No tak, wiem

1. No tak, wiem, że mówienie o wygrywaniu meczów w ostatnich minutach jako zjawisku cechującym mistrzów to jeden z piłkarskich komunałów, ale jeśli na koniec sezonu rzeczywiście zdarzy się tak, iż Chelsea sięgnie po mistrzostwo Anglii, to analizując przyczyny, będziemy wspominać raczej takie mecze jak wczorajszy z Evertonem, niż wszystkie te piękne pogromy Manchesteru City. Przy nieustających komplementach dla Evertonu, stanowiącego twardy orzech do zgryzienia dla każdego kolejnego rywala (czy z Tottenhamem np. nie było podobnie?), częściej utrzymującego się przy piłce i może nawet ładniej się prezentującego –  stara gwardia Chelsea wie, jak wygrywać. Myślę, że to nie przypadek, iż zwycięski gol był efektem podania Lamparda i wykończenia Terry’ego. Oni wiedzą.

2. No tak, wiem, że wielu z Was odlicza dni do momentu, w którym Arsenal spektakularnie się wywróci. Cierpliwie zauważę, że mamy koniec lutego, a nic podobnego się nie wydarzyło. „To tylko Sunderland”, powiecie, ale ja Wam przypomnę, jak dobrze radził sobie ten Sunderland w ostatnich tygodniach, zostając m.in. finalistą Pucharu Ligi. Lekko odświeżona przez Arsene’a Wengera drużyna w porównaniu do tej, która prawie godzinę musiała grać w dziesiątkę przeciwko Bayernowi, zagrała z rozmachem i na ludzie, odpoczynek od futbolu ewidentnie dobrze zrobił Olivierowi Giroud – może i Mesut Özil, dzięki odsunięciu od składu na to spotkanie, lepiej zniesie trudy kolejnych?

3. No tak, wiem, że Wayne Rooney zarabia skandaliczną kupę forsy (pisałem o tym dopiero co dla Sport.pl), ale czym innym są rozważania na temat klubowej polityki, a czym innym proste stwierdzenie faktu, iż kiedy gra, zwłaszcza w tym sezonie, jest zazwyczaj najlepszym piłkarzem Manchesteru United. Wczorajsza bramka na uczczenie nowego kontraktu i generalnie: bieganie po całym boisku Crystal Palace, znów pozwoliły Davidowi Moyesowi odetchnąć pełną piersią, zwłaszcza że po raz chyba pierwszy w tym sezonie mógł wystawić tak silną drużynę: obok Rooneya i van Persiego grali Mata i Januzaj, a za nimi Fellaini i Carrick. Przyznacie, że nie wyglądało to najgorzej.

4. No tak, wiem, że Liverpool ma fenomenalną ofensywę. To teraz wyobraźcie sobie, ile bramek ta ofensywa mogłaby strzelić… defensywie Liverpoolu. Żart zaczerpnięty z Twittera (jego autorem jest Graham MacAree) moim zdaniem podsumowuje kwestię rozmowy o ewentualnych mistrzowskich aspiracjach zespołu z Anfield Road. Choć oglądanie ich meczów bywa doświadczeniem orgiastycznym; choć kiedy mniej skuteczny jest Suarez, jego obowiązki z wielką swobodą przejmuje Sturridge (zaraz, ale przecież przejmuje je dlatego, że to on teraz gra na szpicy ofensywnego tercetu z Anfield Road – Suarez nie strzela, ale asystuje…); choć Jordan Henderson wreszcie uzasadnia nasze dawne zachwyty – to, co wyrabiają obrońcy, a czasem również bramkarz Liverpoolu, nakazuje być ostrożnym. Trzy gole wpuszczone ze Stoke, dwa z Aston Villą, trzy ze Swansea (podaję tylko wyniki tegoroczne)… Ciekawe, co na to Alan Hansen.

5. No tak, wiem, że Felix Magath uchodzi za tyrana, słyszałem wszystkie anegdotki o treningach z piłkami lekarskimi itd. Może dlatego na nowo zacząłem wierzyć w utrzymanie Fulham, a może zacząłem w nie wierzyć na nowo już w ostatnich tygodniach pracy Rene Meulensteena, zwłaszcza po wypożyczeniu do klubu Lewisa Holtby’ego. W żenujących okolicznościach Fulham żegnało się z poprzednikiem Magatha (a właściwie poprzednikami, bo polecieli także współpracownicy Meulensteena, w tym Ray Wilkins, oraz dyrektor Alan Curbishley), ale na boisku nie było znać śladów rzezi na klubowych szczytach. Walczyli, innymi słowy, i będą walczyć nadal.

6. No tak, wiem, że kibicuję Tottenhamowi dwudziesty siódmy sezon i takich meczów, jak dzisiejszy z Norwich, obejrzałem już pewnie koło setki, o ile nie więcej. Powinienem się przyzwyczaić, przywdziać skorupę ironisty, przypomnieć, że nigdy w tego Sherwooda nie wierzyłem. Za każdym razem boli jednak, cholera: dziś np. sadzanie na ławce najbardziej kreatywnego pomocnika (Eriksena), nadmierne eksploatowanie młodzieńca, który był autorskim pomysłem trenera (Bentaleba, który z meczu na mecz jest coraz słabszy – dziś po jego stracie poszła kontra Norwich), wprowadzenie Chadliego zamiast Townsenda, kiedy kontuzji doznał Capoue, i w ogóle fakt, że drużyna niemal nie grała z pierwszej piłki, gremialnie zwalniając akcje, robiąc kółeczka, podając na boki i do tyłu. Walka o czwarte miejsce w Premier League? Państwo raczą żartować, widziałem niedawno mecz grającego w Championship Queens Park Rangers: poziom był zdecydowanie wyższy.

7. No tak, wiem, że po łebkach to wszystko zapisuję. Pewnie nie wypada tłumaczyć się na piłkarskim blogu okolicznościami niepiłkarskimi, ale jeżeli we środę zajrzycie do nowego numeru „Tygodnika Powszechnego”, może jednak uznacie mnie za usprawiedliwionego.

30 myśli nt. „No tak, wiem

  1. ~Olo

    Skoro było o orgazmie, to trzymając się tematyki – ten szybki numerek mi się podobał;) ( o ile rzeczywiście było to na szybko spisywane;) )

    Odpowiedz
  2. ~Edgar

    Po pierwsze: czy nie pisze Pan od jakiegoś czasu nie pomijających nikogo strzępków zamiast dłuższych skupień nad Tottenhamem czy inną drużyną? Osobiście wolałem te drugie, z wklejonymi grafikami StatsZone.
    Po drugie – uwaga stylistyczna: czy znów oglądanie meczów (Liverpoolu) musi być doświadczeniem orgiastycznym? To nie ma być uwaga szczególnie krytyczna, ma mieć także bardziej ogólny charakter, bo czytałem już gdzie indziej o orgiastycznych doświadczeniach na premierach filmów etc. Chwali się, że obserwator widowiska odbiera je także kręgosłupem, ale mnie włącza się także wewnętrzna czerwona lampka, kiedy czytam po raz kolejny o orgii widza piłkarskiego. Nieco niesmaczne takie porównanie pożyczone z zachodniej, by tak rzec, medialności, gdzie z krwistym uśmiechem przechodzą aluzje rezonujące akurat w moim kręgosłupie. Wyznam, że choćby wyłącznie językowo rzeczy powinny być na swoich miejscach, niczym trener za przerywaną linią podczas meczu.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. ~michal77

    a ja się nie zdziwię gdy na koniec Tottenham będzie czwarty, Sherwood prochu nie wynalazł, ale taka cierpliwa ”dłubaninka” może okazać się skuteczna przy nieregularności MU, LFC i szczególnie Evertonu

    Odpowiedz
    1. ~TaToJa

      Tak, bo Tottenham jest bardzo regularny. Omówmy się, między Spurs, Evertonem a MU rozegrany zostanie pojedynek o maks. 5 miejsce, Top4 już zarezerwowane, tam walczą teraz o mistrza.

      Odpowiedz
      1. ~g33

        jako kibic United, zgadam się. w obozie United nikt nie wieży w top 4, bardziej im chodzi o poprzeszkadzanie LIV z City w zbliżających się meczach….nawet juz spotkanie Stewardów było w związku z obniżką zarobków przez niezakwalifikowanie się do CL. Top 4 dla drużyn aktualnie w top 4 nie oszukując się = zasłużenie !

        Odpowiedz
    2. ~me262schwalbe

      Nie żartuj. Kwestia, kto będzie reprezentował wyspiarzy w kolejnej edycji LM została rozstrzygnięta. Pozostaje jedynie pytanie, kto, żeby zagrać w LM będzie musiał rozegrać dodatkowe dwa mecze. I mam nadzieję, że D.Levy już rozgląda się za nowym szkoleniowcem.

      Odpowiedz
      1. ~DawidSz

        Zostało jeszcze 11 kolejek. Faktycznie, Everton z tego wyścigu już dawno odpadł, a jeszcze przed nim United, ale nie skreślałbym tak szybko aspiracji Tottenhamu. Grają niespecjalnie ciekawy futbol, ale kto wie, jak się to wszystko potoczy. Odzywa się we mnie kibic, który chowa głowę w piasek, nie chce się przyznać, że walczymy nie tylko o czwarte miejsce, ale być może coś więcej, ale trudno mi uwierzyć, że Liverpool jest tak wysoko. Strach żeby nie zapeszyć… ale Suarez, Sturridge, Sterling na to wskazują, ale z drugiej strony oglądanie Skrtela, Toure czy Johnsona przyprawia palpitacji serca.

        Odpowiedz
  4. ~gomez

    Patrząc na wyniki Sherwooda to myślę że żaden trener nie wyczarowałby niczego lepszego, dać mu czas do końca maja a swoje wygra. Taki Heynckes/Hiddink byłby idealny na nowy sezon, ale to raczej tylko marzenie ściętej głowy, może Spaletti/Mancini albo Klinsmann. Problemem Kogutów jest niedobór klasowych zawodników (Loris, Paulinho, Ericsen może Vertoghen). To trochę za mało żeby walczyć o LM. Okropnie bije po oczach wyrzucenie pieniędzy na Soldado i Lamelę(żeby na ich miejscu byli Higuain/Negredo i Willian).

    Odpowiedz
    1. ~adipetre

      Niedobor klasowych zawodnikow? Tottenham ma w kadrze reprezentatow najlepszych reprezentacji swiata – Brazylii, Francji, Argentyny, Hiszpanii itd.
      Btw sprawdzenie czy wypisane przez ciebie nazwiska pilkarzy zgadzaja sie z ich oryginalna pisownia – nawet to zadanie jest dla cb zbyt trudne?

      Odpowiedz
  5. ~Marcin

    Ciągle aktualne jest to co Pan redaktor podkreślał przy poprzednich wpisach. Chelsea wygrywa, ale napastnicy wciąż nie strzelają bramek. Wyręczają ich obrońcy, wcześniej Ivanovic, ostatnio Terry. Wydaje mi się, że wystarcza to na Premiership, ale czy wystarczy na LM ?

    Odpowiedz
  6. ~hazz2

    Akurat wprowadzenie Chadliego zamiast Townsenda nie powinno dziwić bo o tym drugim juz wszyscy wiedzą , że niewiele oprócz biegania potrafi a do tego jest po kontuzji bez formy Andros ma niewatpliwie jeden atut a jest nim jego narodowość, bo gdyby dajmy na to był Francuzem nikt by juz o nim nie pamiętał. co do reszty to w zasadzie zgoda ale co do Bentaleba to Tim chyba robi się tak samo głupio uparty jak jego poprzednik w sprawie Ade

    Odpowiedz
    1. ~MgM

      Townsend ciągle tylko zbiega ze skrzydła i jak najszybciej oddaje strzał. Taki Arjen Robben w wersji dla ubogich.

      Odpowiedz
  7. ~erictheking87

    Ja tak tylko na sekundkę:

    Panie Michale, odnośnie Rooneya (mnie to też zaskoczyło), nie wiem czy Pan wie, ale Anglik jest w tym sezonie graczem mającym na chwilę obecną najwięcej asyst w Premiership i Lidze Mistrzów.
    To tak odnośnie tego czy jest w 10 najlepszych obecnie piłkarzy świata 😉

    Odpowiedz
    1. ~airborell

      No tak, Ribery, Modrić czy Vidal nie mają żadnej asysty w Premiership, co oznacza, że z pewnością są gorsi od Rooneya…

      Odpowiedz
      1. ~Zikosan

        Że tak powiem, pysznie powiedziane. Myślę jednak, że taki oracz jak Wayne „Żelazne Płuco” Rooney (dodając do tego jego kreatywność i przegląd pola) odnalazłby się w każdej lidze, w każdej mistrzowskiej drużynie, w pierwszym składzie. Ale to tylko moje zdanie. Nie trzeba się z nim zgadzać 😀

        Odpowiedz
      2. ~erictheking87

        Ty tak chyba nie na serio z tym Vidalem? 😉 przecież nikt już na poważnie nie traktuje statystyk pochodzących z ligi włoskiej 😉

        Rooney ma 9 asyst w Premiership i 6 w LM – w obu jest najlepiej asystującym graczem, pomimo, że całkiem sporo czasu spędził na leczeniu kontuzji.

        Można odwrócić to co napisałeś – Bayern i Real grają w swoich ligach na jedną bramkę, więc z pewnością oznacza to, że Ribery i Modric są lepsi od Rooneya…

        Ps. wszyscy wymienieni mają mniej asyst w swoich ligach i mniej w LM.

        Odpowiedz
    2. ~KrólJulian

      Delikatna szpila wbita przez Erica wspomnianej trójce graczy została bezbłędnie wychwycona, jestem przekonany, że właśnie takie miał intencje pisząc ten post… A jak sprytnie zakończył to pytaniem do autora… Niewiniątko – lbwmiHm

      Odpowiedz
  8. ~Zikosan

    Nie wydaje mi się, aby to, kto będzie grał w LM w następnym sezonie było już ustalone, żadna drużyna nie prezentuje stałej formy z drużynami, z którymi powinny wygrywać bez zająknięcia. Wiem, że w każdym sezonie zdarzają się wpadki, ale w tym sezonie jest to nagminne. Pomijam formę United. Myślę, że przyczynę każdy widzi w rozbieganych oczach Davida Moyesa. Jasne, że Arsene Wenger prezentuje się jeszcze gorzej… ale do tego wszyscy zdążyli przywyknąć. Wpadłbym w panikę, gdyby siedział rozluźniony, bo to znaczyłoby, że nie żyje. Wracając do tematu. Każdy zaliczył „wpadkę” tracąc punkty z teoretycznie słabszym przeciwnikiem, choć najsolidniej w tym zestawieniu prezentuje się Arsenal. Różnica pomiędzy 1. a 4. miejscem to zaledwie 4 punkty (nie zmieniłaby tego wygrana City w zaległym meczu), łatwo wypaść, zwłaszcza, że tam jeszcze każdy z każdym będzie się „boksował”. Paradoksalnie najłatwiej jednak będzie miał Arsenal. Za miesiąc po maratonie z najlepszymi, gdy „góra” będzie miała jeszcze punkty do rozszarpania między sobą, im zostanie 5 meczów z dołem i środkiem tabeli, a w tym sezonie takich meczów nie przegrywają. Pytanie tylko, gdzie w tabeli będą po meczu z Evertonem 😀

    Odpowiedz
  9. ~UnitedFan

    Spisujecie już United na straty, a przypomnijcie sobie sezon w którym City zdobywało mistrza. United na bodaj 4 kolejki przed końcem miało 8 pkt przewagi i tytuł już w ogródku, a co wyszło? No właśnie, ja bym TOP4 już nie rezerwował.

    Odpowiedz
    1. ~Zikosan

      Jest różnica, gdy do przeskoczenia jest jedna drużyna, a gdy jest więcej niż jedna. United musiałoby zacząć wygrywać, a pozostali przegrywać. Jedno, czy dwa potknięcia nie wystarczą. Zresztą pożyjemy – zobaczymy. Najpierw United musi uwierzyć, że może, a tu leży pies pogrzebany, że chyba nie bardzo sami w to wierzą.

      Odpowiedz
    2. ~me262schwalbe

      Jaki jest kurs na to, że United skończą w TOP4??? Może rzeczywiście warto zainwestować 1 zł, żeby wygrać powiedzmy 1000 zł. Inaczej chyba szkoda nawet tej złotówki

      Odpowiedz
    3. ~Jaskier

      Hmm, mało prawdopodobne, ale wciąż możliwe.

      Teoretycznie wszystko wciąż w rękach United. Musieliby „tylko” zacząć seryjnie wygrywać (także z najsilniejszymi, w tym z czwartym w tej chwili Liverpoolem). Wydaje mi się, że drużyna Rodgersa może stracić w najbliższych meczach te 11 punktów (w tej chwili tyle dzieli oba kluby).

      Rozkład gier Liverpoolu:
      Southampton (w), ManUtd (w), Cardiff (w), Tottenham (d), West Ham (w), ManCity (d), Norwich (w), Chelsea (d)

      Odpowiedz
      1. ~DawidSz

        United musiałoby zacząć grać w piłkę, od tego zacznijmy. Porównywanie innych sezonów nie ma tu żadnego sensu. Aktualnie drużyna Moyesa gra nieporównywalnie słabiej niż jakikolwiek kandydat do czołowej czwórki przez ostatnie lata. Wspominanie City z tego okresu również nie ma sensu, bo drużyna Manciniego pokazywała charakter, teraźniejsze United może co najwyżej bezbarwnością zasłonić każde spotkanie, a kolejnymi wrzutkami zrobić roczny trening obrońcom innych drużyn.
        Jasne, że Manchester może wygrać z Liverpoolem, patrząc na grę obrońców zespołu Rodgersa. Nawet Liverpool może przegrać wszystkie mecze do końca, jak dawien dawno robiło to Hull, Ipswich Town i tak dalej, ale takie porównania nie mają żadnego sensu, ponieważ United musiałoby zanotować ekstremalny progres w swojej grze. Albo przynajmniej dać nadzieję kibicom ostatnimi wyczynami boiskowymi, które, powiedzmy szczerze, optymizmem nie napawają. A z drugiej strony, należałoby wywieźć komplet punktów z Hawthorns, co wielu śmiałków próbowało uczynić w tym sezonie:)

        Odpowiedz
      2. ~TomekG

        Czyli nie „wszystko w rękach United”. Wygrywać sobie mogą, ale jeżeli Liverpool się nie posypie (albo posypie się na mniej niż 11 punktów), to Wielka Seria Man United i tak na nic się nie zda.

        PS Osobna sprawa to czy ktoś w tak radykalną poprawę gry wierzy (ja na pewno nie).

        PSS A tak właściwie powinno się mówić o 12 punktach różnicy – goal difference obu zespołów to 35 do 12. Chyba że Liverpool nagle zacznie bardzo wysoko przegrywać a United bardzo wysoko wygrywać…

        Odpowiedz
      3. ~KrólJulian

        Jeszcze np. mecze z CP i Srokami też ich czekają, teoretycznie powinni je wygrać, ale wiadomo jak to jest z tymi ostatnimi kolejkami…

        Odpowiedz
          1. ~DawidSz

            Tak, przed Liverpoolem wielka próba charakteru i szalenie ciężkie mecze. Tylko z drugiej strony, inni kandydaci do TOP4 również nie mają najłatwiejszych meczów, a do tego prezentują się gorzej na boisku. Z natury jestem pesymistą, dlatego nie wierzę, że Liverpool da radę powiększyć znacząco przewagę nad przeciwnikami, ale mam cichą nadzieję, że Ci potracą również punkty, bo tak naprawdę wielkimi faworytami w każdym meczu w tej lidze zostały tylko Chelsea i City – są to dwa zespoły, które w niemal każdym meczu wychodzą jako potencjalni zwycięzcy, a do ich składów i systemów gry niespecjalnie można się przyczepić, choć jak wychodzi, to też widzimy. Liverpool ma beznadziejną obronę, która przy każdym stałym fragmencie gry popada w chaos. Liverpool ma nierównie grającą linię pomocy. Dlatego też nie mówię, że mogą walczyć o cokolwiek być może 3 miejsca, ale spokojnie mogą też potracić punkty, kiedy chociażby Henderson czy Sterling zanotują zniżkę formy. Tylko, że Tottenham i Manchester taktycznie wypadają słabiej i widać u tych pierwszych, że nie wiadomo co grają, a u tych drugich wiadomo aż za doskonale co grać będą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *