Messi i Ronaldo, czyli tu i teraz

Nie wiem, czy też tak macie, ja tak miałem z całą pewnością aż do wczoraj: wychowany w kulcie przeszłości, pracujący w gazecie o siedemdziesięcioletniej historii karzeł na ramionach olbrzymów, tkwiłem w przekonaniu, że wszystko, co najlepsze, dokonało się zanim przyszedłem na świat. Najlepsza płyta w historii muzyki rockowej? No wiadomo: „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” Beatlesów. Najlepsze wykonanie „Pasji Mateuszowej”? Nagranie Nikolausa Harnoncourta z 1970 roku. Najlepsza książka o podróżowaniu? „Obrazy Włoch” Muratowa, z której każdy kolejny eseista wybierający się na Południe przepisuje pełnymi garściami. Najlepsi piłkarze w historii futbolu? Oczywiście Pele, a poza tym Puskas, Cruyff, Eusebio, Beckenbauer – z tych, co mogłem widzieć na własne, w miarę rozumiejące oczy, tylko Maradona ewentualnie mieściłby się na tej liście. Wszystko już było, „za moich czasów to były napady”, jak mówił na ulicy Pif-Paf City bohater jednego z komiksów także narysowanych dobre czterdzieści lat temu, czyli „Tytusa na Dzikim Zachodzie”.

Otóż nie. Jakkolwiek piękne były historie opowiadane nam przez rodziców i dziadków, jakkolwiek piękne są wspomnienia z dzieciństwa, np. o „zwycięskim remisie na Wembley” („najlepszy mecz w historii polskiej piłki” – cóż za szkodliwa bzdura…), świat poszedł do przodu, bynajmniej na tym postępie nie tracąc. Najlepszy piłkarz w historii piłki nożnej? Pep Guardiola powiedział wczoraj, że zdecydowanie Leo Messi, ale niewykluczone, iż za 10 godzin Carlo Ancelotti będzie z nim ostro polemizował, utrzymując, iż pierwszeństwo należy się Cristiano Ronaldo. O tym, że Bayern Guardioli nie zagra w finale tegorocznej Ligi Mistrzów, zdecydowały najpierw dwa gole Messiego w pierwszym spotkaniu półfinałowym, później zaś dwa podania, inicjujące akcje wykończone przez Neymara z asystami Suareza w meczu rewanżowym. Messi-Mesjasz, w tym sezonie zdobywca 53 goli i 27 asyst w 53 meczach, a przy tym bajeczny drybler, widzący coraz więcej na boisku, potrafiący też (robił to i wczoraj w Monachium) wrócić za rywalem i powalczyć o odbiór piłki. „Kunszt piłkarski Messiego opisuje się najczęściej za pomocą przymiotników poprzedzonych partykułą »nie«: niemożliwy, nieogarniony, niewiarygodny, niewyobrażalny, nieprawdopodobny, niespotykany – pisał w „Kontekstach” Dariusz Czaja już dobre trzy lata temu. – On sam jest wręcz modelową wiązką przeciwieństw. Kontrast między nikczemnością jego cielesnej postury a skalą jego piłkarskich umiejętności nie przestaje zdumiewać”. Porównania z Mozartem? Opis słynnego gola z Getafe jako „Święta Narracja o Cudownym Zdarzeniu”? Cóż w takim razie mówić o drugim golu strzelonym Bayernowi na Camp Nou? A może nie z Mozartem trzeba go porównywać, tylko z Cristiano Ronaldo właśnie?

Poczekajcie do wieczora. Albo, lepiej jeszcze (i pod warunkiem, że Real pokona Juventus na Santiago Bernabeu, by również awansować do finału Ligi Mistrzów), do czerwcowej nocy w Berlinie, gdzie mogą zagrać przeciwko sobie. Przede wszystkim zaś: nie myślcie z nadmierną nostalgią o przeszłości. Macie niewiarygodne szczęście: historia pisze się na Waszych oczach, to Wy – nie Wasi przodkowie – oglądacie najdoskonalszy futbol w dziejach. Zamknijcie książkę i otwórzcie oczy, bo historia się nie skończyła – czas na następny rozdział, w którym to Wy będziecie tworzyć lepszy świat. Możecie się przy tym nawet uśmiechnąć.

PS „Messi czy Ronaldo” to tytuł debaty, która odbędzie się podczas poświęconego geniuszowi i geniuszom tegorocznego Festiwalu Copernicus. Zapraszamy z Tomaszem Pasiecznym, Rafałem Stecem i Rafałem Ulatowskiem w piątek, 22 maja, na godzinę 17, do Holu Głównego AGH, na aleję Mickiewicza 30 w Krakowie.

PS 2 Skoro wspomniałem o siedemdziesięciu latach „Tygodnika”: rozejrzyjcie się w kioskach za numerem specjalnym pisma, opublikowanej z okazji jubileuszu antologii naszych najważniejszych tekstów. Choć i tak te najlepsze ukażą się dopiero w numerach następnych…

35 myśli nt. „Messi i Ronaldo, czyli tu i teraz

  1. Ron Obvious

    „Najlepsza płyta w historii muzyki rockowej? No wiadomo: „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” Beatlesów.”
    No przecież, że „Revolver”.

    „Najlepsze wykonanie „Pasji Mateuszowej”? Nagranie Nikolausa Harnoncourta z 1970 roku.”
    No przecież, że Masaaki Suzuki.

    Odpowiedz
    1. michalokonski Autor wpisu

      Ha! Liczyłem dokładnie na takie reakcje. Suzuki przegrywa ewangelistą i chórami, być może wygrywa kontratenorem. „Revolver” pod koniec pierwszej dziesiątki albo na początku drugiej.

      Odpowiedz
      1. Ron Obvious

        O Suzukiego kopii kruszyć nie będę, bo u mnie wygrywa o milimetry. Ale ten powszechny zachwyt nad Pieprzem mnie dziwi – toż to zestaw melodyjek obudowany naciąganą „ideologią” coby krytycy to łyknęli (i łyknęli). Nawet do mojej pierwszej piątki Beatlesów się nie łapie.

        cyt. „Revolver” pod koniec pierwszej dziesiątki albo na początku drugiej.

        To już bluźnierstwo!!!:)

        Odpowiedz
  2. Klemens

    Panie Michale, nie rozumiem, jak wymieniając najlepszych piłkarzy wszechczasów mógł Pan pominąć Zidane’a – podejrzewam, iż nie pasował do tezy o „pradawnej” przeszłości, ale to był piłkarz, którego każdy trener każdych czasów chciałby mieć w swojej drużynie – obdarzony wizją (kwintesencja rozgrywającego), fantastyczną techniką (ach, te jego kółeczka czy przyjęcia piłek, nie zapominajmy też o stałych fragmentach w jego wykonaniu) no i tym, co w moich oczach wyróżnia graczy wybitnych od „gwiazdorskich” – czyli zdolność wzniesienia się na wyżyny, wzięcia na siebie ciężaru gry w najtrudniejszych momentach najważniejszych meczów (niczym Jordan w koszykówce z jego słynnymi „the shots” oraz „flu game”). I tak aż do emerytury (moim zdaniem nawet w meczu z Materazzim był najlepszym Francuzem na boisku).

    Odpowiedz
  3. romek

    Zgadzam się z tezą o „tu i teraz”. Nie rozumiem tych odwołań do przeszłych legend typu Pele i Maradona. Wydaje mi się, że działa tu pewien sentyment (jak się było chłopcem wszystko wydawało się bardziej niesamowite). Pele owszem może i był genialny, ale grał głównie w Brazylii. Maradona był genialny, ale miał swoje epizody.

    Messi i Ronaldo są genialni od dekady tydzień w tydzień! Jest to absolutnie niesamowite. W erze, gdy piłkarz gra 50-60 meczów w sezonie, gdy każdy mecz jest transmitowany a skróty/bramki zamieszczanie w milionowych ilościach na youtubie, osiąganie takich wyników jak ta dwójka jest niewyobrażalne. Zidane „dojrzał” bardzo późno, Ronaldinho za wcześnie zgasł, Ronaldo brazylijskiego męczyły kontuzje. Rekordy Messiego i Ronaldo zaś, moim zdaniem, wytrzymają spokojnie z 50 lat albo i więcej. Być może skutkiem tej „regularnej genialności” jest wypalenie podczas mistrzostw świata… (co i tak nie przeszkodziło Messiemu doprowadzenie praktycznie w pojedynkę Argentyny do finały. Brakło mu też metra aby strzelić bramkę w finale i obalić raz na dobrę mit Maradony. A mam swoją teorię, że Leo i tak MŚ w końcu wygra).

    Osobiście wolę zdecydowanie Messi’ego. Od paru sezonów Leo staje się Xavim, Iniestą i Messim w jednej osobie. Prowadzi grę, rozgrywa, asystuje i dogrywa decydujące piłki (jak te dwie z meczu z Bayernem) a do tego strzela 40+ bramek na sezon, Ronaldo zaś przeistacza się w Gerda Mullera na sterydach: z genialnego skrzydłowego zmienia się w genialnego łowcę bramek. Podziwiam Ronaldo, że mimo mniejszego naturalnego talentu, potrafi skutkiem morderczej pracy utrzymać taki poziom, który pozwala rywalizować z Messim. Sam Ronaldo tylko wie, ile wyrzeczeń, pracy i pewności siebie to wymaga. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    1. KrólJulian

      Cóż…, gdybyś miał okazję obserwować Maradonę w takim wydaniu jak aktualnie Leo czy Ronaldo nie miałbyś zapewne najmniejszych wątpliwości. Jakby Maradona w pojedynkę nie doprowadził Argentyny do zwycięstwa w MŚ… Zestawianie Maradony i Ronaldo rozumiem jako figurę retoryczną opartą na zasadzie kontrastu.
      Zbyt młody jestem, bym mógł pamiętać Pele, więc poniekąd powyższe dylematy są dla mnie zrozumiałe. Wybór Maradona/Leo-wg mnie ciągle Maradona, może jednak jedynie do najbliższych MŚ…

      Odpowiedz
  4. tomekatalonia

    Już się cieszę na festiwalową debatę na AGH. Mam nadzieję, że będzie się działo. Panie Michale tygodnikowy KANON oczywiście kupiony i czytany, przy okazji bardzo dziękuję za doskonały artykuł z nr 18 Tygodnika „O czym nie powiedział ……..”

    Odpowiedz
  5. KrólJulian

    a my swoje:
    S’ton- AV 2
    Burnley – Stoke 2 dawno to Stoke już nie wygrało na wyjeździe…
    QPR – N’castle 2 niespodzianka
    Sunderland – Leicester 1 ze względu na stadion
    T’ham – Hull 2 niespodzianka i ostatnie mecze Spurs-chyba już zakończyli sezon i bronią się przed LE
    WHU-Everton 2 mecz o pietruszkę
    Liverpool-CP x mecz o pietruszkę
    Swansea-MC 1 – swansea jeszcze zależy…
    MU-Arsenal 2 Arsenal jest zwyczajnie lepszy
    WBA-Chelsea x W chelsea zagrają przedszkolaki, WBA już się utrzymało
    No a za tę poniedziałkową wygraną Swansea to szacuneczek, o weekendowych niespodziankach nie wspominając 🙂

    Odpowiedz
    1. me262schwalbe

      Trochę się spóźniłem 🙂 . Miałem swoje typy, ale już teraz mogę komuś odsprzedać kupon za połowę wartości nominalnej :).
      A typowałem tak: S’ton-AV X (AV oddaliła od siebie widmo spadku i zadowoli się remisem, który już chyba na pewno da jej utrzymanie);
      Burnley-Stoke pyrrusowe 1, oraz identycznie w meczu QPR-Sroki;
      Koty-Lisy X, zapewne nie zadowoli to Kotów, ale wg mnie nie zgarną pełnej puli,
      Spurs vs. Tigers – identycznie 2, kurs na pewno usprawiedliwia taki typ;
      WHU-Toffies zgadzam się, że mecz o pietruszkę, ale X
      Reds-Orły typowałbym 1 ze względu na pożegnanie Gerrarda, ale kurs mi się nie podobał, więc nie grałem tego meczu.
      Łabądki-MC ryzykuję 1 kurs usprawiedliwia, ale śmierdzi mi ten mecz, czuję, że będzie 2;
      MU-Ars – zgadzam się, że aktualnie Ars jest lepszy, ale obstawiam X;
      WBA-Blues – nie lubię obstawiać meczy, które nie mają żadnej stawki, typ 2 ale nie zagram tego meczu.
      Faktycznie w zeszłym tygodniu gdyby zgrał trochę mniej ryzykownie (2 banki + 4 z 8) zamiast (2 banki + 5 z 8) to trochę bym się odbił. Nauczka na przyszłość jeśli się mocno ryzykuje w typach, to lepiej ostrożnie zagrać w systemie.

      Odpowiedz
    2. Jeanette

      I know that Parnis uses some Seagull movements in their models, so if you must promote Chinese watches, why not feature some Seagull brand watches instead of Parnis? Seagull watches are nothing interesting either, but at least they don’t rip off other br2san&#8d17; designs so shamelessly. Unless you really do have some financial interest in Parnis for featuring them article after article.

      Odpowiedz
  6. krzysztof

    Najlepsi piłkarze to ci, którzy wznoszą najcenniejsze trofea do góry – niestety, ale artykuł nie jest o mistrzach świata w piłce nożnej.

    Odpowiedz
      1. przecinek

        Mało śmieszny ten dowcip.

        Nie chodzi nawet o licytowanie się umiejętnościami, podliczanie, kto więcej punktów zbierze, bo znajdą się piłkarze, którzy technicznie byli lepsi – ot taki Maradona.

        Zizou miał coś, czego nie ma ani CR, ani Messi – jego gra, sprawia że cała drużyna gra o poziom lepiej, potrafił swoich partnerów wyciągnąć na wyżyny. Tego królowie statystyk nie potrafią, zwyczajnie.

        Odpowiedz
        1. hazz2

          Leo nie musi nikogo ciągnąć do góry bo ma zajebistych kolesi w ekipie a jak coś to sam załatwwia temat. Zidane z kolei w takim realu miał samych średniaków i to jego geniusz zadecydował o wyciągnięciu ich 16 poziomów wyżej. Co do Ronaldo to mendieta i raul już go podsumowali.

          Odpowiedz
          1. przecinek

            Miałem na myśli raczej dokonania reprezentacyjne(jak powszechnie wiadomo, Messi samych cieniasów ma w tej niszowej Argentynie, za to Francuska repa świetnie miała się bez Zizou, zapaści też żadnej po nim nie uświadczyła), ale poczepiać się zawsze wolno.

          2. hazz2

            No tak więc tak na szybko pare nazwisk – Blanc, Lizarazu, Vieira, Petit, Desaily, Henry, Desjamp, Thuram, Lama, Trezegeu, Lama…przeciętniactwo a idąc tym tokiem to akurat Messi przeciągnął Argentynę do finału, bo 90% ekipy było kompletnie bez formy. Poprzednio takiej sztuki dokonał co ciekawe też 1 mały Argentyńczyk z 10 na MŚ swe Włoszech choć trzeba oddać, że Caniggia i Goicoathea też swój udział w tym mieli.

    1. KrólJulian

      @ Przecinek
      Ja Ci powiem, że brak tytułu w La Liga to nie problem, niewiele zabrakło, brak tytułu w LM jeszcze mniejszy problem, również było blisko, ale jak pozbędą się Carlo to będzie dramat i w moim odczuciu będą skończonymi idiotami… No chyba że chcą przebudować wszystko przez 2-3 sezony i stworzyć potwora, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Real i Chelsea nawet w przebudowie muszą zasilać klubową gablotę trofeami, tu nie ma taryfy ulgowej. No chyba że wyciągną królika z kapelusza, ale wśród nazwisk pojawiających się na giełdzie nie widzę gościa, który mógłby się nawet zbliżyć do Carlo… Coś mi się widzi, że może być tak, że jeszcze zatęsknią za tym 2 placem w lidze i półfinałem LM… Można by rzec, że lepsze jest wrogiem dobrego, z tym że tego lepszego to nawet nie widać, bo go zwyczajnie nie ma…

      Odpowiedz
      1. hazz2

        A może AVB ? Młody, nowoczesny z sukcesami no chyba, że ze względu na dobrą współpracę Pereza z Levym jakiś szybki transfer Pochettino na Santiago…też modny

        Odpowiedz
        1. KrólJulian

          Boas 🙂 no ten to zaraz by tam zrobił porządek – Bale i Benzema ławka, Ramos na listę, a Ronaldo grałby co 2 tygodnie, bo wiadomo że jest już stary i zwyczajnie nie daje rady… Wystarczyłoby c’mon zamienić na vamos i właściwie przeniósłby w ten sposób cały swój warsztat trenerski na grunt hiszpański. No i żadnego do lustra by nie dopuścił, w końcu musi dbać o tę swoją czuprynę 🙂

          Odpowiedz
      2. przecinek

        O tytule zadecydowały kontuzje, my mieliśmy ich masę, Barcelonę praktycznie omijały. Szczególnie wypadnięcie Modricia, było kluczowe dla tytułu.

        Boję się że w Realu musi być kozioł ofiarny, którym zawsze jest trener. W Bayernie zmądrzeli, po pladze kontuzji pożegnali lekarza. Irytujące jest to ciągłe gadanie o rotacji FCB i braku rotacji Carlo, jako czynnikach decydujących – jakoś twierdzący nie zarejestrowali, że od pamiętnej porażki z RSSS na San Sebastian, Enriqe praktycznie rotować przestał. Bo postawiła mu się drużyna. I nagle wybuchły wyniki, zazębiła się gra.

        Najmodniejszym nazwiskiem jest oczywiście Klopp, choć pasuje do Realu jak pięść do nosa. Jeśli Perez przełknie gorzką pigułkę, zostawi Carlo, wykaże się mądrością, której nikt się po nim nie spodziewa. A jak jeszcze jakoś rozsądniej będzie bilansować kadrę, kupi potrzebne uzupełnienia, miast hitów(choć Verrati pasuje w obu przypadkach), to już w ogóle kosmos.

        Odpowiedz
          1. przecinek

            W zeszłym sezonie, to Real przerżnął ligę na własne życzenie, w czym czerwo miało udział. Zresztą, to był punkt zwrotny, a nie moment w którym Real zostałby jakoś skrzywdzony.

            W obecnym sezonie, na Real w optymalnym składzie, praktycznie nie było mocnego. Tyle że ten optymalny skład, to mniej niż pół sezonu ze sobą grał.

            Oczywiście, druga rzecz, to świetna postawa Barcy, szczególnie w 2015. Po rewanżu w fazie grupowej z PSG spodziewałem się że urosną, ale nie że aż tak. Gra obronna poprawiona, stałe fragmenty, kontry. I to co zrobiło trio MNS – zamiana miejsc między Messim a Suarezem. Nie wiem, czy to piłkarze między sobą ustalili, czy trener, ale wyszło znakomicie. Ostatnio nawet Iniesta grać zaczął.

            Oczywiście kampania wiosenna FCB 2015 wygląda imponująco, wielcy rywale bici. Ale by nie było zbyt laurkowo – jak spojrzę na listę nieobecnych na mecze z Barceloną w 2015, to wychodzi naprawdę konkretny skład – Godin, Toure, Veratti, Motta, Zlatan, James, Robben, Ribery, Alaba. Do tego Lewandowski w masce i Modrić mogący biegać 60 minut po kontuzji. Zastanawiam się, czy poszłoby równie gładko, gdyby Ci wszyscy piłkarze mogli przeciw Barcelonie wystąpić.

          2. KrólJulian

            wczoraj Mou mówił, że rozmawiał, ale żadna propozycja nie padła, Klopp to też był kit, teraz niby Benitez na topie… No ciekawe, ciekawe…

          3. hazz2

            Tak trochę nie rozumiem jak ekipę zbudowaną za taką kasę można tłumaczyć kontuzjami a ta czerwona kartka ? Powiem tak tak to można tłumaczyć amatorów a nie kolesi skupionych za setki bań, bo w takim razie dlaczego tyle kosztują ? Chyba nie sama technika i fizyka decyduje o tym gdzie są. Zdeprymowani ponoć byli ciekawe na maxa i wydaje mi się, że jak na tak wielkiego fana reala najzwyczajniej w świecie robisz ze swoich idoli zwykłe marzące się baby. Może tego psychologa od Adasia Małysza powinni zatrudnić ?

  7. mak

    Pewnie, że egzaltacja dźwignią życia (w całej rozciągłości: od mistycznych uniesień po futbol) i pewnie, że pogłoski, jakoby najlepiej to było przed wojną, należy opatrywać naukowym przypisem: he he, chyba punicką. Ale mówić, że coś, co dzieje się tu i teraz, jest najlepsze w dziejach – w dodatku wzywając na świadka aktualnie obowiązującą ideologię: statystykę – to egzaltacja nieco przesadna. Kiedy się ogląda różne legendarne sprawy na dokumentach w sieci, np. mecze futbolowe, z tym słynnym Wemblejem naszym, to często kusi wprowadzenie prawnego zakazu ich publikacji, bo grożą naruszeniem cielesnej nietykalności legendy tudzież obrazą uczuć religijnych, jakie się wobec legendy przejawia. Kto wie, czy za 20 lat filmików z CR czy LM nie będziemy oglądali z błyskiem rzewności w oku: że tacy powolni, poczciwi, a gole to strzelają dopiero będąc na połowie przeciwnika. Revolverowiec to pisze, nie Pieprzowiec. :]

    Odpowiedz
  8. przecinek

    @hazz
    Czym różni się kontuzjowany piłkarz za 100 baniek, od kontuzjowanego piłkarza za 2 bańki? Niczym, obaj zamiast grać się leczą. To odnośnie tych kontuzji.

    Modrić(większość sezonu) James(parę miesięcy) Pepe(dwa razy) Ronaldo, Ramos, Bale(też x2), Benzema. To jest właśnie lista kontuzji Realu z tego sezonu.(nie liczę Jese, bo on już się leczył na wstępie xD) Sporo milionów się leczyło.

    Nie myśl, że tylko Real tak tłumaczę. Bayern też tak tłumaczę. Gdyby Barcelonie wypadł Messi, Neymar i Rakitić, też bym ją tak tłumaczył.

    Messi na mundialu przeciągnął Argentynę do ćwierćfinału. potem zgasł straszliwie – na Belgię starczył wybuch jednomeczowy Igły, półfinał To Sabella nie dał się zrobić LvG i starczyło. W Finale Loew robił wszystko co się dało, by Argentyna wygrała, szkoda że Messi nie. To raczej Aniołka zabrakło. Bo świetnie dysponowany przez cały turniej Maszcze, to grał.

    Co do wyciągania do finału, to jednak popisy z fazy pucharowej Zidane’a 2006 widziałbym wyżej, niż Messiego ’14 i to dużo. Jeden w miarę turnieju się rozkręcał, drugi gasł.

    Dobrzy piłkarze grali we Francuskiej repie, ale z wymienionych o wybitność zahaczyli się wyłącznie Henry(regularnie rozczarowujący na każdym dużym turnieju) i Viera. Dodałbym Makelele – złota mś nie ma, ale artysta w swojej brutalnej klasie. Reszta to dobrzy piłkarze, ale ile byli warci sami, pokazali na mundialu w 2002. Lub w eliminacjach do 2006, gdy wołali – Zizou, Makelele, wróćcie.

    @Król
    Cóż, Benitez to wychowanek, nawet podwójny, także trenerski. Ale wątpię by dogadywał się z Perezem w dłuższej perspektywie. W dodatku będzie miał przeciw sobie opinię publiczną. Lubie go, bardzo chciałem by objął kiedyś Real, ale nie wiem, czy to odpowiedni moment.

    Odpowiedz
    1. hazz2

      Nie napisałem o różnicach tylko generalnie , bo ekipa tak jak real powinna mieć plan b i c i pewnie miała tylko z jakichś powodów nie wypalił. Nigdy tu nie czytałem byś usprawiedliwiał kontuzjami jakąkolwiek ekipę oprócz realu al kolejny raz się nie czepiam. Co do kadry Francji to rzeczywiście Desaily, Blanc, Desjamp cz yrezegeu to…a zresztą szkoda gadać.

      Odpowiedz
      1. hazz2

        No i podążając tą drogą to gdyby nie Leo to kwestii kogo w kadrze Argentyny bardziej brakowało w finale byśmy nawet nie rozważali. Zidane dla mnie był wybitnym graczem ale Leo bije go na głowę ale cieszy mnie fakt, że dyskutujemy o sytuacji Zizou kontra Leo a nie Leo kontra obrażalski bufon

        Odpowiedz
        1. hazz2

          Aha i jeszcze jedno heh Thuram , Blanc czy Lizarazu to przeciętniacy ale za to taki Garay, Rojo czy Zabaletą to gracze wybitni pełna zgoda no i desjamp i dezaily toż to przeciętniactwo w formie czystej buło

          Odpowiedz
          1. przecinek

            Dlaczego dla ciebie dobry piłkarz to przeciętniak? Fajniej się gada, jak nikt nie przeinacza twoich słów.

            Możemy podyskutować o potencjale kadrowym obu ekip. W sensie Francji 96′,98′,00′,06′. Oraz Argentyny ’14 wyłącznie. Możemy też pogwarzyć o stylu gry obu ekip, jak oglądało się Francję np. na turnieju w Niemczech, a jak wlekącą się Argentynę w Brazylii?

      2. przecinek

        Na boga, 92 punkty półfinał LM i plan „nie wypalił”. Pierdyliard sytuacji z Valencią i Juve. To nie jest tak, że Real zagrał zły sezon. Zagrał świetny, na dwóch frontach przegrał minimalnie. O detale.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *