Bielsyfikacja Barcelony

Marcelo Bielsa – o tym szaleńcu należałoby napisać nie rozdział następnej książki, ale książkę całą. Argentyński trener wyrósł wszak w XXI wieku na postać kluczową dla rozwoju światowej myśli szkoleniowej, zapewne ważniejszą – jako teoretyk, a nie tylko praktyk – od Mourinho, Wengera czy Fergusona razem wziętych. „Futbol w ostatnich latach przechodził proces bielsyfikacji” – pisze o tym Jonathan Wilson. Dziś w zasadzie wszystkie najlepsze drużyny świata próbują odebrać piłkę najwyżej, jak się da, i strzelić bramkę, błyskawicznie przechodząc od obrony do ataku. To wymaga od środkowych obrońców umiejętności panowania nad futbolówką, nietracenia jej pod presją, niepanikowania, kiedy goni ich dwóch czy trzech rywali, a wreszcie (czy raczej: jak najszybciej) celnego jej podania – cech kto wie, czy nie ważniejszych u współczesnego stopera od gry głową czy sztuki wślizgu. Jak to mówią eksperci od tiki-taki, najbezpieczniejszy sposób na nietracenie goli to nietracenie posiadania piłki, utrzymywanie się przy niej, a w przypadku straty – agresywny, niestrudzony pressing; wszystko na dość niewielkiej przestrzeni, bo przecież obrona takiej drużyny również jest wysoko ustawiona.

Schody – i interesujące nas dziś, w momencie zatrudnienia przez Barcelonę ucznia i dawnego podopiecznego Marcelo Bielsy, różnice – zaczynają się w momencie, kiedy po odzyskaniu piłki Bielsa domaga się natychmiastowego przejścia do kolejnego ataku, a kolejni szkoleniowcy katalońskiego klubu sam odbiór uważają za sukces i dopuszczają cierpliwe rozgrywanie aż do znudzenia rywala (choć, jak pokazał w dziewiątym numerze kwartalnika „Blizzard” Simon Kuper, u podstaw gry Katalończyków leży również założenie, że jeśli udało się piłkę udało się odebrać na połowie rywala, decydujący cios należy zadać od razu); mimo tych różnic bielsistów i wyznawców tiki-taki łączy przekonanie, że posiadanie piłki jest elementem gry obronnej.

Oto dlaczego „arcykapłan” Bielsa, jak nazywa go Wilson, często używa środkowych pomocników w roli obrońców – Medela w Chile, Martineza w Athleticu (często obrońców jest zresztą trójka – u Bielsy, jak u van Gaala w Ajaksie czy Cruyffa w Barcelonie trójkę graczy ofensywnych z trójką defensorów wielokrotnie łączył diament złożony z zawodników środka pola); oto dlaczego podobny zabieg zastosował Guardiola z Mascherano. Oto dlaczego szykujący się do podjęcia pracy trenerskiej w Barcelonie Pep pojechał do Ameryki Południowej, gdzie uciął sobie ponoć dwunastogodzinną pogawędkę z Bielsą przy grillu, oto dlaczego – uwiedzeni świeżością ich idei – w ślad za Bielsą i Guardiolą zaczęli iść młodsi, np. Klopp czy Villas-Boas.

Tak, o Bielsie z pewnością powstanie rozdział następnej książki. Tu zauważmy jedynie, że choć jego wpływ na rozwój myśli trenerskiej jest ogromny, sam nie dostał nigdy szansy w wielkim klubie i że najprawdopodobniej nigdy jej nie dostanie. Ktoś, bodaj czy znów nie Wilson (nie mam ze sobą na urlopie wszystkich fiszek; wpis niniejszy powstaje w sensie ścisłym pod gruszą), zestawiał go z Brianem Cloughem i przypominał klęskę tego ostatniego w Leeds: jako nieidący na kompromisy ideolog Argentyńczyk potrzebuje zwykle sporo czasu na przekazanie założeń swojego systemu nowym podopiecznym, a właściciele wielkich klubów nie mają zwykle tyle cierpliwości, co – dajmy na to – prezes Athleticu Bilbao. W wielkich klubach szansę dostają więc co bardziej pragmatyczni spośród jego wyznawców – w przypadku Barcelony Gerardo „Tata” Martino.

Przy wszystkich zestawieniach obu panów, które w sposób nieunikniony pojawiają się  w światowej prasie, tę jedną różnicę podnosi się bodaj najczęściej: Martino potrafi wziąć z obejmowanej drużyny to, co charakteryzowało ją przed jego przyjściem, jego rewolucje bywają aksamitne. Bielsa powiada, że gdyby piłkarze byli robotami, wygrywałby wszystko – ale że nie są, w końcówkach sezonów jego drużyny fizycznie nie wytrzymują wymogów narzuconego stylu gry; Martino potrafi się wsłuchać w swoich podopiecznych.

Inna sprawa, że tutaj o rewolucji w ogóle nie może być mowy, dlatego właśnie, że poprzedni szkoleniowcy Barcelony również byli bielsistami. Owszem, Martino nie jest Katalończykiem i nie pracował nigdy w Europie, ale język piłkarskiej taktyki jest przecież uniwersalny: pal licho, że Messi jak Martino urodził się w Rosario, a potem jak Martino grał w Newells Old Boys – ważniejsze, że parę lat później Guardiola piekł steki z Marcelo Bielsą. Co zresztą charakterystyczne: jeśli kierować się cytowanymi przez Grahama Huntera w jego świetnej książce o Barcelonie kryteriami zatrudnienia, jakie musiał spełnić następca Franka Rijkaarda na posadzie trenera (sporządził je wiceprezes klubu Marc Ingla) – Martino, w odróżnieniu od np. bardzo poważnie branego wówczas pod uwagę Jose Mourinho, spełnia je wszystkie. Rozwój, nie rewolucja; odświeżenie, ale idące dalej niż np. powierzenie drużynie kolejnemu z człowiekowi z La Masii – wygląda to na wyciągnięcie wniosków z tego, co spotkało Barcelonę w dwumeczu z Bayernem (a Hiszpanię w finale Pucharu Konfederacji)… Tiki-taka szybsza i bardziej intensywna – nie wiem, jak państwo, i nie wiem, jak np. 33-letni już Xavi, ale ja taką Barcelonę obejrzę z przyjemnością.

16 myśli nt. „Bielsyfikacja Barcelony

  1. ~figz

    „… wyrósł … na postać kluczową dla rozwoju światowej myśli szkoleniowej, zapewne ważniejszą – jako teoretyk, a nie tylko praktyk…” To zdanie jest dla mnie dobrym podsumowaniem postaci Bielsy. Niestety on sam często pokazywał, że teoria, a praktyka to dwa zupełnie inne światy – czego dowodem był bardzo dobry sezon w PD, zakończony jednak klęską w finale LE z Atletico. O wiele lepiej z realizacją jego własnych założeń radzili sobie inni trenerzy – Pep czy Diego Simeone. Ciekaw jestem jak poradzi sobie z Barcą Martino, który do tej pory odnosił sukcesy w Ameryce Pd.

    Odpowiedz
    1. ~piotrekk

      Poradzi sobie na tyle ile mu pozwolą świętości ( Messi , Iniesta , Xavi ) . Co można się spodziewać nowego po tych piłkarzach , sprzedany Alcantara i nowej krwi pewnie nie będzie . Jakiego rozwoju można sie po nich spodziewać , czy po Davidzie Villi . Sam Neymar to za mało , tu trzeba rozbić triumwirat . Chętnie zobaczyłbym Fergusonizacje a nie pragmatyzm .

      Odpowiedz
      1. ~wujo

        najbardziej ten „triumwirat” chcieliby rozbic kibice realu, bo wiecznie dostaja w dupsko hahahahaha. Ten sezon bedzie taki sam jak poprzednie. Latem wielka euforia, idziemy po decime, kto to jest Tata (pamietacie jak pytali rok temu kto to jest Tito? po 10 miesiacach mieli -15), a w maju bedzie ZNOWU 2. miejsce. Tak wlasnie was ten „triumwirat” boli, kibice realu.

        Odpowiedz
  2. ~Bartosz

    Ja jakoś mam przesyt grą Barcelony. Zdaję sobie sprawę, że tiki-taka to wyższa szkoła jazdy i tylko nielicznym udaje się efektywnie ją wykorzystać. Jednak przy całym zachwycie nią futbolowego środowiska uważam, że….na dłuższą metę zabija ona prawdziwy futbol, nieprzewidywalność, indywidualne zrywy…W pewnym momencie zauważyłem, że prawie wszystkie bramki padają max z 11 metra, a o strzał z ponad 16m trzeba było czekać, aż emocje poniosą Alvesa. Gdy Tito objął Barcę było widać delikatne zmiany. Do strzałów z dystansu zabierali się coraz częściej Iniesta, Xavi oraz Tello (o ile został wpuszczony na murawę). Powiniennem napisać „strzałów” 🙂 Załamany byłem nieskutecznością w tym elemencie Iniesty…w Polsce zostałby na godzinę strzelania po treningu 🙂 Nie chcę już oglądać kontynuacji gry w dziada. Tęsknię za Barcą Ronalinhio…Tiki-taka stała się na tyle przewidywalna, że murując bramkę drużyny z wyższej półki sobie z nią radzą, czego przykładem są występy Barcy w LM.

    Odpowiedz
    1. ~bonzo

      jesli twierdzisz, cytuje „W pewnym momencie zauważyłem, że prawie wszystkie bramki padają max z 11 metra” to oznacza ze taki z ciebie obserwator futbolu europejskiego jak ze mnie zakonnik. otoz Barcelona za caly zeslzy sezon jest najlepsza durzyna w tej klasyfikacji (20 goli – razem z Totenhamem)… ot i wielki z ciebie spec wyszedl.

      Odpowiedz
      1. ~Bartosz

        nie bulwersuj się 😉 Nie jestem ekspertem i za takiego się też nie uważam, ale chciałbym poznać Twoje źródło statystyk, bo moje wskazuje, że w La liga za dużo strzałów spoza 16tki nie oddają.

        Odpowiedz
        1. ~Bartosz

          ja dokopałem się statystyk, które wskazują, że Barca odaje 56% strzałów z pola karnego (I miejsce w LL), 6% z pola bramkarza (przeciętny wynik), 38% spoza 16tki – najmniej spośród wszystkich drużyn razem z Sevillą. Ciekaw jestem ile bramek padło z rzutów wolnych…, bo jak nie patrzeć to „wymuszone” bramki spoza pola karnego 🙂 Oczywiście liczy się efekt, skuteczność. Kwestie strzałów rozpatruję pod względem atrakcyjności widowiska, a i jeszcze dodam, że nie jestem fanem Realu, moje paplanie nie jest Hejtingiem 😉

          Odpowiedz
  3. ~robin

    Ja przyczyn spadku skuteczności Katalończyków upatrywałbym w innym elemencie – w porównaniu z pierwszym okresem panowania Pepa teraz wspominanego w artykule pressingu po prostu nie ma. Kiedy w ataku szalał Eto’o, Henry, a Pedro chciało się jeszcze biegać strata piłki przed polem karnym paradoksalnie bardzo często kończyła się strzeleniem bramki, bowiem obrońcy rywali nie zdążyli pomyśleć, a już mieli dwóch napastników z pianą na ustach, którzy z łatwością odbierali piłkę.

    @Bartosz, titi-taka to nie wymysł Guardioli, ale filozofia, która ugruntowywała się od jakiegoś czasu. Rijkaard również grał tiki-taka, niejako zmuszony sytuacją. Tylko że wtedy od tytanicznej pracy Xaviego (który robił to samo, co później!) uwagę odciągały popisy Ronniego, który często strzelał nieprawdopodobne bramki po solowych rajdach. Messi jest inny, jest produktem systemu. Ronnie był wolnym elektronem.

    Odpowiedz
    1. ~Bartosz

      absolutnie tiki-taki nie przypisuję Guardioli. Jest to wynik długoletniej strategii szkolenia. Wyraziłem tylko swoją opinię, że jak dla mnie w pewnym momencie nastąpił przesyt i znudzenie. Widowisko w pewnym momencie straciło na wartości. Możliwe, że wpływ na to miała (w moim przypadku) dominacja Barcy nad resztą drużyn 😉

      Odpowiedz
  4. ~robin

    Wybacz skrót myślowy – ułożyłem sobie w głowie, że skoro tęsknisz za Barcą Ronaldinho i Rijkaarda to dlatego, że granie na utrzymanie piłki było wtedy mimo wszystko mniej widoczne, jako że większa uwaga skupiała się na Brazylijczyku.

    Odpowiedz
    1. ~Bartosz

      masz rację. bez dwóch zdań zgadzam się z tym, że indywidualności przykrywały w pewnych momentach strategię zespołu. Fanem Barcy nie jestem, ale każdy mecz oglądałem wówczas z przyjemnością. Teraz jakoś nie mogę się przekonać do takiego futbolu, ale nie jestem na tyle oderwany od rzeczywistości, żeby nie dostrzegać, że Barca zapisała się na kartach historii 🙂

      Odpowiedz
  5. ~adipetre

    Wg. mnie Barce z Bayernem spotkalo co innego, niz Hiszpanie z Brazylia.

    Malo ostatniu tu o Tottenhamie, zbyt malo bo dzieje sie ostatnio.
    Przede wszystkim kwestia napastnika, uwazam ze ten problem jest po prostu mitologizowany…najwiekszym problemem Tottenhamu jest budowanie akcji od tylu. Graja wolno, schematycznie, bez polotu. Czy napastnik to zmieni, i to jeszcze tak jednostronny jak Soldado czy wczesniej Benteke?

    Tez zespol ciagle teskni za Modriciem, pierwszy ‚wazniejszy’ sparing i nie widzimy zadnych, chocby najmniejszych zmian w ustawieniu, a przeciez tyle bylo gadania o przejsciu na 433.

    Odpowiedz
  6. ~ret456

    Martino zrobi w Barcelonie wielkie g .Skład Barcy poza Messim , Iniestą i Neymarem jest słaby a obrona z dwoma kurduplami na bokach i katastrofalną grą Pique to jakiś zart

    Odpowiedz
  7. ~Blue Believer

    UWAGA! PILNIE potrzebna pomoc dla małego Żelika! Piesek natychmiast potrzebuje domu tymczasowego, ma tylne łapki sparaliżowane(porusza się na wózku) – to wynik ludzkiej głupoty, której doznał w przeszłości. Jednak są rokowania, że piesek będzie chodził! Póki co maluch pilnie potrzebuje opieki – w innym wypadku zostanie uśpiony! Jego dotychczasowi opiekunowie zapewniają środki na leczenie oraz karmę – CHODZI TYLKO O DOM I MIŁOŚĆ! Prosimy o kontakt na http://ratowanieswiata.blogspot.com/2013/07/o646-pilnie-poszukiwany-dom-dla.html ! Jeżeli nie możesz dać psiakowi domu, podaj tą wiadomość do wszystkich swoich znajomych – MAMY TYLKO 13 DNI!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *