Jeśli Liverpool nie zostanie mistrzem Anglii

Błąd, który być może kosztował Liverpool mistrzostwo kraju, popełnił ten, któremu na mistrzostwie zależało najbardziej. Wychowanek i kapitan klubu, krew z krwi i kość z kości tej drużyny, człowiek, którego kuzyn zginął na Hillsborough, o czym często przypomina, i który jak mało kto jest świadomy dwudziestoczteroletniego oczekiwania na tytuł; człowiek, który płakał po ciężko wywalczonym zwycięstwie nad Manchesterem City, który mobilizował później drużynę do zdwojonego wysiłku w Norwich, tym razem potknął się w niegroźnej pozornie sytuacji i Demba Ba ten jeden jedyny raz mógł popędzić na bramkę gospodarzy. No i sami powiedzcie, jak tu nie dawać kolejnego akapitu o okrutnym bogu futbolu, który bawi się naszym kosztem. Jeśli już zakładać jakiś indywidualny błąd piłkarza Liverpoolu, skutkujący golem (skądinąd zdarzają się one tej drużynie często – tylko Tottenham ma ich więcej – i może to też będzie miało jakiś związek z rozmowami o mistrzostwie), to dlaczego właśnie jego, a nie np. Mignoleta czy Sakho? Gdzie w ogóle byłby Liverpool, gdyby nie bramki i asysty kapitana, gdyby nie jego opanowanie przy rzutach karnych, wyobraźnia przy dalekich, zmieniających tempo i strony boiska podaniach, gdyby nie świetna gra pozycyjna („zrobię z ciebie nowego Pirlo” – powiedział Brendan Rodgers)? Świat nie powinien być urządzony w ten sposób – rozumiem kibiców Liverpoolu, którzy tak właśnie myślą, i rozumiem samego Gerrarda, który z pewną nadmiernością próbował naprawić swój błąd w drugiej połowie – podczas jej trwania kilkakrotnie odnosiłem wrażenie, że zamiast nieco rozpaczliwie uderzać z dystansu powinien próbować kolejnej kombinacji z kolegami.

Ale rozumiejąc ich, nie jestem w stanie dołączyć do zbiorowych narzekań na złego Mourinho. Jeśli mamy oddzielać przywiązanie do piękna ofensywnego futbolu i piękna piłkarskich opowieści od rozmów o piłkarskiej taktyce, trenera Chelsea możemy po dzisiejszym meczu jedynie podziwiać. Mając w perspektywie półfinałowy rewanż w Lidze Mistrzów (tu również zresztą wypada mu przyznać rację: Premier League doprawdy mogła pomyśleć o przeniesieniu meczu z Liverpoolem na sobotę – choć z drugiej strony Atletico również grało dzisiaj), bez kontuzjowanych Czecha i Terry’ego, z praktycznie debiutującym Kalasem, przygotował swoją drużynę perfekcyjnie. Najpierw wytworzył wrażenie, że zamierza ten mecz odpuścić, co zapewne również miało swój wpływ na stan psychiczny gospodarzy. Później wydelegował do gry zespół całkiem solidny. W końcu: ustawił go ultradefensywnie. Czy to był antyfutbol? No, przyznaję: z trudem znosiłem te wszystkie momenty, w których Chelsea opóźniała wznowienie gry, ale już to, że nieustannie miała między piłką a bramką dziewięciu czy dziesięciu piłkarzy, przyjmowałem ze zrozumieniem. A jak inaczej miała grać z Liverpolem, skoro nie zamierzała – jak Tottenham czy Arsenal na tym stadionie – podkładać głowy pod topór? Skoro wiadomo, że Liverpool najgroźniejszy jest w szybkim ataku, po przejęciu piłki przed własnym polem karnym i jednym czy dwóch prostopadłych podaniach do wybiegających za plecy obrońców Suareza albo Sterlinga (Sturridge zaczął dziś na ławce), dlaczego nie miała oddać gospodarzom inicjatywy, by samemu głęboko się cofnąć? W żadnym innym spotkaniu Premier League w tym sezonie Liverpool nie miał aż tak wielkiej przewagi w posiadaniu piłki – ale od czasu, kiedy posiadanie piłki było dla Brendana Rodgersa kluczem do zwyciężania, upłynęło już wiele miesięcy…

Oczywiście to nie taktyczny kunszt Mourinho spowodował błąd Gerrarda. Ale o to, czy Wyjątkowy nie polecił swoim piłkarzom przez niemal całą pierwszą połowę usypiać gospodarzy, żeby zwiększyć intensywność gry w końcówce, już bym się nie zakładał. Na to potknięcie złożyło się przecież wiele czynników: cholerny przypadek, ale też fizyczne i psychiczne zmęczenie, frustracja wywołana biciem głową w mur rywali i tym, że naprawdę samemu robi się wszystko, żeby strzelić gola. Po błędzie Gerrarda zresztą piłkarz Chelsea musiał jeszcze trafić do bramki – i przy wszystkich narzekaniach na napastników  tej drużyny Demba Ba akurat tym razem się nie pomylił (a rezerwowy Fernando Torres akurat zrobił swoje przy drugim golu).

Niezwykły więc był to mecz. Liverpool próbował na wszelkie sposoby – bezskutecznie. Chelsea broniła się jak jeden organizm, w którym wyróżnianie jednego składnika wydaje się w związku z tym niestosowne. 41-letni Schwarzer, broniący kilka groźnych strzałów z dystansu i nieomylny przy wyjściach do dośrodkowań? 20-letni zaledwie Kalas, niespeszony grą naprzeciwko najlepszego piłkarza Premier League? Asekurujący go, ustawiony tym razem na środku obrony Ivanović? Doskonały Matić, z którym – gdyby mógł grać przeciwko Atletico – o awans do finału Champions League można by być właściwie spokojnym? Ashley Cole, niegrający ostatnio, a przecież niezawodny – tak tu, jak w Madrycie? Harujący nieprawdopodobnie w defensywie Schürrle i Salah? Właściwie o każdym zawodniku Chelsea można by znaleźć dobre słowo – co nie prowadziłoby zresztą, o paradoksie, do umniejszania zawodników Liverpoolu. Oni również naprawdę zrobili wszystko, co mogli. Może gdyby Brendan Rodgers zagrał na remis, w przekonaniu, że punkt z tego spotkania wystarczyłby do mistrzostwa Anglii…

Jeśli więc Liverpool nie zostanie mistrzem Anglii, nie stanie się tak ze względu na jeden błąd jego kapitana, przywódcy i symbolu: Brendan Rodgers miał po stokroć rację, mówiąc po meczu, że gdyby nie Gerrard, w ogóle nie liczyliby się w walce o mistrzostwo. Prędzej już można mówić o tym, że uczeń nie przerósł mistrza. Rodgers narzekał, że Chelsea zaparkowała na Anfield nie jeden, a dwa autobusy, ale w końcu musiał się tego spodziewać. A Jose Mourinho? Jeśli Liverpool nie zostanie mistrzem Anglii (co przecież mimo tej porażki nie jest rozstrzygnięte) Chelsea zapewne też nim nie zostanie – ale przynajmniej jej trener będzie mógł mówić, że zadecydował o mistrzostwie.

38 myśli nt. „Jeśli Liverpool nie zostanie mistrzem Anglii

  1. ~michal77

    od paru godzin czekałem na ten wpis, by ktoś wyjaśnił mi ten świat,
    teraz trochę łatwiej myśleć o tym wszystkim, dzięki
    ps. mówiłem, żeby grać na remis, mówiłem 🙁

    Odpowiedz
  2. ~Pablo

    Nooo i stało się to co nie miało prawa się stać ( brak choćby 1 punktu gospodarzy ). Jak lubię gdy ktoś potrafi przechytrzyć Wyjątkowego tak chylę przed nim czoła ( nie wierzę, że to napisałem ). Jego autobusy to mimo wszystko nie rozpaczliwa obrona Częstochowy i wybijanie na uwolnienie, tylko konsekwentne próby ( może i połowiczne ale były ) nękania rywali kontrami. Nie rozpaczam, bo jeszcze wiele może się zdarzyć i wierzę, że jednak Gerardowi będzie dane ( w czym największy wkład może miećwróg zza miedzy ). Tak jak wierzę, że Atletico uciszy Stamford Bridge. Ciekawszej końcówki być nie mogło ( na dole też ścisk ). Kibic mniej zaangażowany może się tylko cieszyć. Ja mam nadzieję, że moja rodzina mnie nie wyrzuci wkrótce z domu. Bo zamiast się na niej skupić po sezonie już nastawiam budzik na szlagiery mundialu. Bogu dzięki, że większość jednak przed północą. PS Jamie Carragher oglądający mecz z sektorów nievipowskich – bezcenne.

    Odpowiedz
  3. ~Galopujacymajor

    Ale w czym Rodgers jest uczniem Mou? facet w Swansea, a teraz w Liverpoolu gra o wiele bardziej techniczny futbol rodem z Hiszpanii niź reaktywny Mou niczym współczesny Herrera. z mistrzostwem kontraataków.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Zapewne chodzi o to, że Rogers należał do sztabu Chelsea za poprzedniej kadencji Mourinho, osobiście miał być przez Portugalczyka zaproszony.

      Pewnie, Rogers nie małpuje Mou jak AVB, niemniej przez 3 lata obserwował jego warsztat, niejednego się zapewne od niego nauczył. Choć filozofia futbolowa zdecydowanie ich różni.

      Odpowiedz
  4. ~przecinek

    Opery mydlanej o kapitanie Gerrardzie ciąg dalszy, z bohatera zwycięskiego w chwilę zamienił się w przegranego, choć tegoroczna PL nauczyła nas już chyba, że te kilka kolejek które pozostało, to wystarczająco dużo, by wszystko odwróciło się o 180 stopni.

    Pamiętam jak za czasów panowania Rafy na Anfield, mówiono o nim że to świetny taktyk, potrafiący znakomicie przygotować zespół do ważnego spotkania. Głosy te padały głównie w kontekście wyników Liverpoolu w E.pucharach. Zarzucano Rafie, że pomimo tego nie potrafi wygrać tytułu w lidze. Od pewnego czasu Mou podpada pod podobną kategorię. W swoim ostatnim sezonie w Realu stworzył drużynę anty-katalońską, regularnie bijąc Barce, nawet bez kilku piłkarzy, by ostatecznie mocno przegrać mistrzostwo. W tym sezonie w starciach wagi ciężkiej znów ma wspaniałe wyniki, a tytuł najprawdopodobniej przegrał w starciach ze słabeuszami, których powinien zjeść z palcem w nosie. Jak sobie jeszcze przypomnę, że w tej edycji LM to FC Basel najlepiej, jak dotąd, radziło sobie z The Blues…

    Odpowiedz
      1. ~przecinek

        Być może, pytanie czy „budujący” w tym roku drużynę Mou, w przyszłym będzie w stanie zdobyć tytuł. Konkurencja zapowiada się konkretna – City Pellegriniego może być tylko mocniejsze, Arsenal, wreszcie wolny od obciążeń kredytowych, zapowiada większe transfery, United w takiej sytuacji jak Liverpool tegoroczny – bez obciążeń europejskich i z wielkim nazwiskiem na ławce, Liverpool….
        Trochę będziemy mądrzejsi po okienku transferowym, aczkolwiek „wielka czwórka” może się zamienić w piątkę.

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          Może być też inaczej, bo City w końcu będzie musiało przystopować z tymi zakupami- FFP puka do drzwi, o tej budowie stadionu, która stała na przeszkodzie w wielkim marszu Arsenalu do zwycięstwa to słyszę co roku, więc może teraz już czas na materializację tych zapowiedzi, MU z wielkim nazwiskiem na ławce-oby, ale z transferami może być pewien problem, niezbyt duży, ale jednak magia LM to LM… A niech się wszyscy zbroją, dla mnie to wielka 4ka może zamienić się i w wielką 10tkę-przynajmniej liga będzie ciekawsza, a i satysfakcja z ewentualnego zwycięstwa większa 🙂

          Odpowiedz
          1. ~przecinek

            City już wielu zakupów nie potrzebuje, mają z czego strzelać. Natomiast Pellegrini nie będzie musiał się użerać z przestawianiem zespołu z systemu Manciniego, będą mogli od początku ruszyć z kopyta.
            Co do Arsenalu, to transfer Ozila – moim zdaniem przeceniany, o czym zapewne wspomniałem po raz tysięczny – wysłał pewną wiadomość. Stać nas.
            Kredyt na stadion miał być zaciągnięty w 2003 na 10 lat. Jakby nie patrzeć, Wenger jest ekonomistą z wykształcenia. Liczyć potrafi, także i większe pieniążki.
            United – celnie, sam zresztą się zastanawiałem nad ewentualnym wpływem braku LM. Z jednej strony – buńczuczne zapowiedzi o 200mln na transfery skurczyły się do 100mln. Z drugiej – LFC pokazało w tym sezonie, że brak obciążeń europejskich, może dać sporą przewagę w lidze.

  5. ~redmitch

    Ależ Liverpool grał na remis. Nie było wariackich szarży jeno atak pozycyjny. Atak który wymusił Mourinho. Bez odkrywania tyłów, stawiania wszystkiego na jedną kartę.
    Milion dolców temu który przewidział takiego klopsa.
    Po tym to był już inny mecz.

    Odpowiedz
  6. ~galopującymajor

    Oststni sezon Mou to remis i wygrana ligowych El classico ora wygrana i przegrana w Superpucharze. Z tą regularnością bym nie przesadzał, jedynym który regularnie wygrywał był Guardiola.

    Imho na faze pucharową łatwiej jest mentslnie przyhotować ekipę.

    Odpowiedz
        1. ~Roger_Kint

          Żyję.

          Ja tam generalnie radzę sobie bardzo dobrze. Jak dla mnie 3 miejsce to jest jakiś kosmiczny sukces: walka o majstra do ostatniej kolejki to wspaniały bonus a nie kara 🙂

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            @Roger,
            I o to chodzi, a jeszcze nic straconego, choć rzadko się pewnie zdarza, by kibice Liverpoolu trzymali kciuki za sąsiadów zza miedzy 🙂

    1. ~przecinek

      Oraz remis i wygrana w pucharze króla.

      łączny bilans 3-2-1 całkiem niezły. A wycinkowy też przyjemny: Superpuchar – dwumecz dla Realu. Puchar Króla: dwumecz dla Realu, Liga: dwumecz dla Realu.

      A w wygranym ligowym starciu Mou dał szanse rezerwom.

      Odpowiedz
  7. ~KrólJulian

    Ależ piękna katastrofa!!!
    Takie mecze to ja lubię. Liczyłem, że stanie się to już w meczu z Norwich, ale budowano napięcie do końca.
    Co do Stefana, któremu należy się mistrzostwo to pamiętam jego podanko do Drogby w 2010, jednak chyba podświadomie żałuje, że nie zmienił barw, gdy była okazja…
    Jeśli chodzi o Kalasa to, jak sam twierdzi, ma bogate doświadczenie jako pachołek treningowy, a dla kibiców CFC nie jest postacią kompletnie anonimową.
    Gdy City zmarnuje ten prezent to będą zwykłymi frajerami 🙂

    Jednak wielki Żoze zagrał fair play, niby taki z niego diabeł a tu proszę…
    Jak to ktoś skomentował- na Anfield nigdy nie będziesz szedł sam, ale zawsze z pustymi rękoma… Piękna oprawa kibiców, ale piłkarze i trener zdecydowanie od niej odstawali, no i skończyło się jak zwykle…

    Nie ważne kto zostanie mistrzem, będzie to ekipa, którą Żoze zlał u siebie i na wyjeździe 🙂

    Jeśli Liverpool nie będzie mistrzem Anglii to będzie to w 80 % zasługa BR, a w 19 % SG, zaś w 1 % JM.
    Dziś cały Manchester trzymał kciuki za CFC, a za tydzień kibice Liverpoolu będą trzymali kciuki za Everton, ot i paranoja…

    Odpowiedz
    1. ~Ruta

      „Nie ważne kto zostanie mistrzem, będzie to ekipa, którą Żoze zlał u siebie i na wyjeździe :)” Chelsea wciaz w grze o majstra. Ale fakt ze sezon Chelsea zepsuły takie tuzy jak West Ham czy inne Sunderlandy 😛 . W Angli królem podwórka był SAF i to se ne wrati jak mówia sasiedzi 🙂

      Odpowiedz
      1. ~Marcin

        Trzeba powiedzieć, że mecze o małą stawkę zawsze decydują o mistrzostwie. Oczywiście, uczciwie byłoby żeby najlepszy w bezpośrednich spotkaniach pomiędzy Liverpoolem, City i Chelsea został mistrzem, ale … problemem Chelsea w tym sezonie jest atak pozycyjny – być może w kolejnym sezonie po transferach to się zmieni – ale w tej chwili Chelsea nie zależy od siebie ze względu na własną słabość…

        Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            hmm…żeby skutecznie rozgrywać atak pozycyjny, w dodatku z piłkarzami, którzy wnieśliby nieco więcej jakości do wspomnianego ataku, musiałby całkowicie zmienić swoją filozofię? A to ciekawe stwierdzenie, bo pamiętam takie mecze gdzie jego Chelsea tak właśnie grała bez wspomnianej reorientacji…Co więcej, bywało też ustawienie 334, więc mające mało wspólnego z DDerem… Chyba nie wierzysz zbytnio w elastyczność Mou…

          2. ~airborell

            No nie wierzę. Skoro nie zrobił tego w Realu, tym bardziej nie zrobi tego w Chelsea.

          3. ~KrólJulian

            ja tam się nie zarzekam, bo może i faktycznie mu się nie uda, ale przyszły da odpowiedź na to w jakim kierunku to wszystko pójdzie, a że nie udało się w Realu, no nie jemu jednemu… Może i dobrze, bo dziś by go nie było w Chelsea…

      2. ~KrólJulian

        @Ruta
        Teoretycznie ma, sezon pełen niespodzianek, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, ale umówmy się, że musiałoby nastąpić trzęsienie ziemi, by ten majster się zmaterializował 🙂 Jest dokładnie tak jak piszesz, Chelsea przegrała ten tytuł i to przynajmniej ze 2-3 razy, więc na 4tą szansę zwyczajnie nie zasługuje. Jeśli Liverpool go nie zdobędzie to chyba przez zbytnią pewność siebie i zachłanność. A City dostanie go po trosze w prezencie, tak jak kilka razy Chelsea, jak tego nie wykorzystają to się tylko zaśmieję, bo z tym holywoodzkim składem to na początku kwietnia powinni otwierać już szampany 🙂

        Odpowiedz
  8. ~football blogger

    A ja uważam, że taktyka Mourinho była zrealizowana w 100% na ten mecz.. Wiedział, że musi oszczędzać siły na LM i bronili się szukając szansy z kontry. Błąd Gerrarda sprawił, że the Blues do szatni schodzili z uśmiechem a kolejna kontra w końcówce ustaliła wynik na 2-0. Chelsea udowodniła po raz kolejny jak dobrze gra w obronie. Szkoda mi tylko Stevena Gerrarda, który stał się antybohaterem … już po kilku minutach po meczu posypały się głupie komentarze i zdjęcia http://www.mateball.com/p/175 (a przecież to on był siłą napędową the Reds – zarówno wczoraj jak i we wcześniejszych meczach)

    Odpowiedz
  9. ~Robespierre

    Liverpool gra z Crystal, a City z Evertonem. Ja myślę że w tych meczach może się dużo wydarzyć, w tym kontekście Chelsea ma całkiem spore szanse na tytuł. Być może mniejsze niż dwie pierwsze ekipy ale jednak spore.

    Odpowiedz
    1. ~jpawl

      No ja bym (niestety) Evertonu raczej nie liczył jako przeszkody.

      Lista nieobecnych na meczu z City (Pienaar, Mirallas, Distin, Jagielka, Barry, nie wiadomo co z Bainesem) niezbyt ciekawie wygląda w perspektywie meczu z kimkolwiek – jakby nie patrzeć, to Everton nie ma głębokości składu na miarę Chelsea by zaskoczyć czymś kandydata do tytułu, który ‚poczuł krew’…

      Odpowiedz
  10. ~Marcin

    Futbol jest okrutny, to prawda i niezłe wytłumaczenie. Ale futbol jest tylko alegorią życia :). Życie jest okrutne. Niesamowity sezon, kolejny raz losy mistrzostwa mogą się odwrócić. Pomimo, że Suareza stać na głupi wybryk wydaje mi się że zależy mu na sukcesie. Gerrard podniesie się, jest doświadczony. Pech. Wynik meczu jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem, potwierdzeniem tezy ,że Mou doskonale ustawia taktykę pod mecze o dużą stawkę. Swoją drogą ma bardzo szeroką ławkę, a Demba powoli staje się specjalistą od strzelania najważniejszych bramek. Po półtora roku od sprowadzenia. Mój typ: Liverpool mistrzem.

    Odpowiedz
  11. ~3Maj

    W ostatniej kolejce ManCity gra z West Hamem i prawdopodobnie będzie musiało wygrać i prawdopodobnie Big Sam zaparkuje swój autobus, a już raz mu się udał XIX wieczny futbol, wiec czy nie szykuje się nam pyszne zakończenie, a może nawet powtórka i Aguero w doliczonym czasie.

    Odpowiedz
  12. ~DawidSz

    Pozostaje jedynie pogratulować Mourinho, który być może zagrał XIX wieczny futbol (w tym wypadku o tyle prawdziwy, że zagrał na 0:0, ale nie odwrócił piramidy i zagrał tyloma obrońcami co sto lat temu grano napastnikami, ale wiadomo, że jak Jose stawia autobus to mądrze gra w defensywie, a inni stawiając autobus po prostu stawiają autobus:), bo wywiózł ważne dla siebie 3 punkty przed kolejnym arcyważnym meczem z Atletico i następnymi w lidze. Widać w tym właśnie jego kunszt, doprawiony co prawda odrobiną szczęścia, ale przygotować się na ofensywny zespół to on umie. Błąd Gerrarda i niewykorzystane szanse – były oczywiście, jednak Chelsea broniło się solidnie i wyczekiwało tego jedynego momentu. Zawodnicy Jose czekali na odpowiednią chwilę i wkurzali przeciwnika mocną obroną, co się opłaciło. Nie mam jednak zamiaru Portugalczyka chwalić, bo mówiąc o nim dobrze, trudno też nie mówić źle o śmieszności jego oskarżeń, budowania twierdzy, szukania winnych na całym świecie i podwójnych standardach. A mówiąc źle o nim z drugiej strony nie można nie zwrócić uwagi na jego umiejętności wpływania na zawodników, dokonywania zmian do tego, co aktualnie dzieje się na boisku czy przygotowywania się na przeciwników.

    Rodgers desygnował po prostu nie najlepszą, choć może jedyną możliwą jedenastkę. Uważam, że połączenie środka Gerrard, Allen, Lucas jest bardzo złym pomysłem, bowiem Lucas nie może znaleźć swojego miejsca na murawie – ani to defensor wtedy, ni atakujący, a płuc Hendersona również nie ma. Gra statycznie, nie potrafi też przytrzymać piłki jeśli trzeba, wysoko czuje się niepewnie. Alen również zostaje zepchnięty na drugi plan w takim wypadku. Wykonał on na połowie przeciwnika tylko 7 podań w pierwszych 45 minutach, z czego dwa niecielne dogrywał, w drugiej połowie podszedł wyżej, ale skutkowało to strzałami z dystansu a nie lepszym rozgrywaniem piłki. Nie czuć między tą trójką żadnej chemii a każdy wchodzi sobie w drogę.

    Jeszcze pozostało do końca 2 mecze, City ma 3, Chelsea nadal się liczy.

    Odpowiedz
  13. ~"Piękno" futbolu

    Taktyka Jose Mourinho ponownie skuteczna, chociaż oglądając tak grającą Chelsea można się nieźle nudzić. Mecz na szczycie Liverpool – Chelsea powinien być widowiskiem, ucztą piłkarską zamiast tego równie dobrze na Anfield mogłoby przyjechać np. Stoke, postawić zasieki i nie ma różnicy, teoretycznie hit staje się zwykłym mało ciekawym meczem z punktu widzenia neutralnego kibica. Geniusz? Moim zdaniem przy taktyce „autobus” nie ma większego znaczenia kto stoi w polu karnym i broni, ważne żeby tylko tam stał i potrafił „mourować”. Definicja poprzedniego słowa „mourować” – (w zależności od sytuacji) stanie lub poruszanie się całej drużyny pomiędzy 5m a 25m od własnej bramki w zwartym szyku, w niewielkich odstępach, podwajając lub potrajając zawodnika drużyny przeciwnej aktualnie znajdującego się przy piłce. Ta taktyka nie wymaga od piłkarza pokazania najwyższych umiejętności, wręcz przeciwnie nawet je ogranicza, sprowadzając je w zasadzie do używania siły fizycznej, prób odbiorów i wybijania piłki na oślep. Poza tym w lidze Chelsea nie zależy tylko od siebie, natomiast w Lidze Mistrzów mogą coś jeszcze zdziałać, więc trudno było się spodziewać, że Mourinho będzie ryzykował zdrowiem zawodników przed środowym ważnym meczem i mam nadzieję, że dał im odpocząć po to by pokazali swój talent i umiejętności w meczu z Atletico, a nie tylko dlatego, żeby mieli siłę stać w polu karnym i „mourować”.

    A co do tekstu Autora to zgadzam się w 100% futbol bywa okrutny.

    Odpowiedz
    1. ~drypit

      pewnie masz rację, pewnie trenerzy i piłkarze Stoke (chociaż lepiej tu pasuje Tottenham – w sumie 0-9 w dwumeczu) i innych drużyn mogli postawić autobus, przecież to takie proste, nie ma znaczenia kto tam stoi… ale pewnie woleli masochistycznie przytulić te trzy do sześciu goli od Suareza i spółki…
      ja bym inaczej zdefiniował „mourowanie”
      umiejętność doboru piłkarzy, którzy pasują do koncepcji (ostatnio to wymienieni Matic, Schurle, Salah), umiejętność skutecznego przygotowania (fizycznego, taktycznego, mentalnego) graczy oddzielnie i drużyny jako całości na mecze z najtrudniejszymi rywalami,umiejętność znalezienia u tych rywali siły i jej neutralizacja, umiejętność znalezienia słabości i bezwzględna egzekucja – bilans meczów Mou z czubem jest jak zawsze imponujący
      problemem rzeczywiście są mecze, w których przeciwnik na samą myśl o wielkim Żoze powinien ze strachu oddać pole i sam wbić sobie ze dwa gole do przerwy (dół PL i grupa LM), cóż, nie da się tak zmotywować na mecz co 3 dni
      a podobno tytuły wygrywa się w meczach z dołem

      Panamichałowy wpis jak zawsze klasa, trudno polemizować, ciężko coś dodać, dzięki
      też przeklinam od lat widząc ordynarną grę na czas.
      każdy nieuprawniony kontakt z piłką po gwizdku, odkopka, przetrzymanka, odrzut lobikiem powinien kończyć się kartonem; w miesiąc byłoby po sprawie

      Odpowiedz
      1. ~DawidSz

        Ale my, przynajmniej ja, nie mamy nic do murowania bramki, bo jest to godne i słuszne z niektórymi przeciwnikami, tylko chichram się ze słów Mourinho, którego czasami trudno traktować poważnie, że on gra mądrze defensywnie, a w podobnym przypadku Big Sam i inni stawiają autobus i grają XIXwieczny futbol. Z Liverpoolem zagrał najmądrzej jak tylko mógł, zawodnicy idealnie posłuchali jego rad taktycznych i z odrobiną szczęścia przyniosło do dobry rezultat. I to jest dobre – te powroty pomocników tworzących zasiek i pustą przestrzeń dla obrońców. Przecież trudno wyjść na wymianę ciosów z Bayernem czy Atletico i czasami ten autobus czy dwa trzeba zaparkować, mądrze ustawić ekipę, pokazać jak mają się ustawiać w danym sektorze i tyle. Tylko za tydzień pewnie nie, bo Norwich nie muruje bramki, ale w meczu z Cardiff, jeśli wynik będzie nie najlepszy, znowu dostanie się przeciwnikom za murowanie bramki, sędziom za życie, a tylko jedna osoba pozostanie nieomylna.

        Odpowiedz
  14. ~f.seydlitz

    Pozwolę sobie coś zasugerować autorowi bloga 🙂 Wyjustowany tekst i „mocniejszą”, grubszą czcionkę lepiej się czyta 🙂 A tak poza tym spoko teksty 🙂

    Odpowiedz
  15. ~football blogerka

    Choć wolałabym aby to Liverpool a szczegolnie Steven Gerrard wygrał należą się słowa uznania i gratulacje dla Pellegriniego i Manchesteru City.

    Pamietajmy, że oprocz ligowych meczy City walczyło rowniez w Lidze Mistrzów, FA Cup i Capital One Cup strzelając we wszystkich tych meczach 156 goli (102 w premier league), gdy Liverpool grał tylko w lidze.
    Zapraszam czasem na mojego bloga http://www.mateball.com/kasia wszystkie komentarze mile widziane (nawet te krytyczne)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *