Efekt VAR

Gdyby nie kontuzja Andre Gomesa, czerwona kartka dla Sona i fakt, że grający w dziesiątkę piłkarze Tottenhamu wypuścili kolejne w tym sezonie prowadzenie, przedłużając zarazem serię niewygranych na wyjeździe meczów w Premier League do dwunastu, mielibyśmy właściwie dwa tematy do dyskusji. Pierwszy to forma Christiana Eriksena, kolejny już mecz z rzędu najsłabszego w Tottenhamie – w ciągu ponad stu minut gry Duńczyk nie miał ani jednego dryblingu, nie wypracował kolegom ani jednej szansy, nie oddał ani jednego strzału, nie miał ani jednego przechwytu i ani jednego udanego wślizgu, za to stracił piłkę szesnaście razy; doprawdy wydaje się, że lojalność Mauricio Pochettino wobec jednego z najlepszych jeszcze rok temu rozgrywających w Premier League jest zbyt wielka, zwłaszcza że Giovanni Lo Celso od kilku tygodni wydaje się gotowy do gry. Temat drugi to forma tak krytykowanego w ostatnich dniach Dele Allego, który przełamał się w końcu, wykorzystując podanie Sona, mijając obrońców i strzelając bramkę mogącą dać Tottenhamowi zwycięstwo. Widać było z jego „cieszynki”, jaki ciężar spadł z ramion młodego Anglika.

Ale straszliwa kontuzja Gomesa – efekt raczej pecha niż brutalności któregokolwiek z zawodników Tottenhamu (co przyznawał także na pomeczowej konferencji trener Evertonu) – odsyła kwestie lecącej na łeb na szyję formy Eriksena czy rosnącej formy Allego na daleki margines. Po tym, co się stało na Goodison Park, trzeba przede wszystkim rozmawiać o VAR. Zanim doszło do incydentu, po którym piłkarz gospodarzy złamał nogę, mecz przerywano bodaj czterokrotnie, sprawdzając, czy Son nie został sfaulowany w polu karnym Evertonu, czy Dele nie zagrał piłki ręką we własnym polu karnym (no zagrał, cholera jasna…) i czy Sanchez albo Davies nie faulowali Richarlisona. Przerwa goniła przerwę, a w głowach piłkarzy kotłowało się od niemogących znaleźć ujścia emocji – jedna z przerw była zresztą podwójna, bo decyzję raz już przez VAR podjętą, sprawdzano ponownie, gdy sędziowie dostali jeszcze powtórki z innego ujęcia kamery. Doprawdy, zatęskniłem za czasami, w których nie było żadnych powtórek wideo, a omylność arbitra należała do piłkarskiego spektaklu na równi z omylnością bramkarza czy napastnika.

Tak, wiem. W zasadzie i dziś można by powiedzieć, że omylność arbitra należy do piłkarskiego spektaklu. Nie pojmuję, dlaczego Everton nie dostał karnego po ręce Allego. Nie pojmuję też (choć ogromnie mi żal Gomesa), dlaczego po żółtej kartce, którą najpierw pokazał mu Martin Atkinson, Son dostał jeszcze czerwoną.

Problem z VAR-em jest jednak większy niż proste pomyłki. Sędziowie sięgają po niego tak często, przerwy w grze trwają tak długo, a decyzje w końcu podjęte pozostają tak kontrowersyjne, że jedynym efektem jest zamiana biegających po boisku piłkarzy, i tak odczuwających presję wyniku czy (patrz pod Granit Xhaka i obelgi, których wysłuchiwał w ostatnich meczach Arsenalu) presję trybun, w tykające bomby.

Przed epoką VAR-u angielski arbiter (piszę „angielski”, bo wiem, że w wielu krajach Europy radzą sobie z tym lepiej) pozostawał kimś zdolnym do zaprowadzenia spokoju na boisku; cieszył się dobrą relacją z zawodnikami, potrafił rozładować napiętą sytuację kartką, reprymendą, a czasem zwyczajnym żartem. Rozsądzał konflikty, zaprowadzał spokój, podejmował decyzje, które studziły gorące głowy. Był czynnikiem stabilizującym sytuację. Dziś Martin Atkinson i ludzie wykrzykujący mu do ucha niejasne komunikaty – sytuację na Goodison Park zdestabilizowali.

Nie twierdzę oczywiście, że była to bezpośrednia przyczyna kontuzji Andre Gomesa, straszliwego bólu Portugalczyka i łez jego kolegów z obu drużyn. Twierdzę, że atmosfera, w jakiej piłkarze biegali po boisku w siedemdziesiątej ósmej minucie, była daleka od normalnej. Zawodnikowi Evertonu życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia i na boisko, ale nam wszystkim życzę jak najszybszego ogarnięcia przez władze Premier League problemu, który nieoczekiwanie wyrósł na najważniejszy w najlepszej podobno lidze świata.

16 myśli w temacie “Efekt VAR

  1. Drypit

    Oglądając na żywo widziałem po prostu faul łokciem na Alim i dość naturalny ruch ręki w stronę uderzonej głowy. Ale skoro nie orzekli ani karnego ani faulu w ataku – zgłupiałem. Erikssen rzeczywiscie dramat, chyba plują sobie w brodę, ze go nie puścili w lecie.
    Ja bym VAR-u nie demonizował. Kilka stykowych sytuacji w tym sezonie wyprostował. Daje względne poczucie sprawiedliwości. Chciałbym jeszcze, żeby razem z decyzją w sytuacjach nieoczywistych przychodziła drukiem wykładnia. I żeby jakoś poradzić sobie ze złodziejami czasu – to jest dopiero światowa plaga, te turlania, udawania, odkopnięcia i podrzucenia, rączkami machanie i 70-metrowy bieg do arbitra…. Arrrrgh. A extra time to często największe emocje – im wiecej tym lepiej. Też widzę możliwość obniżenia autorytetu arbitrów boiskowych jeśli większość ich decyzji VAR zmieni. Piłkarze wysłuchują obelg bo taka jest wola suwerena. Przed epoką VAR-u też dostawali, taka robota. Football to mind game, mniej tykający wygrać powinien.
    A może (r)ewolucja: challenge dostępne w ograniczonych ilościach. Jesteś pewien, bierzesz. Nie jesteś, odpuszczasz. Potencjalną korzyścią byłoby też rzadsze oglądanie kiepskich aktorów i nadmiernych egzaltacji – bo trzeba dać jasny, zerojedynkowy sygnał do ławki. Lubiłbym.

    Odpowiedz
    1. Łukasz

      Challenge? I o jego wyniku miałby też decydować ktoś taki jak Atkinson czy Taylor? Żarty sobie robisz, challenge musiałby być zero – jedynkowy aby mieć sens.
      VAR w Anglii nie działa, ubzdurali sobie, że ostateczną decyzję podejmuje sędzia VAR i przez to sędziowie na murawie postanowili dyktować mniej karnych. „A niech VAR weźmie odpowiedzialność”. Z kolei VAR tak samo się tej odpowiedzialności boi więc decyzji o karnym nie zmienia. Przecież faul Miny na Sonie był ewidentny i nie wiem jakim cudem mogli tego nie widzieć. Gość upadając robił wszystko, żeby przeszkodzić Koreańczykowi.
      Z kontuzją Gomesa też dziwnie. Realizatorzy nie dawali powtórek więc Taylor na VAR postanowił, że też nie będzie tego oglądał. A Atkinson po obejrzeniu skutku faulu Sona (jak wtedy myślał) zmienił żółtą na czerwoną (z tego co widziałem nie pokazał symbolu ekranu, więc to nie efekt VAR). Przecież to kpina.

      A gra Tottenhamu dalej tragiczna. I dalej powtarzam – albo zostaje Poch ale robi jak najszybciej rewolucję albo odchodzi.
      I wciąż nie rozumiem wiary w Lo Celso. Gość nic nie pokazuje, owszem gorszy teraz od Eriksena nie będzie, ale nie odmieni też oblicza drużyny. I jeszcze za chwilę złapie kontuzję.

      Odpowiedz
      1. Drypit

        @Łukasz
        Propozycja challenge’u dotyczy czasochłonności VAR-u. Ograniczona ilość prób ma zmniejszyć częstość jego używania i zrobic mecz bardziej płynnym, jak poprzednio. Nie jest receptą na słabych sędziów przed monitorem.

        Odpowiedz
        1. me262schwalbe

          Ja bym powiedział, że zawsze będzie kilka czy też kilkanaście meczy, w których VAR będzie miał pełne ręce roboty, będą też takie kiedy woogle się bez niego obejdzie. Statystycznie wyjdzie 2-5 razy w przeciągu meczu. Problem raczej jest inny – korzystanie z tego narzędzia. Przy okazji meczu MC – Tott pisałem, nie ma protestu, to nie ma też VAR. Zauważyłem mianowicie coś innego obrońcy teraz nie fauluje w polu karnym tylko upada przed napastnikiem i potem jakoś tak leci, żeby przeszkodzić wczoraj Mina na Sona wcześniej w meczu Tott-Newcastle ktoś tam na Kane. Myślę, że interpretacja sędziego jest taka upadał, nie widział, niechcący, itd. Ale cel osiągnął „nie dopuścił do strzału/utraty bramki. Ręka Allego ewidentna i rzeczywiście, żeby nie było niedomówień: albo faul w ataku (którego ja nie widziałem, albo inaczej taka walka, to jest przy każdym rogu) albo karny. No i kolejny absurd wystający czubek buta poza linię ostatniego obrońcy, siedzi gość z VAR i rysuje linie??? a jakby krótki temat jest spalony i go widać gołym okiem, albo go po prostu nie ma – jedna powtórka załatwia temat. Przecież jeśli, któraś drużyna traci bramkę, to nie z tego powodu wystającego buta. Proponuję zmienić ogólne nastawienie sędziów, żeby w sytuacjach stykowych gwizdać na stronę drużyn atakujących. Dla mnie od zawsze sędziowie gwizdali na korzyść broniących (uwielbiałem stwierdzenie: no faul był, ale czy za takie coś dyktować karnego?) będzie więcej bramek, np wyniki 5-3, 2-7 na porządku dziennym, czy komuś to przeszkadza?

          Odpowiedz
  2. Szymon

    VAR to najlepsze co spotkało piłkę od dawna. Rozumiem rozgoryczenie słabą postawą drużyny z VAR-em w tle, ale to nie wina technologii, że piłkarze są sfrustrowani na boisku, a przerw w grze jest dużo. Pisze Pan, że sędziowie w Anglii cieszyli się uznaniem, a reprymendą czy żartem potrafili rozładować napięcie na boisku i VAR im nie był do niczego potrzebny. W pamięci mam wiele meczów sprzed czasów VAR-u, które położyli sędziowie nie potrafiący zapanować nad wydarzeniami boiskowymi – czy to nadmiernie karząc piłkarzy, czy dopuszczając do zbyt brutalnej gry czy przez zwykłą niekonsekwencję lub bardzo kontrowersyjne decyzje. To czy mecz przebiega płynnie, czy sprawnie podejmowane są decyzje, czy VAR nie jest wykorzystywany zbyt często, nie ze stosowania technologii, a z indywidualnej predyspozycji sędziego. W moim odczuciu VAR jest ostatnią instancją – jeśli sędzia sięga po niego zbyt często lub podejmuje błędne decyzje pomimo konsultacji i weryfikacji, to znaczy, że źle wywiązuje się ze swoich obowiązków i tu jest problem, a nie w VAR-ze samym w sobie. Osobiście wolę okazjonalne dłuższe przerwy w grze niż gole z ewidentnych spalonych, nieodgwizdane karne czy brutali boiskowych hasających sobie po boisku, bo akurat udało im się sfaulować przeciwnika poza polem widzenia sędziego. VAR nie jest idealny, ale powrotu do starych czasów nie jestem w stanie sobie wyobrazić, a wręcz nie chcę.

    Odpowiedz
  3. SaaS

    Najgorszy w angielskim VARze jest jego czasochłonność. Jak na mój rozum nie powinno być żadnego rysowania linii w czasie meczu – VAR powinien interweniować gdy sędziowie VAR powiedzą głównemu, że słuchaj, przy tym golu raczej był spalony, wtedy główny podchodzi do monitorka i jeśli spalony jest ewidentny „na oko”, a jeśli jest sporny, że nie wiadomo czy centrymetr głowy obrońcy był bliżej bramki niż końcówka buta napastnika, to nie rysujemy cudownych linii (zostawmy te wymysły na czasy, gdy całe boisko będzie olaserowane i da jednoznaczną odpowiedź, że gracz X bliżej bramki o 0,04 cm od gracza Y), tylko uznajemy, że spalonego nie było.
    Zupełnie nie rozumiem wątpliwości sędziów – często sytuacje były ewidentne, a oni oglądali je po kilka razy i zastanawiali się tak, jakby było nad czym.

    Odpowiedz
  4. Gosc

    Moim zdaniem trzeba po prostu czasu żeby doszlifować sposób korzystania z var, przeanalizować sporne sprawy. Sukcesywne działanie i postęp technologiczny spowoduje że system będzie udoskanalany. Odejście od var to krok w tyl. Ja bym zmienił definicje i zasady spalonego.

    Odpowiedz
  5. vandermerwe

    O ile wiem dwie dyscypliny sportowe od dawna uzywaja najnowsze technologie w rozwiazywaniu kwestii spornych. Sa to krykiet i rugby. W obu przypadkach efekt zastosowania technologii jest oceniany pozytywnie. O ile krykiet jest gra calkiem oddalona od pilki noznej o tyle rugby ma z nia wiele wspolnego. Sedziowie w rugby siegaja do powtorek akcji bardzo czesto i bez wiekszego zastanowienia. Uzywa sie go rowniez do wylapywania niebezpiecznej gry. Poprzednicy i Autor pisza, ze dawniej sedziowie byli w stanie zpanowac nad gra bez systemu VAR. To prawda ale pilka nozna przestala byc tak zdyscyplinowana gra jak dawniej. Dzisiaj decyzje arbitra sa jawnie kwestionowane przez pilkarzy jak i trenerow, jest on pod presja psychologiczna 22 zawodnikow. Jesli ktos chce zobaczyc o czym mowie to prosze np obejrzec jeden z miedzynarodowych i bardzo zacietych meczow rugby ( chocby z ostatnich mistrzostw swiata) i rownie wazny mecz pilki noznej. Roznice w zachowaniu zawodnikow obu dyscyplin sa ewidentnwe. Tym dziwniejsze, ze rugby, inaczej niz pilka nozna, jest sportem kontaktowym.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
        1. KrólJulian

          nie twierdziłem, że jest bijatyką, ale sportem zderzeniowym (jedno nie ma nic wspólnego z drugim), podobnie jak koszykówka, a zaczerpnąłem to zdanie właśnie z sentencji słynnego, acz kontrowersyjnego, trenera NCAA zza wielkiej wody – zwolennika wykorzystywania negatywnego myślenia do osiągania pozytywnych rezultatów oraz potraw z dużą ilością czosnku.

          Odpowiedz
          1. vandermerwe

            @ Kroljulian,

            Nie bardzo rozumiem pojecie „zderzeniowy” w odniesieniu do rugby. Akurat zderzenie w doslownym tego slowa znaczeniu nie jest w rugby dozwolone, jak wiele roznych innych zagrywek dozwolonych w innych sportach kontaktowych. Mimo pozornego podobienstwa rugby rozni sie zasadniczo od footballu amerykanskiego.

            Pozdrawiam

          2. KrólJulian

            podobnie jak w koszykówce, ale powiedzieć, że to sport tylko „kontaktowy” to za mało – to clou dowcipu trenera Knighta. Kopanie po nogach również nie jest dozwolone w piłce nożnej, a często w niej więcej kopaniny niż gry zgodnej z przepisami… Oczywiście rugby różni się od innych dyscyplin, piłki ręcznej, wodnej czy WKKW – właśnie dlatego wydzielono ją spośród pozostałych jako odrębną dyscyplinę 🙂
            Pozostając w temacie sędziowania i piłki nożnej – w rugby istniał kiedyś pewien kanon, być może wciąż w tej dyscyplinie funkcjonuje, oglądam ją jedynie okazjonalnie, który polegał na ty, że do sędziego mógł podejść jedynie kapitan drużyny, a o otaczaniu go przez obie ekipy, wrzaskach czy popychaniu nawet nie mogło być mowy. No i kolejna różnica – w piłce gracze udają, że byli faulowani i że ich boli, w rugby zaś po ostrym starciu udają, że ich nie boli 🙂

  6. vandermerwe

    @ Kroljulian,

    Koncowa czesc Pana wpisu podkresla sedno sprawy. W rugby sedzia przywoluje do siebie najczesciej kapitana i wyjasnia przyczyny decyzji ( w przypadkach niezbyt oczywistych) moze rowniez wezwac „winowajce” – jesli dobrze pamietam dawniej w pilce noznej z sedzia rozmawial tylko kapitan. Nie ma powszechnego jak w pilce noznej, publicznego i jawnego kwestionowania decyzji. W rugby nie ma udawania ( jak gracz lezy na ziemi i nie wstaje to jest kontuzjowany), zas faule sa bezwzglednie karane – za zolta kartke schodzi sie na dluzszy czas z boiska. Rzut karny, dyktowany za naruszenie regul gry, to najczesciej utrata punktow ( 3) . W finale byly tylko dwa przylozenia dajace Poludniowej Afryce w calosci 14 punktow zas z rzutow karnych zdobyto 18 punktow. Anglia wszystkie 12 zdobyla z rzutow karnych. VAR sluzy rowniez do wylapywania fauli. Sadze, ze taki system dodatkowo temperuje zachowanie zawodnikow. W pilce noznej dawnymi czasy obowiazywala zasada, atakuj pilke nie pilkarza. Dzieki mozliwosci ogladania powtorek w zwolnionym tempie i z roznych kamer widac jak pod tym wzgledem zdegenerowala sie pilka nozna.

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  7. ArsenalFan

    Ja mam jedno marzenie i jeden koncept. Marzenie jest takie, żeby tych wszystkich chu@ków, którzy po tym jak zostali muśnięci w ramię łapią się za twarz karać potem na podstawie zapisu wideo. I to karać jakoś mega solidnie. Np. duża kara finansowa na rzecz organizacji charytatywnych plus zakaz gry na 3 mecze. Od razu by się skończyły symulki a w tej chwili to największa zakała futbolu.
    A koncept (już się chyba pojawił w jednym z komentarzy) to challenge jak w tenisie. Każda drużyna ma 2 na cały mecz. Prosi o VAR w spornej sytuacji. Jeśli mieli rację, to arbiter cofa decyzję. jeśli nie mieli to kasuje im się możliwość kontroli. Od razu spadłaby ilość deklaracji, że „na pewno” był spalony.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *