Kto upadł na głowę

Wpadam na chwilę w kwestii, która być może jako jedyna zasługuje na naszą uwagę po tych dwóch i pół godzinach meczu nudnego jakby był ćwierćfinałem mundialu. W kwestii zdrowia i być może życia piłkarzy.

W pierwszej połowie półfinałowego spotkania Argentyna-Holandia startujący do walki w powietrzu Javier Mascherano uderzył czołem w tył głowy Georginio Wijnalduma i upadł na ziemię. Telewizyjne zbliżenia pokazały twarz piłkarza, wyraźnie bez świadomości. Później na boisku pojawili się argentyńscy medycy, zawodnik Barcelony podniósł się, a parę minut potem grał już w najlepsze – w pierwszym kontakcie z piłką wprawdzie podał ją pod nogi Sneijdera, ale po to, by niemal natychmiast odzyskać. Ba: w końcówce spotkania został bohaterem, w ostatniej chwili blokując strzał Robbena, czyli przedłużając szanse swojej drużyny na awans do finału.

Bohater, znaczy? Twardziel? Kapitan bez opaski? Jak to dobrze, że wytrzymał do końca? Rzecz w tym, że wcale niekoniecznie. Pisałem o podobnych przypadkach dla Sport.pl w listopadzie 2013 r., kiedy po zderzeniu z Lukaku w końcówce meczu z Evertonem na chwilę stracił przytomność bramkarz Tottenhamu Hugo Lloris, a fakt, że po czymś takim pozwolono mu kontynuować grę, nie stał się niestety uderzeniem na trwogę dla całego świata sportu. Pomijam już fakt, że w warunkach stadionowych, przy panującym wokół chaosie, trudno kontuzjowanego poprawnie zdiagnozować, a on sam jest oszukiwany przez buzującą w jego organizmie adrenalinę: może nie czuć bólu, lekceważyć inne niepokojące w normalnych warunkach objawy. Chodzi o groźbę powtórki podobnego zdarzenia, czyli o możliwość wystąpienia tzw. zespołu drugiego uderzenia – w innych sportach kontaktowych, jak rugby czy futbol amerykański, prowadzących do śmierci czy poważnej niepełnosprawności (samo pojęcie „zespół drugiego uderzenia” pojawiło się w medycynie po przeanalizowaniu przypadku młodego futbolisty amerykańskiego, który kilka dni po pierwszym incydencie, uspokojony dobrymi wynikami tomografii, wziął udział w rozgrzewce, doznał zapaści i po wielotygodniowym leczeniu stał się przykutym do wózka inwalidą).

Kiedyś w świecie rugby po podobnych incydentach zawodnicy obligatoryjnie otrzymywali tydzień wolnego, później jednak przepisy zmieniono: wszak show must go on, więc wystarczy pięć minut, w trakcie których trzeba uzyskać akceptację lekarzy na powrót do gry. W świecie piłki nożnej nawet o pięciu minutach mowy nie ma, mimo iż takie zdarzenia się mnożą. Nawet na mundialu w Brazylii, oprócz urazu Mascherano, mieliśmy zderzenie Alvaro Pareiry z kolanem Raheema Sterlinga w trakcie meczu Anglia-Urugwaj – również zlekceważone. „FIFA igra z ogniem” – alarmował na Twitterze Andrew Orsatti z międzynarodowego związku piłkarzy (FIPro), apelując o to, by w przypadku meczów o taką stawkę możliwość przebadania piłkarzy miał niezależny zespół lekarzy. Wtórował mu były piłkarz amerykański, dziś ekspert telewizji ESPN Taylor Twellman – skądinąd ofiara podobnych przypadków. Inni zwracali uwagę, że samo podejrzenie wstrząśnienia mózgu nawet w myśl obowiązujących przepisów FIFA powinno skutkować wyłączeniem z jakichkolwiek aktywności sportowych przynajmniej w dniu incydentu.

Amerykańska NFL zawarła niedawno porozumienie, gwarantujące 765 milionów dolarów odszkodowania tym sportowcom, którzy po zakończeniu kariery cierpieli na skutek odniesionych w jej trakcie kontuzji głowy – porozumienie zakwestionowane jednak przez sąd federalny jako najprawdopodobniej zbyt niskie. Ile lat i kontuzji musimy jeszcze zobaczyć w piłce nożnej, żeby jej władze zaczęły traktować serio zdrowie piłkarzy?

28 komentarzy do “Kto upadł na głowę

  1. ~Jarlaxle

    Jeszcze trochę sobie poczekamy, aż w końcu wydarzy się jakaś tragedia i piłkarski świat przejrzy na oczy. I czy wierzy Pan, że FIFA, która jest nastawiona na jeden cel – zysk, będzie chciała dorzucić do całej ekipy zespół lekarski? I druga kwestia. Co jeśli lekarze jednej, czy drugiej drużyny nie będą się zgadzać z opinią tych niezależnych? Pomysł oczywiście bardzo dobry i mam nadzieję, że kiedyś dojdzie do wprowadzenia takich, lub podobnych zmian w życie.

    Odpowiedz
  2. ~Robespierre

    Ja uważam, że jeśli zawodnik chce grać to nie wolno mu tego odmawiać. Wolny człowiek ma prawo dowolnie dysponować swoim zdrowiem. Piłkarze wychodząc na murawę wiedzą czego mogą się spodziewać, a jeśli nie to należy wprowadzić jakieś kursy uświadamiające ich, ale nie wolno decydować wbrew ich woli.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      może decydować o ile jego aktualny stan jego świadomości pozwala na podejmowanie takich decyzji… wiele jest obrazków zamroczonych bokserów, którzy nie wiedzą co się wokół nich dzieje a rwą się do walki i krzyczą „trener mnie nie zdejmuje, czuję się świetnie”. Po to jest właśnie lekarz, by o tym decydować. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, w której piłkarz mówi: co tam finał mistrzostw świata, zdrowie jest ważniejsze, za cztery lata będzie następny 🙂 To jak z wygraną w totolotka, potencjalny zysk jest niewspółmiernie większy do kosztu jaki ponosimy kupując zakład, bagatelizując fakt, że że prawdopodobieństwo uzyskania tego wyniku jest znikome… To tzw. „adrenalinowa” decyzja, nie ma nic wspólnego z trzeźwym osądem sytuacji…

      Odpowiedz
      1. ~Robespierre

        Bokser przez całą walkę jest pod wpływem adrenaliny i idąc twoim tokiem myślenie ta nie pozwala mu na trzeźwy osąd sytuacji i na sprawne myślenie. To jest kolejny nonsens, tak się składa, że zdarza mi się oglądać boks i zawodowi pięściarza myślą w ringu. Potrafią korygować błędy, przystosowywać się do zmieniającej się sytuacji, poza tym wysłuchują i wcielają w życie komunikaty trenera, które są często dosyć skomplikowane i trudne do zrobienia.

        Adrenalina NIE odbiera człowiekowi możliwości prawidłowego osądu, poza tym jak już pisałem zawodnik wchodząc na boisko wie na co się pisze.

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          adrenalina nie, jej (i nie tylko jej) nazbyt wysoki poziom odbiera, trudno z tym dyskutować, bo ustalono to już dawno temu…
          w odniesieniu do zamroczenia-miałem na myśli takie, które jest efektem ciosu zadanego przez przeciwnika, z pewności widziałeś takie przypadki, gdy zamroczony bokser rwał się w takiej sytuacji do tego, by kontynuować walkę, nie sądzę, by w takim stanie mógł podejmować jakiekolwiek decyzje w sposób świadomy, co więcej, jestem niemal przekonany, że w większości przypadków nie byłby nawet w stanie przeliterować swego nazwiska, choć to akurat jedynie przypuszczenie…

          Odpowiedz
        2. ~KrólJulian

          co to tego, że zawodnik wychodzący na boisko wie na co się pisze to generalnie zgoda, problem w tym, że po jakimś czasie spędzonym na boisku z niektórymi dzieją się dziwne rzeczy-gryzą, kopią, plują, grają przez kilkadziesiąt minut z pękniętą kończyną lub rozbitą głową (dawniej tak bywało), itd. Ostatnie dni dowodzą tego, że sami bohaterowie tych zdarzeń nie są w stanie wyjaśnić dlaczego zachowali się właśnie w taki sposób, więc nie mieliśmy tu zapewne do czynienia ze ścisłym przestrzeganiem etapów czy faz procesu podejmowania decyzji…

          Odpowiedz
          1. ~Robespierre

            Czy piłkarz nie wie dlaczego postąpił w jakiś sposób, czy nie chce się do tego przyznać to jest sprawa nierozstrzygnięta. W każdym bądź razie lepiej nie doprowadzać do sytuacji żeby ktoś podejmował decyzję za zawodników. Nie ważne czy to będzie lekarz czy jakiś specjalista wyselekcjonowany przez FIFA to takie metody mogą wypaczać wyniki spotkań. Dajmy na to że lekarz zabronił by Mascherano wejść na boisko. Następnie Argentyna przegrywa i znajduje 50 lekarzy ktorzy podwarzą decyzję medyka wydelegowanego przez FIFA. Wtedy rozpęta się burza że organizacja ma na boiska trzeciego zawodnika który w białych rękawiczkach ustala wynik potyczki. A już tacy specjaliści jak Ferguson czy Mourinho na pewno w ten sposób tłumaczyli by porażkę. Więc według mnie nie wolno w ten sposób ingerować w decyzje zawodników.
            Wyobraź sobie że Algieria wypada z jakiegoś turnieju w takich okolicznościach. Lekarzowi który wywalił z meczu ich zawodnika powyrywają nogi i spalą jego dzieci.

          2. ~KrólJulian

            a co do tego to pełna zgoda, właśnie dlatego sceptycznie oceniam pomysł autora bloga, cel pewnie i szczytny, wiadomo-zdrowie przede wszystkim, ale życie życiem i mogą wydarzyć się sytuacje o których wspomniałeś, których skutki mogą być opłakane… No niestety sport zawodowy to nie jest „samo zdrowie”, to wiadomo od dawna i trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich wyborów. Generalnie nie wyobrażam sobie np. funkcji sędziego-lekarza, który arbitralnie orzekałby kto po danym starciu jest zdolny do gry, a kto nie, bo pole do manipulacji byłoby olbrzymie…

  3. ~mak

    „Chcę się wykurować. Zabiję się, żeby odzyskać pełną sprawność, bo jeśli awansujemy do finału, chcę tam być, chłopcy mnie potrzebują.”
    (Angel di Maria)

    „Niektórzy koledzy z mojego osiedla wysiadują dzisiaj w barach i popijają piwka. Ja, wracając po treningu, od razu kładę się do łóżka, a rano mam bóle w kolanach, bóle w kostkach, bóle w kręgosłupie. Oni może będą kiedyś panami z brzuchami, bo o siebie nie dbają, ale ja w wieku 35 lat prawdopodobnie będę musiał każdego ranka 15-30 minut poćwiczyć, żeby te kości i mięśnie w ogóle funkcjonowały. Mój organizm będzie już tak zniszczony. A na sam koniec pewnie dostanę w dupę za to, że w ogóle grałem w koszykówkę i że mi się powiodło.”
    (Marcin Gortat)

    „Kochamy życie nie dlatego, że zależy nam na życiu, ale dlatego że zależy nam na kochaniu”
    (Fryderyk Nietzsche)

    Odpowiedz
  4. ~pajacyk21

    ~Robespierre – nie zgadzam się. Takie decyzje powinny być podejmowane na podstawie OBIEKTYWNYCH, NAUKOWYCH przesłanek a nie SUBIEKTYWNYM poczuciu piłkarza, który po takim uderzeniu nie bardzo wie, co się dzieje i działa często instynktownie. Idąc Twoim torem myślenia zlikwidujmy obowiązek noszenia kasków na budowie, czy w kopalni, bo przecież każdy budowlaniec czy górnik wie, czego się może w swoim miejscu pracy spodziewać…
    Za ludzi niestety często trzeba decydować, w ich interesie.

    Odpowiedz
    1. ~Robespierre

      Obowiązek noszenia kasków nie jest potrzeby, bo każdy w miarę rozsądny budowlaniec czy górnik wie jak bez tego hełmu może być niebezpiecznie.
      „Decydować za ludzi w ich interesie”? To jest jakaś totalna niedorzeczność.

      Odpowiedz
      1. ~Emilio Cambiasso

        A ja się zgadzam z Robespierrem.

        Przecież jest nawet taki kontratyp w prawie karnym jak ryzyko sportowe. Z jakiegoś powodu uznano, że jeśli zawodnicy mają wolę ryzykować swoje zdrowie i życie to należy im na to pozwolić. Oczywiście może doprowadzić to do tragedii, ale skoro sam zawodni się na to zgadza to dlaczego mu tego odmawiać i jego wybór.

        A „decydowanie za ludzi w ich interesie” już mocno zatroskanym socjalizmem pachnie. Jeśli ktoś woli zaryzykować, to co za realizacja jego interesu, żeby mu tego odmawiać.

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          w obszarze sportu chodzi najczęściej o ryzykanctwo, nie zaś świadome podejmowanie ryzyka-to dwie kompletnie różne kategorie…

          Odpowiedz
      2. ~przecinek

        „Każdy rozsądny wie, więc po co regulacje?” Uwielbiam to prawackie piep$#nie. Tak, na budowach pracują sami rozsądni. A o śmierć debili nikt nie będzie miał pretensji do władz firmy, wszak wystarczyło by kierowali się zdrowym rozsądkiem.

        Ale nie będę drążył, widać że ze środowiskiem budowlańców kolega nie miał styczności. Pewnie też z niewielką liczbą środowisk w ogóle, głównie z jednym, zrzeszających ludzi o zbliżonych poglądach, których drażnią jakieś inne, nierozsądne poglądy, podburzające ich widzenie świata – w którym zdrowe poglądy wystarczą do szczęścia, a my oto poznaliśmy do nich klucz.

        Odpowiedz
  5. ~mruz

    Takie zderzenie jest czymś podobnym do nokautu w bokserskim ringu. Mózg uderza o ściankę czaski i się resetuje dlatego na jego twarzy było widać, że nie wie gdzie się znajduje. Czujnie obserwowałem jak się zachowywał po wejściu na boisko i chyba do końca świadomy nie był jeszcze przez kilka minut. Lekarze powinni go przytrzymać przynajmniej 2 minuty dłużej, żeby doszedł do siebie, o ile sami nie zasugerować zmiany trenerowi. Chwała mu za wolę walki i dobrze, że się to skończyło dla niego szczęśliwie. Co do samego wczorajszego meczu polecam http://www.mateball.com/p/310 „Argentyńskie tango zawita na Maracanę”.

    Odpowiedz
  6. ~michal77

    obawiam się, że fifa zacznie poważnie traktować zdrowie piłkarzy dopiero wtedy gdy będzie mogła dzięki temu więcej zarobić lub przynajmniej powstrzymać ewentualny spadek zysków 🙁

    Odpowiedz
  7. ~Kalina

    Panie Redaktorze,
    Czy zwrócił Pan uwagę, ze w finale spotkają się narodowe druzyny dwóch papieży: urzędującego i emeryta?:))

    Odpowiedz
    1. ~airborell

      „Czy zwrócił Pan uwagę, ze w finale spotkają się narodowe druzyny dwóch papieży: urzędującego i emeryta?:))”

      Ech, a Wojtyła nam nawet tego nie potrafił załatwić.

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        a 3 miejsce w 1982 to kto załatwił, Antek Piechniczek??? To mało? No sorry ale sprawienie, by nasza reprezentacja zdobyła Mistrzostwo Świata to zadanie dla jego Szefa, wymodlić się tego nie da, trzeba tu cudu…
        poza tym gra finale mistrzostw świata to nie takie tam zwykłe „nawet” 🙂

        Odpowiedz
        1. ~Robespierre

          40 lat temu w półfinale również była Brazylia, Holandia i Niemcy. Tym czwartym była reprezentacja Polski. To fajnie pokazuje jak kto wykorzystał ten czas. Niestety z tej czwórki tylko my cofnęliśmy się w rozwoju, a właściwie przestaliśmy się rozwijać.
          Podejrzewam że tu nawet sam Pan Bóg by nie pomógł, no chyba że by zszedł na murawę. Wszystko zależy od reform rodzimej piłki jakie przeprowadzą nasi działacze.

          Odpowiedz
  8. ~przecinek

    Bez nacisku społecznego się nie obędzie. Jako że wielu ludzi to pozbawione empatii i wyobraźni nieczułe głazy, dla których wszelkie zakazy to socjalizm i lewactwo, to dopóki nikt na boisku nie zginie, FIFA nawet palcem nie kiwnie.

    Odpowiedz
  9. ~sportowyy

    Mam nadzieję, że nie dojdzie do żadnej poważnej kontuzji podczas finału. Po cichu wierze, że wygra Argentyna. Nie grali na Mistrzostwach fenomenalnie, ale teraz powinni złapać prawidłowy rytm. Muszą wykrzesać z siebie to co mają najlepszego i pokonać Niemców.

    Odpowiedz
  10. ~me262schwalbe

    Jednak król jest nagi. Wydaje mi się, że gospodarz (wyłączając Ukrainę i Polskę) ma zagwarantowany udział przynajmniej w półfinale

    Odpowiedz
  11. ~przecinek

    No i w finale dwa kolejne strzały. Szczególnie ten Kramera był paskudny, nie wiem kto go wpuścił na boisko.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *