Teologia futbolu

Tak, odebrałem religijne wychowanie. Owszem, jestem redaktorem pisma, które sprawom wiary i duchowości poświęca wiele miejsca. To już coś tłumaczy, ale nie tłumaczy wszystkiego. Po prostu: do opisania intensywności przeżyć związanych z oglądaniem drużyn Pepa Guardioli język świeckiego świata wydaje się kompletnie nieadekwatny. Tylko odwołując się do pojęć z dziedziny teologii potrafię uchwycić różnicę między Barceloną a Bayernem nauczyciela z Katalonii.

W Barcelonie Guardiola był ewangelistą, a świat, w którym obracali się jego zawodnicy, był światem Nowego Testamentu. Świętość, z jaką obcowaliśmy, była ludzka, krucha jak Urodzony w stajence, dawała się dotknąć. Traktowaliśmy ją z czułością, baliśmy się o nią troszeczkę, wiedzieliśmy, że nie jest dana raz na zawsze, że „maluczko, a nie ujrzycie mnie”, ale choć na podstawowym poziomie nie z tego świata, była w tym świecie zanurzona. Bliska.

W Bayernie Pep jest starotestamentowym prorokiem, a patrząc na grę jego drużyny spuszczamy wzrok, bojąc się oślepienia. Tu nie ma nic ludzkiego, nic na naszą miarę. Siła i potęga tej rzeczywistości budzi grozę, jak głos gromu. Ogień szerzy się przed nią i spala wkoło jej przeciwników, a Joe Hart okrywa się wstydem (por. Ps 97). Musimy się jej bać, jak sądu ostatecznego z jego zastępami aniołów. Aniołów – dodajmy – nieoswojonych barokowym obrazkiem, może więc bardziej jeźdźców apokalipsy o dürerowskich twarzach Ribery’ego, Müllera, Robbena i Kroosa. Miłosierdzie? Nadzieja? Czy nie lepiej ją porzucić, zwłaszcza że jeden z piłkarzy nazywa się Dante?

Zaryzykuję: oglądałem wczoraj najlepszy futbol w życiu. Po czymś takim można milczeć albo popaść w bełkot.

72 myśli nt. „Teologia futbolu

    1. ~ksav

      Bełkot? Takim byłoby wyżycie siew superlatywach, przeskakiwanie się w „mega”, „hiper” itd. Tutaj jest przecież piękna metafora…człowieka dotkniętego bezpośrednio przez „boga furbolu”. Jak dla mnie pięknie ujęte zarówno w formie jak i dopasowaniu do przeżyć z wczorajszego spektaklu.

      Odpowiedz
      1. Michał Okoński Autor wpisu

        Przyjmuję z pokorą (o, znowu pojęcie z tej dziedziny) krytykę. Napisałem na szybko, nie wypieram się, a po upływie 24 godzin mam poczucie, że ten język jest niezwykle wręcz użyteczny. Może kiedyś spróbuję użyć go w spokojniejszych nieco warunkach i nieblogowej konwencji.

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          Pokora to nie tylko teologia, chociaż z chrześcijaństwem ma bardzo dużo wspólnego. Ciekawie czasem przeczytać coś innego, a stylistycznie tekst nie jest zły, ale uświęcanie Bayernu po jednym wybitnym meczu (a śmiem nawet twierdzić, że ten mecz wybitny od początku do końca nie był) to świętokradztwo. Szczególnie, że przeciwnik tylko w ostatnich kilku meczach dawał sobie strzelać po trzy bramki znacznie niżej lokowanym rywalom.

          Odpowiedz
  1. ~piotrek

    To była Barca 2.0, z wysokimi, silnymi atletami zamiast la masiowej drobnicy.

    Z Pep’em mam ten problem, że zawsze muszę odszczekiwać wszystko, co mu zapowiem. Byłem pewien, że jego pierwsza Barca nie da rady w „poważnej lidze”, i że w LM już mu pokażą, a w szczególności United w finale. No wtedy wyskoczył Messi do główki obok osłupiałych Vidica i Rio.

    Potem myślałem, że po takim debiutanckim sezonie nie ma mowy o wykrzesaniu z siebie motywacji do dalszej pracy, bo co dalej? No i przyszedł drugi finał z United, w którym moim zdaniem Barca zagrała mecz perfekcyjny, jeszcze nawet dużo lepszy niż w pierwszym finale.

    Potem zapowiadałem, że Pep nie poradzi sobie poza swoją Barcą, gdzie zna każdy kamyk i gdzie piłkarze mieli plakaty z nim na swoich ścianach w La Masii. I Pep co? Nauczył się niemieckiego (!!!) i poszedł uczyć futbolu (!!!) kogo? Drużynę niesamowitą, która właśnie zdobyła potrójną koronę. I co najlepsze, on ich naprawdę uczy. I oni mówią, że są dopiero w połowie drogi.

    Jako kibic United szczerze im zazdroszczę. Myślałem że tego „Pepizmu” w grze nie da się skopiować poza Barce, co dawało uczucie komfortu – że Messi zdarza się raz, że to magia katalonii, że nie ma co próbować, bo to nie kopiowalne. A tymczasem da się. I nie trzeba wcale wywalać piłe na skrzydło i czekać na dośrodkowanie od Valencii…

    Odpowiedz
    1. ~ksav

      oj tak bracie w wierze w zakon MU, mi też szkoda słów na ten prymitywizm. Podaj na skrzydło, wbiegnij w 16 z innymi 4 i zobaczymy czy wstrzelenie/dośrodkowanie Valencii jakoś do jednego z nas dotrze. Opcja druga, podaj do Younga (ehh szkoda słów), ten dobrze zapowiadającą się kontrę nagle zatrzyma, podejdzie pod narożnik 16nastki przełoży piłkę na prawą nogę i postara sięją dokręcić na długi słupek, może któryś z nas 4-5 akurat dostanie piłkę. Po takim spektaklu jak wczoraj tak bardzo chciałbym powrotu MU z czasu Tevez-Rooney-Ronaldo ;(

      Odpowiedz
  2. ~michal77

    Cześć. Przyznam się, że do wczoraj podejrzewałem Pepa Guardiolę o to, że jest tylko spryciarzem, który przejął gotową Barcelonę i przy pomocy miejscowego sztabu dbał by „niemal-perpetuum-mobile” działało bez zarzutu. Ale wczoraj zobaczyłem, że kolejny klub, również przejęty w wydawałoby się formie skończonej, pod jego wodzą zaczyna grać jeszcze potężniej.
    Jednak ja z natury jestem bardzo nieufny (moje przekleństwo) i cały czas pamiętam o tym, że ekipa z M.City jest bardzo niestabilna, choć potencjał ma równy Bayernowi, więc byłbym ostrożny z wyświęcaniem Guardioli.

    Odpowiedz
  3. ~pablo

    Nie milczę, bo nie widziałem ( zaraz nadrobię ). A jeśli chodzi o nr.1 w Anglii, to przyda mu się zimny prysznic ( podobnie jak Wojtkowi S. ).
    Gdy Shay Given przyszedł do MC nie mogłem zrozumieć czemu grzeje ławę no i patrzyłem uważniej na JH. Po parunastu kolejkach byłem kupiony. Pomimo kilku niezłych wpadek uważam, że jak żyję ponad 40 lat ( oglądałem 1-1 na Wembley na kolanach ojca i mam zdjęcia jak mnie podrzuca po golu Domarskiego ) tak dobrego strażnika świątyni Three Lions nie widziałem. Pamiętam Clemence’a, Shiltona o późniejszych nie wspominając. Joe Hart jest od nich lepszy natomiast zbyt szybko chyba osiadł na laurach. Oby ( dla angielskiej piłki ) nie .
    A propos Guardiolii. Pomimo szacunku jakim go darzę nie jestem w stanie kibicować Bayernowi M. ( no chyba , że przweciwko Chelsea lub MU ). Niech się dzieje.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Również żyję ponad 40 lat i w zasadzie Joe Harta z Shiltonem to nawet zestawiać nie zamierzam, bo to nie ten rozmiar kapelusza. Generalnie czołówka angielskich bramkarzy wszechczasów rozpoczyna się od Banksa, za nim jest właśnie Shilton a ostatnie miejsce na pudle zajmuje Clemence lub taki koleś o nazwisku Seaman 🙂 Dzielą ich lata świetlne, a po ostatnich występach Harta to chyba wypada sądzić, że jego talent raczej się zwija aniżeli rozwija. Ale z drugiej strony dzis wystarczy dwa razy udanie kopnąć piłkę i już człowiek zostaje namaszczony na następcę Maradony, więc w myśl tej zasady to i Hart może być lepszy od Shiltona czy Seamana…

      Odpowiedz
  4. ~c_r

    W niebieskiej części Londynu zaszył się diabeł wcielony i zaczął już szkolić swoje demony. Jego zastępy zapalczywie ważą smołę w kotłach, żeby rozlać ją w odpowiednim momencie na próbujące z artyzmem niszczyć kolejnych niewiernych Bawarskie Anioły.

    Odpowiedz
    1. ~płakałem po Mourinho

      Pięknie napisane, choć te diabły to smołę raczej WARZĄ aniżeli WAŻĄ… 🙂 To będzie najpiękniejszy moment, gdy już w pełni ukształtowana, grająca bajeczny futbol ekipa Bayernu, którą zachwycać się będą wszyscy esteci polegnie któregoś pięknego dnia z brzydką, paskudną i znienawidzoną przez wszystkich Chelsea… Ależ to będzie płacz i zgrzytanie zębów, a Żoze okrasi to wszystko jeszcze jakimś inteligentnym komentarzem. Może jeszcze nie w tym roku, ale w przyszłym to już bankowo 🙂

      Odpowiedz
        1. ~płakałem po Mourinho

          to akurat wiemy, a nasze wypowiedzi odnosiły się do przyszłości i nawet niekoniecznie tego sezonu, a raczej następnego. moim skromnym zdaniem jeszcze w tym roku niemieckie kluby będą coś znaczyły w tej LM, w kolejnym już nie i powrócą na właściwe dla siebie miejsce w szeregu… a to, że wieńczymy koniec wielkiego Bayernu po meczu, który niektórzy określają mianem najlepszego widowiska jakie w życiu widzieli jest wielce wymowne…

          Odpowiedz
  5. ~ksav

    For a player—and for any human being—there is nothing better than hearing ‘well done.’
    Those are the two best words ever invented in sports. You don’t need to use superlatives.
    — Sir Alex Ferguson

    Panie Michale, well done.

    A co do meczu. Znamienne były sytuacje, w których Bayern tracił piłkę albo M.City rozpoczynał grę. Zawodnik po zawodniku monachijskiej drużyny, dopadał do przeciwnika gdy ten tylko „stawał się opcją” do otrzymania podania od kolegi. Muller do Clichy’ego, Kroos do Toure, Ribery do Fernandinho, Rafinha już był wysoko, żeby wyprzedzić Nasriego. Nie-samo-wita praca taktyczna, antycypacja, przechwyty na równi (jeśli nie więcej) z odbiorami. Druga sytuacja znamienna, wszyscy w EPL wiedzą, że Yaya Toure to maszyna-to czołg z mózgiem superkomputera, a co zrobił z nim Muller (chucherko by się wydawało) w kilku pojedynkach, dewastował go odbiorami, zastawianiem, wyprzedzeniem. Niesamowity występ Bayernu. Nie ganiłbym nikogo kto nawrócił by się na monachijską wiarę czując w niej ducha „boga futbolu” wczorajszego wieczoru.

    Odpowiedz
  6. ~sebastianf

    Panie Michale…
    Nie ukrywam, że ten tekst… choć krótki bardzo mi się podoba. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie napisał, że jednak Pana odrobinę… poniosło.
    Zgadzam się, że Bayern zagrał bardzo dobry mecz w którym pokonał nie za dobrze grający Manchaster. Nie wydaje mi się jednak by drużyna z Monachium była niczym jedenastu jeźdźców apokalipsy, którzy zmietli biednych Anglików. Uważam, że na wynik meczu większy wpływ miała słabość City niż siła Bayernu. Na poparcie tej tezy wystarczy zerknąć na ostatni mecz Manchasteru w lidze.
    Co do zaś twarzy Ribery’go, czy Krossa… bliżej im do „Raju utraconego” niż Testamentu… jakiegokolwiek. 😀
    Jak to napisał Milton… „…lepiej być Panem w piekle niż sługą w niebie”.

    Odpowiedz
  7. ~miko

    Mnie poniosło, że cały czas Pep biegał koło lini i cały czas nastawiał tą maszynkę, tu dokręcić, tam poluzować. Niesamowite ile energii ma ten gość. Coraz bardziej go lubię, bo szacunek już dawno ma i ta jego wizja, cały czas coś nowego. Wczoraj Alaba i Rafinha i cofający Lahm 🙂 magia

    Odpowiedz
  8. ~Ron_Obvious

    Świetnie napisane.

    Ja jestem pod wrażeniem gry josepowego Bayernu bez piłki, tego niesamowitego pressingu praktycznie od pola bramkowego City, inteligentnego biegania za przeciwnikiem a nie za piłką, telepatycznym przekazywaniem krycia i linii obrony ustawionej już na linii środkowej boiska. W tym są dużo lepsi od josepowej Barcelony bo i warunki fizyczne ku temu mają dużo lepsze.

    Gra z piłką już mnie tak nie urzekała (mnie tiki taka lekko usypia, taki dziwny chyba jestem), juppowy Bayern IMHO grał ciekawiej, bardziej bezpośrednio, celem było po prostu strzelenie bramki, a nie upokarzające rywali klepanie piłki z mało ważnym bonusikiem w postaci gola. Może mój brak zachwytu bierze się z tego, że 2 z 3 goli Bayernu to potworne i niedopuszczalne błędy Harta i Clichy’ego (zwłaszcza za ten drugi z odpuszczeniem akcji „bo był spalony panie sędzio” Clichy powinien się przed kibicami kajać jak premier Japonii ostatnio).

    Może dlatego, że ten świetny Bayern przy odrobinie pecha mógł to wygrane spotkanie zremisować? Tak, wiem to gdybanie, ale niezbyt dobre wrażenie po ostatnich 20 minutach pozostało.

    Off topic, niezłe wyniki angielskich klubów, porażkę City chyba każdy brał pod uwagę, Arsenal w pierwszej połowie spętał czarnego konia tego sezonu i chyba sam nim został. Chelsea zrobiła co było trzeba w ładnym stylu, w dodatku w Bazylei Abramowicz dostał prezent od znajomych z Gazpromu:) United zagrali na trudnym terenie typowy od 3-4 lat wyjazdowy mecz LM, czyli defensywa, nuda, minimalizm i zdobyli to czego chcieli, a że kibice chcieli trochę ładnej gry i wreszcie Kagawy grającego za napastnikiem to tym gorzej dla kibiców:)

    Odpowiedz
  9. ~Youth86

    Napiszę coś bardzo, bardzo niepopularnego, ale trudno- tak uważam:
    wcale a wcale nie podobał mi się Bayern w tym meczu i niestety nie zgadzam się z autorem:
    1. Bayern dominował taktycznie w środku pola, co wyrażało się miażdżącą przewagą w posiadaniu piłki, rozegranie między liniami pozostawiało jednak wiele do życzenia i przejścia od obrony do ataku były cokolwiek toporne
    2. Bayern grał bardziej wszerz niż do przodu. Do szewskiej pasji doprowadzały mnie podania do tyłu w momentach, w których należało… strzelać. Taktyka na zapodawanie przeciwnika na śmierć?
    3. Bayern jest aż i tylko kopią FCB- z uwagi jednak na inny rodzaj zawodników, ich bardziej siłowe niż techniczne podejście ta koncepcja mu… nie pasuje. Co więcej, Bayern to kopia późnej FCB Pepa (a może nawet Tito): owszem, posiadającej piłkę, ale nie umiejącej wykonać tego ostatniego ruchu, miętoszącej swoje krótkie podania, grającej trójkąciki i w „dziada” zupełnie zapominając o tym co w futbolu ważne: golach. Podobne wrażenia mam oglądając La Furia Roja- niby wygrywają, niby miażdżą posiadaniem, a średnia bramek leci na łeb na szyję z turnieju na turniej. SZTUKA DLA SZTUKI
    4. Jestem socios FCB, uwielbiam Pepa i ten klub, ale ekstremum, do jakiego się posunięto w kwestii taktyki, jej jedno jedyne oblicze, przerażają mnie. Barca ma dni grania z polotem (Messi, Xavi i Iniesta dbają o to)- wtedy miliardy podań to poezja koronkowych akcji, bo będąc tylko środkiem do celu- celowi temu służą (ktoś strzela). Bramki Bayernu padły po błędach (przynajmniej dwie) obrony i bramkarza MC. Nic dodać.
    5. Efektywność zatem w Bawarii- tak, choć i tu są zastrzeżenia. Taktycznie- może lepsi, raczej inni. Elegancja i finezja- w żadnym, wypadku. Bayern w porównaniu z zeszłym rokiem, przekształcając się w FCB 2.0 stracił SWÓJ styl: szybki, drapieżny, skuteczny. To tak jakby owi Starotestamentowi Prorocy chcieli nauczać Greków na Agorze słowami Ewangelii. Jedno z drugim nie współgra, efektów na długą metę nie da. Ostre wyjścia z piłką, szybkie ataki, bezwzględne wykańczanie, płynność przejść między formacjami, kontra- zniknęły. Dla kogoś wrażliwego na piękno futbolu oglądanie Bayernu przedwczoraj to była mordęga, porównywalna tylko z impotencją Hiszpanii na Euro 2012.
    6. Jestem zatem tutaj w roli Niewiernego Tomasza- uwierzę, jak zobaczę, choć nawet wtedy nie powiem, że ten styl mnie urzeka. Trudno- do gry kombinacyjnej trzeba kombinacyjnych mikrusów, wirtuozów. Swoją drogą chętnie zobaczyłbym pojedynek Bayernu Guardioli z Tottenhamem, Atletico (ta dyscyplina taktyczna!) czy (już nie mogę się doczekać) Borussią 🙂

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. ~pajacyk

      Nie mogę zgodzić się z Youth86 – niestety nie mogę. O matko i córko – jak ja przez lata nie trawiłem Bayernu. O matko i córko – jak mi się ten Bayern we wtorek podobał. Aż sam się tego boję. Zmiana ukochanej co prawda mi nie grozi (mimo, że ukochana to Valencia – szczególnie ostatnio nie jest to łatwa miłość), ale tak żeby popatrzeć na inną (Bayern), to jak najbardziej. Już nie mogę się doczekać.
      I nie zgodzę się, co do interpretacji, że gra Hiszpanii ostatnio, to sztuka dla sztuki. To prawda, że Hiszpanie mniej strzelają, ale z drugiej strony liczba sytuacji, jakie mają ich rywale spada jeszcze bardziej. Po prostu utrzymywanie się przy piłce, to paradoksalnie element gry defensywnej. Oczywiście, Hiszpanom coraz trudniej grać efektowną tiki-takę, bo inni nie stoją z założonymi rękami, tylko ciągle kombinują, jak postawić autobus i jak skontrować. Ale na ten moment, tiki-taka (w wydaniu reprezentacyjnym) wciąż jest skuteczna.

      Odpowiedz
      1. ~Youth86

        Hiszpania jest skuteczna- na razie. Chodzi mi raczej o to, że coraz bardziej nie da się tego stylu oglądać. Wiem, wiem- jak „my” mamy piłkę, nie ma jej przeciwnik, więc nam nie strzeli, a ta jedna jedyna sytuacja najpewniej się urodzi. Problem polega jednak na tym, że autobus w polu karnym i sytuacja może się nie urodzić, a planów alternatywnych np. w Barcy było jak na lekarstwo (do momentu przyjścia Taty). Celtic to nie był wypadek przy pracy (ten zeszłoroczny).
        Bayern zaczyna grać tak samo- przeraża mnie to, bo lubiłem jego szybkie kontry i dwa, trzy podania, przerzut i gol. Szkoda…

        Odpowiedz
  10. ~mm

    do Ron_Obvious

    Jeśli angielskie drużyny zagrały dobrze, to co powiedzieć o niemieckich?
    Wszystkie 4 wygrały – to jest dopiero siła

    Odpowiedz
  11. ~Johnny99

    „Zaryzykuję: oglądałem wczoraj najlepszy futbol w życiu. Po czymś takim można milczeć albo popaść w bełkot.”

    Albo np. zajrzeć na Zonal Marking, gdzie, jak zwykle, potrafią RACJONALNIE wytłumaczyć, dlaczego Bayern wygrał i jakie konkretne, taktyczne błędy popełnił ManCity – bez odwoływania się do metafizyki i ubóstwiania Pepa.

    Odpowiedz
    1. ~darek638

      Witam.
      Masz 100% racji. To nie był genialny mecz tym bardziej nowa jakość. Można się zastanawiać dlaczego tak się stało, że mając
      jak zwykle ogromną przewagę w posiadaniu stworzyli w sumie mało sytuacji bramkowych? Może dlatego, że grali bez „prawdziwego” umiejącego grać tyłem do bramki napastnika?
      To ciągle drużyna J.Heynckesa i nie wiem czy Pep po takich sukcesach zespołu zdecyduje się na ryzykowne zmiany?

      Odpowiedz
      1. ~Stefan

        Już się zdecydował – przecież ta drużyna gra zupełnie inaczej, przecież piłkarze narzekali zaraz po objęciu Bayernu przez Pepa, że nie rozumieją założeń taktycznych i treningów. To nie jest tak, że Pep przejął drużynę Juppa i stara się dołożyć do niej tylko elementy tiki taki. On stara się z tej drużyny zrobić Barcelonopodobny twór. Mi np. się to nie podoba, podobała mi się zwierzęca siła Bayernu z poprzedniego sezonu. Prosta, diabelnie skuteczna, szybka, bezpośrednia piłka. Podanie, bieg, podanie, podanie, bieg, podanie, bramka.

        Odpowiedz
  12. ~KrólJulian

    Jutro wielki dzień-MU powinno wreszcie gładko wygrać, bo jak nie teraz to kiedy i jak nie z Sunderlandem to z kim? Wrócą tu dawno nie widziani komentatorzy i znowu będzie jak dawniej…:)

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Mi się cholernie podoba obecnie, wszystko, może poza wynikami United i zaczepkami w stronę Alasza pod kolejnymi notkami (mimo, że się nie udziela). Gospodarz wreszcie znajduje czas żeby zajrzeć do komentarzy, dyskusja nie jest jednowymiarowa. Fajnie jest.

      Odpowiedz
      1. ~me262schwalbe

        No niestety pan Alasz sam sobie zasłużył na takie traktowanie. Przyznaję się, sam dołożyłem do tego cegiełkę, ale nie byłem w tym odosobniony (co oczywiście nie traktuję jako usprawiedliwienie dla moich wpisów). Wg mnie trochę szacunku dla innych kibiców i zespołów się po prostu należy. Jak inaczej odbierać sens sportowej rywalizacji? Często w komentarzach sportowych pojawia się frazes „gwiazdy szanują się” – może zróbmy to samo na tym blogu :). Pokora, która pojawia się już, w którymś wpisie powyżej nikogo chyba tak nie uczy jak kibiców Spurs…

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          Wydaje mi się, że wręcz śmieszne, jeżeli nie żałosne jest oczekiwać spokojnej reakcji jeżeli samemu wyłącznie się podjudza. Nie odbieraj tego osobiście – to po prostu moje zdanie w temacie.

          I to tyle w temacie Alasza i całej rzeszy jego adwersarzy

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            czy ja wiem czy dyskusja nie jest jednowymiarowa – vide powyższy artykuł w stylu „bierzemy bayern żywcem do nieba czy czekamy na dowód cudu przemienienia tiki w takę?”, albo gareth barry trochę niedocenianym pomocnikiem jest, no może i faktycznie trochę i jest, jak zapewne wielu innych… gdzie pod tymi artykułami czy w nich samych dostrzegasz wielowymiarowość dyskusji, bo jakoś jej nie widzę?
            szkoda, że właśnie w takich momentach, gdy MU idzie źle Alasz zniknął, bo jego optyka spojrzenia, faktem jest, że może czasami nazbyt optymistyczna, mogłaby być ciekawa. No bo co to za sztuka pisać dziś, że np. Bayern gra dobrze, a MU ostatnio beznadziejnie-to komunały. Właśnie w takich momentach Alasz przydałby się, ale wierzę, że on wróci, jak Gandalf Szary, a 5 dnia października będziemy go wypatrywać po zachodzie słońca nad Sunderlandem…

    2. ~Tomas_h

      No przebieg pierwszej połowy i formy graczy z poszczególnych formacji, z naciskiem na linię defensywy, zaiste prowadzi do wniosku, że Sunderland zostanie zmiażdżony…….
      To jest nieprawdopodobne, mówiąc szczerze 🙂
      Nie wiem jakich użyć słów, ale to się nie mieści w tzw pale, co tam się dzieje.

      Odpowiedz
  13. ~kerrydixon

    Stefan i Alasz swego czasu tworzyli tu złoty tandem wyznawców MU, więc nic dziwnego, że staje w obronie Alasza. Sunderland bez trenera, bez zwycięstwa, ale trzeba to spotkanie oglądać-szanse będą wyrównane, no może z lekkim wskazaniem na ekipę gospodarzy 🙂

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Po pierwsze jestem od kilkunastu lat kibicem United i nie widzę powodu dla którego miałbym się tego wstydzić, albo dla którego miałbym przez ostatnie kilkanaście lat przeczyć temu, że byli najlepszą drużyną na wyspach, bo tak się składa, że po prostu czy się to komuś podoba, czy nie byli i tyle. Po drugie nie bronię Alasza, ale najwyraźniej przerasta Cię czytanie ze zrozumieniem. Po trzecie, bez odbioru.

      Odpowiedz
      1. ~kerrydixon

        a czy ktoś przeczy temu, że byli taką drużyną? to fakt, a stosowana przez ciebie konstrukcja to zwykła sofistyka (pojęcie to powinno być znane nawet fizykowi, jeśli nie to chętnie je wyjaśnię). Ty nie bronisz Alasza, bo nikt go przecież nie atakuje. A zachowanie typu „bez odbioru” pozostawiam bez komentarza-maniery chłopa od gnoju bądź przedszkolaka. Nie rozmawiam z tobą, bo masz inne zdanie, ale to żałośnie prostackie…

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          Nie jestem fizykiem, zresztą nawet gdybym nim był to nie wiem czego miałoby to dowodzić.

          Lubię dyskusje z ludźmi którzy mają inne zdanie, to budujące dyskusje. Za to dyskusja z osobą która przeinacza fakty i wije się jak piskorz żeby tylko wybrnąć z twarzą po prostu jest stratą czasu.

          „Stefan i Alasz swego czasu tworzyli tu złoty tandem wyznawców MU, więc nic dziwnego, że staje w obronie Alasza”

          Po czym jednak stwierdzasz, że:

          „Ty nie bronisz Alasza, bo nikt go przecież nie atakuje.”

          Nie gniewaj się, ale po prostu nie widzę sensu prowadzenia tego typu dyskusji, to żałośnie prostackie…

          Odpowiedz
          1. ~kerrydixon

            a to zdziwiłeś mnie z tym fizykiem, bo dałbym głowę, że sam to kiedyś stwierdziłeś, ale może się pomyliłem, być fizykiem to jednak przecież żaden wstyd, więc chyba się nie obrażasz?
            Ja już nie wiem czy pisać drukowanymi literami czy też zdanie zakrapiane odrobiną ironii już przerasta Twoje możliwości jego interpretacji? Jak niewinne pytanie o to gdzie jest Alasz można odbierać jako atak na niego? Trzeba być wyjątkowo drażliwym, by posądzać kogoś o to… Z drugiej strony, w myśl starego porzekadła, uderz w stół, a nożyce się odezwą…
            Skoro uważasz, że prowadzenie dyskusji może być prostackie to tylko pogratulować, z pewnością nie jesteś fizykiem.

  14. ~star.

    nie będę gratulować jako kolejny, bo autor jedynie potwierdził tezę, że potrafi pisać rzeczowo, nawet przyjmujac konwencję trudną, bo wymagającą wiedzy albo sięgnięcia na kilka godzin do materiału źródłowego 😉
    natomiast nie jest trudno – wybaczcie, bo nie chcę sie z nikim kopać po gimnazjalnemu – tłumaczyć każdą bramkę błędem pokonanych. następny krok (na szczęście niemożliwy, choć chyba nie w retoryce części narodu) – to już chyba anulowanie bramek, które padły po błędach.
    Natychmiast przyszła mi do głowy konfrontacja głośnego sukcesu RM w super-p z FCB. Pamiętacie? Ten triumf Mou nad Tito? 1. mecz – idzie akcja na 4:1, messi marnuje setkę i kontra. VV się wygłupia kosmicznie i 3:2, całkowicie nieadekwatne. Rewanz – szturm Realu i najpierw Masche robi jaja na 40. metrze, a potem chyba wylatuje Adriano, bo jego kolega zrobił następny mega-błąd.
    Jako fanowi FCB od 85 r. nie przyszło mi do głowy, aby umniejszac Realowi. Jak się okazuje, powinienem 😉 Kurde, przeciez było 4:4 w bramkach. Dlaczego liczyły sie bramki na wyjeździe? Ktoś powinien policzyc liczbę błędów i dopiero wydac wyrok końcowy dla kogo SP. to tyle jeśli chodzi o wątek błędów Harta. dobrze ze nikt nie wyskoczyl z hasłem, ze jakby wyskoczył Pantilimon (nawet nie wiem czy jeszcze tam jest), to MC by łatwo wygral.
    pzdr. dla wszystkich

    Odpowiedz
  15. ~Stefan

    Chyba pierwszy raz w tym sezonie faworyci zgodnie wygrali swoje mecze. A ja po końcowym gwizdku mogłem odetchnąć z ulgą. Ciekawe jak jutro zaprezentują się drużyny z Londynu – Chelsea na wyjeździe powinno ograć Norwich, oprócz tego mamy podwójne derby Londynu. Najtrudniej z pewnością będzie miał Arsenal.

    Obejrzałem tylko United, końcówkę pierwszej połowy i drugą. W ofensywie trochę za dużo chaosu, ale są momenty w których gra zaczyna się kleić. Chociaż niezliczona ilość wrzutek na aferę nieco irytuje. Na pewno bardzo może podobać się gra Januzaja, ten chłopak z każdym kolejnym meczem udowadnia, że ma papiery na wielkie granie i jak już pisałem – priorytetem dla zarządu United powinien być teraz nowy kontrakt dla niego. Środek pola też wyglądał naprawdę przyzwoicie (8 udanych wślizgów i 95% skuteczność podań Cleverleya) – Tom wygląda po prostu lepiej niż Fellaini. Carrick całkiem fajnie rozrzucał piłki. Defensywa, no cóż defensywę United chyba najlepiej pozostawić bez komentarza.

    Za dwa tygodnie mecz z bardzo mocnym Soton, który obawiam się, że może sprowadzić mnie z powrotem do parteru;)

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Wymęczone zwycięstwo z zespołem bez trenera, z jednym punktem na koncie i już jest powód do zadowolenia. A z oceną tego Januzaja to proponuję powstrzymać się do meczu z jakimś poważnym, rywalem-strzelił dwie bramki i ok, ale z papierami na wielkie grania to byłbym ostrożny, bo już kilku takich kozaków w ekipie MU biega i jakoś nic wielkiego nie pokazują.
      S’ton gra ciekawą piłkę i zgadzam się co do tego, że to znacznie groźniejszy zespół aniżeli wskazywałaby na to jego aktualna pozycja w tabeli i dożyliśmy ciekawych czasów, gdy fani MU drżą na myśl o spotkaniu z nim oraz do końca nie są pewni wyniku z czerwoną latarnią ligi. A to w końcu ten sam skład co w zeszłym roku, nawet lekko wzmocniony!
      Ciekawe na którym miejscu skończą jak tak dalej pójdzie?

      Odpowiedz
      1. ~Stefan

        Nie z takimi przeciwnikami się gubi w tej lidze punkty, więc trzy punkty zawsze są powodem do zadowolenia, szczególnie w sytuacji kiedy nie można pozwolić żeby czołówka za mocno odjechała. A że gra wciąż wygląda kiepsko? Cóż, tak bywa. Cieszę się, że Moyes wybrał dość odważną jedenastkę, dzisiaj to zaprocentowało.

        Co do Januzaja to bardzo często oglądam spotkania rezerw/U21 United od kilku lat i to widać, że chłopak ma potencjał. Oczywiście jest możliwość, że jego rozwój zatrzyma się w miejscu, ale papiery na wielkie granie ma z całą pewnością. Mnie bardziej niż dwie bramki (nota bene wyjątkowo bramkostrzelnym piłkarzem Adnan nie jest) przekonuje po prostu jego dobra, pozbawiona kompleksów gra. Śmiem twierdzić, że do tej pory w absolutnie każdym meczu w którym dostał szansę (z tournee włącznie) pokazał potencjał. To cieszy, bo piłkarza o takiej charakterystyce United bardzo brakowało. Z poważnymi przeciwnikami jak na razie też pokazuje się z dobrej strony – z Liverpoolem dał całkiem niezłą zmianę. A jak potoczy się jego kariera? Zobaczymy. Różne scenariusze wchodzą w grę. Wiązałem spore nadzieje z Paulem Pogbą i jak to się skończyło wszyscy wiemy.

        Soton powalczy w tym roku o puchary i tego jestem niemalże pewien, a za dwa trzy lata może nawet o TOP4? Imponuje mi sposób w jaki prowadzą politykę transferową, jak prowadzą akademię i wprowadzają młodych piłkarzy do składu. Warto do tego dodać świetnego menadżera i coraz wyższy budżet (to akurat następstwo mądrej polityki transferowej i świetnie prosperującej akademii). To silna ekipa i myślę, że jeszcze w tym sezonie czołówce ligi urwie kilka punktów. United na pewno będzie mieć z nimi ciężką przeprawę.

        Na którym miejscu United skończy? Piłka to zbyt wielowymiarowy sport żeby przewidzieć punktację po 38 kolejkach przed zakończeniem 7. Widziałem już w tej lidze różne cuda. Liczę co oczywiste, że na jak najwyższym;)

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          Może i tak, ale przynajmniej na ten moment, to ekipa znajdująca się w największym dołku, choć oczywiście sytuacja w tym względzie może się zmieniać, bo do końca rozgrywek jeszcze daleko.
          Na tym etapie chyba ważniejszy jest wynik, bo osobiście nie wierzę, że gra będzie jeszcze długo wyglądała w taki sposób i niebawem wszystko wróci do normy, a przynajmniej znacznie się poprawi.
          Żeby było jasne, ja temu Januzajowi życzę jak najlepiej, ale już tyle młodych talentów widziałem i miałem nadzieje związane z nimi, że jestem w tej materii ostrożny.
          Co do S’tonu to ich trener twierdził nawet ostatnio, że wolałby uniknąć gry w LE i od razu trafić do LM… Faktem jest, że mieli trochę pecha w tym sezonie i mogliby być w tabeli znacznie wyżej. A co to by było gdyby nie sprzedali wcześniej takich dość 2 utalentowanych zawodników do londyńskich klubów? Tu każdy wynik jest możliwy, no chyba że zobaczymy MU jakie znamy z zeszłego sezonu, wtedy już nie każdy…
          W tym sezonie to chyba coś konkretnego będzie można powiedzieć dopiero po zimowym okienku transferowym i rozegraniu pełnej rundy, bo chwilowo to dzieją się cuda…

          Odpowiedz
          1. ~hazz2

            W Sunderlandzie to chyba ten Włoch jako jedyny wie na czym polega nowoczesna piłka…reszta to jakiś kompletny żart. Taktycznie i technicznie to kolesie na poziomie naszej ekstraklasy tyle, że biegają szybciej. Ten Januzaj szacuneczek oczywiście za dwie budy ale karuzeli proponuje jeszcze nie odpalać .

          2. ~Stefan

            No niby wyglądaliby niesamowicie gdyby ich nie sprzedali, ale z drugiej strony, czy wogóle wskoczyliby do Premiership? Ich sytuacja finansowa jeszcze niedawno była opłakana, właśnie dzięki temu, że sprzedali kilka produktów akademii wyszli na prostą i powoli zaczęli piąć się w górę.

            Myślę, że kwestią czasu jest pojawienie się kolejnych wybitnych piłkarzy w ich akademii, a jeżeli sytuacja finansowa tym razem pozwoli to może uda się ich utrzymać nieco dłużej niż do wieku nastoletniego z korzyścią dla klubu (zarówno finansową jak i sportową).

            Naprawdę dla Soton należy się szacunek za to jak budują drużynę.

          3. ~KrólJulian

            A co do Januzaja to chodziło mi o opinie a la ta użytkownika Film czyli, że to lepsza wersja Iniesty łamana na CR…
            A co do S’tonu to niestety taki już los tych klubów, albo będą sprzedawać najlepszych albo liczyć na to, że jakiś Abramowicz zapała do nich miłością. Choć taki Le Tissier całą karierę tam spędził, choć pół ligi go chciało, ale to były jeszcze inne czasy…

    2. ~me262schwalbe

      Żeby nie było, że jestem złośliwy… Gratuluję MU ważnego wyjazdowego zwycięstwa na trudnym terenie. Jeśli byłoby inaczej, to na poważnie trzeba byłoby ogłosić ALARM.

      Odpowiedz
  16. ~star.

    i jeszcze jedna rzecz – akurat bliska mi z powodu zadeklarowanego wczesniej uczucia do FCB. To uczucie pchało mnie do tego, że od ponad 5 lat nie opuściłem w tv żadnego oficjalnego meczu tej druzyny. dlatego czuję sie nie tyle kompetentny (zeby nie było) ile zwyczajnie zorientowany.
    FCB tłucze konkurencje szósty sezon (Pep 4 lata, Tito 1) i zastanawiam sie czego oczekują niektorzy fani FCB. Ze tiki-taka to jakies perpetum albo chociaz patent nie do ruszenia przez nikogo, że Xavi to brat Beniamina Buttona???
    skad sie biorą hasla typu „zapodawać na smierc” albo ze bramki przestały byc celem. To ze ostatnie dwa sezony FCB to rekordy bramek w sezonie to ch… Oczywiście, juz słyszę – rywale słabi jak pasztetowa. Nota bene to samo powinno dotyczyc Bayernu Juppa. Dwie korony w Niemczech i rekordy punktów i bramek to tez wina pasztetowej, no nie?

    rozumiem, gdy ktoś czepia się dogmatyzmu FCB (osobiscie, nie rozumiem, dlaczego odpuszczono Llorente, dlaczego pozwala sie na wieczną dyskusją o stoperze), ale skoró to jest problem, to własnie gra Bayernu pokazuje sytuację, która – teoretycznie – powinna cieszyć oczy fanów m.in. Barcy (szczerze powiedziawszy, to chyba wszystkich fanów futbolu). Ja nie kryję – martwie sie, ze Bayern obroni LM. jest tak mocny, ze az strach. ale i Ribery z Robbenem sie kiedyś zestarzeją. zwłaszcza o drugiego Riberyego nie będzie łatwo. i wtedy pewnie pojawi się nowy gigant, może nawet tak efemeryczny jak Inter.

    poza tym nie wiem dlaczego, ale wreszcie strona blogu otwiera (ładuje) mi się dużo szybciej niż jeszcze 2 tyg. temu. dlatego nie denerwuje się na wstępie 😉

    Odpowiedz
  17. ~darkk

    Mecz z Czarnymi Kotami odbębniony, obrona znów przemeblowana. David szukając odpowiedniego ustawienia trochę przesadza z rotacjami. Do tej pory chyba najlepiej w środku zaprezentowali się Smalling z Evansem w meczu z Liverpoolem w CC. Może pora dać tej parze pograć razem? Rio popełnił zbyt dużo błędów od początku sezonu, Vidic też taki niemrawy.

    Januzaj znów pokazał się ze znakomitej strony. Momentami wyglądało to tak, jakby tylko jemu zależało na zwycięstwie. Być może to tylko moje wrażenie. Szkoda że jest jedynym młodym, który dostał szansę. Zaha wciąż czeka, coś się mruczy o jego wypożyczeniu. Co się dzieje z chłopakiem, który dynamiką i wyszkoleniem technicznym miał być jednym z motorów napędowych?

    Robin znów brak chłodnej głowy. Coś się dzieje z Holenderm. Taką sytuację sam na sam jak dostał w końcówce spotkania zwykle wykorzystywał z zamkniętymi oczami.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Robin już w Arsenalu miał tendencję do marnowania setek i czasami mu się to zdarza. W poprzednim sezonie też kilka zmarnował. Tyle, że jak rzadko kto czasem potrafi wrzucić coś ekstra…

      Odpowiedz
    2. ~Film

      Januzaj mi w ogóle takiego młodego Iniestę przypomina – tyle, żę z dużo większym pociągiem na bramkę. To może być crack na miarę CR. Moyes musi mu tylko dać szansę na regularną grę, co młody Belg albańskiego pochodzenia z pewnością mu wynagrodzi w postaci rewelacyjnych występów.

      Odpowiedz
  18. ~stelma

    @me262schwalbe
    @kerrydixon

    Kompleksy aż się wylewają. Typowa małość, gadać o kimś kto się nie udziela.

    Przypominam tylko, jak że sam czytam bloga jakiś czas, że najpierw były żale ze Alasz dominuje na blogu, że wręcz, jak ktos to napisał, go zawłaszcza. Zrobił sobie dłuższa przerwę, wrócił, było spokojnie, po czym znów zaczęły sie jałowe przepychanki, w których nie był bez winy. Znów więc odpuścił, według mnie racjonalnie. Teraz by leczyć swoje kompleksy zwracacie sie do kogoś kogo tu nie ma, jeden nawet po meczu z City wypominał mu że nie napisał komentarza, mimo że napisał bezpośrednio po meczu. Ludzie, czy naprawdę macie tak nieinteresujące życie że czekacie na komentarze jakiegoś typka w necie?

    Sytuacja wygląda następująco, pisze-źle, nie pisze-źle.

    Nic mnie facet nie obchodzi, ale wielce zastanawia mnie fakt ciągłego nawiązywania do jego obecności/nieobecności. Wchodzę na bloga, widzę licznik komentarzy, chętnie poczytam opinie na temat spotkań, z różnych perspektyw, natomiast obecnie czytam wstawki kierowane do faceta który nie odpisuje. Widać on ma was w poważaniu (dzięki bogu, bo dopiero by sie zaczął shitstorm).

    Serdecznie przepraszam za ten niemerytoryczny wywód, ale jego celem jest próba zmniejszenia postów leczących kompleksy wyżej wymienionych Panów.

    Odpowiedz
    1. ~kerrydixon

      Stelma,
      Już ja pamiętam jak ciebie Alasz nie obchodzi 🙂
      Nie uważasz, że to trochę niekulturalne w ten sposób wtrącać się w dyskusję? Widzę, że opanowałeś gramatykę i poprawiłeś stylistykę, bo od czytania Twoich wypocin jakiś czas temu dostałem niemal kociej mordki, brrr ależ to była grafomania… Już zastanawiałem się czy jeszcze żyjesz-no i proszę…
      Kwintesencja naszego życia to czytanie i pisanie komentarzy w necie, zwłaszcza tych Alasza, potrzebujemy ich jak kania dżdżu! Zrozum nas i nie krytykuj, ale dziękujemy za analizę naszych kompleksów-miło posłuchać eksperta.
      Zamiast przepraszać za takie wywody po prostu ich nie pisz-zaoszczędzisz sobie i nam czasu.
      Konkludując, czekam nadal na opinię Alasza, zaś swoją Stelma zostaw dla siebie, no chyba, że chcesz podzielić się z nami przemyśleniami na temat aktualnej formy swojego ukochanego zespołu… Zaraz…zaraz…, komu Ty kibicowałeś??? 🙂
      Nie denerwuj się Stelma, a pretensje kieruj bezpośrednio do Moyesa-to właściwy adres i przyczyna twej frustracji 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *