Niemcy ponad wszystko

Czy wiecie, że w Pucharze Europy i Lidze Mistrzów poza Robertem Lewandowskim tylko Alfredo di Stefano, Sandor Koscis, Ferenc Puskas i Lionel Messi strzelali po cztery bramki na poziomie od ćwierćfinału w górę? Czy wiecie, że napisałem właśnie pierwsze i ostatnie zdanie na ten temat? Rzecz w tym, że patriotyczne wzmożenia zwykle zostawiają mnie obojętnym albo wręcz usposabiają podejrzliwie, a od geniuszu jednostek wyżej cenię zbiorową mądrość lub (bardziej jeszcze) zbiorowy wysiłek, w końcu zaś: zgodnie z Loachowskim duchem, od bramek wolę podania. Na jakimś poziomie cieszy mnie, owszem, ogólnoeuropejskie szaleństwo na temat Napastnika z Dalekiego Kraju, sam ćwierkałem wczoraj coś o „Historii przez dużej L”, ale po porannej prasówce nie mam też złudzeń: rywalizacji na arcypolskie przymiotniki nie wygram. Zwłaszcza, że interesuje mnie raczej to, że Robert Lewandowski jest częścią drużyny (grającej w określonym systemie), a drużyna – częścią ligi. Oto, co myślę po wczorajszym szalonym wieczorze w Dortmundzie i przedwczorajszej, równie szalonej, nocy w Monachium – i co zwłaszcza na blogu poświęconym głównie piłce angielskiej ma swój dodatkowy kontekst.

Bo przecież opisując te dwa niemieckie zwycięstwa wypada przywołać pojęcia, których używaliśmy często, rozmawiając o Premier League. Oszałamiające tempo, jakie narzucili hiszpańskim rywalom piłkarze Borussi i Bayernu. Dzika energia pressingu (w Monachium zaczynał się już na poziomie wyprowadzania piłki przez bramkarza, Mario Gomez czuwał przy Busqeutsie, a Ribery i Robben przy ofensywnie zwykle usposobionych bocznych obrońcach Barcelony; oglądając powtórkę meczu odnosiłem wrażenie, że Schweinsteiger i Martinez stanowili nie tę najważniejszą, a uzupełniającą zaporę, bo wiele akcji gości była rozbijana jeszcze zanim dotarła do ich strefy). Wybieganie i siła poszczególnych zawodników (katalońskie konusy odbijały się od bawarskich buldożerów podczas walki o piłkę i w trakcie stałych fragmentów, ale i w drugim meczu fizyczna przewaga Borussii nie ulegała wątpliwości). Organizacja systemu, w jakim się poruszają, w którym czarują nie tylko napastnicy albo ofensywni pomocnicy (Goetze, zejściami do boków gubiący Xabiego Alonso, rozpędzający się i dryblujący po lewej Reus, także Muller w Bayernie), ale zawodnicy obdarzeni teoretycznie zadaniami defensywnymi, jak Javi Martinez w Monachium i Ilkay „lepszy Schweinsteiger” Gundogan w Dortmundzie. Świeżość koncepcji taktycznych szkoleniowców (wszyscy pytają, gdzie zagra w przyszłym sezonie Lewandowski – a kto zatrudni Jürgena Kloppa?). W sumie: szybsi, silniejsi, więksi, lepiej zorganizowani, a równie dobrze jak rywale panujący nad techniką… Jak tu, mówiąc o niemieckiej hegemonii, nie nadużywać skojarzeń ze współczesną ekonomią albo całkiem niedawną historią polityczną i militarną?

Wspominałem już na Facebooku, a więcej piszę o tym w książce: jedną z twarzy okrucieństwa futbolu jest jego przemijalność. Nie ma czegoś takiego, jak skompletowana drużyna, a nawet jeśli jest, to żyje nie dłużej niż motyl. Że zacytuję fragmencik: „Jest, dajmy na to, późne lato 2012, sięgacie po jeden z pojedynków waszej ukochanej drużyny stoczonych wiosną. Na kolanach siedzą wam te same dzieci, ta sama żona zaraz wróci do domu, jutro pójdziecie do tej samej pracy, w której zmiany także przecież następują dynamicznie, ale na ekranie widzicie trenera, który już nie pracuje, wydającego instrukcje zawodnikom grającym już gdzie indziej, emerytowanym albo takim, którzy nie zyskali uznania w oczach nowego szkoleniowca; nawet firma ubierająca drużynę się zmieniła”. Otóż tak właśnie: nie zdążyliśmy dostatecznie nacieszyć się Barceloną Guardioli, jak już musieliśmy się z nią pożegnać. Nie zdążymy się również nacieszyć Borussią Kloppa: Goetze już sprzedany, z Lewandowskim też pewnie przyjdzie się rozstać, szkoleniowca zatrudnią jacyś szejkowie. Było wspaniale, może już nigdy nie będzie, wspomnieniami żyć nie sposób, a przecież dalej trzeba żyć i dalej trzeba próbować – powszechne kibicowskie doświadczenie… W przypadku Barcelony przywołuje się mecz z Aten, z 1994 roku, kiedy faworyzowana drużyna z Katalonii została zdemolowana przez Milan i musiało minąć dobrych parę lat, zanim w La Masii wyrosło pokolenie niewinnych czarodziei – właśnie to, którego zmierzch zobaczyliśmy przedwczoraj.

Ale pisząc o przemijalności mam w tyle głowy również ustalone już dawno, wydawałoby się, hierarchie ligowych potęg. Owszem, budżet płacowy Borussii pozostaje wciąż gdzieś pomiędzy Tottenhamem a Aston Villą – oto kolejny powód, dla którego tej niezwykłej drużyny nie uda się utrzymać w obecnej postaci – ale sam budżet płacowy na szczęście nie tworzy hierarchii. Przy okazji podpisania przez Bayern umowy z Guardiolą pisałem, że z perspektywy Londynu czy Manchesteru Niemcy były ostatnio wyjątkowo daleko, reprezentanci Bundesligi nie podbijali Champions League tak masowo i regularnie jak drużyny z Premier League, a kluby z Berlina, Dortmundu czy Monachium były raczej eksporterem piłkarskiego towaru do Hiszpanii czy Anglii, same przyciągając głównie zawodników z „rynków wschodzących”. Co się takiego stało w ciągu kilkudziesięciu miesięcy? Dlaczego to w Niemczech pracują szkoleniowcy, wyznaczający nowe trendy (Klopp) i piłkarze, za którymi zabijają się ciągle jeszcze bogatsze kluby z Anglii (Lewandowski)? Dlaczego tamtejsze trybuny pękają w szwach? Dlaczego finanse niemieckich klubów nie budzą niepokoju ekspertów od Financial Fair Play? Dlaczego poszczególne drużyny nie stały się zabawkami w rękach multimilionerów? „Owszem, wszystkie drogi prowadzą do Rzymu – mówił w grudniu „Guardianowi” Hans-Joachim Watzke, dyrektor generalny Borussi Dortmund. – Chelsea idzie własną ścieżką, ale pytanie brzmi: co się stanie, kiedy Abramowicz zabierze swoje zabawki? W Niemczech wierzymy w kluby tworzone przez członków; nasi fani muszą być członkami klubu, nie jego klientami”. Niemcy jako lekcja do odrobienia przez Anglików… Wewnątrzniemiecki finał na Wembley, zaledwie pięć lat po tym, jak final Ligi Mistrzów był sprawą wewnątrzangielską… Bolesne.

Bolesne? Raczej strasznie fajne. Życie jest gdzie indziej, ale jakże piękne jest to życie.

39 myśli nt. „Niemcy ponad wszystko

  1. ~skl

    To było do przewidzenia. Niemcy inwestują ogromne pieniądze w szkolenie młodzieży, na ich stadionach biega mnóstwo gówniarzy co to dopiero ze szkółek do wielkich klubów trafili a już trenerzy ich wyganiają na murawę. Tych chłopców jest masa, wystarczy przytoczyć przykład reprezentacji Niemiec z RPA – świeżość, kreatywność, młodość i szybkość – tak można ich określić. Nie wygrali ale iluż dotychczasowych przeciwników niemieckiej szkoły futbolu im wówczas kibicowało!

    Anglia to przeciwieństwo – przypomnijmy sobie ilu utalentowanych piłkarzy młodego pokolenia tam gra, mowa oczywiście o czołowych klubach. Ilu widzimy graczy których jednogłośnie można określić jako utalentowanych, perspektywicznych w kontekście reprezentacji?

    Różnice w ekonomii to podkreślają. Podczas gdy kluby niemieckie są traktowane jako biznes, który ma zarabiać pieniądze właścicielom, w Anglii przychodzi jeden szejk z drugim, wykupuje kilka gwiazd, da im pensję taką jak ma cały skład Borussii i liczy że to będzie skutkowało mistrzostwem kraju i finałem LM w ciągu 24 miesięcy.
    A tak się nie da.

    I ja się cieszę że, z dużym prawdopodobieństwem, przyjdzie nam oglądać finał niemiecki na ziemi brytyjskiej. Bo oba te kluby zasłużyły, nie tylko pod względem piłkarskim ale i biorąc pod uwagę filozofię kierowania całym biznesem.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      „Podczas gdy kluby niemieckie są traktowane jako biznes, który ma zarabiać pieniądze właścicielom, w Anglii przychodzi jeden szejk z drugim, wykupuje kilka gwiazd, da im pensję taką jak ma cały skład Borussii i liczy że to będzie skutkowało mistrzostwem kraju i finałem LM w ciągu 24 miesięcy.
      A tak się nie da.”
      Mistrzostwem skutkować może, podać przykłady czy nie trzeba?
      Finałem LM faktycznie może nie, bo to jednak trochę trudniejsza sprawa…

      Odpowiedz
  2. ~Kaytek (@Kaytek_84)

    „budżet płacowy Borussii pozostaje wciąż gdzieś pomiędzy Tottenhamem a Aston Villą – oto kolejny powód, dla którego tej niezwykłej drużyny nie uda się utrzymać w obecnej postaci”

    Na dzień dzisiejszy ten budżet tak może wyglądać, ale to raczej „skutek uboczny” rozsądnej polityki transferowej i kadrowej niż ekonomiczna konieczność. Borussia odradza się nie tylko jako potęga sportowa, ale również ekonomiczna. W ostatnim raporcie Deloitta za sezon 2011/2012 przychód Borussi wyniósł 189 mln e (11 miejsce), przed Interem czy właśnie Tottenhamem, tuż za Juventusem. Wiadomo, że ten sezon będzie znowu lepszy, mówi się o zdecydowanym przekroczeniu bariery przychodu 200 mln e. W tym konkretnym momencie faktycznie Borussi nie stać na utrzymanie tego składu, ale to nie znaczy, że Borussia sobie nie poradzi. Poradziła sobie z odejściem Sahina, Kagawy, da sobie radę i teraz, nawet przy odejściu Gotze, Lewandowskiego i Hummelsa. Przychód z tego będzie pewnie przekraczał 100 mln e – wczorajsza jedenastka kosztowała łącznie ok 40 mln e.
    Wniosek z tego jest prosty, na dłuższą metę czasem istotniejsza od piłkarzy, gwiazd, trenerów, jest dobra struktura i zarządzanie.

    Dlatego mam nadzieję, że Borussia nie podzieli losu Bayeru Leverkusen, który po finale LM w 2002 roku stoczyło się w przeciętność, mimo, że pewne skojarzenia się same nasuwają. Ten Bayer też został brutalnie rozebrany przez Bayern, który z Lucio, Ze Roberto i Ballacka z tego pamiętnego składu utworzył trzon swojej drużyny na lata.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      A skąd ta pewność, że sobie poradzi po odejściu Gotzego, Lewandowskiego i Hummelsa? „Poradzi sobie” rozumiem jako min. 2 miejsce w lidze i min. półfinał LM w przyszłym roku. Na sukces w LM czekają od 1997, pomimo, podobno, fantastycznego, zarządzania… Ranking Deloitte ustalany jest na podstawie wielkości przychodów, akurat w przypadku Borussi istotnym ich elemnetem była sprzedaż graczy, więc zalecałbym umiar w snuciu tych optymistycznych perspektyw… W przypadku angielskich klubów źródła przychodu są nieco bardziej zdywersyfikowane. Poza tym kto zanotował najwyższy przeciętny wzrost przychodu yty na poziomie 51% Anglicy czy Niemcy?
      Nie życzę źle Borussi, ale scenariusz Bayeru wydaje mi się w jej przypadku bardziej prawdopodobny niż wdarcie się przebojem do pierwszej 10tki najbogatszych klubów świata.

      Odpowiedz
      1. ~alasz

        W Niemczech dużym problemem wydaje sie byc hegemonia Bayernu, ten klub tak bardzo dystansuje resztę niemieckich konkurentów, ze aż szkodzi lidze. Liczba mistrzostw sukcesy w LM w porównaniu z reszta sa absolutnie nieproporcjonalne.

        Niemcy mają jeden najlepszy klub i długo długo nic. Do tego dochodzi, trzeba przyznać skuteczna, filozofia włodarzy Bayernu- kupujemy najlepszych od bezpośrednich konkurentów. Nie pozwalają innym urosnąć w siłę.

        Co do Borussi to podzielam opinie, naprawdę długa droga przed tym klubem by na stałe zająć miejsce w europejskiej czołówce. Ba, jeszcze sporo ich dzieli od tego co przez lata prezentowało porto czy Lyon.

        Odpowiedz
      2. ~airborell

        „Ranking Deloitte ustalany jest na podstawie wielkości przychodów, akurat w przypadku Borussi istotnym ich elemnetem była sprzedaż graczy, więc zalecałbym umiar w snuciu tych optymistycznych perspektyw”

        Nie wiesz o czym mówisz. Ranking Deloitte wyłącza przychody ze sprzedaży piłkarzy.

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          Faktycznie, nie prześledziłem metodyki, która nie uwzględnia „player transfer fees, VAT and other
          sales related taxe”. Mój błąd! Ale to tym gorzej dla Borussi…

          Odpowiedz
          1. ~airborell

            Ale dlaczego niby tym gorzej?

            Swoją drogą Borussia mogłaby spokojnie natychmiast zwiększyć swoje przychody – przy najwyższej frekwencji w Europie ma relatywnie bardzo niskie przychody z dnia meczowego. Wystarczyłoby np. dwukrotnie podwyższyć ceny biletów… I tak by się sprzedały. Ale władze BVB tego nie robią świadomie – bo wychodzą z założenia, że piłka jest dla kibiców, i to niekoniecznie tych najbardziej nadzianych.

          2. ~KrólJulian

            Żartowałem, jeśli sprzeda swoje gwiazdy to dostanie niezły zastrzyk gotówki, nawet więcej niż „niezły”…

            Co do przychodów z dnia meczowego i kwestii ewentualnego zwiększenia ceny biletów to zakładam, że ktoś w tym klubie dokonuje analiz pod kontem elastyczności cenowej, bo przecież . metody i techniki tu stosowane są dość proste, więc zapewne mają świadomość tego jakie byłyby skutki takiego posunięcia. Nie wiem czy generalne zwiększenie ceny biletów o 100% nie byłoby nazbyt drastycznym rozwiązaniem, ale skoro twierdzisz, że nie obniżyłoby frekwencji to pewnie tak jest, bo akurat ekspertem od Borussi nie jestem.
            Jeśli to co napisałeś odnośnie motywacji władz Borussi do nie podwyższania cen biletów jest prawdą, a nie mam powodów sądzić, że jest inaczej, to chapeau bas, bo we współczesnym świecie podejście takie do częstych nie należy.

  3. ~alasz

    Mnie taki stan bardzo cieszy. Niemiecki futbol jest kompletny, na kilka lat wypadli z czołówki, ale wrócili.

    Osobiście byłem bardzo zadowolony oglądając gre niemieckich ekip, szybka, nastawiona na jeden z góry obrany cel-bramkę, bezpośrednia. Taki futbol uwielbiam.

    Chwalę arbitrów którzy pozwolili grac, żółta dla ozila była fantastyczna, chciał kartkę to ma, gesty by się podnosili z murawy (kiedy to ostatnio widzieliście?)

    Niemcy grali fair, Niemcy grali sportowo i Niemcy wygrali. Dla mnie wygrał futbol. W meczu z realem miałem podwójna satysfakcje, bowiem królewskich nie powinno byc już w ćwierćfinale, na błędach arbitrów całego turnieju wygrać nie można.

    A teraz pewna myśl. Xavi z PSG na camp nou był słaby, bezproduktywny, miał 100% celnych podań, podań które nie wnosiły nic.

    Reus miał uwaga uwaga, 64% celnych podań. Goetze miał 90%, Błaszczykowski 80 Bender i Gundogan tez około 80. Lewy 66%. Bo grali podania ryzykowane, które wnoszą wiele do gry, jak przejdzie to jest groźnie, jak nie przejdzie, to walczymy o piłkę. Jak mieli, nawet średnie okazje, to strzelali, 2 i 3 gol lewego był po strzałach które do niego doszły, a nie były to jakoś specjalnie wypracowane miejsca strzeleckie.

    Będzie piękny finał, miejmy nadzieje że anglicy przemyślą dlaczego na ich ziemi w finale grają Niemcy i wyciągną wnioski.

    Odpowiedz
    1. ~castylia

      xavi miał we wspomnianym meczu chyba 92 lub 94 podania i żadne nie wniosło nic do meczu? ciekawe, bo oglądałem po meczu jedną z analiz i „wizualizację” tych podań i przynajmniej część z nich nie wyglądała na „bezpieczne” czy nic nie wnoszące… Nie wspominając o transmisji telewizyjnej…
      z tym finałem to bym tak nie szalał, bo jeszcze jest rewanż, a dobry sędzia też może czynić cuda, czyżby kibic MU tak szybko o tym zapomniał?

      Odpowiedz
  4. ~kraaviec

    mam nadzieję, że nazywanie Gundogana „lepszym Schweinsteigerem” to jakiś wyszukany dowcip z Pańskiej strony. Nie ta klasa na tą chwilę.

    Odpowiedz
  5. ~KrólJulian

    Jeśli do „niemieckiego” finału dojdzie, bądź jeśli niemieckie zespoły(poza Bayernem) będą osiągały regularnie np. półfinał LM w ciągu 2-3 można będzie się od nich uczyć, chwilowo chyba nie ma takiej potrzeby… Przytoczony model np. Bayernu jest możliwy do powielenia, ale jedynie w przypadku dużych „narodowych” klubów, bo np. takie Wigan doprowadziłby raczej do 3 ligi aniżeli na europejskie salony. No i nie jest to przecież jakiś „niemiecki” wynalazek ostatnich lat… Opinią Watzkego raczej bym się nadmiernie nie sugerował, bo znany jest on powszechnie z niechęci do Chelsea, więc nie spodziewałem się, że usłyszymu tu jakieś ciepłe słowo (poza opinią o Kenyonie, którego akurat ten pan darzy sympatią). Skoro uważa, że Chelsea to klub nie odgrywający większej roli w europejskich pucharach to o czym tu dyskutować… Nie demonizuję osiągnięć Chelsea, ale ta śmieszna Chelsea trochę więcej europejskich pucharów od Borussi zdobyła…Warto zwrócić uwagę na to jakie są źródła przychodu klubów angielskich, a jakie klubów niemieckich. Jak już wspomniałem największy, ponad 50% wzrost przychodu za 2011/2012 w reporcie Deloitte to dzieło klubów angielskich. Co do kwestii ekonomicznych to z tą gospodarką niemiecką też nie jest już tak dobrze jak w przeszłości, choć biorąc pod uwagę uwarunkowania otoczenia to trzyma się niezgorzej.
    Trawa zawsze będzie wyglądała bardziej różowo u sąsiada, a że przeżyliśmy już potop hiszpańskiej piłki i nawoływania do uczenia się od nich, to przeżyjemy i potop niemieckiej piłki, ale w tym wypadku nie można chyba nawet mówić o potopie, a raczej przelotnym opadzie…

    Odpowiedz
    1. ~airborell

      „Nie demonizuję osiągnięć Chelsea, ale ta śmieszna Chelsea trochę więcej europejskich pucharów od Borussi zdobyła…”

      Dokładnie o jeden PZP więcej. Wielka mi różnica…

      „Warto zwrócić uwagę na to jakie są źródła przychodu klubów angielskich, a jakie klubów niemieckich. ”

      Ależ to dokładnie wiadomo – kluby angielskie mają gigantyczne pieniądze z kontraktów telewizyjnych i drogich biletów na mecze. Ale przecież nie chodzi o to, kto ile ma kasy, ale co z nią robi. Manchester City ma dużo więcej pieniędzy niż BVB (chociaż przychody są porównywalne, ale Borussia nie ma właściciela szejka), cała jedenastka Borussii kosztowała niewiele więcej niż jeden Dżeko czy Aguero. I dokładnie było widać, kto jest lepszy.

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        W obecnych czasach PZP już nie ma, ale kiedyś to były całkiem emocjonujące i wartościowe rozgrywki, a ten puchar jednak coś znaczył. Oglądałeś te rozgrywki np. w latach 80tych czy 90tych? Moją intencją nie była próba udowodnienia, że CFC zdobyła więcej europejskich pucharów niż Borussia, ale to, że nie jest klubem anonimowym i bez osiągnięć jeśli chodzi o te rozgrywki, bo chyba przyznasz, że nie jest? Zaznaczyłem również wyraźnie, że nie chcę demonizować ich sukcesów na arenie europejskiej, a jedynie odnosiłem się do wypowiedzi Watzkego…
        Wszystko jest porównywalne jeśli wyrażone jest w tej samej jednostce, natomiast między wysokością przychodów MC i Borussi jest jednak pewna różnica…
        Słusznie zauważyłeś, że jest różnica w wysokości przychodów klubów PL i Bundesligi z biletów i wszystkiego co wiąże się z transmisjami telewizyjnymi, no ale są chyba jakieś określone przyczyny tej wyjątkowej atrakcyjności pierwszej ze wspomnianych lig? W to, że generalnie w Bundeslidze są niższe ceny biletów, a prawa do transmisji oddawane są za czapkę gruszek nie uwierzę, podobnie jak w to, że władze klubów niemieckich chcą by futbol trafił pod strzechy… Co do Borussi zgoda, jeśli takie są faktycznie intencje jej naczelnych władz, ale reszta???
        Co do składu MC i Borussi to również zgoda, ale tu można wymienić jeszcze kilka „tańszych” ekip, które osiągnęły o niebo więcej. W kategoriach LM to ja nawet City nie rozważam, bo pokazali już co potrafią…

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          źle się wyraziłem w kwestii biletów, są oczywiście tańsze niż w PL, ale chyba nie wyłącznie dlatego, że władzom klubów chodzi o dobro społeczne, popularyzację futbolu wśród obywateli, uciechę dziatwy, itd.

          Odpowiedz
          1. ~airborell

            Ależ dokładnie tak jest. Społeczeństwo niemieckie nie jest biedniejsze niż brytyjskie, ale w Niemczech piłka na żywo nie stała się rozrywką dla wyższej klasy średniej, jak w Anglii w ostatnich dwóch dekadach. Co ma różne przyczyny – moim zdaniem najważniejsza to jest ciągle obecna w Niemczech lokalna świadomość klubu, kompletnie nieistotna dla różnych Glazerów, Deinów, nie mówiąc już o Abramowiczach. Przecież w Anglii już się pojawiały pomysły, żeby przenosić kolejkę do Azji.

            I tak, to rzutuje również na prawa telewizyjne (również w Polsce: żeby oglądać Bundesligę, wystarczy mi zwykła kablówka z Eurosportem 2, żeby oglądać Premier League, muszę płacić haracz nc+), i na przychody z marketingu (pewnie mniej się sprzedaje koszulek piłkarzy Bundesligi w Japonii i Tajlandii). Tylko co z tego? Co z tego, że angielskie kluby mają większe przychody, skoro (poza United) żaden nie potrafi połączyć równowagi finansowej i sukcesu sportowego? City kupiło piłkarzy za pieniądze szejków i teraz zarabia na sprzedaży koszulek tych piłkarzy (i na kontrakcie marketingowym z szejkami). Ale nie wygląda na to, żeby kiedykolwiek miało się zacząć samofinansować.

            Dostęp do łatwych pieniędzy czyni PL więcej szkody niż pożytku. Także sportowo. Ktoś przypomniał, że Lewandowski miał w 2010 roku przejść do Blackburn. Kim byłby dzisiaj, gdyby tak się stało? Obstawiam, że po pierwszym nieudanym sezonie (Lewy pierwszy sezon w Borussii miał kiepski) dzisiaj gniłby na ławie w Championships. W BVB w ciągu trzech lat został wykreowany na napastnika z absolutnej czołówki światowej.

          2. ~KrólJulian

            no w sumie to chelsea połączyła równowagę finansową z sukcesem sportowym w zeszłym sezonie, bo zwycięstwo w LM chyba za taki można uznać…
            Jeśli mam być szczery to wolę jednak Abramowicza od rodziny Glazerów, o szejkach nie wspominając… W odróżnieniu od szejków (zgadzam się, że to całkowity brak powagi i trudno mi uwierzyć, że coś więcej niż kaprys) Abramowicz, pomimo ciągłego oczekiwania na moment jego odejścia, jakoś się do tego nie kwapi, co budzi powszechne zdziwienie. Rodzina Glazerów ma trochę inne podejście do prowadzenia klubów (również tych w USA), mnie się ono średnio podoba i oby nie skończyło się to w dalekiej przyszłości źle dla MU.
            Nie sądzę żeby Glazerowie przejmowali się bardziej kibicami MU niż Abramowicz kibicami Chelsea i na odwrót. To ten sam poziom. Wszyscy oni chcą zaspokojenia swej próżności-Glazerowie pieniędzmi, Abramowicz świecącymi pucharami…
            Kolejka w Azji to pomysł rodem z NBA, to byłoby już poniżej sedesu…
            Zgadzam się, że transfer Lewandowskiego do Blackburn byłby katastrofą. Skończyłby pewnie jak Abbott.
            Swoją drogą ja nie mogę się nadziwić jak ta Legia mogła go puścić za 5 tysięcy zł do Znicza? Oczywiście polskie kluby mają w tym pewne doświadczenie, bo i Essien kiedyś był za słaby na Zagłębie, itd… W sumie na Maradonie Barcelona też się nie poznała, więc wszystkim błędy się zdarzają, ale nam jakby częściej…

    2. ~erictheking87

      Raczej sprowadziłbym to wszystko do prostych cyklów. Od czasu znacznej komercjalizacji piłki, czyli 2 połowy lat 90 ub. wieku, mamy okresy dominacji pewnych nacji. Najpierw był okres włosko-hiszpański, kiedy kluby włoskie i hiszpańskie stanowiły potęgi zarówno sportowe jak i finansowe, następnie od polowy lat 2000, rozpoczął się okres dominacji klubów angielskich, naturalną koleją rzeczy by było aby jakaś inna nacja zaczęła wieść prym i niemieckie kluby mogą być na dobrej drodze ku temu. Jednak do tego niezbędna jest silna BVB – Bayern był, jest i będzie zawsze ważną postacią na europejskiej scenie, jednak Niemcy potrzebują przynajmniej jeszcze 1-2 graczy, którzy będą stanowili siłę na europejskiej scenie i pomogą zbudować twardą markę Bundeslidze. Jeśli Borussia rozsypie się (czy też raczej zostanie rozebrana), to wrócimy do standardowego w Bundeslidze Bayern+inne kluby co sezon.

      Odpowiedz
      1. ~airborell

        „Raczej sprowadziłbym to wszystko do prostych cyklów. Od czasu znacznej komercjalizacji piłki, czyli 2 połowy lat 90 ub. wieku, mamy okresy dominacji pewnych nacji.”

        Ale przecież przedtem też tak było. Mieliśmy dominację hiszpańską na przełomie lat 50. i 60., potem dominację włoską w latach 60., niemiecką w latach 70. (przez moment próbowali namieszać Holendrzy), angielską pod koniec lat 70. i w pierwszej połowie 80. Po Heysel dominację zdobyli ponownie Włosi…

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          Było, jest i zapewne nadal będzie, ale erictheking87 słusznie zauważył, że na jednej ekipie marki ligi się nie zbuduje, a to z kolei oznacza brak dopływu większych środków i koło się zamyka. Borussi źle nie życzę, ale już „za życia” ją rozdrapują… Na graczy Bayeru Leverkusen też jest juz kilku chętnych…Shalke i wszyscy poniżej mają blisko 40 punktów straty do Bayernu, więc nie ma chyba sensu brać ich pod uwagę. Jasne, że przyjdą inni, młodsi, ale czy zaraz uczynią Bundesligę bardziej atrakcyjną to nie sadzę…

          Odpowiedz
        2. ~erictheking87

          Bardziej znacząca niż niemiecka, to holenderska dominacja była (5 finałów holenderskich drużyn pod rząd), gwoli ścisłości, generalnie oczywiście zgadam się z ogółem wypowiedzi, natomiast o dominacji danej ligi w szerszej perspektywie można mówić na dobrą sprawę od sezonu 98/99 i później kiedy po 4 drużyny z jednego kraju brały udział w LM. O to mi bardziej właśnie chodziło.

          Odpowiedz
          1. ~airborell

            Patrząc tylko na PMK. Ale np. był sezon, w którym w półfinale PUEFA zagrały cztery niemieckie drużyny. Borussia MG to jest chyba najlepsza drużyna, która nigdy nie wygrała PMK…

  6. ~KacperG

    „Zwłaszcza, że interesuje mnie raczej to, że Robert Lewandowski jest częścią drużyny (grającej w określonym systemie), a drużyna – częścią ligi.”
    Lewy pokazał klase w tym meczu, ale ja wciąż mam wątpliwości, czy gdziekolwiek będzie mu lepiej niż w Dortmundzie. Moża to jakaś wrodzona niepewność co do „swoich” piłkarzy. Na pewno będzie to bardzo interesujące, jak sobie poradzi gdziekolwiek indziej.
    Zwycięstwa Niemców są tym bardziej krzepiące, ponieważ zrzucili z medialnego piedestału drużynę wysławioną jako bogów futbolu. Przez natłok ochów i achów miałem już serdecznie dość Barcelony. Ba, oni nie tylko ich pokonali- Bawarczycy absolutnie zdominowali Katalończyków. I to jest piękne w futbolu!
    Co do Realu to jak to ktoś ładnie napisał,w ostatnich sezonach Jose Mourinho tak skupił się na pogoni za Barceloną (skuteczną, jak się okazuje), że zapomniał o konkurencji w globalnym ujęciu. Mam poważne wątpliwości, czy drużyna o takim stężeniu umiejętności nie powinna choć przeciwstawić się Borussi. Ponoć mają wyjątkowego trenera.
    Nie zmienia to faktu, że Bayern i Borussia grają na chwile obecną najlepszą piłke w Europie (pojęcie subiektywne), i prawdopodobnie najbardziej efektywną. Mają fachowców na ławkach trenerskich i na boisku, ale przede wszystkim cechują się „kolektywnością”- zauważcie, że tam zawsze zawodnik przy piłce ma kilka wariantów podań, każdy doskonale wie co ma robić i to jest siła Niemieckich drużyn. Nie wspominając o piekielnie skutecznej grze w destrukcji.
    Mam nadzieje, że ta edycja Champions League będzie lekcją dla Angielskich drużyn, bo jest nad czym pracować, a zdaje się że czołówka wciąż zwiększa dystans.

    Odpowiedz
  7. ~erictheking87

    10. Tyle meczów zawieszenia dostał Luis Suarez. Jak myślicie – słuszna kara?

    Z jednej strony wydaje mi się surowa, ale sprawiedliwa. Z drugiej szkoda mi Suareza i Liverpoolu, szczególnie jeśli Urugwajczyk miałby odejść przez to z klubu. On jest fundamentem nowego, fajnego projektu czerwonych, któremu nie ukrywam, że kibicuję i szkoda by było gdyby ów projekt się rozsypał przez tę karę.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      No w trochę się temu Suarezowi nazbierało i chyba na wysokości kary zaważył właśnie „całokształt” ciemnej strony jego występów, aniżeli incydent z Ivanovicem. Skoro FA powołuje się na przypadek Ashleya Barnesa (podeptanie sędziego), za który ten gracz dostał 6 meczów zawieszania i twierdzi, że w przypadku Suareza kara powinna być wyższa to przyznam, że mam wątpliwości… Oczywićcie trudno porównywać oba wydarzenia, ale skoro m.in. na tej podstawie ustalają wysokość kary to mam wątpliwości czy powinna być aż tak wysoka…
      Co do Suareza to myślę, że chwilowo jest mocno sfrustrowany, ale po letniej przerwie myśli o opuszczeniu liverpoolu mu miną, a że za wspomniany projekt również trzymam kciuki to również chciałbym żeby w tym klubie pozostał. Obawiam się jednak, że i 20 meczów kary nie zmieniłoby jego mentalności, może tylko skala jego wybryków będzie teraz nieco mniejsza…

      Odpowiedz
      1. ~darek638

        Federacja kompromituje się w przypadku Suareza zawsze jest małostkowa i złośliwa. Tą karą prawdopodobnie przesądzą o jego losie. Nie wydaje mi się żeby chciało mu się dalej grać w tej lidze a jest najlepszym zawodnikiem PL.
        Za ponoć rasistowskie odezwanie Terry dostaje 4 mecze Suarez 8. Za szczeniackie ugryzienie przecież nie odgryzienie jak w przypadku Tysona dostaje razy więcej niż inni za skrajnie niebezpieczną grę z łamaniem nóg włącznie. Niestety PL sypie się. Kiedyś w tej lidze było najmniej głupiego Teatru, teraz jest najwięcej. Pieniądze niszczą cały system. Nie może tak być, że wybitni zawodnicy większość sezonu siedzą na ławce rezerwowych z pensją 100 000 Funtów tygodniowo. Ktoś pisał, że w Anglii źle pracuje się z młodzieżą nieprawda w ostatnim Pucharze Europy juniorów drużyny angielskie zdominowały Turniej. Chora jest liga w której nadzwyczajny talent jakim jest Nani zawodnik o takim potencjale, że mógłby grać w każdej innej drużynie w pierwszym składzie i w większości byłby absolutnie kluczowym graczem a właśnie w MU, który jest jak mówią europejskim wzorem niszczą się jego talent.
        Długi temat. Jeśli Suarez odejdzie będzie to dla PL wielka
        strata.

        Odpowiedz
        1. ~alasz

          „Jest najlepszym zawodnikiem PL”. To jest żart?

          Suarez jest najlepszym zawodnikiem klubu środka tabeli. Historia zna cała mase przypadków fenomenalnych graczy, królów strzelców itp w klubach środka tebeli, ale po transferach do wielkich klubów bledli. Zakładam się o własne kapcie (a bardzo je lubie) że to jest przypadek urugwajczyka.

          Dlaczego? Bo w klubach największego formatu gracze musza miec bardzo szeroki przekrój umiejętności, a bardzo wąski zbór wad.

          Suarez jest najlepszym dryblerem w lidze, jest szybki, dobry technicznie.

          Na suareza gra cała ekipa, wszyscy piłkarze LFC, podobnie jak Michu ze swansea.

          A teraz to czego suarez nie posiada-przegląd pola jest przeciętny, jest mało inteligentny, ot klapki na oczy i jedzie.

          Nie ma przypadku w tym że po tyem jak ośmieszył obronę MU na anfield, w ostaniach meczach nie istnieje. Ot obrońcy sie na niego przygotowali i go poznali, Evans ma go w kieszeni, bo ten dysponuje zbyt wąskim wachlarzem zagrań.

          Weźmy takiego RVP, albo Rooneya w szczycie formy. Potrafią zagrać WSZYSTKO. Potrafią podawać, asystować, rozgrywać, bornic, strzelać, no co tylko chcesz.

          Gdy torres szedł do Chelsea powiedział że sie nie przyjmie, że nie pasuje. Dokładnie ten sam powód, Torres w LFC to gracz na którego grała cała ekipa, gwiazda no.1 w Chelsea jeden z wielu graczy, tutaj nie szukają go każda piłką, tutaj rywal znacznie lepiej się przygotowuje do gry, jest większa mobilizacja, jest trudniej, trzeba mieć większe umiejętności. Hiszpan był wyśmienity w wyczekiwaniu tej piłki rzuconej mu za plecy obrońcy, tego w Chelsea nie ma, ekipa jest lepsza i mają więcej możliwości.

          A ile były tekstów że Torres jest najlepszy? Tyle samo.

          Torresem interesowało się MU, ale skauci uznali że jest zbyt ograniczonym zawodnikiem, niemal jednowymiarowym i na najwyższym poziomie go szybko rozpracują. Bo to jest prawda. To samo Urugwajczyk.

          Teraz co do Naniego, jako wieloletni kibic MU co sezon (z jednym przerwy dwa lata temu) modliłem się o sprzedaż Naniego. Dlaczego? Bo jest CHIMERYCZNY. To jest facet po którym nie wiadomo czego oczekiwac, raz zagra jak Ronaldo, a innym razem zagra jak z Tottenhamem na OT ( 5-2, gdzie zszedł po 45 minutach przy 0-2), albo na Anfield w tym sezonie, gdzie był najlepszym graczem drużyny przeciwnej, notując tyle strat i podań do rywala że nawet jakby chcial to by tule mu nie wyszło. Nani ma umiejętności techniczne może i na poziomie Ronaldo, tyle że Kryśka MYŚLI na boisku, cos czego nani nie robi praktycznie nigdy.

          Kiedyś był mecz ze stoke, chyba 1-1 Fergie ściąga Naniego wprowadza Giggsa ten inteligentnie przecina obrone 2-1. Po meczu Alex powiedział że potrzebowaliśmy trochę więcej intelektu w ostatnim sektorze boiska. Dokładnie to czego nani nie posiada.

          Miejmy nadziej ze czas tego faceta, podobnie jak Anderosna w MU minął.

          Widziałes Bayern-Barcleona? Jest taki gracz Muller, technicznie jest raczej przeciętny, jak na ten poziom,fizycznie tez przeciętny, szybkościowo również, ale facet MYŚLI szybciej niż reszta ludzi na boisku, nie macha nogami nad piłką odganiając muchy, nie biega bez ładu i składu, czasami dobrze staje w miejscu. To właśnie się ceni, ani suarez ani nani w całym swoim życiu nie dojdą do takiego poziomu. Intelekt się ma, albo się nie ma, jedni się z tym rodza inni nie, Urugwajczyk i Portugalczyk to właśnie druga kategoria.

          Odpowiedz
          1. ~darek638

            Króciutko. Suarez licząc klasowe zespoły zdobył zdecydowanie najwięcej goli po indywidualnych akcjach. Przyznaję MU ma w tym momencie najlepszy skład na Świecie i co z tego wynikło na arenie międzynarodowej? Nani nie napisałem tego wcześniej dawno powinien opuścić MU bo w tym klubie jest traktowany jak 5-te koło u wozu a on potrzebuje zwykłej ludzkiej akceptacji i może góry przenosić.

          2. ~lars

            jeden pisze,że Suarez jest mało inteligentny, ma klapki na oczach, w dobrej ekipie byłby nikim, Evans ma go w kieszeni, drugi,że MU ma najlepszy skład na świecie
            hazz2 trafnie to podsumował-stek bredni!

  8. ~erictheking87

    No i masz ci babo placek Święci 0-3 z WBA. Jak to dwóch drwali, biegających cały czas za linie obrony przeciwnika, potrafi wyciąć w pień świetną technicznie drużynę.

    Long i Lukaku cały czas, nieustannie, próbowali uciec obronie S’amptonu (zawsze mnie zastanawiało, jak fajnie przetłumaczyć na polski angielski ‚Run’ – wychodzenie na pozycję nie brzmi do końca dobrze) i udawało im się to wielokrotnie.
    Poza tym muszę przyznać, że Clark znakomicie ustawił WBA – to jak cała drużyna broni, ale także ustawienie pojedynczych piłkarzy na boisku było znakomite. Naprawdę, robota najwyższych lotów.

    Natomiast ciekawi mnie jak wyglądał mecz Spursów z Wigan. Przy 2-1 na live score pomyślałem sobie – ‚znowu się zaczyna’. Ciekawe czy Wigan i w tym sezonie zafunduje nam kolejną great escape. A sytuacja Spursów zaczyna się robić wielce nieciekawa…

    Odpowiedz
  9. ~lars

    Mecz Wigan z Kogutami był dość dziwny, niby Tottenham cisnął, ale jakoś tak bez przekonania. Posiadanie piłki, liczba strzałów, itd. na korzyść gości, ale Wigan oddało 3 groźne strzały, z czego dwa zostały zamienione na bramkę (2 bramka całkiem niebrzydka). W doliczonym czasie gry Bale uderzał z wolnego i było blisko strzelenia 3 gola, ale nie wyszło. Widać, że to Wigan z nożem na gardle zależało na punktach bardziej. Bale dziś nic wielkiego nie pokazał, a jego bramka to prezent od Joela, drugi gol to samobój…
    A co do WBA to ja się Clarkowi nie dziwię, z tymi napastnikami pole manewru ma niewielkie, więc wykorzystuje ich warunki fizyczne do bólu. Z drugiej strony taki Lukaku strzelił już 13 czy 14 bramek i jak na 19latka to spory wyczyn.

    Odpowiedz
  10. ~Rafał Gutowski

    Wydaje się iż odejścia Goetze czy nawet Lewandowskiego zostaną szybko i sprawnie zrekompensowane . Tak jak to miało miejsce np. po odejściu Kagawy . Ponieważ ta drużyna nie opiera się na gwiazdy futbolu tylko pracowitych zawodnikach jak Kuba , Piszczek czy Reus .W dodatku stawiająca na nowoczesne metody treningowe jak, np. Life Kinetik.
    http://www.bradel.pl/life-kinetik.html

    Odpowiedz

Odpowiedz na „~erictheking87Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *