Przewodnik po Premier League

Życie jest gdzie indziej. Zaczynam od tej konkluzji nie dlatego, że jako fan Tottenhamu cierpię w związku z faktem, iż najwyraźniej doszedł do niej najlepszy piłkarz zespołu Gareth Bale. Życie jest gdzie indziej, bo w Katalonii tiki-takę odświeża „Tata” Martino, a w Kastylii do głośnych ambicji i okrzyczanych talentów dokładają wreszcie cichą kompetencję Carlo Ancelottiego. O Niemczech wspominać wręcz nie wypada: wszyscy pamiętamy ostatni finał Ligi Mistrzów, który Bayern i Borussia rozstrzygnęły między sobą, a od tamtej pory do Bawarii przyszedł wszak, udoskonalać doskonałe, Pep Guardiola, w Dortmundzie zaś nie dość że nie sprzedali Lewandowskiego czy Gundogana, to sprowadzili Mchitriana i Aubameyanga, a ten ostatni występy w Bundeslidze zaczął od hat-tricku. A holenderskie PSV, gdzie Philippe Cocu wystawia drużynę rekordowo młodą, zaś jeszcze jeden rewelacyjny Belg, siedemnastoletni zaledwie Zakaria Bakkali, strzela trzy bramki w swoim drugim dopiero występie dla klubu? Niezależnie od zakupów, mnożących się w poszczególnych klubach dzięki rekordowo wysokim kontraktom telewizyjnym (samo Norwich wydało już 25 milionów, czyli tyle mniej więcej, ile przyniosą mu dochody z transmisji), niezależnie od trenerskiej karuzeli (trzech nowych trenerów w drużynach, które skończyły poprzednie rozgrywki na trzech pierwszych miejsach), wygląda na to, że zarówno w kwestii największych gwiazd, jak w kwestii taktycznej świeżości czy nawet cen biletów i intensywności kibicowskiego dopingu, musimy szukać inspiracji w innych krajach. Niechże jeszcze odejdą Suarez i Bale, a van Persie zacznie mieć kłopoty ze zdrowiem – jak tak dalej pójdzie twarzą i najdroższym piłkarzem Premier League będzie ociężały, łapiący uraz za urazem i nieprzygotowany do sezonu Wayne Rooney.

Przesadzam? Raczej zgodnie ze swoim temperamentem próbuję pozostać realistą. Rzecz w tym, że mój/nasz związek z angielską ekstraklasą nie ma z realizmem wiele wspólnego. Będziemy ją oglądać, nawet jeśli menedżerem roku okaże się Mark Hughes, najlepszym ekspertem Match of the Day – Mark Lawrenson, a najlepszym transferem – Jonjo Shelvey. Będziemy kibicować swoim, opisywać, analizować, wykłócać się (oby kulturalnie) przez najbliższych trzydzieści parę weekendów. Nawet jeśli życie jest gdzie indziej, nikt nie powiedział, że to nasze życie – ludzi, których angielska piłka przebodła w sposób ostateczny.

Nie przestaniemy więc, zwłaszcza że emocji będzie równie wiele, jak pomyłek w naszych przedsezonowych prognozach (chociaż tyle, że sędziowie będą mylić się rzadziej przy uznawaniu goli, mogąc wreszcie skorzystać z jastrzębiego oka ustawionych na stadionie kamer). Sam piszę takie prognozy po raz szósty, świadom własnych ułomności, aż zanadto ujawnianych w latach poprzednich (dwa lata temu typowałem Liverpool na wicemistrza…), i nieszczęśliwego momentu – kilkanaście dni do zamknięcia okienka transferowego, które mogą diametralnie zmienić sytuację poszczególnych drużyn; piszę jednak, by dochować tradycji, wypełnić czymś czas oczekiwania i… trochę się zabawić.

To, co najważniejsze, powiedziałem już przy okazji pierwszej po powrocie na Wyspy konferencji prasowej Jose Mourinho. Chelsea jest faworytem w wyścigu po mistrzostwo nie tyle i nie w związku z jego angażem; już pod Rafą Benitezem maszynka zaczęła się docierać, a grająca za napastnikiem trójka Hazard-Oscar-Mata nie miała sobie równych w Anglii. Mourinho nie musi się uczyć ani tego klubu, ani tej ligi, do nierównych w ofensywie Torresa i Demby Ba dołożył wracającego z wypożyczenia, rewelacyjnego w poprzednim sezonie, „drogbowatego” Lukaku, a także Schurrle; w środku pomocy, gdzie Ramires czy Mikel nie zawsze przekonywali (dla Lamparda będzie to chyba sezon przesiadania się na ławkę) przydadzą się powracający wraz z „Wyjątkowym” Essien i de Bruyne oraz sprowadzony z Vitesse Marco van Ginkel; w klubie są pieniądze na kolejne transfery – wszelkie słowa Mourinho o tytule dopiero w drugim sezonie mają nas zbałamucić, ale my zbałamucić się nie damy. To jest ten moment, Jose, zwłaszcza na tle konkurencji.

Manchester City, jak na potencjał tej drużyny, przed rokiem rozczarował. Owszem, momenty były: potrafił gromić najlepszych z intensywnością najlepszego rajdu Yayi Toure, ale potem zdarzały mu się wpadki a la Joe Hart. Nowi w Anglii menedżerowie rzadko znajdują zwycięską formułę od razu, a Manuel Pellegrini wprowadził w zespole tyle zmian, że mam wrażenie, iż to raczej on, nie Mourinho, potrzebuje czasu. Owszem, to będzie świetny sezon, owszem w Lidze Mistrzów tym razem pójdzie im lepiej, owszem nadal są tu Aguero, Silva, wspomniany Yaya Toure, a także nowi – Navas, Fernardinho, Jovetić i Negredo – ale pozostaje pytanie o defensywę, zwłaszcza że Nastasić – ostatnio jeden z najlepszych stoperów ligi – przez pierwszy miesiąc nie zagra, a wspomniany Hart rozpocznie sezon ze świadomością błędu popełnionego w meczu reprezentacji ze Szkocją. Drugie miejsce obronione, na dobry początek przygody angielskiej przygody wybitnego szkoleniowca z Chile.

Początek Davida Moyesa taki dobry nie będzie. Nie z jego winy, bynajmniej, raczej z winy ograniczeń projektu odziedziczonego po sir Aleksie. Ubiegłoroczne mistrzostwo przypisywałem (wywołując burzliwe wyładowania na forum) nie tyle potędze Czerwonych Diabłów, co słabości ich głównych rywali – jak widać z powyższego, w tym roku zdecydowanie mocniejszych. Manchester United potrzebuje zastrzyku energii w środku pola, a na rynku transferowym ponosił dotąd porażki: „nie” powiedzieli i Thiago Alcantara, i Cesc Fabregas. Nawet jeśli ostatecznie przyjdzie Fellaini, to nie okaże się wzmocnieniem o aż takiej skali, Kagawa łapał dotąd kontuzje, a Cleverley mnie przynajmniej rozczarowuje. Przyszłość i zdrowie Rooneya pozostają niewiadomą, a kolejny sezon sam van Persie ich nie pociągnie. Moyes, który po takim poprzedniku będzie pod presją nieporównywalną z żadną inną w tej lidze, początek ma wyjątkowo trudny – zarówno w związku z ciągnącymi się niemiłosiernie kontrowersjami wokół Rooneya, jak z buksowaniem w trakcie zakupów, ale także w związku z kalendarzem rozgrywek (wyjazd do Swansea, potem Chelsea u siebie, Liverpool na Anfield, a niedługo później wyjazdowe derby – wszystko na przywitanie z ligą). Właściciele i prezesi będą wprawdzie cierpliwi i pewnie liczą się z perspektywą chudszego roku po tylu latach tłustych, kibiców jednak, rozpuszczonych w epoce Fergusona, czeka za 10 miesięcy rozczarowanie.

Ostatnie miejsce w pierwszej czwórce pozostanie sprawą północnolondyńską. Rozsądek każe powiedzieć, że Tottenham straci Garetha Bale’a, czyli główny powód wiary w przeskoczenie na finiszu Kanonierów. Daleki jestem od przekonania, że istnieją „drużyny jednego piłkarza”, ale przyznaję, że zdarzają się mecze, w których jeden zawodnik potrafi zrobić różnicę decydującą. W ostatnich dwóch latach kimś takim był van Persie dla Arsenalu i MU, w ostatnim roku wiele punktów Tottenham zawdzięczał pięknym bramkom Bale’a. Villas-Boas kupował znakomicie (Soldado i Paulinho, ostatnio Capoue); ma wreszcie zawodników gotowych do gry w preferowanym ustawieniu 4-3-3, szybszych i bardziej uniwersalnych niż odchodzący Parker i Huddlestone, ale lata doświadczeń z tą drużyną każą i tym razem postawić na Arsenal. Przy całej fali krytyki, jaka spadała przez ostatnie sezony na Wengera, przy całej tej medialnej łatwiźnie wyliczania niezdobytych trofeów, konstytutywna dla jego najnowszej ekipy była wiosenna passa rozpoczęta wyjazdowym zwycięstwem nad Bayernem – nie było później w Anglii piłkarzy zdobywających punkty z podobną regularnością. Wilshere jest zdrowy, Walcott przedłużył kontrakt, o obliczu klubu stanowi kilku innych młodych Brytyjczyków, do których wypada dodać fenomenalnego Cazorlę. Jeśli w końcu za ich plecami pojawi się defensywny pomocnik z prawdziwego zdarzenia (Luiz Gustavo przeszedł koło nosa), na miejscu Kanonierów przygotowywałbym się do świętowania St. Totteringham’s Day szybciej niż w ostatniej kolejce sezonu. Bez Suareza, oczywiście, którego Liverpool nie sprzeda przecież jednemu z ligowych rywali, za to z młodziutkim Zelalemem – skądinąd kiedy Niemiec się rodził, Arsene Wenger pracował już w Arsenalu…

Tottenham więc raczej na miejscu piątym. Ech, gdyby Gareth Bale został… Gdyby został, to doczekalibyśmy się zmiany północnolondyńskiej hierarchii. Niestety, kolejne wakacje upływają nam pod znakiem godzenia się z odejściem największej gwiazdy, a przygotowania do sezonu komplikują także kontuzje środkowych obrońców. Villas-Boas wie, co robi, ale szansę na tegoroczne sukcesy roztrwonił gdzieś w trakcie poprzednich rozgrywek, gdy po kontuzji Sandro drużyna dramatycznie wytraciła impet. Gdyby była Liga Mistrzów, Bale jeszcze by nie odchodził… ale o tym już mówiłem. Gylfi Sigurdsson jako „dziesiątka”? Kilkudziesięciomeczowy sezon (liga plus Liga Europejska i pozostałe puchary) w dzikiej energii pressingu, z wysoką linią obrony? Jakoś tego nie widzę i myślę, że jeśli i ten sezon zakończy się na miejscu piątym, przyszłoroczna saga transferowa dotyczyć będzie… trenera.

Liverpool Brendana Rodgersa, który będzie dużo cierpliwszy od Tottenhamu w rozgrywaniu akcji (posiadanie piłki jako klucz), tym razem nie zakończy sezonu niżej niż rywale zza miedzy, i to niezależnie od kwestii przyszłości tyleż fantastycznego, co żenującego Suareza. Tym razem zresztą podziwiać będziemy Coutinho, i może też Sturridge’a, którzy wraz z Urugwajczykiem ratowali poprzednie rozgrywki, ale do drużyny przyszli również kolejni uciekinierzy z Hiszpanii: Iago Aspas, Ally Cissokho i Luis Alberto. Rodgers, jak AVB uczeń Mourinho, jak AVB osadził się pewnie w fotelu, ma wsparcie piłkarzy, z charyzmatycznym Gerrardem i zdrowym Lucasem na czele, udało mu się nie sprzedać Aggera, kalendarz gier ułożył się nienajgorzej – będzie okazja rozpędzić się jeszcze bez zdyskwalifikowanego za gryzienie zawodnika, który gdyby nie jeden atak szaleństwa mógł być piłkarzem roku. Oczywiście kolejny sezon z dala od Ligi Mistrzów mocno ograniczył transferowe możliwości (patrz np. porażka z Mchitrianem), ale i tak wolno mieć nadzieję, że fani Liverpoolu najgorsze mają za sobą: powrót na łono elity będzie postępował powoli, ale systematycznie.

Podobnie jak marsz w górę Swansea, która po dwóch zaledwie latach w Premier League sprowadziła na walijską ziemię rozgrywki Ligi Europejskiej. Dla klubu tak niewielkiego, o mikrym budżecie, współzarządzanego przez kibiców (co w oczach wielu z nas czyni go „klubem drugiego wyboru”), sam fakt pozostania na stanowisku jednego z gorętszych nazwisk w trenerskiej Europie, czyli Michaela Laudrupa, jest powodem do optymizmu. A jeszcze wspaniałego przed rokiem Michu uzupełni najlepszy snajper Eredivisie Wilfried Bony… Widziałem Swansea w eliminacjach do Ligi Europejskiej, grającą po ziemi, szybko, z pierwszej piłki i przy dużej wymienności pozycji – była to prawdziwa przyjemność, bodaj większa nawet niż przed rokiem.

Osierocony przez Moyesa Everton również będzie się w tym roku oglądało z przyjemnością, a to za sprawą kochającego techniczną piłkę Roberto Martineza. Tylko czy ta przyjemność przełoży się na wyniki powyżej oczekiwań, których regularnie dostarczał Szkot? O kompetencje menedżerskie niedawnego zdobywcy Pucharu Anglii po degradacji jego podopiecznych z ekstraklasy trwają spory; ja akurat zaliczałem się do obrońców Martineza, ale myślę że ze swoją filozofią gry ubiegłorocznego miejsca Evertonu raczej nie poprawi – choć kilku piłkarzy, jak Ross Barkley, z pewnością na współpracy z nim skorzysta. Zabawne, że tak mam: jak dotąd klub wyłącznie kupuje, i to kupuje dobrze (oprócz wydrenowania Wigan z Alcaraza, Roblesa i Kone, wypożyczono Deulofeu z Barcelony), a ja sobie wyobrażam, jak piłkarzom nauczonym gry bezpośredniej, ktoś zaczyna aplikować tiki-takę i… mam wątpliwości. Choćby taką, że defensywa, będąca siłą Evertonu Moyesa, stanowiła słabość Wigan Martineza. I jeszcze jedną: że Moyes osłabi Everton (Fellaini i może Baines, na celowniku MU), i że w obliczu wzmocnień bezpośrednich rywali miejsce gdzieś w okolicy ósmego okaże się akurat.

Dziewiątą pozycję w tej prowizorycznej tabeli zajmuje Southampton. Pamiętam, jak burzyłem się, kiedy ten klub zwalniał Nigela Adkinsa – była to jedna z wielu moich ubiegłorocznych pomyłek, bo zatrudnienie Mauriccio Pocchetino okazało się świetnym pomysłem. Podobnie, jak pierwsze zakupy, dokonywane przez Argentyńczyka w trakcie tych wakacji (Wanyama z Celticu, na którego nie żałowano pieniędzy, jest może przereklamowany na skutek świetnego meczu z Barceloną, ale już Lovren powinien wzmocnić niepewną chwilami defensywę). Pocchetino jest dawnym podopiecznym Marcelo Bielsy, drużyna gra nowoczesną piłkę, sztukę pressingu opanowała w stopniu jak na Anglię ponadprzeciętnym, rozsądnie się wzmacnia, ma kilka wielkich talentów (Luke Shaw, Lallana, a zwłaszcza Jay Rodriguez, dostrzeżony w końcu nawet przez Roya Hodgsona Rickie Lambert oraz rewelacyjny Schneiderlin, który po kontuzji Sandro zaczął przewodzić w ligowych statystykach wślizgów i odbiorów) – z pewnością o Świętych będę pisał częściej niż dotąd.

Pierwszą dziesiątkę zamyka West Bromwich Albion, prowadzony przez kolejnego z „chłopców” Mourinho, czyli Steve’a Clarke’a. Już przed rokiem sporo namieszali, umiejętnie i głęboko się broniąc, a potem błyskawicznie kontratakując; teraz zapewne będzie podobnie, z tą różnicą, że powróconego do Chelsea Lukaku zastąpi z przodu dobry w okresie przygotowawczym Anelka. Yacoba, Mulumbu czy Olssona również stać byłoby na grę w innych klubach, ale zostali i uprzykrzą życie niejednemu. Krótka ławka każe wróżyć mocny początek i gorszą końcówkę. Idealny środek tabeli.

Dalej mamy Fulham – klub, który nie zmienił wprawdzie trenera, ale zmienił właściciela (poprzedni, Mohamed Al-Fayed, tak naprawdę stworzył jego współczesną markę; nowy jest bogatszy, pytanie, czy nie będzie wyczyniał zdarzających się piłkarskim nuworyszom głupstw, które doprowadziły np. do upadku Blackburn, w świetle dość rozsądnych deklaracji wstępnych można chyba uchylić). Martin Jol skupuje dawnych podopiecznych z Tottenhamu i wie, co robi; komunikat „Keep calm and pass me the ball”, który jego największa gwiazda Dymitar Berbatow umieścił na T-shircie podczas jednego z meczów ubiegłorocznych wydaje się być idealnie adresowany do najnowszego nabytku, również z „kogucią” przeszłością. Czy Adel Taarabt będzie potrafił pozostać „calm”? I co z Darrenem Bentem po roku rozczarowań w Birmingham? Czy Ruiz zamiast błyszczeć od czasu do czasu, odnajdzie regularność? Z pewnością zespół nie odczuje odejścia Schwarzera: grający niegdyś w Ajaksie Sketelenburg będzie jednym z najlepszych bramkarzy tej ligi.

Gdzieś niedaleko Martina Jola widzę jego starego przyjaciela i współpracownika z czasów Tottenhamu, czyli Chrisa Hughtona. Norwich, przez wielu spisywany na straty, umocnił swój stan posiadania w Premier League, ogrywając nawet MU i Arsenal, choć niestety dobrze wypadał głównie u siebie. Gwiazd w tej drużynie nie znajdziecie, solidnego Holta, który przeszedł do Wigan, zastąpili Hooper z Celticu i van Wolfswinkel ze Sportingu Lizbona, pojawił się także przymierzany przed rokiem do Evertonu Leroy Fer, widzowie meczów angielskiej młodzieżówki zapamiętali Redmonda. Przede wszystkim jednak do zdrowia wrócili Ruddy i Turner, więc zespół będzie tracił mniej bramek. W sumie „tisze jediesz, dalsze budiesz”, ta maksyma może przyświecać Norwich Hughtona, bez fanfar i rozgłosu dając pewne utrzymanie.

Fanfary i rozgłos mamy zagwarantowane w przypadku Newcastle. Dodajmy do zdumiewającego właściciela (wyliczenie wszystkich jego wpadek z ostatnich lat zajęłoby nam połowę tego tekstu), równie zdumiewającego dyrektora sportowego Joe Kinneara, którego zatrudnienie wywołało największą bodaj burzę tych wakacji – czy to nie powód, by skreślić Sroki, zwłaszcza że w ubiegłym sezonie niemal do końca musiały się bać degradacji? W tym przypadku myślę jednak, że gorzej niż przed rokiem być po prostu nie może. Alan Pardew, jakkolwiek podminowany przez Ashleya i Kinnaera, pozostaje świetnym fachowcem, a kadra jego zespołu, naszpikowana francuskojęzycznymi gwiazdami, gwiazdkami i gwiazdeczkami (Ben Arfa, Cabaye, Sissoko, sprowadzony teraz ze zdegradowanego QPR Remy), wydaje się zbyt mocna, żeby po raz kolejny plątać się gdzieś w okolicy strefy spadkowej. Z plagą kontuzji, które komplikowały życie np. Ben Arfie i Colocciniemu, ma walczyć znakomita Faye Downey, konsultantka przygotowania fizycznego, która wypracowała sobie niemałą reputację w świecie rugby – wyguglajcie ją sobie, żeby nabrać przekonania, że piłkarze nie będą odpuszczać treningów.

A skoro padło już słowo rugby, to niedaleko jest West Ham Sama Allardyce’a. Ten nie lubi komplikować czegoś, co może być proste: skoro ma już Andy’ego Carrolla, dlaczego nie miałby sprowadzić mu do towarzystwa Stewarta Downinga, którego dośrodkowania stawały się w stawiającym na grę kombinacyjną Liverpoolu coraz bardziej niepotrzebne? Ma też nowego bramkarza, a jakże, z Hiszpanii, ma grupę ligowych wyjadaczy (Kevin Nolan!) – w sam raz na ligowe bezpieczeństwo i wiele dyskusji na temat tnących powietrze łokci.

Aston Villa zatrzymała Benteke i już samo to jest wystarczającym argumentem za utrzymaniem w lidze. Kolejny to rzadki w Premier League przypadek menedżera, który nie bał się postawić na młodych i pomimo marnych początkowo efektów wytrwał przy swoim, mając skądinąd poparcie cierpliwych kibiców. Ambitni, umotywowani chłopcy również stanęli murem za Paulem Lambertem, który oczywiście podczas tych wakacji sięgnął po następnych dwudziestolatków. Pod szkockim menedżerem odrodził się Agbonglahor, mając na drugim skrzydle kompana i rywala w postaci równie chętnie ścinającego do środka Weinmanna, dobrze grali Westwood i Delph, a przede wszystkim jeden z najbardziej niedocenianych na Wyspach bramkarzy – Brad Guzan.

I tak zostaje nam grupa zespołów walczących o utrzymanie, w której niestety wypada umieścić wszystkich beniaminków. Największe szanse na pozostanie w Premier League daję Cardiff, drugiemu w ekstraklasie klubowi z Walii, pod jeszcze jednym szkockim menedżerem i malezyjskim właścicielem. Jeśli idzie o przygotowanie fizyczne do sezonu ponoć nie mają sobie równych, jeśli chodzi o brak kompleksów wśród beniaminków – również. Malky Mackay cieszy się znakomitą reputacją nie tylko jako taktyk, ale także jako przewodnik i wychowawca młodych piłkarzy; wśród nich będzie miał m.in. kupionego na środek obrony Stevena Caulkera. Klub pobił transferowy rekord sprowadzając z Sewilli chilijskiego pitbula, Gary’ego Medela, innym pitbulem w składzie jest oczywiście wciąż głodny sukcesu Craig Bellamy. Także inne gwiazdy na walijskim firmamencie, Kim Bo-Kyung czy Andreas Cornelius, powinny dać radę w Premier League. Jeśli właściciele nie przedobrzą z budzącymi niepokój kibiców zmianami poza boiskiem – da radę cały klub.

Sunderland beniaminkiem nie jest, a z osobowością Paolo di Canio i po przyjściu Giaccheriniego teoretycznie niczego nie powinno się obawiać. Di Canio bywa jednak tyleż porywający, co nieobliczalny – szatnię potrafi zarówno porwać, jak zintegrować przeciwko sobie. Do tego dochodzi skala zmian, jakich dokonał tego lata: prawie połowa pierwszej drużyny musiała odejść (wśród nich znalazł się, niestety, świetny bramkarz Mignolet), a na jej miejsce pojawiło się tyle samo nowych zawodników, wypożyczanych lub bez kontraktów, więc zapewne niechętnie myślących o zapuszczeniu korzeni w północno-wschodniej Anglii, w dodatku głównie z zagranicy, czyli nieprzyzwyczajonych do dzikiego tempa angielskiej piłki.

Niewiarygodne przygody Stoke z Premier League dobiegają niestety końca. Trzeba było Tony’ego Pulisa i jego, ekhm, niepowtarzalnego stylu gry, by zespół z roku na rok w ekstraklasie utrzymywać, ku utrapieniu rzesz estetów i zachwytowi nielicznych freaków, podziwiających zasięg rzutów z autu Rory’ego Delapa. O punkty na Britannia Stadium było ciężko jak cholera, porównania do Wimbledonu sprzed ćwierćwiecza narzucały się same, ale wszyscy na Stoke narzekali, co najwyraźniej zaczęło uwierać zarząd klubu, który uznał, że w takim razie pora na krok w przód, zmianę stylu, i jak to często w takich sytuacjach bywa – zrobił krok wstecz. Kto jeszcze w Premier League zamierza grać w ustawieniu 4-4-2?

Kolejny beniaminek poddawany procesowi rebrandingu to Hull AFC, pardon Hull Tigers. Trenowany przez Steve’a Bruce’a, który z niejednego pieca chleb jadł, spadając i utrzymując się w Premier League, wzmocniony przez dużą grupę ligowych przeciętniaków i talentów niespełnionych, jak Tom Huddlestone, z najlepszym w epoce Championship Robertem Koreniem, wciąż ma skład za słaby na ekstraklasę. Bruce lubi grać trójką obrońców, a ja myślę, że do tego, żeby zostać w Premier League, nie wystarczyłoby ośmiu.

Crystal Palace to Ian Holloway. Media go kochają, ale miłość mediów do utrzymania nie wystarcza. W Premier League dzięki szczęśliwym play-offom, bez Zahy, który odszedł do MU, za to z Chamakhem (czy to aby wzmocnienie? – powiedzcie sami, kibice Kanonierów), z młodymi Jose Campaną i „Joniestą”, czyli Jonathanem Williamsem, nadal chcą stawiać na grę ofensywną. Lubię ich za to, boję się jak cholera ich pierwszego meczu – z Tottenhamem rzecz jasna – ale myślę, że dobry początek nie będzie oznaczał szczęśliwego zakończenia.

PS Pierwsze trzy akapity powyższego wpisu powstały dla portalu „Krótka piłka”, który siłami swoich współpracowników przygotował swój przedsezonowy „skarb kibica” Premier League. Polecam go gorąco, podobnie jak pracę zbiorową dziennikarzy „Guardiana”, i, oczywiście, zapraszam do regularnych rozmów o angielskiej piłce na blogu „Futbol jest okrutny”. Do maja trochę nam zejdzie.

35 myśli nt. „Przewodnik po Premier League

  1. ~Nie płakałem po Mourinho

    Liverpool wreszcie na właściwym miejscu. Nie sądzę też aby Moyes i Wenger przegrali z Pellegrinim. Mistrzostwo niestety dla pajaca Mourinho. Ten jak zawsze ma furę szczęścia. Chyba że Wenger zauważy, że to może być jego sezon i zacznie kupować.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Jeśli 6 miejsce jest twoim zdaniem nareszcie „właściwe” dla Liverpoolu, Pellegrini przegra rywalizację z Moyesem i Wengerem, Mourinho jest pajacem, który ma blisko 70% zwycięstw wyłącznie dzięki furze szczęścia, natomiast Wenger nie doszedł jeszcze do wniosku, że chce kogoś w tym sezonie kupić za ciężkie pieniądze, to albo jesteś jednym z tych 2 Wietnamczyków, których odnaleziono po 40 latach w miejscowych lasach, albo „za bogato” wczoraj było… Jeśli wariant drugi jest prawdziwy to podziel się proszę informacją o substancji, która powoduje takie wizje… Nie sądzę by Mourinho wygrał w tym roku ligę, ale płakać to Ty zapewne będziesz zapewne jeszcze nie raz, niekoniecznie „po”, a raczej „przez” tego trenera… I to by było na tyle.

      Odpowiedz
      1. ~Nie płakałem po Mourinho

        Uważam, że typowanie Liverpoolu na mistrza lub rezerwowanie tej drużynie pozycji na podium było grubą przesadą a widzieliśmy to w ostatnich latach w typowaniach przed rozpoczęciem sezonu. Nawet Pan Michał to zauważył i tym razem bardzo słusznie Liverpool z czołówki wyrzucił.
        Moyes to znakomity trener. W przeciwieństwie do atrakcyjnego medialnie Chilijczyka zna ligę. Dostał kontrakt na 6 lat a jego rywal z City jest tu tylko na chwilkę. Do wtopy w CL.
        Czekam na przebudzenie Wengera. Jeśli nie nastąpi to Arsenal skończy sezon za Tottenhamem. Gdyby Wenger dostrzegł słabość swoich przeciwników i docenił wagę sytuacji (odejścia Fergiego) to mógłby zająć miejsce legendy.
        Na pewno nie wskoczy na nie pajac Mourinho. Nie wiem co do tego ma procent zwycięstw. Ten człowiek niszczy futbol (notka Pana Michała z 18 sierpnia 2011), prowokuje, atakuje, wsadza palca w oko. Obleśny typ. A szczęście to miał w CL wygrywając z MU i ma teraz w lidze podczas bezkrólewia.

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          Co do Liverpoolu w takim kontekście to zgoda, bo generalnie aspiracje i możliwości tego klubu sięgać powinny znacznie wyżej, przynajmniej biorąc pod uwagę jego osiągnięcia w przeszłosci…
          . „Moyes to znakomity trener”… a o tym się niebawem przekonamy, bo chwilowo to chyba ta znakomitość zbyt wielu sukcesów na koncie to nie ma? Niebawem przekonamy się co potrafi, więc proponuję powstrzymać się z takimi osądami…
          Ja czekałem na przebudzenie Wengera 5 lat temu, w tej chwili to mam wątpliwości czy znajduje się w objęciach Morfeusza czy też dzieje się z nim coś znacznie gorszego…
          Nie wiem co opisane zachowanie ma do „niszczenia” futbolu, może się ono komuś podobać lub nie, to sprawa względna, jednak ustawiczne nazywanie go pajacem i mianem kogoś kto niszczy futbol jest chyba przynajmniej trochę nie na miejscu… Być niszczy pewien może pierwiastek romantyczny futbolu, ale on stawia na skuteczność i stąd moja wzmianka o procencie zwycięstw… Mnie te jego mind games, tactics, czy jakby tego nie nazwać się podobają i widać, że podparte są pewną wiedzą teoretyczną w tym zakresie.
          Na dzień dzisiejszy porównywanie Mourinho i Moyesa chyba nie ma sensu, bo osiągnięcia obu panów są niewspółmierne, a że Twoje negatywne nastawienie do pierwszego ze wspomnianych jest ewidentnie negatywne, więc trudno o trzeźwy osąd.
          Opinie Pana Michała są, jak sama nazwa wskazuje, jedynie opiniami, to że nie pochwala metod pracy czy zachowania Mourinho to jego święte prawo, ale to nie znaczy, że musimy przyjmować to jako prawdę objawioną, a powinniśmy raczej traktować je jako kolejny głos w sprawie i próbować wyrobić sobie na dany temat własne zdanie, a przede wszystkim myśleć. Więc myślę, że chęć pozyskania rzeszy wyznawców własnych poglądów nie była wiodącym powodem, który skłonił Pana Michała do założenia tego bloga, a chyba mniejszy błąd popełniłbym twierdząc, że jednym z tych powodów mogła być właśnie konfrontacja własnych poglądów z innymi, nierzadko odmiennymi, no i dyskusja, ale to wie już jedynie sam autor 🙂

          Odpowiedz
  2. ~markus_messner

    Prędko do meritum:
    Arsenal na czwartym i Tottenham na piątym, to decydujący i ostateczny dowód na patologiczny pesymizm Szanownego Gospodarza, tudzież dopuszczam jeszcze coś w rodzaju magicznej formułki, która stoi za tym zestawieniem, coś w rodzaju „byle nie zapeszyć”.
    O ile z sentymentu blisko mi do Wengera, to nie da się ukryć, że kadra jaką aktualnie dysponuje to nie jest kadra na miarę drużyny grającej w CL i Premier League. Trzeba graczy, Arsene; jest rdzeń na którym da się coś zbudować, bez wątpienia – Wilshere, Abou Diaby czy nawet Arteta (już odpadł) – można coś ugrać, ale na litość boską, czy któryś z nich jest w stanie zagrać 30, 40, czy 50 spotkań w sezonie?
    Arsene mówi, że on chce jakości w transferach, nie ilości. Trzeba się spieszyć i trzeba iść na kompromisy z jakością, bo teraz to odejście Gervinho wygląda na nieprzemyślany ruch, nieubezpieczony ani planem B, ani planem C.

    Odpowiedz
  3. ~darkk

    Kawał wspaniałej roboty Panie Michale 🙂 Boję się tego początku United, boję się inauguracji, której nie oglądnę.

    Swensea prezentuje się naprawdę dobrze i jeśli unikną kontuzji a Bony załapie dobry kontakt z Michu, to mam dziwne wrażenie, że mogą powalczyć o 4 lokatę.

    United przed City mimo wszystko. Vida obędzie się bez kontuzji w tym roku i będzie trzymał defensywę jak dawniej. Wierzę w przebudzenie Cleva, więcej bramek Dannego i więcej okazji dla Chicharito. A Robin niech nas ciągnie przez całą kampanię. Mistrzostwo jednak chyba dopiero za rok. Chelsea i Jose będą zbyt silne. I zejdą poniżej 20 bramek straconych w sezonie.

    Odpowiedz
  4. ~me262schwalbe

    Pamiętam, jak kiedyś pisałem, że kiedy SAF odejdzie na zasłużoną emeryturę, to Manu wyląduje na miejscach 6-8. Myślę, że istnieją szanse na taki scenariusz.

    Odpowiedz
  5. ~karol

    Świetne podsumowanie, nie zapominajmy że United zawsze słabo zaczynają ligę a kończą jak zawsze w top 4 😉 mam cichą nadzieję, że jednak będzie to 5 miejsce na rzecz Tottenhamu którego jeśli zatrzymają Bale’a to skończą na 3 miejscu. Mistrzostwo pomiędzy Chelaea a City

    Odpowiedz
  6. ~TommyGUNner

    Poczytałem na highbury.pl i tutaj przewidywania i gdyby nie dziwne zwycięstwo nad MC nie dawałbym Arsenalowi żadnych szans na TOP4. A tak nadzieja wróciła:) z tym składem pewnie do świąt Bożego narodzenia:) Więcej luzu proponuję bo Pan Michał prosił o kulturalne komentarze.

    Odpowiedz
  7. ~Figz

    Co do pierwszej czwórki (właściwie piątki) – pełna zgoda, choć liczę na niespodzianki. Jako sympatyk West Hamu, pozwolę sobie nie zgodzić się – a wręcz gorąco zaprotestować! – co do 14 miejsca tej drużyny w nadchodzących rozgrywkach. Allardyce osiągnął pewnien poziom i moim zdaniem status quo jest w tym przypadku jak najbardziej możliwy do utrzymania (10 pozycja w PL). Można nawet po cichu liczyć na progres, bo w ataku sytuacja jest dobra (Carroll, Noble, Jarvis i Nolan), a kulejąca defensywa została wzmocniona Ratą i Diarrą. Zobaczymy…

    Odpowiedz
  8. ~adipetre

    Hmm…irytujace mnie ta obecna juz tu zreszta od dawna tendencja, kazdy zespol ktory proponuje cos innego (czyli kulturalnego-soton&swansea) jest oceniany przychylniej, lagdniej.
    Druga sprawa to kwestia calej ligi…z liga na pewno nie jest idealnie ale czy niemcy badz hiszpanie nie maja juz powodow by czegos zazdroscic anglikom? Takie jednokierunkowe myslenie, przedstawia pan sytuacje n wyspach gorzej niz ona faktycznie sie ma.

    Co do.spurs,wiadome bylo ze innej pozycji w powyzszej prognozie nie zajma. Nie rozumiem dlaczego z tottenhamem ma sie dziac zle/gorzej bez bale’a niz z nim. Pieniadze za modricia zainwestowano w transfery dembele, dempseya i.llorisa. Andre dzisiaj ma bardzo silna pozycje, zaufanie w klubie, taka sile i zaufanie ktorej nigdy nie mial harry i wlasnie stad sie bierze ta aktywnosc.

    Odpowiedz
    1. ~Nie płakałem po Mourinho

      Hiszpanie zazdroszczą Anglikom Bale’a. Właściwie to jeden Hiszpan. Reszta puka się w czoło.
      Nie sądzę aby Niemcy czegokolwiek zazdrościli Anglikom. Ich model futbolu z pełnymi, żyjącymi trybunami może być wzorem dla każdego kraju.

      Odpowiedz
  9. ~KrólJulian

    Raczej na miejscu 5? Piąte miejsce należałoby odbierać jako klęskę, niezależnie od tego czy GB zostanie czy też nie, bo zakupu takich graczy jak w tym roku to na WHL dawno nie było i zastanawiam się czy wydawane są już pieniądze z przyszłego transferu Balea, czy też Levy sięgnął głęboko do portfela, o którego istnieniu już dawno zapomniał? W tym roku celem musi być walka o mistrzostwo, no bo jeśli nie teraz to kiedy? Gareth jeszcze nie odszedł, poza tym okienko transferowe jeszcze nie jest zamknięte i mówi się głośno o zakupie kolejnych topowych graczy, więc kto jest jeszcze potrzebny, by otwartym tekstem napisać o mistrzowskich aspiracjach, Messi, CR? Tegoroczne zakupy mają na celu obronę pozycji sprzed roku? Rozumiem asekuranctwo, szacunek do rywala, potrzebę zdjęcia presji, itd., ale w rozsądnych granicach, bo tak to zazwyczaj już jest, że jeśli planuje się zajęcie 5 miejsca to kończy się na 6-8, a nie np. na 2…
    Podobny ton przebija się w wypowiedziach kibiców MU z poprzedniego postu. Miejsce poza 3ką w kontekście MU, a niby dlaczego? Przyszedł nowy, podobno świetny trener, doszedł nowy gracz i kilku utalentowanych młodych młodych zawodników i nagle wszyscy zapomnieli o mistrzowskich aspiracjach? Powiedzmy, a raczej napiszmy, to sobie wyraźnie-MU jest obrońcą tytułu i głównym kandydatem do zdobycia mistrzostwa w tym roku i jak co roku każdy inny wynik będzie rozczarowaniem, a miejsce poza 3ką w przypadku tej ekipy byłoby prawdziwą katastrofą. Choć warto w tym miejscu przypomnieć, że zmiany trenerów w MU miały kiedyś nawet poważniejsze konsekwencje niż wypadnięcie z 3ki?
    Obawiam się, że faworyzowanie CFC w wyścigu o mistrzostwo i stawianie ich na 1 miejscu z uwagi na stabilizację składu i osobę Mourinho jest nieco przeszacowane, przynajmniej w tym sezonie. W przyszłym czy w kolejnych to być może, ale do tego czasu wiele może się zmienić. W tym sezonie będziemy pasjonować się walką 2 Manchesterów i Kogutów o pierwszą lokatę, powiedziało się A, trzeba powiedzieć B.
    Reasumując, miejsce Kogutów poza 3ką=AVB out, zaś w miejsce MU poza 3ką po prostu nie wierzą, nawet z Moyesem na ławce…

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Również dziwię się temu niedocenianu United. Skład jest mocniejszy niż przed rokiem, niewiele ale zawsze. Zaha to przecież nie jest kompletny no name, a gracz który może sporo namieszać, wciąż nie ułożony, ale to typ zawodnika który robi sporo wiatru i rozrywa defensywę rywali. Do składu puka dwóch świetnych juniorów. Jedyny problem moim zdaniem to kwestia Rooneya i narazie brak transferów.

      Moyes to też nie jest przecież przypadkowy trener , przeciętnym Evertonem notował raczej bardzo dobre jak na posiadany budżet wyniki, dlaczego zakładamy że w United nie poradzi sobie? Ma wsparcie SAFa, zarządu, starszyzny (Rio stoi za nim murem), Giggs jest w sztabie, swojak Phil „asystentuje”.

      A przecież David mówi, ze pracuje nad transferami i myślę, że do końca okienka jeszcze ktoś nowy się na OT pojawi.

      Odpowiedz
      1. ~Klemson

        Pełna zgoda Panowie, jeśli mecz ze Swensea miał być sprawdzianem aktualnych możliwości MU i podstawą to prognozowania kandydatów do walki o mistrzostwo w tym roku, to dla mnie zespół Moyesa przewodzi tej stawce, a solidna, spokojna gra, przetrzymanie naporu i wypunktowanie rywala jest czymś co znamy od lat… Ot i całe MU.

        Odpowiedz
        1. Della

          I sometimes get the feeling people have no sense of logic anymore and only look at one single factor, and forget about everything around it. has everyone forgot about ovtpiopulaeron? this is the very reason why there is no cure for cancer and aids.

          Odpowiedz
  10. ~erictheking87

    Panie Michale!

    Widzę, że po tym jak w zeszłym roku bezwzględnie spuszczał Pan Southampton w przedsezonowej prognozie (oj pamiętam, pamiętam i łatwo nie zapomnę! ;D), w tym roku jesteśmy na przeciwnym biegunie 😀
    Muszę przyznać, że totalnie zaskoczył mnie Pan miejscem tego klubu na 9 pozycji.
    Osobiście prognozuję miejsce 12 +/-1.

    Southampton ma potencjał (kibice, stadion, doskonała akademia), ale nawet ja jestem zaskoczony tym jak sobie poczynają na rynku transferowym (od czasu przejęcia przez Liebherra) i jak markowe nazwiska i ciekawe transfery przeprowadzają (i za jakie pieniądze!).
    Jednak najważniejsza batalia została wygrana dużo wcześniej – Nicola Cortese pozostał chairmanem i udało mu się stoczyć zwycięski bój o przyszłość klubu, która w pewnym momencie stanęła pod znakiem zapytania (warto wspomnieć o tym, że Pochettino publicznie stanął murem za swoim przełożonym) – jednak na następcach Markusa Liebherra wymusił wspieranie klubu zgodnie z zamysłem i planami śp. prezesa.

    Największym problemem będzie ustabilizowanie defensywy. Przyjście Pochettino i Boruca bardzo dobrze wpłynęło na spokój w tylnej linii, przypuszczam, że Loveren, który jakiś czas temu był uważany za wielki talent, może dodać potrzebnej jakości na środku tej formacji – Clyne i Fox/Shaw gwarantują wysoki poziom na jej bokach.

    Święci mają bardzo mocną pakę (mocniejszą nawet niż na początku lat 2000), w każdej formacji posiadając graczy klasowych i jeśli nie dadzą się ograbić przed końcem okienka transferowego, wtedy nawet jego wysokość Jose M. będzie miał nad czym myśleć przed spotkaniem z Southamptonem.

    Odpowiedz
    1. ~erictheking87

      Aha, Panie Michale…

      I Mauricio Pochettino… nie Pocchetino 😉

      A swoją drogą dużym wzmocnieniem dla klubu byłoby, gdyby gość wreszcie nauczył się mówić płynnie po angielsku.

      Odpowiedz
    2. Clarinda

      Hello my loved one! I want to say that this article is amizgna, great written and include almost all vital infos. I would like to peer extra posts like this.

      Odpowiedz
    3. http://www.hayleyandadam.info/

      ewt sigara içmek ölüme gitmek demek. benim tanıdığımçoÄŸu kiÅŸi içioo ben netten gösterdiÄŸim resimlerii gördüklerindeee aman ya zaten ölcez diolar ama öle deill sigaraa acı çekerek ölmenize sebep oluu o yüzden ben yemin ederim ki hayatım boyunca aÄŸzıma bile almicam sevgi ve saygılarımla…

      Odpowiedz
    4. http://www.funkycrewof82.com/

      Ich wężyki pewnie jeszcze nigdy (poza pediatrÄ…) oglÄ…dane nie byÅ‚y, wiÄ™c za bardzo zagadać nie potrafiÄ…, zareklamować. Widać też, że inteligencja siÄ™ zsumowaÅ‚a – bo jakby tak każdy zapytaÅ‚ z perspektywy swoich IQ 20 ? MyÅ›lÄ™, że jakbyÅ› odpowiedziaÅ‚a “tak”, to zamiast wężyka zobaczyÅ‚abyÅ› jak rechoczÄ…c szturchajÄ… siÄ™ Å‚okciami, odchodzÄ…c…

      Odpowiedz
  11. ~alasz

    Wynik robi wrażenie, ale niestety nie oglądałem MU. Widziałem tylko LFC (czerwoni zaczęli z wysokiego c, ale z biegiem czasu było coraz słabiej, gdyby nie walters byłby remis) i pierwsza połowę Arsnealu (początek dobry a potem tylko gorzej).

    Podziel sie ktoś wrażeniem z gry MU, czy wynik oddaje mecz? Swansea zawsze ogrywaliśmy poza tym nieszczęsnym remisem rok temu na ich stadionie, wiec w sumie rywal nam leży, ale obawy przed meczem były spore.

    Odpowiedz
    1. ~Walu

      Typowe United, przez cały mecz grali tak sobie, Swansea prowadziła grę i grała na prawdę dobrze, a i tak wygrali mecz w cuglach. Nawet bez wzmocnień są dla mnie głównym faworytem do mistrzostwa, a jeśli jeszcze dokupią kogoś do środka (Modric/Marchisio/Vidal/Xabi Alonso/Fellaini) to będą mieli kompletny zespół.

      Odpowiedz
      1. ~KacperG

        Nie dajmy się ponieść emocjom, wynik jednak lepszy niż gra. United wykorzystało świetnie swoje sytuacje (nie wszystkie, kilkukrotnie można było zauważyć nerwowość pod bramką). Generalnie gra w ataku wyglądała dobrze, powiedziałbym, że lepiej niż w zeszłym sezonie ale może widzę co chce widzieć… Na plus na pewno atak, Welbeck był znów bardzo przydatny, RVP genialny, Rooney nie wyglądał na zachwyconego ale zaliczył dobre pół godziny. Giggs miał dużo strat, raczej słaby punkt zespołu, ale w najważniejszej chwili wykonał to świetne podanie. Carrick grał swoje, Cleverley absolutnie tragiczny występ, bardzo dużo fauli, mało przydatny zarówno w defensywie i ofensywie.
        Bardzo mi sie spodobało, że po strzelonych bramkach nie cofneliśmy sie tylko spokojnie rozgrywaliśmy piłkę. Wychodzenie spod pressingu to nadal bardzo słaba strona MU, do czasu gdy Swansea było „świeże” nie istnieliśmy na boisku. Zupełny brak pomysłu, jak odebrać piłkę. Później, gdy nieco opadli z sił a RVP i Welbeck strzelili w sumie można powiedzieć, że kontrolowaliśmy spotkanie. Defensywa dobrze. Kondycyjnie wyglądaliśmy również lepiej, niż na początku poprzedniego sezonu. Jak tylko wróci Rafael to o obronę również nie będę się martwił, dziś Vidic i Evra (Moyes nauczył go dośrodkowywać?) bardzo dobrze.
        Jeśli chodzi o Moyesa to bardzo mi się podobał zarówno dobór składu, jak i zmiany. Roo za zmęczonego Giggsa (to jak sobie z tym poradził Moyes również na plus), pod koniec bardzo dobrą zmiane dał Anderson. Bardzo profesjonalnie, zero nerwowości.
        Swansea to bardzo dobry zespół, w pojedynczych pojedynkach mogą rzucić wyzwanie każdemu w lidze.
        Zgadzam się z Walu- United w obecnej chwili jest 2 transfery (DM i jeden bardziej kreatywny pomocnik) od posiadania bardzo dobrej drużyny. Moyes to wie, ale wątpie żeby w tym okienku mu się udało takich graczy sprowadzić. Wynik jest imponujący a należy pamiętać, że ani minuty nie zagrali: Rafael, Nani, Kagawa i Hernandez.

        Odpowiedz
    2. ~Stefan

      Początek meczu to piękna kombinacyjna gra Swansea, 69% posiadania piłki i przyglądające się temu ospałe United, które pomimo tego stwarzało więcej zagrożenia pod bramką. Potem dwie szybkie bramki – pierwsza geniusz Giggsa/RVP, druga nieco szczęśliwa. Od tego momentu mecz się wyrównał.

      Generalnie gdybym nie wiedział, że Ferguson odszedł na emeryturę to z przebiegu meczu bym tego nie wydedukował.

      Cieszy forma strzelecka Welbecka, może w końcu ten chłopak zacznie trochę strzelać. Szkoda, że przy 3:0 nie dostał minut Kagawa, ani Zaha.

      Odpowiedz
      1. ~alasz

        Ja mam nadzieje że dalej główna siłą tej drużyny będzie gra bezpośrednia. Trzeba urozmaicić, byc bardziej elastycznym, ale MU to MU, pewien styl mnie porwał i w czymś sie zakochałem.

        Oglądałem Bayern z Borussia i Guardiola cofa w rozwoju ta ekipę. Po co oni klepią te bezcelowe podania w środku pola, skoro grali efektywniej będąc bardziej bezpośrednim? Dortmund był o klasę lepszy, a zagrał pewnie dwa razy mniej podań. Niekiedy trzeba przytrzymać, ale posiadanie piłki samo w sobie nie jest celem.

        W czasach rywalizacji MU-Arsenal preferowałem gre MU, byłoby mi ciężko ogladac MU grające bez wykorzystania skrzydeł (choć mamy marne skrzydła), klepiące sobie w środku.

        Futbol cyklami sie toczy, wszelkie znaki na ziemi i niebie pokazują że czas tiki-taki mija (zarówno piłka klubowa jak i reprezentacyjna [zarówno bayern jak i Brazylia rozjechały ta tiki-take]) a wygrywa z nią piłka szybka, bezpośrednia, z graczami nie tylko świetnymi technicznie ale fizycznie. Nie należy gonić konkurencji kopiując jej rozwiązania, trzeba wymyślić swoje, jeszcze lepsze.

        Odpowiedz
        1. ~erictheking87

          Zwycięstwo drużyny zapewniła indywidualna klasa zawodników (o czym w sumie mówił M.Laudrup). Niestety jako drużyna, wyglądaliśmy trochę jak zbieranina.

          Cleverley kiepski występ zanotował – ale też pomysł Moyesa żeby grał tak głęboko (głębiej niż Carrick czasami [sic!]), zupełnie pozbawił go jego atutów. Chłopak >>musi<< grać wyżej.

          Zastanawia mnie wystawienie Jones'a na prawej obronie zamiast Fabio. Moyes mógłby dać mu szansę – Jones jest co prawda lepszy w obronie, ale szkoda, żeby Fabio się marnował na ławie. Szczególnie kiedy Rafa jest kontuzjowany.

          Odpowiedz
  12. ~piotrekk

    Manchester City pod Pellegrinim będzie grał naprawde ciekawą piłke . Na transfery wydano dużo , ale są celne i własciwe . Jeśli ktoś czeka na techniczną piłkę to na pewno bedzie zadowolony , jestem fanem Chilijczyka od czasów Villarealu. W premiership jest nowy , ale w Europie będą 100% lepsi. Szkoda .że w Realu są wiecznie niecierpliwi . Jeszcze tak na marginesie o Paulihnio , wydaje mi się , ze ten zawodnik jest za słaby na wyspy i sie nie sprawdzi

    Odpowiedz
      1. ~Klemson

        Essien też był za słaby na polską ligę…to że taki gracz nie sprawdził w ŁKSie jest najlepszym dowodem na to że to klasowy gracz…

        Odpowiedz
    1. ~piotrekk

      Skoro AVB go ściągnął to pewnie będzie grał , ale jakości zespołu nie podniesie . W finale Pucharu Konfederacji nie zrobił ani jednego wślizgu , słabo gra głową , tracił większość piłek i pare razy miał problemy przyjęciem i opanowaniem piłki , całą grę brał na siebie Gustavo . Czy taki piłkarz będzie wzmocnieniem w walce o Ligę Mistrzów ?. Sandro jest o niebo lepszy od niego, lepiej o jego szybki powrót do zdrowia i dyspozycji modli się AVB bo będzie to jego pierwszy drugi i ostatni sezon .

      Odpowiedz
  13. ~fach

    ja na tę chwilę jestem mądrzejszy o kilka meczów i śmiem twierdzić że lige wygra drużyna która będzie mieć najlepszą dziewiątkę a więc moim skromnym zdaniem powinien to być United z RvP na czele , Chelsea ? z Toresem ? nie sądzę by ten zawodnik strzelił choćby 10 bramek jedyna nadzieja ze Demba Ba wystrzeli lub Lukaku ,Arsenal z Giroud ?sorry to ja wole już Ślusarskiego , City nie sądzę by wogóle zatrybili jako drużyna …..

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *