Diabeł kompletnie niestraszny

Nikt się nie boi Manchesteru United. Taka prawda. Może sobie na Old Trafford przyjechać drużyna prowadzona przez kompletnie zielonego menedżera, może dać się kompletnie zdominować w ciągu pierwszych dwudziestu minut, może kilkadziesiąt sekund po zdobyciu drugiej bramki dać sobie strzelić kontaktowego gola i dalej wierzy, że jest w stanie coś tu osiągnąć.

Tak naprawdę to jest ta jedna, jedyna zmiana, związana z odejściem sir Aleksa i paroma kiepskimi wynikami MU z początku sezonu. W ostatnich tygodniach drużyna nabrała wreszcie regularności w wygrywaniu, David Moyes mówił nawet o jej wyjściu z cienia Fergusona, ale rywale mają już w tyle głowy, że mają do czynienia z ziemianami takimi jak oni. Ileż to razy braliśmy, ileż to razy brałem ja sam podobny scenariusz: klub, któremu kibicuję, obejmuje prowadzenie z Manchesterem United, robi to nawet na Old Trafford i ma nawet przewagę dwubramkową, a potem doświadcza czegoś, co staje się udziałem, bo ja wiem, pieska preriowego, który nieopatrznie zirytował bizona, a potem daremnie próbuje uratować się spod jego rozpędzonych kopyt.

Nie ma Aleksa Fergusona i nie ma stracha. Wszystko pozostałe się przecież nie różni (no, może jeszcze van Persiego dziś brakowało): piłkarze ci sami, styl gry taki sam, oparty na skrzydłach i dośrodkowaniach, dobre komendy z ławki i dobre zmiany – wyjąwszy wymuszone przesunięcie Valencii na prawą obronę. Tottenham wygrał dzięki udanym kontratakom, dzięki kapitalnej grze Adebayora i rozpaczliwej obronie (zobaczcie pysznie zielony obrazek z Chirichesem i Dawsonem), ale przecież gospodarze zrobili wszystko, żeby z nim wygrać. Od początku słaby punkt gości został zdefiniowany: niepewny w obronie Danny Rose, przed którym gra nieprzyzwyczajony raczej do wspierania bocznego obrońcy Eriksen: Valencia i Smalling przedzierali się przez słabe zasieki i dośrodkowywali bez najmniejszego trudu. Na drugim skrzydle, choć Lennon tradycyjnie okazywał się przydatny w defensywie (również niezwykle zielono, i to w jakim sektorze boiska!) i absorbował uwagę Evry, Adnan Januzaj był po prostu zbyt dobry, jak na możliwości Kyle’a Walkera. W pierwszej fazie meczu naciskani już przed własną bramką piłkarze Tottenhamu nie byli w stanie wymienić między sobą dwóch-trzech podań; w gruncie rzeczy to cud, że napędzany przez niebędącego przecież w pełni sił Wayne’a Rooneya Manchester United nie wyszedł wtedy na prowadzenie, i że tyle dośrodkowań gospodarzy (proszę spojrzeć na kolejną ilustrację) nie znalazło celu.

O szczęściu, potrzebnym w zawodzie trenera, można by napisać osobną książkę. Tim Sherwood miał go dziś co niemiara. Żaden z błędów Llorisa nie zaowocował bramką, Howard Webb nie podyktował też karnego za incydent z udziałem Francuza i Ashleya Younga: reputacja „nurka” zaszkodziła skrzydłowemu MU, bo Lloris nie miał kontaktu z piłką, a rozpędzony Young niewątpliwie o niego zawadził. Szczęściu przypisuję też fakt, że przy drugim golu Tottenhamu piłka dotarła do Eriksena po odbiciu od obrońcy i że de Gea nie zdołał jej zatrzymać, oraz że w ciągu ostatnich kilkuset sekund spotkania żadna z fantastycznych okazji MU (sam Vidić próbował trzykrotnie) nie zmieniła się w bramkę.

Oczywiście szczęściu trzeba umieć pomagać. Osobiście mogę uważać Tima Sherwooda za londyńskiego Dyzmę (w dni powszednie), albo za młodsze wydanie Harry’ego Redknappa (w niedziele i święta), ale danie szansy Adebayorowi muszę oklaskiwać. Niejasne były dla mnie losy tego piłkarza za kadencji Andre Villasa-Boasa: do momentu zwolnienia Portugalczyka z posady niewystawianie napastnika z Togo przypisywałem czynnikom obiektywnym. Najpierw wielotygodniową nieobecnością, spowodowaną śmiercią brata piłkarza i żałobą, którą klub rzecz jasna przyjmował ze zrozumieniem. Potem ogromnymi zaległościami treningowymi, a w końcu: kontuzjami, które powracający Adebayor zaczął łapać. Zagrał przecież kawałek meczu z MC, miał potem dostać szansę w Lidze Europejskiej, ale przyplątał mu się kolejny uraz. Może jestem naiwny, ale naprawdę wydawało mi się, że wcześniej po prostu nie mógł dostać szansy.

Inna sprawa, że kiedy się wreszcie pojawił na boisku, okazało się, że jest tym Adebeyorem, którego pamiętamy z najlepszych lat w Arsenalu: doskonale utrzymującym się przy piłce, niezależnie od presji rywala, świetnie współpracującym z kolegami (93 proc. celnych podań, przy kiepskiej, bodaj najsłabszej w tym sezonie średniej drużyny – 74 proc.), pracującym dla drużyny na skrzydłach, dokąd wyciągał obrońcę, a nawet z tyłu (pamiętacie, jak w końcówce pierwszej połowy gonił Rooneya aż w okolice prawego narożnika boiska?), a nade wszystko – skutecznym (dzisiejsza główka jak z podręcznika); wszystko to widać na załączonym obrazku. W alfabecie podsumowującym 2013 rok, pisanym dla Sport.pl, na „d” stworzyłem hasło „duety” – wygląda na to, że do wymienionej tam listy, obejmującej Diego Costę i Davida Villę, Sturridge’a i Suareza, Ibrahimovicia i Cavaniego, Negredo i Aguero, Llorente i Teveza, wypada dopisać kolejny, bo oczywiście znalezienie partnera w ataku uwolniło też Soldado. Hiszpan bez piłki zachowuje się fantastycznie, jego podanie do Lennona z pierwszej połowy zasługiwało na kolejną w tym sezonie asystę – szkoda, że przed bramką w Premier League nie potrafi się jeszcze odblokować i strzela wyłącznie z rzutów karnych.

Napisałem o Sherwoodzie, że w dni nieparzyste uważam go za Dyzmę. Moim zdaniem bardzo szybko z tym nowym Tottenhamem, grającym dwójką napastników i szeroko otwierającym się w środku pola, rywale nauczą sobie radzić – zwłaszcza rywale, którzy nie przeciwstawiają drużynie z White Hart Lane podobnego ustawienia i mają w drugiej linii jednoosobową przewagę. Oczywiście widzę, że Eriksen (jak Luka Modrić we wczesnej fazie Redknappa) coraz częściej schodzi z lewej strony do środka, a przy pierwszym golu zawędrował nawet na prawe skrzydło, ale widzą to również rywale. Samo uwolnienie naturalnych instynktów piłkarzy, zachęcanie ich do „wyrażania siebie” na boisku (w tym Sherwood od Redknappa nie różni się niczym), na dłuższą metę do sukcesu nie wystarczy – potrzebny jest jeszcze system, którego pod komunałami o „lwich sercach” po prostu nie dostrzegam.

Nie mówię oczywiście, że nie miałem dziś frajdy. Ale nie chcę mówić o tym zbyt głośno, bo wiem aż za dobrze, jak fatalną opinię ma w pewnych kręgach „Tygodnik Powszechny”. Nasi egzorcyści z pewnością nie byliby zachwyceni, widząc jak nikt się nie boi diabła. Nawet jeśli jest on czerwony.

 

69 myśli nt. „Diabeł kompletnie niestraszny

  1. ~michal77

    Tak, frajda niesamowita :), osłodziła aż nadto porażkę w fantasy.
    Życzę Wszystkim, i Sobie, byśmy mieli taką frajdę przez cały rok oraz , w razie potrzeby, umieli dobrze pomóc szczęściu.

    Odpowiedz
  2. ~Ron Obvious

    „w gruncie rzeczy to cud, że napędzany przez niebędącego przecież w pełni sił Wayne’a Rooneya Manchester United nie wyszedł wtedy na prowadzenie, i że tyle dośrodkowań gospodarzy (proszę spojrzeć na kolejną ilustrację) nie znalazło celu”

    Jaki tam cud, to po prostu Valencia i wszystko jasne.

    Odpowiedz
    1. Michał Okoński Autor wpisu

      No jednak: przy stanie 0:0 właśnie Smallinga wypuścił pięknym podaniem – Lloris obronił, jak to on dzisiaj, nie do końca wiedząc, co robi.

      Odpowiedz
      1. ~simek

        Tylko, że to nie było dośrodkowanie. Valencia miewa przebłyski i czasami fajnie szarpie po skrzydle, ale jakość jego dośrodkowań jest po prostu skandalicznie niska jak na taki klub, taką ligę.

        Odpowiedz
  3. ~kendo

    Tottenham wygrał mecz, którego nie miał prawa nawet zremisować. Zgadzam się z tym, że zmieniło się tyle, iż rywale po prostu przestali się bać Old Trafford i samego United. I to działa też w drugą stronę. United ma mniej wiary, bo nie ma za plecami Fergusona. Gdyby został podyktowany karniak i wpadł gol, choć z jednej akcji Januzaja, który robił wiatrak z graczy Hotspur, spokojnie by United wygrał. Ba, bez karniaka Manchester powinien kilka goli strzelić, ale tego nie zrobił. A pamiętacie o wyjściu Llorisa w 1. połowie? Wybił piłkę już za polem karnym, czy w nim? Jeśli poza, to chyba nawet czerwona kartka za to się należy, prawda?

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      nie mam pewności czy lloris wybił piłkę w polu karnym czy przed nim, ale kilka sytuacji to Koguty jeszcze w tym meczu miały i mógł się on równie dobrze zakończyć ich wyższym zwycięstwem. Takie same wątpliwości jak w przypadku LLorisa mam w odniesieniu do przyjęcie piłki ręką w polu karnym przez Smallinga-karny chyba się należał? Wczoraj opuściło MU szczęście, które sprzyjało im np. w meczu z Hull i Norwich, ale pomijając nawet kwestie szczęścia, to śmiem wątpić żeby Moyesowi udało się ogarnąć tę ekipę w tym roku-wygląda to cały czas tragicznie i jakoś brak przesłanek do stwierdzenia, że zmierza to ku lepszemu…

      Odpowiedz
      1. ~Stefan

        Chyba trochę przesadzasz, albo po prostu jako, że kibicujesz innej drużynie nie przyglądasz się wystarczająco uważnie temu co dzieje się w obozie United. Wg. mnie widać światełko w tunelu, drużyna gra składniej, dłużej utrzymuje się przy piłce, nikt nie gra za nazwisko (Ferdinand). Koniec końców United nie zagrało wczoraj gorzej od Spurs – co to to nie. Być może nieskutecznie (Rooney grał z urazem, wciąż leczy się RVP), a przecież w samej końcówce Lloris interweniował z trzy, cztery razy, przynajmniej raz wyręczali go obrońcy wybijając praktycznie z linii bramkowej. Zabrakło szczęścia, no i transfer Webba to jednak nie był dobry pomysł, mam nadzieję, że to tylko wypożyczenie;)

        Co wg. mnie bardzo ważne, Moyes zdaje się widzieć problemy które ma w United. Już dziś mówi się o Koke, Gundoganie, Morrisonie czy Vidalu. Nie wiem czy jakiegoś środkowego pomocnika uda się pozyskać zimą, jednak Ferguson przez kilka kolejnych sezonów zdawał się nie dostrzegać tego co oczywiste. United nie ma ani jednego kreatywnego środkowego pomocnika, chociaż jeden zrobiłby dużą różnicę.

        Moyes powoli coś tam buduje, szkoda tylko, że tak wolno

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          Faktem jest, że wczoraj zagrali dużo lepiej niż w ostatnich 2 spotkaniach-każdego meczu MU nie śledzę, więc się nie upieram-może i faktycznie jakieś światełko w tunelu jest, ale jeśli idzie to do przodu to w żółwim tempie. Zobaczymy kogo Moyes zakupi zimą, bo z tym składem i tą grą to o top 4 będzie ciężko, a to z kolei skutkuje wymierną stratą finansową. O wspomnianych przez Ciebie zawodnikach mówi się przynajmniej w kontekście kilku klubów, wiec zobaczymy-jeśli choć jeden z nich trafi zimą na OT to będzie sukces…
          W zasadzie o tym czy problemem MU są zawodnicy czy też raczej osoba stojąca za krótko dziś napisano:
          http://www1.skysports.com/football/news/11096/9098542/style-issues
          Pewnie racja leży gdzieś pośrodku, ale niech ten problem zostanie jakoś szybciej rozwiązany, bo tak niskiego miejsca nie zajmował NIGDY żaden zwycięzca PL. Patrząc na pozycję MU w tabeli zastanawiam się po prostu jak można spier… tyle talentu i nie wiem czy dodanie kolejnej jego porcji ugasi pożar czy raczej jeszcze bardziej go podsyci? Zobaczymy kiedy z tego tunelu wyjadą,życzę im żeby stało się to możliwie szybko i żeby to światełko nie okazało się pociągiem jadącym z naprzeciwka, bo wtedy będzie wielkie buuum…

          Odpowiedz
        2. ~Borys

          Samej końcówki nie traktowałbym jako dobry przykład czegokolwiek. To jest etap spotkania z którego Moyes nie powinien wyciągać wniosków, bo wynik był na korzyść Tottenhamu, więc wystarczyło się im skutecznie bronić żeby dowieźć go do końca. Poza tym MU grało końcówkę bez pomocników. Natomiast to co było wcześniej utwierdza tylko w przekonaniu, że system, który stosuje Moyes jest nieefektywny. Zespół nie potrafi sobie stwarzać sytuacji bramkowych (od pewnego czasu zresztą). „Co wg. mnie bardzo ważne, Moyes zdaje się widzieć problemy które ma w United.” Z tym się zgadzam, jednak czy ma wystarczający „pulling power”, żeby powalczyć o tych najlepszych? Patrząc na letnie okienko mam wątpliwości, a po sezonie może być jeszcze trudniej. Ferguson mógł sobie pozwolić na „średniaków” bo potrafił z nich wycisnąć 110%. Czasy też się zmieniają, od poprzedniego sezonu ogarnęło się City, Arsenal, Chelsea ma Mourinho, a Liverpool odnosi korzyści wynikające z dobrego zarządzania przed Rodgersa. O top 4 będzie trudno.

          Odpowiedz
          1. ~Stefan

            To jednak marka, ilu z dzisiejszych dwudziestoparo latków marzyło w dzieciństwie o grze dla Chelsea, czy City a ilu o grze dla Manchesteru United? Do tego za tą marką stoją pieniądze pozwalające licytować się praktycznie z każdym na transferowym rynku, zarówno jeśli chodzi o odstępne, jak i tygodniówki. Kapitalizacja United to blisko 3 miliardy dolarów, dla Glazerów bardziej będzie się opłacało sypnięcie nawet 300 milionów dolarów na transfery niż upadek sportowy za którym pójdzie choćby 10% spadek ceny akcji – to czysty rachunek ekonomiczny.

            Pytanie, czy Moyes znajdzie na rynku dostępnych piłkarzy, którzy z miejsca zrobią różnicę. Zimą może być o to ciężko, boję się że grzechy popełnione latem zabolą właśnie teraz.

          2. ~Klemson

            teoretycznie masz rację, ale jakoś nie wyobrażam sobie Glazerów wydających 300 mln na wzmocnienia, poza tym jest jeszcze coś takiego jak finansowe FP, może nie funkcjonuje ono jeszcze należycie, ale mam nadzieję, że respektowane będzie batem na szejów i innych Tajów szastających kasą. Glazerowie wydadzą te 300 mln pod warunkiem, że pójdą nie z ich kieszeni-są w tym nieźli, więc kto wie? Obawiam się, że zimą na wzmocnienie nie ma co liczyć, a latem Moyes sięgnie po jakieś dziwne wynalazki i wyda max 50 mln funtów-to i tak byłby szał!

  4. ~jpawl

    Każdemu się trafia taki mecz (wspomnieć Spurs – Newcastle, a specjalizuje się w nich Sunderland pozbawiający punktów Everton czy ManC w lidze czy eliminujący Chelsea z pucharu ligi) i nie warto rozpamiętywać, co by było gdyby…
    W Manchesterze dalej jest twierdza, z której bardzo ciężko wywieźć cokolwiek, tylko (chwilowo ?) zmieniła adres 😉

    Wczoraj było widać dobitnie jak braki w obronie Evertonu robią różnicę w stosunku do wyników sprzed np miesiąca – brak spokoju w tyłach, trochę pecha w I połowie (słupek i poprzeczka Mirallasa), jedno zbyt krótkie wybicie Stonesa i przez 40 minut trzeba było walczyć na Britannia z parkującym autobus w swoim polu karnym Stoke. Na szczęście wszedł Pennant, który wczoraj zbyt mocno się chyba nakręcił, bo praktycznie każde jego wejście kończyło się faulem i wymęczony punkt udało się uzyskać.

    Odpowiedz
  5. ~zliv

    Niestety na ten mecz patrzyłem po raz kolejny przez pryzmat sędziego Howarda Webba. Nie trawię go. W każdym meczy, który prowadzi, a jak podkreślili komentatorzy C+ prowadzi te najważniejsze, popełnia błędy wpływające w sposób znaczący na wyniki meczów. Jako kibic LFC wciąż nie mogę mu zapomnieć błędów z meczu z Chelsea. Nie powiem, żebym się nie cieszył, że po raz kolejny pomylił się, tym razem na niekorzyść ManU. Nie zmienia to jednak faktu, że ten gwiazdorzyna jest po prostu słaby.

    Odpowiedz
    1. ~simek

      Również nie przepadam ze Webbem(i nie ma to nic wspólnego z meczem naszej reprezentacji) – bardzo lubi się wyróżniać, często podejmuje kontrowersyjne decyzje; gdy widzę, że ma sędziować jakieś spotkanie to od razu drżę w obawie, że coś popsuje, zazwyczaj jest to uzasadniony strach…

      Odpowiedz
      1. ~Dawid Bartodziej

        Problem Webba polega na tym, że cierpi na syndrom niedowartościowanego komentatora telewizyjnego. W mniejszych meczach jest solidny, ale kiedy przypada mu w udziale komentowanie, tfu, sędziowanie ważniejszego meczu, za wszelką cenę musi pokazać, że to on jest największą gwiazdą na boisku, tfu, w dziupli. Tfu, na boisku.

        Kawał zagadka: wymień trzech polskich komentatorów cierpiących na tę samą przypadłość 🙂

        Odpowiedz
  6. ~hazz2

    Moze i Tim to Dyzma z Londynu ale i tak zjada naniadanie AVB, kt<ory tworzyl plany, systemy i projekty na lata a i tak wszyscy wiedzieli jak gra Tott. Jak Sherwood do tego czerpania ze spucizny Harrego dowali co swojego to spokojnie da rade , bo tak wychodzi na to, ze Boasovi wolno bylo wszystko a Tim mimo wygranych jest tak czy tak trenerem bez przyszlosci, kt<ory na bank wnioskow wyciagal nie bedzie

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      Kwintesencję system Boasa oraz jego wyśnioną jedenastkę widzieliśmy w meczach z MC i Liverpoolem: system 6-5 z tyłu i 0 z przodu, no a najlepsza 11stka to ta w bramce T’hamu… Może i rozwiązania Sherwooda nie są nazbyt finezyjne, ale wygrywa, a idę o zakład, że ekipa prowadzona przez boskiego AVB wczoraj poległaby z kretesem-może nawet zasłużyłby na nick porucznik Borewicz-07 zgłoś się 🙂

      Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          dziwię się tylko jak można uparcie twierdzić, że ten gość jest stawiany na piedestale po tym co pokazał z Chelsea i T’hamem, a Chelsea ma aktualnie całkiem przeciętnego trenera, ale jakoś dziwnie jestem spokojny…

          Odpowiedz
          1. ~hazz2

            Modny jest i mlody no i ma projekt na lata tylem ze jak Levy sprzedal Garetha to plan sie skonczyl i wyszlo cale przereklamowanie. A te cale pisanie o sysytemie itd to kant d…mozna rozbic bo jakos piewcy talentu Boasa ani razu nie odpowiedzieli na pytanie co to za system mial byc

    2. ~hazz2

      Aha i jeszcze jedno – Boas w zeszym sezonie nie mial absolutnie szczescia na Old Traford heh dobre dobre ale o nieporozumieniach na linii Boas,- Ade, VdV,Ekotto to wiedza wszyscy wiec nierozumiem walenia autora w zaparte. Teraz nawet Rose o tym mowi

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        trochę szkoda, że chłop na wyspach jest już spalony, bo jest kilka klubów w których chętnie bym go zobaczył jak wprowadza swój system przez lata…

        Odpowiedz
  7. ~pablo

    Vidic jest przereklamowany :). to że kiedyś kilka główek mu wpadło ( żeby nie napisać wyszło ) to już przeszłość.
    A po za tym było wczoraj kilka innych, ciekawych spotkań. Bardzom ciekaw czy Oscar z Wilianem ( i np. Fernardinho ) dowiozą tę formę do mundialu
    ( osobiście wątpię ) czy będzie jak z Messim i innymi gwiazdami Argentyny w 2010.
    To co ci goście teraz wyprawiają to esencja gry zespołowej. Hazard może być bardziej efektowny ( Belg od Brazylijczyków, co za czasy panie! ) ale tych dwóch robi dziś ogromną różnicę.
    A Mata sobie spokojnie poradzi , gdziekolwiek nie wyląduje.
    Z innej beczki : przy całej symaptii dla Solskjeara, mam nadzieję, że nie pomoże temu śmiesznemu „właścicielowi” Cardiff City, a tamtejsi kibice doczekają ( bo zasłużyli ) normalnych czasów.

    Odpowiedz
  8. ~AVE LAZIO

    Co do meritum wczorajszego „klasyka” za jakie już uważam starcia MU z Kogutami zgadzam się z Tobą ale…. primo: Januzaj dla mnie najsłabszy na boisku, pierwszy raz widziałem go przez 90 minut, jedno słowo tragedia, dwa dobre dryblingi, jedna wrzutka i jeden strzał blisko słupka tyle plusów, sama jego gra to juniorka do potęgi, bezproduktywne dryblingi, wyjazdy poza pole karne, wrzutki masakra (Valencia to samo). Chłopak nie widzi partnerów, zero odegrań z pierwszej piłki. Secundo: Moyes przez lata w Evertonie top, wczoraj straciłem dla niego szacunek jako stratega i taktyka. Przesunięcie Valencia na prawą obronę dywersja(vide druga bramka) chłop nie ma pojęcia o zachowaniu w defensywie; nie zdjęcie Januzaj już po pierwszej połowie i wpuszczenia Hernandez błąd a nawet wielbłąd jak mówi Jan Tomaszewski. Spurs super mecz.Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Ty tak serio?

      Januzaj wczoraj posłał genialną asystę przy bramce Welbecka. Przegląd pola worldclass, to już nie pierwsze takie jego podanie w tym sezonie. Miał ze dwa świetne strzały które minimalnie minęły bramkę. I w samej końcówce zaliczył jedno dogranie po tym jak wkręcił w ziemię Rose’a przy linii końcowej przy którym tylko zamieszanie w polu karnym i szczęśliwa interwencja Llorisa spowodowała, że nie padła z tego bramka. Wg. mnie był najlepszy na boisku po stronie United obok Rooneya.

      Odpowiedz
      1. ~pk

        Kilka uwag z mojej strony:
        Co do Januzaja, to faktycznie przed przerwa podejmowal sporo zlych decyzji, ale w drugiej polowie, szczegolnie po zmianie skrzydla, zaczal byc najlepszym zawodnikiem United. Takie asysty to z obecnego skladu potrafia zapewnic tylko Rooney, Giggs i czasem Carrick, Cleverley to nawet na treningu pewnie nie jest w stanie tak podac jak Januzaj do Welbecka.
        Odnosnie cofniecia Valencii do obrony – to byl bardzo czesty manewr stosowany przez Fergusona, nie jest to wymysl Moyesa. Przy pogoni wyniku to sie czasem sprawdza (zadzialalo z Hull) ale jest mega ryzykowne, bo Valencia po prostu nie jest obronca, nie ma pojecia o ustawianiu sie itd. To jest moj najwiekszy zarzut do Moyesa – granie albo Smallingiem albo Valencia na RB, jak mamy Fabio. No chyba ze jest on w tak tragicznej formie na treningach, ze Smalling jest lepszy, ale to w takim wypadku trzeba gdzies Fabio wypozyczyc/sprzedac i szukac normalnego RB, bo Rafael czesto sie kontuzjuje.
        Generalnie boki obrony MU sa tragiczne (oczywsicie jak nie gra Rafael, ten trzyma poziom jak jest zdrowy). Dziwilem sie, ze Moyes uparl sie na Bainesa, a ze potem chcial wygarnac Contreao, ale jak widze jak Evra sobie truchta spowrotem przy 1wszym golu Spurs, to sie juz nie dziwie.
        Co do samego meczu i wpisu, to zaskoczony jestem taka teza (nikt nie boi sie diablow) akurat po tym meczu, gdzie mimo ze w ostatniej fazie gry Manchester nie mial zadnego srodkowego pomocnika, to Tottenham zamiast przytrzymac pilke i wymieniac podania, to obrona czestochowy i modlimy sie, ze nic nie wpadnie. No nie wygladalo to na odwage i kontrole… Rownie dobrze moglo sie skonczyc 3-2 i raczej nikt by nie napisal, ze to niezasluzony wynik. W grze najbardziej brakowalo Rafaela – pierwszy gol to wina Smallinga a drugi Valenci… Szczegolnie tego drugiego mozna by uniknac jakby gral Brazylijczyk. No i brak bylo RVP, ale nie ze wzgledu na jego skutecznosc, tylko ze wzgledu na to jak on potrafi bic rzuty rozne. A przy tylu, to w koncu by wrzucil na glowe Welbecka czy Rooneya.
        Co do karnego to ja pretensji nie mam, nie lubie takich karnych gdzie pilka juz dawno odkopnieta przez zawodnika, nie ma on juz udzialu w akcji, a bramkarz w niego wpada i karny. Ja wiem, ze wg przepisow Webb by sie wybronil, ale zalu do niego nie mam (moze chociaz czesc osob przestane slepo mowic, jak to on sprzyja United, bo od 3 sezonow to ich krzywdzi czesciej niz wspomaga).
        Co do sezonu MU ogolnie, to ja rowniez jak Stefan widze swiatelko w tunelu, ale jest ono bardzo daleko… Paradoksalnie, po zwyciestwie z Norwich bylem bardziej pesymistyczny niz po porazce z Tottenhamem. Z Norwich gralismy jak ostatnie patalachy, bramka mega przypadkowa, i tylko de Gea i kilka blokow nas uratowaly od porazki. Z Tottenhamem, to dawno Spurs tak nie zdominowalismy. Problemem jest takze to, ze Moyes opiera zespol na skrzydlowych (nic do tego nie mam) ale nie ma takich skrzydlowych w formie (to juz gorzej). Jesli Valencia na 12 dosrodkowan w 1szej polowie ma celne jedno (to co Welbeck probowal przewrotki, gdyby nie fantazja Dannyego to i to by przeszlo nad polem karnym) to ja nie mam pytan. Dlatego jesli juz tak sie Moyes upiera grac skrzydlami, to ja zamiast kreatywnego srodkowego, to szukalbym kreatywnego skrzydlowego, zeby strzelil kilka goli i mial z 10 asyst w sezonie, bo poki co to wszyscy skrzydlowi razem tyle nie maja… Oczywiscie srodkowy jest rowniez niezbedny, ale w zadne wielkie nazwisko to ja nie wierze, bardziej licze, ze Carrick po kontuzji odzyska forme, to juz by bylo duzo. A, i jeszcze smutne jest troche, ze po cofnieciu Rooneya do pomocy dopiero zaczelismy ogladac jakies przerzuty na skrzydla, no normalnie jak Scholes. Szkoda ze Cleverley czy Carrick tak rzadko tak graja – na pewno potrafia tylko po prostu sie boja… Szkoda tez ze Wayne nie chce grac w pomocy, bo byloby to jakies rozwiazanie (przeciez tak grali koncowke sezonu co RVP wbil tego mega gola Aston Villi chyba) szczegolnie z dobra forma Welbecka i przy powrocie RVP.
        Niemniej co do zimowego okienka to nie licze na zadne transfery, nawet nie bardzo oczekuje takowych, bo z reguly koncza sie one ostrym przeplaceniem, a ci najlepsi i tak sa niedostepni. Wystarczyloby, zeby wyzdrowieli Jones, RVP, Rafal i juz byloby lepiej. Przeciez Jones w ostatnich meczach LM to byl najlepszy na boisku, z Arsenalem tez rzadzil w srodku pola. Rooney tez gra z kontuzja w zasadzie. Takze bardziej niz na spektakularny transfer licze na powroty kontuzjowanych i wtedy jest szansa na top4, bo na nic wiecej chyba nikt powazny juz nie liczy.
        PS. A najsmieszniej to by bylo, jakby krytykowany powszechnie Moyes, za to ze nie ma doswiadczenia w Europie, awansowal do LM poprzez jej wygranie 😉

        Odpowiedz
        1. ~Ron Obvious

          „A najsmieszniej to by bylo, jakby krytykowany powszechnie Moyes, za to ze nie ma doswiadczenia w Europie, awansowal do LM poprzez jej wygranie”

          Byłoby to zabawne, ale już więcej szans daje na to, że odpadnie w 1/8. Dotychczasowy bilans z Olympiakosem to 4 mecze i 4 wygrane, ale Moyes, już udowodnił w tym sezonie, że świetnie mu idzie osiąganie historycznych wyników 😉

          Odpowiedz
    2. ~KacperG

      Wczoraj Januzaj z lewej grał słabo, ale kilka akcji szarpnął i jestem pewien, że żaden ze skrzydłowych nie zagrałby lepiej od niego- warto również zwrócić uwage, że miał obok siebie Evre, który raz sie pokazuje do rozegrania, a raz nie (nie te lata). Natomiast po przesunięciu na prawo pokazał klasę. Po pierwszej połowie moża było co najwyżej ściągnąć Valencie.

      Odpowiedz
      1. ~Stefan

        O to to… też bym zdjął Valencię. W pierwszej połowie 12 dośrodkowań, ani jedne nie dotarło do celu. Był po prostu fatalny, w obronie też zagrał fatalnie – druga bramka to głównie jego wina. Starał się wybić piłkę prawą nogą mając ją przy lewej. Niesłychane, że grając od lat na tym poziomie gość ma lewą nogę tylko do podpierania się na niej

        Odpowiedz
  9. ~Borys

    Bardzo trafny wpis Michale. Statystyki są szokujące: 423 niecelne dośrodkowania (na 533 próby)- najgorszy wynik w Premier League. Jednocześnie MU jest zespołem najrzadziej grającym środkiem w całej lidze. Po połowie sezonu Moyes powinien się zastanowić, dlaczego miałby stawiać na grę skrzydłami, skoro nie jest ani atrakcyjna, ani tym bardziej skuteczna. Miałem nadzieję, że po Fergusonie zostanie zatrudniony menedżer który pójdzie właśnie w tym kierunku, niestety stało się zupełnie odwrotnie. Mam wrażenie, że Moyes skupia się na stylu gry zgodnym z tradycją klubu (chce się przypodobać kibicom? Sir Alexowi?), a tym samym strzela sobie w stopę.
    United w poprzednim sezonie nie grali lepiej niż w tym, ale mieli zdrowego Carricka, Rafaela i Van Persiego w świetnej formie, no i oczywiście rywale czuli większy „respekt”. W tej kampanii Carrick jest pod formą, Rafael nie może dograć więcej niż 3 spotkań bez wypadania na kilka tygodni, a RVP ma ciągłe problemy zdrowotne, a każda drużyna przyjeżdża na Old Trafford jak po swoje. Nie ma komu tego wózka ciągnąć, nawet mimo że Rooney dwoi się i troi zarówno w pomocy, jak i w ataku.
    Antonio Valencia zasługuje na osobny akapit, w poprzednim sezonie jego obecność w pierwszym składzie tłumaczyłem sobie „sentymentalnym” traktowaniem pewnych zawodników przez SAFa, ale dlaczego on w tym gra pierwsze skrzypce w zespole Moyes to jest dla mnie niepojęte. Gdyby piłka nożna polegała na bieganiu w prostej linii tam i z powrotem, to Valencia byłby murowanym faworytem do złotej piłki. Niestety od skrzydłowych w roku 2014 wymaga się więcej, i Antonio staje się bezużyteczny. Zarówno w ataku, jak i w obronie. Czas przyznać, że jest za słaby (podobnie jak inni skrzydłowi United oprócz Januzaja) i poszukać alternatyw. I to jest ostatni dzwonek dla Moyesa, bo TOP 4 oddala się nieubłaganie.
    Przy tych wszystkich problemach United okazuje się, że rywale nie tracą głupio punktów jak w zeszłym roku, i sezon oczywiście powinniśmy spisać na straty. Pozostałą część sezonu można śmiało poświęcić na szukanie nowych rozwiązań i stylu- może być tylko lepiej. PS. Jeśli kogoś interesuje, to linkuje dobry artykuł SkySports na temat stylu United: http://www1.skysports.com/football/news/11667/9098542?

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      przynajmniej zwiększyliśmy szansę na zapoznanie się większej ilości osób z tym artykułem:) ten Moyes przypomina mi trochę ogolonego dr. Hose’a – może z czasem nauczy stawiać się równie błyskotliwe diagnozy 🙂

      Odpowiedz
  10. ~hazz2

    A najgorsze jak Pan Michał sie przypierdzieli po ewentualnej przegranej:)bo my wygramy ale taka reakcja to mnie interesuje he
    p.s. Brak planu ?

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      …całkowity brak planu, systemu, a za sterami Dyzma, który w dodatku jest zdeklarowanym fanem Arsenalu 🙂 Bezczelność tego Dyzmy nie zna granic-OT zdobyte, teraz jedzie na ES z zamiarem zwycięstwa-chłop kompletnie nie zdaje sobie sprawy ze swoich ograniczeń i z tego, że Wengerowi należy się w tym roku jakieś trofeum za długoletnie pożycie z Arsenalem 🙂

      Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          tym razem bez zwycięstwa, ale 2 bramki bagażu w meczu z liderem PL to nie tragedia-zawsze to ni 6 czy 5… Może być tylko lepiej 🙂 Z ironią powstrzymam się do meczów wielkiego Bayernu i BVB w LM 🙂

          Odpowiedz
          1. ~airborell

            Nie przypominam sobie, aby w lidze angielskiej (a tym bardziej w pucharze) były ujemne punkty za przegraną trzema bramkami, więc nie widzę specjalnej różnicy między 0:2 a 0:5, zwłaszcza że Totthenham nie istniał na boisku.

            „Z ironią powstrzymam się do meczów wielkiego Bayernu i BVB w LM :)”

            Jakoś sobie nie przypominam, żebyś po zeszłorocznej LM był taki ironiczny.

          2. ~KrólJulian

            gdy pamięć zawodzi zawsze można wrócić do komentarzy… dzieje się dokładnie to o czym pisałem-bayernliga, nie rozumiem jak można podniecać się wyścigiem jednego konia z własnym cieniem (BVB), ale ok, różne rzeczy ludzi podniecają… Zobaczymy jak daleko zajdą Twoje ukochane ukochane ekipy w tym roku-powtórki z zeszłego roku nie będzie:)

    1. ~hazz2

      Ja pamiętam i nawet o tym wspomniałem pisząc,że w zeszłym sezonie Tott na Old Traford miał 2 x więcej szczxęścia , bo niestety Pan Michał najwyrażniej o tym zapomniał

      Odpowiedz
    2. ~Stefan

      Ale co to był za mecz, oblężenie Spurs trwało cała drugą połowę, to była ka no na da. O ile dobrze pamiętam bramkarz Spurs (chyba Friedel wtedy bronił) wyczyniał cuda, pomagały mu słupki, wybicia z linii, itd. Serio – takiego furiackiego ataku jak wtedy w drugiej połowie na OT bardzo brakuje mi w tym sezonie. Tamten mecz to była esencja piłki nożnej.

      Co nie zmienia faktu, że faktycznie AVB na OT wygrał.

      Odpowiedz
  11. ~piotrekk

    Mam jeszcze takie pytanie może ktoś się orientuje . Ezekiel Fryers nie był czasami w kadrze Manchesteru w zeszłym sezonie ?

    Odpowiedz
  12. ~hdsport

    Najlepsza transmisja w sieci tylko u Nas, najlepsza jakość oraz niezrywalna transmisja. Mecz Arsenal vs Tottenham. Zapraszamy o godz. 18:15: live-sporthd.goi.pl

    Odpowiedz
  13. ~slash

    Dead man walking.
    David Moyes ustanawia kolejny rekord. Swansea wygrywa po raz pierwszy w historii na Old Trafford.

    Odpowiedz
      1. ~me262schwalbe

        E tam od razu grose Katastrofe. Jest jeszcze wiele rekordów (gór) do zdobycia. Kibicowałem United, lepiej dla nich (i dla nas) jak grają na wielu frontach. W końcu dzięki FA Cup można zdobyć przepustkę do LE – bardzo ciekawe rozgrywki i przy okazji zdobyć trochę grosza …

        Odpowiedz
        1. ~Ron Obvious

          „Jest jeszcze wiele rekordów (gór) do zdobycia”

          Dokładnie, wkrótce David może osiągnie historyczny wynik z Grekami – pierwszą porażkę:) choć jako kibic United liczę na inny rekord – najkrócej pracującego managera United.

          Odpowiedz
          1. ~płakałem po Mourinho

            dziś gdzieś przeczytałem, że Old Trafford za Moyesa stało się twierdzą jeszcze trudniejszą do zdobycia niż to miało miejsce za czasów SAFa – tak trudno tu wygrać, że nawet gospodarzom się to nie udaje 🙂

  14. ~gold jak złoto

    cóż, Moyes ma jedna wadę, bał się zostawić na stanowisku zaufanych ludzi Fergusona, bo z całym szacunkiem ale jakie doświadczenie ma Phill Neville jako trener? A prawa ręka Davida, Steve Round? Warto wspomnieć o gonieniu króliczków latem przez Moyes’a który dał się nabrać że dostępny jest Fabregas, albo Iniesta, że z Realu odejdzie Chorwat, albo Niemiec, ale ten drugi 🙂 albo że z Romy uda się wyciągnąć Rossiego. To było przerażające z jaką nieumiejętnością działa David M.
    Złote czasy na gold trafford się skończyły, prędko nie wrócą. Nie zajęcie 4 miejsca równoznaczne będzie z ucieczką Rooneya, a kto wie kto za nim podąży? I kto wtedy będzie chciał przejść do United? Chyba tylko jakieś odpady znęcone wysoką tygodniówką albo wychowankowie będą grać….

    Odpowiedz
    1. trycytops

      Nie jestem kibicem Manchesteru United, więc dodam tylko,
      że Rossim była zainteresowana Chelsea, a wtedy „Wazza”
      mógłby się pożegnać z MU przy tzw. wymianie(Chelsea daje
      Rossiego i 20 mln. funtów za Ronneya)

      Odpowiedz
  15. ~andre

    Klub się sypie. Wartość giełdowa leci na łeb na szyję, drużyna przegrywa, widać niezadowolenie piłkarzy (Fabio 4 minuty po wejściu na boisko dostaje czerwień wtf?!), o ucieczce myślą najwięksi (Wazza i van Persie), transferów brak, a trener zaczyna wyglądać jakby pierwszy raz miał styczność z piłką nożną. Oddala się LM, a to kosmiczna strata przychodów.

    Coś się musi stać. Albo przyznajemy, że zatrudnienie Moyesa było błędem albo po raz pierwszy od niepamiętnych czasów wydajemy wielkie pieniądze i zaczynamy rewolucję w kadrze.

    Paradoksalnie: to chyba wina Fergusona (1. przez lata brak sensownych transferów 2. prośba o cierpliwość względem nowego menadżera).

    Powtórzę: coś się musi stać.

    Odpowiedz
  16. ~trycytops

    W Anglii futbol jest chyba najciekawszy, bo w Hiszpanii (jak mówi Mourinho)to rywalizacja Barcy z RMA.Tak samo jak w Niemczech.
    Tam dominuje Bayern

    Odpowiedz

Odpowiedz na „~Dawid BartodziejAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *