Niemcy piękne jak mundial

To się po prostu nie chciało skończyć. Po 32 dniach i 64 meczach, grając siódme spotkanie na tym turnieju (a w ciągu ostatnich dziesięciu miesięcy w przypadku wielu piłkarzy pewnie siedemdziesiąte), reprezentanci Argentyny i Niemiec w finale mistrzostw świata zafundowali nam dogrywkę. Jakby nie mogli przestać, jakby nie chcieli powiedzieć sobie, że szkoda już żegnać się z turniejem, o którym wielu mówi, iż był najlepszy w historii, odłożyć wyjazd do domu albo na krótkie choćby wakacje – krótkie, bo przecież w ich macierzystych klubach reszta piłkarzy rozpoczęła już przygotowania do następnego sezonu. Bo przecież przedstawienie musi trwać, koniecznie z udziałem tych największych – największych od dawna, jak Messi czy Robben, albo tych, których wielkość te mistrzostwa przypieczętowały, np. Toniego Kroosa z Niemiec czy Jamesa Rodrigueza z Kolumbii, który mimo odpadnięcia w ćwierćfinale został królem strzelców imprezy.

Czy wypada w tym momencie ostudzić nieco zachwyty? Wspomnieć o przemęczonych gwiazdach, o lekceważonym zdrowiu zawodników (kilkakrotnie w ciągu mistrzostw obserwowaliśmy mrożące krew w żyłach sceny, w których piłkarze zderzali się głowami – niektórzy na moment tracili przytomność, a lekarze jak gdyby nigdy nic pozwalali im wrócić na boisko i grać dalej), albo zauważyć, że gra o tak wielką stawkę wyzwala u niektórych pierwotne instynkty (Urugwajczyk Luis Suarez, gryzący w trakcie spotkania z Włochami obrońcę rywali Giorgio Chielliniego, Portugalczyk Pepe, uderzający „z byka” Niemca Thomasa Müllera)? Nade wszystko: jeszcze raz przypomnieć, że mistrzostwa rozpoczynały się pod znakiem protestów mieszkańców Brazylii, oburzonych, że cały zysk z imprezy rozdzielą między siebie uwłaszczeni na piłce nożnej panowie z FIFA, działający do spółki z przedstawicielami wielkich korporacji. Zdjęcia prezydenta FIFA Seppa Blattera siedzącego podczas finału w towarzystwie prezydenta Rosji Władimira Putina pokazywały, że sport nie dla wszystkich i niekoniecznie był w tych dniach na pierwszym miejscu…

Powyższe dwa akapity to początek tekstu z nowego numeru „Tygodnika Powszechnego” – będzie w nim mowa także o wielkich mundialowych narracjach, o gwiazdach, które kolejny raz nie zawiodły i o tych, które zachwyciły po raz pierwszy, ale także o tych, które zeszły ze sceny. O arcybramkarzach i arcybramkach. O pięknie, rodzącym się w zmaganiu i sekundach, które u geniuszy trwają dłużej niż u zwykłych śmiertelników (nie mogłem sobie darować odwołań do ulubionych autorów ulubionego „Blizzarda”). Nade wszystko jednak o tych, którzy zmagali się jakby mniej niż pozostali: o Niemcach. O ostatecznym pożegnaniu ze stereotypem ich bezwzględności i siły – innymi słowy o zapominaniu wojny. I oczywiście o tzw. polskim akcencie, czyli o tym, czego historia ostatniej dekady niemieckich sukcesów może uczyć działaczy PZPN.

W ciągu minionych 32 dni rzeczywiście obejrzałem 64 mecze – niektóre, podczas najgorętszego czasu fazy grupowej, na dwa telewizory, a jeden (USA-Belgia) dwukrotnie. Tekstów, które przy tej okazji powstały – na bloga, dla „Tygodnika Powszechnego”, „Gazety Wyborczej” i portalu Sport.pl, nie jestem w tej chwili w stanie policzyć. W tej chwili mam ochotę podziękować wszystkim, którzy mi w tym oglądaniu towarzyszyli, i wszystkim, którzy je umożliwili (już oni wiedzą, w redakcjach i w domu, kogo mam na myśli). Potem chwilkę się przespać, a następnie sprawdzić, jak to właściwie wygląda na rynku transferowym i co nas czeka w trakcie okresu przygotowawczego. Louis van Gaal, jak słyszę, we środę ląduje w Manchesterze. Arsene Wenger, Jose Mourinho, Brendan Rodgers i Mauricio Pellegrini bynajmniej nie skończyli zakupów. Mauricio Pochettino kupować jeszcze nie zaczął, za to wyleciał z Tottenhamem na tournée do USA, bez Adebayora, który zachorował – uwaga – na malarię. Mamy nowego mistrza świata, ale pewne rzeczy, jak widać, nie zmieniają się nigdy.

32 myśli nt. „Niemcy piękne jak mundial

  1. ~boczulka7

    Manuel Pellegrini. a nie Mauricio 🙂 co do samych mistrzostw będę je wspominał z najmniejszym entuzjazmem spośród dotychczas obejrzanych (od 1998 roku)

    Odpowiedz
  2. ~mak

    Najwspanialszy opór Niemcom stawiła Ghana. Chyba stawiam ten mecz wyżej niż Belgia-USA (ilość obron Tima Howarda to jednak zaledwie statystyka). Ghańczycy szli atak za atak przez cały mecz. Który mógł się na tym etapie zakończyć remisem.

    A że nie tylko my nie umiemy zakończyć II wojny, możemy się pokrzepić choćby tak oto

    http://www.youtube.com/watch?v=yfl6Lu3xQW0

    Odpowiedz
  3. ~IjonTichy

    Panowie, już dajcie spokój z tą wojną. Ja rozumiem, że w pewnych „oświeceniowych” i poprawnych środowiskach nie wypada w ogóle nie przepadać za niektórymi państwami, ale niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego miałbym się wstydzić tego, że moje SKOJARZENIA wobec Niemców są takie, a nie inne? Czy jestem winny swoich skoajrzeń, swoją drogą opartych na FAKTACH, na konretnych zdarzeniach jednoznacznie ocenionych przez historię. Czy nie mam prawa nie lubić narodu, za to co zrobili kiedyś jego przodkowie, za obecny stosunek większości Niemców do Polaków? Piłka nożna jest to rzecz tak mało istotna, tak – chciałoby się powiedzieć – drugorzędna, ale nawet nie – nawet nie drugorzędna, że jest idealna do rozładowywania tego typu napięć – i pewnie jak Wy to określicie „kompleksów”. Ja na szczęście jeszcze nie przesiąkłem tą całą poprawnością i nie kibicuję Niemcom i mało tego, nawet nie czuję się winny za to 🙂

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Nikt nie może oczekiwać konkretnych sympatii i antypatii, bo i to absurdalne. Ale szanować Niemieckich piłkarzy powinien każdy.
      Zresztą jak patrzę na takich Niemców jak Boateng, Ozil czy Klose… Bardzo aryjska reprezentacja. Niemcy z dziada-pradziada.

      Odpowiedz
      1. ~średnik

        Boateng syn Niemki, Ozil czyli trzecie pokolenie Turków w Niemczech. Niemiecko-śląskie pochodzenie Klose też się nie liczy i jest za mało niemiecki, bo urodził się w Polsce?

        Odpowiedz
  4. ~kuba_g

    Ja w ogolę nie rozumiem tekstów „nie kibicuję Niemcom, bo to Niemcy” albo „jak Polak może być za Niemcami?!”. Zazwyczaj kibicuje się futbolowi, a nie narodom.

    Ja kibicuję Niemcom na każdym turnieju od porażki w finale Euro 2008. Bardzo się cieszę, że w końcu na tym mundialu osiągnęli swój cel. Po wielu zbierają nareszcie owoce swojej ciężkiej pracy. Imponujące jest przede wszystkim ich szkolenie młodzieży – Neuer, Hummels, Howedes, Boateng i Ozil zagrali zarówno w tym finale, jak i w finale U-21 w 2009 roku, gdzie też przecież sięgnęli po złoto! Do tego dochodzą jeszcze Khedira, Gotze, Schurrle, czy fenomenalny Kroos. A w kolejce czekają przecież kolejni.

    Mnie i tak najbardziej zawsze imponuje Thomas Muller. Gość jest niesamowity – wielu się z niego naśmiewa, że przeciętny, że drewniany itp. Może nie jest to najwybitniejszy piłkarz wszech czasów, ale na drugim mundialu z rzędu strzela 5 bramek! Ma w sobie jakąś niesamowitą umiejętność ustawienia się w polu karnym i łatwość do zdobywania goli. Ja jakoś zawsze kojarze go ze strzelaniem bramek w ważnych spotkaniach i byłem przekonany w 300%, że w finale też trafi. Szkoda, że tym razem się nie udało 😛

    Odpowiedz
    1. ~IjonTichy

      Co to znaczy, że „zawsze kibicuje się futbolowi, a nie narodom”? Ty będziesz mówił, czemu lub komu się kibicuje?

      Odpowiedz
      1. ~kuba_g

        Ok, źle to ująłem i głupio zabrzmiało 😛
        Chodzi mi o to, że kiedy widzę dyskusje nt. kibicowania Niemcom na mundialu to cały czas mam przed oczami komentarz Stanowskiego z Twittera, w którym napisał, że Niemcom i Rosjanom nie kibicuje, ponieważ to „najbardziej skurwiałe narody w historii” (czy jakoś tak). I tak się ciągle zastanawiam, jaki to ma związek z futbolem? Po prostu denerwuje mnie łączenie tych rzeczy ze sobą.
        Bez spiny 😀

        Odpowiedz
        1. ~IjonTichy

          Wiesz co, ja mam podobnie do Stanowskiego – Niemców nie lubię, bywałem w NIemczech, mam rodzinę w Niemczech i tu nawet nie chodzi o zaszłości historyczne, ale także o sam stosunek Niemców do Polaków – baardzo lekceważący i przesiąknięty jakąś zupełnie nieuzasadnioną niechęcią i ze względu na te dwie kwestie – historyczną i „stosunkową” nie kibicuję i nawet życzę porażek NIemcom i nie widzę w tym nic złego – mam powód do antypatii. Natomiast Niemcy na mundialu grali najlepiej – najbardziej zasłużyli na puchar, plus do tego ich metodyka pracy z młodzieżą, szkoleniem piłkarzy – doceniam to, bo to jest kawał roboty najwyższej klasy. Myślę, że najzdrowiej by było, gdyby Polska kopiowała od NIemców te ich standardy i je wdrażała w życie, natomiast dała sobie prawo do niechęci związanej z naturalnymi odruchami, skojarzeniami – o ile ktoś takowe posiada 😉 To prawda, że związku zaszłości historyczne nie mają związku z futbolem, ale pytanie, czy muszą mieć? Wg mnie nie. Niemcy są dla mnie wzorem do naśladowania w wieeelu dziedzinach, natomiast bynajmniej nie są obiektem sympatii 🙂 Pozdrawiam.

          Odpowiedz
          1. ~darek638

            Mimo, że nie popieram ale jakoś tam rozumiem Twoje stanowisko gdyby było prywatne ale publiczne obnoszenie się z „cierpieniem” jak to Niemcy nas krzywdzą jest, że tak delikatnie powiem nieestetyczne. Też mam sporo rodziny w Niemczech ale nikt tam nie czuje się krzywdzony , nikt nie ma zamiaru wracać a jest tam kilka milionów naszych, podobnie Turków i Jugosłowian. Przybywa obywateli o żółtym kolorze skóry. Niemcy to bogate państwo wielokulturowe a więc tolerancyjne. Dlaczego mam ich nie lubić. Gdy siedzę w kawiarni lub pubie obcy ludzie Niemcy(!) sympatycznie zaczepiają, żeby można było łamanym językiem kilka haseł sobie przekazać. To jest miłe.Wobec obcych są uprzejmi.
            Dobrze im życzę bo to o wiele lepiej zorganizowany kraj niż my. Sport to istotny fragment życia wspólnoty ale oni kulturowo stoją dużo wyżej niż my. Tego im bardziej zazdroszczę.

    1. ~przecinek

      Koszmar Andy’ego Carolla odżyje na Anfield 😉

      Kroos po cenie, bo tylko rok kontraktu mu został. Podobnie wyciągnęli Ozila parę lat wcześniej, po czym opylili z przebiciem. Kroos jest o wiele więcej wart i mam nadzieję że na Bernabeu zbuduję własną legendę. A Niemieckie kluby chyba powinny lepiej podpisywać kontrakty, dodać można casus Lewego, oraz zastanawiać się, dlaczego, wraz z podwyżkami, nie udało im się przedłużyć z nim kontraktu, choćby po to by zarobić na sprzedaży.

      Nie bój się, Real jeszcze poszaleje w tym okienku transferowym. Możliwe że wyciągną J.Rodrigueza z Monaco, za 30-40 mln + di Marię. Kolumbijczyk deklarował wcześniej, że chce przyjść. Argentyńczyk chce więcej zarabiać lub odejść. Zobaczymy czy kluby się dogadają.

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        może tak źle nie będzie, bo jednak ten markovic to nie jest taki surowy jak ten Caroll, ale Suarezem też pewnie nie zostanie, choć dobrze mu życzę, bo to w końcu kibic Chelsea. Ciekawe jak Liverpool poradzi sobie bez Suareza, ile bramek strzeli teraz Sturridge, itd…

        tak, to był ostatni dzwonek żeby Bayern na nim cokolwiek zarobił, a ten Rodriguez to pewnie trafi do Realu, bo ciągle podkreślał, że właśnie La Liga go interesuje-w formie z mundialu 30 bań za niego to żaden pieniądz

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          30 bań + Aniołek. Biorąc pod uwagę obecną wartość Argentyńczyka, transfer niemal jak za Zlatana.
          Pytanie czy szejkowie kumają, że z niewolnika nie ma zawodnika, a taka wymiana byłaby obopólnie korzystna.

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            szejkowie to banknotami domy opalają, więc pewnie 30 czy 50 milionów to nie ma dla nich znaczenia, z kolei di Maria byłby „zarobiony” do 5 pokolenia, a James sportowo też by zyskał, więc wszyscy powinni być za, ale znając życie coś może nie wypalić… Teraz czas żeby jeszcze Chelsea się trochę dozbroiła, bo Wenger znowu kupuje młodych, zdolnych i może być problem z miejscem na pudle w przyszłym roku 🙂

    2. ~DawidSz

      Spokojnie, kto nie ryzykuje, ten nie je. Lallana póki co kosztował 16 milionów, kwota dopiero może wzrosnąć, a Markovic może nie będzie drugim Suarezem, ale jak Suarez przychodził też nie zapowiadał się na takiego Suareza.

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        no nie zapowiadał się, to się zgadza, Suarez po prostu już był wielką gwiazdą-facet strzelający 49 goli w sezonie to nie jakiś tam Lazar… Nie wiem jak będzie w Liverpoolu bez Suareza, było życie przed nim, to pewnie będzie i po nim, dlatego z uwagę będę się im przyglądał…

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          No to poszaleli, 81 bań to jednak sporo. Myślałem że będzie transakcja wiązana, ale przy takiej sumie i tak będą musieli kogoś opylić, Aniołek nadal faworytem w tej kwestii. Choć Carletto zapiera się by został, tyle że Morata nie wystarczy by zadowolić FFP(BTW majstersztyk za takie drewno, tyle kasy)

          Z transferów LFC interesuje mnie ten Turas z Niemieckim paszportem – Emre Can. Po paru gorszych rocznikach, szkopom trafił się znowu ktoś z potencjałem. To co prawda dzieciak jeszcze i może nie wypalić, ale taka mieszanka w środku z Gerrardem (15 lat ich różni!) może być naprawdę ciekawa.

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            Przecinek,
            20 baniek za wychowanka to chyba w realu pękł jakiś rekord :), ale jak dodatkowo khedira trafi do arsenalu to będzie już bliżej niż dalej FFP, chociaż same kwoty transferowe to jeszcze nie wszystko, bo wiadomo-do bilansu liczy się jeszcze wynagrodzenie gracza… Ja tam mam nadzieję, że chelsea uda się wyciągnąć Varanea 🙂

        2. ~adipetre

          Patrzac z perspektywy obu klubow tj Liverpoolu i Tottenhamu to sklaniam sie ku opinii ze transfer Luisa to strata wielowatkowa, obejmujaca wiecej plaszczyzn niz transfer Bale’a sprzed roku. Pamietam meczarnie pozbawionego Suareza Liverpoolu z AV, Stoke itd z poczatkow ostatniej kampanii, mankamenty tego zespolu byly wowczas bardzo jaskrawe, sprzedaz Luisa to ubytek pasji, tempa, jakosci i kreatywnosci. Dotychczasowe wzmocnienia imo nie rekompensuja w zbyt duzym stopniu poniesionych strat. Na ilosci zyskuje lawka, poziom pierwszej 11 ciagle znaczaco odbiega od pulapu prezentowanego przez bezposrednich rywali The Reds.
          Nie dostrzegam zbyt wielu analogii miedzy polityka transferowa Tottenhamu sprzed roku, a obecna Liverpoolu. Koguty kupywaly pilkarzy o mozliwie najwyzszej reputacji, Liverpool obral inna imo troche malo ambitna sciezke. Wydawalo mi sie ze pomny mniej lub bardziej negatywnych transferow z Wysp (Mignolet, Borini, Moses, Toure, moze nawet Allen) Rodgers skupi sie na pod wieloma wzgledami bardziej atrakcyjnym rynku europejskim. Irlandczyk stoi twardo przy swoim, ciezko mi jednak jest uwierzyc w sukces tej polityki, w to ze w slady Sturridge’a pojdzie Lambert, Lallana czy przymierzani do klubu Remy, Bertrand. To chyba nie ten kaliber.

          Odpowiedz
          1. ~DawidSz

            Że będzie aż takim piłkarzem? No nie wiem, ja na pewno. Szczególnie, że różnie bywało z tymi transferami z ligi holenderskiej do angielskiej, a po drugie, umówmy się, że jakoś nikt specjalnie samym Luisem się nie interesował z tego co pamiętam; owszem, były różne plotki, ale żadnego głębszego zainteresowania, a czołowe drużyny kupowały drożej gorszym zawodników (nawet biorąc pod uwagę ryzyko z transferem Suareza A9aklimatyzacja i czarną reklamą za nim idącą). Nie jest też tajemnicą, że Suarez akurat przyszedł do pogrążonego w chaosie Liverpoolu, skoro tak się zapowiadał.
            Ja akurat byłem wielkim zwolennikiem tego transferu, nie chodzi mi nawet o samą ajaxową bramkostrzelność Luisa, ale jego bezczelność boiskową, którą wysoko cenię u piłkarzy, czyli to, co robi z piłką przy nodze (nie to, co bez niej rękoma i tak dalej), ale w życiu bym nie powiedział, że wyskoczy na taki poziom. A przecież były też głosy negatywne.

            A co to porównań Tottków i Liverpoolu. Trochę to niesprawiedliwe, bo Liverpool jednak grał bardziej drużynowo, takie mam wrażenie, a Tottenham musiał liczyć na rajdy i strzały Bale’a. W Liverpoolu przecież Coutinho, Henderson czy Sterling w ataku prezentowali się całkiem niezgorzej. Jasne, że Suareza nikt nie zastąpi, taki piłkarz na boisku robi ogromną różnicę, co do tego nie ma wątpliwości, już sama jego obecność na połowie rywala odciągała kilku obrońców, ale mimo to, gra Liverpoolu ofensywnie była bardziej rozłożona na kilku zawodników. Braki wyjdą w sezonie, zobaczymy…

            Eee, co jest nie tak z transferem Lallany?

          2. ~adipetre

            Lallana kosztowal cos kolo 20 mln, imo Liverpool nie powinien placic az tyle za pilkarza ktory nie raczej poziomu zespolu nie podniosie. Liczba klasowych angielskich pilkarzy na poziomie top4 jest bardzo mala, a najlepiej ich rzeczywista jakosc weryfikuje kadra i puchary. Sturridge’a czy Sterlinga na niwie miedzynarodowej stac na produkowanie specjalnych momentow, Lallane wg mnie nie. Jest kryzys na Ukrainie, do wyciagniecia z Szachtara sa chocby Alex Teixeira, czy Douglas Costa, zaden nie bylby drozszy, a obaj do zaoferowania maja wg mnie znacznie wiecej od Anglika.
            Jasne, tez uwazam ze Liverpool bez Suareza mial wiecej do zaoferowania niz Tottenhamu. Mysle jednak ze jest to wciaz zbyt malo by zajac miejsce w top4, widze przyszlosc przed Canem, czy Markoviciem ale The Reds potrzebuja wzmocnien na dzis.

  5. ~evita

    a ja gratuje Niemcom……….. ich postawa gwarantowała zwycięstwo. Może nie najpiękniej grali ale skutecznie i wiele akcji było wspaniałych

    Odpowiedz
  6. ~evita

    a ja gratuje Niemcom……….. ich postawa gwarantowała zwycięstwo. Może nie najpiękniej grali ale skutecznie i wiele akcji było wspaniałych. podobała mi sie również postawa Pani Kanclerz………. po prostu przyjechała obejrzę swoich i było to niezmiernie naturalne i sympatyczne.

    Odpowiedz
  7. ~buhaj47

    Wpadłem na pomysł stworzenia ligi w Fantasy Premier League 2014/15 dla czytelników tego bloga.

    Zapewne większość z Was zna już tę zabawę:

    http://fantasy.premierleague.com/ – tworzymy zespół i zarabiamy punkty na prawdziwych występach „naszych” zawodników.

    Jest to liga head-to-head, z limitem 20 graczy. Kod to 24813-90764. Zapraszam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *