Szanujmy wspomnienia

Za moich czasów, panie, to były mecze z Arsenalem – mógłby powiedzieć sir Alex Ferguson. Zresztą właściwie powiedział – w autobiografii, gdzie rywalizacji z Arsenem Wengerem poświęcił cały rozdział. Siedzący w loży na Emirates obok m.in. Darrena Fletchera i Danny’ego Welbecka emerytowany menedżer MU po raz kolejny musiał cierpieć w milczeniu, patrząc jak spotkanie będące niegdyś klasykiem osuwa się w przeciętność.

Nie to, że nie miał tym razem choć kilku powodów do zadowolenia: wymieńmy przede wszystkim czyste konto bramkarza i defensywy United, dobry występ zaciągającej hamulce w środku pola dwójki Carrick-Cleverley, długie minuty udanego pressingu na połowie Kanonierów i ewidentnie lepsze okazje do strzelenia bramki: ta z pierwszej minuty wprawdzie po błędzie Artety, niewykorzystana przez van Persiego, druga zakończona uderzeniem Holendra, kapitalnie sparowanym przez Szczęsnego na poprzeczkę. W normalnych okolicznościach z punktu na Emirates można by pewnie być zadowolonym, gdyby nie fakt, że po dzisiejszym spotkaniu strata do czwartego miejsca wynosi już jedenaście punktów, które trzeba by odrobić w trakcie dwunastu spotkań. Dobry moment, żeby to powiedzieć publicznie: dzisiejszej nocy straciłem wiarę w awans MU do Ligi Mistrzów; wiarę podtrzymywaną jeszcze przez jakiś czas po transferze Maty.

Kusi mnie, żeby zamiast opowiadać to spotkanie, odprawić dziady po wielkich przecież piłkarzach. Nemanja Vidić przegrywający kolejne pojedynki w powietrzu z Olivierem Giroud (jeden, po rzucie rożnym w pierwszej połowie, powinien przynieść gola gospodarzom). Wspomniany Juan Mata plątający się bezproduktywnie gdzieś na lewym skrzydle. Niemal niewspółpracujący z van Persiem Rooney, widoczny tylko podczas pyskówek z arbitrem. Ponure to w sumie, jeśli dodać ewidentnie tkwiące gdzieś w głowach przykazanie: po pierwsze, nie przegrać. Z punktu widzenia gospodarzy wyglądało to zresztą podobnie, co szczerze po meczu przyznał Arsene Wenger, mówiący o nerwowości, jaka wkradła się w drużynę po klęsce z Liverpoolem. Ale że temat Arsenalu załatwiam gruntownie na portalu Sport.pl, gdzie przyglądałem się grze Mesuta Özila, tu pozwolę sobie postawić kropkę i pójść spać.

Owszem, coś zapamiętamy z tego wieczora. Podanie Gerrarda, błędy obrońców Liverpoolu i kopniak Suareza w twarz Sketelenburga podczas meczu z Fulham. Bramkę Chadliego dla Tottenhamu i statystyki Adebayora (dziesięć meczów przyniosło osiem goli i dwie asysty) po meczu z Newcastle. Ulewę i wichurę w Manchesterze. Wszystko to z dala od Emirates – jeśli chodzi o rywalizację MU z Arsenalem pozostają wspomnienia.

31 komentarzy do “Szanujmy wspomnienia

  1. ~kuba_g

    Remis, który nie satysfakcjonuje nikogo, a z przebiegu meczu wydawałoby się, że obie drużyny są z niego zadowolone. Spotkanie przypominało trochę ten mecz z OT, tam jednak van Persie z niczego potrafił zdobyć zwycięską bramkę, a dzisiaj z dwóch świetnych sytuacji nie wykorzystał żadnej (ten RVP z poprzedniego sezonu w 2 minucie na pewno otworzyłby wynik).

    Ciężko w tym sezonie ogląda się MU. Myślałem, że po przyjściu Maty obraz gry choć trochę ulegnie zmianie, ale niestety tak się nie stało. Rooney i van Persie jakoś nie potrafią się dogadać na boisku, chociaż ta jedna jedyna kombinacja mogła dać gościom zwycięstwo. Anglik był dzisiaj dramatycznie słaby i dograł ten mecz do końca tylko ze względu na nazwisko (Moyes chyba boi się go zmieniać). Ja wiem, że w pierwszej części sezonu był motorem napędowym MU i ciężko sobie wyobrazić co by było, gdyby odszedł w lecie, ale jeśli za taką „grę” ma otrzymywać 300 tysięcy funtów to niech idzie szukać szczęścia w PSG albo Realu.

    Najsłabszy obok Rooneya był wg mnie Vidić. Giroud dzisiaj przestawiał sobie go jak chciał. Serb przegrał z nim dzisiaj chyba wszystkie pojedynki główkowe. Francuz spokojnie mógł zakończyć ten mecz z dwoma golami na koncie. Żal to pisać, ale czas kapitana już nadszedł i to nawet lepiej, że odchodzi (inna sprawa, że informuje o tym otwarcie w lutym, kiedy zespół spisuje się fatalnie – chyba nie tak powinien zachowywać się kapitan?).

    Najlepsi w MU dzisiaj De Gea, Carrick i Smalling. Carras może nie zaliczył jakiegoś wybitnego występu, ale był bardzo solidny, przypominał tego Carricka z poprzedniego sezonu. Dodatkowo to on przejął piłkę na połowie Arsenalu, rozpoczynając akcję zakończoną główką van Persiego. Smalling to na chwilę obecną najlepszy defensor MU obok Evansa. Radzi sobie dobrze zarówno na środku, jak i na boku (na pewno lepiej od przeciętnego w tym sezonie Rafaela).

    Szkoda, że Moyes znów bał się zaryzykować. Na pewno można było wywieźć z Emirates trzy punkty, ale niestety MU zagrało jak typowy ligowy średniak (chociaż patrząc na tabelę takim średniakiem właśnie jest).

    Co do Arsenalu… Kiedy mieli pokonać MU jak nie teraz? Kanonierzy chyba nie wyrzucili z głów tej sobotniej klęski, dlatego bali się zaryzykować. Na ich szczęście Chelsea też zremisowała. Mistrzostwo wygrywa się w meczach ze słabiakami, a w tych Arsenal punktuje bez problemu w tym sezonie, w przeciwieństwie do Niebieskich i City. Wyścig o mistrza będzie pasjonujący i jako kibic MU życzę wygranej Arsenalowi. Bez klasowego napastnika będzie jednak o puchar truudno….

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Żeby wygrać mistrzostwo nie wystarczy „klepać” słabeuszy jak to się potocznie mówi, trzeba jeszcze od czasu do czasu wygrywać z ekipami z czołówki. Nie wiem czy to kwestia braku napastnika… Oezil podobno najlepsza 10 na świecie, obrona-podobno najlepsza w lidze, Giroud też słaby nie jest, a jak to wszystko podsumować to zegar tyka: http://www.sincearsenallastwonatrophy.co.uk/

      Odpowiedz
      1. ~kuba_g

        Oczywiście, że to nie wystarczy, ale pamiętam takie sezony MU, w których Diabły dostawały od Liverpoolu, Chelsea, czy City, a na koniec i tak były nad nimi w tabeli i zgarniały mistrzostwo.

        Arsenal przegrał z Poolem, City, zremisował z Chelsea, a nawet United i Evertonem (trzy mecze u siebie, to może martwić kibiców), ale mimo to nadal jest w czołówce. Wiadomo, że nadchodzący okres będzie kluczowy. Zobaczymy, na co stać Arsenal 😉

        Odpowiedz
  2. ~stelma

    A ja wciąż żyje nadzieja że ten nieudacznik z ławki rezerwowej wyleci na zbity pysk. To co dziś pokazał MU pod jego wodzą dobitnie pokazuje że on ma mentalność środka tabeli i nigdy wyżej nie podskoczy. Byle nie przegrać, tak grał (a Arsenal był bliższy zwycięstwa).

    3/4 sezonu a on NIC nie stworzył, zespól jest w rozsypce a ta niedołęga mówi że dobrze grali.

    12 spotkań do końca, miejmy nadzieje że przegrają możliwie najwięcej i w nowa kampanie wejdziemy z prawdziwym trenerem.

    Odpowiedz
      1. ~Klemson

        Pięciu to chyba nikt nerwowo nie wytrzyma, ale obawiam się, że niestety dadzą mu jeszcze przynajmniej połowę drugiego sezonu, wiadomo będą transfery, nowe nadzieje, bajdurzenie, że okrzepł, poznał graczy, nabrał doświadczenia, itd. O walkę z konkurentami do mistrzostwa zawsze byłem dziwnie spokojny, choć oczywiście różnie ostatnimi czasy bywało, ale w życiu nie spodziewałem się, że największym problemem będzie rozwalanie tej ekipy od środka.

        Odpowiedz
  3. ~Mike

    To ja wspomnę o Ozilu.
    Jako kibic Realu muszę przyznać, że to świetny przykład na to jak mylne wrażenie o piłkarzu można wyrobić sobie nie oglądając go mecz w mecz. Ozil idzie do Arsenalu, komentarze? Transfer genialnego piłkarza! Madryt traci wirtuoza! Pół bóg zmienia barwy. Kurcze błąd. Gdyby ci piewcy oglądali uważnie każdy występ Mesuta z RM, a nie urywki z youtube, suche statystki czy wycenę na transfermarket wiedzieliby, że sinusoidalność jego formy osiąga absurdalne wartości. Obecna sytuacja to nic nadzwyczajnego. To nie jest piłkarz do wygrywania. Wygrywa się zawodnikami prezentującymi klasę dzień w dzień, z małymi przerwami, a nie znikającymi na długie tygodnie. To piłkarz na dochodzenie trzykrotnie do półfinałów Ligi Mistrzów, ale nigdy nie zagranie w finale. Cieszyłem się z jego sprzedaży i bawiły mnie głupie poematy na jego cześć.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Ja akurat kibicem Realu to nie jestem, ale generalnie co do Oezila to się zgadzam. Jak patrzyłem na Matę we wczorajszym meczu pałętającego się bez celu to myślę, że może być tu podobna historia, no chyba, że MU w końcu zatrudni trenera.

      Odpowiedz
  4. ~sergio

    Mata na początku gry w Chelsea grał na lewym skrzydle, często schodząc do środka także wydaje mi się że jest to taki zawodnik, któremu brak 10 nie będzie przeszkadzać. Poprostu ManU jest roztrojone jako zespół, jak R.Keane przyznał trzeba wymienić pół składu żeby zatrybił. Mecz był podobny do tego z OT, United zaryglowani i wyczekujący na 1 jedyną akcję, a Arsenal odczuwał ostatnie spotkanie z Liverpoolem, a przy takiej formie zawodników z Anfield i Alianz Arena myślę że będzie im ciężko powrócić do siebie. The Gunners w tym sezonie wyciskają najlepsze z tego co są w stanie zaproponować, po prostu nie jest to drużyna na wygranie ligi.

    Odpowiedz
  5. ~Borys

    Takie mecze jak dziś moim zdaniem powinny przekonać zarząd do tego, że Moyes nie jest właściwą osobą dla United. Osobiście już bym go zwolnił jakiś czas temu, ponieważ jego postępowanie jednoznacznie wskazuje, że nie ma pojęcia co robi. Tak czy owak, wczoraj MU grało na remis, który nic im nie dawał- chyba, że piłkarze i trener są pogodzeni z 7 lokatą na końcu rozgrywek (rok temu nie do pomyślenia, obecnie nie wiadomo co się dzieje w ich głowach). Arsenal wyglądał wczoraj słabo, jestem zaskoczony, że taki zespół utrzymuje się w walce o mistrzostwo. Niemniej jednak życzę im zwycięstwa nad City i Chelsea w ostatecznym rozrachunku. Pomijając kwestie warsztatu, pracowitości (o której tyle mówił Ferguson), umiejętności taktycznych i motywowania piłkarzy, to nie jest człowiek z odpowiednim charakterem dla takiego klubu jak United. Zbyt skromny, zbyt skryty, zbyt konserwatywny, i niestety, co najgorsze IMO, tchórzliwy. Byłbym zdziwiony, gdyby zarząd MU tego nie dostrzegał po takim czasie.
    Oby te klasyki wróciły jak najszybciej. Mam wrażenie, że wczoraj charakteru zabrakło obu drużynom.

    Odpowiedz
  6. ~i_miss_highbury

    Jestem o wiele bardziej wściekły po wczorajszym meczu, niż po porażce z Liverpoolem w sobotę. Bo o ile tam po prostu coś stanęło i nie chciało za cholerę drgnąć, tak tutaj zachowawcza gra wywoływała ból zębów.
    Akcje z końcówki meczu, kiedy Ozil czy Gibbs wchodzili lewym skrzydłem pokazały jak bezsensowne było ciągłe pchanie się środkiem i odbijanie od obrony jak od ściany przez 80 minut.
    Największy wstyd w tym, że takim cieniasom jak United w tym sezonie, Arsenal nie potrafił strzelić bramki w dwóch meczach.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Wynika to z dwóch rzeczy, po pierwsze United skutecznie i mądrze się broniło (szkoda, że tak rzadko to oglądamy w tym sezonie), a po drugie Arsenal nie ma napastnika z prawdziwego zdarzenia. Przy tylu dobrych podaniach nawet Welbeck coś by wsadził…

      Odpowiedz
    2. ~KrólJulian

      Problem polega na tym, że nie tylko z MU Arsenal wygrać nie potrafił, ale w zasadzie poza 2:0 z Liverpoolem z żadną z ekip czołówki nie miał za dużo do powiedzenia… Osobiście ciężko mi uwierzyć w to, że zdobędą mistrzostwo z taką grą, choć z drugiej strony w tym szalonym sezonie trudno cokolwiek wyrokować…

      Odpowiedz
  7. ~TakToJa

    Ktoś dobrze napisał na twitterze,że nawet gdyby piłkarze Podbeskidzia grali w koszulkach MU to Arsenal i tak by z nimi nie wygrał. Kanonierzy nic się nie zmienili. Nadal są słabi mentalnie gdy przychodzi do gry w decydujących meczach. To naprawdę wstyd nie wygrać u siebie z tak żałosnym MU. Jeśli nie potrafią wygrać z nimi w takim momencie to niby kiedy mają tego dokonać? Śmieszne jest to jak tak wielka drużyna na Arsenal robi w gacie na samą nazwę MU. Wenger mówi,że Arsenal się zrehabilitował po tym oklepie na Anfield. Nic bardziej mylnego. Jeśli już to Arsenal udowodnił,że ciężko im się podnieść po porażkach. Jeśli nie wygrają w niedzielę z LFC w FA Cup to znaczy,że znów zakończą sezon bez trofeum. Zapamiętajcie moje słowa.

    Odpowiedz
    1. ~Marcin

      Zgadzam się z Twoim zdaniem, byłem zaskoczony niedokładnością gry Arsenalu i tym, że nie potrafili zaskoczyć Czerwonych Diabłów. Niezależnie od tego czy grali bokami czy skrzydłem było to przewidywalne, w pewnym momencie Oezil ruszył do przodu, ale koledzy zostali z tyłu i musiał obijać piłkę na aut, o nogi rywali. Ogólnie Arsenal grał przewidywalnie, nerwowo i niedokładnie.

      Odpowiedz
  8. ~hazz2

    Bramka Chadliego to jedno ale Tim zaszalał z ustawieniem i znowu miał farta. Druga sprawa to świetna forma Llorisa i beznadziejna niestety całej ekipy Srok niemniej od czasu wywalenia wizjonera Hugo z meczu na mecz potwierdza mega klasę. O Ade to już nie ma co wspominać , bo by wyszło, ze się pastwię nad co poniektórymi hę

    Odpowiedz
      1. ~Mike

        hazz2 gdybyś chciał tak naprawdę pomyśleć o Ade to powinien Ci wyjść pean na cześć właśnie Boasa. Spróbuj.

        Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            no w sumie to Ade te bramki i asysty w ostatnich 10 meczach zawdzięcza wyłącznie Boasowi, przecież to on zesłał go do rezerw, by w 2 połowie sezonu wydobyć go z niebytu, spuścić ze smyczy i spijać śmietankę 🙂 To tak wyrafinowany i podstępny plan, że gdyby dorobić mu ogon pokryć złotymi włosami wielkiego stratega, spokojnie mógłby robić za lisa!

        1. ~hazz2

          KrólJulian
          Jak wspominałem nie wspominam a co za tym idzie nie myslę ale gdybym jednak kiedyś to moje mysli szłyby podobnym tokiem

          Odpowiedz
    1. ~adipetre

      Prawda, skromnie cos o Tottenhamie, pewnie padloby wiecej cieplych slow gdyby na lawce dalej siedzial AVB.
      Wg mnie pomysl z ustawieniem Dembele przy linii swietny, biorac pod uwage biede na skrzydlach i bogactwo w srodku. Generalnie zaskoczony jestem tymi ciaglymi eksperymentami Sherwooda. Mam nadzieje ze duet Kaboul-Vertonghen to rozwiazanie na pozostala czesc sezonu, no i Eriksena tez wypadaloby gdzies do skladu wcisnac. Na lawke nie zasluzyl. Proponuje za Lennona.

      Odpowiedz
      1. ~hazz2

        Temat Vertsa i Kaboula jak najbardziej tyle, że ten drugi trochę ze szkła jest niestety a Lennon ostatnio rzeczywiście delikatnie mówiąc nie przekonuje. Eriksen ? Ja np.jeszcze nie wiem co mam o nim myśleć

        Odpowiedz
    1. ~DawidSz

      Dlatego biegają linii bocznej najmniejszego oporu i wrzucają piłki bez opamiętania w pole karne przeciwnika. Piłkarze są tacy, jacy są – Moyes miał dwa okienka transferowe, aby ten stan rzeczy zmienić i nie zrobił nic. Miał 26 kolejek do zmiany systemu gry, a idzie w zaparte tracąc kolejne szanse na choćby walkę o czołową czwórkę. Wina piłkarzy leży wyłącznie w sferze ich osierocenia i pozostawienia pod jarzmem nieudolnego wujka, który nie ma pomysłu, co z nimi zrobić. Dlatego też najlepszym wyjściem będzie rozstanie, ale w rozumieniu sieroty out, a Moyes sprowadza własnych piłkarzy. Czy tylko będzie sprowadzić połowę składu: bocznych obrońców, środkowego pomocnika, skrzydłowych, napastników w zamian tych, których ma już chyba ostatni sezon? Nie sądzę, skoro jego jedynym zakupem był byczy Belg.

      Tottenham ma szczęście przedziwne i obawiam się ich ciułania punktów w ostatecznym rozrachunku. Przecież wczoraj to nie był mecz na tak wysoką wygraną, przecież mecz z Evertonem czy ze Swansea to nie były pojedynki rozegrane na zwycięstwo. Piłkarze zerwani z genialnych pęt taktycznych Boasa dwoją się i troją teraz na boisku i przynosi to efekty, choć sama gra przypomina większy chaos niż za czasów Harry’ego: panowie, wyłazić, grać i wygrywać, bo w tej grze wygrywa ten, kto strzeli więcej bramek, a bramki są dwie, a piłka jedna.

      Co do remisu w „szlagierze”, to jest tylko jedno słowo: Giroud.

      Odpowiedz
      1. ~hazz2

        Może i Tott ma farta ale generalnie to ma też swietnych kopaczy i teraz możemy sie zastanawiać co by bylo gdyby temat od początku ogarniał normalny treneiro

        Odpowiedz
  9. ~me262schwalbe

    Panie Michale, nie rozumiem tego publicznego darcia szat; bez MU Liga Mistrzów też się odbędzie… i nikt jeszcze nie powiedział, że z tego powodu będzie mniej ciekawa. A Roo, RvP i spółka mogą przecież, jak Moyes dotychczas, obejrzeć mecze LM w telewizji…

    Odpowiedz
  10. ~adipetre

    Dwa ostatnie mecze MU doskonale zdefiniowaly filozofie Moyesa. Gdy musimy atakowac – bombardujemy rywala dosrodkowaniami, gdy to rywal lepiej operuje pilka – szukamy dluga pilka najbardziej wysunietego napastnika. Pomysl na gre z ostatniego meczu, raz ze wyjatkowo przewidywalny, dwa malo efektywny gdy te dlugie pilki ma zagrywac np slaby w tym elemencie Smalling. Jedna z angielskich stacji w ostatnich minutach spotkania prezentowala reakcje na boiskowe wydarzenia obydwu trenerow, po obejrzeniu ich nie trudno dojsc do wniosku ze dla Moyesa ten futbol na najwyzszym poziomie jest zbyt szybki. To chyba najwiekszy, obok minimalizmu mankament Davida. Nie budza tez zaufania ludzi ktorymi sie otoczyl (np Phil Neville).
    Wg mnie Champions League wlasnie stala sie celem nierealnym, Liverpool i Tottenham na finalnym etapie sezonu musialaby zanotowac drastyczny regres formy.
    Btw bez wzgledu na losy MU w dalszej czesci rozgrywek, nie wierze w to ze Moyes odejdzie przed rozpoczeciem nastepnej kampanii.
    Po obejrzeniu kilku ostatnich meczow Cardiff duzo latwiej zrozumiec dlaczego Moyes wolal Younga, czy Valencie kosztem Zahy. Bardzo niedojrzaly pilkarz, niestabilny kontakt, typ skrzydlowego bardziej afrykanski, niz europejski.

    Odpowiedz
  11. ~pablo

    Szczerze gratuluje nokautu na St, James’ Park. Wiedziałem, ze bez Cabaye’a będzie mizeria ale , że az taka rzadka.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.