Smutny tekst o kibicowaniu

„Nazywam się Mike Ashley. Mam kupę forsy, dorobiłem się sprzedając sportowe ciuchy, a na liście najbogatszych Brytoli jestem w połowie setki. Wcześniej byłem w połowie pięćdziesiątki, ale coś mnie podkusiło i kupiłem Newcastle. Odkąd w nim siedzę, mam tylko kłopoty”. Pewnie nie pamiętacie, więc na wszelki wypadek przypomnę: wyimaginowany monolog właściciela klubu z St. James’ Park napisałem ponad pięć lat temu i mam wrażenie, że pozostał aktualny. „Mówią mi o demonstracjach pod bramami stadionu i o tym, że kibice nie przyjdą na następny mecz. I wiecie co? Pieprzę to. Wiem, że wyglądam jak burak i źle mówię po angielsku, ale (…) bojkot przetrwam, bo każdy bojkot kiedyś się kończy. Może się nie znam na piłce, ale jednego się nauczyłem: jeśli drużynie idzie, kibice wybaczają jej wszystko”.

Ano właśnie. Nie dalej niż w tym tygodniu fani Srok prowadzili kolejne antyashleyowskie demonstracje, nie mogąc wybaczyć właścicielowi sposobu rządzenia klubem – zatrudnienia Joe Kinneara na stanowisku dyrektora sportowego (najnowszy eksces Kinneara to wyprawa na mecz Birmingham, w trakcie którego dopytywał ponoć miejscowych działaczy, ile będzie kosztował Shane Ferguson – nieświadom faktu, że piłkarz ten… jest już graczem Newcastle, jedynie wypożyczonym do klubu z Championship), biernej postawy na rynku transferowym, podpisania umowy sponsorskiej z kontrowersyjną firmą pożyczkową Wonga, a w końcu fatalnej gry w kilku pierwszych meczach sezonu (MC, WHU, Sunderland, Hull i Everton). Jedyną odpowiedzią klubowych władz był… zakaz stadionowy dla relacjonujących protest lokalnych redakcji i szykany wobec stowarzyszenia kibiców, które stanęło po stronie mediów.

Rzecz w tym, że wczoraj Newcastle grało z Chelsea – i odniosło zasłużone zwycięstwo. Zwycięzców się nie sądzi, nawet jeśli swój triumf zadedykowali (ustami Alana Pardew) właścicielowi klubu. Zwycięzców się chwali za to, jak mądrze to spotkanie rozegrali, usypiając Chelsea w pierwszej połowie i przyciskając ją w drugiej – obejmując prowadzenie, a potem szczęśliwie go broniąc, z imponującym zaiste wkładem pracy – wkładem, którego zabrakło gościom (wkurzony Mourinho mówił potem, że wybrał jedenastu złych piłkarzy). Pierwszy gol dla Newcastle padł wprawdzie po stałym fragmencie i ktoś mógłby rzec, że równie blisko, co Gouffran, był Terry w pierwszej połowie – ale Newcastle podkręciło tempo już kilkanaście minut wcześniej. Goście, którzy do tej fazy spotkania właściwie niewiele musieli – Newcastle pozwalało im grać piłką i zostawiało wiele swobody, choć raczej z daleka od bramki Krula – zmobilizować się już nie potrafili, zwłaszcza że Mourinho zdjął z boiska Matę i Torresa. Zupełnie tak, jakby myśleli, że ten mecz sam się wygra…

No i taka to natura tej ligi, co to nie potrafimy przestać jej oglądać: każdy może wygrać z każdym, bardzo dobry przed tygodniem zespół dostaje manto, a drużyna, z której wszyscy się śmieją, ogrywa faworyta do mistrzostwa. Ze względu na kibiców Newcastle, którzy przez ostatnie lata musieli wycierpieć wyjątkowo wiele (ze spadkiem z Premier League włącznie), szczególnie mnie ten wynik ucieszył. Zwłaszcza że jedna z gazet, której odmawia się wstępu na St. James’ Park, przypomniała na świetnej czołówce, o co w tym wszystkim chodzi.

Legenda tego miejsca – sir Bobby Robson – powiedziała kiedyś, że klub to nie budynki, dyrektorzy czy ludzie, którym płaci się za reprezentowanie go. Nie kontrakty telewizyjne, klauzule wykupu, działy marketingu i loże VIP-owskie. Klub to hałas, pasja, poczucie przynależności i duma całego miasta. To mały chłopiec, wdrapujący się po raz pierwszy na trybuny, ściskając dłoń taty i gapiąc się na ten otoczony czcią kawałek murawy poniżej; chłopiec, który zakochuje się właśnie na całe życie.

Smutny tekst o kibicowaniu piszę – mając w pamięci zarówno całkiem świeże obawy Gary’ego Neville’a, że ceny biletów uniemożliwią klubom Premier League dopływ świeżej kibicowskiej krwi, jak niedawne narzekania Andre Villas-Boasa na niewyraźny doping z trybun White Hart Lane i wydrukowany w „Guardianie” reportaż o sąsiadach tego stadionu, właścicielach niewielkich warsztatów i knajpek, którzy stracą swoje miejsca pracy w związku z jego rozbudową. „Kibiców mają gdzieś nawet prezesi po Oksfordzie” – to też porażająco aktualny cytat z tekstu sprzed pięciu lat, niestety.

PS. A poza tym uważam, że:
analiza Michała Zachodnego wyczerpuje w zasadzie kwestię meczu Arsenalu z Liverpoolem. Co do mnie, utwierdziłem się w przekonaniu, że przypisywanie wszystkiego, co dobre u gospodarzy, Mesutowi Ozilowi, jest nieuprawnione. Ramsey i Cazorla strzelali bramki, ale naprawdę wspaniale grali Arteta i Kościelny.
– Villas-Boas popełnił karygodny błąd, ryzykując zdrowiem Llorisa podczas meczu z Evertonem. Bramkarz Tottenhamu, po zderzeniu z Lukaku (kolano Belga trafiło w głowę Francuza) stracił na chwilę przytomność i jak bardzo nie domagał się potem powrotu do gry, powinien zostać zmieniony.
– skoro o bramkarzach: nie ma sensu naśmiewać się z Boruca. Gol Begovicia był funkcją pecha, wiatru, ale też taktyki trenera Pocchetino, grającego wysokim pressingiem i zmuszającego bramkarza do nietrzymania się linii.
– skoro o bramkarzach: decyzja o daniu odpocząć Hartowi (pisałem o tym przed tygodniem) ma wielki sens; niejeden z będących w podobnej sytuacji, z Jerzym Dudkiem włącznie, wracał silniejszy.
– David Moyes myśli z wyprzedzeniem. Nie wiem, czy ze wszystkiego, co zobaczyłem, przeczytałem i usłyszałem w ten weekend, najbardziej nie spodobało mi się jego zdanie o tym, że Adnana Januzaja widzi jako przyszłą „dziesiątkę” Manchesteru United, i tylko dla oswojenia zaczyna od wystawiania go na skrzydle.
– porażka 7:0 może się zdarzyć każdemu (patrz w przeszłości klęski Arsenalu z MU, MU z MC czy Tottenhamu z Wigan): ani o Norwich, ani o MC ten wynik nie mówi nic ostatecznego.

33 myśli nt. „Smutny tekst o kibicowaniu

  1. ~mediafight

    Arsenal wygrał. I wygrał pięknie. Alleluja!

    A Newcastle po prostu mi żal, mam ogromny sentyment do tego klubu, to mój pierwszy ‚zaliczony’ stadion w UK, poza tym pamiętam czasy kiedy Sroki naprawdę się liczyły i walczyły o wiele wiele więcej.

    A Ashley niech zrobi w końcu to co obiecuje od dawna, czyli po prostu odejdzie z klubu oddając go dobre ręce.

    Odpowiedz
  2. ~Ryszard Pilch

    Wspaniały tekst o kibicowaniu,

    i ten cytat z Robsona:
    Klub to hałas, pasja, poczucie przynależności i duma całego miasta.

    To mały chłopiec, wdrapujący się po raz pierwszy na trybuny, ściskając dłoń taty i gapiąc się na ten otoczony czcią kawałek murawy poniżej;

    chłopiec, który zakochuje się właśnie na całe życie.

    W Polsce podobnie, wielu prezydentów miast, prezesów klubów, redaktorów naczelnych, szeryfów policji nie rozumie istoty, nie rozumie czym i Kim jest klub. W temacie football biznes jesteśmy w erze pozytywizmu, czyli praca u podstaw nas czeka.

    Odpowiedz
  3. ~jpawl

    Zgadzam się w 100%, że pozostawienie Llorisa na boisku to była skrajna nieodpowiedzialność. Ale to raczej głowa bramkarza trafiła w kolano Lukaku niż odwrotnie – nie wiem jak Belg mógłby uniknąć zderzenia w tej sytuacji…
    W każdym razie – takiej słabizny Evertonu jak w I połowie dawno nie widziałem, ale trzeba też oddać co należna doskonale zorganizowanej formacji obronnej Kogutów (co zmieniło się po zejściu Sandro).

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Faktycznie, w pierwszej połowie Everton wyglądał wyjątkowo słabo, a w drugiej co najwyżej przeciętnie, ale jakby nie patrzeć, była była to niewielka zmiana na lepsze…
      Co do Boasa to nie ma sensu nawet komentować decyzji o pozostawieniu na boisku LLorisa, bo to był jakiś ponury żart…
      Poza tym dokonane przez AVB zmiany znowu nie przyniosły żadnego, tzn. żadnego pozytywnego, efektu. W zasadzie to nic nowego, bo jeśli dobrze pamiętam, może ktoś wyprowadzi mnie z błędu, to w tym sezonie po dokonanych przez niego zmianach Koguty jedynie utrzymywały wynik, bądź traciły bramki, a ilość strzelonych przez nich goli po wspomnianych zmianach wynosi nadal równe ZERO! Trochę kiepskie te statystyki jak na wybitnego taktyka 🙂

      Odpowiedz
      1. ~hazz2

        17 mecz w sezonie Tott i w zasadzie styl gry dużo od spotkania z CP się nie zmienił. Wolno, bez pomyslu, przyspieszenia i jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Everton w 1 polowie bardzo slaby a i tak nawet sytuacji tak naprawdę nie potrafili podopieczni boasa stworzyć. No ale teraz pewnie wygra ze 3 do zera z sherifem i będzie super.

        Odpowiedz
    2. Michał Okoński Autor wpisu

      Nie zdzierżyłem i napisałem o tym Llorisie jeszcze parę zdań dla Sport.pl. Poszukajcie rano, bo moim zdaniem sprawa arcyciekawa. Lekceważy się w tym sporcie kontuzje głowy, albo szerzej: lekceważy się zdrowie zawodników. Duży temat.

      Odpowiedz
  4. ~erictheking87

    Hehe, myślę, że warto założyć jakąś stałą rubryczkę poświęconą Joe Kinnearowi na tym blogu.
    Bo jego radosna egzystencja sprawia, że i moje życie codzienne weselszym jest. A element humorystyczny zawsze jest mile widziany, także tutaj.

    Co do Arsenalu, to myślę, że kluczowa jest nie gra Oezila, tylko jego transfer – ten statement of intentions, które dramatycznie wpłynął na morale i pewność siebie zespołu. A, że te dwie rzeczy potrafią czynić cuda, chyba nikogo nie trzeba przekonywać.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Ja to wręcz odnoszę wrażenie, że Oezil gra gorzej niż jego partnerzy w ostatnich kilku meczach. Co nie zmienia faktu, że Arsenal wygląda imponująco. Łatwość z jaką wychodzili z pod pressingu Liverpoolu, szybkość z jaką przechodzili z obrony do ataku przy kontratakach. Przede wszystkim w końcu skuteczność, no i Aaron Ramsey;)

      Zawsze widziałem w nim spory potencjał, ale on notorycznie grał poniżej pokładanych w nim nadziei. Przechodził przecież do Arsenalu (wiele innych klubów było nim bardzo poważnie zainteresowanych – miał na stole chociażby ofertę United) jako wielki talent. No i teraz dopiero po kilku ładnych latach udowadnia, że wielki talent z pewnością ma. Niesamowite jak potrafi się potoczyć piłkarska kariera.

      Odpowiedz
      1. ~batt18les

        Notorycznie gral ponizej oczekiwan? A przed kontuzja go widziales? Wtedy jako 17-latek tez gral ponizej oczekiwan? Czlowieku… Wybuch talentu Wilshera byl mozliwy dzieki temu ze Ramsey wypadl z gry na caly sezon. Inaczej do startu obecnego seoznu cala Anglia nie uznawalaby za aksjomat faktu ze Wilshere jest graczem klasy swiatowej, do ktorego Walijczyk nie ma startu.

        Aaron przed kontuzja byl daleko z przodu przed Jackiem na drodze rozwoju pilkarskiego. I tylko fakt ze przez kontuzje stracil tyle czasu i zdrowia (fizycznego i psychicznego!) kaze sie nim wszystkim zachwycac dopiero teraz a nie np 2-3 lata wczesniej. Najlepszym przykladem postrzegania Walijczyka i skreslenia go juz dawno jako mozliwie swietnego zawodnika przez angielskie media sa pytania zadawane po kazdym niemal meczu: Aaron skąd te gole, skąd ta gra? Jako wielki fan Aarona od poczatku jego kariery denerwuje mnie to strasznie bo ogolny wydziwek w tym seoznie jest taki: do wczoraj Ramsey byl tylko kolejna para nóg w skladzie, ktore mialy zapelnic luke po kontuzjowanych graczach „swiatowego formatu”. Dzis jest Bogiem.

        Co do Ozila. Nie spodziewam sie ze Niemiec, ktory gladiatorem nie jest, bedzie po przejsciu do Anglii gral 2 kosmiczne mecze w tygodniu. Liczba kontuzji w Arsenalu wyklucza w tym momencie jakakolwiek rotacje. Jak wroci kilku zawodnikow to mysle ze kazdy bedzie gral mniej minut i wyjdzie to druzynie (i Ozilowi szczegolnie) na zdrowie.

        Odpowiedz
        1. ~adipetre

          Wybuch talentu Wilshere’a mogl byc mozliwy przede wszystkim chyba jednak z powodu kontuzji Diaby’ego. To on byl podstawowym b2b Arsenalu, nie Ramsey. Zgadza sie, Aaron byl w hierarchii przed Jackiem ale bylo to cos abslutnie naturalnego. Ramsey jest przeciez starszym zawodnikiem, byl wowczas bardziej doswiadczony (przed transferem grywal przeciez w Championship) no i nie bez znaczenia byl fakt ze przyszedl za naprawde duze pieniadze. Ciezko jest mi sobie wyobrazic ze akcje wychowanka stoja wyzej od bardziej doswiadczonego nowego pilkarza kupionego za kilkanascie mln.
          Talent Ramsey mial zawsze, nie jestem pewien czy jest to kaliber Wilshere’a ale akurat liczba strzelanych goli jest zaskakujaca. Jego technika strzalu nigdy wielkiego wrazenia na mnie nie robila.

          Odpowiedz
        2. ~Stefan

          Wg. mnie grał poniżej oczekiwań. Jeżeli ściągasz 17sto latka za 5 milionów funtów to oczekujesz naprawdę czegoś ekstra. A Ramsey był po prostu kolejnym utalentowanym dzieciakiem. Owszem kontuzje zrobiły swoje, nie przeczę. Co nie zmienia faktu, że tak naprawdę dopiero od kilku miesięcy pokazuje na co go tak naprawdę stać.

          Odpowiedz
          1. ~batt18les

            Rozumiem ze to cena zawrotna w obecnych czasach i ze po 17-latku kosztujacym 5 mln oczekujesz ze wygra zepolowi lige. Brawo. To nie jest wcale duzo bo obecnie za tyle sie nawet sredniego stopera nie da kupic. A zeby 17 latek w najlepszej lidze swiata spelnial oczekiwania to musi strzelac po 3 bramki w meczu? Jesli takie macie kryteria to rzeczywisscie byl to zawod. Wygrywania meczow samemu to sie mozna spodziewaqc po najdrozszym zawodniku swiata (inny Walijczyk) a nie po chlopaku, ktory zaczyna przygode z Premier League. Mecze ktore pamietam z udzialem Aarona na chwile przed kontuzja to np Portsmouth i WHU w PL i Olimpiakos w LM. To byly kapitalne wystepy Ramseya. I nie tylko biorac pod uwage jego wiek i cene.

            http://cwdcomps.blogspot.co.uk/2012/09/aaron-ramsey-vs-portsmouth-200910.html

      2. ~darek638

        Zgadzając się z bardzo celnymi opiniami kolegów przede mną dodam, że Oezil pokazał drużynie na czym polega nowoczesna gra jak również, że Arsenal już jest gotów i potrafi tak grać. Natomiast faktycznie Oezil słabnie w oczach i zobaczymy co będzie dalej bo to nie jest liga dla każdego. Jednak to co zrobił dla tej drużyny warte jest fortunę. W meczu z Liv Arsenal nie rozegrał specjalnie sensacyjnego meczu ale zagrał po nowemu czyli swoje a nie tak jak przeciwnik pozwala.
        W Liv szczególnie nie podoba mi się brak chęci współpracy Sturridgea z Suarezem. Mam nawet wrażenie, że Stuaridge zamiast podchodzić, zbliżać się do partnera woli większy dystans jakby dzielił po swojemu plac gry?
        Co do Llorisa w pełni rozumiem trenera. Wyraźnie było widać, że gdyby został zdjęty odczułby to jak karę. Niektóre zdarzenia na boisku mają dla zawodników nadzwyczajną wagę. To być może dla Llorisa był ten mecz, skoro to „przeżył” to znaczy, że jest gotowy, że jest wystarczająco mocny by drużyna zawsze mogła na niego liczyć. W historii Angielskiej piłki było masę podobnych wypadków. AVB może minimalnie ryzykował ale zawodnik nie zawiódł a jestem przekonany, że to wydarzenie go wzmocni.

        Odpowiedz
  5. ~bin

    Wszyscy juz zapomnieliscie jakie burdy byly kiedys na angielskich stadionach i krwawe walki po za nimi? Ciekawe co wtedy robily te przyslowiowe „dzieci na trybunach”?

    Odpowiedz
  6. ~Stefan

    Co do wyniku Norwich – niby nic ostatecznego nie mówi, ale w COC też się nie popisali, ze słabo grającym United przerżnęli 4:0, ledwie kilka dni później z City aż 7:0. Wg. mnie Norwich notuje spory regres, ale to ledwie początek sezonu

    Bardzo fajna notka Trafne spostrzeżenia, podoba mi się ten krótki, zwięzły sposób przekazywania myśli, ciut nie twitter;)

    Odpowiedz
  7. ~adipetre

    Wg mnie wynik meczu miedzy Norwich a City mowi wiecej o gosciach. Houghton to generalnie bardzo negatywny trener, od jakiegos czasu nie znajduje miejsca w skladzie (Redmond), a nawet na lawcce (Hoolahan) dla jedynych pilkarzy jakich w swojej kadrze posiada. Kryzys narasta, ze wzgledu na Redmonda wlasnie staralem sie byc meczow Norwich tak blisko, jak tylko blisko byc moglem i obecna ich pozycja ligowa jest sprawiedliwa, wiarygodna.

    Jak zwykle malo zarzutow, takich merytorycznych w stosunku do AVB. Nie moze byc tak ze ten zespol gra dramatycznie slaby mecz z Hull City, Portugalczyk dokonuje pierwszej zmiany w przerwie, ostatniej chyba jeszcze przed 70 minuta i tydzien pozniej…wybiera identyczna 11.
    Wkurzaja mnie juz jego motywy, kryteria jakimi sie kieruje wybierajac pierwszy sklad, jak i dokonujac roszad. W pierwszym skladzie wychpdzi sprawdzona i rozczarowujaca opcja a wiec Lennon, w kolejnym juz meczu zmienia go kolejna sprawdzony, rowniez zawodzacy Sigurdsson. Eriksen czy Lamela nie pokazywali w ostatnim czasie mnie od nich, a nie graja prawie w ogole. Kolejna sprawa to Adebayor, byly problemy ale teraz trenuje juz normalnie z druzyna i musi byc dla niego niego miejsce w meczowej 18. Zwlaszcza w zespole majacym takie problemy w tej finalnej czesci boiska.
    Martinez wyciagnal pomocna dlon sadzajac na lawce Barkleya w formie czy nie jest to.zawodnik lepszy od Osmana. Podtrzymuje opinie ze duet Barry-McCarthy to nie jest rozwiazanie, zwlaszcza w przypadku trenera o takim credo. Barkley na b2b w miejsce ktoregos w nich i np Deulofeu badz Oviedo, wowczas mogliby to wygladac plynniej.

    Liverpool jak na tak mizerna gre stworzyl sobie naprawde sporo okazji i to w kontekscie meczu z BVB Wengera powinno martwic. Arsenal to zespol ktory na poziomie mistrzowskim ma tylko druga line (a i to nie we wszystkich obszarach). Osobiscie, srednio mi sie podoba ta ich gra na wymiane ciosow, wczesniej starali sie tlamsic teraz kazdy dostaje swoje minuty. Ozil faktycznie ostatnio anonimowy, dalej w tym zawodniku nie widze tego czegos, co posiadaja Silva czy Coutinho.

    Odpowiedz
    1. ~batt18les

      Do meczu Arsenalu z Liverpoolem kazdy mowil o najlepszym duecie w ataku PL od lat. SAS i tak dalej… Arsenal przeciwko oslawionemu SAS nie stracil bramki, ma drugi najlepszy bilans bramowy w lidze, ma 5 pktow przewagi nad drugim zepolem w tabeli a Ty mowisz ze tylko pomoc i to nie cala maja na mistrzowskim poziomie. Tylko pogratulowac. Rozumiem ze wg Ciebie od obrony Arsenalu lepsza jest ta Tottenhamu. I City z ich komedia pomylek z tylu. I United ktorego kazdy z czterech stoperow (z ich kapitanem na czele) juz w tym sezonie popelnil nie jeden blad. Czy moze Chelsea z najlepszym stoperem swiata, ktorego chciala Barcelona za 40 mln Davidem Luziem, ktory za kazdym razem jak go ogladam w obronie wyglada jakby tam gral pierwszy raz.

      Jako kibic Arsenalu przyzwyczailem sie juz do powszechnie panujacej opinii, za Arsenal nie ma dobrych obroncow i nie potrafi bronic. Nie zmienia sie to od lat. Przekonywac Cie nie bede ze jest inaczej bo mi sie nie uda. Mozesz tak jak wiekszosc na wyspach uwazac Mertesackera za pokracznego giganta, ktory ma mobilnosc walca i ktory prz kazdym szybszym napastniku zginie (powtarzane tez lata choc niejednego szybkiego napastnika zatrzymal-patrz ostatni mecz i to dwoch nie jednego), bez wzgledu na to czy sobie poradzil czy nie. Mozesz tak jak ulubienca mediow Koscielnego oceniac po 2 meczach w kazdym sezonie w ktorym dostaje kartke, powoduje karnego czy strzela OG (obojetnie czy kartka/karny byly slyszne czy nie), pomijajac ze w 30/40 pozostalych meczach sezonu jest bardzo dobry a czesto genialny. Najlepiej beda wygladac ci wszyscy „eksperci” zjadajacy swoje slowa na koniec sezonu, kiedy lige wygra druzyna, ktora nie potrafi bronic, ma ledwo przyzwoita pomoc i 1,5 napastnika w skladzie…

      Odpowiedz
      1. ~Ruta

        Ja jak fan Arsenalu powstrzymywałbym sie jednak od ferowania wyrokow kto bedzie pierwszy po ostatniej kolejce :P. Sam jestem ciekawy na co stac ten zespół, bo na razie jest pierwszy a kontuzji mnostwo. W tej chwili brak nawet jednego klasycznego skrzydlowego.
        Czekam najbardziej na Walcotta, który co ciekawe nigdy nie byl moim ulubieńcem, ale wydaje sie ze teaz bedzie wiekim wzmocnieniem ataku, dodajac i szerokosć i szybkość.
        Słówko o obroncach. Faktycznie Per jest troche drewniany , ale w całej lidze chyba nie ma lepiej ustawiajacego sie zawodnika służacego jako punkt odniesienia dla całejj formacji. Dlatego tez Vermaelen ma problem bo Kościelny potrafi znaleźc ten punkt i jako para z Perem sa najlepsi:)

        Odpowiedz
        1. ~batt18les

          Moja wypowiedz nie miala oznajmic ze Arsenal na 100% w tym roku wygrywa mistrzostwo. Po 10 kolejkach sezonu to by bylo szalenstwo. Tym bardziej ze do konca grudnia czeka seria pojedynkow z druzynami, ktore wymienia sie najczesciej w kontekscie ostatecznego triumfu. Faktem jednak jest ze pozycja wyjsciowa Kanonierow w walce o tytul jest swietna. Rozumiem ze AFC bylo skreslane przed sezonem, ale 10 kolejek to niemalo zeby zobaczyc zespol w akcji a kilku moich „ulubiencow” (Owen, Hansen, Shearer) dalej twierdzi ze Arsenal nie skonczy nawet w top 4. To ja mowie ok. Z City, Chelsea i United nie gral Arsenal, ale Liverpool czy Tottenham tez jakies aspiracje w tym sezonie maja. Najlepsze ze taki Hansen nie mowi ze jemu sie wydaje, czy mysli ze AFC skonczy poz top 4. On mowi „no way they’re going to”. Uwielbiam takich ludzi. Konczac odpowiem na pytanie z wczorajszego MOTD. Will Arsenal win the league this season? I don’t know. But I know they can.

          Co do obroncow zgoda. Pytanie tylko ktory ktorego lepiej uzupelnia. W kazdym razie ich wspolpraca wyglada znakomicie

          Odpowiedz
          1. ~Ron_Obvious

            @batt18les

            „Najlepsze ze taki Hansen nie mowi ze jemu sie wydaje, czy mysli ze AFC skonczy poz top 4. On mowi „no way they’re going to”. Uwielbiam takich ludzi”

            Hehehe, też uwielbiam Hansena i jego „przewidywania”, z najsłynniejszym „You never win anything with kids” na czele. Chyba tylko Lawrenson ma „celniejsze” typowania. Ogólnie cała załoga MOTD to na moje oko anglojęzyczna wersja naszego Engelo-Gmocho-Szpakozaurusa.

      2. ~adipetre

        A moge sam sie na temat tych zawodnikow wypowiedziec?

        Merte jest ok, ale to nie stoper na poziomie Top4.
        Koscielny, on mial fatalny start w Anglii ale potem mi sie bardzo podobal. Przez kolejne kilkanascie miesiecy byl czolowym srodkowym obronca PL, potem jednak cos sie zalamalo. To obronca z duzym potencjalem ale jest bardzo niestabilny.
        Chodzilo mi zreszta o to jak Arsenal broni jako zespol. Sytuacja z pierwszej polowy, gdy Henderson biegnie przez 30/40 m, wpada w pole karne i nikt go nie atakuje, przeciez to jest komedia.
        Duet SaS, Sturridge mial w tym meczu 2 niezle okazje, Suarez 2 swietne. Do tego jeszcze dochodza dwie sytuacje Hendersona, jedna Coutinho. Wszystkie, naprawde klarowne.
        Jednym z bohaterow sobotniego szlagieru byl Szczesny, to chyba jednak cos tam mowi o postawie jego kolegow odpowiedzialnych za obrone. Z beznadziejnym Crystal Palace, o dziwo znowu najwiecej dobrego mowilo sie … o Szczesnym.
        W tej lidze nie ma wielu zbyt wielu dobrze broniacych zespolow, ale Soton czy Tottenham na pewno pod tym wzgledem prezentuja wyzszy poziom niz The Gunners.

        Odpowiedz
        1. ~batt18les

          To zdecyduj sie czy mowisz o obronie druzyny czy o jej bronieniu bo to dwie rozne sprawy. Zarowno Southampton jak i Tottenham bronia sie znakomicie, ale to jest kwestia ustawienia zespolu a nie tylko gry linii obrony. Zreszta wyniki Spurs i Soton i liczba strzelonych przez nich bramek to wyraznie pokazuje. Arsenal tak imponujacej statystyki w golach straconych nie ma, za to bramki strzelone prezentuja sie zdecydowanie lepiej. Nie mozna miec wszystkiego. Co do Szczesnego to nigdy sie wszystkich nie zadowoli. Jak Polak popelnial bledy to sie mowilo ze bez porzadnego bramkarza dalej beda co ktorys mecz tracic punkty. Jak w tym sezonie broni dobrze to niby obrona gra tragicznie. Mnie sie zdaje ze bramkarz tez jest czlonkiem formacji obronnej. Nie znam druzyny, ktora nie potrzebuje bramkarza. To nic nadzwyczajnego ze od czasu do czasu cos musi obronic. Zreszta o ile mi wiadomo to w liczbe czystych kont/styraconych bramek zarowno Soton jak i Spurs ich bramkarze tez mieli niemaly wklad. Boruc broni kosmicznie a Lloris az sie pali do gry w polu i moim zdaniem to kilka razy mial szczescie ze zostal na boisku po tym wymiataniu przed polem karnym (dziwnie brzmi po tej kolejce po ktorej akurat powinien nie ze wzgledu na kartke zejsc z boiska).

          Mertesacker nie jest obronca na top 4? Dziwne ze z nim w podstawowym skladzie w 2013 roku Arsenal zdobyl wiecej pktow w lidze niz ktokolwiek inny. Pierwsza czesc sezonu 2012/2013 nie byla dobra pod wieloma wzgledami, obronnymi szczegolnie, ale to glownie „zasluga” strasznej czesto gry Vermaelena. Do Mertesackera zastrzezen bylo znacznie mniej. A od kiedy na stale jego partenerem na srodku obrony zostal Koscielny, to Big Fucking German prezentuje sie jeszcze lepiej. Francuz to dla niego idealny partner bo szybszego stopera w PL nie ma. Nie ma zreszta dla mnie wiekszego znaczenia co ludzie mysla o BFG . Wazne ze graj w parze z Kosem i wychodzi im to bardzo dobrze. Jesli Mert sie nie nadaje na top 4 a bedziemy z nim w skladzie ogrywac Tottenhamy i Liverpoole do zera to ja nie mam nic przeciwko.

          Odpowiedz
  8. ~pablo

    Dziękuję. Tych spadków i awansów od 1986 już trochę zaliczyłem
    ( podobnie jak z KSC ).
    Joseeee ! Cooo ?
    Dwa zero ! Dwa lata temu Sroki zlały MU 3-0. Także raz na 20 miesięcy wychodzi nam coś niezłego. Ale Jose był przekonany, że kogokolwiek nie wystawi to tego meczu nie da się nie wygrać.
    Jego sfrustrowana mina pod koniec zawodów bezcenna.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Pragnę zauważyć, że ówcześnie NUFC było po prostu cholernie mocną drużyną, a United w tamtym meczu nie istniało w środku pola. IMO mecz życia Tiote, dwoił się i troił, wygrywał wszystkie pojedynki i jeżeli dobrze pamiętam to strzelił też przepiękną bramkę.

      Dzisiaj jednak taka wygrana NUFC jest większym zaskoczeniem, bo są jednak dalej TOP4 niż ówcześnie. Co nie zmienia faktu, że ten wynik bardzo mnie cieszy, bo NUFC od czasów Robsona darzę szczególną sympatią.

      Odpowiedz
      1. ~adipetre

        To jest wlasnie zastanawiajace, trener sie nie zmienil, kadra jest mocniejsza a tak obnizyli loty. Imo wiecej o klasie Pardea mowi sezon obecny i ten ostatni, niz kampania 11/12.

        Odpowiedz
  9. ~DawidSz

    Jestem najsmutniejszym kibicem na świecie. Wiedziałem, że takim wynikiem skończy się ten mecz, ale liczyłem na niespodziankę… której oczywiście nie było, bo być jej nie mogło. Po pierwsze, granie 352 z bokami Flanagan i Cissokho to murowane oddanie bocznym sektorów boiska przeciwnikowi. Jeśli obydwaj są w stanie cokolwiek zaoferować w defensywie (bardzo niewiele), tak już w ataku nie istnieją. Inna sprawa, że znowu zabrakło tego, o czym mówię tu od jakiegoś czasu: kreatywności w środku pola. Cofnięty Gerrard i Lucas ustawieni w jednej linii to również oddanie środka pola. Zresztą przy tak silniej formacji u zawodników Wengera i tak walka ta z góry była przegrana. Henderson ma wielkie serce i płuca, chęci do gry, ale brakuje mu umiejętności technicznych oraz mocniejszej głowy.

    Wielka smuta, bowiem widać, jak wiele brakuje Liverpoolowi do naprawdę dobrej gry. Widać to było po wcześniejszych meczach, ale Arsenal wypunktował owe braki jeszcze mocniej. Arteta z Ramseyem ustawili ten mecz na bardzo wysokim poziomie i zawodnicy Liverpoolu nie byli w stanie przeskoczyć tej poprzeczki. Były szanse, były błędy, jakby jednak nie patrzeć – wygrał zespół lepszy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *