Przedostatnia kolejka w pięciu punktach

1. Hit znudził.

Mimo aż pięciu goli, z których jeden, Rossa Barkleya, zaiste przecudnej był urody, mecz na Goodison Park oglądało się bez emocji. To znaczy jasne: fani Liverpoolu i Arsenalu gryźli paznkocie, ci pierwsi po raz pierwszy może kibicując Evertonowi, drudzy – Manchesterowi City, podobnie jak gryźli paznokcie zwolennicy obu grających w sobotni wieczór drużyn, ale reszta widzów słusznie narzekała na poziom widowiska. Za dużo przestojów, jak na przedostatnią kolejkę i mecz o gigatycznym znaczeniu, za dużo luzu, zwłaszcza u gospodarzy. Trójka środkowych obrońców Evertonu wypadła blado, więcej też można się było spodziewać po rajdach bocznych obrońców (jedno dośrodkowanie Bainesa to za mało, jak na reprezentacyjne przecież standardy – no ale Baines grał naprzeciwko cichego bohatera meczu, Milnera), w środku pola wyraźnie brakowało – niemogącego grać przeciwko macierzystemu klubowi – Barry’ego, Lukaku raził kiepskim przyjęciem. Jeśli ktoś miał powstrzymać Manchester City w drodze po mistrzostwo, to Everton właśnie, a tu, hm… czy Evertonowi naprawdę się chciało?

2. Ryan Giggs nie jest cudotwórcą.

Tak samo, jak można było być pewnym, że David Moyes poradziłby sobie przed tygodniem z Norwich, tak samo wydawało się jasne, że zarówno Moyes, jak i Giggs mieliby kłopoty z będącym od dobrych paru tygodni na fali wznoszącej i wyjątkowo umotywowanym Sunderlandem Poyeta. Żartem można powiedzieć, że nikomu nie zależy na grze w Lidze Europejskiej, więc MU również nie zamierzało się starać, ale mówiąc serio: otrzymaliśmy kolejny dowód, że problem tej drużyny nie ogranicza się do kwestii menedżerskich. Bez Rooneya, bez pomysłu, bez charakteru, bez asekuracji obrony przez Carricka przy golu Larssona – Luis van Gaal, jeśli przyjdzie na Old Trafford, będzie musiał zacząć od gigantycznego wietrzenia szatni.

3. Tim Sherwood powinien zostać.

Napisałem to zdanie ku swojemu bezbrzeżnemu zdumieniu. Owszem: mam do obecnego trenera Tottenhamu potężne zastrzeżenia; uważam, że kompletnie rozłożył organizację gry obronnej (świetny niegdyś Kaboul był wczoraj równie zagubiony, jak w poprzednich kolejkach Chiriches), a w przypadku meczu z West Hamem rezygnacja z wystawienia w środku pomocy niszczyciela typu Sandro była kolejnym w tegorocznych rywalizacjach z drużyną Sama Allardyce’a podłożeniem głowy pod topór. Wszystko prawda: i to że w liczbie indywidualnych błędów prowadzących do utraty bramki Tottenham bije na głowę wszystkie pozostałe drużyny Premier League, i że Vertonghen, kiedy był zdrów, sprawiał wrażenie niezainteresowanego, i że talenty Llorisa czy Eriksena się marnowały, i że 4-4-2 Tottenhamu przez najbardziej wymagających rywali zostało szybciutko rozszyfrowane. A przecież Sherwood nawygrywał więcej meczów niż Villas-Boas, naciułał punktów i bramek, przywrócił z niebytu Adebayora i dał szansę dwóm wychowankom, Bentalebowi i Kane’owi. Spór, czy AVB otrząsnąłby się po fatalnej porażce z Liverpoolem i zakończyłby sezon z porównywalnym dorobkiem, co jego następca, jest oczywiście nierozstrzygalny –  ale nie tylko dlatego wypadałoby przygodę Tima Sherwooda z drużyną Tottenhamu przedłużyć. Dostał półtoraoczny kontrakt, miał nieco lepsze wyniki niż poprzednik, z jego słów wynika, że nie umawiał się z prezesem na wywalczenie czwartego miejsca, słowem: zrobił to, co do niego należało. Zostawienie go powinno być kwestią elementarnego dotrzymania słowa.

4. To właściciele spuścili z ekstraklasy Cardiff i Fulham.

Już z powyższych zdań wynika, że nie jestem zwolennikiem pochopnego zmieniania menedżerów, ale dwaj pierwsi spadkowicze z Premier League dostarczają argumentów jeszcze mocniejszych. Kiedy Malky Mckay opuszczał Walię, jego zespół znajdował się kilka oczek nad strefą spadkową, a kibice i piłkarze stali za nim murem. Średnia zdobytych punktów na mecz wynosiła wówczas 0,94 – owszem, niby za mało, żeby się utrzymać, ale czemu nie założyć, że nie miała ulec poprawie? Tak czy inaczej średnia Solskjaera była jeszcze gorsza: 0,72; pod Norwegiem zespół tracił również więcej bramek. W Fulham z kolei najpierw zwolniono Martina Jola, z czym ostatecznie można się było pogodzić, ale potem, po zaledwie 75 dniach pracy, pracę stracił Rene Meulensteen, i to mimo iż drużyna stoczyła właśnie dwa heroiczne boje z Liverpoolem i Manchesterem United. Pod niesprawdzonym w Premier League Feliksem Magathem heroizmu było już jak na lekarstwo. Lekcja dla innych właścicieli: jeśli już jesteś przekonany, że twoją drużynę ma uratować zmiana trenera, nie sprowadzaj go z zagranicy i nie sięgaj po debiutanta w tym fachu. Najlepiej zadzwoń do Tony’ego Pulisa, a jeśli będzie akurat zajęty, to po Marka Hughesa albo Steve’a Bruce’a.

5. Mourinho nie ma mistrzostwa, ale ma gadane.

Żeby nie wracać do wątków poruszonych po przegranym półfinale Ligi Mistrzów na portalu Sport.pl (pisałem tam m.in. o tym, dlaczego nazywanie Chelsea drużyną „parkującą autobus” jest niesprawiedliwe), zatrzymam się na słowach Mourinho wypowiedzianych już po powrocie do ligowej rzeczywistości. Menedżer Chelsea nawiązał bowiem do przedsezonowych deklaracji o tym, że nie podobał mu się styl gry drużyny z czasów przed swoim powrotem do klubu, dodał jednak, że w pewnym momencie zaprzestał pracy nad zmianą, bo doszedł do wniosku, że z tymi piłkarzami powinien pozostać przy takim właśnie stylu gry – z pewnością nieefektownym, z pewnością polegającym często na wkładaniu kija w szprychy przeciwnika, ale gwarantującym wyniki. Nie wiem jak Wy, ale ja dałem się przekonać – zastanawiam się tylko, jak ta drużyna ma grać piękniej, skoro po wytransferowaniu zimą Juana Maty, Mourinho skrytykował właśnie Hazarda i Oscara? Medialna narracja po meczu z Norwich koncentrowała się wokół kończących się właśnie kontraktów Terry’ego, Lamparda i Cole’a, pytano także o przyszłość Torresa, a tu być może należy się spodziewać zmian zupełnie innych. „Przed nami długie lato” – zapowiada Mourinho.

48 myśli nt. „Przedostatnia kolejka w pięciu punktach

  1. ~me262schwalbe

    @Alasz, zakład praktycznie był rozstrzygnięty kilka tygodni temu, teraz nawet matematyka już nie pomoże. Właściwie MU ma jeszcze szanse awansować na pozycję 6 jednak nadal to mieści się w prognozowanym przeze mnie przed sezonem miejscem na jakim MU ukończy rozgrywki.

    Posługując się terminologią pokerową zagrałeś All-in. Nie podjąłem zakładu więc można powiedzieć, że jesteś moralnym i faktycznym wygranym (niestety pula jest pusta). Na Twoim miejscu poszedłbym do Kościoła i dał na tacę, że zakład nie został przyjęty. Skoro jednak wielokrotnie podkreślałeś, że nie chodzisz do Kościoła, nie mam zamiaru Ciebie nawracać, po prostu idź i wspomóż dowolną akcję dobroczynną (np. Polską Akcję Humanitarną). Dobra rada na przyszłość (możesz z niej skorzystać lub nie – Twoja sprawa – w zakłady All-in wchodzą desperaci, którzy w zasadzie niczym nie ryzykują), inaczej może się okazać, że trzeba zacząć wszystko od nowa. Twoje stwierdzenie, że zakład zostanie rozstrzygnięty około Bożego Narodzenia, z litości przemilczę. I jeszcze jedno, tylko się nie obraź, nie uchodzi, żeby wyróżniający się student prestiżowej uczelni i elitarnego kierunku miał problem z właściwym zrównoważeniem szans 1:4,5 jak pisałem przed sezonem. Wyjaśnię, skoro uznałeś, że kurs 1:4,5 ci odpowiada, to na każde moje 100 zł powinieneś wnieść do puli 450 zł (akurat zakład takiej wysokości przyjąłbym).

    @ Król Julian, ponieważ też zabrałeś głos w tym temacie, to możesz mi wierzyć lub nie –
    Nie ma łatwiejszych pieniędzy. Ja już zbyt długo żyję na tym świecie, żeby wierzyć w coś takiego jak łatwe pieniądze.

    Tymczasem jedna krowa zdrowa i dorodna została zeżarta przez krowę chudą i zabiedzoną. Pozostało sześć …

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Chylę czoła, bo nie sądziłem, że to się skończy aż tak tragicznie, choć co do Moyesa to większych złudzeń nie miałem… Przyznaję, nie ma łatwych pieniędzy. Przypuszczałem, że będzie kiepsko, ale takiego dramatu MU oraz eksplozji formy Liverpoolu w tym sezonie, oraz zniknięcia Alasza nie przewidziałem.

      Odpowiedz
  2. ~przecinek

    1 – mówiłem, że za szybko by wysuwać Everton na 4 miejsce, to jeszcze nie ten poziom.
    2 – z opinią Van Gaala nie będzie problemu by wietrzyć, piłkarze tak kurczowo pensji trzymać się nie będą. A rozwiązanie z holendrem na 2-3 lata i Giggsem jako asystentem i potencjalnym następcą wydaje się najwłaściwsze.
    3 – Przyznałby się Pan, że to plotki o objęciu przez Moyesa Tottenhamu, spowodowały tak drastyczny przypływ sympatii do Sherwooda. ;p
    4 – ciężko się z tym nie zgodzić, jeśli sprowadzenie Greka miało być remedium na kłopoty Fulham, to ktoś tam wolno myśli. Zatrudnienie Magatha, choć ogólnie to niezły trener, w tych okolicznościach też było strzałem w stopę.
    Tylko Babyface’a mi szkoda, mam nadzieję że szybko odbuduję markę trenerską.
    5 – Od Hazarda Mou zwyczajnie oczekiwał za dużo, Belg nie prezentuje jeszcze poziomu CR7/Messiego by samotnie ciągnąć grę zespołu. Zresztą Atletico miało na niego dobry sposób – 50% fauli Atleti w rewanżu, było właśnie na Belgu. Więcej by powstrzymać „ofensywę” Chelsea było nie potrzeba.

    A jak już przy Atletico jesteśmy, to do fana pięknych katastrof – mamy kolejną, jeśli Indianie przegrają w ostatniej kolejce na Camp Nou, mogą stracić tytuł mistrzowski. A kolejne spotkanie, to już wielki finał. Atleti wpieprzyło się po uszy w Levante, najlepszy sezon od 40 lat mogą zakończyć bez trofeum, kosztem, „starszego brata” oraz najsłabiej grającej od lat Barcy. Jezu, ileż zmienił jeden rzut karny i czerwona kartka dla Ramosa w gran derbi…

    Odpowiedz
  3. ~Galopujacymajor

    @Przecinek – a ile zmieniły 2 ostatnie minuty ostanich meczów w La Lliga? Równie dobrze teraz Barcelona mogła mieć majstra zakeżnego tylko od siebie. Problem w alternatywnych historiach polega na tym, że jakakolwiek zmiana w przeszłości na nowo definiuje alternatywną prxyszłość, a więc po wygranych Gran Derbi, również i inne wyniki mogły być inne (np. motywacja Barcelony na lige mistrzów itd).

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Twierdzenie że Barca odpadła w ćwierćfinale z Atletico, przez brak motywacji, jest cóż… chyba najbardziej naciąganą tezą, jaką oglądałem w tym roku. Motywacji to im brakowało, gdy grali z ogórkami. Z Atleti zabrakło pomysłu i jakości.
      Rzecz w tym, że karny Neymara był jedną, jedyną sytuacją, nie dwiema minutami z kilku stadionów, która wzbudziła wiele emocji. Na nowo rozgorzała dyskusja o przepisie podwójnie każącym, którego, także przez Arsenal-Bayern i Barca-City, prawdopodobnie w przyszłym sezonie nie będzie, a Webb stwierdził że on nawet karnego by tu nie podyktował. A czy Neymar ze spalonego do tej sytuacji nie wychodził, to inna sprawa. Jednak karny był, rozstrzygnął mecz, a zmęczony i zdeprymowany Real pojechał po 3 dniach na ciężki teren do Sevilli.
      A Barcelona, to że jeszcze jest w wyścigu, bardziej niż sobie zawdzięcza tej sytuacji, hojnym piłkarzom Vilarreal, i przeróżnym deux ex machinom tego sezonu. Serio, na to jak ten zespół się prezentuje w tym sezonie, zwyczajnie na majstra nie zasługuje.

      Odpowiedz
      1. ~hazz2

        Real wobec tego też nie, bo biorąc pod uwage takie tam różne mecze jak z elche i levante gdzie dopiero były machinacje i brak zwycięstw z największymi rywalami…Webb by nie gwizdnął a pieciu innych by gwizdnęło na 5 sposobów no i co jak co ale spalonego Neymara to akurat na bank nie bylo

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          W sumie wolałbym żeby nie sędzia nie popełnił błędów z Levante, w zamian jego kolega gwiżdżący derby Madrytu pokazał te 5-6 brakujących kartek piłkarzom Atleti i czerwoną dla Diego Costy, za faul na bramkarzu bez piłki. Biorąc pod uwagę że w 11 nie wytrzymali kondycyjnie spotkania, pomimo że to Real był po LM, w 10-ciu nie mieliby szans. Skończyłoby się gadanie jak to Real słabo gra z mocnymi zespołami.
          Tak się możemy licytować, choć obawiam się że nadal wypadłoby to na korzyść Realu, ale nie będę się wyzłośliwiał, zostawmy to.
          Sęk w tym, że potrafię wymienić ileś tam spotkań Realu w tym sezonie w których prezentowali się wspaniale(fakt, raczej w LM i CdR), a spotkania Barcy w których wzniosłaby się na niebotyczny poziom? Najlepsze to chyba drugie Gran Derbi, gdzie mieli więcej szczęścia niż rozumu.

          Ps. Bilans wszystkich spotkań na linii Atletico-Real-Barca, Atl. 3-3-2, Real 3-1-3 Barca 2-3-3. Zauważ że Real ma jedno spotkanie mniej.

          Odpowiedz
          1. ~przecinek

            Sorrka, źlem policzył, A.Madryt wygrało 2mecze, remisując 5 i przegrywając 2. Barca ma 2-4-2.

      2. ~hazz2

        I jeszcze 1 – wymęczony real pojechał na trudny teren ? Ciekawe heh ekipa za 500 bań jest zdeprymowana i wymęczona ? Cholera biedacy no ale idąc tym tokiem to patrząc na kłopoty kadrowe barcy to Katalończycy mają o wiele większe powody by czuć sie wymęczonymi

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          Ta, bo barca to tyyyyle tańszy zespół, sami wychowankowie, nikogo za miliony tam nie uświadczysz.
          Wyzłośliwiam,ale oczywiście mają prawo, gdy po LM grali za 3 dni w lidze to też przegrywali i to nie z Sevillą tylko Valladoid(czy jakoś tam).

          Jedni i drudzy mają problemy kadrowe, Khedira, Jese, Varane. Starzejący się Alonso(choć wciąż potrafi zagrać świetnie). Barca ma kłopoty z obroną? Real z pozycją defensywnego pomocnika. Tak się można licytować.
          Ale patrząc przez pryzmat wszystkich rozgrywek, Real w tym sezonie radzi sobie wyraźnie lepiej.

          Odpowiedz
          1. ~hazz2

            Znaczy ja tu sie nie będę licytował, bo za stary jestem chyba a to ty kolego napisałes o zmeczeniu i zdeprymowaniu graczy, którzy kosztowali kilkaset ban i tyle. Przytocz mi proszę moje wpisy , w których usprawiedliwiałem porażki Barcelony czy Atletico w ten sposób. Wczoraj real był zmęczony czy zdeprymowany ? Mógł znowu mecz przełożyć skoro tytani dzisiejszego futbolu mają kłopot w tej materii jak to zrobili z Valadolid.
            Simeone na bank w ten sposób tłumaczy wczorajszą przegraną Atletico.
            Z tym szczęściem i rozumem to też poszedłeś dosyć daleko heh poziom zaślepienia monstrualnych rozmiarów

  4. ~przecinek

    @hazz2
    I mi zarzuca zaślepienie koleś, co linijka podkreślający ile to Ci piłkarze nie kosztowali. Tu Cię boli? To ci drodzy nie mogą czuć zmęczenia? Lewy się ucieszy, przechodzi za darmo, to już linię obrony ma gotową 😉
    U fana Arsenalu, jeszcze takie gadanie bym przełknął.

    „Przytocz mi proszę moje wpisy , w których usprawiedliwiałem porażki Barcelony” – „patrząc na kłopoty kadrowe barcy to Katalończycy mają o wiele większe powody by czuć sie wymęczonymi”

    Z tym że mnie to nie boli, to nie są ludziki z FIFY, by na pełnej mocy cały sezon jechać. A jeśli komuś się wydaje że można co 3 dni na150% się prezentować, to niech przy grze w FIFE zostanie.

    Nie licytuj się, skoro taki wiekowy staruszek z Ciebie(pewnie przed 30-tką, za to ze sklerozą) wymień JEDEN mecz Barcelony, na wysokim poziomie, który by wygrali bezdyskusyjnie, prezentując się o poziom lepiej od przeciwnika. Z dowolnych rozgrywek. Hm? Anything?

    Odpowiedz
    1. ~hazz2

      @przecinek
      Proponuję czytac ze zrozumieniem
      Napisałem idąc tym tokiem rozumowania czyli w tym wypadku Twoim tokiem …zrozumiałeś czy nie ?
      Wszystko ci sie popierdzieliło kolego , bo ja o jednym a Ty, że w Ameryce murzynów bija. Jesli chodzi o mnie to tylko lekko wyśmiałem Twoje teorie o zdeprymowaniu i zmeczeniu zawodników realu, którzy rzeczywiście kosztowali z 500 bań zrozumiałeś ? O tym czy Barca albo Atletico kupowała za mniej chyba z mojej strony ani słowa a jeśli cos pisałem to proszę o cytat. Dostosowałem się tylko do twojego poziomu i zrobie to jeszcze raz wobec tego – gracze Valencji też mogli sie czuć zmęczeni albo zdeprymowani po czwartkowej przegranej a jednak wywieżli z w miarę trudnego terenu remis. I przestań sie kompromitować z tym przytaczaniem 1 meczu itd , bo to juz kompletny bzdet

      Odpowiedz
      1. ~przecinek

        ” Dostosowałem się tylko do twojego poziomu”

        Życzyłbym sobie tego. I nawet nie o stronę językową mi chodzi, staruszku.

        Poszedłem moim tokiem, z korzyścią dla ciebie, bo twój – piłkarze za miliony to roboty – jest kretyńskim. Te 500 bań to jakiś szamański fetysz, wykluczający niesprawność fizyczną?Nie ma to nic wspólnego z dyskusją, ale wciskasz to co wpis, zatem śmierdzi solidnym kompleksem.

        Jeśli wydaje ci się, że między porażkami barcy w tygodni LM, a samą LM, nie ma korelacji, to serdecznie gratuluję.

        Mogli. Z tym że Valencja grała w kraju, nie podróżowała przez pół europy. I z rywalem o wiele mniej wymagającym.

        Nawet jednego świetnego meczu katalończyków nie wymienisz? Szkoda. Ale nie dziwię się.

        Ps. cytat,cytat,cytat,cytat – wszystko co powiesz może zostać przeciwko tobie!
        Nie napinaj się tak, bo to nie sprawa życia i śmierci. Oczywiście replikę zacząłbyś od „nie napinam się” :p

        Odpowiedz
  5. ~Ron Obvious

    Nadejszła wiekopomna chwyla!

    Doczekaliśmy się flejma „Barca-Real” na blogu o Premier League:) a już miałem nadzieję, że to ostatnie miejsce w internetach gdzie ta zaraza nie dotarła.

    Odpowiedz
  6. ~galopujacymajor

    Nie chodzi o to czy Barca by wygrała z Atleti , bo pewnie nie, (choć w pierwszym meczu okazji kilka miała), ale o to że, jeśli byłby inny wynik Gran Derbi to oczywiście reszta późniejszych kolejek też mogła być inna. Bo inaczej wyglądałaby tabela, inaczej by myśleli zawodnicy, itd.

    Co do Realu w lidze to z top 5 na 24 pkt zdobył całe 8. Żenujące osiągi. Przegrał 2 Gran Derbi z najsłabszą Barcą od 5 lat, ma remis i przegraną z Atletico. Plus przegrana z Sevilą i remis z Bilbao. To jest ta jakość?

    Na majstra oczywiście nie zasługuje Barcelona choć póki co z top 5, a na pewno top 3 ma najl. wynik, ale i tak gra padake, ani Real, który w lidze potrafi ogrywać tylko ogórków. Majstrem powinno być Atleti i jeśli Real nie zgubi punktów to pewnie będzie, bo Barca im odpuści.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Mi chodzi o to samo, po wygranym gran derbi Real zwyczajnie utrzymałby tą kilkupunktową przewagę, jaką miał. Od Sevilli to jego pierwsza strata punktów. I inaczej mieliby w głowach jadąc do Sevilli.

      Dlaczego nie top6,Sociedad ma tylko 3 pkt straty do piątej Sevilli i jeden mecz mniej, może jeszcze na 5-tym skończy, większą za to ma przewagę nad 7-mym miejscem. A, już widzę dlaczego. Real ugrał z nimi 6 pkt, a Barca tylko 3. Nie pasuje do tezy.
      Tak wycinkowo to można sobie patrzeć. Tak jakby piłkarze mieli osobne tryby i inaczej grali w innych rozgrywkach. Na tej zasadzie można postawić znak równości między Atleti i Barcą bo w superpucharze i lidze remisowali. A LM? Furda.

      Bilans bezpośrednich starć między trójką gdzieś wyżej umieściłem, jest wystarczająco wyrównany. Po za tym Real zagrał słabo na Vincente Calderon, albo drugie GD?

      Wyniki w lidze całej trójki są niemal identyczne, ale okazuje się, że to iż Real zaliczał wpadki z wyżej notowanymi rywalami dowodzi jego słabości, a wpadki A.Madryt i Barcy z zespołami z samego dołu tabeli, nie szczególnie.

      Jakość pokazali wygrywając Bundesligę 😉 i w CdR. Indianie nawet nie pisnęli.

      Choć osobiście przeżyję przegraną ligę, jeśli skończy się na Decimie 🙂 W sumie już Munoz 50 lat temu wyznaczył trend, że jak Real wygrywa PE/LM to przegrywa ligę. I Osram i del Bosqe trzymali się jej jak biblii(pewnie dlatego Leo poległ;) ), zatem ostatnie 5 pucharów zostały właśnie tak zdobyte.

      Odpowiedz
  7. ~jpawl

    No tak, w Premier League kandydat do tytułu właśnie przerżnął swoją szansę, a tu rozprawki na temat jakiejś Decimy.

    Co Rodgers chciał zrobić wczoraj swoimi zmianami? Odrobić bramkową stratę do City?

    Odpowiedz
    1. ~Roger_Kint

      „Co Rodgers chciał zrobić wczoraj swoimi zmianami? Odrobić bramkową stratę do City?”

      Tak.

      Przynajmniej część. Zdrowe 6/7-0 z CP dałoby realną szansę na odrobienie tej różnicy w meczu z Newcastle.

      Nie mam pretensji.

      W tym meczu strzelenie 3/4 bramek w 10 minut było jak najbardziej możliwe czego dowiodło CP 🙂

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        Tak jak w meczu z Chelsea BR po prostu przelicytował, tak tu nie miał wyjścia i praktycznie musiał już postawić wszystko na jedną kartę, bo na dwucyfrówkę ze Srokami raczej trudno liczyć… Nie udało się tym razem, uda się następnym.

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          LFC będzie musiało zrobić naprawdę trafione transfery,szczególnie obrońców, by w przyszłym roku liczyć się w końcowych rozdaniach.

          Odpowiedz
  8. ~galopujacymajor

    Top 5 a właściwie top 4 bo Realu się nie liczy ale oczywiście zejść można jeszcze niżej bo przecież jest jeszcze Villareal. Za inne spotkania w pucharze nagrody już rozdano (Superpuchar, Copa del Rey) lub będą rozdane (LM). Teraz rozmawiamy o tym, kto zasługuje na lige, bo Twoim zdaniem Barca nie zasługuje. No więc tym bardziej nie zasługuje Real przegrywając najwięcej meczów z rywalami z topu, co ma o tyle znaczenie, że przy remisie punktowym decyduje mała tabela. Dlatego te wyniki są takie ważne.

    Dla mnie ten Real jest realtywnie słaby, ledwo przeszedł z Borussią i ledwo ledwo wygrał Copa z bieda Barceloną. Ale mają ogromną motywację żeby wygrać Decimę i imho ją wygrają.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Primo – z uporem podkreślam, że inaczej nieco wyglądałby dorobek Realu z topem, gdyby nie ta jedna czerwona kartka.

      Secundo – Na ligę zasługuje ten kto zdobył najwięcej punktów, teraz ma ich Atleti, głównie przez feralną sytuację z GD. Zgodnie z Twoją logiką na tytuł zapracowała Chelsea, ale czy faktycznie ktoś tak uważa?

      Tertio – Real relatywnie słaby? Pewnie pożałuje tego pytania, ale kto w takim razie jest relatywnie silny?

      Odpowiedz
      1. ~hazz2

        Na mistrza zasługuje ten kto zgarnął najwięcej punktów ? A to ciekawe kurde no , bo idąc tym tokiem rozumowania a w tym wypadku TOKIEM ROZUMOWANIA KOLEGI PRZECINKA Barca może jednak zasługiwać na mistrzostwo mimo, że parę wpisów wcześniej nie zasługiwała o czym sam Przecinek pisał

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          Tak jest zawsze, albo się pisze eseje, albo jakiś jełop się do czegoś przyczepi. Sposób w jaki Barca w tym sezonie punktuje(jak choćby ostatnio z Żółtą łodzią) nie predestynuje jej do majstra, nawet jeśli zachowała te 10% szans. Gdyby go zdobyła, byłby to wstyd zarówno dla Atletico i Realu.

          A jeśli Indianie nie zawalą najbliższej kolejki, to matematycznie barca nie będzie miała możliwości zdobyć więcej punktów, choć nadal będzie mogła zdobyć tytuł.

          Odpowiedz
          1. ~hazz2

            Rozumiem, że ten jełop to do mnie ok i moge tylko doradzić bys se dał na wstrzymanie bo w necie to wiadomo..tylko żebys pózniej nie tłumaczyl się zmeczeniem i zdeprymowaniem napinaczu

  9. ~DawidSz

    Zabijcie mnie, wczoraj był mecz pokazujący piękno i tragedię piłki nożnej, a tutaj zaraz zacznie się rozprawa czy Ronaldo jest lepszy od Messiego. Niesamowite ostatnie minuty podopiecznych Pulisa, ale nie do końca w moim przekonaniu związane ze zmianami Rodgersa. Coutinho wszedł, aby zluzować zmęczonego Sterlinga, ale przejął po nim podobne obowiązki, a gol Delaney i kontaktowy Gayle’a zrobiły całą robotę. Liverpool oczywiście grał wysoko, naciskał CP, narażał się na kontry, ale przez 80 minut sprawdzało się to idealnie. Po prostu zawodnicy Pulisa mieli kupę szczęścia i determinacji. Liverpoolczycy z kolei dali sobie wyszarpać zwycięstwo głupio, ale też przypadkowo. Środek i obrona najzwyczajniej na świecie przysnęły, a to bezbłędnie wykorzystali zawodnicy Selhurst Park. Suarez i spółka mieli też swoje sytuacje, ale nie wpakowali futbolówki do bramki, ale to chyba dlatego, że mieliśmy do czynienia z jednym z tych magicznych meczów, które zostały napisane gdzieś indziej, żebyśmy pamiętali to 90 minut przez najbliższe lata. Fana Liverpoolu ten mecz boli, ale tak naprawdę dostaliśmy to, za co czas na piłkę tracimy.
    Nie zgodzę się też, że Rodgers przelicytował w meczu z Chelsea, bo mieliśmy znowu do czynienia z indywidualnym błędem, który zmienił cały mecz diametralnie, ale podstawowe założenia były w porządku… kontrolować i cierpliwie czekać, ale nikt nie przewidział poślizgnięcia Gerrarda. Był to błąd na miarę utraty mistrzostwa, na które dziś już niemal na pewno szans nie ma. Jednak przyczyną tego były raczej: przypadek, pech, indywidualne błędy. Rodgers oczywiście mógł pomyśleć o tym, co zrobić z Lucasem, wczoraj mógł zamurować bramkę w 75 minucie i spokojnie czekać na ostatni gwizdek, jednak wyszło jak wyszło.
    Moses to agent Mourinho, innego wytłumaczenia nie ma na wczorajsze jego zagrania:)
    Zresztą, cała nadzieja na mistrzostwo Liverpoolu w rękach Downinga i Carrolla:)

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      ~DawidSz
      Moses to agent, po prostu agent, my tu z Hazzem2 już dawno poznaliśmy się na jego talencie i ogromnym potencjale:) selekcjoner Nigerii dziwi się, że tak mało szans dostaje w Liverpoolu…
      Jakoś nie wyglądało mi to w meczu z Chelsea na kontrolowanie i cierpliwe czekanie, może nie była to jakaś nawałnica, ale Rodgers dał się trochę omamić tą przedmeczową retoryką Mou (nie tylko on, eksperci z przeróżnych brytyjskich gazet też ćwierkali po prezentacji składu, że Liverpool ma pewne 3 punkty i ma mistrzostwo podane na tacy…), wyjściowym składem, itd. no i zaatakował. Zgarnąłby w tym meczu remis i na spotkanie z CP jechałby z innymi założeniami niż rozstrzelanie rywala… Przelicytował ewidentnie, ale widząc skład CFC też się nie dziwię, że tak postąpił. Trochę w tym było szczęścia Chelsea i pecha Liverpoolu, ale trochę i zasłony dymnej oraz zwykłej chęci zgarnięcia łatwej zdobyczy, braku cierpliwości, kunktatorstwa, cwaniactwa, czy jakby tam tego nie nazwać…Wczorajsze 9 minut jest trudne do wytłumaczenia, chyba Bóg futbolu odebrał to co kiedyś dał im w meczu z Milanem, nie doszukując się już bardziej prozaicznych przyczyn?

      Odpowiedz
      1. ~DawidSz

        A ja się nie zgodzę. Liverpool miał inicjatywę, to zawodnicy Rodgersa atakowali, ale co mieli zrobić, skoro Chelsea nie garnęło się do gry, stać na swojej połowie, a Chelsea na swojej? Jednak nie grali jakoś specjalnie ofensywnie. Co innego gdyby bramka wpadła z kontrataku, a tu był zwyczajny klops, chwilowa niezdarność i rozproszenie, ale nie wynikająca z huraganowego ataku czy braku cierpliwości. Choć oczywiście Rodgers mógł zagrać bardziej defensywnie, ale nie oskarżam go za to, bo im mniej piłki pod naszym polem karnym, tym lepiej.
        Prozaiczną przyczyną wczorajszego meczu jest strata koncentracji przez obrońców i okropnie słaba forma Johnsona w defensywie. Rodgers mógł, nawet chyba powinien, przy 2:3 wstawić Aggera, ale Liverpool nadal robił zagrożenie. Zabrakło zimnej krwi obrońcom… po drugiej bramce ugięły im się nogi, więc Agger mógłby zrobić różnicę i wprowadzić więcej spokoju. Podobnie jak zmienienie Lucasa, który w drugiej połowie nie wykonał chyba żadnego przechwytu piłki.

        Odpowiedz
  10. ~galopujacymajor

    Primo – nieco inaczej wyglądałby dorobek Barcelony gdyby wygrała pierwszy mecz z Atleti (było 0-0). Nieco inaczej wyglądałaby liga gdyby Barca choćby przedwczoraj nie straciła gola w ost. minucie. Sprowadzanie alternatywy tylko do 1 spotkania to lol.

    Secundo – no więc się zdecyduj czy na lige zasługuje ten, kto ma najwięcej pkt czy ten kto zasługuje, bo Ci się tak wydaje. Jeśli to pierwsze to dyskusja nie ma sensu, policzymy pkt po sezonie. Sytuacja Atletico nie wynika z feralnego Gran Derbi, tylko z tego że Real gubił więcej pkt niż Atletico. Nie tylko w Gran Derbi.

    Tertio – drużyna, która z taką Barceloną dostaje 7 bramek w dwumeczu nie zasługuje na majstra, zasługuje Atletico.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Masz jakąś genetyczną niezdolność odpowiadania pod moimi wpisami?

      Primo – to było kluczowe spotkanie w moim odczuciu, rozstrzygnięte nie na boisku, ale przez jedną kontrowersyjną sytuację.

      Secundo – ten który zdobywa najwięcej punktów, w niezłym stylu, bez „deux ex machina” co trzecia kolejka. Jeśli Atletico wygra – spoko, zasłużyli. Los Blancos – też. Wygranie tytułu przez Barce, byłoby bardziej irytujące niż właśnie triumfujący Manchester City.

      Tetrio – nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Zapewne nie przypadkowo.

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        ale co jest irytującego w zdobyciu tytułu przez MC. Mają bezsprzecznie najlepszy skład, byli faworytem nr 1, grają niebrzydką piłkę, może bez ohów i ahów, ale chyba powodów do irytacji również?

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          To akurat moje osobiste odczucie, pojedynczych piłkarzy MC nawet lubię, jak Toure, czy Dżeko, także ich obecnego trenera.
          Rzecz w tym, że jak już trafiałem na ich spotkanie, to było:Bayern 1st meeting, Barcelona, Chelsea, Arsenal 2nd meeting, Liverpool 2nd. Czyli rozczarowanie.

          Dwa że moimi kandydatami byli inni, Chelsea(potwierdził mi to drugi mecz) myślałem że Mou zrobi Pellegriniego na szaro. A przed drugą częścią sezonu, jako czarny koń, LFC(patrzyłem na bezbłędną niemal grę na Anfield i fakt że wszystkich mocnych mają u siebie)
          Ostatecznie Mou mnie zrobił w konia, mistrza prezentując City. Wstyd się przyznać, ale nie znoszę nie mieć racji 😉

          Zasadniczo, faktycznie MC papiery na majstra jakieś ma, dlatego jest to też mniej irytujące, aniżeli ewentualna Barcelona.

          Odpowiedz
  11. ~przecinek

    Na koniec, chciałbym solennie przeprosić wszystkich niezmiernie zbulwersowanych faktem, że na angielskim blogu, w komentarzach, został poruszony temat nie-angielski.
    Co prawda, dochodziło do tego wcześniej, choćby ostatnio o półfinałach szło, ale nie pomyślałbym że temat Real-Barca może się okazać tak obrazoburczy, oraz że wspomnienie wpadki ostatniej Indian i GD, rozwinie się w tak otwartą wojnę.
    Wojnę która bezwzględnie zburzy spokój waszych dusz! Do tego stopnia, że nie będziecie w stanie ominąć tych kilku wpisów, swój lęk zmuszeni koniecznie uzewnętrznić i odreagować.
    Z tego miejsca posypuję głowę popiołem, licząc że mi wybaczycie. Postaram się odtąd trzymać tematów jedynej słusznej piłki angielskiej, a gdyby, boże uchowaj, przeszło mi przez myśl wyściubić komentarzem poza wyspy, pamiętać będę by szacownych forumowiczów zapytać wpierw o zdanie. Z pozdrowieniami

    tak bardzo winny, przecinek.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      a i dobrze, że pojawił się jakiś nowy elektryzujący wątek, zwłaszcza że była ku temu stosowna okazja. ile można dzielić włos na czworo pisząc o problemach MU, antyfutbolu Chelsea, czy szansach Liverpoolu-tu już w zasadzie wszystko jest jasne, a w Hiszpanii nic… a że Realu pasjami nie znoszę, więc w tych dyskusjach nie uczestniczę 🙂

      Odpowiedz
  12. ~galopujacymajor

    ”Primo – to było kluczowe spotkanie w moim odczuciu, rozstrzygnięte nie na boisku, ale przez jedną kontrowersyjną sytuację.”

    Żarty sobie robisz? Po tym jak w pierwszej części sezonu Muniz Fernandez uratował Realowi tyłek (byłoby 9 pkt straty i sezon jak poprzedni), co nawet madryckie gazety przyjęły z oburzeniem, wyskakujesz z ”kontrowersją” z Gran Derbi? Chłopie, daj spokój. Poza tym do końca meczu była kupa czasu, spokojnie mogło coś wpaść, co pokazuje Copa del Rey z o wiele słabszą drużyną.

    ”Secundo – ten który zdobywa najwięcej punktów, w niezłym stylu, bez „deux ex machina” co trzecia kolejka. Jeśli Atletico wygra – spoko, zasłużyli. Los Blancos – też”

    No ale Los Blancos tak zasłużyli że na 4 mecze dwa z Barceloną przegrali tracąc 7 goli, z Atletico gładko przegrali i raz zremisowali? I stracili punkty z Sevillą, Bilbao, Valencią i Villareal? Mega zasłużenie. Deux ex machina nie było w ostt. kolejce? Gol piętą w 92 minucie to jest to zasłużenie?

    Co do Chelsea? Jeśli w ostatniej kolejce Chelsea z liderem (np. Liverpoolem) by wygrało, a City się potknęło – to oczywiście, że zasłużyli.

    PS Też przepraszam, że nie pisze o najlepszej ever lidze na świecie.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Primo – powiedziałem, w moim odczuciu. Barca i Atleti i tak miałoby zadyszkę w styczniu i tak.
      Tak się można licytować – choćby wypłynięciem składu z pierwszego GD, korektami Martino i w efekcie rozbitym o kant dupy planem zaskoczenia składem. Ale jak pisałem wcześniej nie zamierzam się licytować, możesz sobie myśleć że cokolwiek innego było kluczowe.
      A „do końca meczu kupa czasu” z reguły działa na korzyść tej która ma tego jednego piłkarza więcej.

      Secundo – powtórzę, co gorszego jest w gubieni punktów z rywalami potrafiącymi grać w piłkę, od gubienia punktów z samym dołem tabeli?

      Tertio – nie odpowiedziałeś już na dwa pytania – wcześniejsze o zespół relatywnie silny, oraz chroniczną niechęć do stosowania opcji „odpowiedz”.

      Odpowiedz
  13. ~galopujacymajor

    Primo – ssanie palucha

    Secundo – z tymi wyżej trudno wygrać, po tym piznaje się jakość drużyny

    Tertio – odpowiedziałem na początku: oczywiście Atletico.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Primo – to zostawię Tobie

      Secundo – mistrza Hiszpanii może nie być, ale Bundesliga zdobyta. W CdR też dali się „piznać”

      Tertio – A to zabawne, myślałem że tylko o majstra chodzi, może zbyt serio wziąłem regułę „bić silnych”, tu okazuje się że nie obowiązuję, biorąc pod uwagę że Indianie z Realem 1 mecz wygrali, 1 zremisowali, głównie dlatego że sędzia ich nie wykartkował, mimo tego mieli w końcówce obronę Częstochowy, co było o tyle śmieszne że to Real grał 3 dni wcześniej w LM. No i nie zapominajmy od 2 porażkach, tak bezdyskusyjnych, że aż żal mi się znęcać.

      Jeszcze żeby Indianie prezentowali jakąś jakoś, nad którą można byłoby się zatrzymać(jak Dortmund i LFC). Ich całym pomysłem na Chelsea ostatnio było koszenie Hazarda. Niezależnie od przeciwnika grają „futbol na faul”, czy to Real, czy Almeria, mogą szykować się na obicie, które Indianie im niechybnie zaserwują.

      Mam wrażenie że 90% sezonowców Atleti to goście którzy często jednego ich meczu nawet nie widzieli – tylko skróty ocenzurowane, ładne, pokazujące jasną stronę tej, nieprzeciętnej przecież, drużyny. I zachwycają się piękną legendą biednego klubiku, który postawił się możnym i kły im powybijał. Szkoda że nie wiedzą, iż należy to rozumieć dosłownie.

      Ps. cały czas jedziesz jaka ta Barca słaba, a widzę jeden tylko mecz wygrany, dalej masę remisów. W ostatniej kolejce też pewnie będzie remis. Barca nie zachwyca. Barca na tytuł też raczej nie zasługuje. Ale nadal pokonanie tej najsłabszej od lat Barcy, to nie jest taka prosta sprawa.

      Odpowiedz
  14. ~galopujacymajor

    Secundo – dobrze już dobrze Real, wygrał mistrzostwo Bundesligi. Tylko co to ma wspólnego z Hiszpanią?

    Tertio – jednak dobrze żebyś oglądał czasami mecze Atletico. W tym, o którym piszesz odrobili 3 bramki na wyjeździe, z najlepszą obroną ligi angielskiej i ponoć świetnym trenerem. Drugą połowę cały czas atakowali. To był ich pomysł na grę.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Z jakością, której waść mu odmawiasz 🙂

      Nie uściśliłem – pomysł na obronę. No serio 50% fauli na jednym zawodniku? Przynajmniej próbowaliby odebrać mu piłkę czysto.
      W ofensywie nie zachwycali, ale to nie jest ich gra, dużo lepsze akcje wychodzą im w kontratakach. Można się zastanawiać czy Simeone przewidział brak asekuracji ze strony Hazarda, jeśli tak to brawo, te dwa zagrania rozstrzygnęły mecz i cały dwumecz.
      Choć gdy oglądam jak Terry z Colem nie potrafią wybić piłki to… no cóż, nawet najlepsza obrona może mieć słabszy dzień. Ale to wymówka. Atleti było lepsze. I pokazało to, co można docenić jeśli przełknie się ich brudną grę – zaciętość i zaangażowanie.

      W sumie A.Madryt jest pod musem wygrywania teraz, w przyszłym sezonie mogą nie mieć bramkarza, ale jak się szcza na własne słowo…

      Odpowiedz
  15. ~przecinek

    Dobra majorze, dziś oficjalnie mogę to napisać – Real nie zasłużył na majstra w tym sezonie, ten mecz należało wygrać. Nawet zejście CR7 nie jest wymówką(oby to nic poważnego).
    Jedna prośba – nie dajcie D*** na Camp Nou.

    Odpowiedz
  16. ~galopujacymajor

    Jest jeszcze mecz z Elche, inho wszystko może się zdarzyć. Szalony sezon. Oby takich więcej. Dlatego też kibicuje Atleti, żeby nie skończyli jak Borussia. Do tego poukładana Sevilla, Valencia z Pizzim i Bilbao. Plus Sociedad. liga nie tylko najlepsza, ale i coraz bardziej wyrównana. Pzdr

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *