Osiem dni i osiem tygodni

Idąc od ogółu do szczegółu: wypłaszczenie czuba tabeli na osiem do jedenastu kolejek przed końcem rozgrywek (prowadząca Chelsea rozegrała trzy mecze więcej do Manchesteru City, nad którym ma sześciopunktową przewagę) jest dla kibiców Premier League arcyprzyjemną wiadomością, gwarantującą emocje do ostatnich minut sezonu. Arcyprzyjemną wiadomością jest kapitalna forma Davida Silvy, którego piękny gol, asysta i kilka innych cieszących oko podań pozwoliły Manchesterowi City wygrać w dziesiątkę z Hull. Arcyprzyjemną wiadomością jest kolejna porcja fochów Jose Mourinho, tak pożądanych przez osoby przekonane, że do ekscytowania się widowiskiem piłkarskim samo widowisko piłkarskie nie wystarczy.

Nieco gorszą wiadomością jest postawa sędziów, mająca wpływ na przebieg trzech z czterech najważniejszych meczów weekendu. Lee Mason pogubił się ewidentnie, może nawet nie tyle przy kartce dla Kompany’ego (choć Belg z Jelaviciem nie pozostawali sobie dłużni w tym, kto kogo wywróci), co później przy próbie zapanowania nad starciem Hart-Boyd i z niepodyktowaniem karnego za faul Fernardinho. Chris Foy być może mógł wyrzucić Bennetta za wejście w wychodzącego na czystą pozycję Ramiresa, zapewne nie musiał dawać Willianowi drugiej żółtej kartki, ale warto pamiętać, że już pierwszy faul Brazylijczyka, na el Ahmadim, był niebezpiecznie blisko usunięcia z boiska; później Foy słusznie wyrzucił Ramiresa, ale w przypadku Mourinho niepotrzebnie chyba podgrzał atmosferę najbliższych dni: jeśli wyrzucił menedżera Chelsea za to, że ten wszedł na murawę, mógł równie dobrze usunąć Paula Lamberta i połowę sztabów szkoleniowych. Zawsze, kiedy widzę podobnie żołądkującego się trenera Chelsea, myślę, że chodzi mu o coś zupełnie innego – np. o odwrócenie uwagi od pytań o łatwość, z jaką Delph wymanewrował Maticia, albo o formę Torresa – zwłaszcza kiedy porównać ją z Bentekem. Mark Clattenburg, sędziujący spotkanie MU-Liverpool, był po prostu niekonsekwentny. OK: za pierwszy faul Rafaela na Gerrardzie tylko żółta kartka, żeby nie zabijać meczu znajdującego się na wczesnym etapie, ale potem powstrzymanie się od wyrzucenia Brazylijczyka za umyślne zagranie ręką w polu karnym, było już nadmiarem uprzejmości – Clattenburg mógł zresztą pokazać Rafaelowi drugą żółtą kartkę jeszcze kilka minut później, za faul na Suarezie. Jasne, że arbiter nie chciał przejść do historii jako człowiek, który dyktuje na Old Trafford CZTERY rzuty karne przeciwko gospodarzom, ale przecież notoryczne spóźnienia zawodników gospodarzy do szybko grających gości nie były jego winą: Carrick przewrócił w polu karnym Sturridge’a dokładnie tak samo jak wcześniej Vidić.

Jako kibic Tottenhamu nie mam oczywiście powodów do zadowolenia po ostatnich ośmiu dniach, ale i tak nie chciałbym być w skórze fanów Manchesteru United. Tottenham przynajmniej podjął walkę z Arsenalem, otrząsnął się po straconym (pięknym!) golu i zdominował gości do tego stopnia, że kończyli mecz z trójką środkowych i dwoma lewymi obrońcami, a wśród dokonywanych przez Wengera zmian było jeszcze wejście defensywnego pomocnika Flaminiego. Klęska MU była równie bezapelacyjna, jak przepaść w tabeli oddzielająca drużyny Davida Moyesa i Brendana Rodgersa. Trener mistrzów Anglii (ależ dziwnie się czuję, sięgając po tę frazę w celu opisania wielkiej przeciętności) teoretycznie rzucił do boju wszystko, co miał najlepszego – Rooneya, van Persiego, Januzaja i Matę, za nimi zaś Fellainiego i Carricka – ale nic z tego nie wynikało. Niespodziewanie blady Januzaj tracił piłkę w nieudanych próbach dryblingu, na Matę, przez długie minuty błąkającego się gdzieś przy prawej linii, żal było patrzeć, podobnie jak na marnującego dobre okazje van Persiego. Rooney mówił później o koszmarze, jakim było uczestnictwo w tym spotkaniu – ale koszmarny był nie tyle wynik, co panująca w drużynie dezorganizacja. Zanotowałem sobie taki moment z pierwszej połowy, kiedy Fellaini zszedł na lewe skrzydło, gdzie niemal zderzył się z Januzajem, po czym odegrał piłkę na prawo, gdzie w jej przyjęciu przeszkodził Macie nie żaden obrońca Liverpoolu, tylko van Persie. Dlaczego wszyscy czterej znaleźli się na miejscach, które powinny zostać zajęte przez dwóch, dlaczego dwóch nie wchodziło wówczas w pole karne – „takich pytań sto”, jak śpiewał Wiesław Michnikowski w „Kabarecie Starszych Panów”.

Nie, nie będę teraz pogłębiał dyskomfortu fanów MU, ciągnąc dalej metaforykę kabaretową – zwłaszcza że zasługują na podziw za konsekwentne wspieranie swojego menedżera; menedżera, który nie potrafi przekonująco wytłumaczyć, dlaczego przegrywa. Sezon Manchesteru United – w odróżnieniu akurat od sezonu Tottenhamu – jeszcze się nie skończył, jeszcze jest mecz z Olympiakosem i nadzieja, że przynajmniej ćwierćfinał Ligi Mistrzów uda się Czerwonym Diabłom osiągnąć. Mając w tyle głowy statyczność ofensywnej czwórki MU (tylko Rooney co jakiś czas starał się szarpnąć), pozachwycam się raczej szybkością i płynnością gry Suareza, Sterlinga, a w pierwszej kolejności długo niedocenianego Sturridge’a (pamiętacie jeszcze, kibice Chelsea?). Oraz kunsztem mikrozarządzania zespołem przez Brendana Rodgersa, który tym razem swój ofensywny tercet uformował w ten sposób, że Suarez i Sturridge po staremu operowali z przodu, a Sterling zajął miejsce u szczytu „diamentu”, w który zorganizowana była druga linia Liverpoolu. Podania za plecy obrońców MU, do rozpędzających się napastników gości, przechodziły z łatwością – o tym, że Liverpool mógł mieć cztery karne już wspominałem.

Z Tottenhamem rozliczałem się dziś rano, w ogromnym wypracowaniu dla Sport.pl, i mam poczucie, że żadne z napisanych tam zdań w ciągu minionych godzin się nie zdezaktualizowało. Co się zdezaktualizowało natomiast – i zostało boleśnie wypomniane przez prasę – to słowa Andre Villas-Boasa, który niemal równo rok temu wygrał tu z Arsenalem i wspomniał coś potem o „negatywnej spirali”, na której rzekomo mieli znaleźć się Kanonierzy. Bez Özila, Walcotta, Wilshere’a, z Flaminim na ławce i z Cazorlą w słabszej formie, goście wygrali na White Hart Lane nie tyle z łatwością – bo w tym sezonie nigdy dotąd nie byli przy piłce zaledwie 41 proc. czasu i momentami musieli bronić rezultatu desperacko, zwłaszcza wówczas, gdy po dośrodkowaniach Naughtona gubił się Szczęsny – ale wygrali. Skończyło się 0:1, jak kończyło się ponad tysiąc meczów Arsenalu wcześniej, za czasów George’a Grahama, jednak bramek dla gości mogło paść więcej. Indywidualne błędy poszczególnych piłkarzy Tottenhamu wciąż są, niestety, tematem do dyskusji – w drugiej połowie kolejny raz pogubił się Vertonghen, w pierwszej Oxlade-Chamberlain z łatwością ograł Bentaleba, wyszedł sam na sam z Llorisem i spudłował – to wtedy, po błędzie młodego pomocnika gospodarzy Tim Sherwood cisnął z furią swoim bezrękawnikiem w stronę ławki rezerwowych. Panowanie nad sobą menedżera Tottenhamu również pozostaje tematem: w samej końcówce meczu dwukrotnie rzucił piłką w mającego wznowić grę Bacary’ego Sagnę, a zamieszanie, które tym gestem wywołał, pozwoliło zarobić Arsenalowi kilkadziesiąt sekund. Tematem pozostaje wreszcie styl gry: w przedmeczowym wywiadzie dla „Guardiana” Christian Eriksen mówił o tym, jak bardzo chce podczas meczu mieć piłkę i grać piłką, więc ucieszyłem się, kiedy ogłoszono skład Tottenhamu, sądząc, że Duńczyk zajmie miejsce za plecami Adebayora i będzie w centrum akcji ofensywnych gospodarzy. Nic z tego: za Adebayorem biegał Chadli, Eriksen znów pozostawał bliżej lewej flanki, a głównym pomysłem na dostarczenie piłki do napastnika były długaśne podania, przerywające co jakiś czas niegroźne z perspektywy gości rozgrywanie piłki na własnej połowie. Braku serca do walki odmówić Tottenhamowi nie możemy, kreatywności niestety – jak najbardziej.

„Miało być tak pięknie i tak się wszystko popsuło” – jeszcze raz zacytuję Witkacowskiego Jęzorego Pasiukowskiego. Po tych ośmiu dniach, z pewnością nienajlepszych w życiu kibica Tottenhamu, będzie o czym rozmyślać przez następnych osiem tygodni. Dzięki Bogu to tylko osiem tygodni – żeby sparafrazować jeden z klasycznych cytatów Nicka Hornby’ego, „w tym sezonie Tottenham zaprzepaścił wszystkie szanse na grę w Lidze Mistrzów w połowie marca, nieco później niż zwykle”. Szanse na mistrzostwo Anglii mają wciąż cztery drużyny – że znajdą się wśród nich Arsenal i Liverpool, w pierwszych dniach sezonu nikt się nie spodziewał.

36 myśli nt. „Osiem dni i osiem tygodni

  1. ~Ron Obvious

    „Dlaczego wszyscy czterej znaleźli się na miejscach, które powinny zostać zajęte przez dwóch, dlaczego dwóch nie wchodziło wówczas w pole karne ?”

    Odpowiedzi nasuwają się dwie
    1. albo Gapcio taki miał plan na grę więc posłuchali tych niedorzeczności 2. albo Gapcio nakazał im grać inaczej, ale nie ma żadnego autorytetu i panowie piłkarze mają gdzieś gapciowe wytyczne, tak czy owak nie świadczy to najlepiej o Gapciu.

    Gratulacje dla scousers, oni mają fachowca na ławce, to i wyniki mają.

    Odpowiedz
  2. ~janbezziemi

    Jak na gościa, który lubi podkreślać swój obsesyjny obiektywizm, to zapomniał Pan napisać o przynajmniej jednej decyzji sędziego niesprawiedliwej wobec MU.

    Odpowiedz
    1. ~janusz

      a mnie się właśnie wydaje, że autor jakoś tak tego obiektywizmu nie podkreśla i się nie stara o niego za bardzo.

      Odpowiedz
  3. ~mediafight

    ‚We play shit but we still beat you’.

    Nerwy, nerwy w tych derbach, do ostatnich chwil nerwy.
    Nie rozumiem czemu pozwolono Kogutom grać swoje, ale nie sądzę by było to dziełem przypadku.

    Kościelny zagrał mecz wybitny, defensywa dyrygowana przez Franzuza śmigała jak ta lala.
    I mimo ze nie to był najlepszy mecz Kanonierow, to wynik cieszy.

    Zadne zmartwychwstanie The Spurs było w tym spotkaniu niewskazane:)

    Odpowiedz
  4. ~batt18les

    Nie zeby mialo to wplyw na to kto zgarnie 3 pkty w meczu MU-Liverpool, ale faulu Vidica w polu karnym nie widzialem. Sturridge pieknie, realistycznie zanurzyl i sie udalo. Dobrze ze przynajmniej od Serba swoje Anglik wysluchal.

    „Z Cazorlą w slabszej formie”… to okreslenie pasuje do Hiszpana w kontekscie calego sezonu a nie dzisiejszego meczu. Skrzat gra lipe caly sezon i kwiatki co miesiac-dwa (ostatnio z Evertonem dobrze zagral, a wczesniej kiedy? nie pamietam). Duzo wiekszy brak Kanonierom Ramseya i to sie tez tyczy nie tylko tego meczu.

    Kiedy Walcott wylatywalk do konca sezonu, mialem jeszcze nadzieje. Przeciagajaca sie do 3 tygodni przerwa Walijczyka wychodzi tej druzynie bokiem. Teraz doszedl (w sensie odpadl z kregu dostepnych) Ozil. Z CFC nie bedzie ani jednego, ani drugiego. Z City moze byc podobnie. W tych warunkach bedzie strasznie ciezko o pozytywne wyniki w tych meczach. Dla neutralnych fanow sezon-gratka. Mnie kazda kolejka wyniszcza. Szczegolnie w ostatnich tygodniach

    Odpowiedz
    1. ~Ruta

      Dokładnie, Ramsey ze swoją energią i bieganiem za trzech to są teraz płuca Arsenalu. Ani Wilshere , ani Arteta czy Cazorla nie potrafią tak zagrać. Wczoraj oddali środek pola, większość drugich piłek padała łupem pomocników gospodarzy. Na szczęście brak kreatywności Totenhamu , przy mocno zagęszczonym przedpolu bramkowym pozwolił dowieść wynik. Żeby Szczesny się nie wygłupił przy wrzutkach to sytuacje Spurs można by generalnie pomijać milczeniem.
      Patrzę na ten skład i coraz bardziej widać brak w nim atletów, niekoniecznie czystej siły ale również wytrzymałości i wybiegania. Ten Arsenal technicznie nie ustępuje City a taktycznie nie jest gorszy od Chelsea, niestety fizycznie daleko im do tych ekip. Bez Walcotta brak szybkości z przodu , ograniczenia Giroud wszyscy znają; bez Ramseya brak jest mobilności również w pomocy. Trzeba się cieszyć, że jest Ox i Rosickiemu starcza pary na 60 minut. A z Ox’a to Wenger jednak zrobi drugiego Ramseya 🙂

      Odpowiedz
  5. ~lastiel

    ” Carrick przewrócił w polu karnym Sturridge’a dokładnie tak samo jak wcześniej Vidić.” Moim zdaniem w tym zdaniu wkradł się mały błąd ponieważ Carrick faulował Sturridga, natomiast kontaktu między Vidiciem a tymże nie było, przez co karny, jak i kartka niezasłużona.
    Ale nie o tym chciałem, pytanie mam do znawców przepisów, bo nie wiem czy coś się zmieniło od czasów kiedy czynnie broniłem. Czy w przypadku kiedy bramkarz próbując piąstkować mija się z piłką i nokautuje strzelającego, sędzia nie powinien wskazać na wapno i wyrzucić bramkarza? Bo już któryś raz widzę taką sytuację na angielskich boiskach, wczoraj Mignolet kontra Vidic, w zeszłym roku tego sezonu Cech kontra Vidic. Dla mnie sytuacja jest jasna, albo przy próbie piąstkowania wylatuje piłka albo bramkarz ( w przypadku kontaktu).

    Odpowiedz
    1. ~Ron Obvious

      Jeszcze z Realem rok temu Vidic dostał dzwon od bramkarza a sędzia nic.

      Dla mnie to wygląda tak samo jak atak nogą na wysokości głowy i kop ową głowę, a z dziwnych powodów sędziowie nigdy tego nie gwiżdżą.

      Odpowiedz
      1. ~lastiel

        Myślałem, że coś się po prostu zmieniło w przepisach, bo np. zmianę przepisów o ochronie bramkarza w polu 5 metrów przespałem o dobre kilka lat. O jej braku w zasadzie dowiedziałem się przy okazji meczu Man City – Barcleona, w sytuacji w których Valdes prawie zabił się o Negredo (nie skaczącego do piłki i będącego poza polem 5 metrów, co nawet w świetle starych przepsiów, nie kwalifikowało się jako faul), a potem o któregoś ze swoich obrońców, a sędzia odgwizdał 2 faule z kapelusza.

        A z tym piąstkowaniem bramkarzy w głowę przeciwników, najdziwniejsze nie jest to, że sędziowie tego nie gwiżdżą, ale to, że ani dziennikarze (vide. wpisy wyżej), ani komentatorzy podczas meczu, ani inni eksperci tego nie wyłapują, nie zauważają ani nie zwracają uwagi na ten problem. MotD nie oglądałem, ale śmiem twierdzić, że chyba ten temat nie został tam poruszony, jako krzywdząca decyzja sędziego, która mogła odmienić losy meczu, ani tym bardziej jako brutalna interwencja, która mogła się skończyć poważna kontuzją ( sam miałem kilka takich nieudanych interwencji w życiu, co prawda na dużo niższym poziomie rozgrywek, ale to się nigdy dobrze nie kończyło i na długo zostawało w pamięci.)

        Odpowiedz
  6. ~Papa Gienio

    „że znajdą się wśród nich Arsenal i Liverpool, w pierwszych dniach sezonu nikt się nie spodziewał.”
    Spodziewał się, spodziewał. Mój kumpel z pracy, stary kibic United (kibicował MU jeszcze zanim Ferguson dostał tam robotę) powiedział mi (kibicowi LFC) jeszcze w sierpniu, że Liverpool ma chyba największe szanse na tytuł, bo:
    – United po erze Fergusona będzie miał 3 – 4 lata dołowania,
    – City i Chelsea zmieniły trenerów wiec mogą mieć problemy,
    – Totenham nakupił tyle, że nie będą wiedzieli co z tym zrobić i szybko zatęsknią za Bale,
    – Arsenal jak to Arsenal – dużo hałasu o nic.
    Wtedy go wyśmiałem, bo uważałem, że potrzebujemy jeszcze roku lub dwóch by wrócić na swoje miejsce… Ale czyż piłka nie jest piękna?

    Odpowiedz
  7. ~Pablo

    A co ma powiedzieć kibic Newcastle United ? Bez komentarza. Derby Londynu w drugiej połowie ( dzięki Spursom )były naprawdę porywające. Szczęsny ma więcej ( nomen omen ) szczęścia niż rozumu. Adebayor się dwoił ale faktycznie brakło kreatywności / dobrego playmakera? Szkoda mi Fabiańskiego. Mam nadzieję, że za parę miesięcy w nowym klubie będzie pewniakiem. Tak jak mam nadzieję, że Liverpool będzie mistrzem ( ewentualnie Arsenal lub naprawdę ostatecznie MC ). Moja żona mnie zaraz wygoni z domu za te nocne komentarze 🙂

    Odpowiedz
  8. ~cfc

    ALASZ!
    Żyjesz?! Oglądasz dalej piłkę nożną czy przerzuciłeś się np. na łyżwiarstwo? Zawsze byłeś taki mądry i pewny siebie, a teraz cisza. Co się stało? Manu już nie jest najlepszym zespołem świata? Tabela na pewno kłamie! Nie masz ochoty ponabijać się z innych? Wyjdź spod stołu i napisz nam tutaj coś mądrego. Spokojnie, Liverpool już sobie poszedł… 😀

    Odpowiedz
    1. ~płakałem po Mourinho

      a już prawie o Alaszu zapomniałem. Faktycznie mógłby się pojawić i wyjaśnić całe to zamieszanie z MU, on zawsze miał dobre źródła informacji, zlokalizowane gdzieś blisko SAFa i zarządu. Wygląda jednak na to, że to był typowy kibic sukcesu i wyjdzie spod stołu wraz z nadejściem lepszych dni dla jego ulubieńców. W tym sezonie to bym jednak na to nie liczył-w domu zaciemnienie i czarna bandera.

      Odpowiedz
  9. ~Udo Tlompke

    Odnośnie NLD, to mam podobne jak autor i Barney Ronay z Guardiana odczucia. Siedziałem wczoraj na trybunie zastanawiając się, czy przenieśliśmy się w czasie. Nudno-defensywny zespół z Highbury kontra Spurs w stylu pasja bez koncepcji…
    Tim zaś nie powinien rzucać w złości odzieniem wierzchnim, bo już wkrótce bezrobocie i trzeba będzie ograniczyć wydatki.

    Odpowiedz
  10. ~musti

    Pamiętam te wątpliwości towarzyszące transferowi Maty-czy oby Mourinho wie co robi? Okazuje się, że wiedział doskonale i zrobił świetny interes, bo Moyes to chyba nawet dla Maradony znalazłby ciekawą pozycję na boisku, na której mógłby się on czegoś nauczyć. A to co zrobił z RVP to już prawdziwy majstersztyk, mieć nawet mniej kontaktów z piłką niż obaj bramkarze-czapki z głów! Oczywiście dajmy mu więcej czasu, jest jeszcze kilka niechlubnych rekordów do pobicia, a później już będzie progres.
    „a w pierwszej kolejności długo niedocenianego Sturridge’a (pamiętacie jeszcze, kibice Chelsea?)” Istotnie jest się czym zachwycać, bo to pierwszy dobry sezon w wykonaniu tego gracza. Jeśli kolejny będzie podobny to dołączę się do chóru pochlebców, ale z czasów jego gry Chelsea pamiętam, że był nieskuteczny, egoistyczny, bezużyteczny w defensywie, nierówny, itd., choć oczywiście zdarzały się i pojedyncze dobre występy. Chelsea brakuje napastników, ale Mou zapewne postawi na kogoś o zupełnie innej charakterystyce niż Sturridge.

    Odpowiedz
    1. ~taxi_rock

      Z tym Robinem to prawdziwa zagadka. W Arsenalu słynął ze znakomitej gry z pomocnikami, świetnie współpracował z resztą, za co Wenger go bardziej chwalił niż za bramki, wielokrotnie. W United biega bez sensu po całym boisku i nic z tego nie wynika, a piłki z drugim napastnikiem wymienia przy okazji rozpoczęcia spotkania od środka boiska.

      Odpowiedz
  11. ~Tomas_h

    Jedno pytanie – KIEDY go w koncu wywala????
    Ilez jeszcze musi sie wydarzyc? Czy tak jak pisze Hansen, jeszcze 2 przegrane mecze i koniec?
    Niech odpadna z LM, niech nawet odpadna w stylu do jakiego „Evertoniak” nas przyzwyczail, ale niech to nie beda nerwy na marne…

    Glazersi, no toc zrobta cos w koncu dobrego dla tego klubu!

    Odpowiedz
    1. ~Ron Obvious

      Zwolnią go dopiero wtedy kiedy ego Fergusona wreszcie pozwoli mu się przyznać, że to była jego największa transferowa pomyłka. Coś mi się zdaje, że jego ego i jego protegowany będą dalej ten klub ciągnąć w dół, na razie za 70 milionów funtów, latem okazja kolejne funciaki wyrzucić w błoto.

      Odpowiedz
      1. ~Tomas_h

        Ron
        Więc to będzie trwało wieczność …..
        Znając ego SAF (nie bójmy się tego głośno powiedzieć) to na serio, trochę ten proces będzie trwać.

        Odpowiedz
  12. ~Tomas_h

    At any other top club, such a disastrous run of results would have cost manager his job weeks ago

    Nic ujac nic dodac….

    Odpowiedz
  13. ~Marseyciderman

    Wybaczcie ale nie mogłem się powstrzymać. Zbliżenie kamery na Fergusona, takich chwil się nie zapomina. Bezcenne uczucie.
    Pozdrawienia dla Alasza.

    Odpowiedz
      1. ~czytelnik

        zaleźć za skórę? ja tylko czytam tego bloga od kilku, nigdy z nim nie pisałem, a też chętnie bym zobaczył jego minę po meczu z liverpoolem, typ się tu rozsiadł jak na tronie ze swoimi błyskotliwymi komentarzami, poobrażał w tym czasie kogo mógł (chyba nawet włącznie z gospodarzem), a teraz zniknął, tak jak jego manchester. tyle buractwa przez tak długi czas, to każdemu normalnemu człowieku w końcu „zachodzi za skórę”…

        Odpowiedz
        1. ~cfc

          Nie ma szans żeby alasz się odezwał. Co jakiś czas próbuję go wywołać do tablicy, ale to zwykła chorągiewka była. Zawiało w stronę porażek i alasz zmienił kierunek. Teraz pewnie kibicuje Man City, albo Bayernowi, bo City już też trochę spotkań przegrał 😉 Taka postawa alasza to nagroda dla tych wszystkich, którzy mieli dość jego buractwa, czyli dla wszystkich oprócz kilku fanów MU 🙂

          Odpowiedz
          1. ~płakałem po Mourinho

            Panowie, przecież Zdzich jest starym kumplem Alasza, pamiętam jak tu sobie z dzióbków spijali i przyklaskiwali swoim mądrościom. Zdzich to taka wersja Alasz soft. Widać, że też mu kumpla na forum brakuje tak jak Alaszowi SAFa i chłopak cierpi okrutnie…

  14. ~DawidSz

    Najlepsze z Rodgersem jest to, że wszyscy wiedzą jakim składem wyjdzie Liverpool, ale nikt do końca nie wie, jakie będzie ustawienie i założenia taktyczne. Martwi jednak słaba gra zespołowa Suareza i Sturridge’a – obydwaj bardzo chcieli strzelić i wykazać się, przez co większość akcji ofensywnych kończyła się przedwcześnie. Szkoda, bo wynik mógł być wyższy i samo widowisku zyskałoby na blasku, którego trochę nie miało, ale nie brakowało mu niedokładności i chaosu. Moyes wypuścił najmocniejszy skład, z którym nie wiedział, co zrobić. Piłkarze wbiegające w miejsce dla Persiego, dublujący pozycje, przeszkadzający sobie w grze, przecież to elementarz. W obronie również nieporadnie, zawodnicy z Anfield hasali sobie po polu karnym przeciwników spokojnie i tylko brak formy SAS nie pogłębił depresji Moyesa.

    Odpowiedz
  15. ~mruz

    dokładnie nikt się nie spodziewał na początku, że Liverpool będzie walczył o tytuł. Nawet sam Brendan Rodgers stwierdził, że w tym sezonie celem jest bycie w pierwszej czwórce a dopiero w następnym będą na poważnie walczyć, tymczasem The Reds mają realną szanse na wygranie ligii. Co do Arsenalu to wszystko będzie w zasadzie wiadome po sobotnim meczu na Stamford Bridge. Jeśli Kanonierzy przegrają z Murinho to praktycznie pożegnają się z marzeniami o mistrzostwie. Widać było podczas ostatniego meczu z Tottenhamem ich słabość (szczególnie w 2 połowie gdy Suprs’i atakowali a Arsenal jedyne co robił to kopał piłkę na przód) Niby 3 punkty zdobyte ale w takim stylu nie wygrają Ligii.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *