Ekstraklasa chaosu

Abject Arsenal, Lacklustre Liverpool, Toothless Tottenham, generalnie: królestwo chaosu, ta Premier League. Błędy w obronie (nawet w niepokonanej dotąd Chelsea ni stąd, ni zowąd myli się Cahill, a przy okazji dowiadujemy się, że z 13 bramek utraconych przez tę drużynę w obecnym sezonie ekstraklasy, prawie trzy czwarte padło po zagraniu ze skrzydła) i błędy w ataku (Soldado bynajmniej się nie przełamał przed tygodniem – w meczu z Crystal Palace nie wykorzystał co najmniej trzech dobrych sytuacji). Bałagan w sztabach medycznych (plaga kontuzji w MU od początku rozgrywek nie ma sobie równych) i w sędziowaniu (co wyprawiał Andy Marriner w meczu MC-Everton: jak mógł nie wyrzucić z boiska Mangali i być może również Fernando, jakim cudem pokazał żółtą kartkę Barkleyowi, a zwłaszcza na jakiej podstawie podyktował karnego dla gospodarzy?)… Jeden tylko weekend, a przykładów co niemiara – sam nie wiem, od którego zacząć.

Może właśnie od porażki Chelsea i zwycięstwa Newcastle? Tu o chaosie w szeregach gospodarzy mogłoby świadczyć to, że po raz kolejny Alan Pardew nie trafił z zestawieniem wyjściowej jedenastki i musiał się wspierać zmianami. Podczas serii ostatnich zwycięstw Srok często o wyniku przesądzały gole zawodników wprowadzanych z ławki – dość wspomnieć spotkanie z Tottenhamem, które przyniosło przełamanie wcześniejszej złej passy, i wejście Sammy’ego Ameobiego. W sobotę marsz Chelsea powstrzymał rezerwowy Papiss Cisse, który sam nadaje się na symbol chaosu, bo dopiero w tym sezonie wraca do bajecznej formy sprzed trzech sezonów (choć wypada zwrócić uwagę, że ruchliwy Perez, który grał od pierwszej minuty, również sprawiał obrońcom z Londynu masę kłopotów). Gościom wyraźnie brakowało Maticia – zastępujący go Mikel ani nie ma tej prezencji w walce o piłkę, ani nie czyta gry w sposób tak perfekcyjny – dość powiedzieć, że przed polem karnym Courtois wiele razy ziała wyrwa, w której odnajdywali się szybcy i agresywni gracze Newcastle. A może – i jest to również przypadek Tottenhamu podczas meczu z Crystal Palace – Chelsea odczuwała trud trzeciego spotkania, rozgrywanego w ciągu dziewięciu dni? Jak do tej pory Jose Mourinho rotuje składem w sposób więcej niż umiarkowany…

Nie, z pewnością lepiej zacząć od pierwszych dziewiętnastu sekund meczu Stoke z Arsenalem (łączy je to, że rozgrywane były na stadionach niegościnnych dla Wengera i Mourinho: na Britannia menedżer Kanonierów wygrał tylko raz, na St. James’ Park trener Chelsea – ani razu). Albo od – jakże charakterystycznych dla podopiecznych Wengera – kartek Caluma Chambersa. Ostatecznie od informacji, że w całym spotkaniu ze Stoke czterech obrońców Arsenalu zanotowało JEDEN udany wślizg, a blisko dwumetrowy Per Mertesacker wygrał tylko jeden pojedynek główkowy. Jak nie cenię komentarzy Alana Shearera, we wczorajszym Match of the Day trafił w punkt: jadąc do Stoke, a potem widząc w wyjściowym składzie Petera Croucha musisz nastawić się na walkę, także walkę w powietrzu – a w ciągu pierwszych dziewiętnastu sekund przegrywasz z nim trzy starcia. To masakra, co wyprawia niekiedy Arsenal w grze obronnej, i trudno się dziwić tym fanom Kanonierów, którzy kłócąc się o przyszłość drużyny pod Arsenem Wengerem niemal pobili się po meczu przed stadionem.

Powtarzalność problemów, występujących u podopiecznych Wengera jest co najmniej zastanawiająca. Są wśród nich kwestie dyscyplinarne, kłopoty z koncentracją, są wreszcie bramki tracone po stałych fragmentach gry. Stoke przez cały ten sezon nie strzeliło jeszcze gola w ten sposób; żeby się udało, musiał dopiero przyjechać stosujący krycie strefowe Arsenal – i pięciu jego graczy musiało ruszyć do tej samej piłki. Do Mertesackera, ośmieszanego przez znakomitego Krkicia (spodziewał się ktoś, że ten sprowadzony z Barcelony konus odnajdzie się wśród piłkarzy pokroju Adama, Bardsleya, Mosesa, Shawcrossa czy Sidwella?), do niespokojnego Chambersa, niedoświadczonego Bellerina i spóźnionego przy dośrodkowaniu przed drugim golem Gibbsa dołóżmy jeszcze Martineza, który nadal zastępuje Szczęsnego – przy pierwszej bramce Stoke Crouch wyczekał, aż bramkarz się położy i dopiero wtedy uderzył.

Spróbujmy ten chaos uporządkować, rzucając okiem na zdobycze punktowe drużyn z czołówki po 15 kolejkach poprzednich sezonów. Otóż dwa lata temu, w sezonie 2012/13, lider, Manchester United, miał te same 36 punktów co zgromadziła dziś Chelsea. Wicelider (i wtedy, i dziś MC) miał te same 33 punkty. Trzecia w tabeli Chelsea zdobyła o dwa punkty więcej niż obecnie West Ham, czwarty Tottenham – te same 26 punktów, co czwarty dziś Southampton. Rok temu pierwsza czwórka miała odpowiednio: 35, 30, 30 i 29 punktów. Trzy lata temu MC miało punktów 38, a ścigające go MU – 36. Wygląda na to, że ten sezon nie jest bynajmniej wyjątkowy i nawet statystykami Chelsea niekoniecznie musimy zachwycać się już w tym momencie.

Więcej mówi oczywiście zestawienie zdobyczy punktowych drużyn, o których słabszej postawie się obecnie rozpisujemy: rok temu po 15 kolejkach Liverpool miał 30 punktów, aż 9 punktów więcej niż dzisiaj, Arsenal 35, czyli o 12 punktów więcej niż obecnie, Tottenham zaś – 27, czyli 6 punktów więcej niż dziś (Manchester United pod van Gaalem ma o 3 punkty więcej niż pod Moyesem w tej samej fazie sezonu). Jasne, że i tu rzecz można niuansować, zwracając uwagę na fakt, że różnie układają się w poszczególnych latach kalendarze rozgrywek (ktoś może mieć w pierwszej fazie sezonu skumulowane wyjazdy do najgroźniejszych drużyn ligi), coś jednak widać. Niezależnie od pytania, czy i kiedy spuchną West Ham, Southampton, a może także Newcastle, fani Arsenalu, Liverpoolu i Tottenhamu mają się czym martwić. No, ci ostatni zawsze mają się czym martwić.

19 myśli nt. „Ekstraklasa chaosu

    1. Michał Okoński Autor wpisu

      Jest to jeden z moich najczęstszych błędów; dobrze, że nie mówię na Giroud „Adebayor”.

      Odpowiedz
  1. ~KrólJulian

    nie mówię żeby zaraz się zachwycać, ale akurat statystyki Chelsea we wspomnianym meczu były niezłe: 26 oddanych strzałów, 24 stworzone sytuacje, 525 celnych podań, w tej kolejce zdecydowanie najlepsze. Oczywiście w najważniejszej ze statystyk tak wypadli gorzej od przeciwnika, ale dla rozgrywek jako takich wyjdzie to jedynie na plus. To że nadchodzi dołek formy widać było z meczu na mecz, dodatkowo 5 mecz w ciągu 15 dni zrobił swoje… W zasadzie Mourinho rotuje składem jedynie wtedy, gdy jakiś zawodnik z niego wypada w wyniku urazu bądź zawieszenia za kartki, wspominał o tym ostatnio. Choć akurat przygotowanie fizyczne jest mocną stroną tego zespołu to z żelaza nie są, więc trochę ostatnio oklapli, a w tym tygodniu znowu grają w środę i sobotę, więc kolejny raz na odpoczynek czasu zbyt wiele to nie będzie… Brak Matica oczywiście swoje zrobi, bo JOM to jednak nadaje się jedynie na ostatnie 15 minut do przetrzymywania piłki…
    Sędziowanie w Meczu MC vs Everton to faktycznie był jakiś żart, a takie”karne” gwiżdżą w spotkaniach tych klubów, ale w FA Women’s Super League…
    Jak sobie popatrzyłem co to CP wyprawiało w polu karnym Kogutów to sam nie wiem czy Janek to już myślami jest w jakimś bogatym klubie, że mu się do piłki w polu karnym skoczyć nie chce??? Nie wspomnę już o tych 2 indywidualnych akcjach graczy CP, bo na takie zwody to jednak nawet młody obrońca łapać się nie powinien, a dwóch to już tym bardziej…

    Odpowiedz
  2. ~hazz2

    A nadzieja Tott i angielskiej piłki znowu bez budy no i jeśli chodzi o sędziowanie to i tak wszystkich przebili krycha z tym sędzią heh 1 pajac przyaktorzł 2 dał się nabrać

    Odpowiedz
  3. ~Spursmaniak

    Może pan mi wytłumaczysz, czemu Pochettino uprał się na koncepcje, która nie działa. Obiecywał na początku sezonu ładny ofensywyny football, ale narazie to jest gorszy niż polityk platformy. Z niespełnionymi obietnicami mógłby konkurować z Tuskiem, a porażki gorzej usprawiedliwia niż Kaczyński swoje. Piłkarze byli zmęczeni, a Stambouli w trzech meczach premier league nie pojawił się na boisku ani razu. Po co on go sprowadzał, skoro mu nie ufa. Czemu Kane’owi nie dał odpocząć, kiedy nie było już szans z Chelsea. Chcę bronić tego trenera, ale daje coraz mniej powodów

    Odpowiedz
  4. ~de

    a co Ty myślisz, że już w pierwszym sezonie zrobi jakiś dobry wynik ? dajcie mu czas, Tottenham nigdy nie był jakimś wielkim zespołem i na dzień dzisiejszy 5 punktowa strata do miejsca czwartego to chyba nie taki zly wynik

    Odpowiedz
  5. ~przecinek

    Niektórzy wołają o Złotą Piłkę dla Neuera, argumentując, że bramkarze są niedoceniani w takich plebiscytach. Niech De Gea utrzyma przez rok formę, a United ten „styl gry” to Hiszpan będzie miał Złotą w kieszeni – ze słabszym bramkarzem diabełki okupowałyby 3 miejsce, ale od końca.

    Odpowiedz
    1. ~KrólJulian

      zostały mu chyba jeszcze ze dwa lata kontraktu, ale pomimo ostatnich zaprzeczeń, nie zdziwiłbym się wcale gdyby w lecie trafił do Madrytu…

      Odpowiedz
      1. ~przecinek

        Akurat bramka nie jest tak źle obsadzona, ale pewnie nie obraziłbym się 😉

        A LvG chyba dosłownie potraktował przydomek klubu i podpisał pakt z Diabłem, bo ostatniej serii zwycięstw logika nie wyjaśnia. De Gea broni, ale przecież nie strzela. W ostatnich zawodach United mieli problemy z dostaniem się w ogóle w okolice pola karnego przeciwnika, w samym polu karnym mieli piłkę 3 razy, co wystarczyło do strzelenia 2 goli. Plus wcześniejszy z Arsenalem – więcej goli niż celnych strzałów na bramkę…

        Nad okolicznościami niektórych goli(podania do przeciwnika, wpadający na siebie gracze) to nawet nie ma co się rozwodzić… Nie ma aż takich zbiegów okoliczności.

        Odpowiedz
        1. ~KrólJulian

          mają sporo farta, ale wiadomo, że w nieskończoność trwać to nie będzie…Oceniając jedynie po pozycji w tabeli i ostatniej serii zwycięstw można ogłosić koniec kryzysu, ale jak się ogląda te mecze to faktycznie niewiele się zmieniło od czasów wielkiej smuty… Niedzielne spotkanie z Liverpoolem może być ciekawe, ci to mają chyba jeszcze większy ból głowy…

          Odpowiedz
  6. ~Stefan

    Gra United wyglądała wczoraj fatalnie, zawodnicy wracają a w tym czasie wypadają inni (Smalling – 43 uraz w sezonie).

    Cholerne 5-3-2 wyglądało wczoraj równie kiepsko co z Arsenalem, a wynik jest równie korzystny. Najśmieszniejsze jest, że do kontr wybiega dwóch piłkarzy – Roo i RVP, więc takie muszą być założenia taktyczne.

    Jak dla mnie póki co „philosophy” jest kompletnie niezrozumiała i momentami mam wrażenie, że dla piłkarzy też. Owszem wyniki w obliczu ilości kontuzji bronią LVG.

    Kluczowy będzie powrót obrońców do zdrowia, lub styczniowy zakup przynajmniej jednego klasowego (i zdrowego!) stopera.

    Odpowiedz
  7. ~Michał

    Czytam pański blog od kilku sezonów, mimo że kibicujemy różnym drużynom, to sprawia mi dużą przyjemność czytać Pańskie artykuły, ze względu na ich obiektywizm. Ale dzisiaj się mocno zbulwersowałem słowami: Jak nie cenię komentarzy Alana Shearera, we wczorajszym Match of the Day trafił w punkt.
    Match of the day oglądam od 2006, i moim ulubionym komentatorem jest właśnie wspaniały napastnik Alan Shearer. Humorystycznie dodam że jestem uczestnikiem wraz z kolegami chatu o Premiership, zawsze udostępniałem Pańskie artykuły, po dzisiejszym artykule, admin napisał, że ma Pan bana na naszym chacie 🙂
    nie lubię pisać komentarzy na internecie, ponieważ ludzie anonimowo głównie obrażają innych, głupimi argumentami, nie szanując innych poglądów.
    No cóż, musiałem to napisać bo mocno mnie to dzisiaj zabolało, i od dzisiaj wiem że dodatkową różnicą między nami w lidze angielskiej jest Alan Shearer. A Pański blog będzie nadal moim ulubionym. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. Michał Okoński Autor wpisu

      Dziękuję za miłe słowa. Też oglądam MotD od lat i mam wrażenie, że strasznie zszedł na psy. Że dominują komunały, pomeczowe analizy ograniczają się do ponownego pokazania bramek, eksperci nie robią żadnego researchu głębszego niż bieżące spotkanie. Z Monday Night Football nie ma porównania, bo tu trzeba pokazać wszystko, tam Neville z Carragherem mówią tylko o tym, co ich ciekawi – ale nawet w tych ramach coś można poprawić – patrz niedawny wspólny występ Danny’ego Murphy’ego i Brada Friedela w MotD2.

      Odpowiedz
      1. ~Stefan

        Pozwolę sobie zabrać głos. Wg. mnie po prostu MOtD został w tyle i nie tyle chodzi o brak chęci prowadzących, wątpię żeby Shearer, czy Lineker mieli problem z analizą równie wnikliwą co ta w wykonaniu Nevilla, czy Carry po prostu taki jest format programu. Pokażmy skróty, tak padły bramki, ładne bramki? Ładne. Czy klub XYZ jest w formie? Jest. Starczy. Niedzielny kibic nie oczekuje specjalnie niczego więcej.

        Monday Night Football po prostu chce trafić w niszę football freaków, kibiców którzy korzystają z Twittera, są na Ty ze squawką, czy whoscored i chcą kolejnych nowinek, głębszej analizy.

        To wszystko. To, że nam football freakom podoba się bardziej Monday Night Football, to jakby oczywiste.

        Odpowiedz
  8. ~Polaś

    Co prawda mecz się jeszcze nie skończył (teraz jest 3-0), ale raczej Liverpool tego już nie odrobi.

    I tak sobie myślę, oglądając to spotkanie, że United osiąga niesamowite wyniki, jak na swoją grę. Naprawdę niesamowite.
    Z ostatnich 5 spotkań (wszystkie wygrane) w aż 4 spotkaniach mieli szczęście (szczęście też czasami to umiejętności).
    Chyba nikt nie miałby pretensji, gdyby w meczach z Arsenalem, Liverpoolem, Stoke i Southampton zamiast tych 12 oczek, United zdobyło np. 2. Bo po prostu ich gra nie wygląda tak dobrze, jak wyniki.

    A Liverpool? Sterling wyborowym snajperem, to nie jest.
    Balotelli to cykająca bomba za 16 mln, która psuje atmosferę w klubie.
    Transfery po prostu bardzo słabe.
    I te ciągłe zmiany w składzie/ustawieniu.
    Rodgers się zupełnie pogubił.

    Odpowiedz
    1. ~Stefan

      Wcale się nie pogubił. Liverpool zagrał dzisiaj całkiem przyzwoicie, a że bardzo nieskutecznie to przegrał 3:0 zamiast być może nawet zremisować, lub przy odrobinie szczęścia wygrać.

      Prawda jest taka, że Liverpool sprzedał latem piłkarza ze ścisłego światowego topu i zrobił po prostu kiepskie transfery. Żaden ze sprowadzonych latem piłkarzy nie robi różnicy. W tym składzie nie ma w chwili obecnej nikogo na kogo trzeba by specjalnie uważać. Nikogo kto byłby w stanie zrobić coś z niczego, bo nie oszukujmy się ani Lallana, ani Sterling, ani Balotelli takimi piłkarzami nie są. Brak jakości w składzie + kontuzja najlepszego napastnika (i w zasadzie jedynego zdolnego grać na tym poziomie) nie sprzyjają.

      Tak jak w zeszłym sezonie przesadna była gloryfikacja Rodgersa (wynikająca z ciągnącego grę Suareza, zdrowego Sturridgea i sprzyjającego układu tabeli) tak teraz przesadna jest jego negacja. To dobry trener z niezłym warsztatem i fajną filozofią ostatnio mu nie idzie i trochę pogrąża się swoimi wypowiedziami (bardzo zbieżna sytuacja z tą Moyesa – on też pokazuje w tym sezonie, że pojęcie o trenerce ma, RSSS póki co notuje naprawdę fajne wyniki).

      Gra United z kolei nie podoba się chyba specjalnie nikomu – nawet LVG po meczu z LFC stwierdził, że wiele jest do poprawy. Przy czym z przodu wygląda to naprawdę dobrze, pomoc raczej też nie szwankuje, a duże problemy co oczywiste przy tylu kontuzjach i braku jakiegokolwiek zgrania są z obroną. Pozostaje mieć nadzieję, że wracający po kontuzjach piłkarze dojdą do pełni formy i nie złapią szybko kolejnych (Rojo, Smalling, itd).

      Odpowiedz
  9. ~pablo

    Chelsea w końcu przegrywa ( nawet nie śmiałem marzyć o tym zwycięstwie ), a tu wszyscy komentują jakieś inne historie. Dzięjuję ojcu swemu, że blisko 30 lat temu zacząłem kibicować Srokom. Bo potrafię cieszyć się z rzeczy pozornie małych jak pojedyncze zwycięstwa ( to dzisiejsze było jeszcze smaczniejsze od 3-0 z MU sprzed dwóch lat ) nad lepszym rywalem. I nie łudzę się, nie mamy szans na Europa League ale sezon mam już udany. Mina Jose po meczu bezcenna.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *