Arsenal-Tottenham, zamiana ról

„Ten mecz ewidentnie się nam nie ułożył”, mógłby powiedzieć Mauricio Pochettino, gdyby był trenerem polskiej ekstraklasy. I szczerze mówiąc wolałbym wysłuchać kilku komunałów w tym stylu, niż przyglądać się zasłonie dymnej, jaką próbował wznosić wokół stylu derbowej porażki, mówiąc niemal wyłącznie o decyzjach sędziego Mike’a Deana. Że faulu Sancheza nie było, że bramka padła ze spalonego, przekonywał Argentyńczyk dziennikarzy, dodając jeszcze coś o tym, że tak naprawdę w statystykach strzałów czy posiadania piłki mecz był wyrównany. Zasłona dymna, powiadam wam, albo mydlenie oczu, bo ani mecz nie był wyrównany, ani decyzje sędziego nie były główną przyczyną porażki. Już prędzej bym się zastanawiał, czy nie próbować tłumaczyć przegranej faktem, że Harry Kane i Dele Alli dopiero we czwartek wznowili treningi po kontuzjach, a w meczu z Arsenalem zwłaszcza ten drugi był cieniem siebie. Tylko że przyznając, iż obaj nie nadawali się do gry, Pochettino przyznawałby się równocześnie do kolejnego błędu: ryzykowania zdrowiem zawodników.

Przez pierwszych kilkanaście minut meczu byłem wprawdzie skłonny przypuszczać, że Tottenham celowo oddaje inicjatywę, jak w meczach z Borussią czy Realem: że nie zamierza zawracać sobie głowy walką o piłkę w środku pola albo jakimś nadmiernie koronkowym rozgrywaniem akcji – że chce po prostu grać bezpośrednio, w każdym momencie po odbiorze piłki zagrywając ją jak najszybciej do przodu. Wybór do środka pomocy muskularnej pary Dembele-Sissoko nie był, przyznajmy, wyborem mającym na celu jakieś finezyjne rozgrywanie – gdyby Pochettino chciał grę swojej drużyny uczynić bardziej ustrukturyzowaną, postawiłby przecież na Harry’ego Winksa (dopiero kiedy Anglik pojawił się na boisko, cofnięci skrzydłowi Tottenhamu zaczęli dostawać jakieś sensowne podania). Inna sprawa, że zmagający się od tego lata z kontuzją stopy Dembele jest w ostatnich miesiącach cieniem gracza, którego pamiętamy jako totalnie dominującego w drugiej linii, a za piłkarzami Arsenalu często po prostu nie nadążał; szczerze mówiąc najlepiej z całego Tottenhamu wypadł w tym meczu Sissoko.

Trzeba to jednak powiedzieć jasno i wyraźnie: nieważne, jaka była, czy jaka miała być strategia Tottenhamu na to spotkanie – Arsenal miał lepszą. Może to zresztą nie była kwestia strategii, tylko nastawienia zawodników i ich wewnętrznej motywacji. Jakby doszło do zamiany ról; jakby to Arsenal miał coś do udowodnienia, a Tottenham przystępował do meczu w roli rozleniwionego życiem pełnym luksusów faworyta – to gospodarze od pierwszych minut rzucili się do pressingu, rozpoczynanego przez ofensywny tercet Sanchez-Lacazette-Ozil. Zwłaszcza to, jak pracował Niemiec, było imponujące, zważywszy nie tyle na prawdopodobieństwo rychłego odejścia z klubu (w końcu może chcieć się zaprezentować potencjalnym nabywcom), co na to, że zwykle woli nie angażować się w przeszkadzanie rywalom. Nie był w tym odosobniony. Efektem były trudności w konstruowaniu przez Tottenham akcji od obrony; efektem były straty i błędy, dzięki którym Arsenal przejmował inicjatywę już na połowie gości; efektem były wygrywane przez Kanonierów pojedynki w środku pola. Efektem był chaos, z którego w końcu wyłonił się rzut wolny, po którym padła pierwsza bramka. Efektem była zaczęta przez Bellerina cudowna kombinacja ofensywnego trio, po której padł drugi gol.

Wystawiając taki właśnie skład Arsene Wenger ryzykował oczywiście: w zasadzie bez defensywnego pomocnika, bo trudno za takiego uznawać niezdyscyplinowanego Xhakę (tym razem też szybko dostał żółtą kartkę, a mógł zostać upomniany już wcześniej, za ostre wejście w Alliego) i z Ramseyem za trójką graczy ofensywnych, znajdującym sobie zaskakująco dużo miejsca między nieruchawymi pomocnikami gości. Okazuje się jeszcze raz, jaką wagę w piłce mogą mieć nie pozycje poszczególnych piłkarzy, nie finezyjne manewry taktyczne, ale wola walki i zaangażowanie. Na co ci defensywny pomocnik, kiedy odpowiedzialność za grę obronną biorą wszyscy twoi piłkarze? Tyleśmy się nachwalili w minionych tygodniach Bena Daviesa, ale to Hector Bellerin był najlepszym zawodnikiem biegającym w tym meczu przy linii; skutecznym w defensywie i groźnym na połowie rywala.

Najprawdopodobniej na koniec sezonu Tottenham będzie w tabeli wyżej niż Arsenal, a świetne mecze Kanonierów zdarzać się będą coraz rzadziej – nabierałem się już stanowczo zbyt wiele razy na rzekome odrodzenie tej drużyny, a potem znosiłem jakieś żenujące wpadki, żeby się teraz nadmiernie ekscytować. Myślę również, że piłkarze Mauricio Pochettino podniosą się szybko, tak jak podnosili się już parę razy po rzadkich skądinąd porażkach. Dzięki derbom północnego Londynu wiedzą jednak (oby tę lekcję najuważniej odrobił Dele Alli, kuszony przez superagentów Mendesa i Raiolę), że w życiu piłkarza są rzeczy ważniejsze niż od wielkiego dzwonu wygrać z Realem.

34 myśli nt. „Arsenal-Tottenham, zamiana ról

  1. ezi

    Zgadzam się ze wszystkim. Dodam, że z ciężkim sercem przyjmuję prognozę, że Arsenal będzie niżej niż Spurs. Kluczem jest fraza „nabierałem się już stanowczo zbyt wiele razy na rzekome odrodzenie”. Ciekawa była by dyskusja o statystyce. Potrafimy wymierzyć już niemal wszystko co dzieje się na boisku, a nic nie zastąpi wrażenia, jakie w miarę doświadczony kibic odnosi z tego co widzi. Po podsumowaniu meczu Spurs okazali się lepsi w liczbach na każdym polu i w najdrobniejszych elementach, a ja z zadziwiającym spokojem oglądałem mecz będąc przekonanym, że Arsenal jest lepszy (co nie zdarza mi się często).

    Odpowiedz
    1. AB

      xG potwierdza ‚lepszość’ Arsenalu w tym spotkani, ale ma taką wadę, że nie uwzględnia sytuacji gdzie zabrakło centymetrów by dołożyć nogę, o ile się nie mylę, mierzona jest tylko jakość oddanych strzałów

      Odpowiedz
  2. THFC4life

    Jakie sensowne podania od Winksa? Gość albo gra do tylu albo w poprzek boiska plus traci mnóstwo piłek. Panie Michale to będzie kolejny Ryan Mason.

    Odpowiedz
  3. ArsenalFan

    Panie Michale,
    dziękuję za tekst „z obowiązku” :-). Myślę, że to nie mogło być dla Pana łatwe. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy „obiektywnie” rzecz ujmując Tott jest obecnie lepszą drużyną od Kanonierów (sam nie wierzę, że mi to zdanie przeszło przez klawiaturę). W dalszym ciągu uważam, że lekiem na całe zło Arsenalu byłoby pozbycie się tego cholernego Niemca (nie chodzi mi o dwumetrowego kapitana) oraz zdrowy Welbeck dobrze współpracujący z Lacazettem. Jednocześnie nieśmiało przypominam, że zachęcałem Pana do popełnienia tekstu o „fenomenie Ozila”. Zastanawiam się również czy dołącza Pan do chóru (legionu) chwalącego Guardiolę. Uważa Pan, że stworzył potwora w błękitnej części Manchesteru? Czy to chwilowy błysk, szczęśliwe ułożenie się wysokiej formy kilkunastu zawodników czy też możemy już mówić o zmianie mentalności, genie zwycięstwa, itd…?

    Odpowiedz
  4. stanislaw414

    Szanowny Panie Redaktorze, Szanowni Państwo,

    Czytając powyższy wpis Smutnego Bizona (zwanego przez niektórych również Kogutem, który najgłośniej pieje w niedziele), przecierałem szare komórki ze zdumienia, iż nie zdobył się on na choćby jedno – wyraźne – słowo pochwały w stosunku do Arsena Wengera, choćby jakiś okruch pochwały (wierszy nie żądam). Nawet fragment, który mógłby takowy okruch stanowić, brzmiący: „(…) nieważne, jaka była, czy jaka miała być strategia Tottenhamu na to spotkanie – Arsenal miał lepszą.(…)”, został od razu skontrowany sformułowaniem: „(…) Może to zresztą nie była kwestia strategii, tylko nastawienia zawodników i ich wewnętrznej motywacji (…)”, a tym samym zdmuchnięty ze stołu, zanim zdążyłem się nim nacieszyć. Tymczasem w balecie Panny Młodej było przedwczoraj dosyć dokładnie widać efekty szkolenia u starego Pai Mei. Tylko zaślepieni niewolnicy tezy: „Arsen Wenger musi odejść” mogli nie dostrzeć podczas starcia o Północny Londyn prostopadłych cięć, którymi Arsenal kroił linie Tottenhamu, a potem – gdy już uzyskał przewagę – bardzo poprawnie i konsekwentnie przyjętej przezeń Pozycji żurawia broniącego studni. Zaznaczę na marginesie, iż pierwsze zwiastuny wiosny i promyki przebijającego się przez chmury słońca było już widać podczas potyczki Panny Młodej z Manchesterem City.

    Arsen czyli Aslan powraca do Narnii! (Mam nadzieję rozwinąć tę myśl w najbliższym czasie)

    Z wyrazami szacunku,
    stanislaw414

    Odpowiedz
    1. michal77

      Jak wyżej zauważył ezi: „Kluczem jest fraza »nabierałem się już stanowczo zbyt wiele razy na rzekome odrodzenie«”. Również się pod tym podpisuję – w niedzielę wyjazd do Burnley.

      Odpowiedz
  5. stanislaw414

    @michal77

    Błogosławieni, którzy zamiast się chować pod szafą jak jamnik, otwierają jej wrota i pomiędzy starymi kurtami przeżartymi pleśnią szukają przejścia do czarodziejskiej krainy. Błogosławieni, którzy po wielokroć do potęg potęgi byli oszukiwani i rozpaczając z głowy włosy rwali, a pomimo to uwierzyli, albowiem
    do nich należy królestwo zielonej polany. Jeśli przegrywasz, możesz zacząć wygrywać lub remisować na wyjeździe. A jeśli wygrywasz, możesz zacząć przegrywać lub remisować u siebie. Tak było, jest i będzie. Tak stanowią Wielkie Czary.

    414

    Ps

    Nie lękaj się Burnley.

    Odpowiedz
    1. michal77

      Ja jestem Kogutem, więc Burnley się nie lękam, a włączyłem się w dyskusję, gdyż trochę lubię również Arsenal. Ale gdybym był Kanonierem to najbardziej lękałbym się Zarządu.

      Odpowiedz
      1. stanislaw414

        @michal77

        Widzę, że Koguty w weekend staną naprzeciw WBA. Zakładam, że zatrzyma Waszą szarżę Krychowiak z mieczem „Albion” powierzonym przez nowego Herna Myśliwego zarządzającego lasem.

        Odpowiedz
        1. Król Julian

          A teraz pora na typy:
          WHU – Lisy choć goście prowadzą 1:0 a Młoty nie istnieją, stawiałem 1 i to podtrzymuję – druga połowa będzie ich, a jak nie to nie ma problemu, bo dopiero za chwilę wyślę taki kupon bardziej na serio, więc mi go nie zdążą zepsuć 🙂
          CP-Stoke słaba 1 – orły muszą jeśli marzą o czymkolwiek
          MU Brighton 1 choć chętnie postawiłbym na niespodziankę, ale nie tym razem
          Sroki Watford – 2 remis zwrot – niespodzianka, bo te sroki pewnie rzucą się od pierwszej minuty
          Łabędzie B’mouth 1 2 zwrot – normalnie postawiłbym 2, ale postanowiłem konsekwentnie obstawiać te łabędzie aż do zwycięstwa, co może zająć mi dłuższą chwilę, wbrew wszelkiej logice 🙂
          Tott WBA -pewna 1
          Liverpool Chelsea ciężka sprawa, każdy wynik możliwy, fani Liverpoolu stawiają pewnie na CFC, zaś Chelsea obstawiają pewne zwycięstwo The Reds, stąd z braku pomysłu X
          Święci Everton zaryzykuję X, choć te Toffiki to porażka
          Burnley Arsenal 2 pewne zwycięstwo gości 2:0
          H’sfield MC 2

          Odpowiedz
        2. Król Julian

          pozwolę sobie wtrącić się w tę dyskusję – Krychowiak w aktualnej formie może oślepiać graczy Kogutów co najwyżej laserem-breloczkiem gdzieś z wysokości trybun, bo mam spore wątpliwości czy załapie się do wyjściowej 11. Co do symptomów poprawy formy Arsenalu to wypatrywałem ich wczoraj usilnie w meczu z czerwoną latarnią ligi niemieckiej, która uciułała całe dwa punkty w tym sezonie, może coś przeoczyłem, ale ich nie zauważyłem…

          Odpowiedz
  6. stanislaw414

    @Król Julian

    Phi, patrzysz i nie widzisz. I bardzo dobrze, albowiem po Twoim liście, jego treści oraz alfabecie obrazkowym, który stosujesz wnoszę, iż jesteś sługą Białej Czarownicy.

    Dałeś się zwieść iluzji! Aslana nie było wczoraj w Kolonii, haha! Arsenal dociera właśnie do Kamiennego Stołu i pojutrze będzie uderzał w kierunku Burnley.

    Wiosna, wiosna jest już blisko!

    Odpowiedz
    1. michal77

      wiosna blisko??? hm, czyli kibice kanonierów nie w kwietniu, a już lada dzień dowiedzą się, że kolejny sezon w plecy? 😉

      Odpowiedz
    2. Król Julian

      Nie widzę, bo nie patrzę na to za pomocą specyficznego połączenia różowych i końskich okularów 🙂 Gdy Ruta i Jaskier potwierdzą te symptomy poprawy to obiecuję solennie śledzić uważnie tę metamorfozę. Najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, widziałem już tyle incydentów, które brałem za ewidentne symptomy poprawy, że się uodporniłem. Niedawno nawet dałem się na nie nabrać i typowałem Arsenal na mistrza 🙂 A co do zarządzających lasem to obawiam się jedynie ministra Szyszko, zaś jeśli chodzi o Aslana i jego krewniaków to najbardziej lubię tego zawodnika walijskiej, zdaje się odmiany rugby, który nabawił się kontuzji, bo wpadł na pomysł by pogłaskać lwa 🙂

      Odpowiedz
  7. stanislaw414

    @micha77

    Kanonierzy już dziś mogą się dowiedzieć, że Arsenal przeskakuje w tabeli Koguty, haha! Odpukać w niemalowany, starożytny plastik, z którego nieudolnie sklejono samolot bojowy „Łoś”.

    @Król Julian

    Po cóż czekać na kontakt z Jaskrem, skoro od lat odcina on tylko kupony od jedynego przyzwoitego dzieła w postaci „Pół wieku poezji”. Pozostaję w codziennym kontakcie z Yennefer z Vengerbergu, ona zaś potwierdza moje tezy odnośnie powrotu Aslana, chociaż – z drugiej strony – na nią też trzeba uważać.

    Odpowiedz
    1. Król Julian

      Akurat ten Jaskier, który tu czasem zagląda z ballad i pieśni raczej nie słynie, a i pewnie nie musi ukrywać się pod tym nickiem, by uniknąć gniewu męża jakiejś nadobnej niewiasty 🙂 No ale jak Ty w kontakcie z Yennefer jesteś to ona nie takie rzeczy jak tegorocznego majstra dla Arsenalu załatwić potrafi – to zmienia postać rzeczy 🙂
      Mój scenariusz jest taki – grudzień będzie jeszcze ok i balon będzie pompowany, święta będą radosne, w Nowy Rok będzie śmigus-dyngus, ale nastroje nadal będą ok, wypadek przy pracy, a później jak zwykle przyjdzie luty i pozamiata, więc znowu usłyszymy, że to przez kontuzje, Wenger out/Wenger in, że kolejny rok będzie już nasz 🙂 Czarodziej Terminarz mi to powiedział, znamy się trochę 🙂

      Odpowiedz
    1. Król Julian

      „nieoczekiwana zmiana miejsc” i zaraz zaczynam się zastanawiać ile punktów zdobyłby zdobyć Eddie Murphy zastępując Wengera 🙂 ?

      Odpowiedz
      1. michal77

        Idąc za Murphym z tego filmu to może być nawet „happy christmas and merry new yeary” dla Arsenalu, i życzę im tego szczerze, ale ‚Mistrza’ moja wyobraźnia nie jest w stanie ogarnąć, choć byłaby to najlepsza okazji do zmiany trenera.

        Odpowiedz
      2. Ruta

        W Arsenalu bez zmian. Po za jedną od początku sezonu, brak ligi mistrzów 😛 Mecz z Burnley był z gatunku gdzie Arsenal tracił punkty, ale ponieważ pierwsza 11 odpoczywała cały tydzień, to na koniec przycisnęli i udało się 🙂 Skoro Czelsi bez pucharów wygrała mistrza to Arsenal ma szanse na „czwórkę” i nic więcej. Ozil i Sanchez już siedzą na walizkach i jak dostana dobre oferty indywidualne to zarząd ich sprzeda w styczniu. Ale jak na świeżości przejdą grudzień to właśnie „czwórka ‚ realna.

        PS. jest jedna jaskółka -Sven Mislintat, ale najpierw chciałbym zobaczyć jakieś efekty…

        Odpowiedz
        1. Król Julian

          Jeśli nadal będzie miał takiego nosa jak BVB, to faktycznie pozazdrościć, a co ważne w Arsenalu ci ściągnięci dostają szansę na pokazanie się, nie tylko przysłowiowe 5 minut, w trakcie których mają strzelić ze trzy bramki lub mieć 2-3 asysty czy gnicie na wypożyczeniu kończące się sprzedażą i wielkim zdziwieniem, że nagle gość odpala i okazuje się kozakiem… Ciekaw jestem tego Musondy Jr, którego ponoć niedawno Arsenal chciał kupić, jak dla mnie to mógłby być z niego typowy arsenalski skrzydlak gdyby zdrowia i talentu mu starczyło, bo w Chelsea niestety się zmarnuje…

          Odpowiedz
          1. stanislaw414

            @Król Julian @Ruta @michal77

            Tak, jak przewidywałem, tak jak podpowiedziały mi moje końsko-różowe, różowo-końskie okulary, magiczny artefakt wykuty w mrocznych czasach polskiej myśli szkoleniowej przez plakaty z Gary Linekerem, o istnieniu którego nie wiedzieli nawet wasi okrutni felietoniści lub filozofowie, dzięki któremu dzielnie trwałem na strażnicy pomimo eliminacji do MŚ, pomimo eliminacji do ME, pomimo MŚ w Korei i Japonii, pomimo kolejnych łamiących się tuż za Prastarą Puszczą wypraw księcia Legii dzieki którym powróciłem na Północ stanać na Murze, gdy zbliżyła się horda z Tottenhamu.

            Tak jak przewidywałem, tak jak podpowiedziały mi moje końsko-różowe, różowo-końskie okulary, Aslan czyli Arsen powrócił do Narnii i uklękną przed nim wszyscy co rzucali weń heheszkami, którzy krzyczeli: „odejdź Arsenie!”

            Śniegi topnieją, haha! Zaraz…, nie…, o nieeeee…., chyba niestety nie wszystko się zgadza w tej opowieści. O nie! Widzę kroczącą przeciw nam z Manchesteru Białą Czarownicę o portugalskiej twarzy.

            Nie lękam się kiedy jest przy mnie Arsen, nie lękam się, kedy jest przy mnie Aslan/On sam w pojedynkę przegnał won kibiców Kolonii pokazując im swój nagi tors/Nie lękam się kiedy jest przy mnie Arsen/To On sprowadza Ozila/Nie lękam się kiedy jest przy mnie Aslan/On tnie przeciwników pędzącym Bellerinem (Hektorem!). prowadzi mnie bezpiecznie przez królestwo zielonej polany/Nie lękam się…,

            ale tak naprawdę, to nie wiadomo.

          2. me262schwalbe

            Normalnie nie wierzę. Parę dni mnie nie było, a tu takie zmiany. Za chwilę jeszcze parę słów doda niezmiernie utalentowany nie tylko literacko Wojtuś z dalekiego Turynu i śpiewka na zbliżające się wielkimi krokami obchody świętego Totteringhama gotowa.

            A jeśli chodzi o derby północnego Londynu, to najbardziej zgadzam się z akapitem o nastawieniu, o udowodnieniu czegoś. W sumie historie znane od dawna: teoretycznie słabszy spina się na mecz na teoretycznie silniejszego i go na prostej drodze ogrywa, coś jak Spurs na mecz z Realem. To nastawienie Arsenalu do tego meczu najlepiej oddaje pościg i nurek Alexisa za piłką opuszczającą boisko pod koniec meczu. Nawet jak nie jestem w stanie, to i tak nie odpuszczę.
            Przypominam sobie wypowiedź Wengera na zakończenie ubiegłego sezonu odnośnie przedłużenia jego związku z Arsenalem; „chcecie argumentów na dalsze prowadzenie zespołu, to obejrzyjcie jeszcze raz finał Pucharu Anglii”. Teraz na podobną kwestię ma gotową odpowiedź, „przypomnijcie sobie listopadowe derby”. Problem w tym, że na pojedyncze mecze Ars jest się w stanie dobrze przygotować (wyjątkiem jest tu Bayern, na który jak dotąd nie wynaleziono lekarstwa – może w zastępstwie Ars teraz Spurs zmierzą się z Bawarczykami na wiosnę :-)), gorzej jeśli mówimy o całej wielomiesięcznej batalii.

  8. Król Julian

    me262schwalbe
    o to właśnie chodzi – od czasu do czasu, gdy zbierają się czarne chmury spinamy się i wygramy coś – tylko dajcie Nam święty spokój… Ja to w ten Arsenal uwierzę nie wtedy gdy np. ograją City 5:0, ale gdy przestaną przegrywać mecze z słabeuszami. Ten Arsen vel Aslan nie ma umiejętności ciułania tych punktów, a bez tego ciężko zdobyć majstra.
    Wojtuś to nie tylko doda kilka słów, ale pewnie i zagra jednym palcem jakiś skoczny kawałek na pianinie, jak to ma w zwyczaju 🙂
    @Stanisław414
    W sobotę zobaczymy jak Aslan poradzi sobie z wielkim Jose, którego nigdy nie udało mu się pokonać, już zacieram ręce na myśl o przed- i pomeczowej konferencji prasowej i oczyma wyobraźni widzę nerwowe tłumaczenia roztrzęsionego Arsena i uśmiechniętego Mou, który przyjedzie po punkt a, coś mi się widzi, że wyjedzie z trzema 🙂 Wtedy wrócimy do dyskusji o Aslanie i symptomach poprawy 🙂

    Odpowiedz
  9. ezi

    @Król Julian@Stanisław
    Poprawka obywatelska: Wenger pokonał Jose. Ten jeden jedyny raz w lidze to był ostatni mecz między Arsenalem a MU. Jednak jako kibic czarnowidzący nie wierzę, że klątwa jest zdjęta i ze strachem myślę o sobotnim meczu. Nawet hymny Stanisława nie wyzwalają we mnie nadziei. Też zaklinałem rzeczywistość i pamiętam jeden ze sposobów. Z moich wnikliwych obserwacji wysnułem wniosek o zależności picia piwa podczas meczu i porażek Wengera z Jose. Zawsze gdy spożywałem Arsenal przegrywał. Więc by odwrócić zależność postanowiłem na jeden mecz powstrzymać pragnienie. Akurat był to tysięczny mecz Wengera. Kolega powiedział, że była to najgłupsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem (chyba widział we mnie winnego katastrofy). Od tamtej pory bezpieczniej jest pić.

    Odpowiedz
    1. Król Julian

      słusznie, biję się w pierś, 2:0 i to można było odbierać niewątpliwie jakąś jaskółkę, niestety wiosny nie uczyniła. Jose pewnie w tym roku zrobi wszystko, by ten wynik się nie powtórzył i coś mi się widzi, że może mu się udać, teoretycznie powinien zamurować i zabić ten mecz na amen, a jak będzie zobaczymy.

      Odpowiedz
      1. me262schwalbe

        Też mi się tak wydaje, że Mou zamuruje. Może coś takiego jak 0:0 do 80 minuty.

        Typy puściłem na dużą liczbę niespodzianek, (statystycznie powinno w końcu dojść do takiej kolejki 🙂
        CFC – NU x2
        BHA – L’pool 1x
        Toffies – Hudd’s x2
        Lisy – Bur X
        Stoke – Swans X
        Wat-Tot 1x
        WBA – CP X
        Ars – Mu X
        Bou – Sou X
        MC – WHU X2

        Odpowiedz
        1. Król Julian

          No telepatia na całego – poza 2 na Koguty mam to samo na kuponie 🙂 Na Sroki też stawiałem, kurs był piękny, ale nie powiedzieli drugiego słowa po tej swojej bramce – tak czy siak przeczucie mieliśmy dobre.

          Odpowiedz
    1. stanislaw414

      Wolę siedzieć w starej szafie
      Niż z Mourihno iść na spacer
      Na rowerze jeździć kłusem
      Niż z Mourihno autobusem
      Wolę z pasją atakować
      Niż z Mourihno w cieniu chować
      Mieć trzydzieści kilka scen
      Niźli dobro razić złem

      Odpowiedz
  10. stanislaw414

    *Mourinho

    Przeciwnik czy nie, pisownię trzeba mu oddać.

    Na marginesie: Mou, zło – trzy litery/Arsen, dobro – pięć liter. Przypadek?

    Na marginesie 2 – zostaliśmy zdradzeni, tam była w robocie broń elektromagnetyczna pomiędzy naszym polem karnym i środkiem pola. Nie mam teraz czasu się o tym rozpisywać, poza tym muszę znaleźć te chrzanione, różowe w biedronkę okulary, ale wrócę 😉

    Odpowiedz
    1. Król Julian

      To trzymam za słowo, bo tu już jeden taki był co napisał, że jego ulubieńcy wrócą więksi, silniejsi i więcej się nie pojawił 🙂 I liczę na powrót jeszcze przed świętami, będą trzy ostatnie okazje w tym roku do zaobserwowania jakiś zwiastunów progresu, później może być gorzej – nawet w okularach o korekcie różu plus 12 🙂

      Odpowiedz
  11. michal77

    Prawdę mówiąc to był, na moje oko, trzeci mecz Arsenalu, w którym wyglądali tak jakby im się bardziej chciało, na mnie zrobili dobre wrażenie w Staraniu się – tak, wiem, to nie wszystko, to tylko jeden z elementów składowych wysokiego poziomu.
    Ale tutaj powstaje pytanie czy kolejna (KOLEJNA) porażka z Mourinho/MU wpłynie na ich postawę, Staranie, w przyszłych meczach?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *