Euroniecodziennik: cztery, sześć, zero, mistrz

W uniesieniu, jakie dała mi druga bramka Hiszpanów, zanotowałem, że tak pięknego meczu jeszcze w życiu nie oglądałem. I mimo że właściwie nie powinienem się do tej notatki przyznawać po kontuzji Thiago Motty, która zmieniła finał mistrzostw Europy w gierkę treningową (ostatni strzał na bramkę Casillasa Włosi oddali w 57. minucie), jakoś nie mam ochoty jej wykreślać. Owszem, pamiętam wielkie boje Chelsea z Barceloną, pamiętam Katalończyków gromiących Real w październiku 2010 albo rozgrywających w tym samym roku pierwszą połowę na Emirates, pamiętam także mecze nie tak jednostronne, pełne za to dramatycznych zwrotów akcji, jak finał Ligi Mistrzów w Stambule. Ale futbol klubowy to jednak inna historia: ćwiczone codziennie schematy, chemia powstająca między zawodnikami podczas spędzanych razem miesięcy, nie tylko przecież na meczach i treningach: wszystko to trudno się zestawia z osiągnięciami w piłce reprezentacyjnej – nawet jeśli ta reprezentacja opiera się w zasadzie na dwóch klubach.

A co tam: nawet jeśli w tym momencie przesadzam, nawet jeśli dziś czy jutro mnie obśmiejecie, za kilkanaście lat będziecie przecież wspominać tę drużynę i sposób, w jaki odprawiła godnego siebie rywala (bo przecież – wyśmiejcie mnie także za to – nie był to jednostronny mecz, Włosi walczyli, dopóki mogli, stwarzali sytuacje, strzelali, a Casillas kilkakrotnie bronił, wyśmienicie lub szczęśliwie). Będziecie mówić o nieprawdopodobnej trajektorii piłek, zagrywanych przez Xaviego i Iniestę, tych arcymistrzów ostatniego i przedostatniego podania. Będziecie sięgać po kartkę i wykreślać na niej tor, którym futbolówka przemieszcza się między punktem A (butem Iniesty) a punktem B (butem Fabregasa) lub między punktem C (butem Xaviego) a punktem D (butem Alby), uwzględniając oczywiście gąszcz włoskich nóg, między którymi musi się zmieścić. Będziecie rysować także czerwone trójkąty, u których wierzchołków znajdują się a to Xavi, Iniesta i Fabregas, a to Xabi Alonso, Fabregas i Silva, a to Alba, Iniesta i Fabregas. Będziecie mówić o pressingu już na połowie przeciwnika, o pozbawionym swobody Pirlo (Xavi zrobił to, czego nie potrafili przed nim Kroos czy Rooney…), o wymienności pozycji ofensywnej trójki (zwłaszcza Silva imponował ruchliwością: schodził do środka czy wręcz na lewą stronę), o zagraniach z pierwszej piłki, o przyspieszeniu akcji w ciągu pierwszego kwadransa, kiedy tylko któryś z ustawionych w tyłu piłkarzy widział ruch kolegi między włoskimi obrońcami. „Tu już nie chodziło o napawanie się posiadaniem piłki – powiecie. – Tu chodziło o odbiór, a potem o egzekucję”. I kto wie, może jak już opowiecie sobie wszystkie bramki i jak pochwalicie Torresa za koleżeńskie wyłożenie piłki Macie, przypomnicie sobie także akcję z jedenastej minuty: najpiękniejszą na tym turnieju wymianę podań, zakończoną minimalnie niecelnym strzałem Xaviego… W sumie: będziecie mówić o wynalezieniu futbolu jeszcze jeden raz.

 

Był czerwiec 2008, cztery lata przed Euro w Polsce i na Ukrainie, a także trzy lata przed moją pierwszą lekturą „Odwróconej piramidy”. W „Guardianie” przeczytałem tekst Jonathana Wilsona, wspominający konferencję trenerów w Rio de Janeiro, w 2003 r., podczas której Carlos Alberto Pareira powiedział, że przyszłością piłki jest system 4-6-0. Człowiek, który – przypomnijmy – w 1994 r. poprowadził Brazylijczyków do mistrzostwa świata, musiał zszokować słuchaczy, choć przecież już wówczas można było obserwować ewolucję w grze ofensywnej poszczególnych zespołów: z dwóch napastników przechodzono na jednego, a zdarzały się także mecze, kiedy poszczególni trenerzy rezygnowali i z tego. Tak grała Roma z Tottim, w końcu bardziej trequartistą niż środkowym napastnikiem, tak grywał Manchester United z Tevezem, Rooneyem i Ronaldo, kiedy cofający się Anglik robił miejsce wbiegającemu Portugalczykowi, nigdy wcześniej jednak nie uczyniono z tego doktryny i nigdy nie doprowadzono aż do takiej perfekcji.

Kiedy powstawał artykuł Wilsona, trendy wśród pomocników wyznaczał Deco; nic dziwnego, że wybitny teoretyk futbolu, Szkot Andy Roxburgh mówił autorowi „Odwróconej piramidy”, iż owszem, teoretycznie można grać w systemie 4-6-0, pod warunkiem, że będzie się miało sześciu Deco: takich, którzy biegają po całym boisku, nie tylko podając i strzelając, ale także angażując się w odbiór, ruchliwych i bez żadnego problemu zmieniających pozycję. Otóż Hiszpania ma takich „sześciu Deco”, co ja mówię: sześciu, przecież są jeszcze na przykład Arteta i Mata, który na tych mistrzostwach zagrał pięć minut, zdobywając oczywiście gola.

 

Nie, stop. Czuję, że przesadzam, wymieniając nazwisko Deco w kontekście takich Xaviego czy Iniesty. Ta drużyna pisze przecież swoją własną historię i to do niej będziemy odnosić wszystko, co wydarzy się w futbolu w ciągu następnej dekady czy dwóch. W końcu mówimy o drużynie, która w ciągu pięciu lat zdobyła dwa mistrzostwa Europy i mistrzostwo świata. O trenerze, który wygrał mistrzostwo świata i Europy, a wcześniej zwyciężał w Lidze Mistrzów, i który do końca tych mistrzostw nie ugiął się pod falą zarzutów o rzekomą nudę (nawet ja, broniąc wczoraj o tej porze Vicente del Bosque, sugerowałem nieśmiało, że może Davida Silvę mógłby odstawić na ławkę; oj, miałem się z pyszna, gdy strzelał pierwszą bramkę dla Hiszpanów…). O bramkarzu, który także dziś obronił kilka niebywałych strzałów. O lewym obrońcy, który kazał mi uwierzyć, że Tottenham nie musi się obawiać przenosin Garetha Bale’a do Barcelony. O doskonale podającym, bezbłędnym w odbiorze i próbującym przy tym zaskoczyć Buffona piętą Busquetsie. O twardym i skutecznym Xabi Alonso. Ciągnąć dalej, aż do Fernando Torresa, który – kompletnie ponoć bez formy, a w każdym razie grający nierówno – został królem strzelców turnieju? Może lepiej postawić kropkę, ze świadomością, iż lepsi ode mnie spędzają dzisiejszą noc na próbie wynalezienia przymiotników, którymi można by opisać La Furia Roja nie popadając w banały?

Włochom szacunek. Za podjęcie walki, za sytuacje. Za nadzieję, którą dali swoim kibicom zarówno po utracie pierwszego gola, jak i w ciągu pierwszych dziesięciu minut po przerwie. Za De Rossiego, który przejął obowiązki pilnowanego Pirlo. Za te wszystkie próby przedarcia się lewą stroną: widać było, że Prandelli odrobił lekcje ze wcześniejszych spotkań i miał pomysł, raz czy drugi było blisko. Zabrakło, jak by powiedział Dariusz Szpakowski, skuteczności, a że przed turniejem nikt w nich nie wierzył, teraz nie ja jeden wybieram się do Wieliczki, żeby podziękować im za fantastyczny turniej. Po prostu: żal kończyć, żal się teraz rozstawać, fantastyczne Euro, dziękujemy.

PS Spadam na dwa tygodnie. Na granicę zasięgu albo i poza zasięg. Ze świadomością, że jutro w Tottenhamie ma się pojawić Andre Villas-Boas. Czyli nie w porę. Miałem się w tym czasie wyłączyć ze spraw bieżących, ale wiecie, jak to jest: kolega wyśle mi zdjęcie AVB na White Hart Lane i od razu wpadnę w blogoszał. Już się boję.

50 myśli nt. „Euroniecodziennik: cztery, sześć, zero, mistrz

  1. ~Dawid Bartodziej

    Hiszpanie lepsi o dwie klasy – zupełnie zaskoczyli mnie tym, że zagrali do przodu, chwała im za to. W końcu można się było nimi zachwycić, a prostopadłe podania mają z innej planety. Wielki zespół.Włosi niby nie zawiedli i niby to pechowa kontuzja ich wykończyła, ale jak już mieli swoje szanse, to zachowywali się jak 16-latek w sklepie Armaniego. A zachowanie obrońców przy golu Alby, kiedy było – przy zachowaniu respektu dla klasy podającego – OCZYWISTE, co się stanie, wołało o pomstę do nieba.Koniec końców – fajny to był turniej.

    Odpowiedz
    1. ~Johnny99

      Dokładnie. Po golu Alby stało się dla mnie oczywiste, że Włosi muszą to przegrać. Mieli tydzień na zatrzymanie tej akcji, nie zrobili nic. Coś się w nich zepsuło. Moim zdaniem to zmęczenie turniejem.

      Odpowiedz
  2. ~mak

    Czym jest drużyna Hiszpanii, najdobitniej wyraziły dwa momenty: Pierwszy, kiedy Jordi Alba ruszył sprintem ku bramce Włochów (mówi się „uruchomić podaniem zawodnika”? gdzie tam! to zawodnik uruchamia podanie doń, skutek powoduje przyczynę z kwantową absurdalnością), pokazując, że jest obrońcą a nie napastnikiem tylko z przyczyn taktycznych, a nie technicznych (to samo można było parę razy pomyśleć o Sergiu Ramosie, szczególnie przy zagrywce piętą), no i że chyba jedynie przesunięcie na inną pozycję Casillasa wyszło by Hiszpanom na gorsze. Oraz drugi, kiedy Torres zagrał zewnętrzną częścią stopy do Maty (kiedy było już w zasadzie po meczu, Włosi grali w dziesięciu, i mógł z całego serca haratnąć gałę na wprost, bo w razie gola zostałby królem strzelców, zdobywszy jako jedyny na turnieju 4 bramki), pokazując, że liczy się duch zespołu, no i że jego, Torresa, stopa też potrafi być chwytna jak stopa Xaviego czy Fabregasa. A tak w ogóle, to wyglądało, jakby Hiszpanie specjalnie wszystkich poirytowali w trakcie mistrzostw (uff, chwilami szlag mnie trafiał, kiedy patrzyłem na tę ich, excusez le mot, brandzlowankę), żeby na koniec zawołać: ha, ha, żartowaliśmy.

    Odpowiedz
  3. ~calumniator

    Zgadzam się, że Włosi wcale nie grali źle. Paradoksalnie lepiej niż z Niemcami, którzy ich stłamsili, ale nadziali się na dwie kontry – obie zakończone golami.

    Odpowiedz
  4. ~kakadu

    przesada przesada i jeszcze raz przesada, Hiszpania doczłapała się do finału a ten im poprostu wyszedł, teraz wszyscy pieją z zachwytu jako to Hiszpania wspaniała, miała więcej szczęścia po drodze niż inne drużyny i tyle, zresztą taki jest futbol nie zawsze wygrywa najlepszy. Troszkę lepszy mistrz niż Grecy parę lat temu którzy też doczołgali się do finału. Na pewno ja nie będę tym który wspominał będzie tę drużynę latami. Nuda nuda nuda.

    Odpowiedz
    1. ~martinus123

      Wczoraj cieszyłem się z pięknego zwycięstwa Hiszpanii, ale również z bezsilnej frustracji hejterów takich jak ty.Frustru Frustru 🙂

      Odpowiedz
      1. ~kakadu

        buahaha, hejterów, nie jestem hejterem Hiszpanów i ba lubiłem Hiszpanię, ale litości nie z tego turnieju, poza finałem niczym nie przypominała wielkiej drużyny mistrzowskiej, 2 strzelone karne portugalczyków i nikt by nie piał dziś z zachwytu tylko by każdy mówił, że to nie był turniej Hiszpanów i miałby rację bo nie był.

        Odpowiedz
        1. ~Johnny99

          Teraz już widać, że Hiszpania po prostu przez cały turniej oszczędzała siły na finał. Ja to akurat doskonale rozumiem. Moja interpretacja jest taka: mistrzostwo Europy już mieli. Szli po coś, czego wcześniej nie osiągnął nikt. Na co, po co mieli się spinać? Chcieli, rzecz jasna, wygrać puchar, ale tylko tyle – interesował ich wyłącznie finał. To na finał zbierali siły. To na finale im zależało. Grupa, play-offy? To dla nich była tylko droga do finału. Wszystko temu jednemu spotkaniu podporządkowali. Dlatego – tak – wcześniej grali na pół czy najwyżej 3/4 gwizdka, nawet w półfinale. Wiedzieli, że jeśli odpadną, to nic wielkiego się nie stanie, niczego szczególnego nie stracą. Nie było sensu rzucać wszystkich sił na grupę czy półfinały, tylko po to, by w finale nie wydolić fizycznie, jak Włosi. Bo finał byłoby już przykro przegrać. Bardzo nieprzyjemne uczucie, zawalić na ostatniej prostej. Do tego nie chcieli dopuścić. Włosi musieli w każdym meczu dać z siebie wszystko. Hiszpanie nie odczuwali takiej potrzeby. I do półfinału rzeczywiście jej nie było. Z Portugalią dopiero w dogrywce rzucili się do ataku – wiedzieli, że ryzykują karne i odpadnięcie, ale nie przejmowali się tym ryzykiem. Najważniejsza była dla nich dobra dyspozycja na finał – paradoksalnie ważniejsza, niż sam awans do niego. Mieli szczęście, owszem, ale mieli też plan, który zrealizowali w 100%. Teraz wszelkie biadolenia nie mają sensu. Nie podobała się Hiszpania – to trzeba było z nią wygrać. Balotelli mógł strzelić swojego gola w pierwszym meczu. Chorwacja mogła wykorzystać setkę. Francja mogła.. eee.. łaskawie wziąć się do gry. Nani mógł nie deprymować kolegi podczas karnych. Hiszpania na to wszystko rywalom pozwoliła. Jakby chciała powiedzieć: „chcecie, proszę bardzo, jeśli potraficie, to weźcie sobie ten puchar”. Ale nikt nie potrafił. Takie są fakty. I dlatego Hiszpania była najlepsza i wygrała zasłużenie.

          Odpowiedz
          1. ~Tomas_h

            Johnny, trudno tu odmowic logiki, bardzo trudno …. Swietny wpis. Pozdrufka

    2. ~Maniac

      Bzdura, totalna bzdura. Hiszpanie byli poza zasięgiem na tym turnieju (nawet w słabszym meczu z Portugalią, który rzeczywiście im niezbyt wyszedł). W każdym meczu było widać, że to jest maszyna do wygrywania, idealnie poukładana i przede wszystkim z idealnymi wykonawcami pomysłu taktycznego Del Bosque. Ich dominacja była po prostu niesamowita – w każdym spotkaniu było widać, że przeciwnicy (nawet jeśli zdarzało im się stwarzać sytuacje bramkowe, bo się zdarzało – to dlatego piłka jest taką piękną grą) są absolutnie zdominowani i nawet jeśli udałoby się im strzelić bramkę, to Hiszpanie ruszą i strzelą trzy. Miazga! I tak trzymać!:)

      Odpowiedz
  5. ~taxi rock

    Widziałem wczoraj to pytanie o lepszy mecz i z miejsca przypomniał mi się pojedynek Argentyny z Holandią z MŚ 98. Był to ćwierćfinał akcja, za akcje z przewagą Holandii, było 1:1 na jakiś kwadrans przed końcem i za 2 żółtą wyleciał Numan. Argentyna już praktycznie pewna awansu i wtedy Ortega postanowił zanurkować w polu karnym. Sedzia nie dał sie nabrać, van der Sar podbiegł do niego z pretensjami i dostał z główki (jak ten wstawał, a był sporo niższy, wiec śmiesznie to wygladało), no i znów sie szanse wyrównały i wtedy błysnął Bergkamp – chyba każdy widział tę bramkę. 89 minuta 1/4 finalu MŚ, a Dennis jak na treningu ogrywa zdaje sie Ayale i Roa tylko mógł podziwiać jego uderzenie. Piękny mecz.

    Odpowiedz
  6. ~taxi rock

    Widziałem wczoraj to pytanie o lepszy mecz i z miejsca przypomniał mi się pojedynek Argentyny z Holandią z MŚ 98. Był to ćwierćfinał akcja, za akcje z przewagą Holandii, było 1:1 na jakiś kwadrans przed końcem i za 2 żółtą wyleciał Numan. Argentyna już praktycznie pewna awansu i wtedy Ortega postanowił zanurkować w polu karnym. Sedzia nie dał sie nabrać, van der Sar podbiegł do niego z pretensjami i dostał z główki (jak ten wstawał, a był sporo niższy, wiec śmiesznie to wygladało), no i znów sie szanse wyrównały i wtedy błysnął Bergkamp – chyba każdy widział tę bramkę. 89 minuta 1/4 finalu MŚ, a Dennis jak na treningu ogrywa zdaje sie Ayale i Roa tylko mógł podziwiać jego uderzenie. Piękny mecz.

    Odpowiedz
    1. ~erictheking87

      Ja stawiam na Anglia-Niemcy Euro ’96… Chociaż za najlepszy turniej jaki widziałem definitywnie France’98 uznaję. Ale Euro2012 też na bardzo fajnym poziomie stało – szczególnie, że sporo ciekawych spotkań było, trzymających w napięciu – ogólnie, bardzo udany turniej, a w dodatku ‚nasz’ 🙂

      Odpowiedz
      1. ~bartek23

        Choć życzyłem mistrzostwa Włochom, to ze zwycięstwa Hiszpanii będzie dla nas na pewno duża korzyść – za 10, 20, czy 30 lat komentatorzy będą mówić o tym pierwszym obronionym tytule, który obroniony został właśnie w Polsce i na Ukrainie. Więc z tego powodu chociażby nasz turniej zostanie zapamiętany i będzie wspominany przez długie lata. Trudno tu oceniać obiektywnie, gdy coś takiego dzieje się w Twojej ojczyźnie, ale mi też się Euro 2012 podobało. Organizacyjnie i futbolowo. Jak 19 lat żyję nie widziałem Polski i Polaków tak pozytywnie nastawionych do życia. Czerwiec na długo będzie chyba dobrze kojarzony.

        Odpowiedz
  7. ~pablo_KSC&NUFC

    Jak kocham futbol techniczny tak nie podnieca mnie tikitaka by Espana. Oczywiście, że byli w finale niemal perfekcyjni ale kto wie czy by sie nie posrali gdyby Iker C. nie wyciągnął tych paru kawałków. Można gdybać. Całe życie nie cierpiałem włoskiego (anty) futbolu ale w tym turnieju pokochałem ich za Anglię i Niemcy. Za 2 lata w Brazylii mogą jeszcze wygrać (byle został Buffon). Bo jakoś nie sądzę,żeby nawet tam przerwano hegemonię Europy w panowaniu.psnie wiem czy gratulować nowego trenera Spursom czy też nie

    Odpowiedz
  8. ~rockman_pl

    Pragnę zauważyć, że nie ma komentarza pod wpisem jeszcze najbardziej aktywnego komentatora.:)) Chyba wszyscy wiemy kogo. Chyba jego argumenty legły wczoraj w gruzach.

    Odpowiedz
  9. ~huba

    Jak to jest, że w wolnym kraju nie można krytykować? Można kogoś lubić albo nienawidzieć (hate)? Nie pojmuje tego.

    Odpowiedz
  10. ~peter

    Panie Michale. Stosując wykładnię podaną w dzisiejszej „kropce nad i” przez niejaką kazimiere szczukę, zarówno Pan, prowadząc swojego bloga, jak i my, czytując go i zostawiając komentarze, jesteśmy bandą zboczeńców. Bo przecież według tej pani, związanej ze środowiskiem krytyki politycznej, futbol oznacza zapładnianie, jest kwintesencją bezmyślności, samczych, tępych zapędów, no i oczywiście jest narzędziem do walki z kobietami i służy propagowaniu prostytucji. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i niech ktoś wreszcie to skomentuje…to są poglądy nie tylko na piłkę nożną, ale na sport w ogóle krytyki politycznej. No i jak tu się nie denerwować…jak pozostać biernym i nie komentować tak dalece posuniętej głupoty…jak???

    Odpowiedz
    1. ~nomen omen

      Nie oglądałam wywodów Pani Szczuki, niestety. Bo lubię mieć swój własny punkt widzenia na różne sprawy. Ale jak wytłumaczyć fakt, że po 1. Nie jestem mężczyzną, 2. .Prokreacja (efektywna, bo efektowna i owszem :D) mnie nie interesuje, prostytucja tym bardziej. 2. Mam poglądy feminizujące (lekko). 3. Oglądałam Euro (choć do znawcy futbolu mi daleko). A sam finał oglądałam z gryzącą paznokcie i koleżanką (bo kibicowała Włochom) i jednym samcem (który najchętniej wyłączyłby głos komentatora ;D).Mam mnóstwo koleżanek które po prostu lubią oglądać dobry futbol. Więc jesteśmy mężczyznami w/g Pani Szczuki???????

      Odpowiedz
      1. ~erictheking87

        Nie przejmowałbym się wywodami osoby, która jest nastawiona głównie na to, by stwarzać szum w okół własnej osoby, a szum i zainteresowanie przekłada się jak wiemy na generowanie zysków.Gdyby pani Sz. pochwaliła Euro, to nie wyrwałaby się z szeregu=zlałaby się z szarą masą. A przecież szkoda przepuścić tak ładną okazję by wybić się znowu na czołówki gazet/portali internetowych.

        Odpowiedz
  11. ~erictheking87

    Hehe, AVB trenerem Spursów już oficjalnie. Hmm… czy funkcjonuje w Anglii coś takiego jak wypożyczanie trenerów w celu ogrania ich? ;D Bo Levy dokonał zakupu na przyszłość chyba, teraz wypadałoby ograć nowego trenera – niech zrobią season-long loan, i niech sobie AVB przez sezon potrenuje np. w Crystal Palace, albo w Brighton H&A. Co by znów się nie utopił rzucony na głęboką wodę.Natomiast jeśli Levy zatrudnił go na poważnie jako pierwszego managera, to podstawą będzie znalezienie mu dobrego care-takera, o pardon, asystenta chciałem powiedzieć. ;PZ drugiej strony, trzeba przyznać, że ma chłopak dobry PR. Oczarować w rok Romana i Levy’ego, tak, że obaj się rozpływają nad jego wizją… trzeba mieć talent do opowiadania baśni i prezentowania wizji niekończącego się imperium, haha.

    Odpowiedz
    1. ~nalewacz

      I juz dokonał pierwszego zakupu – sprzatnal Liverpoolowi Sigurdssona sprzed nosa. Chociaz pewnie transfer byl od dawna dogadywany i nie wiadomo ile ma do powiedzenia AVB w sprawie polityki transferowej.

      Odpowiedz
  12. ~erictheking87

    Baaardzoooo się zawiodłem na RVP… byłem pewien, że gość jednak zostanie w Arsenalu i podpisze ten durny kontrakt. A tu takie rozczarowanie… nie chce nawet wiedzieć jak się czują chłopaki kibicujące Gunnersą…Ps. No chyba, że RVP przejdzie do Utd… wtedy, może jakoś tę stratę przeboleję 😉

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      RVP ma 29 lat, a kosztować będzie pewnie koło 20, 25 milionów funtów (kompletnie nieadekwatna cena zważając, że za rok kończy mu się kontrakt). Jest cholernie kontuzjogenny, poprzedni sezon był pierwszym z OŚMIU kiedy rozegrał więcej niż 75% ligowych meczy, a zdarzały się sezony że nie rozegrał nawet połowy ligowych spotkań. Do tego pobierałby astronomiczną tygodniówkę. No i na koniec; zwyczajnie wątpię żeby powtórzył jeszcze chociaż raz aż tak dobry sezon, bo nie oszukujmy się nigdy nie grał na aż tak wysokim poziomie, no i nie młodnieje.Po prostu ten piłkarz z taką skłonnością do kontuzji nie jest tego warty

      Odpowiedz
      1. ~erictheking87

        Wciąż, bije na głowę wszystkich naszych strikerów poza Rooneyem. Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że warto wydać te powiedzmy 18mln Ł i podpisać kontrakt na 4 lata, z których przegrałby pewnie ze 3. Bo to gracz kompletny, z odpowiednimi cechami mentalnymi by grać w Utd (w przeciwieństwie, do nie szukając daleko – Berby). Dramatycznie zwiększyłby naszą siłę ognia, zresztą jak każdego zespołu EPL, może poza City.Sorry, ale prawda jest taka, że Man United potrzebuje graczy klasy światowej. Mamy takiego gracza na dzień dzisiejszy jednego – Rooneya. Vidic nie wiadomo w jakiej formie wróci, Evra i Ferdinand takimi graczami już nie są, i nie będą.

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          Wolę żeby spokojnie rozwijał się Welbeck, bo ma zadatki na naprawdę świetnego piłkarza niż żeby zajmował mu miejsce w składzie często kontuzjowany, zarabiający krocie i starzejący się RVP. Zresztą nie ma mozliwości żeby RVP kosztował 18ście milionów funtów, City pewnie rzuci 20-25, a jak nie City to PSG, albo inna Malaga. Powtarzam jeszcze raz – to jest pierwszy sezon kiedy RVP wyrósł na piłkarza klasy światowej – jesteś na 100% pewien, że (szczególnie uwzględniając jego podatność na kontuzje i wiek) utrzyma taką formę przez trzy następne sezony? Wątpię…Owszem United potrzebuje piłkarzy klasy światowej, ale głównie w środku pomocy, reszta naprawdę nie wygląda źle. Potrzebny od zaraz jest też lewy obrońca – zmiennik dla Evry i takowy na 100% zostanie kupiony jako, że Fabio został puszczony na wypożyczenie.Zresztą w United zaobserwować można racjonalne ruchy. Odszedł zbyt słaby Kuszczak i cieniujący Park, młodzicy którzy nie rokowali najlepiej Norwood, Fryers (ten jeszcze nieoficjalnie, ale chyba odejdzie). Jedynie szkoda Pogby, bo chłopak miał papiery na wielkie granie, ale chyba liczy że w Juventusie pogra więcej – cóż, chyba się przeliczy, to jeszcze nie ten rozmiar kapelusza żeby z pierwszego składu wygryźć wicemistrzów europy.

          Odpowiedz
    2. ~Grzesiek

      Czasami mnie wbrew intencjom rozbawiasz erictheking87 ;)…taki hmmmm „naiwny idealizm?” i to w stosunku do najbogatszego,najbardziej skomercjalizowanego futbolu świata.Pozatym jest jeszcze coś takiego jak ambicja,a Arsenal mimo określonej renomy trofeów nie gwarantuje więc wiadomo,że lepiej mieć jeszcze więcej kasy i w końcu zdobyć jakieś trofeum

      Odpowiedz
      1. ~erictheking87

        > Czasami mnie wbrew intencjom rozbawiasz erictheking87> ;)…taki hmmmm „naiwny idealizm?” i to w stosunku do> najbogatszego,najbardziej skomercjalizowanego futbolu> świata.Pozatym jest jeszcze coś takiego jak ambicja,a> Arsenal mimo określonej renomy trofeów nie gwarantuje więc> wiadomo,że lepiej mieć jeszcze więcej kasy i w końcu> zdobyć jakieś trofeumCynizm, lojalność, ambicja, oddanie bla, bla, bla… wszyscy wiemy, że to są pojęcia, którymi się żongluje cały czas. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.A napisałem tylko, że się zawiodłem na RVP, naiwnego idealizmu bym się nie doszukiwał tutaj nigdzie. No chyba, że lubisz ubarwiać swoje wypowiedzi takimi bardziej spektakularnymi określeniami 😉

        Odpowiedz
        1. ~Grzesiek

          Po prostu tłumacze sobie to,że się zawiodłeś-przecież takie postępowanie to nic wyjątkowego,a ty nieraz piszesz w takim (w moim odczuciu) emocjonalnie idealistycznym tonie.Nie ma w tym z mojej strony nic negatywnego przecież

          Odpowiedz
          1. ~erictheking87

            Piłka to biznes, którego fundamentem są ludzkie emocje 😉 A sport to jedna z już niewielu dziedzin ludzkiego życia gdzie wciąż można sobie pozwolić na sentymenty i pewną dawkę romantyzmu. W końcu za to go wszyscy właśnie kochamy.Wyrachowanie i analityczność pozostawiam sobie na życie codzienne. Tam jak zapewne wiesz przydają się one w wiele bardziej niż na stadionie czy przed telewizorem 😉

          2. ~Grzesiek

            Oczywiście-dla mnie też sport to jest przywiązanie,emocje i pozytywne szlachetne wartości (głownie jeżeli chodzi o sport narodowy,reprezentacyjny) bo bez tego by nie pociągał,ale klubowa piłka nożna na najwyższym poziomie to ciągłe targowisko i jeżeli nie mówimy o wychowankach wielkich klubów to nic nie dziwi.Np. Van Persie jest dla mnie dość typowym ofensywnym Holendrem:oni myślą przedewszystkim o własnych sukcesach i jak to wszystko zestawiło mi się z „wielkim rozczarowaniem” to wystąpiło spięcie na linii ;).

      2. ~erictheking87

        > Czasami mnie wbrew intencjom rozbawiasz erictheking87> ;)…taki hmmmm „naiwny idealizm?” i to w stosunku do> najbogatszego,najbardziej skomercjalizowanego futbolu> świata.Pozatym jest jeszcze coś takiego jak ambicja,a> Arsenal mimo określonej renomy trofeów nie gwarantuje więc> wiadomo,że lepiej mieć jeszcze więcej kasy i w końcu> zdobyć jakieś trofeumCynizm, lojalność, ambicja, oddanie bla, bla, bla… wszyscy wiemy, że to są pojęcia, którymi się żongluje cały czas. Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.A napisałem tylko, że się zawiodłem na RVP, naiwnego idealizmu bym się nie doszukiwał tutaj nigdzie. No chyba, że lubisz ubarwiać swoje wypowiedzi takimi bardziej spektakularnymi określeniami 😉

        Odpowiedz
  13. ~Tomas_h

    Z tego co przeczytalem to Bruce Lee odszedl do QPR 🙁 Szczerze mowiac, to bedzie mi go brakowalo w MU. Wychodzi na to, ze Rudy i Giggs zostana tam do wieku SAF-a…..

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Szkoda Parka, ale nie oszukujmy się jakościowo ostatnimi czasy mocno odstawał od pozostałych skrzydłowych, a w środku pomocy grał raczej z przymusu. Na 100% szykują się wzmocnienia, bo skład mocno wyszczuplał

      Odpowiedz
      1. ~Tomas_h

        Stef, jakbys juz uslysal o konkretnych nazwiskach, to pisz. Ja Parka bardzo lubilem, nawet jak wchodzil tylko na zmiany to zasuwal jak malo kto. Na moje, niezniszczalne pluca. Oby Kagawa byl rownie szybko, chociaz z tego co widze, to jego kobita niezle go cisnie w innym pozasportowym aspekcie …… 😉

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          United złożyło ofertę za Lucasa Mourę 33 miliony euro, ale Sao Paulo odrzuciło ją (wniosek – pieniądze są, ale na kogoś młodego). Sporo informacji o Ericksenie się pojawia i wg. mnie to właśnie on dołączy do United. Poza tym, niektórzy też wspominają, że Baines jest dogadany w sprawach kontraktu, ale United nie może dojść z Evertonem do ładu w kwestii odstępnego. No i wciąż czasami przewija się Nathaniel Clyne (osobiście jestem zwolennikiem tego transferu).

          Odpowiedz
        2. ~hazz2

          Znaczy na mój gust to kagawa i park to inne typy heh kreator i rzemiecha od tyry więc nie wiem czy mozna ich porównywać

          Odpowiedz
          1. ~Tomas_h

            No w sumie racja, wrzucilem ich do worka wspolnego worka moze przedwczesnie. Niemniej jednak ciekawe, jak to sie bedzie krecic do konca sierpnia. Mam nadzieje ze Scholes i Giggs gotowi na caly sezon ……

  14. ~Roger_Kint

    John Terry niewinny.Już współczuję FA. Zrobią coś to im Terry w oczy wyrokiem zaświeci: przecież jestem niewinny. Nie zrobią to też będzie śmiesznie: w końcu w sprawie Terry vs Ferdinand jest więcej dowodów niż w sprawie Suareza.Zasiadam w loży szyderców i cierpliwie przyglądam się rozwojowi sytuacji chrupiąc popcorn zapijany colą.

    Odpowiedz
    1. ~stelma

      Każdy kraj ma swój odpowiednik „madzi z sosnowca”. Potem się dziwić że sprzedaż gazet cały czas spada…

      Odpowiedz
  15. ~erictheking87

    „King announces retirementThe Tottenham defender has decided to hang up his boots following a number of injury-plagued seasons, with club owner Daniel Levy hailing the centre-back as a „wonderful player”.”Wielka szkoda… taka zasłużona postać dla klubu i całej ligi… chociaż wiadomo było, że stanie się to prędzej czy później. Niestety.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *