Na dobry początek

„Czy ten sezon mógłby się wreszcie skończyć?” – zapytał na Twitterze jeden z zaprzyjaźnionych kibiców Arsenalu. Dziennikarze na pomeczowej konferencji prasowej byli równie niecierpliwi. Mimo rozpaczliwych wysiłków rzecznika prasowego klubu, usiłującego rzecz całą zakończyć, zadawali kolejne pytania, dociskali, domagali się uszczegółowień. Z Arsene’a Wengera wydobyli przeprosiny pod adresem kibiców („Jestem tu po to, by czuli się szczęśliwi, więc jedyne, co mogę zrobić, to powiedzieć »przepraszam«, zacząć od nowa i uszczęśliwić ich w kolejnym spotkaniu”) i zabawne w gruncie rzeczy deklaracje na temat woli wzmocnienia drużyny – czym zajmuje się ponoć 24 godziny na dobę, oglądając „każdego piłkarza na świecie”.

Ci z nas, którzy na co dzień przyglądają się Kanonierom, mają wrażenie deja vu. Klub ma pieniądze na transfery i nie korzysta z nich do ostatnich dni okienka transferowego (będzie kupował 1 września, jak zwykli to robić to rywale z dzielnicy?). Kibice na trybunach krzyczą coś o „wydaniu tej pieprzonej kasy”, o buczeniu nie wspominając. Kościelny wylatuje z czerwoną kartką (dla klubu sześćdziesiątą czwartą w historii występów w Premier League pod Arsenem Wengerem, tylko Blackburn w tym czasie było karane równie często). Jeden z najważniejszych meczów sezonu – środowe eliminacje Ligi Mistrzów – przyjdzie grać w składzie eksperymentalnym. Czołowi piłkarze łapią kontuzje i mają trudności z zachowaniem zimnej krwi (tym razem Wojciech Szczęsny, którego rozwój hamuje jedynie to, co dzieje się w jego głowie). Jest nerwowo, choć to dopiero pierwszy mecz sezonu, a poprzedni skończył się obiecująco.

Co z tego wszystkiego musi naprawdę niepokoić, to fakt, że po szybkim objęciu prowadzenia Arsenal nie był w stanie kontrolować gry – i to mimo iż grał u siebie, w dodatku z jedną z drużyn najsłabszych w poprzednim sezonie, jeśli idzie o posiadanie piłki. Wyraźnie brakowało zdyscyplinowanego w grze pozycyjnej Artety – Wilshere i Ramsey zbyt często zostawiali za plecami przestrzeń, w której świetnie odnajdywał się odrodzony pod Paulem Lambertem Agbonlahor. Błąd sędziego przy rzucie karnym nie był tak oczywisty, jak uznawaliśmy w pierwszym momencie (zobaczcie analizę Alana Shearera w Match of the Day), ale niezależnie do tego warto prześledzić całą akcję: łatwość, z jaką szarżował ofensywny piłkarz gości i to, co robili wówczas piłkarze środkowej formacji gospodarzy. Wiem, że zdanie o konieczności kupna defensywnego pomocnika powtarzam mniej więcej od czasu odejścia Vieiry; cóż, najwyraźniej powinienem powtarzać je dalej, zastanawiając się przy okazji, dlaczego Tottenhamowi udało się kupić Paulinho czy zwłaszcza (francuski trop!) Capoue, mimo iż nie mógł im zaoferować gry w Lidze Mistrzów. Kogo oglądali wówczas skauci Wengera? Przecież nie Suareza i Rooneya, których oddanie przez Liverpool i MU ligowemu rywalowi wydaje się nieprawdopodobne.

Rooney po spotkaniu MU ze Swansea nie wyglądał na zadowolonego – tak samo jak w jego trakcie zresztą. Ale niezależnie od wyglądu: przybył i pomógł zwyciężyć (żółte strzałki na załączonym obrazku to asysty) w meczu, który ostatecznie okazał się prostszy, niż się zapowiadało nawet w trakcie otwierających go kilkunastu minut. Do pierwszego, a właściwie do drugiego – zdobytego kilkaset sekund później – gola United to Swansea atakowała składniej; później jednak van Persie, a potem Welbeck podcięli jej skrzydła. Wciąż, jak w meczu o Tarczę Wspólnoty, mamy do czynienia z Czerwonymi Diabłami Fergusona: przyzwyczajonymi do wygrywania, wychodzącymi w ustawieniu 4-2-3-1, atakującymi szeroko, lubiącymi się czaić przed szybkim atakiem i zawdzięczającymi punkty bramkom fantastycznego Holendra. Z tą jedną różnicą, że do van Persiego dołączył Danny Welbeck, w 90 minut poprawiający o sto procent ubiegłoroczną statystykę bramkową – i przy akompaniamencie pieśni ułożonych już ku czci Davida Moyesa. W tak grającej drużynie Rooney rzeczywiście musi zaczynać z ławki – ale w tak grającej drużynie warto walczyć o miejsce w składzie.

Przypuszczam zresztą, że o miejsce w składzie MU będzie mu łatwiej niż w Chelsea. Może sobie mówić Jose Mourinho, że szuka napastnika – ale czy jest do wyobrażenia Rooney grający w jego drużynie na szpicy, zamiast Torresa, Lukaku czy Demby Ba? Mając takie możliwości za plecami któregoś z nich (dziś oprócz Oscara i Hazarda zagrał de Bruyne, potem pojawił się Schurrle – Mata nie musiał nawet ruszać się z ławki), gdzie konkurencja jest największa w lidze, Anglika już nie potrzebuje. Warto powiedzieć jednak, psując nieco atmosferę święta, związaną z powrotem Jose Mourinho na ławkę Chelsea, że podobną płynność akcji ofensywnych, podobną wymienność pozycji i lekkość, z jaką np. de Bruyne schodził do środka, a Ramires ruszał do przodu, widywaliśmy już przed rokiem – no, może w defensywę piłkarze przedniej formacji angażowali się dziś nieco bardziej.

Pod nieobecność Maty zachwycał Oscar: ruchliwy bez piłki, schodzący do boków i cofający się na własną połowę – robiący miejsce zawodnikom, którzy teoretycznie powinni patrolować okolice środka, Lampardowi i Ramiresowi. Wolno sądzić, że drużyn miażdżonych tak, jak Hull w ciągu pierwszych dwudziestu paru minut, zobaczymy na Stamford Bridge dużo więcej.

Jeśli idzie o Tottenham, niby nie wypada narzekać: wylosowanie w pierwszym meczu sezonu wyjazdu na stadion beniaminka zawsze może być przyczyną przykrych niespodzianek. AVB przyznawał po meczu, że nie spodziewał się gospodarzy grających trójką zawodników drugiej linii ciasno ustawionych za napastnikiem, ale fantastyczną atmosferę na trybunach mógł przewidzieć – kibice Crystal Palace wypuścili nawet tresowanego orła, który przez chwilę latał nad boiskiem. Przez całą pierwszą połowę miałem wrażenie, że najlepsi na Selhurst Park są właśnie kibice gospodarzy, na szczęście w drugich 45. minutach Tottenham zdołał podkręcić tempo i – co za niespodzianka, zważywszy, że poprzednim razem wydarzyło się to 16 miesięcy temu – cieszyć się podyktowaniem rzutu karnego. Gdyby grał Bale, nic podobnego nie miałoby miejsca, he, he…

Inna sprawa, że gdyby grał Bale, łatwiej byłoby o wcześniejsze przełamanie i późniejsze dobicie beniaminka. Owszem, wyżsi i silniejsi fizycznie pomocnicy wymieniali piłkę szybciej niż robili to jeszcze parę miesięcy temu Parker i Huddlestone, ale kiedy trafiała ona do boku, to Rose, Lennon i Walker nie bardzo wiedzieli, co zrobić. Najwięcej zamieszania robił prawoskrzydłowy: już w pierwszej połowie cztery razy znalazł się za plecami obrońców, ale trzykrotnie nie potrafił celnie podać. Z drugiej strony to po jego zagraniu sędzia podyktował karnego za rękę Moxeya, Lennon także aktywnie wspierał obronę – jak z całym Tottenhamem, szklanka w połowie pełna.

Najlepszy z tego wszystkiego był Capoue, bezbłędny w przechwytach (miał ich najwięcej na boisku, mimo iż grał zaledwie pół godziny) i celnie podający; najsłabszy mimo wszystko Sigurdsson – Islandczyk chce pracować, ale zmarnował świetną okazję, a jego kreatywność w roli „dziesiątki” wydaje się poniżej standardów, wyznaczanych na tej pozycji choćby przez Rafaela van der Vaarta. AVB mówi, że nadal chce wzmacniać drużynę – jeśli, to na tej pozycji bardzo proszę, i może jeszcze na lewej obronie. Dziś Danny Rose mógł niemal wyłącznie atakować: kiedy mu przyjdzie walczyć ze skrzydłowymi klasy de Bruyne (że o Hazardzie nie wspomnę), będzie dużo gorzej.

Suareza i Bale’a z wiadomych przyczyn nie oglądaliśmy, Rooney zagrał kilkanaście minut, za piłkarzy ofensywnych tego lata potężnie się przepłaca. Może więc to będzie sezon bramkarzy, w dodatku tych, których przyzwyczailiśmy się dotąd ustawiać w drugim szeregu? Nie de Gei, Llorisa czy Harta, którzy kapitalne interwencje będą przetykać błędami z gatunku popełnianych wczoraj przez Wojciecha Szczęsnego, ale np. Mignoleta, Begovicia, Guzana i Stekelenburga, z których każdy w pierwszej kolejce był jedną z najjaśniejszych postaci w swojej drużynie? Stawiam pytanie na zakończenie pierwszego z co najmniej trzydziestu ośmiu wpisów, wyjątkowo rad, że ten sezon wreszcie się zaczął.

41 myśli nt. „Na dobry początek

  1. ~Dominik Bednarski

    Wreszcie skończył się wakacje a zaczęła Premier League. Zgadzam się, iż Ronney w Chelsea to byłby błąd – tylko czy powinien ostać na siłę w MU? Owszem wypracował dwie bramki ale wyraźnie widać było, że jest z boku tej drużyny a trzeba pamiętać, iż jest to „chłopak z ulicy” a nie PRowski wygładzony produkt. Ta bomba w końcu wybuchnie a wtedy to nawet chyba suszarka sir Alexa nie pomoże ugasić pożaru. I sobie tak myślę, że być może jednak będziemy świadkami zaskakującego transferu a mianowicie wymiany Fabregas za Rooney’a? Wiem, że to prawie niemożliwe, bo: 1.) Barca potrzebuje defensora a nie kolejnego napastnika (ale Wayne potrafi walczyć w obronie a Neymar musi się przyzwyczaić do siłowego, europejskiego grania a to przy jego skromnych warunkach fizycznych może zająć mu sporo czasu), 2.) Cesc się jasno określił, że chce zostać – ale może sir Alex ten jeden raz pomoże swemu rodakowi na ławce i wspomoże go jednym telefonem do Katalonii? Może i jest to jakieś football fiction – ale nie szczypałbym się żeby sprawdzić czy to nie sen gdybym któregoś ranka przeczytał wiadomość o takiej transakcji.
    A na zakończenie czy nie uważa Pan, iż Mauricio Pochettino tworzy naprawdę „grubą pakę” w Southampton? Transfer Osvaldo to moim zdaniem jeden z hitów tego okienka w Anglii.

    Odpowiedz
    1. ~jimmy

      Druga bramka Van Persiego wyjaśnia wszystko: Rooney kocha ten klub (z jakim zaangażowaniem biegł do przodu w momencie asysty do Robina, mimo sporych gwizdów z trybun!), niestety jego ego nie daje mu spokoju (autentyczny smutek w momencie zapakowania przez Holendra piłki do siatki).

      Ten człowiek chce po prostu być w centrum uwagi, transfer Robina mu w tym przeszkodził. Szkoda, że Wayne nie potrafi zobaczyć w sobie Carricka – arcyważnego elementu w całej układance, a przy tym praktycznie niezauważalnego.

      Odpowiedz
      1. ~alasz

        Bardzo ważna jest kwestia ego. Carrickowi nikt od szczenięcych lat nie mówił ze jest białym pele, nadzieją narodu, i największym talentem kraju od dekady.

        Rooney miał być tym największym, najlepszym, potem był w cieniu faceta nie tyle bardziej utalentowanego, co bardziej poukładanego, profesjonalnego (Fergie zawsze zachwycał się jak to Ronaldo nigdy sie nie spóźnia, zawsze trenuje na 100% i jeszcze ćwiczy po treningach dodatkowo), który zgarnął mu sprzed nosa to co miało byc jego od samego początku. Po odejściu Ronaldo to on był tym najważniejszym, kluczowym, najlepszym. Niestety posłuchał agenta i to zaprzepaścił, Fergie był zbyt doświadczony by dać sie szantażować piłkarzowi, po tamtej akcji uznał że nie może opierać zespołu na Rooneyu, zmniejszył jego wpływ na grę, by w ostatnim sezonie wręcz go marginalizować.

        Rooney 3 lata temu przelicytował, teraz są tylko tego następstwa. Za błędy się płaci, ale mozna je naprawić, pytanie brzmi następująco, czy jest on zdeterminowany by wywalczyć to czego chce, czyli być numerem 1? Nie wydaje mi się, chce iść na skróty, odejść i zacząć od nowa. To tak nie działa, popełni kolejny błąd, skończy karierę i będzie żałował. Agent zarobi prowizje z transferu, albo odetnie kolejne kupony z jego pensji, wyciśnie go jak cytrynę i przejdzie do kolejnego gracza. O agencie Rooneya pisał Andy Cole, który tez go zatrudnił. Z perspektywy czasu, nie ma o nim dobrego zdania. Ferguson sie nim wręcz brzydził.

        Odpowiedz
    2. ~erictheking87

      Osvaldo? Fajnie.

      Tylko gdzie MP go upchnie na boisku?
      No bo Lamberta nie zdejmie, a Rodriguez ma papiery na bycie w przyszłości solidną firmą.
      Osvaldo z tego co wiem, jest graczem o zbliżonej charakterystyce do Lamberta… ale czy lepszym? Na chwilę obecną wątpię.
      Mam nadzieję, że Pochettino sobie nie wymyślił, że Rickiego zastąpi Osvaldo, bo to wywoła (słuszne) święte oburzenie.
      Natomiast jeśli ma grać w parze z Lambertem, to wtedy szkoda rozwoju Jay’a Rodrigueza…
      Bardziej zakup jeszcze jednego CB, albo skrzydłowego by się przydał…

      Odpowiedz
      1. ~adipetre

        Osvaldo grywal w przeszlosci na skrzydle (jeszcze za Prandellego w Violi).

        Pilkarz…i osobowosc bardzo nietuzinkowa. On ma duzy pilkarski talent, ale nie postawilbym wielkich pieniedzy na to ze podbije Wyspy tbh. Choc bardzo mu tego zycze.
        Jesli idzie o charakterystyke…z Lambertem wiele wspolnego nie ma. Po co ten transfer?
        Soton ma wielkie ambicje i Ricky bedzie odpowiedni ale tylko do pewnego momentu, jest pulap ktorego przeskoczyc juz nie zdola…w przeciwienstwie do Osvaldo.

        Odpowiedz
  2. ~Łukasz

    Jako kibic Kogutów cieszę się bardzo z wygranej. Na stadionie beniaminka na początku sezonu ciężko o punkty i to też pokazał ten mecz. Mi się Rose podobał – pokazał, że na obronie gra dużo lepiej niż BA-E. Gylfi mógłby być trochę bardziej skuteczny i byłby oceniony lepiej. Paulinho nie zachwycił, odniosłem wrażenie że był zagubiony. Chadli pierwszą połowę miał bardzo kiepską, w drugiej było już lepiej ale boję się, że PL to dla niego za wysokie progi. W obronie kilka razy się zagotowało. Mam nadzieję, że z czasem będzie to wszystko funkcjonowało tak jak trzeba. I mam nadzieje, że Bale w końcu odejdzie i skończy się ta saga a klub zasili niezła sumka.
    Chelsea właściwie nie pokazała nic nowego, JM po prostu wykorzystuje to co zastał w klubie. Liverpool nieźle grał w ofensywie ale kiepska skuteczność pozostała.
    Ogólnie kolejka ciekawa, jutro też mogą być jeszcze emocje.

    Odpowiedz
      1. ~Łukasz

        Czytaj ze zrozumieniem. To nie ocena zdolności adaptacyjnych tylko ocena po pierwszym meczu z zastrzeżeniem, iż to dopiero początek. Nie szukajmy na siłę czegoś, czego można się czepiać w komentarzach innych – trochę zdrowszego podejścia życzę.

        Odpowiedz
        1. ~hazz2

          Ok tylko mam jedno pytanie – co leży u podstaw Twojej obawy, że PL to dla niego za wysokie progi ? Z wpisu wynika bowiem, ze wziąłeś pod uwagę wczorajszy mecz i tyle…do tego wpisu wobec tego sie odniosłem

          Odpowiedz
          1. ~Łukasz

            Takie po prostu mam luźne przeczucie, chciałbym się mylić. PL to ciężka liga do odnalezienia się dla graczy z innych lig. Oczywiście może to kompletnie nie mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości – jak to często bywa z przeczuciami;-)

          2. ~hazz2

            PL to ciężka liga do odnalezienia się dla obcokrajowców …ciekawe tylko dlaczego jakieś 70 procent grających tam graczy to właśnie element napływowy bo wszyscy raczej wiedzą, że wybitnych graczy z wysp można policzyć na palcach dwóch rąk . Ale ok niech Ci bedzie
            pzdr

  3. ~erictheking87

    Panie Michale, krótka piłka – jak Pan myśli:
    Soldado będzie lepszy od Klinsmanna/Sheringhama?

    Bo jego zakup od razu przywodzi mi na myśl te dwa głośne nazwiska.

    Odpowiedz
    1. ~Klemson

      Jeszcze Linekera i Jimmyego Greavesa ten transfer mógłby przywodzić na myśl 🙂 Soldado to dobry gracz, ale jedna strzelona CP bramka to chyba trochę za mało żeby stał się legendą…

      Odpowiedz
  4. ~Wojtek

    Nie rozumiem dlaczego tak wielu kibiców dziwi sie brakiem chęci sprzedaży Rooneya przez klub. Bo w innych teamach rządzą piłkarze? Bo Bale sie obraził? Oferty Chelsea rzędu 25 i 30 mln funtów? W czasach grubej kasy placonej za niesprawdzone ogórki to żart. Już widzę jak Mourinho by go sprzedał- to hipokryta pierwszej wielkości, który stroszy piórka po plaskaczu w twarz w Madrycie. Rooney niech sie obraza- ma wielki kontrakt, brak gwarancji na grę na którą musi zapracować na treningu, zważywszy na przespany okres przygotowawczy- to proste choć nie dla wszystkich. Oferta rzędu 40, 50 mln zza granicy troszkę wcześniej i biały Pele z trudnej dzielnicy dostałby pozwolenie na fochy gdzie indziej.

    Odpowiedz
    1. ~Borys

      W kwestii śmiesznie niskich ofert za Rooneya, dla Mourinho jest to sytuacja win-win. Albo dostanie za okazyjne pieniądze świetnego napastnika, jednocześnie osłabiając jednego z największych rywali w walce o mistrzostwo, a jeśli nie to przynajmniej zaburzy sytuacje w obozie ManUtd.
      Przyznam, że na początku byłem pewny odejścia Rooneya, jednak w tym momencie wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby klub go puścił, nawet za 50mln (przynajmniej do Chelsea). Gdyby pieniądze były potrzebne na jakiś duży transfer (np. Fabregas…) to może miałoby to sens, ale szczerze mówiąc nie widzę możliwości sprowadzenia kogokolwiek klasy światowej (w tym okienku), kto mógłby wzmocnić MU.
      Rooney też za sobą mostów nie pali, zostały 2 tygodnie okienka a on wciąż nie powiedział, czego chce.

      Odpowiedz
  5. ~bartolomeos

    Panie Michale, gdzie można znaleźć legendę do wklejanych przez Pana tablic zawodników? Przydałoby się jakieś objaśnienie jak to czytać.

    Odpowiedz
  6. ~Dawid Bartodziej

    Czy ktoś jeszcze odniósł wrażenie, że Soldado w ogóle nie angażuje się w budowanie akcji? Zastanawiam się, czy takie było założenie – trzymać stoperów w polu karnym i zwalniać trochę miejsca w okolicach dwudziestego metra. Bo jeśli tak – raczej się nie udało, zważywszy na dość ciasne linie Palace i bardzo dobry mecz Jedinaka. Po wejściu Defoe wyglądało to lepiej o tyle, że Anglik głębiej się cofał i dawał dodatkową opcję rozegrania (Soldado właściwie tylko czekał na ostatnie podanie).

    Odpowiedz
  7. ~erictheking87

    Sprzedaż Rooneya do chelsea była by samobójstwem. Bo ten chłopak w formie może wygrać mistrzostwo. A i bez formy strzeleckiej jest 100razy bardziej przydatny od Torresa.
    United bardziej się opłaca przetrzymać go 2 lata i puścić za friko,niż sprzedać go do angielskiego klubu.
    W kwestii transferow też nie liczyłbym na nic. Nawet Fellaini nie jest już opcją po tym jak klauzula straciła ważność.
    Moyes musi zacząć ustawiać toma wyżej na murawie…

    Odpowiedz
    1. ~alasz

      Dobro drużyny jest najważniejsze, Rooney jest niezadowolony, ale chyba pogodzony z losem. Nie jest to profesjonalista (jakie on ma problemy z utrzymaniem wagi…), ale będzie grał jak najlepiej potrafi bo wie ze inaczej nikt mu nie da dobrego kontraktu, a o takim jakim ma obecnie może tylko marzyć. Sukcesy drużyny i jego gra sa mu na rękę, nawet jego przygłupi agent to wie (swoją droga zwolniłbym gościa, który ewidentnie puszcza do gazet informacje chcąc z jakiś powodów by wyszło na to że Roo jest wyrzucany, a nie ze chce odejść, robi to tak nieumiejętnie że nikt w to nie uwierzył). Cała historia może sie jeszcze różnie potoczyć. Rok w piłce to ogromnie dużo czasu, może byc tak że obie strony sie pojednają, może być tak że go przytrzymają jeszcze kolejny rok, a może być tak że go opchną za granice po tym sezonie. Prawda jest taka że jest na tyle dobrym graczem ze jak tylko mu sie zmieni pod kopuła to przyjmą go z otwartymi rękoma.

      Co do Toma, najważniejsze jest dobro drużyny, Moyes chce by ktoś wykonywał ta robotę, a Carricka widzi bardziej w roli rozgrywającego, więc Tom robi co może by pomóc drużynie wykonując polecenia szefa.

      Czy on sam bardziej spełniałby sie ustawiony wyżej? Nie mam wątpliwości. Czy drużyna by na tym bardziej skorzystała? Nie, wydaje mi się że zachwiałoby to proporcjami w drużynie i byłoby zbyt wielu graczy ofensywnych i zbyt mało defensywnych. Jeśli ktoś przyjdzie to pewnie na ta pozycję, wtedy Clev będzie mógł grac za Giggsa, no chyba że tam zagra Kagawa, który wydaje mi sie zmiennikiem Welbecka na tą chwile. Zobaczymy co sie stanie.

      Odpowiedz
  8. ~tommyGunner

    No i nadzieja poszła z pierwszym meczem:) Te same grzechy i te same wnioski. Po co klub odgraża się w maju że ma full cashu na zakupy by potem nic nie robić? I tłumaczenie AW że obserwują rynek 24/7 ale nie ma kogo kupić za rozsądną cenę… Nie wie, że w czasach quantisive easing ceny różnych aktywów w tym chyba i i piłkarzy są oderwane od rzeczywistości??? Wenger przypomina teraz turystę, który chce spędzić wczasy all inclusive w pięciogwiazdkowym hotelu za 1000 zł… Wstrzymywałem się w w stwierdzeniu, że powinien odejść. Ale teraz??? Wg kibicowskiego podejścia to BYŁ wielki trener, który dał fanom Arsenalu niepowtarzalne,jedyne chwile radości. Ale teraz te lata klap,posuchy powoli przesłaniają dni chwały – jakaś tam przeszłość, taaak zdobyliśmy mistrza przed wojną,super…. Natomiast ze strony właścicieli niekoniecznie. Cash flow ok, PRem utrzymujemy że mamy mocarstwowe ambicje, że teraz im pokażemy a robimy swoje. Wtedy AW jest idealny. Do tej pory można też było zwalić sytuację na młody skład, rejterujące gwiazdy, spłacany stadion.Teraz imaga Arsenalu jest taka, że nawet Gustawo woli Wolfsburg…. Najbardziej wkurzające jest że mógł Gazidis przyznać- czyścimy szatnie, tniemy koszty i walczymy o 4 miejsce w PL oraz pogramy w CL jak uda się przejść kwalifikacje. No ale po sobocie to i te cele mogą okazać się nierealne. Pierwsza weryfikacja już w środę. Zazdroszczę kogutom – progres co roku, coś się dzieje w klubie, pozytywna energia. Czas chyba jeszcze raz wrócić do Hornbiego;)

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Spokojnie, tylko spokojnie. Papcio jak co roku zrobi kilka przeciętnych transferów za nieduże pieniądze i utrzyma AFC w TOP4, a za rok? A za rok powtórzy się scenariusz… A za dwa? Zgadnij;)

      Odpowiedz
  9. ~RW

    Mnie zastanawia jedna rzecz – na 9 rozegranych meczów zostało podyktowanych już 6 rzutów karnych, z czego połowa nie została wykorzystana. Czy to przypadek czy tylko mi się wydaje, że sędziowie zaczęli częściej wskazywać na 11 metr?

    Odpowiedz
    1. ~Łukasz

      Się okaże, na razie za wcześnie mówić o nowym trendzie. Może i dostali sędziowie przykaz, aby bardziej zwracać uwagę na starcia w polu karnym.

      Odpowiedz
      1. ~erictheking87

        Wpiszcie sobie Panowie ‚Gary Neville masterclass on diving’ w youtubie.
        Jedna z najlepszych ekspertyz sportowych jakie w życiu widziałem.
        Warto zobaczyć to nawet dwa razy.

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          Gary wogóle cudownie czyta grę, z przyjemnością się go słucha. Jest wspaniałym ekspertem, ale… mam wrażenie, że marnuje się w tym fachu, wg. mnie byłby świetnym menadżerem.

          Odpowiedz
  10. ~fach

    widziałem mecz Chelsea i muszę przyznać ze zagrali świetnie Hull nie istniało brakuje im dobrej klasycznej dziewiątki może Demba Ba? co do Arsenalu naprawdę nie wiem o co chodzi dobry klub kasa jest a zespół budowany tak z rozsądku może Wenger powinien odstawić „viagre”? bo mu widocznie to szkodzi Giourd jako wysunięty napastnik ? sorry to ja już wolę Saganowskiego ,

    Odpowiedz
  11. ~taxi_rock

    Czułem, że ten mój tekst rzucony w momencie największej frustracji podczas meczu AFC może się znaleźć na blogu, ale że go rozpocznie? 🙂
    Swoją drogą, jakby sezon miał się już kończyć, to niewiele by to dało, okienko by otwarli, ale i tak kibice Arsenalu czekaliby do września z jakimiś transferami, więc dobrze, że się nie kończy jednak.

    Kompletnie niezrozumiałe poczynania na rynku. Kasa jest, Gazidis chwalił się o tym glośno, potrzeby są – każdy to widzi, nie wierzę, że Wenger nie rozumie, że transfery są potrzebne, a mimo to nic sie nie dzieje.
    Na Fenerbahce skład może być mocno eksperymentalny, kilku juniorów może się znaleźć na boisku, bo nie ma kim grać…

    Odpowiedz
      1. ~taxi_rock

        Raczej nie o transferach, a o sytuacji finansowej, co się łączy oczywiście, no ale Swiss Ramble to blog o finansach klubowych.
        Tym większe jest niezrozumienie poczynań Wengera i Gazidisa. Kasy jest pełno, wzmocnień nie ma żadnych. Oczywiście jakieś będą, bo być muszą, ale będą przepłacone i to już nie będa wzmocnienia, a paniczne łatanie dziur.

        Odpowiedz
  12. ~erictheking87

    Tak sobie pozwolę jeszcze strzelić wolną myślą (coś mam dzisiaj wenę).

    Zastanawia mnie taki fakt dotyczący United i in. drużyn z brakiem kreatywnego środka.
    Do wyrwania w lidze francuskiej jest masa zapomnianych piłkarzy, których można kupić za grosze w porównaniu do piłkarzy w pierwszych stron gazet, a którzy prezentują poziom/potencjał wystarczająco wysoki, żeby zaryzykować wydanie na nich 15mln funtów.
    Np. taki Martin Marvin z Lille, albo Gourcouff z Lyonu. To dwa przykłady graczy prezentujących wysoki poziom, ale obecnie nieco zapomnianych, którzy mogliby prezentować teoretycznie bardzo dobry stosunek ceny do jakości.
    Zastanawia mnie dlaczego taki Moyes/Woodward (albo inni szefowie klubów PL) nie idą w tym kierunku?
    Taki Marvin może jest oczko niżej niż Fabregas, ale za cenę Fabregasa (rzeczywistą) można kupić sobie 2 albo nawet 3 takich Marvinów…
    Ten chłopak to przecież żywcem wzięty późny Scholes, a w dodatku jest o rok ode mnie młodszy, więc jeszcze sporo pogra i się rozwinie.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Niby 10, czy 15 milionów funtów to niedużo dla klubów ze ścisłego topu, ale to nie są raczej piłkarze, którzy z miejsca wzmocnią pierwszą jedenastkę. A jeżeli już ryzykować to może lepiej postawić na produkty własnej akademii?

      Transfer piłkarza z topu to oprócz wyższej ceny po prostu większe prawdopodobieństwo trafienia. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że Fabregas, czy Fellaini wnieśliby sporo do drugiej linii United. Podobnie jak to, że Baines wrzuciłby w każdym meczu kilka świetnych piłek w pole karne.

      A Marvin, czy Gourcouff? To jednak niewiadoma

      Odpowiedz
      1. ~KacperG

        Moyes jest chyba zdecydowany na piłkarza sprawdzonego w Premier League. To raz. Po drugie, wszystko wydaje sie zabierać Woodwardowi okropnie dużo czasu w kwestii transferów… No i trzy- ja nie widzę absolutnie żadnej logiki w działaniach MU- dlaczego o Fabregasa starali sie dopiero po odejściu Thiago (ponoć nie był celem), a wysokość ofert za Cesca jest wręcz śmieszna- tak jakby wysyłali ofertę z nadzieją, że zostanie odrzucona. Teraz nagle (po miesiącu od pierwszej za Leightona!) pojawia sie oferta za Fellainiego i Bainesa, też bardzo niska… Kreatywność myśle, że nie będzie problemem jeśli zostanie obecny skład, ale w przypadku kontuzji Carricka MU będzie traciło punkty seriami i dam sobie rękę uciąć za to. Nie ma żadnego zastępstwa dla niego, ani w pierwszej drużynie, ani w rezerwach na te chwile. W akademii jest właściwie tylko Pearson, ale on potrzebuje jeszcze kilka lat żeby zostać włączony do pierwszej drużyny bo jest bardzo młody.

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          O tak młodych zawodnikach nawet nie warto mówić w kontekście pierwszej drużyny, nie dlatego że brak im talentu, ale po prostu są od niej tak daleko, że może zdarzyć się wszystko. Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że zbawienie środka pola wyrasta w akademii – co by było gdyby Pogba został a Ravel wyrósł na piłkarza a nie gangstera?

          Tylko no właśnie – to dzieciaki, tak naprawdę nawet mówienie o Januzaju i Lingardzie mija się z celem, bo wciąż mogą wyrosnąć z nich piłkarze światowego formatu, a równie dobrze mogą po prostu zniknąć. Tak to jest z nastoletnimi talentami

          Odpowiedz
          1. ~adipetre

            Ravel dzis na szczescie jest juz bardziej pilkarzem niz gangstarem, najgorsze ma chyba za soba.

            Ja bede bardzo zaskoczony jesli ktorys mlody sie przebije do skladu tak na stale. To wbrew powszechnym opiniom nie jest styl Moyesa, on jest bardzo zachowawczy, tchorzliwy. Sezon sie zaczal, Zaha juz wyladowal na lawce (i nie wszedl nawet przy bezpiecznym wyniku, to typowe), Januzaj&Lingard na trybunach.

    2. ~adipetre

      Martina lubie, jego warto obserwowac…ale na ten moment taki transfer bylby olbrzymim ryzykiem.

      Gourcuff, zdecydowanie nie. Potencjal nie podlega dyskusji, ale on gra bardzo wysoko. Do tego dochodza te jego kontuzje, wahania formy…i nastroju.

      Moyes nie jest moim faworytem i jego dotychczasowe ruchy na rynku pokazuja…ze facet na rynku jest chyba jednak dosyc ograniczony.

      Gdyby to zalezalo ode mnie…oferte trafilaby na biurka Valencii badz Lazio.

      Odpowiedz
  13. ~Alek-Lfc

    Panie Michale. Widzę, że o Liverpoolu nie wspomni Pan już, ani zdaniem, poza nawiązaniem do Suareza. Szkoda, chyba nawet już Pan wyrzucił LFC z grona drużyn o których warto pisać, nie tylko wtedy gdy grają z najsilniejszymi. Dużo ma Pan racji, pisząc w przewodniku o prognozie dla LFC, ale bardzo bym chciał by się Pan znów pomylił.

    A o meczu warto było wspomnieć choćby przez wzgląd na kapitalną formę bramkarzy.

    Ps, Ten Pana Totenham jest już denerwujący. Każdy cele transferowy LFC, staje się ich celem,

    pozdrawiam
    ALEK

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *