Mourinho-Wenger, czyli znów to samo

Nic tutaj nie było naprawdę niespodziewane, chyba nawet to, że Arsene Wenger stracił nerwy w konfrontacji z Jose Mourinho. Po pierwsze, trener Kanonierów od dawna kiepsko radzi sobie z emocjami w trakcie meczów. Po drugie, menedżer Chelsea wielokrotnie potrafił zaleźć mu za skórę – ich drużyny grały ze sobą po raz dwunasty, a Wenger nie wygrał ani razu. Po trzecie, wszyscy pamiętamy, jak zakończyło się marcowe spotkanie między tymi dwoma drużynami.

Podtekstów było rzecz jasna więcej: mecz Fabregasa przeciwko dawnym kolegom i dawnemu trenerowi przychodzi na myśl jako pierwszy, kolejny to dobrze udokumentowane (i jakże różne od analogicznych wyników Chelsea) problemy Arsenalu z ogrywaniem drużyn z absolutnej czołówki; komentator „Daily Telegraph” napisał, że Wenger powinien, zamiast popychaniem Mourinho, zająć się zepchnięciem z drogi drużyn blokujących mu drogę na szczyt. To podtekst najważniejszy, z którego Arsene Wenger musiał zdawać sobie sprawę i być może dlatego ta przepychanka: jeśli pamiętacie awanturę po jednym z meczów Barcelona-Real, kiedy Jose Mourinho wkładał palec do oka Tito Vilanovy, wiecie, że po przemoc fizyczną sięga w takich sytuacjach ten, kto tak naprawdę czuje się słabszy. Otóż tak właśnie: mimo inwestycji, jakich dokonał tego lata, ze sprowadzeniem Alexisa Sancheza z Barcelony na pierwszym miejscu, Wenger wie, że dystans między Arsenalem a Chelsea wcale się nie zmniejsza.

Oczywiście trudno nie zauważyć, że tym razem Kanonierzy nie zaczynali meczu w sposób równie otwarty jak wiosną. Początek spotkania upływał pod znakiem dobrej organizacji gry obronnej gości, w którą angażowali się nie tylko Wilshere i Flamini, ale także Cazorla i Sanchez; potem był uraz Thibauta Courtois  (przepisy mające chronić piłkarzy przed konsekwencjami kontuzji głów, z takim rozgłosem wprowadzane przed rozpoczęciem sezonu, ewidentnie nie działają, skoro bramkarzowi Chelsea pozwolono pozostać na boisku mimo krwawiącego ucha, niepokojące były również pogłoski o przedłużającym się oczekiwaniu na odjazd karetki ze stadionu) i wspomniane przepychanki między trenerami. Z punktu widzenia Kanonierów wszystko było w porządku do 27. minuty, kiedy błysk geniuszu Hazarda i spóźnienie Kościelnego zsumowały się w rzut karny, wykorzystany przez belgijskiego skrzydłowego. Gdyby obrońca Arsenalu wyleciał przy okazji z boiska, nikt by się pewnie nie zdziwił, podobnie jak gdyby ta sama kara spotkała Caluma Chambersa za faul na Schürllem (Anglik miał już wtedy żółtą kartkę). Młody obrońca Arsenalu ma generalnie udany początek sezonu, zwłaszcza że przed jego rozpoczęciem był typowany raczej na rezerwowego, ale pięć żółtych kartek w siedmiu meczach Premier League oznacza dyskwalifikację już na początku października… Nie lubię pisać o sędziowskich błędach, ale ręka Fabregasa w drugiej połowie również nie daje o sobie zapomnieć (choć i tak wpadką kolejki było podyktowanie jedenastki dla WBA na Anfield za faul Lovrena na Berahino, który miał miejsce przed polem karnym Liverpoolu).

Diego Costa tym razem był mniej widoczny. Po części dlatego, że był to jego trzeci mecz w ciągu tygodnia, po części ze względu na skuteczną długo opiekę obrońców Arsenalu. Różnica między Hiszpanem a napastnikami, jakich Jose Mourinho miał do dyspozycji przed wakacjami polega jednak na tym, że o ile Torres czy Demba Ba potrzebowali po pięć sytuacji, żeby którąś zamienić na bramkę (a i tak nie zawsze się udawało…), Coście wystarcza jedna. Przy jego dziewiątej (sic!) bramce w sezonie, po raz siódmy asystował Fabregas, a jeśli jesteśmy przy statystykach: Arsenal nie oddał na bramkę Chelsea ani jednego celnego strzału i po siedmiu kolejkach traci do lidera już dziewięć punktów…

fabregasozilPatrząc na Fabregasa nie sposób było nie myśleć o Ozilu, zwłaszcza że Wenger przyznawał przed meczem, iż jego dawny podopieczny chciał wrócić na Emirates, tylko jego miejsce w drużynie było już zajęte. Niemiec znów wypadł słabo – zobaczcie zresztą sami, jak wygląda porównanie gry obu piłkarzy z pierwszej godziny gry. Wszystkie atuty były po stronie pomocników Chelsea: błyskotliwość dryblingu Hazarda, wizjonerskie podanie Fabregasa, nawet chętnie walczący o odbiór piłki Oscar mógł się podobać.

W sumie więc: dla Arsenalu jeszcze jeden mecz do zapomnienia. Gdybym był Kanonierem, najbardziej cieszyłoby mnie to, że sędzia widział agresywne zachowanie Arsene’a Wengera, a w związku z tym menedżera mojego klubu nie czeka dodatkowa kara ze strony Football Association. Pewnie zresztą fakt, że w końcu publicznie zachował się gorzej od Mourinho boli go bardziej niż jakakolwiek dyskwalifikacja.

23 komentarze do “Mourinho-Wenger, czyli znów to samo

  1. ~de

    ja znów nie mogę pojąć tego, że kupuje się zawodnika za 5o mln euro i zamiast wystawiać go na pozycji na , której grał i uczył się całe życie wystawia go na skrzydle i zabija jego potencjał szok !!! nie wierze że Wenger to robi

    Odpowiedz
    1. ~darek638

      Ten zawodnik za 50 mln. całe życie grał na skrzydle.
      Zarówno w Realu jak i reprezentacji. Wenger kupił
      skrzydłowego więc jak ma go obsadzać?!
      Natomiast gra beznadziejnie nie dlatego, że pozycja
      mu nie pasuje, bo on praktycznie nie ma żadnego
      przydziału. Robi co chce ale w sumie mało robi.

      Odpowiedz
  2. ~Miszo

    Jeśli uważasz, że Chambers powinien dostać drugą żółtą za walkę bark w bark oraz że Kościelny mógł dostać czerwoną za faul na Hazardzie, to warto byłoby wspomnieć o faulu Cahilla na Sanchezie. Wejście wyprostowaną nogą na wysokości połowy piszczela, do tego spóźnione powinno być karane czerwoną kartką.
    Generalnie uważam, że ten mecz Arsenal mógł wygrać, ale jak zawsze zadecydowały błędy indywidualne. Kościelny bardziej zawinił przy bramce Costy. Przy akcji Hazarda odpuścił go Cazorla i Francuz ratował sytuację.
    CFC zagrała bezwzględnie, a Arsenal bez przekonania.

    Odpowiedz
      1. ~Miszo

        Mógł wygrać, gdyby grali agresywniej z przodu, ale zagrali jak zawsze z silnymi przeciwnikami.
        Gdyby Cahill dostał czerwoną kartkę za rzeźnicki wślizg to mecz wyglądałby zupełnie inaczej.
        Ox też powinien był grać od początku.

        Odpowiedz
        1. ~sssssssssss

          Oczywiście, że Arsenal mógł wygrać. W pełni zgadzam się również z tym, że Ox powinien grać od początku. Oź świetnie się rozwija i zaliczył z Galatasaray bardzo udany występ. Mam nadzieję, że Wenger postawi w kolejnych meczach na szybkie skrzydła a nie na grę środkiem. Arsenal ma najszybszych skrzydłowych i jest ich paru. Chelsea jak na mecz na swoim podwórku zagrali zachowawczo koncentrując się na obronie.

          Odpowiedz
          1. ~Miszo

            Po tym meczu nie dziwię się, dlaczego Manuel Pellegrini nazwał CFC „małą drużyną”. Rzeczywiście grali trochę jak Stoke – bardzo fizycznie, do tego dochodzi jeszcze opóźnianie wznowienia gry przy każdej okazji (bardzo widoczne pod koniec pierwszej połowy).
            Co do kadry meczowej, to zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz – dlaczego Wenger wpuszcza na boisko apatycznego i totalnie bezproduktywnego Podolskiego, kiedy na ławce siedzi taki talent jak Joel Campbell. Mam nadzieję, że w końcu kostarykańczyk dostanie prawdziwą szansę na pokazanie swoich umiejętności.

          2. ~czytelnik

            Widzę, że miłośnicy teorii „co by było gdyby” trzymają się nad wyraz mocno po wczorajszym meczu. 0 celnych strzałów arsenalu, wszystkie statystyki albo wyrównane albo zdecydowanie na korzyść cfc, porównanie rozgrywających zaprezentował autor bloga, ale mimo to „Arsenal mógł wygrać”. To ja wręcz powiem więcej – każdy mecz może wygrać jedna z grających drużyn, wystarczy, że strzeli więcej goli od przeciwnika. Tak więc, rzeczywiście, do momentu rozpoczęcia meczu Arsenal mógł myślęć, że wygra. Przez następne 30 minut można jeszcze było tak twierdzić, a potem zostało już tylko wasze gdybanie, bo ten mały klub z zachodniego Londynu załatwił sprawę.

        2. ~Andre

          OK, rzeźnicki wślizg Cahilla? A frustracyno-rzeźncki wślizg Welbecka? A Sanchez wpadający na Courtoisa, nie próbując go w żaden sposób ominąć? Wy, kibice Kanonierów żyjecie w tak odrealnionym Świecie, że czasem zastanawiam się czy oglądaliśmy te same mecze..Arsenal zagrał SŁABO. Nie potrafił oddać nawet jednego celnego strzału na bramkę CFC. Wilseher nie umiejący przyjąć piłki, Ozil gubiący co i rusz piłkę i Sanchez który więcej energii stracił na jałowej dyskusji niż graniu w piłkę naprawdę mogli wygrać wczorajszy mecz?

          Jestem skłonny powiedzieć, że zeszłoroczne wygranie pucharu przez Arsenal to był wypadek przy pracy. To co pokazali na Stamford i to co prezentowali w 10 pierwszych kolejkach, bardziej stawiałoby ich w pozycji drużyny walczącej o miejsce w Lidze Europejskiej (z naciskiem na słowo WALCZĄCEJ) niż do walki o tytuł mistrza. Zejdźcie wreszcie na ziemię..

          Odpowiedz
          1. ~sssssssssss

            Zgadzam się z Tobą co do fauli, oprócz sytuacji z Sanchezem. A co do estetyki Twojej wypowiedzi to w odrealnionym świecie żyją osoby chore psychicznie. Myślę jednak, że nie planowałeś nikogo obrażać. Trzeźwo rozumując, to kartek powinno być więcej po jednej i po drugiej stronie, Arsenal FC zagrał słabo ale ja nie skupiam się na samych błędach, potrafię również dostrzec pozytywy gry Arsenalu FC. Chelsea FC jako gospodarz derbów wg mnie zagrało asekurancko. Jeśli taki styl wystarczy ich kibicom to mi to nie przeszkadza. Mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem Chelsea FC, jednakże, twierdząc że żaden inny wynik byłby niemożliwy jest co najmniej bujaniem w obłokach. Dowód: piłka jest grą nieprzewidywalną. I podkreślę jeszcze raz Chelsea FC wygrała bo była lepszą ekipą. Poza tym to kibicuję całej Lidze Angielskiej.

          2. ~michal77

            Sanchez próbował przeskoczyć nad bramkarzem, ale on już za blisko podszedł. Dla mnie to było 50na50.

  3. ~KrólJulian

    Futbol jest grą nieprzewidywalną, niestety wyniki spotkań Arsenalu z drużynami z czołówki są do bólu przewidywalne-bez złośliwości, takie niestety są fakty.
    Pewnie, że Arsenal mógł wygrać ten mecz, niestety w dużej mierze sam pozbawił się na to szans. Bezsensowne podania, zero celnych strzałów na bramkę i bezsilność pod polem karnym, aż żal na to patrzeć… No i sztandarowy kompletny brak zagrożenia przy stałych fragmentach. Chyba jedynie samobój mógł doprowadzić do remisu…
    To że CFC grała kunktatorsko i zachowawczo jeszcze kogoś dziwi? A dlaczego miałaby grać inaczej?
    Osobiście od dawna nie mam już złudzeń co do Wengera, szkoda już nawet prądu na pisanie na ten temat.
    To co mnie najbardziej dziwi to sposób w jaki gwiazdy światowej piłki popadają w tej ekipie w kompletny marazm i opowieści Wengera o sile finansowej Chelsea, skoro taki Ozil kosztował więcej niż Costa, Hazard, itd.
    Generalnie zawiodłem się, obawiałem się trudniejszego spotkania. In Arsene we trust-oby jak najdłużej, wtedy 6 punktów można dopisywać sobie przed rozpoczęciem terminarza. Kiedyś był dobrym trenerem, teraz powoli staje się karykaturą samego siebie…
    @przecinek
    Sprzedaż Ozila to był majstersztyk, po prostu mistrzostwo świata. Wygląda na to, że Arsenal staje się klubem przechodzących na „wcześniejszą sportową emeryturę”, a właściwie spadających na nią na „złotych spadochronach”…

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Oj, świętował człowiek rok temu ten transfer. Kebeb z wozu… I jeszcze po podobnie zawyżonej cenie 😉

      Wenger od jakiegoś czasu trochę odstaje metodami, od nowoczesnej piłki, jest zbyt oldskulowy. Jeszcze w 2008-9 z Arsenalem należało się liczyć, potem już ten zespół odstaje, mając tyko pojedyncze występy fenomenalne.

      I faktycznie, część piłkarzy zwyczajnie kisi się w tym sosie, kolejnym przykładem jest Gervinho, który ponownie pod skrzydłami Garcii, odżył i to wyraźnie.

      Mimo wszystko Wenger jeszcze parę lat w Arsenalu porządzi, kasa się zgadza, nie dziwi mnie zresztą, że Francuz ma taką autonomię przy transferach, to w końcu ekonomista z wykształcenia. A nawet obrywając regularnie od Mourinho, można trofea zdobywać. Jak dla mnie, Kanonierom najbardziej brakuje kogoś na kształt Patrica Viery.

      No cóż, Mourinho zapowiadał ofensywną Chelsea. Nie żeby ktoś mu uwierzył, ale poczepiać się można 😉

      Ciekawi mnie, jaka będzie zbliżająca się epoka post-Wengerowska. Bo Francuz swoje lata ma, 3-5 lat jeszcze potrenuje, osiągając w końcu wiek emerytalny. Kto wie, może kibice Kanonierów zatęsknią za czasami, gdy choć ocierali się o trofea.

      Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          oby nie, bo wtedy zrobi się Bundesliga i emocje jak na grzybach.

          Ofensywna Chelsea to oksymoron, taki byt w naturze nie występuje. To taka brzydka, ale pracowita żona…

          Odpowiedz
  4. ~miko

    Kibice Chelsea się przyzwyczaili do asekuranckiego i nieprzyjemnego dla oka wygrywania :-p Taka taktyka Mourinho i to się nie zmieni, kiedy to w końcu zrozumieją kibice przegrywających drużyn? Co do meczu, to Arsenal nie zagrał źle. Jednak różnicę widać gołym okiem. To nie Alexis miał przebłysk geniuszu, ani Welbeck jednej wykorzystanej szansy. Na tym polega piłka nożna, na wykorzystaniu szans, które trzeba jeszcze stworzyć. Pozdrawiam kibiców Arsenalu, sezon jeszcze dłuuugi, jeszcze wiele się wydarzy. Jeszcze nie raz się będę wkurzał, że przy 1:0 wchodzi Obi, a potem remis hehae Na razie się to udaje i to jest dla kibica tej drużyny piękne. Pozdro

    Odpowiedz
  5. ~KrólJulian

    Jedna kwestia, co prawda okołomeczowa, warta jest jeszcze poruszenia-reakcja kibiców Arsenalu na Fabregasa. Słabo to wyglądało, mogli już sobie darować, w końcu wiadomo jak to z tym transferem było, poza tym wielokrotnie podkreślał, po tym meczu też, że Arsenal ciągle ma miejsce w jego sercu… Kontrastuje to z piękną reakcją kibiców Chelsea na gola Lamparda w niedawnym meczu z City…

    I jakoś dziwnie mało o ulubieńcu autora, niejakim Wilsherze, co może dziwić, bo tego dnia akurat był chyba najlepszy w ekipie Arsenalu…

    Odpowiedz
    1. ~Ruta

      z ta tabelka jak z prawdą…….. a na końcu jest statystyka 😛 Co to za Big 7 jak MC liczy sie tak naprawdę od pełnego sezonu Manciniego czyli 2010/2011.

      Odpowiedz
    2. ~przecinek

      Na przykładzie Mou, jego procentowej skuteczności, świetnie widać, jak przez lata rozwinęła się piłka. Niegdyś też byli trenerzy zgarniający masę trofeów, ale ich procent zwycięstw był zwyczajnie niższy, nawet jeśli byli równie skuteczni w kolekcjonowaniu pucharów.

      Jak kiedyś Real, Juve, United, Bayern, przegrał parę meczy w lidze, nikt nie wydziwiał, wszyscy rozumieli, że wpadki zdarzają się każdemu. A dziś wszystkim odp****ala 😉

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        @Ruta
        to tylko w odniesieniu do Wengera i SAF, ale również z pewnym dystansem, bo wiadomo, że na meczach z czołówką świat się nie kończy, czasami trudniej ograć tych teoretycznie słabszych, vide zeszły sezon w wykonaniu CFC… Nie wspominając o krajowych czy europejskich pucharach. Wrzuciłem to w odniesieniu do BPL, tak czysto poglądowo.
        @przecinek
        taka niestety prawda, już pojawiają się krytyczne głosy w odniesieniu do takiego Kloppa, Guardioli, czy Rodgersa, które jeszcze niedawno wynoszono na ołtarze… Jak ekipa przez dłuższy czas wygrywa to mówi się, że to efekt obniżenia się poziomu danej ligi i zaczyna być nudne, jak zalicza wtopy znaczy, że trener się skończył…
        Osobiście to tęsknię za Pucharem Europy z czasów, gdy mogła wygrać go taka Crvena Zvezda, dziś ryzyko wystąpienia takiego zdarzenia spadło do zera i właściwie na samym pucharze można dostawiać kreski przy nazwach zwycięzców, bo może raz na 20 lat dopisze się tam jakiś nowy klub, ale to też jakiś nowobogacki… Paradoksalnie może te pierwsze PE trudniej było Realowi zdobyć niż te ostatnie, wtedy cały czas trzeba było grać na spince, teraz sprawę załatwia 3-5 spotkań, w przypadku reszty każde potknięcie jest do nadrobienia…

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *