Sto lat

A dziś dla odmiany krótka piłka: w mojej redakcji i w moim mieście świętowanie stulecia urodzin Jerzego Turowicza, człowieka, który był moim pierwszym Szefem – i który, dodajmy, kompletnie nie interesował się futbolem. Świętowanie wypadające w weekend i angażujące także mnie osobiście, bo jedno ze spotkań związanych z rocznicą miałem zaszczyt poprowadzić. Czy mam dodawać, że wypadło akurat podczas meczu Evertton-Tottenham? Że jeszcze kiedy wychodziłem z redakcji było 0:0, że kiedy na światłach sprawdzałem wynik okazało się, że Dempsey strzelił na 0:1 (była 77. minuta), że kiedy zaparkowałem wciąż było 0:1 (w 88. minucie), kiedy wsiadałem do windy okazało się, że Pienaar wyrównał, a kiedy wysiadłem na szóstym piętrze przeczytałem, że mecz chwilę temu – wydawało się – wygrany zakończy się porażką? Nie mam na ten temat do powiedzenia nic więcej, może poza tym, co zawsze: taką przebodli mnie drużyną, cholera jasna. Naprawdę, gdybym w tamtym kluczowym momencie przed blisko ćwierćwieczem miał świadomość, z jakimi doświadczeniami będzie się wiązało kibicowanie właśnie jej, wybiłbym sobie z głowy całą tę piłkę nożną.

Teraz jest już oczywiście za późno. A skoro wspinam się już na Himalaje samoświadomości, zastrzegę się jeszcze, że nie wykluczam iż dominujący nad następnymi akapitami ton narzekania wiąże się właśnie z fatalnym samopoczuciem człowieka, który – trudno policzyć, który już raz w tym sezonie – podnosić się musi po porażce odnoszonej w ostatnich minutach. Uczucie to, rzecz jasna, nie jest obce kibicom innych zespołów – dziś np. spotkało fanów Manchesteru City, i to w sposób wyjątkowo perwersyjny: po tym, jak zespół podniósł się z kolan i odrobił dwubramkową stratę. Można by tu swobodnie rzecz rozwinąć w kolejnych parę zdań wątek niezwykłości futbolowych scenariuszy, ekscytując się np. znaczeniem goli w „Fergie Time” (czy po majowym finale rozgrywek Premier League nie można by równie dobrze mówić „Mancini Time”?). Można by też – poniekąd słusznie – ekscytować się kolejną jazdą bez trzymanki, w której ktoś bezpiecznie prowadzi i kontroluje przebieg wydarzeń, by nagle tę kontrolę stracić, itp., itd.

Myślę jednak, że byłoby to zafałszowanie obrazu rzeczywistości. Przy całym uznaniu dla klasy takiego Wayne’a Rooneya, harującego na całym boisku jak nie przymierzając Carlos Tevez w drugiej połowie (no właśnie: dlaczego dopiero w drugiej połowie?), przy oddaniu zasług grającym szeroko Youngowi i Valencii, warto zauważyć, że duet środkowych pomocników MU był niemal nieobecny, a w każdym razie kolejny raz w tym sezonie nie potrafił zapewnić ochrony defensywie. Podobnie narzekać można na dwóch napastników MC grających od pierwszej minuty, i na obronę gospodarzy, dającą zawodnikom MU – Rooneyowi zwłaszcza – zbyt dużo swobody. Beznadziejny był Balotelli, słaby Nasri, Mancini podjął złą decyzję o wprowadzeniu za kontuzjowanego Kompany’ego Kolo Toure, a nie Lescotta, transfery wakacyjne (Sinclair, Rodwell, Maicon, Nastasić) na razie nie okazały się wzmocnieniem – było kupićć van Persiego… Jak to napisał Michael Cox, ten mecz mógłby być lepszy, gdyby rozgrywały go dobre drużyny. Jeden Rooney, jeden Zabaleta, to trochę za mało, by móc mówić o futbolu i pominąć milczeniem pomeczową bijatykę, wtargnięcie kibola na boisko, monetę, która zraniła Rio Ferdinanda, atak Teveza na Jonesa, a wcześniej także błąd sędziego przy spalonym Younga. Coś niedobrego dzieje się z tą ligą, skoto tematami weekendu stają się takie incydenty albo – to już się tyczy soboty – nurkowanie Santiego Cazorli, kolejnego z listy geniuszy, który okazał się oszustem.

Temat nurkowania wałkuję tu co jakiś czas, ostatnio w kontekście Garetha Bale’a, ale i o Luisie Suarezie można by niejedno napisać. Walijczyka, który niedawno obejrzał kolejną żółtą kartkę za symulowanie, Andre Villas-Boas tłumaczy ciężkimi kontuzjami, które kilka razy spotykały go po faulach rywali (Charliego Adama na przykład): upadający Bale ma nie tyle wymuszać interwencję sędziego, co chronić nogi przed spóźnionymi wślizgami. Cóż… nawet jeśli tak jest – czasami tak jest z pewnością – problemem pozostaje teatralność upadku i problemem pozostają te sytuacje, w których piłkarz niestety oszukuje. Tego też mam, cholera, powyżej uszu, a zaczynam od Bale’a, żeby nie narazić się na zarzut z „moralności Kalego”: nasz nurek zrobił to, co do niego należało, podczas gdy wasz nurek…

Ciężko o tym pisać także dlatego, że „wasz nurek” jest – obok Michu, zbieżność regionalna miejsca pochodzenia nieprzypadkowa – jednym z najjaśniejszych punktów generalnie przeciętnego sezonu. Także wczoraj wraz z Jackiem Wilsherem pokazywał się ze stron najlepszych – szkopuł w tym, że głównie wtedy, kiedy Arsenal już prowadził. Wcześniej było nerwowo, jak to zwykle ostatnio z Kanonierami. Niepewna siebie, poobijana fizycznie i psychicznie drużyna z napastnikami dalekimi od regularności, im dłużej w mecz, tym mocniej by panikowała. W momencie, kiedy sędzia Jones uznał, że Cazorla był faulowany, niewiele wskazywało na przełamanie – w tym sensie Steve Clarke ma świętą rację, że był to kluczowy moment spotkania. Rzecz jasna on również mógłby dodać, że kiedy jego zespół grał z Sunderlandem, prowadził 1:2, a gospodarze walczyli o remis, to w polu karnym zanurkował jeden z jego piłkarzy, Liam Ridgewell. Przypominający ten epizod Andy Dunn najsłuszniej w świecie upomina się o podejmowanie przez władze poszczególnych lig i związków piłkarskich, a także FIFA i UEFA, ostrzejszych działań post factum. W przypadku takiego Cazorli np., albo Bale’a, albo Suareza, można by nakładać kary na podstawie pomeczowej analizy wideo. Uderzając mocno, bo mocne są ich przewiny i wysoka szkodliwość społeczna.

Napisałem wyżej, że Jerzy Turowicz kompletnie nie interesował się futbolem. Ale świetnie wiedział, co to znaczy być fair. Czasami – także w związku z informacją o kibicu Swansea, aresztowanym ze względu na rasistowski bluzg pod adresem Sebastiena Bassonga z Norwich – wolałbym nie zajmować się piłką nożną aż tak intensywnie.

25 myśli w temacie “Sto lat

  1. ~Roger_Kint

    @Autor

    „nurkowanie Santiego Cazorli, kolejnego z listy geniuszy, który okazał się oszustem”

    Einmal ist keinemal

    „ale i o Luisie Suarezie można by niejedno napisać.”

    Np to, że gdzieś tak od półtora miesiąca nie zanurkował ani razu (w każdym razie nie zauważyłem ani jednego nurka od meczu z Evertonem włącznie)… Jasne, zamiast tego próbował wbić gola ręką, no ale to jednak inny rodzaj kantowania i przy dużej ilości dobrej woli, można dopatrywać się w tym raczej odruchu niż świadomego działania.

    Dzisiejszy mecz był dla Poolu wyjątkowy: wygraliśmy bez Suareza i to zdobywając 3 bramki. Jedna z tych bramek padała w ostatnim kwadransie po raz pierwszy w tym sezonie. I chyba pierwszy raz w tym sezonie wygraliśmy mecz ligowy, w którym musieliśmy gonić wynik.

    Liverpool w ostatnich 11 meczach przyniósł 20 punktów. To jest forma na top 4, albo i lepiej. Myślę, że można już głośno mówić o szansach Liverpoolu na Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie: booki dają nam ca 20% i to chyba jest rzetelna ocena.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. ~Minh

      O czymś to jednak świadczy, że już samym osiągnięciem dla piłkarza jest BRAK nurkowania przez półtora miesiąca… Rzeczywiście, congrats, jest się czym chwalić.

      Odpowiedz
      1. ~Roger_Kint

        No pewnie, że świadczy. Gość był notorycznym nurkiem a teraz stara się z tym nałogiem skończyć. Ja mu w tej walce kibicuję. A Ty?

        Pozdrawiam

        Odpowiedz
        1. ~marcin

          Ja też. Jak zresztą każdemu, kto nurkuje.

          Z Suarezem jest jednak inny problem- często gra bardzo brutalnie i celowo stara się uszkodzić przeciwnika, równocześnie samemu przy najmniejszym kontakcie reagując, że tak najbardziej eufemistycznie powiem, teatralnie.

          Odpowiedz
          1. ~Roger_Kint

            „Z Suarezem jest jednak inny problem- często gra bardzo brutalnie i celowo stara się uszkodzić przeciwnika,”

            Hm… To poważny zarzut. Na moje oko gdyby chciał uszkodzić to by uszkodził – może nie za każdym razem, ale skoro robi to często to zapewne masz listę uszkodzonych?

            Pozdrawiam

          1. ~Roger_Kint

            „Naprawdę będziesz udawał, że Suarez gra fair?”

            A napisałem, że Suarez gra fair? W którym miejscu to napisałem?

          2. ~xpander

            Niewielu piłkarzy byłoby w stanie ‚wypełnić’ dwuminutowy filmik takimi akcjami. Repsect.

  2. ~SC

    Panie Michale, Mam wrażenie, że oglądaliśmy inne derby, bo to był najlepszy występ środkowych pomocników MU (i ogólnie drużyny) od dawien dawna. Może statystyki tego nie potwierdzają, ale wreszcie dało się ich oglądać, a kilka długich podań było całkiem ok. Stracone bramki to wina braku asekuracji przy stałych fragmentach i nieporadności obrony w wybijaniu piłki z pola karnego, a nie braku wsparcia drugiej linii. Z drugiej strony Valencia zaliczył dziś fatalny występ…

    Co do tematów weekendu – to może rzeczywiście za dużo się tych pozapiłkarskich nazbierało, choć też nie ma chyba co dramatyzować, a lepiej wyśmiać (vide: Ferdinand na Twitterze). Jeśli coś złego dzieje się z PL to posucha taktyczna i fatalna gra obronna praktycznie wszystkich drużyn.

    Odpowiedz
  3. ~mak

    Teatralność jest wszechobecna (wiadomo, że przy celebrowaniu radości z gola przeszkadza mniej) i na tyle mocno wrośnięta w tkankę medialną (polityka, popkultura itd.), że piłkarze robiący teatr, piłkarze oszukujący stosują po prostu metodę Stanisławskiego. To nie jest chłodna kalkulacja: zanurkuję, skoro sędzia patrzy (albo: posnuję okultystyczną narrację w imieniu mojej partii, skoro jestem na wizji czy fonii), bo robi się to, by tak rzec, całym jestestwem, świadomością i podświadomością, ciałem i duszą. Czasem aż się zastanawiam, być może nurkując na tym polu karnym, oni naprawdę zaczynają wierzyć, że byli faulowani. Albo że – powinni być.

    /nieśmiała prośba na marginesie: czy nie dałoby się czegoś zrobić, żeby zamiast „9 grudzień” było „9 grudnia” i podobnie z pozostałą jedenastką?)

    Odpowiedz
  4. ~Zkaj

    Rzeczywiście narzeka Pan trochę na wyrost na pomocników Manchesteru United – przecież taktyka tego meczu wyraźnie zakładała, że dwóch defensywnych środkowych pomocników będzie zajmować się przeszkadzaniem Man City, a za akcje w ofensywie odpowiadać będą skrzydła – przy braku kreatywnego środkowego pomocnika to całkiem dobra strategia. Carrick – co zresztą wspomniał cytowany przez Pana Micheal Cox zagrał całkiem niezły mecz i skutecznie powstrzymywał kolejne ataki Manchesteru City. Bo przecież ile sytuacji zdołali sobie niebiescy wypracować? Pierwszy gol wpadł przy ogólnym zamieszaniu w polu karnym, a drugi padł po błędzie Jonesa, który nie wiedział, jak Valencia ustawiał się podczas rogów – zamiast kryć 16 metr tak jak gracz, którego zmienił, ustawił się na piątym i nie krył absolutnie nikogo.

    Przyznaje, że mecz nie stał na najwyższym poziomie, ale głównie dlatego, że jedna drużyna broniła się i atakowała z kontry, a druga musiała sobie radzić z atakiem pozycyjnym. Nie zawsze trafiają się otwarte jazdy bez trzymanki. Emocji na pewno nie zabrakło i pojawił się kolejny argument za wprowadzeniem sędziego siedzącego przed telewizorem i poprawiającego błędu głównego na podstawie powtórek.

    Odpowiedz
  5. ~Probus

    Jestem ciekaw czy tak samo ochoczo jak przez kilka miesięcy flakowano Suareza, będą teraz różne tuzy intelektu flakować Cazorlę?

    Odpowiedz
    1. ~Roger_Kint

      @Probus

      „Jestem ciekaw czy tak samo ochoczo jak przez kilka miesięcy flakowano Suareza, będą teraz różne tuzy intelektu flakować Cazorlę?”

      Nie przesadzasz aby? Jestem kibicem Liverpoolu i lubię Suareza niemniej to pierwszy taki przypadek Cazorli w PL (ja w każdym razie nic takiego nie widziałem) a Suarez nurkował wielokrotnie. Suarez zapracował sobie na opinię divera. Gdyby Cazorla nurkował w co drugim meczu w ciągu następnych paru miesięcy to zapewne też by zebrał niezłe bęcki. I tak wydaje mi się, że Cazorla jest traktowany po tym incydencie trochę zbyt surowo.

      Pozdrawiam

      Odpowiedz
        1. ~Roger_Kint

          Nie liczyłem. Myślę, że po niewielu. Niemniej wynika to z tego, że – wbrew utartej opinii – Suarez jest słabym diverem i rzadko udawało mu się oszukać sędziego. Trudno traktować to jako zasługę, prawda? Tym bardziej, że notoryczne nurkowanie przyniosło Liverpoolowi wymierne szkody: w tym sezonie,żeby dostać karnego nasi zawodnicy musieliby zostać zaatakowani ciosem kung-fu. W innym przypadku karny się nie należy.

          Pozdrawiam

          Odpowiedz
          1. ~Probus

            Nie pochwalam nurkowania, natomiast nie lubię walenia na odlew-a mam wrażenie, że akurat Suarez został takim koziołkiem ofiarnym-wszak nie tylko on często nurkuje w PL. Pomysł z zawieszaniem jest bardzo dobry. Po jednej serii zawieszeń chłopcy by zmężnięli, jak sądzę 🙂
            Pozdrawiam

  6. ~Rafal_AFC

    @Probus

    Jeżeli sytuacja będzie się powtarzać to na pewno. Pamiętaj, że w przypadku Cazorli to jednak pierwszy raz. Suarez na swoją reputację pracował ciężko i wytrwale przez wiele spotkań 🙂 Oby Cazorla się opamiętał, bo takie zachowania naprawdę do Arsenalu nie pasują.

    Odpowiedz
      1. ~Rafal_AFC

        To naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Oszustwo czy tylko nieudana próba oszustwa powinny być tak samo postrzegane i karane. Bo w ten sposób sugerujesz, że piłkarz jest winny symulowania i nurkowania tylko wtedy gdy odniesie z tego z tytułu korzyść.

        Odpowiedz
        1. ~Probus

          Nie. Tylko nie łapię po co czynić z jednego gościa symbol czegoś, co robi multum grajków. Ja widziałbym chętnie za nurkowanie lanie na gołe dupiszcze na stadionie, na którym delikwent nurkował.
          Pozdrawiam 🙂

          Odpowiedz
          1. ~marcin

            Suarez swoimi akcjami starannie na to zapracował. Ostatnio troche się ogarnął, ale z reputacją często tak jest, że na jej zmianę pracuje się dłużej niż jej zdobycie.

            Tak jak Roger napisał, kiedyś tak było z Ronaldo, później z Nanim. Teraz równie często mówi się o Youngu. Suarezowi nie pomagają też inne kontrowersje. Przez nie uwaga jest skupiona na nim bardziej niż na innych.

  7. ~Roger_KInt

    „Nie pochwalam nurkowania, natomiast nie lubię walenia na odlew-a mam wrażenie, że akurat Suarez został takim koziołkiem ofiarnym-wszak nie tylko on często nurkuje w PL. Pomysł z zawieszaniem jest bardzo dobry. Po jednej serii zawieszeń chłopcy by zmężnięli, jak sądzę :-)”

    Mnie też się nie podoba, że to Suarez jest ikonką nurkowania, niemniej pamietam, że nasz zawodnik wcale nie był pierwszy. Ronaldo też miał z tym problem i też sam na siebie ten problem sprowadził. I Nani. Teraz przyszła kolejna Suareza. Jak Suarez poćwiczy stanie na nogach tak powiedzmy do końca sezonu to nagonka się skończy i media znajdą inny obiekt do flekowania. Naturalnie nie będzie to Anglik (bo jak wiadomo Anglicy nie nurkują) ale w PL jest wiele nacji do wyboru.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  8. ~pablo

    Panu Jerzemu 200 lat i pokłony do ziemii. Ja chętnie zaś sowicie wynagrodzę osobę, która sprawi, że futbol stanie mi sie obojętny i przestanie zajmować wiekszość mojego czasu. I uprzedzam, że spadek Cracovii (znam to z autopsji ) czy Newcastle kilka klas w dół tego nie załatwi. Dla mnie ( i wielu innych przy Kałuży 1 ) Klubu tak jak Matki się nie zmienia ! Do końca życia.
    PS
    Szacunek ( po raz n-ty ) dla Everton FC

    Odpowiedz
  9. ~janek

    Rozbieżność w ocenie występu pomocników MU jest prosta do wyjaśnienia. Ludzie niezwiązani zazwyczaj nie oglądają spotkań Manchesteru, więc nie wiedzą, że pomocnicy odgrywają tam stosunkowo mało znaczącą role- szczególnie w rozgrywaniu. Tak to już jest, że Carrick ma zadania defensywne (dobry mecz z City), a towarzyszący mu zawodnik drugiej lini (Fletcher/Anderson/Cleverley/Giggs, koniecznie inny za każdym razem) rzadko ma tak duży wpływ na gre, jak np. Rooney.
    W pierwszej połowie City miało dużego pecha, United oddało 2 strzały celne i strzeliło dwa gole. Po takim początku każda drużyna traci trochę wiary, co zaowocowało okresem lepszej gry ManUtd.
    Mimo wszystko pierwszy raz od bardzo dawna jest się z czego cieszyć -pomijając wynik i pozycje w tabeli, były momenty dobrej gry, przede wszystkim Rooney i RVP w formie.
    Do poprawy zdecydowanie przechodzenie z obrony do ataku- zespół, który nastawia się na kontry nie może bazować na bezmyślnym wybijaniu piłki byle dalej. Potrzeba wypracować jakiś system wyprowadzenia piłki, bo w meczu z City słabo to działało. To jest chyba kwestia braku zaufania do drugiej linii, ale z drugiej strony dochodzimy do paradoksu, bo taki Valencia, który w obecnej formie nie powinien się łapać nawet na ławke MU (sic!) dostaje piłki prawie w każdej akcji. To co, oni nie widzą że chłopak ewidentnie się na boisku nie odnajduje, i nie wygląda na kogoś, kto może drużynie pomóc w ofensywie?
    Nie rozumiem, dlaczego MU traci tyle bramek. Evans w obecnej formie to jest czołówka ligi, Rafael zbiera pochwały praktycznie co mecz, Rio pokazał klase w tym spotkaniu, Evra nie dał się objechać chyba ani razu… Problem tkwi raczej w sposobie obrony podczas stałych fragmentów, po tym regularnie tracimy bramki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *