O jedną porażkę za dużo

1. Tak, w odróżnieniu od wielu czołowych polskich i angielskich publicystów, wciąż nie postawiłem krzyżyka na Arsenie Wengerze, a płynące od właścicieli i dyrektorów Arsenalu informacje o rychłym przedłużeniu jego kontraktu przyjmuję z uznaniem. Kolejny sezon zaczynał spisywany na straty – a po sześciu kolejkach przewodzi w tabeli, i to mimo kontuzji Cazorli, Artety, Podolskiego, Oxlade’a-Chamberlaina, Rosicky’ego czy Diaby’ego. Transfer Ozila i powrót Flaminiego zrobiły, rzecz jasna, swoje, ale tematem tych pierwszych miesięcy jest, opisywana na tym blogu niemal z tygodnia na tydzień, eksplozja talentu Aarona Ramseya. Ze Swansea znów strzelił gola i zanotował asystę – zobaczcie jednak również, jak poprawił grę obronną. „Bale? Jaki Bale?” – pisałem dla Sport.pl o nastrojach wśród kibiców Tottenhamu przed derbami Londynu, dopowiem więc, już w czysto walijskim kontekście: „Bale? Jaki Bale? Ramsey!”.

2. Dziwność piłki nożnej pokazuje najlepiej przebieg i wynik meczu między Aston Villą i Manchesterem City – zwłaszcza jeśli ma się w pamięci ubiegłotygodniowe spotkanie, w którym piłkarze Manuela Pellegriniego miażdżyli Manchester United. Absolutna dominacja w pierwszej połowie, niemal każdy stały fragment gry z bramką wiszącą w powietrzu, dwukrotnie objęte prowadzenie, dwie trzecie czasu przy piłce – i porażka na skutek trzyminutowego przestoju, a właściwie: dwóch momentów braku koncentracji. O błędzie sędziego liniowego (El Ahmadi był na spalonym przy pierwszym golu dla gospodarzy) wspomniałbym pewnie więcej, gdyby nie fakt, że City zdołało ponownie wyjść na prowadzenie. O błędach Joe Harta też rozpisywać się nie muszę: przy rzucie wolnym nie miał szans na dofrunięcie do piłki bitej w okienko, a przy golu Weinmanna winiłbym nie tyle bramkarza, co zostawiających go samemu sobie obrońców i pomocników: kiedy Brad Guzan wykopnął piłkę w przód, a Kozak zgrywał ją do strzelca bramki, ośmiu zawodników MC było jeszcze na połowie gospodarzy. Wniebowzięty Paul Lambert przyznawał po meczu, że nic podobnego dotąd na treningach nie ćwiczyli.

3. Inaczej rzecz się miała w meczu MU-WBA: w przypadku tej porażki trudno mówić o przypadku, bo goście od początku postawili mistrzom Anglii wysokie wymagania. „We’ll sack who we want”, śpiewali ich kibice, nawiązując do faktu, że po meczach z West Bromwich tracili pracę Villas-Boas, di Matteo, a całkiem niedawno także Paolo di Canio. Wyjątkowo niewygodny rywal, nieprawdaż? Bez gwiazd albo z piłkarzami, którzy dopiero gwiazdami się staną (Amalfitano, Berahino), z solidną defensywą i morderczymi uderzeniami z kontry, z trenerem, który nie pęka nawet na Old Trafford, ze zdolnością strzelania fantastycznych bramek – zarówno w wyniku solowych, jak i zespołowych akcji…

W przypadku Davida Moyesa była to niewątpliwie o jedna porażka za dużo: można zrozumieć, jakkolwiek bolesną, wpadkę w derbach (Alex Ferguson całkiem niedawno przeżył boleśniejszą), można zrozumieć ligową porażkę z Liverpoolem (sir Alex brał Moyesa w obronę po tym spotkaniu), ale przegraną u siebie z WBA? Postawę obrońców, zagubionych przy obu bramkach? Łatwość, z jaką Amalfitano zakładał siatkę Ferdinandowi? Kłopoty, jakie ten ostatni miał ze znanym przecież Moyesowi z Evertonu Anichebem? Zostającego gdzieś w tyle Jonesa? Przygaszonego przez Sessegnona Carricka? Tempo gry, dalekie od standardów wyznaczonych w ciągu ostatnich sezonów? Niewielką liczbę sytuacji podbramkowych?

Jasne, ma David Moyes niewątpliwe osiągnięcia (odrodzenie Rooneya jest jednym z nich, kolejnym – coraz więcej szans dawanych młodemu Januzajowi), jasne: przed sezonem główni rywale wzmocnili się zdecydowanie bardziej, a znaczenie w manchesterskiej układance van Persiego pokazuje każdy kwadrans jego nieobecności (od 450 minut United nie strzela goli z gry!). Są jednak kwestie, których rozwiązania można by od szkockiego menedżera oczekiwać. Np. organizacji gry obronnej pod nieobecność Vidicia, przyznania wreszcie, że jeśli ma mieć pożytek z Kagawy, to grającego za plecami głównego napastnika, albo nauczenia Naniego szybszego pozbywania się piłki, kiedy drużyna wreszcie ma okazję do przeprowadzenia szybkiego ataku. O tym, że Anderson nigdy nie był i nie będzie piłkarzem na miarę mistrzów Anglii, chyba nie trzeba nikogo przekonywać.

Kiedy poprzednim razem MU zaczynał sezon w podobnym stylu, w przełomowym skądinąd dla Aleksa Fergusona 1989 roku, fani tego klubu nie byli aż tak rozpuszczeni, jak w ciągu następnych dekad. Wtedy miejsce w dolnej połówce tabeli było zaledwie bolesne, dziś jest szokujące. Patrząc na sukcesy Arsenalu po sprowadzeniu Mesuta Ozila wypada powtórzyć: dyrektor Woodward mógł letnie okienko transferowe rozegrać o niebo lepiej. Co musi martwić, to spuszczone po drugim golu głowy zawodników MU – jakby ulotnił się gdzieś duch tamtego, grającego do ostatnich sekund „Fergie time”, zespołu.

4. Jako kibic Tottenhamu wolałbym oczywiście inny scenariusz: to Jose Mourinho ustawia swoją drużynę lepiej przed rozpoczęciem spotkania, osiąga przewagę w pierwszej połowie, niechże nawet będzie – wychodzi na prowadzenie, potem jednak lepiej reaguje Andre Villas-Boas, a dokonana przezeń zmiana odmienia także losy spotkania. Tak przecież, najkrócej jak się da, można streścić to spotkanie. Gospodarze dominują w pierwszej połowie, wygrywając fizycznie i, by tak rzec, koncepcyjnie, bój o środek pola, z powodzeniem realizując ćwiczone już schematy (rozegranie w trójkącie Eriksen-Soldado-Sigurdsson, dające pierwszego gola – wariant podobnej akcji przeciwko Norwich) i stwarzając kolejne sytuacje do pognębienia rywali – zwłaszcza ostatniej, uderzenia Paulinho w boczną siatkę tuż przed przerwą, żałują dzisiaj.

Po przerwie bowiem, wciąż przy stanie 1:0, na boisku pojawi się Juan Mata i odmienia losy meczu. Grający dotąd na prawej stronie Ramires wraca do środka, gdzie teraz bój staje się wyrównany, a pilnowany uważniej przez Brazylijczyka Eriksen gaśnie (zobaczcie, ile był przy piłce Duńczyk w drugiej połowie – w porównaniu z Matą), Oscar, preferowana dotąd przez Mourinho „dziesiątka” wędruje na lewą stronę, zaś Mata zaczyna uruchamiać podaniami grającego znakomity mecz Torresa. Villas-Boas, owszem, reaguje, ale nie próbując odzyskać kontroli nad meczem, tylko raczej zwiększając asekurację – tym tłumaczę np. wprowadzenie Chadliego w miejsce Townsenda i pozostawienie do końca na ławce Lameli (pytanie, czy jeśli już, to nie powinien wejść Sandro, żeby pilnować Maty troskliwiej, niż potrafili to robić Dembele czy Paulinho?). Wyrównanie pada ostatecznie ze stałego fragmentu gry, ale także z gry Chelsea miała świetne okazje.

Przed długi czas ozdobą meczu były pojedynki Torresa z Vertonghenem. Belgijski obrońca Tottenhamu znakomicie się ustawia, trafia ze wślizgami, fauluje rzadko i z daleka od bramki (zobaczcie załączony obrazek) oraz świetnie radzi sobie z piłką, bywa więc dla napastników irytującym rywalem. W jakimś sensie nie dziwię się Hiszpanowi, że sfrustrowany kolejną sytuacją, w której obrońca zdążył do piłki przed nim, poszedł na konfrontację i podczas wymiany zdań przy linii końcowej… podrapał go po twarzy. Powtórzmy: Torres grał w tym meczu znakomicie, jego ruch bez piłki i podania rozprowadzające kolegów imponowały, bardzo chciał się wykazać, ale trafił na godnego siebie rywala. Z pewnością mógł i powinien za to drapanie wylecieć – sędziowie wiedzą, że teoretycznie mogą pokazać czerwoną kartkę za każde dotknięcie twarzy przeciwnika.

Nie był to pierwszy błąd Mike’a Deana w tym spotkaniu: symbolem nienadążania przezeń za wydarzeniami na boisku było przecięcie przez nogi arbitra jednej z dobrze zapowiadających się akcji Tottenhamu i rozpoczęcie kontrataku Chelsea. Nie był to też błąd ostatni: w pierwszym starciu z Vertonghenem Torres powinien dostać czerwoną kartkę, ale w kolejnym nie powinien otrzymać drugiej żółtej. Owszem, podczas walki w powietrzu napastnik gości machnął pięścią przed twarzą obrońcy, ale nie trafił, zaś upadek rywala był mocno teatralny. W sumie pozostaje niesmak: jeden przegiął z drapaniem, drugi z udawaniem, a przecież wszystko, co między nimi miało cechy rywalizacji sportowej, zasługiwało na szczery pomeczowy uścisk dłoni godnych siebie rywali. Coś jak w przypadku Villas-Boasa i Mourinho.

 

55 myśli nt. „O jedną porażkę za dużo

  1. ~mike

    Ciekawy i emocjonujący sezon szykuje się w EPL przy jednoczesnym ogromnym prawdopodobieństwie przerżnięcia przez angielskie kluby w Lidze Mistrzów.
    Ten Vertonghen ze swoim ściąganiem gaci żeby uniemożliwić strzał napastnikowi i rzucaniem się dwa metry przed goniącym go napastnikiem to aktualnie lamus sezonu.

    Odpowiedz
    1. ~Patryk

      Primo, Torres wytrącił Vertonghena z równowagi był rozpędzony i się przewrócił.
      Co do ściągania gaci, gdy pociągnął go za koszulkę nikt by o tym nie mówił. Jedyne jego zachowanie które burzy jego wizerunek to udawanie i ściąga Torresa do ziemi przy czerwonej kartce (niesłusznej zresztą!).

      Odpowiedz
  2. ~airborell

    Patrząc na decyzję Mourinho o wprowadzeniu Maty, przypomniał mi się stary kawał o Żydzie, któremu rabin kazał kupić kozę. Ot, teraz pół internetu się zachwyca wspaniałą korektą taktyczną boskiego Żoze…

    Natomiast nie śledzę na co dzień meczów Tottenhamu, ale czy upór AVB przy grze 4-2-3-1 (gdy prosiło się o przejście na 4-3-3, żeby zneutralizować Matę i agresywny pressing Chelsea) i wysokiej linii obrony nie trąci dogmatyzmem?

    Odpowiedz
    1. ~płakałem po Mourinho

      nie no Mourinho to wiadomo-słaby i tyle, fura szczęścia i nic poza tym.
      za to gdyby to Klopp był na jego miejscu to piałbyś tu z zachwytu nad jego genialnym posunięciem-już do tego zdążyliśmy przywyknąć 🙂

      Odpowiedz
        1. ~płakałem po Mourinho

          za to porównywanie sytuacji Lewandowskiego z Matą jest całkowicie uprawnione…:) wątpię, by bramkostrzelny napastnik siedział w Chelsea na ławce, bo to akurat w tym klubie dość deficytowy towar…
          sytuacja z matą jest analogiczna do tej z joe colem sprzed lat, a ławka i praca na treningach dobrze mu zrobiła, zwłaszcza w ujęciu poprawy gry w defensywie i generalnego zaangażowania w pressing i odbiór piłki.
          ale oczywiście mourinho jest mało elastyczny, przywiązany do jednego schematu gry i taktycznie dość przeciętny, co nie przeszkodziło mu w taktycznym skonsumowaniu AVB w przerwie spotkania, ale to pewnie zasługa któregoś z asystentów 🙂

          Odpowiedz
          1. ~airborell

            Mowa o kluczowym zawodniku składu. Oczywiście jest wiele różnic między oboma przypadkami: 1. Klopp pracuje wiele lat w jednym klubie, sam buduje sobie skład, więc nie ma problemu, że ktoś mu tam nagle nie pasuje do koncepcji; 2. Klopp po prostu nie może sobie pozwalać na pomijanie tak zdolnych zawodników, bo w Borussii nie ma Abramowicza i skład jest w związku z tym dużo węźszy.

          2. ~płakałem po Mourinho

            to się zgadza-Mourinho musiał ulepić coś z tego co zastał w CFC, nie chcę przez to powiedzieć, że dostał słaby materiał ludzki, ale faktem jest, że ktoś może mu nie odpowiadać (zakładając, że taki Mata może komuś nie odpowiadać…)
            ta borussia to znowu słabego składu raczej nie ma, by nie rzec wprost przeciwnie, a pomimo braku takiego abramowicza to jednak kilka euro na wzmocnienia ostatnio wydała, a z kolei akurat w przypadku cfc wolałbym widzieć jeszcze mocniejszą pierwszą 11 aniżeli silną tę drugą…

    2. Michał Okoński Autor wpisu

      Wysoka linia generalnie sprawdza się bardzo dobrze – nawet wczoraj nie było większych wpadek, pułapki ofsajdowe działały, a Lloris musiał wychodzić tylko raz 😉 Z 4-3-3 rzecz jest bardziej skomplikowana: w lidze i z trudniejszymi rywalami AVB trzyma się tego ustawienia. Chociaż czy Paulinho albo Dembele można uznać za klasycznych pivotów? Myślę, że wątpię.

      Odpowiedz
  3. ~batt18les

    Jak wszyscy, Autor sprowadza forme Ramseya do dobrego pre season i rewelacyjnego startu obecnego sezonu. A prawda jest taka ze Walijczyk gral juz bardzo dobrze cala druga polowe zeszlego sezonu (koncowke nawet rewelacyjnie) minus bramki oczywiscie. Dlatego wskazywanie ze Ramsey w ciagu zaledwie kilku tygodni tak poprawil gre defensywna jest nieprawdziwe. Statystyki gry w obronie podobne do obecnych mial jeszcze przed rozpoczeciem lata (wiadomo ze nie srednie z calego sezonu). To glownie dzieki niemu, Artecie i dwom stoperom tak trudno bylo Arsenalowi strzelic bramke w tej dobrej serii na koniec sezonu 12/13. Teraz zaczal strzelac jak najlepsi napastnicy ligi i nagle kazdy zauwaza jego wklad w gre na calym boisku a nie tylko pod bramka przeciwnika. Ile znaczy uwaga mediow…

    City to dla mnie zagadka. Potrafia grac falami raz kosmicznie raz tragicznie. I tyczy sie to zarowno calych spotkan jak i niedlugich okresow podczas jednego meczu. Byli moim faworytem do mistrzostwa w tym roku i mysle ze potencjal do jego zdobycia iswietnej gry maja najwiekszy. Jestem ciekaw jak bedzie sie ta druzyna rozwijac w trakcie sezonu.

    Tottenham musze przyznac mnie zadziwia. Tyle ile widzialem to grali kapitalnie. Tylko te stracone bramki wg mnie troche zaciemniaja obraz bo nie raz w tym sezonie decyzje sedziego ratowaly Vertonghena czy Llorisa, bo az tak rozowo jak na papierze nie jest. Niemniej Tottenham niezle obecnie stoi. Podobnie jak Arsenal mysle ze Spurs moga byc lepsi w dalszych fazach sezonu.

    Chelsea… Moj stosunek do JM kaze mi liczyc na podobne mecze CFC jak z Basel i jak najrzadsze uzywanie Juana Maty.

    Do licznych tu ostatnia kibicow United. Ktos z was pisal ze smieszne sa wpisy kibicow Liverpoolu i Arsenalu o jakich wyzszych miejscach na koniec sezonu widzac gdzie ostatecznie skoncza obie druzyny. Nie jestem z tych co po 6 kolejkach rozdzielaja mistrzostwa itd., ale powiedzcie zatem gdzie wy widzicie AFC, LFC a gdzie na koniec United. DObrze ze chociaz z tych poprzedich wpisow mozecie sie posmiac.

    Odpowiedz
    1. Michał Okoński Autor wpisu

      Ach nie: przypomnijmy sobie mecz z Fulham, gdy Ramsey nie trafiał ze wślizgami i był o włos czerwonej kartki. Wczoraj było dużo lepiej.

      Odpowiedz
      1. ~taxi_rock

        Ale prawdą jest, że już w końcówce poprzedniego sezonu grał świetnie. Ramsey nawet jak mu nie szło i irytował wszystkich „piętkami”, po których tracił piłkę, to biegał za dwóch, braku zaangażowania nie mozna mu było zarzucić. Później, jak się poprawił, to przez jakiś czas sami kibice Arsenalu (lub tacy, którzy sie nimi nazywają) długo marudzili i wymieniali Ramseya wsród najsłabszych na boisku, pewnie z przyzwyczajenia, bo zawsze jakiegoś kozła ofiarnego trzeba znaleźć. Tymczasem Ramsey już wtedy zaczynał grać b. dobrze, tyle ze nie strzelał tylu bramek.

        Odpowiedz
      2. ~batt18les

        Przeciez nie mozna doszukiwac sie poprawy gry obronnej po jednym meczu. Mecze rozgrywa sie lepsze i gorsze. Nie mozna sie spodziewac ze Ramsey do konca sezonu bedzie notowal srednio 7 odbiorow na mecz, bo to sa kosmiczne statystyki. I jemu sie beda zdarzac slabsze wystepy kiedy bedzie mu brakowac sil (bo calego sezonu wypruwajac z siebie wszystko co mecz przecxiez nie jest w stanie udzwignac), czy kiedy zaliczy mniej odbiorow lub nie trafi w dobrej sytuacji. W takich wypadkach nalezy mowic o slabszym dniu a nie poprawieniu/pogorszeniu w danym elemencie gry. To sa wszystko kwestie, ktore sie zmienia z miesiaca na miesiac a nie z dnia na dzien.

        Odpowiedz
  4. ~erictheking87

    Bardziej niż wyniki United, zmartwiły mnie ostatnie słowa Moyes’a:
    „brak nam jakości/klasy w składzie” i „z takim składem nie liczymy się w walce o LM”.
    Tak jak ten sezon uważam za przejściowy i nawet 4 miejsce zrozumiem bez problemowo, tak powyższe opinie wygłoszone po meczu z WBA uważam za coś, czego manager tego klubu nigdy nie powinien mówić.
    Nawet jeśli Moyes tak myśli i nawet jeśli jest racja w jego opiniach, to powinien trzymać gębę na kłódkę, i zachować je dla siebie – bo w idealny sposób podkopują morale zawodników.

    Odpowiedz
    1. ~darkk

      Niestety David uczy się ciągle pracy w wielkim klubie. Poza tą wypowiedzią, także ciut krzywdząca i mętna o Kagawie

      Odpowiedz
    2. ~KrólJulian

      W sumie to jakoś ta wypowiedź Moyesa specjalnie mnie nie dziwi, rozumiem, że chciał nią zdjąć presję z piłkarzy, ale chyba zapomniał, że mówi o klubie, który od 1993, aż 13 razy był mistrzem i jest też aktualnym mistrzem kraju, a liga i LM dopiero wystartowały… Też chcę taką pracę i mogę już po pierwszej kolejce obiecać, że w tym roku nic nie wygram 🙂

      Odpowiedz
    3. ~zliv

      ..United wyszli, w końcu, co stwierdzam z ulgą, z cienia sir Alexa..i być może w końcu grają odpowiednio do kapitału ludzkiego, jaki posiadają..Moyes jeszcze nie jest, ale będzie godnym następcą Fergusona..a gdy ten, w końcu nie wytrzyma i z loży wykona parę telefonów na sobie znane numery, to i wyniki przyjdą..jeszcze Junajted powalczą o mistrza..

      Odpowiedz
  5. ~sandinista

    Moim skromnym zdaniem AVB popełnił druzgocący błąd polegający na tym iż nie odpowiedział wprowadzeniem Sandro po tym jak na boisku pojawił się Mata. Uważam że pozwoliłoby to zneutralizować poczynania ofensywnej trójki The Blues. Wynik był ku temu korzystny więc nie mam pojęcia dlaczego do tej zmiany nie doszło. Może chęć demonstracji siły i pokazania Mourinho że nawet pomimo prowadzenia nie decyduje się na wariant nieco bardziej defensywny. Co do sytuacji Vertonghen vs Torres to prawda jest taka że od początku meczu „dzieciak” dużo gadał, gestykulował, podjudzał i to On rozpaczał cały ten kabaret. Problemem Belga jest to iż nie wytrzymał On ciśnienia i dał się sprowokować Hiszpanowi, co w mojej ocenie znacząco wpłynęło na jakość gry bloku defensywnego Spurs w drugiej połowie. Inna sprawa że od około 35 minuty pierwszej połowy dało się zaobserwować iż The Blues coraz częściej konstytuowali swoje akcje długimi podaniami pomijając zarazem drugą linię Spurs z którą sobie zwyczajnie nie radzili i która stanowi fundament wspaniałej gry obronnej Kogutów w tym sezonie. Taktyka ta okazała się niezwykle skuteczna gdyż linia defensywna Tottenhamu za krótko wybijała piłkę która wędrowała z powroem do pomocników Chelsea już niedaleko bramki Llorisa bądź po prostu przegrywała pojedynki biegowe i główkowe. Podsumowując: uważam iż wynik jest sprawiedliwy, mecz obrazuje moc jaką posiadają obie ekipy (myślę że Chelsea to faworyt ligi a Spurs zajmą 3 miejsce) i jednak Mourinho still better than AVB.
    P.S Jest jeden zawodnik który zaliczył wczoraj fantastyczny występ i trzeba odnotować jego nazwisko – Moussa Dembele.

    Odpowiedz
  6. ~taxi_rock

    O Ramseyu była mowa, wiec o Jacku trochę. Martwi mnie sytuacja Wilshere’a. To Anglik miał tak wymiatać (jak Ramset), a tymczasem nie może odnaleźć swojej optymalnej formy. Też miał długą przerwę i nagle (z powodu kontuzji innych) wskoczył do składu i zaczął grać po 90 minut w kazdym meczu.
    W okresie przygotowawczym ani razu nie zdarzyło mu się zagrał pełnego meczu i nagle od 1 kolejki wskoczył do składu i grał cały czas. Na pewno mu to nie pomaga. Teraz znów wylecieli wszyscy skrzydłowi (jakby nie mogli się łamać pojedynczo co kilkanascie tygodni 🙂 ) i znów musi grać, tym razem na skrzydle, co znów jest utrudnieniem, bo to nie jego naturalna pozycja (choć tam zaczynał przecież). Liczę, że szybko wróci Rosicky, Podolski, Cazorla, czy Oxlade, by Jacek mógł ze spokojem wchodzić do składu i wracać do formy, bo cholernie by sie przydał ten Jacek z meczów z Brazylią, czy Barcą…

    Odpowiedz
      1. ~RW

        Miejsce się znajdzie gdyż sezon jest długi, a ilość kontuzji w Arsenalu to niemalże stały element od kilkunastu sezonów. Patrząc na Ramseya to trzeba tu tylko dużoczasu, cierpliwości, a poprawagry na pewno przyjdzie. Nie można skreślać Jacka bo widać po jego grze, że stara się jak może -szczególnie podobało mi się w meczu ze Swansea jak do końca walczył o piłkę przy drugiej bramce dla Arsenalu.

        Przy okazji – poważnie zastanawiam się czy Arsenal nie powinien zamiast kupować nowych zawodników to postawić szpital im. Arsene Wengera i zatrudnić tam najlepszych specjalistów z Niemiec/Hiszpanii/Francji:)

        Odpowiedz
  7. ~Kacper Powrózek

    Ciekawe, kiedy ten Ramsey się powstrzyma z tym zdobywaniem bramek? Już pod tym względem przerasta nie jednego snajpera czołowego zespołu Europy. Na temat derbów Londynu chciałbym dodać, że mimo wyrzucenia z boiska i niegodnych pochwały zachowań, to Torres parę razy imponował dryblingiem, mijając jak tyczki rywali. Szkoda, że nie zapunktował, albo chociaż nie zaliczył asysty – a powinien, gdyby jego świetne podania wykorzystali Oscar i Schurrle.
    P.S Na moim piłkarskim blogu postarałem się przybliżyć jeden z powyższych meczy – właśnie derby Londynu, a zająłem się głównie pojedynkiem hiszpańskich dziewiątek – Soldado i Torresa.
    Miłej lektury, mam nadzieję, że moja strona się spodoba. http://kacperpowrozek.pl/pojedynek-hiszpanskich-dziewiatek-czyli-tottenham-11-chelsea/

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Czytałem, udany tekst, z tym, że Chelsea teraz w LM zagra ze Steauą a nie Basel i Mourinho już zapowiedział, że Mata w tym meczu wystąpi.

      Odpowiedz
      1. ~Kacper Powrózek

        Dziękuję bardzo, a co do moich pomyłek, to jedna jest konsekwencją pomylenia nazw, a druga to brak informacji o tym oświadczeniu Mourinho.
        W każdym razie zapraszam do wchodzenia na mojego bloga, dopiero się uczę tego rzemiosła, ale chęci i motywację mam, aby stać się kimś pokroju pana Michała.

        Odpowiedz
          1. ~Kacper Powrózek

            Ma się rozumieć, błędy ort. i int. będę starał się eliminować, na tyle na ile będzie to możliwe 🙂
            Miło słyszeć również od Pana pochwałę, ale jeszcze milej mi byłoby, gdyby zajrzał Pan czasem na mojego bloga, wtedy będę podwójnie usatysfakcjonowany 🙂

  8. ~sebastianf

    Zgadzam się, że rozdzielanie miejsca na podium na tym etapie rozgrywek jest troche przedwczesne. I mimo tego iż od dwudziestu lat kibicuje Arsenalowi uważam, że obecny sezon wcale nie musi się okazać bardzo udany.
    Przede wszystkim (mimo sporej skuteczności Giroud) uważam, że kanonierom nadal brakuje napastnika. W dwóch ostatnich meczach widać było, że Arsenal nie za bardzo ma kim straszyć, a gdyby nie forma Ramseya mogłoby być kiepsko.
    Co do United… swoją opinię wyraziłem już przy wpisie adipetre (czy jakoś tak), który mówiąc delikatnie uznał, że co to tam taki Arsenal… przecież od niego wymaga się mniej niż od United. Pomijając kilka „momentów” zawsze to był i będzie mistrz który gra siermiężny futbol. Powiew nowości pojawił się po przyjściu Kagawy i van Persiego, ale o ile ten pierwszy rzadko gra… ten drugi jest kontuzjowany co było jego domeną przez wiele długich sezonów w Arsenalu… tak dwa sezon przed tym jak odezwał się w nim mały chłopiec, który szeptał „…United, United”.
    Tottenham… nadal uważam, że ten sezon nie będzie dla nich przełomowy. Słabością Tottenhamu jest ofensywa i po tych kilku kolejkach zaczynam odnosić wrażenie, że trzęsienie ziemi, które zafundował AVB zakupami… bardziej szkodzi niż pomaga. Trochę przed oczami mam stary Arsenal z kilku meczy… wiele strzałów, okazji i szumu, a efekt bramkowy mizerny. Po tych kilku kolejkach wyraźnie widać, że Tottenham zaczyna się „zacinać” po strzeleniu bramki i odnoszę wrażenie, że jedynie od przeciwnika zależy wynik meczu.
    Reasumując… sezon zapowiada się ciekawie. Mylą się Ci, którzy już skreślają City, Chelsea czy United. Na tę chwilę widać, że Arsenal gra najbardziej równo, ale z tak skromną kadrą mogą dostać zadyszki. City to swoista kolejka górska, a Chelsea jest chyba ofiarą eksperymentów Mou. United… United bez Fergusona dyszy… i widać, że Moyes na tę chwilę nie ma mocy do wstrząśnięcia zespołem. Można oczywiście obwiniać zarząd za brak transferów, uważam jednak, że chętnych do przyjścia będzie coraz mniej… magia nazwiska już nie działa.

    Odpowiedz
  9. ~Figz

    Po pierwszej połowie w wykonaniu Tottenhamu, przeszło mi przez myśl, że może to być sezon, w którym Spurs zajmą miejsce w czołowej czwórce. Drużyna została mądrze wzmocniona, defensywa zorganizowana jest bardzo dobrze (najmniej straconych goli w lidze), a AvB dysponuje szeroką, wyrównaną kadrą. Poza tym, przy tak kreatywnym środku (kolejny bardzo dobry występ Paulinho, a jest jeszcze Chadli, Capoue i inni) i dużej liczbie tworzonych sytuacji (najwięcej strzałów na bramkę), można być optymistą jeśli chodzi formę Soldado. Druga połowa złagodziła nieco optymistyczne nastroje, ale moim zdaniem może się okazać, że pierwsza czwórka jest jak najbardziej w zasięgu Spurs (miniona kolejka pokazała, że zmiana trenera to nie tylko „efekt świeżości”, ale także mozolne układanie drużyny).
    PS. Zmiana ustawienia drużyny przez Mourinho, była doskonałym posunięciem taktycznym. Tylko czy nie było to tak naprawdę naprawianie własnych błędów? I nie chodzi tylko o Matę wchodzącego z rezerwy, ale o Ramiresa grającego na skrzydle.

    Odpowiedz
  10. ~szala.cfc

    alasz! Wyjdź z szafy. Steve Clarke i jego piłkarze już wrócili do swoich domów. Nie bój się i otrzyj łzy. Opowiedz nam na spokojnie jak to jest kibicować ligowemu średniakowi, kiedy ma się takie wybujałe ego 😀

    Odpowiedz
    1. ~kerrydixon

      szala, już nie szalej, bo raz go namawiałeś na wyjście spod szafy po meczu z City i co? Przyszli ludzie Clarka i pozamiatali i gdzie by teraz był Alasz, a tak bezpiecznie pod stołem siedzi? Niech siedzi tam dalej, bo tu na Ukrainę przyszło jechać a później ciężki mecz z Sunderlandem, a tam wcale bym się nie zdziwił jakby znowu były baty… Jak chcesz to dam ci próbkę jego poezji drobnych ogłoszeń która by się tu znalazła-MU jest najlepsze, SAF był wielki, Moyes nie ogarnia, kupimy światowej klasy pomocnika i dwóch genialnych środkowych obrońców i zdobędziemy świat, a w tzw. międzyczasie, wprowadzimy do zespołu kolejnych megautalentowanych Welbecków, Cleverleyów i innych Januzajów 🙂 Ciekawe co alasz sądzi o tym „nołnejmie” co to pół boiska przebiegł, skanalizował Rio, położył de Geaę i pokazał MU jak się gra w piłę :)?

      Odpowiedz
  11. ~airborell

    „PS. Zmiana ustawienia drużyny przez Mourinho, była doskonałym posunięciem taktycznym. Tylko czy nie było to tak naprawdę naprawianie własnych błędów?”

    Dokładnie tak, to było wyprowadzenie kozy z mieszkania.

    Odpowiedz
        1. ~airborell

          Boas trafił z wyjściowym składem i popełnił błąd nie korygując go w miarę rozwoju meczu; Mourinho wystawił nieoptymalny skład i trafnie go skorygował. Gdzie tu przewaga Żoze?

          Odpowiedz
          1. ~płakałem po Mourinho

            dokładnie o to chodzi, a że trafnie i zwięźle opisałeś tę różnicę i „przewagę” Żoze, (sam bym lepiej tego nie zrobił), więc nawet nie będę próbował.

  12. ~DawidSz

    Bardzo dużo nerwów człowiek najadł się wczoraj na Stadium of Light i tak między nami – powiem szczerze – nie mogę odpędzić się od wrażenia, że Sunderland zasługiwał na remis, który wisiał w powietrzu przez niemal całą drugą połowę, który zgodnie z przepisami mógł być, bo przecież nie byłoby trzeciej bramki, gdyby pierwsza nie została uznana, gdyby podanie do bramkarza zostało uznane podaniem do bramkarza, gdyby w ogóle Liverpool miał mniej szczęścia. Sturridge zagrał wyśmienity mecz, Suarez całkiem dobrze, ale już Henderson wielce przeciętnie, środek pola znowu bez pomysłu i potrzebnej kreatywności, nerwy i nuda w rozegraniu, więc jakoś tak niespokojnie znowu i bez pewności kibica w lepsze jutro:)

    United może faktycznie mieć problemy z tak grającym Sunderlandem, który w rzeczywistości niewiele ma do stracenia. Co prawda jeszcze pozostało mnóstwo kolejek, ale, jak widzimy, coś nie za bardzo zespoły słabsze chcą przegrywać i tracić punkty (Hull znowu zaczyna świetnie pierwszą część sezonu, czy przegrają wszystko w drugiej?). Dlatego też każdy kto w najbliższych meczach będzie się mierzył z Sunderlandem może natrafić na pewne trudności. Z drugiej strony, o czym zresztą pisałem po meczu z City, daleko jestem od wieszania psów na Moyesie czy United. Clarke to facet, który nie boi się nikogo w lidze, potrafiący wypunktować taktycznie przeciwnika, WBA gra bardzo ciężki i wymagający futbol. Jeszcze nie jeden zespół straci tam punkty. Co prawda Diabły nie pokazują znanego im charakteru, w lidze nie zagrały jeszcze przekonującego meczu, grają kompletnie bez pazura i charakteru, ale to nadal United i nadal są mocnym faworytem na Stadium of Light, nadal są faworytem niemal każdym ligowym meczu. Choć nie dziwię się ich kibicom, kiedy widzą to, co widzą, bo dawniej nawet przegrywając dwoma bramkami, mogli być pewni, że wygrają, a dziś pewni nie mogą być niczego.

    A największe brawa dla Aston Villi. Błąd – Boas zostawiający Sandro na ławce.

    Odpowiedz
  13. ~Klemens

    Tak się zastanawiam – dlaczego za gryzienie, drapanie czy nazywanie rywala w czasie gry „Czarnuchem” zawodnicy mogą się spodziewać surowych kar w postaci wielomeczowych zawieszeń, a w przypadku nurkowania czy innego rodzaju symulowania, które następnie klarownie jest unaoczniane na powtórkach wideo, rzadko kiedy taki zawodnik spotyka się z jakąkolwiek sankcją?

    Nie zamierzam wybielać Suareza czy Torresa, ale w przypadku ich zachowań – jak też takiego Cantony, Beckhama czy licznych spluwaczy – dostrzegam chociażby okoliczności łagodzące w postaci ogromnych emocji, które towarzyszą także samym piłkarzom, a nie są właściwe tylko dla kibiców; nagły skok adrenaliny zaciemnia zdolność myślenia, dają o sobie znać instynkty. Tymczasem w przypadku „nurkowania” mamy do czynienia z zimnokrwistym wyrachowaniem, które dla każdego sądu karnego jest okolicznością obciążającą. Dlaczego Bale za każde „nurkowanie” nie otrzymuje 10-meczowych kar? Dlaczego Busquets po meczu z Interem nie otrzymał adekwatnej kary, Thierry Henry? Sędzia mógł nie widzieć, ale kamera dostrzegła – dlaczego nie jest możliwa kara po meczu?

    Dostrzegam tylko jedną odpowiedź – mianowicie my sami staliśmy się cyniczni, a symulowanie zaczęliśmy uważać za równie usprawiedliwione, co taktyczne faule czy grę na czas w narożniku boiska…

    Odpowiedz
    1. ~sandinista

      Dla mnie sprawa jest jasna.. Drapaniem, pluciem, wyzwiskiem, uderzeniem naruszasz nietykalność osobistą przeciwnika dlatego tego typu zachowanie jest tak surowo (i bardzo dobrze) piętnowane. Symulowaniem nie wyrządzasz krzywdy cielesnej jak i psychicznej swojemu rywalowi, próbujesz jedynie „oszukać” sędziego po to by odnieść zwycięstwo w meczu. Oczywiście nie jest to zachowanie które pochwalam, nie cierpię nurków i uważam że powinni być Oni traktowani znacznie bardziej rygorystycznie ale nie tak jak brutale i boiskowi agresorzy. Nie zgadzam się również z usprawiedliwianiem wszelkich przejawów agresji fizycznej i psychicznej emocjami itp. itd. Nad emocjami trzeba umieć panować, jeśli nie potrafisz ponosisz z tego tytułu konsekwencje… tak jak w życiu „realnym”.

      Odpowiedz
  14. ~airborell

    „Dostrzegam tylko jedną odpowiedź – mianowicie my sami staliśmy się cyniczni, a symulowanie zaczęliśmy uważać za równie usprawiedliwione, co taktyczne faule czy grę na czas w narożniku boiska…”

    Tak właściwie to dlaczego niby jesteś skłonny nurkowanie traktować surowiej niż taktyczne faule?

    BTW, obsesja na punkcie nurkowania jest typowo angielskim wynalazkiem.

    Odpowiedz
    1. ~DawidSz

      W kwestii pojedynczych meczów – owszem, ale w ostatecznym rozrachunku – nie sądzę. Póki co tabela wygląda ciekawie, ale pamiętajmy, że przed nami 32 kolejki jeszcze, więc całkiem możliwe, iż zespoły z ubiegłorocznego TOP4 tylko pozmieniają się kolejnością, a walka rozegra się między City a Chelsea, o 4 miejsce może między Arsenalem a Tottenhamem. Ilość punktów Liverpoolu nie oddaje ich gry, zespoły z północnego Londynu grają b. dobrze, ale na ile starczy im sił (ile razy Tottenham kończył jak kończył, ile razy Arsenal dobrze zaczynał a finiszował po swojemu). Całe zresztą to zamieszanie przez United, zmiana trenera, które zaburzyło klub, ale przecież Ferguson był niczym bonusowa postać z gier strategicznych, który przychodzi i daje miastu 100% do umiejętności, że choćby zespół grał nieopisaną padakę, nagle wychodzi z dołka i już, facet był przecież Hemingwayem piłki nożnej: ta charyzma, niesamowity wpływ na wszystkich dokoła i samą piłkę nożną, kłótliwość ale i szacunek jakim się cieszył, ilość triumfów i kielichów w gablotach, uznanie i niechęć jaką budził. Wszystko to ma wpływ na zespół, ale ja sądzę, że jeszcze się ogarną. Jedynie można mieć wątpliwości czy dobrze się stało, że nie stało się jak w Liverpoolu z lat 80, pewna forma dziedziczenia ludzi związanych z klubem: Shankly, Paisley, Fagan, Dalglish.

      Nie sądzę więc byśmy się mieli spodziewać jakiś wielkich niespodzianek, ale szczerze mówiąc, bardzo na nie liczę. Na wpadkę Moyesa za TOP4, na nieudany powrót Mourinho, na dobrą może grę City w LM, ale potknięcia w lidze. Jednak małe na to szanse:)

      Odpowiedz
      1. ~Sebastianf

        No… w ostatnich latach to Arsenal rzadko zaczynał dobrze. To taka luźna wrzutka, która ma raczej na celu „zmuszenie” do przytaczania faktów, a nie fantastyki.

        Odpowiedz
  15. ~Klemens

    Ale rasistowska odzywka nie narusza niczyjej nietykalności cielesnej – a karana jest co najmniej kilkumeczową absencją, w odróżnieniu od symulowania, to nie jest więc żadne kryterium dyferencjacyjne.

    Jestem kibicem calcio prawie 20 lat i pamiętam dyskusje w tym temacie już dekadę temu. Czekam, aż ktoś wykona gest w rodzaju Prince’a i Milanu w reakcji na oszustwo rywala – ciekawym reakcji tyleż władz piłkarskich, co samych kibiców…

    Odpowiedz
  16. ~Klemens

    Ps. Taktyczny faul nie stanowi oszustwa, jest klarowny dla obu stron oraz, nie bazuje na błędzie arbitra, jak pułapka ofsajdowa.

    Odpowiedz
  17. ~erictheking87

    Nie oglądam co prawda meczu Everton-NU, ale zerknąłem na relację live i postanowiłem podzielić się komentarzem, który mnie rozbawił:

    Tom from Bath isn’t impressed by the Newcastle defence: „Yanga-Mbwia looks like Bambi on ice and isn’t a Premier League-standard defender”

    Bambi on ice… hah.

    Kryzys w północno-wschodniej Anglii szaleje w pełni.

    Odpowiedz
    1. ~Klemson

      W Evertonie to chyba zacierają ręce i jak tak dalej pójdzie to nikt nie uroni nawet jednej łzy po Moyesie, no chyba że ze śmiechu… Tam chyba wszystko idzie w odpowiednim kierunku, czego niestety nie można powiedzieć o MU. Jeszcze Moyes na dobre nie rozsiadł się na stołku, a już człowiek tęskni za SAFem-i to z tygodnia na tydzień coraz bardziej… Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę zastanawiał się czy uda się wygrać spotkanie z Sunderlandem czy S’tonem, a właśnie się na tym złapałem…

      Odpowiedz
  18. ~darek638

    Witam.
    Widzę, że A.Ramsey jest ciągle w centrum zainteresowania autora.
    Tym razem Pan Michał nie posługiwał się mętnym i gęstym obrazem
    podań ale przytoczył osiągnięcia Ramseya w obronie. Mimo, że obraz
    jest o wiele bardziej klarowny dalej nie wiele rozumiem. Czym się różni
    odbiór od przejęcia?! Jeszcze bardziej ciekawe jest co oznacza 7 z 8 udanych? Widziałem „gołym okiem”, że A.Ramsey miał straty i niecelne
    podania. Został piłkarzem miesiąca to jak na jego ciągle dosyć przeciętny format ogromne osiągnięcie. Dobrze mu idzie bardzo poprawił motorykę i
    zdobywa gole jak nigdy dotąd. Technika i swoboda operowania ciągle jeszcze przeciętna. Również czysto uderzyć z dystansu na razie nie potrafi. Porównywanie z Bale przez sentyment do Wali? Jednak chyba(?) 2 krotnie wybierany na najlepszego piłkarza PL zdobywca wielu wspaniałych goli po INDYWIDUALNYCH bez pomocy drużyny akcjach w moich oczach sprawia lepsze wrażenie. W ocenie piłkarzy jestem tak wredny, że żeby powiedzieć, że ktoś osiągnął międzynarodowy poziom „wymagam” minimum całego sezonu znakomitej gry a w przypadku bramkarza kilku sezonów, żeby powiedzieć o nim, że jest solidny. Bardzo cieszę się z sukcesów Arsenalu. W ostatnim meczu tak ładnie utrzymywali się przy piłce tak cierpliwie rozgrywali akcje, że po raz pierwszy od czasów
    starego Arsenalu z Highbury zobaczyłem tę radość i lekkość w grze. Należy pamiętać, że z czołówki grali tylko z Tottenhamem i Mistrzostwa nie zdobędą bo na to jeszcze za wcześnie ale idą do przodu to wyraźnie widać. O MU bym się nie martwił to najlepiej zorganizowany na Świecie klub. Wspaniali zawodnicy, kibice i trener MU zaskoczy na pewno i jest jak zwykle faworytem numer jeden do tytułu. Martwi mnie natomiast słaba forma trenera, którego podziwiam(jak 2 innych) J.Mourinho. Mam wrażenie, że nie zna swojej drużyny?! Gra bez Maty, Cahilla a np. z Lampardem, który od 2 sezonów hebluje ławkę jest szaleństwem. Mam wrażenie, że albo jak wspomniałem Jose nie zna drużyny albo wierzy, że jak kogoś namaści to będzie lepszy od tego, który już dawno udowodnił, że jest…lepszy a Mourinho nie lubi przyznawać się do błędów oj nie lubi.
    Gdybym mógł mu radzić niech nie kombinuje tylko gra składem, który wygrał LE.
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  19. ~adipetre

    Up,
    wydaje mi sie ze odbior dotyczy bezposrednich starc z rywalem, przejecie to sytuacje bardziej ‚frywolne’.

    Co do hitu kolejki, to byla walka dwoch swietnych trenerow, w mojej opinii wygrana na punkty przez Jose.
    Chelsea przejela inicjatywe nie zmieniajac ustawieniu, zmienily sie akcenty, tego samego oczekiwalem po AVB. Nie pierwszy raz sie zawiodlem.
    To co mi sie rzucilo w oczy ogladajac Paulinho w reprezentacji i ma miejsce rowniez na The Lane to brak checi wziecia odpowiedzialnosci za gre. W drugiej polowie The Blues przycisneli i niewielu pilkarzy przednich formacji stanowilo szukalo kontaktu, a zejscie Townsenda tylko pogorszylo sytucje. Sigurdsson gral 30 minut dluzej od Androsa i zanotowal tylko kilka kontaktow wiecej, przy duzo gorszym procencie, Dembele tych kontaktow mial ponad 20 wiecej od Paulinho, oczywiscie przy duzo lepszej skutecznosci (a przeciez tez znacznie czesciej gral do przodu). Za duzo bylo tych zawodnikow grajacych na alibi, Soldado tez niestety okazuje sie pilkarsko dokladnie tak ograniczony jak go zapamietalem. W tym meczu jego celnosc podan wynosila…27%.
    Inaczej rozgralbym ta druga polowe, Sandro za Paulinho powinien wejsc najpozniej w 60 minucie, to wejscie raz znacznie poprawiloby odbior, dwa Sandro jest duzo lepszy w grze bezposredniej, wygrywa pojedynki silowe etc. Czekam tez z niecierpliwoscia na powrot Capoue.

    Jesli chodzi o inne wydarzenia, zachwyty nad Evertonem jednak troche przesadzone.
    Ktos na gorze martwil sie forma Wilshere’a, tak pierwsze czego on potrzebuje to odpoczynek. W swojej optymalnej formie Jack dla mnie jest graczem lepszym od Ramseya z ostatnich miesiecy (btw zgadzam sie z opinia ze progres byl zauwazalny juz w zeszlej kampanii).

    Cieszy mnie kolejne 90 minut Ravela Morrisona, jestem bardzo ciekaw jak sie on zaprezentuje za tydzien, w meczu na WHL.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *