Konkurs Cruyffa

Gdyby żył, właśnie dziś skończyłby 70 lat. Przed miesiącem minęła pierwsza rocznica jego śmierci. Kilkanaście dni temu nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jego autobiografia (dodajmy: świetnie przełożona, co na rynku literatury sportowej w naszym kraju wciąż zasługuje na wzmiankę). A jutro w nowym numerze „Tygodnika Powszechnego” znajdziecie mój spory tekst o nim, z zawadiacką w gruncie rzeczy tezą, że w historii futbolu był najlepszy.

Powodów, żebyśmy wspominali Johana Cruyffa jest więc cała masa. A żebyśmy wspominali go jak najgodniej, pozwalam sobie podrzucić link do filmu dokumentalnego znakomitego skądinąd holenderskiego reżysera Ramona Gielinga (miłośnikom Bacha trzeba koniecznie polecić „Erbarme dich. Matthaus Passion Stories”), któremu kilkunastu mieszkańców Barcelony opowiedziało o swoich wspomnieniach związanych z jego wielkim rodakiem, i zaproponować wzięcie udziału w konkursie: troje spośród Was, jeśli odpowie prawidłowo na pytanie, jak się nazywał śpiewak operowy, którego Cruyff sprowadził do Ajaksu, żeby uczyć piłkarzy technik oddychania, otrzyma od Wydawnictwa Literackiego egzemplarze tejże autobiografii.

Na prawidłowe odpowiedzi czekam tradycyjnie pod adresem futboljestokrutny@gmail.com. Termin ich nadsyłania upływa z pierwszym gwizdkiem weekendowego meczu Tottenham-Arsenal.

Jedna myśl nt. „Konkurs Cruyffa

  1. Marcin Ciupek

    Johan Cruyff – jeden z ostatnich czarodziejów piłki nożnej, z czasów, gdy futbol nie przybrał jeszcze formy ultraszybkiej, wymagającej żelaznych płuc, gry dla umięśnionych gladiatorów (jeśli choć trochę przesadzam, to tylko trochę; piłka ewoluuje właśnie w tym kierunku). Gdy elegancja poruszania się po boisku, inteligencja boiskowa, fenomenalny przegląd pola, precyzyjna wymiana podań były prawdziwymi cnotami. I gdyby nie Cruyff, takiej piłki … już by nie było. To on zaraził tym stylem gry Ajax, Holandię, Barcelonę, Hiszpanię. Odcisnął silne piętno na futbolu początku XXI wieku, dając nadzieję „kieszonkowym” rozgrywającym w typie Iniesty czy Xaviego, że i dla nich jest jeszcze miejsce w tej grze współczesnych wielkoludów. I że głowa to więcej niż mięśnie. Dlatego warto pamiętać o genialnym Holendrze. I koniecznie przeczytać jego książkę!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *