Van Gaal w górę i Rodgers w dół

O jedną porażkę za daleko? Media przykładają nóż do szyi Brendana Rodgersa mniej więcej z tą samą intensywnością, z jaką jeszcze dwa miesiące temu kwestionowały kiepskie, ba: najgorsze w historii występów w Premier League, rozpoczęcie sezonu Manchesteru United. Czytacie tego bloga wystarczająco długo, żeby znać stosunek gospodarza do pochopnego zwalniania menedżerów, czytacie na tyle uważnie, żeby pamiętać, iż opisywał lanie, jakie Liverpool sprawił na tym stadionie gospodarzom marne 9 miesięcy temu. Co najważniejsze: oglądaliście dzisiejszy mecz, a zapewne także poniedziałkowe spotkanie Southampton-MU, więc widzieliście, że bronić nie umieją się obie drużyny (Gary Neville po tym, jak Czerwone Diabły cudem wykręciły się od porażki z dominującym absolutnie Southamptonem, mówił, że czeka nas pojedynek z ligi niedzielnej, czytaj: amatorskich rozgrywek, w których panowie z brzuszkami nie nadążają z żadnym wślizgiem. Faktycznie zresztą, spóźnionych wślizgów i idących za tym żółtych kartek było całkiem sporo.

Miał więc Manchester United dużo szczęścia, i w poniedziałek, i dzisiaj. Wtedy 3 strzały na bramkę (przy 15 Southamptonu) i dwa gole. Teraz 11 strzałów, większość zresztą w końcówce (przy 19 Liverpoolu) i trzy bramki. Atakujący gości wielokrotnie znajdowali sobie miejsce pomiędzy trójką obrońców – sam wprowadzony po zejściu Lallany Balotelli mógł strzelić trzy gole, ale minimalnie pudłował bądź powstrzymywał go fantastyczny de Gea. Zanim zaczęły padać bramki dla MU – druga, przyznajcie, w okolicznościach kontrowersyjnych, bo spalony Maty był gigantyczny – świetną sytuację miał powstrzymany przez Hiszpana Sterling. To był pierwszy kluczowy moment, kolejny nadszedł tuż po przerwie, gdy de Gea obronił strzał Balotellego. Fakt, że piłkarzem meczu, w którym jedna z drużyn strzeliła trzy gole, został ostatecznie jej bramkarz, coś w końcu mówi.

Może jednak nie ma co wybrzydzać, kiedy podopieczni Louisa van Gaala wygrali właśnie szósty mecz z rzędu. Taka seria, że będę mówił oczywistości, niezdarzająca się często, ma ogromne znaczenie dla atmosfery w zespole, pewności siebie zawodników, wiary w nowego trenera – kiedy w kolejnym spotkaniu zdarzy im się np. przegrywać do przerwy, trener będzie się miał do czego odwołać. A że w zwycięstwie pomógł błąd sędziego liniowego, piłkarze MU nie będą już pamiętać – w nieskończoność będą za to wspominać trzeciego gola, po kontrze jak za czasów Aleksa Fergusona: szybkiej, granej szeroko, cholernie bezlitosnej.

Oczywiście nie byłoby tej bramki bez błędu Dejana Lovrena. Siedząc nad wielkim tekstem o Pepie Guardioli do świątecznego „Tygodnika Powszechnego” nie miałem czasu dłubać w tabelkach, ale podejrzewam, że kupiony za 20 milionów z Southamptonu stoper przewodzi już w ligowej statystyce indywidualnych błędów prowadzących do utraty gola, i nie zdziwiłbym się, gdyby Brendan Rodgers zrezygnował na jakiś czas z jego usług, tak samo jak zrobił to z Simonem Mignoletem (inna sprawa, że zmiennik Belga, Brad Jones, nie popisał się przy pierwszym golu dla MU). Tylko czy ma wielkie pole manewru? Czy jego dzisiejszych planów, tak samo jak w przypadku van Gaala ufundowanych na trzyosobowej defensywie, nie pokrzyżowała kontuzja Johnsona? Czy amerykańscy właściciele kupią mu jeszcze jednego obrońcę po tym, jak kosztowne transfery Lovrena, a wcześniej np. Sakho, okazały się aż tak nieudane?

Gry trójką obrońców piłkarze van Gaala wciąż się uczą (trudno się dziwić: z Southamptonem zestawiono ją z kompletnie innych zawodników…), ale w takim meczu jak dzisiejszy pozwoliła ona szaleć na skrzydłom Valencii i Youngowi – szczerze mówiąc zapomniałem już, że potrafią prezentować się tak dobrze, zwłaszcza ten pierwszy. W połączeniu z błyszczącymi w środku pola Rooneyem i Matą, z szybkością młodego Wilsona (narzekał ktoś niedawno, że MU traci tożsamość, zamieniając się w korporacyjny produkt, a tu proszę: wychowanek zamiast siedzącej na ławce megagwiazdy…), odnalezioną skutecznością van Persiego i spokojem Carricka daje to drużynę wyprowadzoną z Moyesowskiej smuty (a przecież panowie di Maria, Herrera, Falcao czy Rojo wciąż pozostają w rezerwie albo się leczą). Co do Rodgersa: wciąż szuka rozwiązań na wyjście z kryzysu i nie wszystkie te poszukiwania (np. ustawienie Sterlinga na szpicy) zasługują na krytykę. Zgoda: odpadł z Ligi Mistrzów i – sądząc z bieżącej sytuacji w tabeli – będzie mu ciężko do niej wrócić, ale zwalnianie go z pracy byłoby ostatnią rzeczą, której Liverpool potrzebuje.

Oczywiście powinien wygrać we środę z Bournemouth…

33 myśli nt. „Van Gaal w górę i Rodgers w dół

  1. ~de

    Rodgres to świetny fachowiec i zwolnienie go to byłby wielki błąd, fakt, że gra Liverpoolu w tym sezonie przyprawia o ból zębów, ale trzeba dac mu czas, kluby takie jak Liverpool, Everton czy Tottenham zawsze będą mieć jeden sezon lepszy, a drugi gorszy, takie kluby nie mają powtarzalności i dlatego są w tym miejscu w którym są

    Odpowiedz
  2. ~pajacyk21

    Jako kibic Valencii nie mogę nie zapytać, jak wypadł Mata? Nie oglądałem meczu a tylko skrót z bramkami (gol i asysta), po którym można wyciągnąć mylne wnioski. P. Michał wspomniał, że Juan błyszczał z Rooneyem (słyszałem, że obaj grali na „8”!?) ale czy to może oznaczać symptomy odrodzenia po ciężkim początku sezonu u LVG czy raczej jego los jest przesądzony i zimą odejdzie z Old Trafford? (może wróci na Mestalla?! 😉

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Mata na chwilę obecną ma rozegrane mniej minut tylko od DeGei, RVP i Roo. Wydaje się być kluczowym piłkarzem na Old Trafford i dlatego nie rozumiem skąd ciągle domysły jakoby LVG miałby go odstawić na boczny tor. Wg. mnie to nonsens. Oczywiście kiedy Di Maria i Falcao będą zdrowi i w formie Hiszpan dostanie mniej minut, ale żeby zaraz myśleć o sprzedaży?

      Wczoraj zagrał bardzo dobry mecz, pokazywał się do gry, rozegrał z Rooneyem kilka akcji z klepki. Najlepiej wyglądał właśnie kiedy miał z kim poklepać sobie – czytaj po wejściu Herrery, a potem Falcao.

      Jedyna zasadnicza wada Maty to braki w defensywie – przy czym mam wrażenie, że sztab LVG pracuje nad tym, bo coraz częściej widać, że Juan angażuje się także w defensywie i daje to coraz lepsze efekty. Wczoraj zaliczył ze dwa odbiory.

      Odpowiedz
  3. ~Kamil

    do pajacyk21

    Hej! Widzę, że masz podobnie jak ja, sprawdzasz co się dzieje u Twoich ulubieńców z czasów kiedy jeszcze grali w ulubionym przez Ciebie klubie. To ważna cecha dobrego kibica 😉

    Co do występów Maty, ostatnio widać, że odzyskuje formę z czasów pobytu w Chelsea, asystuje i strzela. Widać, że dobrze czuje się w grze kombinacyjnej, gdzie jego partnerami są Rooney i RvP. Atmosfera w zespole jest wspaniała, napisałem, krótką notkę u siebie na blogu (jeszcze raczkuję;) na ten temat. Widać, że czuje się dobrze, a przy ostatnich, jeszcze nieregularnych, dobrych występach raczej nie przewiduję scenariusz, w którym Mata odchodzi z zespołu. Raczej Falcao powędruje z powrotem do Monaco.

    Podsumowując. Mata wraca do formy, ma wpływ na zespół, ale duża w tym rola także RvP, którego naprawdę dobrze się oglądało w ostatnich dwóch meczach, obok DDG kluczowa postać w zespole LvG. Mata powoli dochodzi do takiej pozycji u Holendra. Nic nie dzieje się przez przypadek, błędy drużyna popełnia, ale skuteczność pod bramką przeciwnika jest warta zauważenia.

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  4. ~Łukasz

    Po takim meczu brak punktów bonusowych dla bramkarza MU w Fantasy PL to rzecz kompletnie niezrozumiała…

    Martwi mnie kiepska gra Kogutów. Kolejne zwycięstwo w doliczonym czasie po słabej grze. Nie widać jakości w tym zespole niestety.
    Trzeba dać czas Pocchettino ale postępu nie widzę, do tego transfery takie jak zwykle ostatnio, czyli chybione. Fazio to pomyłka największego kalibru.
    Całe szczęście, że przynajmniej nie grają Naughton z Rose’m bo dopiero by się działo…
    Tak się zastanawiałem na początku sezonu nad perspektywami klubu z nowym trenerem, który tak naprawdę to nic jeszcze nie wygrał… Jestem daleki od krytyki MP ale jednak… Zawsze jest jakieś „ale”

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Mam takie pytanie – czy naprawdę kibice Spurs spodziewali się po MP ponadnormatywnych wyników? Od razu? Z jakiej okazji?

      Nie oszukujmy się kadra Spurs jest jakościowo sporo gorsza od Chelsea, City, United i Arsenalu. Prezentuje poziom podobny jak Liverpool, Everton i Soton. Stąd wniosek, że miejsce w pierwszej czwórce będzie dla tego klubu i MP wielkim sukcesem. Na chwilę obecną są ledwie 4 punkty od TOP4, na 7 miejscu. To już powód do rozważania zwolnienia szkoleniowca?

      Odpowiedz
      1. ~Łukasz

        Broń Boże, nie rozważam zwolnienia MP, wręcz przeciwnie, trzeba dać mu spokojnie pracować.
        Dziwi mnie tylko jak łatwo wypromowano go na gwiazdę trenerską, super trenera młodego pokolenia itp. jak On tak naprawdę nic jeszcze nie wygrał. I nie uważam pozycji S’ton z poprzedniego sezonu za wielkie osiągnięcie.
        I zgodzę się – kadra jest „daremna” – przejaskrawiając oczywiście. Tacy piłkarze jak Rose, Naughton, Kaboul, Chiriches, Fazio, Townsend, Dembele, Chadli, Paulinho, Soldado, Adebayor nie nadają się do walki o najwyższe cele. Nie są to też tacy rzemieślnicy, którzy w połączeniu z „artystami” tworzyliby zespół kompletny. Brakuje po prostu „zapie…laczy” i tyle.

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          Teraz taka jest moda, co sezon musimy kogoś wylansować na trenerską gwiazdę i kogoś spuścić w toalecie. Rok temu spuściliśmy Moyesa, a na trenerskie gwiazdy lansowaliśmy Martineza i Rodgersa. W tym roku może dla odmiany spuścimy Rodgersa, albo Rodgersa i Martineza? Dlaczego nie;)

          To wszystko jest cholernie płynne w świecie piłki. Jeszcze 6 kolejek temu pierwsi eksperci wspominali o tym czy LVG dostanie odpowiednio dużo czasu i złośliwie czepiali się, że 3 miesiące na wprowadzenie philosophy;) zmieniają się w 3 lata. Dziś (6 kolejek później) Ci sami eksperci typują, że United może się włączyć do walki o mistrzostwo Anglii. Paranoja!

          Taka jest piłka – cholernie względna.

          W wypadku przegrania z trzech meczy z rzędu MP poleci, a gdyby wygrał trzy mecze z rzędu? Kibice Spurs i eksperci będą mówić z przekonaniem, że przecież od początku go wspierali i byli pewni, że to najlepszy dostępny manager. No i oczywiście Spurs niemalże na pewno zagrają w przyszłorocznej LM, itd, itd;)

          A co do kadry Spurs – wg. mnie problemem jest nie tyle jakość co fakt, że to po prostu zlepek piłkarzy. Zlepek piłkarzy którzy może wcale nie koniecznie pasowali najlepiej dla menadżera, ale prezentowali korzystne price/value ratio – czyż nie tak interesy robi prezes Levy? Taka polityka często przynosi wymierne profity, ale niesie też pewne konsekwencje.

          Odpowiedz
        2. ~adipetre

          Mauricio dobra robote wykonywał juz w Espanyolu, w Soton był fantastyczny. Nadal zespolowi unikalny styl gry, odkrył dla angielskiej piłki Lallane, Chambersa czy Shawa. Z klubu dysponujacegk krótka, i bardzo niedojrzala kadre stworzył zespół groźny dla każdego. Zaszczepil im styl na ktorym bazuja juz jego nastepcy, z tym ze Koeman ma lepszy materiał ludzki.
          Wydaje mi się ze Pocchettino w Tottenhamie napotkał na grupę mniej chętnych do nauki i pracy piłkarzy. Wsrod tych zawodnikow ktorych wymieniles nie widze H Kane’a, jak domyslam sie pominales go intencjonalny. Zaden z wyzej podanych pilkarzy nie ma gorszych umiejetnosci od Harry’ego brak im odpowiedniego podejscia, niekiedy zaufania. Ci zawodnicy byli w stanie w innych wielkich ligach walczyc skutecznie o Champions League, wiec w Anglii tez ich na to stac.

          Odpowiedz
    2. ~jpawl

      Odnośnie bonusów w FPL – bramkarze są na straconej pozycji w tej ‚rozgrywce’ – bonusy są liczone dla 3 najlepszych tzw BPS, co przy stronniczości nadawania tych ‚punktów’ (save = 1 BPS, Forwards scoring a goal = 24 BPS) mecz musiałby się zakończyć wynikiem 0:0, żeby De Gea miał szansę dostać chociażby 1 punkt bonusowy.

      Odpowiedz
  5. ~adipetre

    Bardzo się zdziwie jeśli Liverpool wygra z Bournemouth.
    Odnosząc się juz do samej tresci, tradycyjnie juz LvG tutaj nie podlega krytyce. Żadna taktyka na mecz nie uwzględnia 5-6 wybronionych setek przez bramkarza, tak wiec MU tego meczu pod kontrola nie miało i gospodarze tak jak źle ten mecz zaczęli tak w tym niewłaściwym kształcie trwali przez większą część meczu. Wg mnie jest to dowód na to ze LvG dokonał wielu złych wyborów przed meczem, jak i w jego trakcie.
    Mówi Pan o żółtych kartkach, wg mnie kartki wynikały przede wszystkim z tego ze obie drużyny nie otrzymały wystarczającego wsparcia od drugiej linii gdy przechodziły do obrony. Dla mnie absurdalne jest to ze w tak świeżych, dla wielu piłkarzy niekomfortowych ustawieniach mogli obrońcy liczyć na pomoc tak niezdyscyplinowanych zawodników jak Rooney, czy Gerrard. Oni w tym meczu faktycznie wyglądali jak zawodnicy wyjeci z ligi niedzielnej. Do tego skrzydłowi ustawieni na pozycji wahadłowych, albo bocznie obrońcy w środku obrony. Nic wiec dziwnego ze wystarczyła jeden udany drybling Markovicia, czy Sterlinga by dojść do kolejnej setki. Wracający dopiero co Jones naprzeciw lubujacego sie przecież w atakach z lewej strony najgroźniejszego piłkarza Liverpoolu – Sterlinga. Dla mnie to kolejna irracjonalma decyzja LvG, we wpisie cisza. Nawiasem mówiąc przyjemnie się ogląda tak harmonijnie rozwijającego się zawodnika jak Sterling. Pamiętam ze jakiś czas temu byli tu tacy którzy Mate stawiali ponad Raheemem. Dla mnie w tym momencie Sterling jest zawodnikiem lepszym, bardziej wszechstronnym i MU przychodziloby wiele rzeczy łatwiej gdyby dziś na pozycji mieli Anglika, a nie flegmatycznego, słabego fizycznie Hiszpana.
    Zapadnie mi w pamięć jeszcze jedna rzecz po tym weekendzie, w trakcie meczu Leicester – City komentator powiedział ze ten bardzo trener gospodarzy pracował wczesniej miedzy innymi z juniorskimi reprezentacjami Anglii. Jeśli to prawda i młodzieżą w tym kraju opiekują się, edukują tak negatywnie, konserwatywni trenerzy to naprawde nic dziwnego ze angielski futbol jest dziś w tak fatalnym położeniu.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Kto miał grać jeżeli nie Jones skoro Smalling, Rojo, Blind, Rafael i Shaw byli kontuzjowani, bądź nie gotowi do gry po przebytych urazach, a McNair w ostatnim spotkaniu w niespełna 40 minut zaliczył kilka strasznych baboli i został zdjęty z boiska jeszcze w pierwszej połowie? Tak naprawdę jedyną alternatywą był Blackett, który również doświadczeniem i chłodną głową nie grzeszy.

      W ogóle wg. mnie LVG rozliczać z decyzji personalnych dotyczących formacji defensywnej będzie można dopiero kiedy będzie miał wybór, na chwilę obecną w żadnej z 16 rozegranych kolejek wyboru specjalnego nie miał. Ot posyłał do boju akurat tego kto był zdrowy.

      Jeżeli wszystko pójdzie dobrze to w okolicach nowego roku LVG powinien mieć dostępnych wszystkich, lub prawie wszystkich obrońców. Wtedy będzie można porozmawiać o tym jak ich zestawia.

      Odpowiedz
      1. ~adipetre

        Po katastrofalnym meczu z Soton spodziewalem się ze LvG wróci do ustawienia z dwoma obrońcami. Nie przypominam sobie ani jednego udanego meczu MU tak do przodu, jak i do tylu w ustawieniu z trzema środkowymi obrońcami.

        Odpowiedz
        1. ~Stefan

          Fakt, też nie mogę patrzeć na trzech środkowych obrońców. Umówmy się, że w tym ustawieniu (przynajmniej w meczu z Liverpoolem) tylko Carrick wiedział co ma robić. Swoją drogą to pokazuje jego doświadczenie i boiskową inteligencję. Faktem też są wygrane zarówno z Arsenalem, Soton i Liverpoolem w tym absurdalnym ustawieniu.

          W ogóle odnoszę wrażenie, że gra United i do przodu i do tyłu wyglądała dobrze w tym sezonie tylko w jednym meczu – z Hull. Czy tylko ja odnoszę takie wrażenie?

          Odpowiedz
  6. ~de

    jak myślicie United wzniesie się na wyżyny i powalczy o mistrza czy to mission impossible ? czy jeśli złapie się w TOP 4 to jest apogeum

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Nie ma mowy o mistrzostwie – bądźmy realistami. Za dużo głupio zgubionych punktów na starcie, plus wciąż za słaba kadra (szczególnie defensywa) i mnóstwo kontuzji.

      Może przy jakimś szczęśliwym zbiegu okoliczności, owocnym zimowym okienku transferowym i dzięki znaczącemu poprawieniu gry (na razie wyniki są sporo lepsze niż gra) udałoby się dołączyć do walki o mistrza.

      Na chwilę obecną trzeba uważać żeby nie wypaść z TOP4 i spokojnie budować drużynę.

      Odpowiedz
  7. ~HB

    Co do Lovrena popelniajacego najwiecej bledow kosztujacych zespol gola – mozliwe, choc w statystyce odsetek bledow wzgledem rozegranych minut mysle ze bezkonkurencyjna bylaby inna gwiazda angielskich boisk – Vlad Chiriches.

    Odpowiedz
  8. ~ynwa

    Mnie zastanawia co innego i prawdę mówiąc próbuję to zrozumieć od ładnych kilku lat.

    Wątpliwy jest dla mnie model, w którym Liverpool chce zbudować drużynę walczącą o mistrzostwo i utrzymującą stały poziom (mówimy tutaj o top 3) inwestując w piłkarzy z drużyn, które nigdy nie walczyły o takie cele.

    Do czego zmierzam? Analizując transfery Liverpoolu, rodzi się pytanie, jak z presją wyniku i oczekiwaniami związanymi z grą o i potencjalnie w Lidze Mistrzów, czy walką o mistrzostwo, może poradzić sobie ktoś, kto miał jeden dobry sezon w dużo mniejszym klubie.

    Nie grzebiąc za bardzo w historii i czasach Rafy Beniteza, od czasów Hodgsona (co jest osobnym wątkiem…) przykłady można by mnożyć. Zaczynając od szatańsko wręcz genialnej decyzji z Andy Carrolem, przez Charliego Adama, Lovrena czy Joe Allena. A lista ta wcale nie jest kompletna ani wyczerpująca.

    Druga sprawa to kupowanie tak zwanego ‚british talent’, rozumiem, że staramy się zachować tożsamość, ale bez przesady. Od tego LFC ma akademię (Sterling, Flanagan).

    Nie mogę zrozumieć, z punktu widzenia biznesowego i piłkarskiego, kupowania piłkarzy o niepotwierdzonej klasie za sumy rzędu 20milionów funtów.

    Jasne, jest to zrozumiałe jeżeli mówimy o kimś mega utalentowanym, ale jedyny taki transfer to Luis Suarez, a i tak przychodził z zespołu który walczy o Ligę Mistrzów w swojej lidze i miał odpowiednią mentalność (i umiejętności).

    Wyłączając Suareza i Sturridge (który przyszedł za śmieszną sumę w porównaniu z takim np. Lovrenem) jedynym przykładem piłkarza kupionego za duże pieniądze, który w końcu jakoś się rozwinął, jest Henderson. Zajęło mu to jakieś… 3 lata. Licząc konserwatywnie, przy założeniu że jego tygodniowa pensja to 55,000 funtów, cały koszt posiadania Hendersona 2013/2014 to jakieś 22 miliony funtów, plus 2 lata straconej Ligi Mistrzów.

    Oczywiście nie sam Henderson jest winien, takich piłkarzy było znacznie więcej i chodzi o pokazanie kierunku jaki obrał Liverpool. Chyba lepszą decyzją byłoby zainwestowanie tych 22 milionów w 2011 roku w piłkarza z większą renomą.

    Reasumując, dziwią mnie wybory dokonywane przez ‚mój’/mój klub i to jak marnuje fundusze na transfery.

    Odpowiedz
    1. ~przecinek

      Taka smutna prawda, że LFC są ekspertem od kiepskich transferów. Choć po uszach za to od opinii publicznej dostają kolejni trenerzy, ot pszypadeg.

      Odpowiedz
      1. ~adipetre

        Zgadzam się ze polityka transferowa Liverpoolu to katastrofa, niestety do jej poziomu ostatnimi czasy rownaja także decyzje i metody szkoleniowe Rodgersa. Facet po prostu stracił kontrole nad zespołem, nad sobą. Zwariowal.

        Odpowiedz
        1. ~przecinek

          A to swoją drogą. Z tego co kojarzę, to podczas sezonu 12/13 też eksperymentował na potęgę, tyle że mało kto się tego czepiał, bo mało kto od LFC czegoś oczekiwał.
          A w kolejnym sezonie wręcz wychwalano to eksperymentatorstwo, jakby zmontowanie dobrze grającej drużyny nie mogło się odbyć bez roku mało ze sobą połączonych przymiarek.
          Kto wie, może jak przyjdą wyniki, to znowu pochwalą Rogersa, za to że „nie przyglądał się biernie kryzysowi i działał aktywnie”, albo wymyślą jeszcze ciekawszy komplement. Eksperci są w tym dobrzy.

          Ale na moje oko facet zwyczajnie nie wytrzymuje presji.

          Odpowiedz
          1. ~KrólJulian

            o tak, będą pisać, że antycypował i jest wizjonerem, a jak się nie uda, że zniszczył świetnie funkcjonujący mechanizm i w sumie jest w stanie nawet metalową kulkę zepsuć-normalka.
            pamiętam jak tu niedawno lokalni eksperci przewidywali dominację niemieckiej piłki i seryjne finały LM: BM-BVB 🙂

          2. ~KrólJulian

            o tak, będą pisać, że antycypował i jest wizjonerem, a jak się nie uda, że zniszczył świetnie funkcjonujący mechanizm i w sumie jest w stanie nawet metalową kulkę zepsuć-normalka.
            pamiętam jak tu niedawno lokalni eksperci przewidywali dominację niemieckiej piłki i seryjne finały LM: BM-Dortmund 🙂

    2. ~Stefan

      Słuszne uwagi. Faktycznie Liverpool ściąga gwiazdy, ale gwiazdy średniaków. Lovren, Carroll, Lallana, Lambert czy choćby Mignolet. Jeżeli już przychodzą piłkarze z wielkich klubów, to Ci niechciani – Joe Cole, Balotelli, Toure. Dobry interes w takim wypadku zrobili tylko na Sturridge’u.

      Pamiętam swego czasu gorącą dyskusję na blogu jak Rodgers kupował Allena – twierdził, że Walijczyk przyszedł za 15 milionów funtów, ale niebawem wart będzie 30 i z tego co pamiętam autor bloga był zdania, że niebawem tak się stanie, jeżeli już tak nie jest. Minęło trochę czasu, dziś Allen wg. Transfermarkt wart jest milionów 10,5. Chociaż nie wydaje mi się żeby nawet tyle ktoś za niego zapłacił. To też pokazuje, że transferów nie warto oceniać na gorąco. I np. z Lovrena może coś jeszcze wyjdzie, przecież nie kto inny jak De Gea po pół roku od transferu wydawał się być kolejnym bramkarskim niewypałem Fergusona.

      Odpowiedz
      1. ~KrólJulian

        niestety są gracze, którzy są bezcenni dla swoich drużyn-okazali się nimi Suarez i Bale. Na ich plecach faktycznie łatwo było się wywindować, później okazało się, że jeden król jest w samej bieliźnie, a drugi nagusieńki… (oby ten naguśki nie zastąpił niebawem tego odzianego, bo to dopiero byłby dramat). Wg mnie sukces Rodgersa przyszedł za szybko (strach pomyśleć kogo kupiłby wygrywając ligę w zeszłym sezonie..) i trochę zaszalał, bo trudno inaczej postrzegać transfer i próbę ogarnięcia Mario… Nie tacy próbowali… Kubeł zimnej wody przyszedł może i w dobrym momencie, jeszcze coś można z tym zrobić.

        Odpowiedz
  9. ~ynwa

    @przecinek: Dokładnie, eksperymenty były, przy czym dla mnie wyglądało to jak szukanie zwycięskiej formuły i sprzątanie po poprzednikach (przy czym, co by nie mówić o Dalglishu, jego sprzątanie po Hodgsonie było dużo bardziej efektywne). Problem jest tylko taki, że o ile w 2012/13 nikt się wielkich rzeczy nie spodziewał, o tyle od 2013/14 powstało wrażenie, że Rodgers ową zwycięską formułę znalazł i wie jakich elementów układanki mu brakuje. Rzeczywistość jest jednak brutalna i 2014/15 przypomina prawie toczka w toczkę 2012/13, a może i nawet jakby było gorzej. Wtedy przynajmniej można było zrzucić winę na brak szczęścia i obijane słupki, i poprzeczki. Teraz, nie. Po prostu bolą mnie zęby jak patrzę na te próby gry, bo grą tego nazwać nie można. Na drużynę rozciągniętą na całym boisku, na statyczną pomoc, przerażoną obronę, straszenie w ataku zagubionym Lambertsem, Skrtela który próbuje coś tam działać.

    To „aktywne” szukanie recepty przypomina mi raczej miotanie się bez ładu i składu. Idealnym przykładem jest mecz z Basel.

    @Stefan: Racja moze coś z niego będzie, ale jakoś tak mam wrażenie, że raczej nie. De Gea przynajmniej przychodził z dobrej drużyny z silnej ligi i był młody, a Lovren raczej tych warunków nie spełnia (wiem że ma 25 lat). Plus to, że De Gea wygrał LE i Superpuchar Europy (2010) i trzy medale z U-17 (2 razy złoto ME i raz srebro MŚ).

    @de: Trochę to rzeczywiście przypomina sytuacje Liverpoolu, ale przynajmniej Arsenal gra na stałym poziomie 3-4 miejsca. Z drugiej strony problem Arsenalu to chyba nie tylko sama młodzież, to też kurczowe trzymanie się jednego pomysłu na grę i brak elastyczności.

    Odpowiedz
  10. ~skilaczi

    Ajaj, nareszcie zwycięstwo w pięknym stylu nad srokami bądź co bądź. No i jeszcze taki fuks przy losowaniu. Totnem w finale prze państwa, byle by nie z Che na SB!

    Odpowiedz
    1. ~hazz2

      Skrzydła były i od razu ta gra jakoś tak lepiej wyglądała mimo, że townsend był chyba najsłabszy w ekipie

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *