Archiwa tagu: kontuzje

Uważajcie na głowy

Tragiczny wypadek z udziałem Ryana Masona (podczas meczu Chelsea-Hull zderzył się głowami z Garym Cahillem, stracił przytomność, a później okazało się, że ma pękniętą czaszkę) w wielu miejscach przedstawia się jako… sukces Premier League: mówi się o wzorowym działaniu służb medycznych, błyskawicznym transporcie do szpitala, udanej operacji, a nawet perspektywach powrotu 25-letniego piłkarza na boisko. W tle pozostaje pytanie o – również poszkodowanego – Gary’ego Cahilla. Trenerowi Chelsea, Antonio Conte, wypsnęło się na pomeczowej konferencji, że jeszcze w przerwie meczu jego kapitan po zderzeniu z piłkarzem Hull nie czuł się dobrze („After the first half, it wasn’t really good with Gary, but we decided to continue with him”).

Dla mnie te słowa przeczą propagandzie, którą uruchomiono po wypadku na Stamford Bridge. Czytaj dalej

Kto upadł na głowę

Wpadam na chwilę w kwestii, która być może jako jedyna zasługuje na naszą uwagę po tych dwóch i pół godzinach meczu nudnego jakby był ćwierćfinałem mundialu. W kwestii zdrowia i być może życia piłkarzy.

W pierwszej połowie półfinałowego spotkania Argentyna-Holandia startujący do walki w powietrzu Javier Mascherano uderzył czołem w tył głowy Georginio Wijnalduma i upadł na ziemię. Telewizyjne zbliżenia pokazały twarz piłkarza, wyraźnie bez świadomości. Później na boisku pojawili się argentyńscy medycy, zawodnik Barcelony podniósł się, a parę minut potem grał już w najlepsze – w pierwszym kontakcie z piłką wprawdzie podał ją pod nogi Sneijdera, ale po to, by niemal natychmiast odzyskać. Ba: w końcówce spotkania został bohaterem, w ostatniej chwili blokując strzał Robbena, czyli przedłużając szanse swojej drużyny na awans do finału.

Bohater, znaczy? Twardziel? Kapitan bez opaski? Jak to dobrze, że wytrzymał do końca? Rzecz w tym, że wcale niekoniecznie. Pisałem o podobnych przypadkach dla Sport.pl w listopadzie 2013 r., kiedy po zderzeniu z Lukaku w końcówce meczu z Evertonem na chwilę stracił przytomność bramkarz Tottenhamu Hugo Lloris, a fakt, że po czymś takim pozwolono mu kontynuować grę, nie stał się niestety uderzeniem na trwogę dla całego świata sportu. Pomijam już fakt, że w warunkach stadionowych, przy panującym wokół chaosie, trudno kontuzjowanego poprawnie zdiagnozować, a on sam jest oszukiwany przez buzującą w jego organizmie adrenalinę: może nie czuć bólu, lekceważyć inne niepokojące w normalnych warunkach objawy. Chodzi o groźbę powtórki podobnego zdarzenia, czyli o możliwość wystąpienia tzw. zespołu drugiego uderzenia – w innych sportach kontaktowych, jak rugby czy futbol amerykański, prowadzących do śmierci czy poważnej niepełnosprawności (samo pojęcie „zespół drugiego uderzenia” pojawiło się w medycynie po przeanalizowaniu przypadku młodego futbolisty amerykańskiego, który kilka dni po pierwszym incydencie, uspokojony dobrymi wynikami tomografii, wziął udział w rozgrzewce, doznał zapaści i po wielotygodniowym leczeniu stał się przykutym do wózka inwalidą).

Kiedyś w świecie rugby po podobnych incydentach zawodnicy obligatoryjnie otrzymywali tydzień wolnego, później jednak przepisy zmieniono: wszak show must go on, więc wystarczy pięć minut, w trakcie których trzeba uzyskać akceptację lekarzy na powrót do gry. W świecie piłki nożnej nawet o pięciu minutach mowy nie ma, mimo iż takie zdarzenia się mnożą. Nawet na mundialu w Brazylii, oprócz urazu Mascherano, mieliśmy zderzenie Alvaro Pareiry z kolanem Raheema Sterlinga w trakcie meczu Anglia-Urugwaj – również zlekceważone. „FIFA igra z ogniem” – alarmował na Twitterze Andrew Orsatti z międzynarodowego związku piłkarzy (FIPro), apelując o to, by w przypadku meczów o taką stawkę możliwość przebadania piłkarzy miał niezależny zespół lekarzy. Wtórował mu były piłkarz amerykański, dziś ekspert telewizji ESPN Taylor Twellman – skądinąd ofiara podobnych przypadków. Inni zwracali uwagę, że samo podejrzenie wstrząśnienia mózgu nawet w myśl obowiązujących przepisów FIFA powinno skutkować wyłączeniem z jakichkolwiek aktywności sportowych przynajmniej w dniu incydentu.

Amerykańska NFL zawarła niedawno porozumienie, gwarantujące 765 milionów dolarów odszkodowania tym sportowcom, którzy po zakończeniu kariery cierpieli na skutek odniesionych w jej trakcie kontuzji głowy – porozumienie zakwestionowane jednak przez sąd federalny jako najprawdopodobniej zbyt niskie. Ile lat i kontuzji musimy jeszcze zobaczyć w piłce nożnej, żeby jej władze zaczęły traktować serio zdrowie piłkarzy?