu dałbym jeszcze trochę czasu, za wcześnie jest żeby go oceniać, a Hernandez cóż, może formy nie ma, ale to gracz którego absolutnie warto w klubie trzymać.

      Odpowiedz
    2. ~KrólJulian

      No nie wiem czy oni wszyscy są tacy słabi, bo z tego co w tym miejscu czytałem jeszcze w poprzednim sezonie to raczej trudno byłoby dojść do takiego wniosku… To świetni gracze i słyszałem nawet o takim trenerze, który potrafił zdobywać z drużyna na nich opartą trofea, a nie sądzę że był to dobry trener i słabi zawodnicy, raczej wielki trener i bardzo dobrzy zawodnicy… 90% z nich nie zapomniało chyba w okresie wakacyjnym jak się gra w piłkę ?

      Odpowiedz
      1. ~Bartłomiej

        @KrólJulian
        Jak większość zapominasz, że United w zeszłym sezonie grało bardzo słabo w piłke, ale wyniki były bardzo dobre (w ostatecznym rozrachunku). To nie jest tak, że Valencia, Young, Nani, Cleverley, Anderson grają źle od początku tego sezonu. Oni zawodzą od 2 lat, z krótkimi przerwami. Tak jak mówie, za Fergusona jakoś to wyglądało, teraz MU już nikt sie nie boi. Nie pomaga też kontuzja Carricka i RVP (swoją drogą, jak w takim meczu Kagawa nie dostaje szansy za Rooenyem to ja już nie wiem, czy z niego coś będzie).
        Hernandeza oczywiście w klubie warto zatrzymać, ale TYLKO jako rezerwowego. To nigdy nie był gracz od pierwszej minuty. Martwi mnie to, że Moyes zdaje sie za wszelką cenę grać dwoma napastnikami. Przy takich pomocnikach to samobójstwo.

        Odpowiedz
        1. ~airborell

          O rany, wiadomo że gra dwoma napastnikami, bo musi zmieścić dwie największe gwiazdy w składzie, a Rooney powiedział, że chce grać w ataku. Ferguson nie miałby w tej sytuacji oporów, żeby go sprzedać – nawet do Chelsea. Moyes nie może sobie na to pozwolić.

          Odpowiedz
        2. ~KrólJulian

          Bartłomieju,
          Proponuję byś przeczytał, wyrywkowo rzecz jasna, komentarze dotyczące wspomnianych piłkarzy MU jakie pojawiały się tu pod przeróżnymi tekstami dotyczącymi pośrednio, bądź bezpośrednio tego zespołu… Jak już to zrobisz to podziel się proszę wrażeniami, a dla pewności dodam, że nie jest to zbieżność nazwisk, chodzi o piłkarzy wspomnianych przez Ciebie.
          A co do MU to może i grało słabo, ale co w takim razie powiedzieć o ekipach, które zakończyły rozgrywki za ich plecami? SAF potrafił z tych przeciętnych, jak twierdzą jedni, bądź wybitnych graczy, jak uważają inni zrobić drużynę, a Moyes to chyba jeszcze nie bardzo…

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            Oczywiście odnośnie komentarzy mam na myśli okres dwóch ostatnich lat. Uważaj tylko żebyś nie doznał szoku 🙂

    3. ~Stefan

      Akurat po meczu z Cardiff trzeba by być wyjątkowym ignorantem żeby nisko oceniać Fellainiego. Wg. mnie oprócz Rooneya był najlepszy na boisku – rzuć okiem na jego statystyki, odbiory, wślizgi, prawie 100% wygranych pojedynków główkowych, dwa świetne strzały głową które mogły skończyć się bramką. Zagrał jako DM, czego od niego oczekiwałeś? Piruetów w stylu Zidane’a? Rajdów w stylu Messiego?

      Fellaini zagrał w tym spotkaniu wyjątkowo dobrze, gdyby grał tak co tydzień byłbym bardzo zadowolony.

      Odpowiedz
  15. ~DawidSz

    Wy tu o takich, a wczoraj Long strzelił dwie bramki wybitnej urody. Świetne przyjęcia i wykonane strzały w jego wykonaniu. W ogóle mecz był interesujący i po miażdżącej pierwszej połowie w wykonaniu drużyny Clarke’a, to w drugiej Aston Villa pokazała pazur przy mimo wszystko bardzo przeciętnej grze Benteke.

    Odpowiedz
    1. ~erictheking87

      Nie ma to jak wiara w swojego trenera 😛

      Słuchajcie, dajcie mu chociaż dociągnąć sezon do końca.
      Facet ma pod górkę, kto wie czy obecne trudności jeszcze na dobre całemu zespołowi nie wyjdą – takie sytuacje hartują zespół.
      Poza tym, pół składu ma nowego, keep calm.

      Odpowiedz
      1. ~hazz2

        Do końca sezonu ? I tak na luzie skończyć na 9 albo 11 placu ? Pół składu ? Napisałem już wcześniej, że z City tylko 3 nowych grało więc gdzie ta polowa ? Do tego wszystkiego ja nie rozumiem jak można cały czas twierdzić, że 20 meczy o stawkę to za mało by cokolwiek wypracować ? Mając tak świetnie taktycznie przygotowanych piłkarzy ? To nie kopacze z t-mobile extraklasy tylko wysokiej albo bardzo wysokiej klasy fachowcy wyszkoleni w świetnych klubach i ligach.

        Odpowiedz
    2. ~Stefan

      Tak dobrze zagrali, czy tak słabo Bayer? Serio, takie sobie stawiam pytanie i nie umiem znaleźć odpowiedzi. Podobnie jak trzy lata temu po meczach półfinałowych z Shalke

      Co by tam dużo nie mówić przy 5:0 ciężko pisać, że ktoś zagrał lepiej, gorzej, itd. Jednak w oczy rzuca się przede wszystkim, że Kagawa na 10 to zupełnie inny piłkarz niż na lewym skrzydle i że Giggs mimo 40 lat na karku wciąż potrafi rzucić taki pass, że głowa mała, nieprawdopodobny piłkarz. No i Rooney, któremu współpraca z Moyesem wyraźnie służy.

      Odpowiedz
      1. ~Tomas_h

        Co do Roo pelna zgoda – co za forma, szkoda gadac. Tylko wzdychac czasem mozna, i to nieraz (faul i ostatnia akcja z ostatniego meczu).
        natomiast wczoraj sie wstydzilem ze tak czesto sie irytuje Giggsem. Znowu facet potrafi. Wystarczy trenowac i chciec – czy niejaki Cleverley nie moglby troche zostac „po godzinach”?

        Odpowiedz
    1. ~me262schwalbe

      No brakuje jeszcze do tego miłości … Ale to nie jest niestety ta dziedzina. Tutaj zasadnicze znaczenie mają umiejętności. Teraz na to zagadnienie staram się spojrzeć z punktu booka – może uda się zarobić na tym parę groszy. A przy zakładach staram się mieć chłodną głowę (warunek konieczny) stąd też prawie woogle nie obstawiam meczy z udziałem Kogutów (a jeśli już, to niemal zawsze obstawiam porażkę Kogutów – na tym też można nieźle wyjść, zwłaszcza jak grają u siebie z teoretycznie słabszą drużyną) W ostatnich sezonach było sporo takich przypadków: Stoke, Wigan, Wolves nawet kilkukrotnie, Fulham, ostatnio WHU.

      Odpowiedz

Skomentuj ~dominic Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *