Tylko dla dorosłych

Najsmutniejsze obrazki z dzisiejszego meczu Tottenhamu z Benficą? Nie, bynajmniej nie chodzi mi o zachowanie Younesa Kaboula, który – sądząc przynajmniej po tym, gdzie stał w początkowej fazie obu incydentów, bo nie po tym, co wydarzyło się później – był odpowiedzialny za krycie Luisao przy rzutach rożnych. I nie o incydenty przy linii bocznej między Timem Sherwoodem i Jorge Jesusem. Najgorzej zniosłem wszystkie te obrazki smutnych, na oko pięcio- czy sześcioletnich chłopców na trybunach, z lubością pokazywanych przez realizatora podczas przerw w grze. Nie płakali wprawdzie, pod czujnym okiem ojców i starszych braci zachowywali elementarną godność, ergo: przedwcześnie dorastali, zdobywali ten rodzaj wiedzy o świecie, który mógł jeszcze im zostać oszczędzony przynajmniej do momentu, w którym znajdą się w gronie starszych kolegów gdzieś za rogiem szkolnego budynku.

Nigdy nie zabiorę dzieci na Tottenham, postanawiałem sobie po raz kolejny, niech sami wybiorą sobie drużynę do kibicowania, a najlepiej zostaną przy planszówkach. Niech będą im oszczędzone te wszystkie złudzenia, że jeśli nie udało się w poprzednim, to już na pewno powiedzie się w tym sezonie, a w ostateczności w kolejnym. Niech nie próbują zrozumieć logiki działań klubowego zarządu, prezesa i dyrektora sportowego, kupujących i sprzedających piłkarzy oraz decydujących o zmianie trenerów. Niech nie inwestują nadziei w tych ostatnich – niech nie okłamują się skutecznie, że jeden czy drugi wiedział, co robi, delegując do gry albo sadzając na ławce poszczególnych piłkarzy, pracując nad tym czy innym ustawieniem, zwłaszcza mającym coś wspólnego z organizacją gry obronnej. Niech nie kupują koszulek z nazwiskami zawodników, którzy zaraz odejdą, tracąc zainteresowanie klubem, którego od Ligi Mistrzów rzeczywiście dzielą całe mile. Niech nie rozpamiętują momentów, w których wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, i niech nie próbują zrozumieć, kiedy wszystko zaczęło się psuć. Odpowiedź na to ostatnie pytanie dotyka samej istoty: popsute było zawsze, na tym właśnie polega bycie kibicem piłkarskim.

Dobra, jak słusznie wytknął mi dzisiaj ktoś z użytkowników Twittera, całą książkę o tym napisałem, więc tym razem mógłbym zmienić ton. Mój problem polega na tym, że okropnie nie lubię takich meczów. Patrzę na rywala i od pierwszych minut widzę, że jest drużyną dobrze zorganizowaną, że jej trener odrobił lekcje i wie, co to znaczy, że Tottenham postanowił wyjść w ustawieniu 4-4-2. Że opracował stałe fragmenty gry i powiedział swoim podopiecznym, że kiedy obrona Londyńczyków raz czy drugi wyjdzie wysoko, wystarczy zagrać prostopadłą piłkę pomiędzy ustawionymi zbyt daleko od siebie jej elementami. Patrzę i martwię się, że podobny fachowiec już u nas nie pracuje. Próbuję zrozumieć decyzję o wystawieniu Harry’ego Kane’a zamiast Roberto Soldado, skoro Hiszpan niedawno w końcu strzelił bramkę, a jego współpraca z Adebayorem zawsze układała się nieźle. Albo powody, dla których kiepski ostatnimi czasy Aaron Lennon gra częściej niż Andros Townsend. Próbuję dociec, jaki efekt mogła mieć tyrada Tima Sherwooda po meczu z Chelsea i jaki skutek przyniosła późniejsza pyskówka pomiędzy piłkarzami, o której wczoraj opowiedział Sandro, ba: staram się nawet nie dopuścić do siebie miażdżącej ironii Gary’ego Linekera, który chwilę po pierwszej bramce dla Benfiki napisał, że nadchodzi moment, w którym Tim Sherwood musi oprzeć się na tych, na których oprzeć się nie może. Próbuję, innymi słowy, pogodzić się z faktem, że poszukiwanie w piłce nożnej jakiejś wersji kosmiczno-matematycznego porządku, metafizycznego sensu i ładu, jaki potrafi cechować najlepsze systemy prawne, nie jest najlepszym pomysłem.

A może jestem niesprawiedliwy. Może piłkarze chcieli i starali się, tylko nie bardzo wiedzieli, jak, bo w odróżnieniu od Jorge Jesusa Tim Sherwood nie zawracał sobie głowy odrabianiem lekcji, jeżdżeniem na mecze do Lizbony czy przeglądaniem taśm. Nie znali Amorima, nie słyszeli o Markoviciu, a Luisao poznają lepiej w przyszłym roku, bo jakże często efektem podobnych przygód w tym klubie, jest zgłaszanie się w kolejnym sezonie z propozycją transferu do jednego czy drugiego pogromcy (nawet skautingu nie mają porządnego…). Zwłaszcza, że dziur do załatania będzie jeszcze więcej niż ta jedna, skromna po Bale’u, i nie będą się ograniczały wyłącznie do piłkarzy. Ktoś jeszcze wierzy, że Tim Sherwood będzie prowadził tę drużynę dłużej niż do maja?

W niedzielę mecz z Arsenalem; nie rozpisuję się więc, bo jeszcze przed derbami trzeba będzie o Tottenhamie pisać dla Sport.pl. Jedyny pozytyw z kibicowania klubowi, który znajduje się w takim stanie, nazywa się wierszówka. Ale w trosce o harmonijny rozwój moich dzieci tego również nie powinienem im mówić zbyt szybko. Gdyby ktoś miał sposób na to, jak pokazać dociekliwym i ciekawym świata chłopcom rzut wolny Eriksena, a potem wykręcić się od odpowiedzi na pytanie, jaki był wynik, chętnie skorzystam.

23 myśli nt. „Tylko dla dorosłych

  1. ~greedoo

    istotą kibicowania jest cierpienie, a istotą cierpienia piłkarskiego jest upokorzenie: stanie w deszczu podczas przegrywanego meczu derbowego i słuchanie pieśni kibiców przyjezdnych. to czyni kibica

    Odpowiedz
    1. ~Johnny99

      Warto by jednak było, by kibice Tottenhamu pamiętali, że dotyczy to wszystkich kibiców (odnoszę się do paru niedawnych komentarzy typu: „jak lubisz wygrywać, to kibicuj sobie tej Chelsea”). To są po prostu różne rodzaje upokorzeń. Kiedyś czytałem tekst kibica jednej z angielskich drużyn z niskich lig, który mówił, że szczerze współczuje znajomemu kibicowi MU – on sam bowiem jest przyzwyczajony do klęsk, raz się spadnie, to potem się awansuje itp. natomiast dla jego znajomego każda jedna porażka to trauma. Dla kibica drużyny ze środka tabeli nie jest zrozumiałe, jaką męczarnią jeszcze do niedawna dla fanów MU była utrata mistrzostwa (Ryan Giggs mówił wręcz o zmarnowanym roku pracy). Co czują kibice Arsenalu po 8 latach bez trofeum, albo kibice Liverpoolu po 20 latach bez mistrzostwa Premier League, nawet nie umiem sobie wyobrazić. Wszyscy jesteśmy tacy sami, futbol jest okrutny nie tylko dla was.

      Odpowiedz
  2. ~Udo Tlompke

    Pierwszym meczem mojego, wówczas pięcioletniego syna na WHL był TEN mecz z Boltonem, kiedy na chwil kilka „umarł” Muamba. Cisza i łzy na trybunach i koniec zawodów o wiele za wcześnie. Spróbujcie wytłumaczyć dziecku coś takiego.

    Odpowiedz
  3. ~refuse

    Pamiętam jak jako dzieciak oglądałem w wiadomościach bramki Klinsmanna, potem Ferdinanda z podań Ginoli. Bale w zeszłym sezonie robił nieprawdopodobne rzeczy. I to w zasadzie wszystko, czym imponował Tottenham przez ostatnie ćwierć wieku.
    Nie wiem, dlaczego kibice spodziewają się sukcesów po tym klubie, nie rozumiem, jak można mu kibicować nie pochodząc z okolic stadionu. Są dla mnie symbolem przeciętności, budowanej dość wysokim kosztem.
    Jestem kibicem Arsenalu.

    Odpowiedz
    1. ~musti

      „Nie wiem, dlaczego kibice spodziewają się sukcesów po tym klubie, nie rozumiem, jak można mu kibicować nie pochodząc z okolic stadionu. Są dla mnie symbolem przeciętności, budowanej dość wysokim kosztem.
      Jestem kibicem Arsenalu.”
      Mam pytanie czy w przytoczonym powyżej fragmencie odnosisz się do T’hamu czy Arsenalu? Mnie ten opis pasuje bardziej do Kanonierów.

      Odpowiedz
    2. ~Ruta

      Oto i znalazł się prawdziwy kibic Arsenalu, zaślepiony nienawiścią do rywala zza miedzy. Nie ważne , ze większą cześć wypowiedzi można odnieść do klubu któremu kibicuje. A może jednak nie, może to jednak niskiej klasy prowokacja?

      Odpowiedz
      1. ~płakałem po Mourinho

        pewnie refuse, podobnie jak trycytops, wykorzystał chwilę nieuwagi rodziców i dorwał się do kompa

        Odpowiedz
        1. ~hazz2

          Jo pewnie urodził sie po sąsiedzku i na emirates ma 500 m a za swój ukochany klub juz nieraz nie2 dostał po ry…heh

          Odpowiedz
          1. ~refuse

            Arsenal przestrzegał finansowego fair play zanim ten termin powstał, Są wręcz przykładem maksymalnych korzyści przy niewielkich nakładach. No ale żeby to wiedzieć trzeba mieć minimum wiedzy o Premiership.
            Powodów do kibicowania Arsenalowi jest więcej niż dozwolonych znaków w tym polu tekstowym. Dla niedouczonych , których jak widać powyżej nie brakuje – jest to jeden z klubów, który najbardziej się przyczynił do nieprawdopodobnej ewolucji ligi angielskiej pod względem taktyki, organizacji gry i wymagań stawianych zawodnikom, jaka nastąpiłą w ciągu ostatnich kilkunastu lat, Tottenham w tym czasie zlewał się z tłem. I jest tak nadal.

          2. ~płakałem po Mourinho

            @ Refuse,
            miło poznać eksperta, faktycznie maksymalizujecie wręcz koncertowo. tak to już zazwyczaj jest, że nie mając co do klubowej gabloty włożyć (podobno wystawiono ją na aukcji jako mebel zbędny w pomieszczeniach klubowych, prawda li to? wolę zapytać u źródła) śpiewa się takie piosenki, mnie w ostatnich latach ten zespół kojarzy się wyłącznie z wydatkami, mityczna budową stadionu i absolutnym brakiem jakichkolwiek sukcesów, chyba nawet w odwrotnej kolejności niż ta podana powyżej.

          3. ~refuse

            Płacz to dopiero się zacznie, nie po Mourinho tylko jak Abramowicz nową zabawkę znajdzie. Bez jego pieniędzy Chelsea mogłaby oglądać finały pucharów w telewizji

          4. ~płakałem po Mourinho

            potężny tekst! nigdy wcześniej nikt tego argumentu nie podnosił?
            Czemu miałby znaleźć sobie nową zabawkę skoro ta jest tak fajna i dostarcza tyle przyjemności?
            Może to jego kumpel Usmanov poszuka sobie nowej zabawki, bo ta obecna to strasznie awaryjna?
            A tak a propos oglądania finałów tylko w telewizji to chyba fani Arsenalu są w tej dziedzinie prawdziwymi ekspertami :)? Oczywiście szacunek dla siwych włosów tych, którzy jeszcze pamiętają te czasy świetności, itd., itp.

          5. ~refuse

            Jak często Chelsea zdobywała jakiekolwiek trofeum, zanim pojawił się Roman? Poprzednie mistrzostwo to 55 rok. Z Pucharem Anglii trochę lepiej, tylko 27 letnia przerwa. To się nazywa posucha. Tu nie tylko szacunek, ale i znicz dla tych, co nie doczekali się należy [‚].

  4. ~Trycytops

    Wydaje mi się, że pierwsza bramka dla Tottenhamu autorstwa Christiana Eriksena na 2:1 podniosła wiarę kibiców swoich zawodników. Owszem, potem Luisao strzelił na 3:1 i zgasły wszelkie nadzieje „Kogutów” na remis.

    Gdyby nie to, to mógłby być remis

    Odpowiedz
  5. ~pablo

    a co ma powiedzieć kibic Newcastle ? Owszem kiedyś zagraliśmy w Lidze Mistrzów. Co z tego ? A propos Benfiki. Ich ubiegłoroczny finał z Chelsea pomimo przegranej , to była jedna z pięciu najfajniej grających drużyn w tym stuleciu póki co. Nie źyczę powodzenia w derbach, bo łudze się, że Wenger połknie Mourinho.

    Odpowiedz
    1. ~Ruta

      Derby derbami, ale Chelsea utrudniła sobie bardzo zadanie dziś. Może nie wystarczyć taktyka reakcyjna bo City już gra tylko w lidze, wiec już za chwile może być na topie i nie oddać go do końca.

      Odpowiedz
    2. ~jpawl

      A co mieli powiedzieć kibice Benfici/y (nie wiem jak to napisać 😉 w zeszłym sezonie – 4 mecze w końcu sezonu i zamiast 3 trofeów – patrzenie jak cieszą się inni…

      Wracając do PL – zaczynam naprawdę wierzyć, że wraz Moyesem odeszło jakieś fatum – kto to widział wcześniej, żeby Everton strzelał w ostatnich minutach po akcji zmiennika, defensywnego pomocnika i prawego obrońcy? Mimo tego, że graczem meczu był bezsprzecznie David Marshall, to trzy punkty zostały na Goodison Park.
      Wyglądało to trochę na odwrócenie obrazu z meczu z Chelsea, ale chyba wolę to niż (jak to bywało poprzednio) dwa ‚bezpieczne’ remisy. W końcu z dwóch remisów są 2 punkty, a z porażki i zwycięstwa są 3…

      Odpowiedz
    3. ~KrólJulian

      Niczego wykluczyć nie można, ale Wengerowi nigdy się to jeszcze nie udało, więc czemu miałoby stać się to akurat teraz, tym bardziej, że zagra przynajmniej bez 3 kluczowych graczy?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *